All language subtitles for Zaklety dwor - odc 2 Marzyciel i awanturnik

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Trzymaj.

Dziękuję, możesz jechać.

Twój pan w domu?

Cóż to, ogłuchłeś błaźnię? Czego chcę?

Hej! Jest tam kto?

Hej!

Co tu się dzieje?

Co to ma znaczyć? Jaśnie, panie. Ten człowiek wtargnął do pałacu i... Domany?

Coś podobnego. Chodź.

No co u ciebie?

Szukam zajęcia, wielmożny panie.

Aż tak źle z tobą?

Jak ty wyglądasz.

Już zapomniałeś, jak się składaliśmy na paczkę najgorszego tytoniu.

Byłeś moim najlepszym przyjacielem.

Nigdy nie zapomnę.

Słuchajcie, dyrektor zapowiedział, że jeśli do jutra nie odnajdzie się autor

wiersza, odda sprawę w ręce policji. Jak się przyznasz, to cię wyrzucą ze

szkoły. Jasne? Inaczej wszyscy będą zgubieni.

No to dobrze, to lepiej, żeby wszyscy niż jeden, prawda?

Dlaczego wszyscy?

Zaraz, zaraz. Przecież możemy ciągnąć losy. Ale zrozumcie, to ja napisałem ten

wiersz i muszę to wziąć na siebie.

Wiersz jest programem naszego związku i wszyscy mamy do niego równe prawa. No

właśnie. Więc ja się przyznam.

Nie zgadzam cię.

Julek, ty masz matkę.

A poza tym wiążesz z nauką jakieś nadzieje.

Ja w ogóle nigdy nie zamierzałem zostać gryzipiórkiem ani nikim takim.

Nikt się nie będzie za mnie poświęcał.

Tylko nie sądź, że się dla ciebie poświęcam.

Już dawno z brzydłami ta parszywa szkoła.

Poza czym mi straciłem korepetycję, narobiłem długu.

Więc nie zabieraj mi okazji do wycofania się z tego wszystkiego z honorem.

Cattelino! Daj spokój.

A wam wszystkim radzę, abyście na jakiś czas przestali działać.

Wracaj! Do zobaczenia!

Myślałem, że cię jeszcze jakoś powstrzymam.

Ale następny dzień okazało się, że nie tylko przyznałeś się do moich wierszy,

ale na dodatek pobiłeś dyrektora.

Ten pizzer nie chciał mi wierzyć. Musiałem użyć najmocniejszych

Dlatego zniknąłem bez pożegnania.

I gdzie się ukryłeś?

No zgadnij.

Nie wiem.

Wszędzie cię wtedy szukałem.

W klasztorze.

Ty?

Heretyki ateista w klasztorze?

I złożyłeś kluby zakonne?

Jeszcze by czego.

Najpierw musiałem odbyć nowicjat.

Potem zaciągnąłem się do mojska.

Szło mi nieźle.

Dwa razy byłem kapralem, a raz nawet dosłużyłem się stopnia sierżanta.

Niestety po jakimś czasie wszystko musiałem zaczynać od początku.

Zdegradowano cię?

Przy rany.

A kiedy po raz czwarty zagrożono mi awansem, opuściłem dzielne szeregi.

Zdezerterowałeś? Za kogo ty mnie masz?

Wiesz przecież, zawsze byłem zagorzałem legalistą.

No co ty? Czy wściekliźnie gryzienie nie wystarczy?

Ugryź go tak, żeby pianę puścił.

Trzeba mu dać mydła do pytka, to będzie piana.

Co tam mydło?

Trzeba go połaskotać. Jak się go połaskocze, to od razu puści pianę.

Ale cieniał. Ale piany jeszcze nie pchnie dał. Ale mają już drgawki.

Trzeba go połaskotać. Nie wiecie, gdzie się

łaskocze?

Patrz mu w oczy, teraz!

Jakby tylko komisja zobaczyła, to by go złoił.

Ale

mu

dołożyli.

Oj, ludzie, ludzie, dajcie spokój.

Co ci zrobili?

Lewatywe. Przecież ja jestem głuchy.

Życie, życie.

Szkoda, żeś nie wytrzymał do komisji.

Rzeczywiście, wyglądałeś jakbyś się wściekł. Najgorzej to jest cholera z

chorobami, do których potrzebna jest piana.

Może byś sobie zmienił na coś innego.

Przecież już im powiedziałem, że mnie pogryzł wciekły pies.

