Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam!
Niech żyje nam!
Kochani, proponuję toast za zdrowie drużyny.
I jej dowódcy.
I szefa majora Kalety. Dziękuję.
No, kochani, nie ma co ukrywać.
Postarzeliśmy się o dziesięć lat.
Oczywiście, Zosiu, ciebie to nie dotyczy.
Dostałam list od Marysi.
Zadowolenie, ale tęsknią. No tak.
Całują was mocno. Dziękujemy.
No to za nieobecnych.
Za nieobecnych.
Ale Zosiu, to mówisz poważnie? To naprawdę tak wszystko wygląda?
Majorze, smakowało?
Dziękuję, bardzo dobre. Proszę cię, bądź gospodynią w moim domu i zajmij się
majorem.
Piotruś prosił, żebym ci podziękował za ten awan i przeniesienie do dyrekcji w
Gdańsku. No, chyba nudził się w Poznaniu.
Słuchaj, powiedz mi, co są twoją asystenturą w Warszawie? Obiecanki,
Wiesz, jak to jest.
Katedra fizyki. Nie ma wakatów.
Rozumiem. Słuchaj, a ty nie mógłbyś się specjalizować w fizyce niskich
temperatur?
A to w biurze potrzebny ci ciekły tlen?
Zgadłeś. No jak?
Muszę się zastanowić.
Mówisz poważnie?
Nie. Jak najbardziej.
Słuchaj, a nie potrzebny ci młody, zdolny matematyk?
Niejaki raczecki. To co, on też chce się przenieść do Warszawy? Nie, ale jeśli
znalazłbyś mu jakieś ciekawe zajęcie... Zobaczymy.
Przepraszam.
No.
Najlepszego.
Ha, ha, ha! Drągal!
Michałek! Cieszę się, że mogłeś przyjechać.
Słuchaj, przede wszystkim dziękuję za szkołę i ten internet. Dobra, powiedz
lepiej, jak lepiej.
Wspaniale. No, to chodź.
Weźmiesz mnie do siebie?
Drągal, najpierw trzeba mieć tu i to dużo. A jak będę miał, weźmiesz?
Wezmę, chodź.
Słowo, chodź.
Zobaczcie, kto do nas przyjechał.
Dzień dobry. Michał!
Idę już do domu.
Mhm.
Nad czymś lęczysz?
Próbuję wczuć się w jego tok myślenia.
I nic.
Nie mogę go przejrzeć, przewidzieć, co zrobi.
Nie miej kompleksów.
Franek Relke też pewnie miewa bezcenne noce z swojego powodu.
Ciekawe, czy... czy i on traktuje tę swoją robotę jako wasz prywatny
O co chodzi tym razem?
Nie wiem, może się mylę, ale zrobiłem zestawienie tematów, którymi aktywnie
interesuje się Polnische Abteilung.
I co?
Jest coś, czym raptem przestali się interesować.
Pchali się przebojem, a teraz zupełna cisza.
Co to za temat?
Zlepnictwo.
Żadnych zadań, jakby w ogóle nie istniało. I to teraz?
Kiedy mamy duże osiągnięcia? Kiedy powstają coraz lepsze konstrukcje? Kiedy
bijemy rekordy światowe? Co proponujesz?
Sprawa nie leży w naszej gestii.
Ale to ci nie przeszkodziło w sposobie myślenia.
No i co?
Myślę, że trzeba zapytać najbardziej zainteresowanych.
Z tych wszystkich analiz wynika jedno. Przestali się wami interesować.
I sieć wywiadowcza nie otrzymuje żadnych zadań z zakresu lotnictwa.
Dlaczego? Nie wiemy. I to nas niepokoi.
Dziękuję, poruczniku.
Czy ktoś z panów chce zabrać głos?
Można, panie pułkowniku?
Proszę, porutnik Kosowski.
Kontrwywiad lotnictwa wysuwa dwie hipotezy. Albo udało im się zorganizować
dobrze działającą siatkę na szczeblu pułków lotniczych, albo mają dobrze
uplasowanego agenta w naszym departamencie.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji.
Kraj nie szczędzi wydatków na rozwój lotnictwa.
Dlatego musimy tę sprawę wyjaśnić szybko, dyskretnie, zdecydowanie.
Powołamy zespoły robocze, które zajmą się wyjaśnieniem obu tych wariantów.
