Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Leżeć!
Szukaj!
Nie
ma nas na
mapie świata. Jako naród nie istniejemy.
Dwadzieścia milionów Polaków żyje pod tyranią zaborców. W zatufaniu i niewoli.
Ale to od nas zależy, czy odzyskamy nasze prawa wśród ludów Europy.
A co my możemy sami zrobić?
Musimy odzyskać nasze ziemie i wolność dla obywateli.
Trzeba przystąpić do walki z wszystkimi trzema zaborcami naraz.
Z wszystkimi naraz?
Tak.
Godni najgorszego piekła ci, którzy strzedali Polskę jej wrogom.
Ale teraz nie mamy wyjścia.
Austria, Prusy i Rosja zawarły przymierze. Jeżeli nie powstaniemy
jak jeden mąż, wygniotą każdy punkt po kolei.
Nie uchylam się, jeżeli można coś zrobić dla ojczyzny.
Ale ten projekt wydaje mi się zaśmiały.
No powiedzcie sami, jak tu zająć chociażby jedno miasto, kiedy w tak
nasze cały czas stoją przynajmniej dwie kompanie piechoty. Jak uzbroimy chłopów,
czapkami Austriaków nakryjemy.
A i wśród obcych wojsk jest wielu Polaków. A skąd wiecie, że chłopi pójdą
wami?
Ogłosimy zniesienie, panie Szczyzny.
Chłop musi wiedzieć, że nie tylko bije się o wyzwolenie ojczyzny, ale i o
sprawy.
Wtedy na pewno pójdzie.
Ładny patriota, co to się będzie bić, bo mu za to płacą.
Patriotę udaje, a pańszczyzny nie chce darować. Jakby wszyscy byli tacy, jak
pan. Ty mnie patriotyzmu nie będziesz uczył, gałganie jeden ty! Spokój,
Niech sami chłopi się wypowiedzą.
Żeby wszędzie powstał naród.
to można by coś zrobić.
Ale czy będzie zgoda między panami?
Pokłócą się, a chłopy po dwie wezmą.
Mało razy braliśmy kosy i na nic się to nie zdało?
A jak szlachta za was łby nadstawiała, to już nie pamiętacie? Chajcie.
Polska nie odzyska niepodległości.
Dupki lud nie będzie wolny.
To ciemno, co jest podporą despotyzmu.
I przyczyną naszych nieszczęść.
Ale coraz bliższy jest dzień, kiedy wszystkie uciskane ludy chwycą za broń,
obalić tyranów.
Polska rewolucja stanie się sygnałem do podjęcia walki.
Już nie będziemy sami.
Nasz ruch ogarnie całą Europę.
Niech po zaściankach zbierają broń.
Proch, kule i co tam kto ma.
Chłopi niech zbroją się w kosy i w pigi.
A wszystko lubcie potajemnie.
Żeby się Austriacy nie zorientowali.
Ja się tylko zdrady boję.
Co my głupi, żeby zdrajców dopuszczać?
Panie Kacprze, niech tylko każdy uważa na samego siebie.
A na pewno do zdrady nie dojdzie.
A co ja mam powiedzieć chłopom? Kto im da wolność? Naród.
Naród to u nas od wieków panowie.
A czy to panowie dadzą coś po dobroci?
Jak zwyciężymy, wszyscy będziemy wolni i równi wobec prawa.
Siłą zmienimy to, co dotąd było.
A dla zdrajców ustanowimy trybunały i karać będziemy.
I to karą śmierci.
Pamiętajcie, żeby w każdej chwili można było rozpocząć walkę.
Jak przyjdzie termin, zjawię się tu u was.
Powiem wam wówczas, co robić dalej.
Kostiu!
Zanim się rozejdziemy, otrzymacie jeszcze pieniądze.
W każdym jest po 500 złotych ręcznych.
Niech Wam się to przyda w osiągnięciu naszego celu.
I nie zapominajcie słów wieki.
