All language subtitles for Pogranicze w ogniu - odc 22

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Proszę o udostępnienie.

Proszę o udostępnienie.

Widzę go.

Dzień dobry.

Ile płacę? Dwie marki piętnaście.

Dziękuję.

Dziękuję.

Dzień dobry, frau Miller.

O, przepraszam, doktorze. Gdzież to pan się podziewał? Tyle lat.

Czy mogę u pani zamieszkać przed kilka dni?

O, oczywiście.

Pana pokój jest zawsze wolny.

Już podaję klucz.

Proszę bardzo.

Służę panu.

Przepraszam, gdzie tu jest telefon?

Telefon.

Proszę.

Tu jest.

Weiss Institut, Welnitz.

Czy mogę mówić z profesorem Wanderem?

A kto mówi?

Znajomy. Przyjechałem do Jeny na kilka dni.

Profesor Wander jest nieobecny. Czy mógłby pan zostawić swój numer telefonu

nazwisko? Profesor skontaktuje się po powrocie.

Jeszcze nie wiem, w którym hotelu się zatrzymam. Jeżeli pani pozwoli, to

zadzwonię jutro.

Proszę przekazać, że dzwonił profesor Schwarzkopf i prosił o chwilę rozmowy.

Profesor Schwarzkopf.

Tak, profesor Schwarzkopf. Dziękuję pani.

Halo? Czy to uniwersytet?

Poproszę profesora Merkensa.

Już nie pracuje.

A profesor Boltz.

Nie ma takiego profesora?

Tak, Manfred Boltz.

Adiunkt? Niech mnie pani połączy.

Muszę wam powiedzieć, że tematy były dla mnie kompletnym zaskoczeniem.

Chodź za mną.

Wejdź. Tu możemy spokojnie porozmawiać.

Rajmund, gratuluję.

Profesury. Cieszę się, naprawdę się cieszę.

Dziękuję. Ale Manfred, co z tobą? Przecież byłeś wśród nas najlepszy.

Tak, tak byłem.

Widzisz, tu trochę się zmieniło.

Dla mnie to już szczyt.

Wyżej nie podskoczę.

Manfred, powiedz mi, co się u was dzieje?

Próbowałem się... Nie mogę się do nikogo dodzwonić.

Tego nie ma, ten nie pracuje.

To jest wymiana kadry naukowej. Tak gruntowna?

Tak, tak.

Wprowadzono nowe kryteria.

Ratowe.

Manfred, to niemożliwe. Przecież wasza katadyra miała osiągnięcia na miarę

światową. Tak, tak, ale widzisz, z dawnego składu już prawie nikt nie

A co na to profesor Wander?

Próbowałem do niego zadzwonić do instytutu, ale jest nieobecny.

Raimund, co ty...

Nie wiesz, że Wander nie jest już kierownikiem instytutu?

Niemożliwe.

Niemożliwe. U nas wszystko jest możliwe.

Nie wolno mu się z nikim spotykać. Jest jakby w areszcie domowym.

Mieszka z gospodynią. Rozpamiętuje dawne chwile świetności.

Rząd odkupił od niego wszystkie jego patenty.

I profesor się zgodził na to?

Nie, no miał do wyboru. Albo...

Odstąpienie swoich wynalazków albo pobyt w Buchenwaldzie.

No ale czy w takiej sytuacji nie próbował wyjechać za granicę?

No próbował, próbował, ale nie zgodzili się, widzisz, za dużo wie.

No co ty, myślisz, że ja nie chciałem mu pomóc?

Przecież ja mam zamkniętą drogę do kariery. Byłem jego ulubionym uczniem.

Tylko dlatego, że spełniam kryteria rasowe, to tolerują mnie i wykorzystują

doświadczenie.

Ale o samodzielnej pracy naukowej nie ma mowy.

Deklamacja telefoniczna, słucham.

Proszę pana, nie mogę się dodzwonić na numer 15520.

Wiem, że zawsze jesteś w domu. Czyżby znowu zmieniono numer?

Proszę chwileczkę poczekać.

Halo? Tak, słucham. Jak nazwisko abonenta?

A kto mówi?

Profesor Schwarzkopf. Jestem znajomym profesora Wandera.

Niestety, panie Schwarzkopf, linia jest uszkodzona. Naprawa jeszcze trochę

potrwa.

Może mógłbym panu pomóc?

Szukam podręcznika fizyki prof. Wandera.

Te książki są wycofane.