Całą rękę mam pogryzioną.

Ty, a może byś sobie ją złamał, co?

Chcesz, mogę ci złamać.

Złamać ci?

Co? Mał złamać. Złamanie nic nie daje.

Migiem wyleczą.

U nas we wsi była taka baba, tak ładnie wykręcała nogi, że do końca życia mogłeś

zostać kaleką. Miałeś spokój. To czemu sobie nie dałeś wykręcić? Brała

dwadzieścia guldenów. Nie miałem tyle. Ja ci mogę za pięć guldenów wykręcić.

No co, zgoda?

On nie ma pieniędzy.

To za dwa piwa. Postawisz dwa piwa?

Dobrze. No dobra, prawa, trzy lewa.

Prawa, prawa, dawaj.

Nie ryć. Podłóżmy nogę pod kolano.

Odwróćcie, nie ryć.

Nie wnićcie, nie wnićcie. Żeby z kolana wyustawać.

Co się tu dzieje?

Co wam jest?

To się to, panie pułkowniku.

Czyje buty?

Mój koń nie podkuty. W niebo knieje.

Co? Co ty gadasz?

Ja tak sam do siebie, panie pułkowniku. To kompletny wariat, panie pułkowniku.

Jeszcze się nim zajmiemy, panie kolego.

Nie z takimi dawałem sobie... Nie

słyszałeś komendy?

Co ci jest?

Nie słyszysz, durniu, o co się pyta pan pułkownik?

Melduję posłusznie, że on jest kompletnie głuchy. Zamknij pysk!

Pokaż język.

Oto jak się wykrywa symulantów.

Zapisać zdolny do pełnienia służby.

Mnie on zawsze mówił, panie pułkowniku, że jest kompletnie głuchy. Widocznie

czyta z ruchu wark. Co to jest?

Co ty sobie myślisz?

Ja nic sobie nie myślę, panie pułkowniku. Mi już dawno nauczono, że w

nie myśli. Stulbyk!

Kim jest ten idiota?

To jest właśnie ten Czorbut, panie pułkowniku.

Był raz degradowany, ale moim zdaniem to nie jest wariat, tylko niebezpieczny

łopat. który chcydzi sobie z nas wszystkich.

Pan kapitan ma chyba rację, panie pułkowniku. Mnie się też wydaje, że nie

wariaczem, tylko sobie z wszystkich bezczelnie szydzę.

A dla mnie jesteś ewidentnym idiotą, ty ośle.

Żaden normalny człowiek tak by się nie zachował.

Natychmiast usunąć go z wojska. On nie ma prawa nosić austriackiego munduru.

Zrozumiano?

Tak.

W ten sposób już nigdy nie zostanę generałem.

Trzeba wszystko zacząć od początku.

Jeżeli bolejesz nad moim charakterem, to daj sobie spokój.

Wiesz przecież, że nie mam nikogo bliskiego.

I jeżeli pakuję się w jakąś awanturę, to najwyżej ryzykuję swoim nędznym życiem,

o które wcale nie dbam.

Wiesz, tak sobie myślę, że wbrew pozorom nasza sytuacja jest bardzo podobna.

Wspaniały jesteś.

Ty ze swoimi milionami i ja.

Podobna sytuacja.

Wyobraź sobie, że właśnie się zastanawiam, jakby tu z honorem pozbyć

majątku i za twoim przykładem zacząć wszystko od nowa.

Kompletny wariat.

Powiedz ty naprawdę, jesteś niezadowolony ze swojego bogactwa?

Śmiejemy się, gdy moralisti chcą nam udowodnić, że...

Bogactwo najczęściej staje się powodem nieszczęść i cierpień. Bo jakże się tu

nie śmiać z takiego idiotyzmu?

Bogactwo samo w sobie nie stanowi szczęścia.

Ale też samo nie może nikomu zaszkodzić.

Jeżeli jakiś niedołęga otrzymawszy fortunę zgłupieje, to nie jest to wina

żadnych pieniędzy, tylko jego wszawego charakteru.

Może.

Tylko dlaczego nie chcesz mnie zrozumieć?

Ależ chcę, tylko nie wiem o co ci chodzi.

Bo nie dajesz mi skończyć.

Proszę.

Pamiętasz na pewno nasze rozmaite plany i marzenia.

Zawsze nam się wydawało, że do ich urzeczywistnienia potrzeba tylko

Jakby dla ukarania mnie za moją zuchwałość, los dał mi w ręce wspaniałe

I patrz.