Wychodźcie pojedynczo i zaraz w gościńca rozpieszchnijcie się na wszystkie
strony.
Nie gniewajcie się ku mi, ale muszę się dowiedzieć od was jednej rzeczy.
Kim wy naprawdę jesteście?
Nie rozumiem, o co wam chodzi, panie Dominiku.
Z was nie jest prosty chłop.
Wy jesteście szlachcicem.
Szlachcic, niech mnie kule biją, jak wy nie jesteście szlachcicem.
A jak brzmi pańskie nazwisko?
Powiedziałem...
że odpowiem na wszystkie pytania dotyczące naszej sprawy, ale nie mojej
Daliście na to szlacheckie słowo. A, prawda.
Już jestem cicho.
Ani słowa.
Ale to was szlachci.
Niech mnie hulę biją.
Ja mam indykt.
Dziękuję.
Poszli? Tak.
Soparek nie ma żadnych wiadomości.
Wiem tylko, że panicz Juliusz był znowu w Orkidowie.
Ty myślisz, że on wtedy z Pepianiem podjechał pod dwór? Jestem o tym
I widział ją.
Jak ona jego.
To źle.
Słuchaj, Christian.
Musisz koniecznie się z nim widzieć.
Powiesz mu, że nieuszanowanie woli starościca jest
sprzeczne z honorem i sumieniem uczciwego człowieka.
Zapamiętasz.
Zrób jak życzę.
A teraz... Przygotuj mi wóz do drogi.
Wóz już stoi przed domem.
No to jedźmy.
Kiedy się was można spodziewać?
Sam nie wiem.
Zresztą, czy to wiadomo, co się może wydarzyć?
No, a gdyby... Wiesz, co masz robić.
Niech was Bóg prowadzi.
bardzo dziwna sprawa.
No, pieski. No, moje pieski.
Dobre pieski.
Kim pan jest?
Co pan tu robi?
Proszę się nie bać, nie jestem złodziejem.
Niech pan na stół wyjdzie!
Czego tu chcesz, ty?
Przekradłem oddać wam fajkę i tytań.
Może w zamian przyjmiecie ode mnie cygaro?
Po coś tu przyszedłem?
A ty?
Ty! Biegł!
Uważaj, bo ten jest nabity.
Nazwałeś mnie szpiegiem, ale nie mam o to do ciebie żalu.
W końcu mogło to tak wyglądać.
Zrozum, że przychodzę tu jako przyjaciel i sprzymierzenie.
Przyjaciel?
A tak, przyjaciel, żebyś wiedział.
A to?
Co? To?
Puść go natychmiast!
Zostaw go.
Powiedz, co się tu dzieje.
Bo ja w żadne duchy nie wierzę.
Kim pani jest?
Proszę, pan wyjdź.
I nikogo tutaj nie wziąłeś. Rozumiesz?
Dobry, że jesteś.
Ojciec, matka, tak, szybko.
Dziękuje za oglądanie.
Krzyż Ty rajstwa w dłoni złamie.
Gdy w wolności słońce wstanie.
Niech mi puszcza pozostanie.
Kwiat wydadzą te do kruchy.
Gdy w wolności słońce wstanie.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Zaczekaj tu na mnie, syneczku.
Ale wrócisz tu po mnie? Tak, tak.
Siedź cichutko.
Schowaj się, Jureczku!
Dobry plan.
Odsłonię.
Pan Czorgut już wstał?
Tak. To go poproś.
Niech przyjdzie na śniadanie.
Ale jego nie ma.
A gdzie jest?
Wziął konia i pojechał.
Świetny pomysł.
Każ mi też osiądłać konia.
Powiedziałem ci przecież wyraźnie, że koniecznie potrzebuję pieniędzy.
Jaśnie, wielmożny panie, na uczciwość.
Rozbijałem się jak opętany.
Ale teraz ukrótnie ciężkie czasy. Na uczciwość, no nie wiem, co to dalej
Więc co mi radzisz?