Czy mogę prosić o przesłanie tej książki? Oczywiście, proszę pana.

pół godziny.

Tu jest adres Dziękuję bardzo Dziękuję

Stój. Dokąd?

Do księgarni.

Mam książkę dla pana produktora. Daj, ja mu oddam.

Dzień dobry

Dziękujemy.

Ja się do mnie dowracam. Jestem przyjacielem profesora.

Proszę mu przekazać, że Schwarzkopf, który był tutaj stypendystą przed

dziesięciu laty, prosi o spotkanie.

Jutro tutaj będę czekał na odpowiedź o tej samej porze.

Więc dzwonili z Berlina, że pan przyjeżdża.

Niech pan załatwia swoje sprawy. Nie będziemy przeszkadzać.

Pan mnie chyba nie do końca zrozumiał. Chodzi o Weiss Institute.

Co ma do tego Abwera?

Nie wiecie, że to jest w naszej gestii?

Dajemy sobie radę. Przez naszą sieć nic się nie przeciśnie.

Przepraszam, można?

Berlin, błyskawiczną proszę.

Prince Albert w trawce.

Dziękuję.

Tak. Z gabinetem standardnym Führera Rolfa.

Będzie mówił Hauptmann Relke.

Tak. Mówi Relke.

Jestem już w Wienie. No tak, ale są kłopoty.

Myślę, że instrukcje dla placówki Gettawo były niezbyt precyzyjne.

No tak, ale nie mam dostępu do materiałów.

Tak jest. Przekazuję słuchawkę.

Haukstum, Führer Knotte, słucham.

Tak.

Tak jest.

Zrozumiałeś?

Bardzo przepraszam, panie kapitanie. Nic nie szkodzi, już zapomniałem. Przejdźmy

do rytmu.

Co wiemy o tym Schwarzkopfie?

Niewiele. No, dopiero zaczęliśmy.

Przepraszam.

To ja, Szwadzkow. Przyniosła pani odpowiedź. Pamięta pan ostatnie

profesorem? Oczywiście.

Gdzie to było?

Domu frau Miller mieszkałem tam na stacji.

A co się zdarzyło wtedy szczególnego?

Szczególnego? Czy ja wiem?

Zaraz, zaraz.

Frau Müller niosła kieliszki, potknęła się, wszystko poleciało na ziemię,

potłukło się.

Profesor powiedział, że to dobry znak, będziemy żyli sto lat.

Czy o to chodziło? Tak.

Dziękuję.

Jedenasta wieczro tyłu.

Płotek będzie uchylony.

Okno na parterze.

Strażnicy śpią w samochodzie. Tylko proszę nie narobić hałasu.

Profesor przeprasza, ale inaczej nie można.

No, Knotę, do roboty.

Sprowadźcie natychmiast sekretarkę i tego technika od telefonów.

I duży dzbanek mocnej kawy będzie nam potrzebna.

Do rana musimy to wszystko mieć.

Mam nadzieję, że willa profesora jest dobrze pilnowana.

Oczywiście. Dwóch ludzi. Dzień i noc.

No.

Schwarzkopf nie będzie na nas czekał.

Wpadł tu na dwa albo trzy dni.

A jeden już straciliście.

To jest wyścig, Knoter.

Tak. A jak pani myśli?

Dlaczego on więcej nie dzwonił do instytutu?

Nie wiem.

Może wyjechał.

No tak, to możliwe.

Pisała pani w tym meldunku, że mówił z obcym akcentem.

Jak to rozumieć?

Cudzoziemiec.

Nie, ja nie chciałabym pana wprowadzać w błąd, ale wie pan... Tak?

Ja kończyłam szkołę dla sekretarek w Berlinie. Tam było sporo koleżanek z

północy. One mówiły takim ciężkim akcentem. Pan chwilami też tak mówi.

Marnuje w tym instytucie.

Ktoś z północy mówi tak jak ja.

Knotę, niech ci ludzie, co siedzą na sprawie Wandera, sprawdzą, czy nie

się tam nazwisko Adamski.

Czy ja mogłabym jeszcze coś powiedzieć?

Tak, oczywiście.

Wie pan, zaczęłam do tej rozmowy telefonicznej.

Ja w słuchawce cały czas słyszałam taki hałas, jakby to było w kawiarni albo w

restauracji.

Dziękujemy pani bardzo.

Bardzo nam pani pomogła.

Cieszę się. Do zobaczenia.