Od trzech lat mam miliony i nie osiągnąłem niczego.

No nie przesadzę ja ten pałac. Nie kpij.

Kiedy mnie się tu naprawdę bardzo podoba.

No dobrze.

Opowiedz, co zrobiłeś.

Przede wszystkim dorwałem chłopom wszystkie zaległości.

Wniosłem karę chłosty.

Jednocześnie zakładałem szkoły.

Ściągnąłem najlepszych nauczycieli.

Po roku moich rządów...

Postanowiłem znieść u siebie pańszczyznę.

Miałem to ogłosić podczas dożynek.

Bracia,

siostry, z radością przyjmuję ten wieniec, obot waszej całorocznej,

pracy. Pieniądze, niech jaśnie pan da jej pieniądze.

Proszę bardzo.

Ale nie tyle jaśnie panie.

Stanowczo za dużo.

Przepraszam księdza.

Obiecuję, że odtąd będziemy się dzielić sprawiedliwie.

Słuchajcie, ludzie!

Znoszę we wszystkich moich wioskach pańszczyznę.

Jesteście od dziś ludźmi wolnymi.

Dzień dobry.

Mówię, że się kłóży!

Więc jak to było?

Kiedy po wsi rozeszła się wieść, że jaśnie pan zniósł pańszczyznę, chłopi

zebrali się pod krzyżem.

Debatowali tam do wieczora.

Potem poszli pod szkołę, zaczęli podkładać ogień.

Kiedy próbowałem im przeszkodzić, rzucili się na mnie.

My też spalili.

Uciekłem, bo odrażali się, że mnie zabiją.

Już od dawna się na to zanosiło.

Tylko wielmożny pan nie chciał słuchać.

Chlop to jest chlop.

Musi pójść nad sobą.

Czego tu chcecie?

Nic.

Przyszliśmy się zabawić.

Majcie spokój! Co za burdy wyczyniacie?

Wracajcie do domu! To ty?

Przeciwko nam?

Do panów na służbę wstąpiłeś?

Ty, durnu!

Chcesz bić w cyrkule?

Nie, nikt nic nie zrobi.

Jestem wolny z wody.

Jakie to lepkie.

Cieszę się, że zdążyłem.

Ta hałastra mogła pana zamordować, hrabio.

To dzikie zwierzęta.

Nie jestem hrabią.

Jak to?

Nie nabył pan jeszcze tytułu?

Z pańskim nazwiskiem, majątkiem?

Nasz rząd nie robiłby panu najmniejszych trudności.

Pozwoli pan, że przynajmniej w tej sprawie obejdę się bez pańskiej pomocy.

Oczywiście.

To zależy włącznie od pana.

Ojej.

Proszę to zdezynfekować.

Aha. Gdyby pan zamierzał podejmować jakieś decyzje w sprawie swoich

radzę przedtem porozumieć się z nami.

Dlaczego?

Skoro są to moi poddani, to chyba mam prawo sam zadecydować o ich losie.

Nie.

Przede wszystkim wszyscy jesteśmy poddanymi najjaśniejszego pana.

Niech pan o tym nie zapomina.

Zapomniałem, po co się tutaj w ogóle zjawiłem.

Otóż po pańskim wielkodusznym akcie chłopi przybiegli do cyrkułu, żeby nas o

powiadomić.

Następnego dnia zjechała jeszcze do mnie specjalna komisja z cyrkułu.

Nawet nie wiem, jak się z tego wszystkiego wykręciłem.

Przypuszczam, że do dzisiejszego dnia mają cię na oku, idealisto.

Znam tylko dwa sposoby skutecznego przeprowadzenia reform.

Albo terrorem, nie przebierając w środkach, tłumiąc najmniejszy cień

jak to zrobili Jakobini we Francji.

Albo ukradkiem, ostrożnie unikając spięć.

Burzę na morzu porównuję z burzą w szklance wody.

Przecież nie obalałem ustroju społecznego. Chciałem tylko udowodnić,

państwówna jest przesądem.

Tymczasem wszyscy w okolicy odwrócili się ode mnie jak od zadrzumionego.

Słucham jaśnie, panie.

Nie tytułuj mnie w ten sposób!

Tyle razy ci mówiłem.

Filip.

Przenieś Węgrzyna.

Węgrzyna?

Mamy taką niezwykłą okazję.

I co?

Nie słyszałeś wcześniej, pan do ciebie mówi?

