Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Macie dwie minuty.
W porządku, pusto.
Ręce do góry.
Zaczynę.
Gość ma pierwszeństwo.
W porządku, teraz mnie.
W porządku.
Teraz oni.
Te walizki.
Jak byśmy się umówili, co?
Profesja.
Pusta. Pusta.
Każdy twoich?
Jak chcesz.
Alkobista? Nie, tylko samochody.
W porządku. W porządku. W porządku.
No, prowadź. Szkoda czasu.
No, gdybym powiedział, że się nie zmieniłeś, to bym skłamał.
To już dwadzieścia lat.
No wiesz, ja jednak ciebie widziałem.
Parę razy.
Gdzie i kiedy?
Ciekawość. Pierwszy stopień do piekła.
Ale dziękuję, że przyjechałeś na to spotkanie.
Nie dziękuję.
Wyznam ci szczerze, pierwszy bym pałkę trzaskał na twojej głowie. Gdyby nie
dziatek pacierzy.
Pamiętasz jeszcze?
Wszystko pamiętam.
Dorota.
Na wojnie jak na wojnie.
Ale zabiłeś ją.
Celowałem w ciebie.
Może w was oboje.
O co chodzi?
Czego chcesz?
Georg i Ewa.
Siedzą.
Chcę ich mieć.
Za kogo?
Edelweiss i Mamel.
Nisko cenisz swoich ludzi.
Przecież Elza to już przebrzmiała historia.
Zresztą za rok powinna wyjść.
Nikomu niepotrzebna starsza pani.
A Mamel? Są jego zeznania w sprawie Ewy i to jest najważniejsze.
A to, czy wiał do was, czy go prowadziście, to naprawdę nie ma żadnego
znaczenia.
Nie zapominaj, że Elza jest bratanicą Wisnera.
dyrektora Deutsche Bank.
A zeznania Mamela o jego zadaniach na Oksywiu.
Chyba nie chcesz hałasu wokół tej sprawy.
To są nieprawdziwe, wymuszone zeznania.
Nic z tego, Czarek. Za mało.
Dobrze.
Sam tego chciałeś. To jest lista agentów na Iwę Sztelę Dancych.
na naszym terytorium. Mam niezbite dowody.
W ciągu dwóch godzin trzydzieści cztery osoby zostaną aresztowane. Pokazowa
akcja. Z wielkim hukiem. Prasa.
Radio.
Kompromitacja międzynarodowa.
Rozpieprzę ci to twoje neibensztele w drobny mak.
A Canaris i Rolf nie ucałują cię za to, Herr Major. Świeży awans i taka sprawa.
Jeżeli ta lista jest prawdziwa, i tak muszę ich skreślić.
Ale po cichutku.
Zresztą to twoja głowa, jak to zrobisz.
Ja i tak ich zdejmę.
Powoli, bez hałasu, bo nie będą mi potrzebni. No widzisz?
Chcę ci pomóc.
Pokaż.
To płotki.
Ale jest ich trzydzieści cztery, a bez płotek nie będzie i szczupaków. Zastanów
się.
A, dla porządku ewidencji i twojej wygody to tę listę będzie
miał przy sobie w zalakowanej kopercie mamel. Przy wymianie.
Proponujemy dwudziesty piąty tego miesiąca. Most Graniczny.
Koło Kościerzyny. Godzina jedenasta.
Weźcie z sobą karetkę.
Georg ma gorączkę.
Co mu jest?
Nic groźnego. Angina.
Dobrze będzie karetka.
Jeżeli nawalisz, pożegnasz się ze swoim Neibensztel Danzig.
I swoją pozycją.
Zmieniłeś się.
Ta gra nie pasuje do Czarka, jakiego znam.
Nie pasuje.
Jeszcze jedno.
Tak.
Moja matka.
Wiem, że jest chora.
Piszę do niej, ona nie odpowiada.
Muszę ją zobaczyć.
No dobrze, uprzedzę ją.
Nie zgodzi się.
Ty wiesz, że to ją może zabić.