Nie wydaje Ci się, że nam to wystarczy?
Siadajcie, panowie.
Odrzucasz obie hipotezy.
Nie, ale mam wątpliwości.
Na przykład te dobrze zakonspirowane siatki w półkach lotnicy.
I co?
Żadnych śladów działalności, tak?
Jeżeli są dobrze zakonspirowane i nie działają... No właśnie, nie działają, to
po co siatki?
Na wojnę się nie zanosi.
To co, sztuka dla sztuki, tak?
A czy możesz wykluczyć dobrze uplasowaną wtyczkę w Departamencie Lotnictwa?
Panie majorze, ja niczego nie wykluczam, ale nad tym sobie spokojnie może
pracować twoja grupa badawcza.
Tylko ja myślę... Panowie, obie te hipotezy są oparte o nasze
dotychczasowe wiadomości o pracy przeciwnika.
Ale to są działania podręcznikowe.
A może oni wymyślili coś nowego? A mamy sporo dowodów, że Franz Relke miewa
zaskakujące pomysły.
Masz trzecią hipotezę.
Czego chcesz szukać?
Nie wiem.
Trzeba sięgnąć do dokumentacji archiwalnej. Sporo tego.
No tak, ale teraz trzeba spojrzeć inaczej. Trzeba szukać jakichś strzępków
informacji, które wtedy były nieprawdopodobne, które wtedy były
niemożliwe. To nie jest takie proste.
Możemy stracić masę czasu na szukanie ogników na bagnach. Ale chyba warto
próbować.
I jak?
Macie coś?
Zewa też pytali, kiedy wreszcie wstąpi ten kamień.
A nas jest trzech i nic.
Od jutra będzie was dwóch, bo ja jadę do Gdańska. Nie potrzebujesz obstawy?
Też bym się chętnie wyrwał.
Co ty, miałbyś sobie nie zostawić tu Zygmunta?
Samego?
Miałbym, miałbym.
Tomasz.
To ci powiem. Prawdopodobnie mają jakieś inne informacje z innego terenu.
Więc po co Nebenseledantik ma narażać swoją sieć?
No tak, ale inne urzędy też nie otrzymują w ogóle aktywnych zadań. Jak
rozumieć?
To by świadczyło o tym, że... że mają u was jakąś wtyczkę. I to wysoko.
No nie wiem. To rozejrzyj się.
Porozmawiaj.
Jakieś jedno słowo, żeby złapać wiatr.
Coś mi się... Coś mi się plącze po głowie.
To był rok temu, może więcej.
Rize po pijanemu powtarzał jakiś dokcip z centrali. To było coś takiego, że
Polacy mają słowika, a my jesteśmy narodem muzykalnym.
Niech śpiewa i dla nas.
Potem jeszcze coś był kotoł. Zrozumiałem z tego, że to był dobry pomysł i
duże pieniądze.
Pomysł?
Pomysł Rizego?
Nie, nie.
Centrali.
Może zdobyli jakiegoś znakomitego agenta.
Tak, za duże pieniądze można znaleźć amatora.
A taki słodik śpiewa aż miło.
A może przejechałby się pan do Szczecina?
Co, nawiązać do tamtej rozmowy? Nie, nie.
Rize nie będzie nic pamiętał. Był pijany.
Panie Augustie, jak gdyby się udało.
Informacja od Georga.
Oberleutnant Ruffel wygadał się przy szampanie, że Worackowi Królewcu
zaproponował swoje usługi jak i polski major.
Major?
Sam się zgłosił do Abwehrstelle -Kennigsberg czy przez wetera?
No nie wiem.
A może oni mają rację z tą drugą hipotezą?
Może wtyczka?
Może i mają rację.
Zwłaszcza gdyby to był major lotnictwa.
Ale tego nie wiemy.
Nic nie wiemy.
A może uruchomić Ewę?
Przecież od roku pracuje w sztabie Okręgu Królewiec.
Kto ją tam umieścił?
Woraczek.
Woraczek? Nie mają żadnych podejrzeń? Nie. Może właśnie przez nią poszukać
potwierdzenia o tym tajemniczym polskim majorze.
A ty ją dobrze sprawdziłeś, bo oni ją szkolili dla siebie.
Mówiłeś mi kiedyś o motywach działania w naszej służbie. A zapomniałeś o
zemście?