Posłać po brunę piwa.
Znowu lichwa?
Nie ma innego środka, jaśnie wielmożny panie.
Jak to właściwie jest, że przy takim majątku mam coraz mniejsze dochody?
Na uczciwość. Trzeba było zaciągnąć nowe długi, a jeszcze nie spłaciliśmy
poprzedniej pożyczki, więc procenta rosną.
Zgorzał jeden folwark i szpichlerz, no i pomnożyły się wydatki
jaśnie wielmożnych państwa.
Zostawa tam przy sobie takie wyjaśnienia.
Jesteś pewien, że Brunentief da?
To już jakby się stało, jaśnie wielmożny panie.
Ale mam jeszcze jedno.
Cóż znowu?
Nie wiem, czy jaśnie wielmożny pan pamięta, jak zaraz po przedłożeniu
testamentu nieboszczyka starościca radziłem wszcząć proces.
Przecież się na to nie zgodziłem.
Pewien adwokat dał mi niezawodny sposób obalenia testamentu.
Nie myślę więcej podnosić tej sprawy.
Ale mógłby ją podnieść kto inny.
Kto inny?
Jaśnie wielmożny pan doznałeś wielkiej krzywdy.
Majątek ojcowski, siedziba wojewodów i kasztelanów przeszedł w ręce jakiegoś
obcego przybłędy. Według wszelkiego prawa jaśnie wielmożny pan jest jedynym
dziedzicem Żwirowa.
Oczywiście, że mam większe prawa niż dzisiejszy dziedzic.
Ale one są niczym wobec sądu.
A poza tym ta prawa jest już zadawniona.
Ale nie jest zadawniona wobec prawa.
Twierdzisz, że można jeszcze dziś obalić testament Mikołaja?
W każdym razie ja się tego podejmuję.
Za co jaśnie wielmożny pan uważał zawsze swego brata nieboszczyka?
Za wariata.
A no więc właśnie.
Co mówisz?
No muszę tylko dowieść, że starościc był niespełna rozum.
I myślisz, że w ten sposób będziesz mógł obalić jego testament?
A jak to udowodnisz?
Oprę się na zeznaniach ludzi, którzy znali starościca.
No, w najgorszym razie znajdę lekarza, który za parę tysiączków
wystawi mi potrzebne świadectwo.
Ależ to nikczemność uciekać się do przekupstwa.
Dlatego właśnie mówię, że w najgorszym razie. A poza tym jaśnie wielmożny pan w
ogóle nie musiałby się w to mieszać.
Na czym miałby polegać mój udział?
Najpierw ja wystąpię do sądu, twierdząc, że jaśnie wielmożny pan przyrzekł mi po
śmierci starościca w zamian za moje usługi jeden z polwarków żwirowskiego
klucza. A ja?
A jaśnie wielmożny pan ma tylko stwierdzić, że...
Zrzykł się tego przyrzeczenia, ponieważ klucz wirowski zgodnie z wolą jego brata
przeszedł w inne ręce.
I na tym koniec.
Właściwie tak.
Ale jak wygram proces, otrzymam od jaśnie wielmożnego pana buczały.
Najlepszy folwark w całej okolicy.
Przecież na razie to i tak wszystko gruszki na wierzbie.
Bierzcie licho.
Co jaśnie wielmożny pan sądzi?
Muszę się jeszcze zastanowić.
Do roboty! Do roboty!
Do roboty! Do roboty ty!
Rząd tak!
Nie bij!
Co się stało?
Niech pana się zakryje.
Ja. Nie wolno.
Ja.
Witam. Jaśnie wielmożnego pana.
Czego chcesz?
Mam coś nowego, jaśnie panie.
Co nowego?
Maciasz całą noc siedział u bulija, a potem o świcie wyjechał obładowanym
wodzem.
To wszystko?
Nie, nie. Jeszcze widziałem upiora.