Niech pan siada.

Pamięta pan głos tego Schwarzkopfa?

Tak, pamiętam.

Odbiera pan setki telefonów, setki ludzi.

Słyszy pan tylko ich głosy. I o każdym może pan coś powiedzieć?

Oczywiście, proszę pana. Pracuję w telefonach od 20 lat, mam doświadczenie.

Więc co pan może powiedzieć o tym Schwarzkopfie?

Mówił szybko, jakby był denerwowany.

Miękki baryton.

Dokładnie wymawiał końcówki, jakby był śpiewakiem albo aktorem.

W intonacji wynikało, że dużo mówi i że jest słuchany.

Naukowiec, wykładowca?

Możliwe. Ale miał dziwny akcent. Tak się tutaj nie mówi. Jakby był z północy.

Z Hamburga?

Nie, nie. Raczej z Pomorza.

Wie pan, miałem kiedyś kolegę w Wojsku, on też tak mówił.

Nie wiem, czy ta informacja będzie dla pana ważna, ale wydaje mi się, że

on tutaj już kiedyś był.

Skąd taki wniosek?

Bo pytał się, czy znowu zmienialiśmy numery telefonów.

Rozumie pan?

Nie.

Zmienialiśmy numery telefonów dziesięć lat temu.

Wiedział o tym, a więc chyba wtedy tu był.

No i co z notatkami Wandera?

Siedzą we trójkę.

Mają pięć setników do przejrzenia.

A pracownicy księgarni?

Nie znamy adresów domowych, a nie chciałem robić zamieszania w całym

Dobra, dobra. Poczekamy do rana.

Może warto by się trochę przespać. Co?

Jutro będziemy mieli pełne ręce roboty.

Tak.

Tak, to dobry pomysł.

Dobry pomysł.

Będzie Pan z tego bardzo zadowolony. U mnie to idzie jak woda.

Do widzenia.

Jest pańska karta biblioteczna. O, niestety przeterminowana.

Musi się pan zgłosić do rektoratu, inaczej nie będzie pan mógł pożyczyć.

Ale ja chciałem tylko na miejscu. Szukam bibliografii.

Bardzo panią proszę.

No, wyjątkowo dla naszego starego doktoranta. Proszę.

Dziękuję pani bardzo.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Nawet mu się nie przyjrzałam.

Ale może...

Pan Karol będzie coś wiedział.

Rozmawiał z nim.

Panie Karolu, chodzi o tego pana, co tu był przedwczoraj.

Prosił o odesłanie książki.

Tak, pamiętam.

O czym rozmawialiście?

Trudno to nazwać rozmową.

Widzę, że szuka czegoś w dziale fizyki. Nie może znaleźć. No to podszedłem. Może

pomóc?

Powiedział, że szuka książki profesora Wandera.

Powiedziałem mu, że wycofana.

Jakby się zdziwił, nie wiedział o tym.

Nic więcej nie mówił. Podszedł do regału, wziął Geblera, spór Galileusza z

rzymską. No i poszedł do kasy.

Czy wkładał coś do książki? Coś tam zapisał?

Nie, nawet do niej nie zaglądał.

Więc dlaczego o Galileuszu?

Nie wiem, pewnie to miała być...

Aluzja. Jaka aluzja?

No, że Galileusz też miał kłopoty z władzami.

A jak on wyglądał?

Ja znam tego człowieka. Tak? Po jego wyjściu przypomniałem sobie.

Studiował na naszym uniwersytecie.

Przychodził po książki, dobry klient.

Kupował wszystkie nowości z fizyki.

Jak się nazywa?

Tego nie pamiętam. To było z dziesięć lat temu.

Te wszystkie pozycje są w sali prohibitów.

Sam pan sobie weźmie z półki. Piętra wyżej.

Wyżej? Mhm.

Hej Hitler.

Hej Hitler.

Tak,

te wszystkie pozycje są u nas.

Proszę zieloną kartę.

Jaką? Pan przyszedł po raz pierwszy do nas? Tak.

Potrzebne jest zezwolenie na korzystanie z prohibitów. Mamy wyraźne zarządzenie.

Ta dokumentacja jest pod specjalną ochroną.

Rozumiem. Zielona karta, tak?

Tak.

Dziękuję. Proszę.

Przepraszam, czy można?

Nie teraz.

Przepraszam, jestem zajęty.

Zapraszam.

Panowie, proszę siadać.

Proszę bardzo.