Muszę ją zobaczyć.
To jest warunek naszej umowy.
Tylko da.
Gdzie i kiedy?
Jutro, punktualnie o 20, granicę drogową w Zbąszynku przekroczy obywatel duński
Olaf Nielsen.
Będę czekał.
Dziękuję, panie Nielsen. Życzę miłego pobytu w Polsce.
Dziękuję.
Jest coś do odsłynia?
Nie. Dziękuję.
Może jednak pójdę z tobą.
Tak, uprzeć ją. Będzie lepiej.
Na miłość boską. Kto tam? Przepraszam pani Relkę, że obudziłem. To ja, Czarek
Adamski.
Czarek Adamski?
Wszelki duch Pana Boga chwali. Co się stało?
Proszę, niech pani otworzy.
Czarek, co się stało?
A dlaczego o tej porze?
Jezus Maria...
Mamo...
Krzesło.
Ja doczekam na dworze.
Nie czerek zostań.
Pani Lelka, lepiej będzie, jeżeli sobie tam poczekamy.
Zostań.
Ja... Ja nie mam już syna.
Mamo.
Mamo, przecież to ja.
Wyjechałem do ciebie.
Proszę cię, zabierz go stąd.
Mamo,
pisałem tyle razy. Dlaczego nie odpowiadałaś?
Idź. Ja nie chcę.
To ja zaczekam na dworze. Idź.
I nie przychodź.
Ani ty, ani twoim.
Ja cię bardzo proszę, nigdy nie przychodź.
Czarek, a ty?
No, dziękuję ci.
Chyba nie masz za co.
Za gościnę na poznańskiej ziemi.
Tu jest mój dom.
Tu?
Był twój dom.
Wyrzekłeś się go.
Ale wrócę tu.
Matce, przyrzekłeś, że nie wrócisz.
Może nie osobiście.
No.
Nadużywasz gościnności.
Jeszcze raz ci dziękuję i służę rewanżem.
Może jesienią?
Zobaczymy się na moście.
Z daleka.
Z daleka.
Tak.
Tak. Tak, panie pułkowniku.
Jutro.
O dziesiątej.
Nie, nie, nie.
Od nas pojedzie pan kapitan Adamski.
A obiecał mu towarzyszyć pan generał Balicki.
Tak jest.
Czołem, panie pułkowniku.
Byrski. Obudził się. Mówi, że nic nie wiedział o terminie wymiany.
Mówię ci, coś tu jest nie tak.
Przed chwilą dzwonił Balicki, że nie może jechać. Ma jakąś ogromnie ważną
konferencję u wiceministra.
I nie może się zwolnić. Naprawdę by chciał, ale nie może.
Mówię ci, czuję pismo nosem, co tu jest nie tak.
Czarek, uspokój się.
Balicki nie może, to nie może.
Ja też nie mogę.
Byrski jedzie.
Byrski? Tak.
Pierwszy zastępca szefa wyraził łaskawie chęć na przejażdżkę.
Na cholerę on tam jedzie.
Czarek!
Weź ze sobą jadzie.
Może nie będzie ci tak strasznie smutno.
Chcesz, to pojedę z tobą, Czarku.
Już można, panie kapitanie.
Pojedynczo. Tak jest.
Wynoszą Jurka.
Dawaj, Elze.
Dawajcie nosze.
Dawasz mamelo? Dawaj.
Czekaj, czekaj.
Co ty robisz? Idzie mężczyzna.
Rany boskie.
Ewa, Ewuniu, Ewa, Ewa, co ci?
Czarek? Ewuniu, jesteś już w Polsce, wszystko będzie dobrze.
Panowie, ostrożnie, ostrożnie, ostrożnie.
Ewa, ostrożnie, panowie, Ewa.
Czarek!
Zobacz! Co się dzieje?
Czy pan major Osnowski?
Tak, to ja. Niech pan zatrzyma. Zajmijcie się Ewo.
Mam rozkaz pana odprowadzić. Kapitanie Adamski!
Stać!
Co to ma znaczyć?
Widzi pan.