Jak ty go traktujesz?

A ty?

I w ogóle nie utrzymujesz kontaktów z sąsiadami?

Dopiero niedawno odezwał się hrabia Zygmunt.

Zaprosił mnie do Orkizowa.

Jaśnie wielmożny pan Juliusz Żwir.

Dziękuje

za

oglądanie.

Jakże się cieszę, że wreszcie

zdecydował się Pan nas odwiedzić.

Proszę mi wybaczyć.

Proszę Państwa, nasz przemiły sąsiad, wielmożny Pan Juliusz Żwirski.

Maszer, pan Juliusz zechciał przyjąć nasze zaproszenie.

Bardzo się cieszę, że mogę pana poznać.

Nasza córka Eugenia.

Im jest pan naszym kuzynem?

Nie, to znaczy... Pan Juliusz jest koligatony z naszym rodem tylko

Mimo to bardzo chętnie...

Zawarlibyśmy z panem bliższą znajomość. Dziękuję.

Pańska wizyta to dla nas zawsze. Nie przypuszczamy, że zostanę tak mile

przyjęty.

Bardzo proszę.

Proszę państwa, zaczynamy.

Brawo, brawo.

Dzień dobry.

Zdjęcia i montaż

O,

jestem bardzo zaskoczona.

Pierwszy był naprawdę skomplikowany. Nie znajdziecie go?

Dzięki.

Pan pozwoli? Nasz syn Artur.

Czyżby pan źle się bawił?

Wprost przeciwnie.

Znakomicie.

A gdzie córka państwa?

Chciałem pogratulować jej występu.

Eugenia nie najlepiej się czuje. Poszła do siebie.

Te kobiece migreny. A jak się panu wydała w roli jutrzenki?

Była wspaniała.

Przepiękna.

Proszę pamiętać, że jest pan tu zawsze mile widzianym gościem.

A co do odziedziczonego przez pana majątku, proszę więcej nie robić sobie

wyrzutów z mojego powodu.

Nigdy nie żyłem w zgodzie z Mikołajem. Trudno więc, żebym oczekiwał czegoś po

jego śmierci.

Do widzenia.

A jeszcze jedno.

Mam nadzieję, że spotkawszy się z taką niewdzięcznością i tyloma kłopotami,

zarzucił pan wreszcie swoje szaleńcze idee.

Nic pan nie osiągnął, a wyrządził szkodę wszystkim sąsiadom.

Ruszaj.

Jak się wielmożny, panie!

Jak się wielmożny, panie!

Czego chcesz?

Ja się nie, panie. Ból i okrada dwór.

Bredisz. Przysięgam. Sam widziałem, jak Maziarz, co się kręci po okolicy,

podjechał wózkiem pod dwór. Pobiegłem za nim, ale tam pod bramą czekał kozak z

jakąś panią.

Stój!

Panią? No, może panną.

Nie poznałem, bo była okryta chustą.

I co?

No co dalej?

Uciekłem, bo psy zaczęły ujadać. To skąd możesz wiedzieć, że Buji okrada dwór?

To po co masz, aż by tu przyjeżdżał?

Dziękuję ci.

Jakbyś jeszcze coś zobaczył, to daj mi znać.

Ruszaj!

Jedź prosto.

I nie mów o tym nikomu!

Zaczekaj.

Eugenio!

Coraz bardziej jestem pewien, że ten wasz zaklęty dwór kryje całkiem ziemską

tajemnicę. Chociaż, jak mawiał poeta, są rzeczy na niebie i na ziemi... O

których filozofom nie śniło się nawet.

Ale jak ciebie znam, byłbyś ostatnim, który by w to uwierzył.

Dlatego chociażby sam upiór stanął mi na drodze, poznam tajemnicę tej rudery.

Dziękuję ci.

Co to?

Zobacz.

Chcę, aby dwór zbierostki siedziba moich przodków pozostał zamknięty dla

wszystkich, aż do zupełnej ruiny. O to ci chodziło?

Aha.

Jeszcze dalej.

Wykonawcą tego punktu testamentu mianujemy go kozaka Kostię Buliję.

Ma on być stróżem Żwirowskiego dworu, ale gdyby zaszła tego potrzeba, może

wystąpić wobec prawa jako legalny właściciel.

A no, no, widzę, że niebożczych chciał się ubezpieczyć.

Proszę.

Słuchaj, ale dlaczego właściwie ciebie uczynił swoim spadkobiercą?

Nie wiem.