Znaleźli kelnera w kawiarni Edelweiss.

Słyszał, jak Schwarzkopf dzwonił do Instytutu.

Porozmawiaj z nim.

Niech ma oczy otwarte. Może Schwarzkopf przyjdzie jeszcze na kawę.

Manfred? Mam do Ciebie prośbę.

Możesz wyjść na chwilę?

Jestem w holu.

Szukam bibliografii, ale jest w prohibitach. Tam żądają ode mnie jakiejś

zielonej karty.

Czy mógłbyś się o coś takiego postarać?

To on.

Rajmund Wolta Twardy północny akcent.

To on? Tak.

Czy to ten?

Tak, to ten. Ale to zdjęcie... Tak, wiem. Było robione dziesięć lat temu.

Dziękuję panu bardzo.

Dziękuję.

Bardzo nam pan pomógł. Dziękuję.

Do widzenia.

Sprawdź na liście kontaktów profesora Wandera, czy występuje nazwisko Wolta.

Rajmund Wolta.

Jest.

Mamy przechwyconą jego korespondencję.

Pisał trzy razy do profesora.

Chcę widzieć tę listę. Może dowiemy się, dlaczego występował jako szwabską.

Wolta.

Profesor Wolta.

Kto mógł przypuszczać, że zostanie naukowcem?

ale przynajmniej wiadomo, kto go przysłał.

Zgodnie z poleceniem, przez cały dzień kręciłem się po mieście.

Uniwersytet, budynek, gestapo.

Aha, musiałem wysłać do pana depeszę, dlatego że wczoraj wieczorem przyjechał

gestapo jakiś facet po cywilnemu.

Samochód miał berlińskie numery.

Tych w gestapo jakby szlak trafił. Przez całą noc pracowali, ściągali ludzi.

Przez cały dzień kręciłem się po uniwersytecie.

Wie pan co?

Znowu spotkałem tego samego faceta.

Przyjechali z jakimś gestapowcem.

Poszli do rejestratury.

Przeglądali spisy studentów, naukowców.

Wydaje mi się, że gdzieś już widziałem tego faceta.

Tak? A gdzie?

Podczas szkolenia pokazywał mi pan fotografię.

Ten Hauptmann, taki uśmiechnięty.

Hauptmann? Nie, zaraz, zaraz. Jak on się nazywa?

Nie mogę sobie przypomnieć.

Relka.

Panie profesorze, niech się pan łaskawie postawi na moment na miejscu Wolty.

Przyjeżdża pan do Jeny. Pański przyjaciel, profesor, nie może panu

by zrobił?

Gdzie szukałby pan klucza do tajemnic Instytutu?

Wszystkie tajemnice są tutaj.

W Welnic.

Dlatego jesteśmy tu pilnowani jak w fortecy.

Co pan zrobiłby na miejscu Wolty?

Co ja bym zrobił na jego miejscu?

Nie mam kontaktu z żadnym naukowcem, więc

opracowania i publikacje naukowe.

O prawdziwych tajemnicach nie pisze się w skryptach uniwersyteckich.

Czego bym szukał?

No tak.

Patenty.

Wszystkie nasze wynalazki są opatentowane.

Gdyby ten Wolta dostał się tutaj, miałby wszystko jak na dłoni. Mam nadzieję, że

tu nie dotarł.

Od dwóch tygodni nikt tutaj nie wchodził.

Czy to są jedyne egzemplarze? Nie, oryginały znajdują się w Centralnym

Patentowym w Berlinie. Mam nadzieję, że równie dobrze pilnowane.

Już wiem.

Co bym zrobił na miejscu tego Wolty? Słucham.

Biblioteka uniwersytecka, sala prohibitów.

Oni tam mają dla celów dydaktycznych omówienia wszystkich wynalazków.

Skrócona wersja patentów. Bardzo ogólnikowa, ale specjalista może się

zorientować. Jaki jest poziom badań i jakie są osiągnięcia technologii.

Knotę?

Dzwonię do prorektora. Natychmiast zamknąć salę prohibitów. Jeżeli ktoś

w środku zatrzymać siłą do naszego powrotu. Gdzie tu jest telefon? Tutaj.

Zna pani tego człowieka?

Tak, to doktor Wolta był tutaj dzisiaj. Znalazłam jego kartę biblioteczną. Czy

korzystał z biblioteki?

Poszedł do działu zamówień. Mówił, że chciał korzystać tylko na miejscu.