Proszę się uspokoić. To rozkaz.
Osnowski jest oskarżony o zdradę stanu. To jest prowokacja. Ja daję za niego
głowę. Ostrożnie, kapitanie Adamski!
Ostrożnie!
Panie kapitanie, tylko chwilę.
Ewa.
Ewuniu.
Cudowna ty moja.
Ewa.
Dlaczego tak?
Co?
Dlaczego, Ebuniu?
Dlaczego tak krótko?
Wszystko będzie dobrze.
Będzie dobrze.
Wydrowiejesz.
Będziemy rary.
Będzie dobrze.
kapitanie. Ona musi mieć teraz spokój. Będzie spała.
Niech pan już idzie. Bardzo proszę.
Przepraszam. Tak?
Niech wejdą.
Pan pułkownik Kaleta, szef referatu Niemcy i jego zastępca, pan kapitan
Pan pułkownik Dębski, szef gabinetu pana marszałka.
Siadajcie, panowie.
Zanim panowie przybyli, pozwoliłem sobie naświetlić panu pułkownikowi meritum
sprawy. Jeżeli pan generał pozwoli, proszę.
Panie pułkowniku, czy znane są już i sprecyzowane zarzuty stawiane majorowi
Osnowskiemu? Znane, panie pułkowniku. Jest posądzony o pracę dla obu stron.
W obydwu przeciwnych, wrogich sobie wywiadach.
A czy sprecyzowane, to... Panie pułkowniku, to jest
drańska niemiecka prowokacja. Przez cały czas pobytu Osnowskiego w Niemczech
miałem z nim ciągły kontakt. I to przecież ja go znalazłem.
Przygotowałem i wysłałem. Znam go i twierdzę, że to nieprawda.
Pan marszałek zlecił powolanie specjalnej komisji w tej sprawie, żeby
zasadność zarzutów.
To naprawdę wszystko, co w tej chwili można zrobić.
Panie pułkowniku, szykuje się jeszcze jeden skandal.
Chcą zawiesić w czynnościach kapitana Adamskiego w związku z tą sprawą. No
właśnie mówił mi pan generał.
No co mogę zrobić?
Mój szef dał mi do zrozumienia, że jest to decyzja z góry. Poznaj jego
kompetencją. Ja mogę tylko oświadczyć, że jeżeli kapitan Adamski zostanie
zdjęty... to ja, jego bezpośredni przełożony, poproszę o dymisję, nie
z konsekwencjami.
To samo zrobią kierownicy naszych ekspozytur w Katowicach i w Bydgoszczy.
jednym zamachem przestanie istnieć mózg referatu N i przestaną napływać rzetelne
informacje o niemieckich przygotowaniach do wojny.
Panie pułkowniku, to brzmi nieco buntowniczo.
To nie jest takie proste.
Zdjęcie kapitana Damskiego to brak możliwości pracy operacyjnej na kierunku
niemieckim. Porozmawiam.
Dziękuję, panie pułkowniku. Panie pułkowniku, czy będzie możliwe uzyskać
widzenie z majorem Osnowskim?
Pan kapitan? W okresie śledztwa? Bardzo wątpliwe.
Ale porozmawiam.
Chyba, że naraziłeś, Tadek.
Niepotrzebnie tak ostro stawiałeś tę sprawę. Zadecydowano byś. Za mnie.
Przecież to wszystko to... To z ciństwa mam dosyć. Dosyć. Dosyć. Słyszysz? Mam
dosyć ukrywania.
Pokłamywania siebie i innych. Wszelkiej maści szantażu. Włażenia ludziom
brudnymi buciorami w ich życie. Mam dosyć. Tego całego skurwysyństwa mam
Tarek!
Naprawdę, zaczynam żałować, że cię odgrzebałem wtedy w tym hełmie.
Pracujemy razem 20 lat.
Znamy się jeszcze dłużej.
A ty ciągle nie możesz zrozumieć, że wszystko to, o czym mówisz, robimy dla
wielkiej sprawy.