Ona zgłosiła swoją współpracę, bo chciała się zemścić na ojcu, który
matkę.
Wymyślał bajeczki o Niemcu skrzywdzonym przez Polaków.
A już w ogóle straciła serce dla jego rodaków, kiedy dowiedziała się, że to
właśnie oni.
Był ktoś taki.
Ale czy to był wojskowy?
Ewa, spróbuj przypomnieć sobie wszystkie szczegóły.
Marta wróciła późno.
Marta? Kto to taki?
Pracowałyśmy razem u Woraczka.
Była wściekła, że musi odwołać randkę.
Wezwali ją do Abwehrstelle.
Przepisywała kilkanaście stron prowadzonej z nim rozmowy.
Na przód chyba myśleli, że to prowokacja, a potem... Czekaj, czekaj.
Wiem.
Cała sprawa miała kryptonim... Hapke.
Od pierwszej litery nazwiska.
Hapke, tak?
Tak, jeżeli Marta nie kłamała to wszystko.
Ja nic nie przekręciłam.
Wszystko to wiem.
Mało? Trochę mało, żeby mieć pewność, że to ten major.
Jesteś... jesteś w NBAP.
Oczywiście.
Brawo.
Mogę?
Jak długo możesz tutaj dostać?
Parę godzin.
Cześć pracy.
Macie coś?
Mamy. Co?
Tylice odgryzania tych papieżytek. Jak się odpalasz nad morzem.
Pytałem, czy coś macie.
Właściwie to nic.
Jedynie jakiś stary... O, meldunek.
Tego przemytnika graby.
Cholera.
Rize mówił to samo.
Tak, to było wtedy, jak Zimmer porwał mnie do Wrocławia, do tego Hoffmana.
Wieźli jakieś długie dźwigary, nie wyrobili się na zakręcie i zablokowali
Zimmer wyszedł z samochodu, bo to... Tak, to jego znajomy, taki byzantny
Leutnant wiózł te dźwigary.
Pyta, co będzie z tego, że lat trwa.
Tamten odpowiada, że...
Szykują Polakom jakąś niespodziankę.
Zimmer, pamiętam, się zdziwił i pyta, co robicie nam,
konkurencję? Ten projekt przeszedł? Ano przeszedł, odpowiedział ten pyzaty.
Polacy mają Słowika, to nie śpiewaj dla nas.
A gdzie to było?
Już dokładnie nie pamiętam.
Zrobiłem wtedy notatkę o tym Słowiku.
Tak, tak.
O, mam ją tutaj.
No to co?
Dziękujemy.
Bardzo dziękujemy, panie Bernardzie. Dziękuję.
Aha, jak się czuje Małgorzatka?
Chyba wszystko wraca ku dobremu. Całe szczęście, proszę ją ucałować od nas.
Dziękuję. Panie Bernardzie, pan zaczeka na mnie.
Dobrze, do widzenia.
Do widzenia.
Do widzenia, panie Bernardzie.
Chodźcie, chodźcie.
Zrobiliśmy zwiad.
Widzieli chłopski las, otoczyli drutem kolczastym. Postawili coś w rodzaju
triangulacyjnej. Pilnują tego dzień i noc.
To jest skiz sytuacyjny, a to położenie naniesione na matę.
Ale to ani skład, ani magazyny.
I ta wieża może to jednostka służby geodezyjnej.
A może oni obserwują granicę?
Za daleko.
I dlaczego tak intensywnie chronią tej wartowni?
Czarek, mówiłeś, że wartownia i dwa baraki. Tak. A co?
To był dobry pomysł, żeby przewertować te materiały archiwalne.
Znam to teraz na wyrywki.
Zygfryd Paczek również informował o czymś takim.
Hmm.
Zamówienia na elementy do budowy pięciu jednakowych obiektów.
Wartownia, baraki.
No ale jaki to może mieć związek ze sprawą szamu? Ale mamy lat, więc idźmy
nim. Są dwie możliwości.
Albo hapkę to dobry pomysł, a baraki to duże pieniądze. Albo odwrotnie.
Baraki to dobry pomysł, a hapkę... Albo ani jedno, ani drugie. Albo i jedno, i
drugie.
Pojadę do Gdańska.
Może już August wrócił z tego Szczecina.
Mam coś dla was.