Nie miał przedłużonej karty bibliotecznej.

Tak, to on.

Miał na kartkach wypisane numery, same prohibity, więc skierowałam go do działu

prohibitów. A kiedy to było?

Zaraz po otwarciu. Jeden z pierwszych czytelników.

A czy miał zieloną kartę?

Nie wiem, panie prorektorze. To sprawdza koleżanka w prohibitach.

Żeby wejść do sali prohibitów, trzeba mieć specjalne zezwolenie. Właśnie

kartę.

Gdzie jest ta koleżanka?

Poszła już do domu.

Knotę? Dlaczego jej nie ściągnąłeś?

Dziękuję. Proszę.

No i udało się.

Muszę przyznać, że zrobili wielki krok naprzód.

Przejeżdżałem kilkanaście patentów w trzech grupach. Pierwsza to rakiety na

paliwo stałe. Rezygnują z tego kierunku. Druga to silniki odrzutowe do samolotu.

Coraz lepsze konstrukcje niedługo przystąpią do budowy prototypów.

Trzecia... To rakiety na paliwo płynne. Mają wielkie osiągnięcia. Słuchaj,

kiedyś mówiłeś, że w Warszawie przydałby się taki instytut. Tak, teraz jestem

pewien, że rząd wyrazi na to zgodę.

Po Niemcach i Rosji jesteśmy najbardziej zaawansowani teoretycznie.

Francuzi i Anglicy niewiele się tym interesują. Mając pogląd na niemieckie

kierunki badań, jesteśmy w stanie szybko nadrobić utracony dystans.

Chcę, że mówiąc...

Miałem do ciebie żal, że traktujesz mnie jak jakiegoś tajnego agenta. Ale teraz

widzę, że byłeś bardzo przewidujący. Ten fortel ze Spartkopfem okazał się bardzo

pomocny. Bez niego nie dotarłbym do Wandera, a on pozwolił mi zrozumieć

tych rakietowych prac.

No i Boltz dużo mi pomógł.

Tak, słuchaj, Raimund.

Opowiedz mi teraz wszystko po kolei, dobrze?

Od momentu, kiedy przyjechałeś do Jeny.

Dziś było pięciu pracowników naukowych. Wszyscy mieli zielone karty. Co to był?

Nazwiska.

Nazwiska?

Kilku znam z widzenia. To są karty na okaziciela.

Ja w sprawozdaniu podaję tylko ilość czytelników.

Kierownicy katedr mają zielone karty do dyspozycji. Wydają według uznania.

Czy w katedrach odnotowuje się, kto bierze zezwolenia? Nie.

Obowiązuje tylko zasada, że karty wydaje się wyłącznie pracownikom naukowym.

Studenci nie mogą z nich korzystać.

A cudzoziemcy?

Tylko za specjalnym zezwoleniem z Berlina.

Czy ten naukowiec był tutaj?

Tak. Przez cały dzień. Nawet nie poszedł na obiad.

Jutro ma być z samego rana.

Nie zapamiętała pani oczywiście numeru jego karty.

Niestety.

Wiem tylko, że to byli pracownicy naukowi z wydziału fizyki.

Słucham?

Chwileczkę. To do pana.

Tu knoty.

Czekaj.

Dzwonił ten kelner.

Szybko, pchnij obserwację. Niech go prowadzą. A, poczekaj chwilę. Przecież

ustaliliśmy, że... Tak, ale sytuacja się zmieniła.

Polski naukowiec grzebał bez zezwolenia w prohibitach.

Będzie się z tego tłumaczył tygodniami w śledztwie.

A może dogadamy się z nim?

Za cenę wyciszenia skandalu.

Wyślij grupę operacyjną.

Natychmiast zdjąć.

W miarę można ci dyskretnie.

Rakunek, proszę.

Dziękuję.

To chyba wszystko.

Tak.

Aj, Raimund, Raimund.

Zostawiłeś za sobą mnóstwo śladów, wiesz?

Zostało już mi tylko kilka patentów do przejrzenia.

Jutro znów wezmę od Bolsa zieloną kartę.

Nie.

Wyjeżdżamy natychmiast.

Ale tylko kilka godzin. Będę miał całą dokumentację, argumenty dla

Nie. Byłeś już w tej kawiarni, prawda?

Tak, pierwszego dnia. Dzwoniłem stąd do instytutu. Dlaczego pytasz?

No właśnie.

Słuchaj teraz uważnie. Uśmiechaj się.