Widzisz, Tadziu, to nie jest cholera takie proste.
Odgrzebałeś mnie wtedy w Chełmnie, ale to nie ty, to groby.
Groby Doroty, Marcina, chłopaków.
Tylko, że wtedy ja byłem jakiś taki czysty, a teraz przez te wszystkie lata
wszystko gdzieś...
Przepadło. Ty wiesz, ja czasami,
czasami przy goleniu patrzę, czy ta
twarz w lustrze to twarz przydwojtego, jak
mawiał dziadek, porządnego człowieka.
A teraz... Jurek, moja
Ewa.
Tadziu, ty mówisz, że ten nasz cel to coś wielkiego. Na pewno, ale...
Tadziu, przecież Polska. To i ty, i ja,
i... Widzisz, ja nie umiem tego powiedzieć.
Trzeba w coś wierzyć.
Wiem, na pewno, ale... Trzeba się też z tym gdzieś w jakoś środku
zgadzać. A ja ciągle przez te wszystkie lata nie mogłem się zgodzić do końca. Do
końca, rozumiesz?
I nie ze wszystkim, co robię, co my robimy, Tadziu.
Ja mogę się zgodzić do końca.
Coś tworzymy.
Na pewno.
Ale i coś niszczymy, Tadziu.
a żaden cel nie powinien uświęcać środków. Nawet największy. No chyba to
jest, Tadziu, co?
Skończyłeś?
Posłuchaj.
Wywalczyliśmy tę Polskę.
Budujemy ją i będziemy jej bronić ze wszystkich
sił.
Do ostatka.
Bo jaka jest, jest święta.
Będziemy dla niej pracować i dla niej walczyć po żołniersku.
Jak każdy potrafi.
Tak to jest.
Naprawdę.
Jak Ewa.
Dzięki Bogu lepiej.
Przewożą ją jutro do Otwocka, do sanatorium.
No to wspaniale. A pani Josnowska?
Trzyma się jakoś.
Ty się też trzymaj.
Akt przyłączenia Gdańska do III Rzeszy już jest podpisany.
Tylko wpisać datę.
Za tydzień wchodzi Schleswig -Holstein.
Na nabrzeżu uroczyste powitanie.
Tłumy entuzjazmu.
Nas włączyli do zabezpieczenia.
Okręt szkolny z wizytą kurtu azyjną, tak?
Tak.
Okręt szkolny.
Ale siłą ognia przewytrza całą waszą artylerię obrony wybrzeża. Avili Neumann
został dowódcą Einsatzkommando.
To grupy likwidacyjne mają posuwać się za frontem i oczyszczać teren z wrogów
Niemiec.
Głównie inteligencja, działacze.
Listy proskrypcyjne są już gotowe.
Przegraliśmy.
Jeszcze się zobaczymy. W Wolnym Gdańsku?
W Polskim Gdańsku.
Pani Paulino, niech pani jedzie z siostrą do Szwecji.
Zabierzecie Pawełka.
Alberta łatwo pani przekona. Mogą być walki w Gdańsku po to ryzyko.
Na pewno się zgodzi. I dlatego mamy jechać.
A jeżeli... Jeżeli wybuchnie wojna? Chyba lepiej będzie, jeżeli ten pierwszy
okres przeczekacie w jakimś neutralnym kraju.
Ja mogę załatwić dla was i paszporty, i pieniądze, i... Czego się mamy bać?
Hitler pokrzycze i przestanie. Jeżeli wybuchnie wojna, to gdzie jest moje
miejsce?
Pomagałam wam, a pan zobowiązał się, że Albertowi nic się nie stanie.
Mam go teraz opuścić, bo jest Niemcem?
A pani?
Ja?
Dostanę z nią.
Tutaj macie nowe dowody osobiste.
I pieniądze. Daj, Michałek.
Jeszcze dzisiaj powinniście jechać do Lublina, albo do Przemyśla, albo do
Zdajcie sobie jakąś cichą, spokojną pracę. I panowie, ani słowa o
akcji wózek to byłby dla was wyrok śmierci.