Starościca? Widziałem na własne oczy, jak pędził na koniu, a potem palił
we dworze. A, jeszcze widziałem pannę z bulijem.
A po to ty tam się kręcisz.
Kiedyś od Bulia dostałem 100 kijów.
Straciłem wszystko, co miałem.
Ja mu tego nigdy nie daruję.
Wynagrodzę ci to wszystko.
Dostaniesz grunt za pomogę.
Zostaniesz gospodarzem.
I poddanym ja się pana.
Wolności dać ci nie mogę.
Ja jestem wolny.
Ale... Co z Buliem?
Mnie chodzi o ciebie, a nie o Bulia.
Wtedy już wiem, że on z maziarzem ukrada dwór.
To nie ustąpię, dopóki nie wsadzę go do kryminału.
Choćby nawet kradł, to i tak mu nic nie zrobisz, bo to on jest właścicielem
dworu. Rozumiesz? To kryminał rozsądzi.
Kryminałowi nic do tego.
Jak ja się pan tym nie zajmie, to ja sam skargę wniosę.
Zgłoś się do sędziego i złóż swoje zeznania.
Pan Gongoleski zajmie się tą sprawą.
A jeśli chcesz pracować, to ci dam ziemię w którymś folwarku.
Tymczasem idź napij się wódki.
Karcz mnie za moje zdrowie.
No.
Pan Czorków już wrócił?
Nie jeszcze, jaśnie, panie.
Jak się zdjawi, powiedz mu, żeby na mnie zaczekał.
A co ze śniadaniem? Później!
Proszę.
Czym mogę służyć?
No zmykaj pan, panie chochylka. Już.
Słucham zatem.
Chorawa wyobraził sobie, że Bully okrada dwór.
Chce iść do Tyrkułu.
O, to poważna sprawa.
Kazałem mu przyjść do pana. Do mnie? Trzeba mu przeszkodzić. A, rozumiem,
należałoby... Właśnie.
Tylko jak?
No właśnie.
No, można go wsadzić do aresztu.
Nie o to mi chodzi, panie Gongolewski.
Więc co, co? Nie rozumiem.
Jak można aresztować? Za co?
No, pretekst by się znalazł. Właśnie w okolicy ukradzioną konia można by rzucić
podejrzenie właśnie na chorawę.
Wykluczone.
Nie mamy prawa.
Chce pan mieć znowu komisję z cyrku?
Więc inaczej się nie da.
Może na kilka dni, żeby zyskać na czasie.
Zatem zgadza się pan?
Tak.
A, chwileczkę.
Tylko, że trzeba będzie go żywić.
Policzy sobie pan u mnie.
Zaraz uprzedzę Giergilewicza. A, dziękuję.
Proszę, proszę.
Żydzie!
Czy wielmożny pan coś tu zgubił?
Wódki.
Najlepiej to napić się wody ze studni.
Zdrowa i nic nie kosztuje.
Nie gadaj tu na lewo.
A gdzie takie coś można znaleźć? To się to obchodzi.
Jeżeli Mikyta u mnie będzie zostawiać takie pieniądze, to ja o nic pytać nie
będę.
Szlachetni urodzeni.
Znowu spiskują.
O czym oni tam gadają?
Mnie za podsłuchiwanie nikt nie płaci.
Nalać jeszcze?
Organisto!
Pewnie jakąś nową biedę szykują.
Ale na swoją zgubę.
Wszystko, co powiedziałeś, zostało zapisane.
A co z Bulijem?
Co z Bulijem?
Nie wiem.
Ale ty pójdziesz do aresztu.
Ja? Za co?
Ukradłeś konia, Lajdaku.
Ja konia? Tak.
Nic o żadnym koniu nie wiem.
Już ty się nam przyznasz. Jak posiedzisz parę miesięcy o chlebie i wodzie.
Parę miesięcy?
No, lepiej się przyznaj od razu.
Za co?
Jak się przyznasz od razu, krócej będziesz siedział.