Moi ludzie przeklinają mnie za nocne grzebanie w archiwum, ale znalazłem
jednego kandydata na hapkiego.
Kazałem przejrzeć.
emerytowaną kadrę i znalazłem nazwisko Haszewicz.
Wie pan, Rize jest wściekły. Taka okazja przeszła mu kolonosa. Przecież ten
habke pochodzi z jego terenu operacyjnego. Widocznie nie zna waszego
terytorialnego i zgłosił się do Królewca.
Wszyscy są zaskoczeni.
Poznaniak zgłasza się do Niemców.
Nawet Woraczek był przekonany, że to wyście go nasłali.
Ja sam się zastanawiam, co to za człowiek.
Wie pan, żeby wyższy oficer wychowany na pograniczu?
No, no.
Tu nie chodzi o pieniądze. On się musi czuć pokrzywdzony i chce się odegrać.
Pan się zwykle lubi doszukiwać motywu ludzkiego działania.
I może to jest... Może to jest jakiś trop, co?
A jeżeli to Poznaniak, to nie z naszego okręgu.
Filip, Poznań i całą Wielkopolskę rozpracowuje Abwehrstelle Berlin
Ost.
A Rize powiada, że to z jego terenu operacyjnego.
Więc pomoże, Filip, pomoże twoja działka.
Ale... Ale mnie tu nikt nie pasuje do tego obradka.
Zaczekaj, mam jeszcze jedno nadwisko.
Kto?
Haszewicz.
Haszewicz?
Haszewicz?
Haszewicz? Haszewicz, Haszewicz. Czekaj, to ze starego spisu.
Haszewicz, Haszewicz... Ale
jego już... Jego już dawno nie ma w Wojtku.
Sierżant Pełka?
Tu mówi Tarna.
Przynieś mi z archiwum akta majora Hasiewicza.
Płatnik pułkowy.
Brakowało mu dużo w kasie.
Przechulał. Ale Warszawa ze względu na jego zasługi wojenne nie chciała go
pod sąd.
No i wylali dyscyplinarnie. A co on teraz robi?
Nie mam pojęcia.
A co ty myślisz, że to... Chabkę?
Trzeba sprawdzić.
Sprawdzić, tak? A co ja z tego będę miał?
To ja się nacharuję, nazbieram dokumentów, a ty się potem z nim
I cała robota na nic.
Filip, obydwaj mamy jednakowe szanse. I tylko jeden z nas będzie do finału.
Albo ty, albo ja.
Jak zawsze.
Tu, tu, tu, tu.
I tu.
Wszystkie obiekty wzdłuż granicy.
Tak, panie inżynierze.
W głąb 30 kilometrów.
A to jest rzut poziomy budynku i plany instalacji.
Wszystkie obiekty wybudowane według jednego planu przesłanego z Berlina.
Ho, ho.
Kabel zasilający o takiej mocy.
Zdjęcie.
Zrobił nam paczek.
Mimo zakazu.
Jeżeli wszystkie obiekty są tak usytuowane wzór granicy, jeżeli te
to anteny odbiorcze, to może oznaczać tylko jedno.
Wywiad radiowy.
To to jest ten pomysł.
Dobry pomysł i duże pieniądze.
Te urządzenia to być może silne stacje radiowe.
Do tego czułe urządzenie nasłuchowe.
Tak, moi panowie.
Oni czytają wszystko, co idzie w Ether.
Wszystkie radio -depesze z terenu całego kraju.
No i mamy odpowiedź.
Słuchają słowika.
Przeciwnik mógł w tym okresie przechwycić około 6 tysięcy depesz.
Zaczęliśmy robić analizę ich treści.
Już ze wstępnych danych wynika, że w polskim lotnictwie nie ma już żadnych
tajemnic. System organizacyjny, ilość i jakość sprzętu,
zasady taktyczne,
stan wyszkolenia, problemy personalne, stan morale w półkach. Wszystko to jest
szczegółowo znane przeciwnikowi.
No a system szyfrowy?
Czy można mieć nadzieję?
Panie inżynierze, proszę o pańską wypowiedź.
Depeszy szyfrowych była wprawdzie znikoma ilość.
Dotyczyły one głównie spraw personalnych, albo były to depesze
Ale ponieważ używa się ciągle tej samej tablicy kodowej, więc niestety
czuliśmy się bezpieczni na własnym terytorium.