Będę musiał nadwrężyć twoją profesorską godność. Widzisz ten płotek przed sobą?

Tak.

Przeskoczymy przez niego.

Przygotuj się.

Ale przecież nic się nie stało. Dlaczego?

Teczka, Rajmund.

Jesteś gotów?

Teraz.

Gdzie oni są?

No, gdzie oni są?

Tu siedzieli!

Może pan nie widział, gdzie tych dwóch jest?

Wszystko, gdzie oni poszli?

A, wy? Tak!

Ty pójdziesz tu, ty pójdziesz tu, szybko!

Szybko, szybko!

A państwo mi powiedzą, jak to było dokładnie.

Czarek, co się stało?

Kelner mi się nie spodobał.

Oni od dwóch dni szukają Schwarzkoppa, a ja po tych śladach, które zostawiłeś,

już bym dawno do ciebie doszedł. Niemożliwe.

Po pierwsze, Kellner mógł posłuchać rozmowy, jaką prowadziłeś z Instytutem.

I już mają twój rysowis. Moja wina.

Uprzedzałeś mnie w prawdzie, żebym dzwonił z budki telekonicznej.

Ale może to uczciwy człowiek, oskarżałem go niesłusznie. Czarek, potrzebuję dwie

godziny na przyjrzenie reszty patentów. To raz. A po drugie, mają już dowody

przeciwko tobie.

Jakie? Pod wstępem dostałeś się do sali prohibitów i bibliotekarka natychmiast

rozpozna cię ze zdjęcia.

Skąd moje zdjęcia?

Będą sprawdzali kontakty profesora Wandera. Ja na ich miejscu zrobiłbym to

No to co?

Twierdzisz, że on nie otrzymał twoich filtrów, a je wysyłałeś, tak?

No to co się z nimi stało, jak myślisz?

Wezmą twoje stare akta z uniwersytetu i pokażą zdjęcia tej kasierce.

Czy byś tak zrobił? Ale czy oni tutaj z jej nie mają specjalistów?

Franek jest tutaj.

No ale jak to było? Uciekł, jak was zobaczył?

Nie, panie kapitanie. Jak przyszliśmy, już go nie było.

Wyszedł z tarasu prosto na ulicę przez płotek.

Pięć minut przed naszym przyjściem.

Było ich dwóch.

Zamknąć rogatki, odstawić drogi wyjazdowe, przeszesać miasto.

Wszyscy kierownicy natychmiast do mnie. I połącz mnie z szefem policji.

A może na kwaterze prywatnej, tak jak to robią studenci?

Zameldowania.

A, dopiero po tygodniu.

No taki jest przepis. Gdzie mieszkał 10 lat temu?

Jest adres.

No.

Jedź i obstaw dom.

Sprawdź, czy tam mieszka.

Jeśli jest w domu, zatrzymać i przejść go tutaj.

Jeśli jest, to nie wrócił z miasta, zrób kocioł.

Musimy go mieć.

Tak jest.

Czekaj, teraz spokojnie.

Słuchaj, powiedz mi, zostawiłeś jakieś dokumenty w pensjonacie?

Nie, dokumenty mam przy sobie w teczce. Została tylko walizka z ubraniami.

Potrzebuję 10 minut na spakowanie.

Nie, nie możemy ryzykować.

Po świcie musimy być na granicy.

Przepraszam cię, ale taka jest cena twoich notatek.

A musimy je zawieźć do Warszawy, inaczej nam nie uwierzą.

Nie gniewaj się.

Raimund?

Raimund, obudź się.

Gdzie jesteśmy?

Właśnie minęliśmy Aachen.

Dawny Akfisgran.

Czarek, dokąd my jedziemy?

Do Belgii, profesorze. Do Belgii. A ja myślałem... Oni też, mam nadzieję,

myślą, że pojedziesz najkrótszą drogą na wschód.

A jeżeli za mną wszystkie postanowiki graniczne? Tak powinni zrobić, prawda?

Ja bym tak zrobił.

Widzę, że zaczyna Cię bawić to wszystko.

Jak za dawnych, artystkich czasów, to?

Stała naprzód. W druhu profetorze. Tam w krypce.

Masz swój paszport.

Wilhelm Schroeder.

Kupiec bławatny.

Kupiec bławatny. Tylko ty mogłeś to wymyślić.

Dziękuję.

Walizka Proszę otworzyć

Dziękuję. W porządku.

Udało się! Udało się do domu!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.