Nigdy go nawet nie widziałem.

Słyszałem tylko o nim.

Jak o naszym bardzo dalekim kuzynie.

Po śmierci ojca matka zwróciła się do niego z prośbą o pomoc.

Przysłał zawrotną dla nas sumę tysiąca złotych reńskich.

Cóż kiedy jednocześnie zapowiedział, że nie życzy sobie z nami żadnych dalszych

kontaktów.

Tak.

Byłem pewien, że po latach zapomniał zarówno o swoim dobrodziejstwie, jak i w

ogóle o naszym istnieniu.

Więc dlaczego nie zapisał majątku swojemu bratu?

Słyszałem, że go nienawidził.

Pokłócili się o jakąś ksenę.

Podobno to była najpiękniejsza chłopka w okolicy.

Stój! Burza miałaś, nie pamiętam.

Stój, stój, burza. O, strzałkę ma jeszcze nie w porządku.

Ech, ty jasny panie.

I nie kochasz już Mikołaja?

Nie, nie kocham.

On się zachowuje jak prosty chłop.

I nie jest taki ładny.

I taki delikatny.

Musisz stąd wyjechać.

Dlaczego?

Ten wariat tak jest w tobie zakochany, że gotów jeszcze poprosić cię o rękę.

Ja mogę wyjść do niego.

Gdyby ja się nie pan do mnie przyjeżdżał.

Nie wątpię, że chciałabyś być jaśnie panią.

Ale ty jesteś prostą chłopką, moja droga.

Prostą, zwykłą chłopką, której tylko przewróciło się w głowie.

Dlatego musisz wyjechać i to jak najszybciej.

Znajdziemy cię jakiegoś.

Porządnego męża.

I wszystko zakończy się szczęśliwie. Nie!

Mikołaj!

Boże!

Boże!

Mikołaju! Mikołaju! Zaczeka! Wszystko ci! Mikołaju wypłomaczyć!

Bracie!

Wszyscy panie!

Wszyscy panie!

Wszyscy panie! Wszyscy panie! Wszyscy panie!

I tak miłość do kobiety znowu odmieniła bieg historii.

Dlaczego?

No bo patrz, no bo gdyby nie ta Ksenia, majątek dostałby się w ręce hrabiego, a

ty nie mógłbyś bulwersować sąsiadów swoimi rewolucyjnymi ideami.

Rozumiesz ten, Paku?

Zastanawiam się, czy ten wyrafinowany rodzaj dowcipu nabłyś w klasztorze, czy

też w wojskowych koszarach.

W twojej karczmie.

Tylko, że tam dają obiad.

Ale ze mnie go podasz.

I to za darmo. Zaraz każę podać.

Wybacz mi.

Aleśmy się zagadali.

Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę.

Czy mógłbyś mi pożyczyć coś ze swej garderoby?

Nie chciałbym się więcej narażać twojemu lokajowi.

Oczywiście. Ale obawiam się, że moje ubranie będzie nad siebie za duże.

Raczej za ciasne.

Słucham jaśnie, panie.

Zaprowadź tego pana do garderoby.

Daj wszystko, czego będzie potrzeba.

I ulokuj go w zielonym pokoju.

Wolałbym w oficynie.

Dlaczego? Mam swoje powody.

Prowadź się jasnie, panie.

Czy można?

A, pan Giergilewicz.

Witamy, witamy.

Padam do nóg pana rządcy dobrodzieja.

Jasnie pana nie ma?

A co pan chciał odjaśnić pana?

Raport przyniosłem za ostatni tydzień.

Proszę.

Proszę, niech pan siada.

Ile mniej więcej dochodu rocznie przynosi jeden pański folwark, panie

Giergilewicz?

To zależy od roku, panie Dobrodzieju.

No a tak mniej więcej, przeciętnie.

Przy dzisiejszych cenach jakieś...

jakieś tysiące.

Ile? Prawie trzy tysiące.

To źle.

Źle? Musi być więcej.

Dałby to Bóg.

To będzie teraz tylko od pana zależało, panie Giergilewicz.

A nie rozumiem.

Ależ rozumiesz, łaskawco, tylko rozmyślnie udajesz głupca.

Wcale nie udaję.

A ja naiwny miałem jeszcze nadzieję.

Panie Giergilewicz, przecież znamy się jak łytekonie.

Albo zwiększą się dochody z polwarku, albo będzie pan musiał ustąpić z posady.

Cieszę się, żeśmy się zrozumieli.