Nie przypuszczaliśmy, że można nas podsłuchiwać z daleka. A więc z okazji
złomali nas system przyprawy.
Tak.
Niestety tak.
Nie ma co ukrywać. Zadano nam ciężki cios.
Całe szczęście, że już o tym wiemy.
Teraz trzeba się zastanowić, co dalej.
Jakie podjąć środki zaradcze?
Jak zmniejszyć straty, jeżeli to jeszcze możliwe?
Proszę, otwieram dyskusję.
Mam rozwiązanie. Pomysł jest bardzo prosty.
Gratuluję. Ale czy mógłbyś z tym poczekać do rana?
O, przepraszam.
Dlaczego nie zabrał pan głosu w czasie narady? To by nam ukierunkowało
Niepotrzebnie gadaliśmy o drobiazgach. To dopiero koncepcja, panie pułkowniku.
Ale trafił pan w sedno.
Czego wam potrzeba?
Swobody działania.
Porucznik Adamski w przeciągu trzech dni przedstawi szczegółowy plan.
O, znakomicie. Zrobimy naradę, przedyskutujemy projekt.
Panie pułkowniku, w tej sprawie decyzję będą podejmować tylko trzy osoby.
Pan i my dwaj. To jest nasz warunek.
Panie majorze, ryzyko jest zbyt wielkie. Im więcej ludzi, tym większa możliwość
przypadkowego przecieku. Bo jeżeli już ma być przeciek, panie pułkowniku, to
powinien być przez nas reżyserowany.
A tak, tak, bardzo się zmieniła. Szczególnie musztra. Bardzo się
Najłatwiej to kwić, redaktorze.
Bez przesady.
wojskowi teoretycy.
Bazują ciągle jeszcze na założeniach napoleońskich. A jeszcze ta wojna
-pruska w siedemdziesiątym minęła o pół wieku.
Była wielka wojna, ale oni tego w ogóle nie zauważyli. Nie zgadzam się,
redaktorze. W wielu dziedzinach mamy wyraźne osiągnięcia. Na przykład
Był taki wybitny teoretyk i taktyk tej broni.
Jak mu tam było... Józef, Józef... Bem, generał, o!
Redaktorze, na uzbrojenie wchodzą nowe typy broni. A, broń pancerna. Tak,
dywizjony tankiety ćwiczą według francuskich regulaminów z dwudziestego
I to ma być ta oryginalna metoda polskich teoretyków.
Wy, dziennikarze, macie dziwną manierę pomniejszania naszych osiągnięć.
Osiągnięć! No, Burski, przecież musisz się zgodzić, że teoretycy nie mają
żadnych osiągnięć. A więc co tu pomniejszać? A matematyka?
Teoretycy wypracowali nową metodę szyfrowania. Nikt jej nie złamie.
Robimy próby w lotnictwie, a jutro skorzysta z tego cała armia. No więc
znakomitą metodę szyfrowania. Nikt jej nie odczyta.
Ale ja się pytam, co będziecie szyfrować? No przecież nie mamy niczego.
Do ukrycia.
Niczego.
Haszewicz handluje zieleniną, a zachowuje się tak, jakby nie otrzymał
zadań z królewca.
Sprzedał im wszystko. Teraz tylko oni go sprawdzają, czy mówił prawdę. Czy nie
jest przez nas nasłany?
No tak.
Ale ja tam wsadziłem człowieka do tej firmy zieleniarskiej.
to może uda się sprawdzić, czy i kiedy tamten wybiera się do królewca.
To byłby też jakiś dowód, że to naprawdę jest habkę. Bo jak na razie to... Wiemy
tylko tyle, że od czasu do czasu popija z niejakim subotem.
Kto to jest?
Ma warsztat mechaniczny. Jego dawny kolega z wojska.
No, sprawdzaliśmy.
Ale jest w porządku.
Przepraszam, gdzie jest pan Subot?
W warsztacie.
Dziękuję.
Nie,
nie, nie. To niemożliwe.
Na Francję jedliśmy z jednej menażki, razem z przygórzy.
Więc ręczy pan za niego.
Przyjaciele z Warszawy już mu się przysłużyli, to jeszcze wam mało, tak?
Teraz chcecie go do końca znówić.
A ja mam być tym Judaszem, który wam go sprzeda.