Oczywiście.
No to co?
Do zobaczenia.
Do zobaczenia.
Wszystkiego najlepszego.
Michałek! No? Odprowadź ich do Modlina i wracaj do Warszawy. Dobra.
Dziękuję panowie. Do zobaczenia. Do widzenia.
Dziękuję panie kierowniku. Do zobaczenia.
Do widzenia. Do widzenia i dziękuję.
No, panie geniusz.
Czołem.
Nie płaczę.
Tato, jedźcie z mamą do Rzeszowa do znajomych, chociaż na miesiąc. Jeszcze
bardzo cię proszę.
Zostaniemy tutaj.
Tyle przeżyliśmy.
Za starzy jesteśmy, żeby teraz ruszać na poniewierkę.
No jak chcecie.
Tato?
Do widzenia.
Cześć.
Czarek? Tak, to ja.
No jesteś nareszcie.
Kaleta kazał ci powiedzieć, że macie dzisiaj jakiś bankiet w ministerstwie.
Bankiet? Kiedy wszystko się wali. To na cześć delegacji francuskiej i
angielskiej.
Co z tobą, Czarek?
Pozamykałeś sklepiki? Tak.
Wszystko w porządku?
Dziewczyno, co tu może być w porządku?
Wiesz co, lepiej daj mi swój mundur galowy.
Muszę go jeszcze przejrzeć.
Co z Ewą?
Byłam u niej wczoraj.
Jest już lepiej.
Umyj ręce, podam obiad.
Mówią, że jest lepiej.
Na pewno.
Wiesz, Ewuniu, musisz chcieć być zdrowa.
Po prostu.
I będziesz.
Będę. Zdrowa, Ewuniu.
Będziesz zdrowa.
A wojna?
Jaka wojna?
Hitler się przestraszy i nie będzie wojny.
Hitler się przestraszy i nie będzie wojny.
Nachyl się do mnie, coś ci powiem.
Kocham cię, głuptazie.
A Hitler się nie przestraszy.
Nie będzie żadnej wojny.
Żadnej.
A my pojedziemy sobie gdzieś.
Gdzieś, gdzie jest pięknie.
Chcesz? Chcę.
Do Zakopanego w góry.
Albo na Hel.
Albo na Riviere.
Albo na Florydę.
Chcesz? Chcę.
Chodź. Dokąd, Ewoniu?
Chodź.
Przepraszam. Poznajesz?
Oczywiście, że poznaję.
Gwiazda brytyjskiego dziennikarstwa.
Mr. John.
A gdzie się podział ten miły Austriatek Otto Strauss?
No niestety, przykro mi, już go nie ma.
Napijmy się.
Za jego pamięć.
I dawne dobre lata.
Słuchaj, znasz inżyniera Raczewskiego? Oczywiście, że znam.
Przedstaw mnie.
Proszę.
Jest tam.
Tak, mister Raczewski, ale musimy przewidywać także i niekorzystny rozwój
wydarzeń.
Wiadomo, że pan i państwo koledzy musicie mieć możliwość spokojnej pracy,
od frontu, nawet i poza granicami kraju.
Trzeba przewidywać wszystkie możliwości.
Gdyby do tego doszło, to proszę zwrócić się do któregokolwiek brytyjskiego
ambasadora. Uprzedzę nasze placówki. Dziękuję, panie członkowniku. Nie
przypuszczam, żeby do tego doszło.
Przecież udzielicie nam pomocy.
Oczywiście, ale mówię tylko tak, na wszelki wypadek.
Oczywiście dokonanie panów było fenomenalne.
Odtworzenie Enigmy było cudem, ale musimy się jeszcze wziąć do pracy.
Gdyby nie było warunków do pracy w kraju, mamy się zgłosić do któregoś z
ambasadorów.
Tak, właśnie.
Więc zawiadomimy nasze ambasady i na pewno wam pomogą.
Dziękuję, panie pułkowniku. Zawsze liczymy na pomoc Francji.
Jacques, przyjacielu, ale powiedz mi, Francja wystąpi przeciwko Niemcom.