Ja... Ja dojdę do sprawiedliwości.
A dochodź sobie, dochodź.
Gaworek, zakuj tego lotra i wsadź do aresztu.
Już pierwsza.
Człowiek haruje jak konio od samego rana.
I tak jest, ale moje życie.
No, nareszcie.
Jakże się cieszę.
Co też przychodzi u wielmożnego pana?
Dziękuję, wszystko w porządku.
Dlatego nie wiem, czemu zawdzięczam pańską wizytę.
W dodatku w tak licznym gronie.
Ma pan na myśli dragonów.
No to zupełnie przypadkowo.
Przepraszam.
Ale jechaliśmy właśnie na egzekucję.
Aż wypadło po drodze.
Pomyślałem sobie... Proszę bardzo.
Proszę, niech pan siada.
O czym tu ja mówiłem? Aha, że jechaliśmy właśnie na egzekucję i że wypadło po
drodze, więc pomyślałem sobie, że wpadnę do wielmożnego pana.
Może winka?
Tak.
Kielisek dla jak nie pana.
Nie, nie będę pił.
Co to?
Proszę. Dziękuję.
Nadal właściwie nie wiem, w jakim celu mnie pan odwiedził.
Wspaniałe. Podziwiam pański gust.
Doszły mi wiadomości, że w okolicy działa jakiś emisariusz, podobna na
chłopów do rewolucji.
Rozumie pan.
Dlaczego pan do mnie przyjechał w tej sprawie?
Bo ufam, że pan mi pomoże.
W końcu ja też kiedyś panu pomogłem.
Pamięta pan te niewczesne dożynki?
Naprawdę nie widzę związku. Nie?
A poza tym... Nic mi nie wiadomo o żadnym emisariuszu.
Oj, proszę, proszę.
Ależ oczywiście.
Oczywiście. Widzi pan, nie tak dawno byłem w pobliskiej karczmie.
Pokazano mi tam pewnego młodego człowieka, który powiedział, że...
że jest pańskim przyjacielem.
A przyznam się panu, że wcale na pańskiego przyjaciela nie wygląda.
Dlatego, że był biednie ubrany?
Między innymi.
Cieszę się, że mogę pana uspokoić.
Rzeczywiście, przyjechał do mnie niedawno mój przyjaciel. Tak? Nazywa się
Czorgut.
Ale zaręczam, że to nie jego pan poszukuje. Czorgut.
Czorgut, Czorgut, Czorgut.
Czy to szlachcic?
Nie z urodzenia, ale z strumienia.
Na pewno tak.
Bardzo pięknie powiedziałem.
Bardzo pięknie.
A skąd pan wie, że ten człowiek nie zajmuje się tutaj agitacją?
Bo od chwili jego przyjazdu prawie się nie rozstajemy.
A poza tym... Tak?
To on jest wielkim realistą, panie komisarzu.
Realistka. Wie pan, że ten człowiek coraz bardziej mnie zaciekawia.
Mógłbym się z nim zobaczyć?
Dokładnie, proszę bardzo.
Filip!
Słucham. Poproś pana Czorguta.
Słyszałeś, co jaśnie pan powiedział?
Ale jego nie ma.
Jeszcze nie wrócił?
On już nie wróci.
Co ty opowiadasz?
Dlaczego miałby nie wrócić?
To ja już powiem wszystko.
Otóż w nocy pan Czorgut kazał, znaczy zabrał
pistolety i wierzchowca i gdzieś pojechał.
Dopiero teraz wrócił koń cały spieniony i ma zraniony bok.
Nic mi do tej pory nie powiedziałeś?
Miałem zakazane.
No właśnie.
No widzi pan jak to jest z ludźmi?
Taki niby przyjaciel, a proszę, uciekał. Co pan opowiada?
Musiał mu się coś stać.
Trzeba go szukać.
Ależ oczywiście.
My też przyłączymy się do poszukiwań.
Na pewno go znajdziemy.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.