Nie.
Nie, nie można ani kupić, ani nastraszyć.
A jeżeli to pomyłka?
A jeżeli to nie jest pomyłka, panie Subotki? Ja mam poważny sygnał i my
to sprawdzić.
Prowokacja?
Nie.
Nie prowokacja. Chcemy tylko wystawić przynętę na widocznym miejscu.
Pan chyba wie, że jestem jego przyjacielem.
Tak. I dlatego tu jestem.
Bo gdzieś jest granica, gdzie kończy się przyjaźń, panie Subot.
Tak rozumiem.
Ralkę?
Tak jest.
Nasi kryptolodzy nie potrafią odczytać ani jednego słowa.
Co to znaczy?
Jeszcze nie wiemy, panie pułkowniku.
Jeżeli oni zaczną nadawać nowym szyfrem, cała robota na nic.
Może odkryli stację?
Nie, nie ma na razie ograniczeń na lotniskach, a gdyby odkryli, to...
Franz.
To był twój pomysł.
A ja przeforsowałem go mimo oporu tych panów na górze.
Wiesz, co się stanie, jeżeli wszystkie stacje zamilkną?
Cała inwestycja pójdzie w błoto.
Oni nam tego nie darują. Zrobię wszystko, co można, panie pułkowniku.
Pośpiesz się.
Cześć!
Oj, kochany, źle wyglądasz. Co się stało?
Był znajomy z Warszawy, trochę mnie suszy.
Dzień dobry, panowie.
A do tego, proszę cię, w naszym wieku już trzeba troszeczkę się oszczędzać.
Siadaj. Kto to taki?
Taki jeden z departamentu lotnictwa. Załatwia mi koncak na roboty strasznie
tajnych detali.
Przy okazji szuka mojego polwarku, bo się ożenił.
No wiesz, młoda dziewczyna.
Młoda?
A do tego wszystkiego bardzo lubi popić. Kto nie lubi?
A co u ciebie?
Będnia. Handluję Pietruszką.
Zdrowie.
Chodźcie, panowie.
Najpierw pan wiedzy o przeciwniku.
Szczecin?
Półki lotnicze wysyłają po dwóch oficerów na kurs dla syfrantów.
Agentura dostała zadanie zbliżenia się do nich po powrocie z kursu.
Wrocław?
Też o tym kursie dla syfrantów.
Widocznie to akcja ogólnokrajowa.
Mam też informację o wyjeździe delegacji z Departamentu Lotnictwa do Paryża.
Mam potwierdzenie w tej sprawie. Polacy chcą wymienić sprzęt radiowy na
lotniskach.
Nie będą to nowe modele.
Kupują od Francuzów stare graty sprzed dziesięciu lat.
Królewiec, mówiłeś o dojściu do Departamentu Lotnictwa.
Mówiłem o możliwości dojścia.
Co to znaczy?
Hapke zameldował mi, że jeden z jego przyjaciół ma znajomego w Departamencie.
Nazwijmy go X.
Jakie to dojście? Co to za człowiek ten pan X?
Wybiera się na emeryturę.
I chciałby kupić żonie majątek ziemski, ale jego oszczędności chyba mu nie
wystarczą. To byłby klucz do rozmowy.
A jaką on ma pozycję w departamencie?
Jaką pozycję?
Ja nie znam nawet jego nazwiska.
No to o czym my mówimy?
Ja chyba nie muszę panom tłumaczyć, że dla Polnysze apteilunk jest to sprawa
prestiżowa. Wygra ten, kto będzie szybciej, a jeżeli... Oni zaczną nadawać
wszystko nowym szyfrem.
O, przepraszam!
Cześć! Cześć!
Jadę jutro do Warszawy. Dzień dobry. Jedź ze mną. Będzie taka zabawa! Ale nie
mogę. Mam pilne zamówienie. Może za tydzień? Szkoda.
Słuchaj, przy okazji.
Mówiłeś ktoś, że ktoś szukał małego polwarku do kupienia. Jest to Kazdia,
trzeba natychmiast działać, bo inaczej może ktoś podkupić. Może napiszę do
niego. Nie ma czasu, człowieku, daj mi jego telefon.
To ja zaraz znajdę.
A przy okazji, jak on się nazywa?
Antonio Corello.
Corello.