No przecież macie nasze zapewnienia. Poza tym obliguje nas układ. Słuchaj,
Jacques, przecież ty dobrze wiesz, o co mi chodzi.
Uderzycie czy nie?
No dobrze, powiem ci.
My będziemy gotowi dopiero za pół roku.
Ale nasi politycy uważają, że Hitler nie zaatakuje Francji.
A co gorsze, opinia publiczna jest przeciwko wam.
Zrozum Czarek, żaden Francuz nie będzie chciał zginąć za Gdańsk. Przepraszam
cię, ale taka jest prawda.
Twoje zdrowie, Żak.
Do zobaczenia po wojnie.
Wsiadajcie, panowie.
Zaczynamy.
Referat Niemcy.
Proszę.
Panie pułkowniku Kaleta.
Panowie.
Sytuacja na godzinę 23 w dniu 31 sierpnia.
Oddziały niemieckie znajdują się na pozycjach wyjściowych.
Flota opuściła porty.
Samoloty zwiadowcze bez przerwy naruszają naszą przestrzeń powietrzną.
Nieprzyjaciel jest gotów do uderzenia w każdej chwili.
Tak, tak, czekam.
Co to jest? To jest ta lista Polaków poprawiona.
Usunęliśmy nazwiska, które się powtarzały. Dobrze. Później zadzwonię.
Nie, mój drogi, twój podpis wystarczy.
Zawisz to natychmiast do szefa Ainzac, komando. Tak jest.
Nareszcie nasz przyjaciel Willi Neumann będzie mógł się wykazać.
Od jutra będzie miał ręce pełne roboty.
Tak.
A gdzie jest Wetter?
Na mieście.
Już ma ręce pełne roboty.
Tak, tak, zrozumiałem.
Tak, to radca Tarnowski. Nie mają łączności z ambasadą w Berlinie. Tłumasz
jeszcze o Gliwicach.
No ale...
I
w kobietę.
Mogę Ci teraz oficjalnie zakomunikować.
Zostałeś mianowany szefem Abwehrstelle Warschau.
Dziękuję, Franz.
Nie zawiodę Cię.
Jakoś dziwnie się czuję.
Zrobiliśmy.
Wszystko, co do nas należało.
I nic już od nas nie zależy.
Tak.
Historia toczy się bez naszego udziału.
Tak.
To tylko krótka chwila.
Jedna noc.
I tak zaraz wszystko zacznie się na nowo.
Kończy się tylko twoja święta wojna z Czarkiem Adamskim.
Dwadzieścia lat.
Najlepsze lata.
Byliśmy lepsi.
Chyba tak.
No.
Ważny jak finał.
Moja opinia.
No, wolałbym go zostawić przy sobie.
Rozumiem. Rozkaz to rozkaz.
Tak jest, panie pułkowniku.
Czarek!
Panie kapitanie Adamski.
Panie pułkowniku. Dziś, 1 września, zamelduje się pan o godzinie 14 .00 u
generała Kutrzeby.
Rozkaz, panie pułkowniku.
Zazdroszczę ci.
Będziesz bronił Poznania.
Będziemy jej bronić, Tadziu, tak jak mówiłeś, ze wszystkich sił.
I ten rozkaz wykonamy, choćby był nie do wykonania.
Kaleta, słucham.
Czarek! Do ciebie.
Panie pułkowniku!
Kapitan Adamski, słucham, tak?
Tak?
Co?
O Boże święty, jak to?
Kiedy?
Czarek! Co się stało?
Co ci? Co się stało?
Czarek, co jest?
Chyba nie żyje.
Halo?
Półkownika Leta.
Proszę pani, chciałem się dowiedzieć, jak się to wszystko stało.
A, rozumiem.
Moja ty cudowna.
Ludwig Holstein otworzył ogień na Westenplanet.
Za Führera i zwycięstwo.
Za zwycięstwo.
Może być coś w jadu.
Uwaga, uwaga!
Nadchodzi!
Odwiedź nowe.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.