A teraz żegnam pana.

Życzę sukcesów!

Dziękuję.

Zastanawiam się, co też właściwie dzieje się w Żywierowie.

Ludzie opowiadają o tym tak niesamowite historie.

Ach, w tym opuszczonym i zamkniętym dla wszystkich dworze jest coś niezwykle

romantycznego. A pamięta mama, co wczoraj mówiła do nas kolczeniowa?

Rzeczywiście.

Nasza klucznica przyniosła jakieś nowe wieści o zaklętym dworze.

Moje drogie.

Wszystko to są fantazje naszego ciemnego ludu.

Dajmy temu pokój. A mnie się wydaje, że za tymi baśniami ukrywają się jednak

jakieś prawdziwe wydarzenia. To są tylko twoje przypuszczenia, maszer.

Jestem tego samego zdania, to pani hrabina.

Oczywiście bez żadnych podstaw.

Przeciwnie, panie hrabio.

Sam widziałem żwirowe zjawę. Zjawę?

Zjawę.

Tak, zjawę.

Ale w postaci pięknej, młodej dziewczyny.

A cóż ona tam robiła?

Nie wiem.

Spacerowała po ogrodzie.

A może to była nimfa? Albo sylfida?

A czy pani się dobrze przyjrzał?

Widziałam ją tylko chwilę.

Ale dość dobrze.

A jak wyglądała?

Była bardzo podobna do pani.

Nieprawdopodobne. A jak była ubrana?

Nie zwróciłem uwagi, ale... Chyba miała na sobie błękizną sukienkę.

To zupełnie tak samo jak ja.

Cóż to za dziwne żarty.

Ja nie żartuję, pani hrabia.

Ja zaraz to wszystko wyjaśnię. Ty?

To się da bardzo prosto wytłumaczyć.

Pan, panie Juliuszu, jest...

Jak mi się wydaje, poetą.

Zaglądając do opuszczonego ogrodu, wbogacił pan go o wytwór swojej

A to tylko złudzenie.

Przepraszam, ale ta dziewczyna była tam naprawdę.

Wiele czytałem o zwodniczych halucynacjach.

Kiedy to nie są halucynacje?

Pan Juliusz musi mieć marzycielską naturę, skoro tak uparcie trwa po swoim.

Jestem tego pewien.

A jak pan wytłumaczy, że ta nimfa była podobna do mnie?

Dzień dobry.

Widzę, że wizytka się nie udała.

Zostaw nas samych.

A może odrosnę.

Filip!

Chodź tutaj.

Słucham pana.

Pochowaj te mądrości.

Fajkę.

Damany! Dlaczego wychodzisz?

Sądzę, że wolisz zostać sam.

Przepraszam cię.

Zostań. A wiesz, że to chyba rzeczywiście była uginia.

Przyznała się?

Nie.

Kiedy powiedziała mi, że widziałam ją w zaklętym dworze, było w jej głosie

spojrzenie coś takiego... Już to widzę, przyjacielu.

A gdyby... Ciekaw jestem, jakby zareagowała, gdybym powiedział, że

ją widział.

Przepraszam.

Co by było, gdyby było.

A teraz posłuchaj.

Jak tylko twój pan pójdzie spadnie, zakradniesz się do jego pokoju i

pudło z pitoletami.

Wiesz, kto on jest?

Nie. A teraz wiesz, przypomnisz sobie, no? Wiem, wiem, wiem wszystko, tylko

niech mnie pan puści!

Widzisz, jakie obiad byśmy mieli, no.

No więc posłuchaj.

Jak wykradniesz broń, to przyjdziesz mnie obudzić.

Wszystko zrozumiałeś?

Tak jest.

O niczym nie zapomnisz? Tak jest.

No to śmigaj.

I z niczym się nie zdrzać, bo ci nogi powyrywam.

Proszę pana.

Proszę pana.

Co jest?

Co się stało? To ja, Filip.

Kazał się pan obudzić.

Pistolety masz?

Jak pan kazał?

Pokaż.

Zawalnął. Świeczkę.

No dobra.

W porządku.

A teraz biegiem osiadłaj mi konia.

Konia? Nie pytaj się, głupio tylko leci.

Czego się drzesz? Przecież nic nie zrobiłem. No, mało mi panucha nie urwę.

Dopiero ci urwę, jak pisiesz odsłówko o tym, co tutaj robiliśmy.

A gdzie pan jedzie?

Mam randkę z upiorem.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.