Kapitan, inżynier, Antoni Corello.
O.
Dobra.
Ej, panie, już Warszawa!
Gdańsk, stoi na torze przy Brodni Oszlach, planowanym odjazd pociągów
godzina 10 .30.
Powtarzam, pociąg po Złobu, do Gdyni, przez Noworosław, Tornów,
Cześć, Gdańsk, stoi na torze przy Brodni Oszlach, planowanym
odjazd pociągów godzina 10 .30.
Inżynierem Korei.
Ciągle zajęty tą swoją zieleniną.
Aż tu nagle wysyła twojego pracownika, żeby mu kupił bilet do Warszawy.
Tak, tak.
Do Warszawy, a nie do Królewca.
Tak, że on... Siadaj. Dziękuję. On wyjedzie tym nocnym pociągiem. Będzie
na jutro rano. To pomyślałem, wskoczę w pociąg i przyjadę.
Bardzo dobrze zrobiłeś, że przyjechałeś.
Mamy całą dobę na przygotowania.
Połącz mnie z porucznikiem Czapranem.
Drodzy przyjaciele, wprowadziliście mnie w błąd.
Ten Haszewicz od wczoraj jest w Warszawie.
Zamieszkał w tym małym hoteliku na Starym Mieście. Zresztą zaraz wyszedł,
wieczorem widziano go w klubie Royal w towarzystwie kapitana lotnictwa.
Przecież on nigdy, nigdy nie miał żadnych znajomych w lotnictwie. Może to
przypadkowe spotkanie?
Przypadkowe? No.
Powiedzieć mu prawdę?
Widzisz, Filip, Ponisha Tajlung ma swojego agenta w tym klubie.
Więc jeśli posłali tam Haszewicza, to znaczy, że sprawdzają, czy rzetelnie
informuje o swoich kontaktach.
A więc byłby to pośredni dowód na to, że to jednak hapkę.
Daniel, a czy ten twój człowiek w klubie, to on wie coś o tym kapitanie?
Na wszelki wypadek pokazałem mu zdjęcie Haszewicza.
Powiedział, że widział tego gościa, jak wczoraj do północy pił wódkę.
Kapitanem w mundurze lotnictwa.
Czyżby to ktoś z naszego departamentu?
Pamiętaj.
Siadajcie.
Wykonałem wszystko zgodnie z instrukcją. Ten korełło to trwaniak, ale jak wlałem
w niego trochę alkoholu, zmiękł i wypłakał mi się na ramieniu. Bardzo
zainteresował się myślą o folwarku.
Pieniędzy niestety nie ma za wiele.
Chociaż oszczędzał całe życie.
A jego praca?
Co on robi w Departamencie? Jaka jest jego pozycja?
Tak coś mi się zdaje, że źle trafiliśmy.
Dlaczego?
Bo to jest chyba tylko z nazwy Departament Lotnictwa.
Koreło jest inżynierem.
Pracuje w referacie technicznym gdzieś na peryferiach. Do budynku głównego nie
ma nawet dostępu.
No dobrze, a...
A co oni tam robią w tym referacie technicznym?
Wtórniki.
Koreło jest kierownikiem zmiany.
Wtórniki. Tak powiedział.
Wtórniki.
Dotychczas nie było większych kłopotów.
A teraz mają jakiś nowy system.
Na czym to polega?
W każdym języku są...
Pewne litery, które powtarzają się w tekście częściej niż inne.
Można to wyliczyć dosyć dokładnie. Jest na to wzór matematyczny.
Oni robili różne utrudnienia.
Ale mamy już dobry zespół.
I nagle... Zgadzaj się.
Nie chcę was zanudzać prawami technicznymi.
Ale dotychczas te utrudnienia zamykały się liczbą kilku tysięcy
kombinacji. Ponieważ jednak znaliśmy wzór matematyczny przy pomocy
tablic porównawczych, dwa dni i znaliśmy już każdy tekst.
A co się teraz zmieniło?
Zastosowali jakąś formułę matematyczną dającą setki tysięcy
kombinacji. Gdybyśmy tylko mogli złapać jakiś punkt zaczepienia. A gdyby dostał
pan wtórny?
To niemożliwe.
Dlaczego?
Tablice szyfrowe wykonywane są w dwóch egzemplarzach.
Dlatego nazywamy je wtórnikami.
Jeden ma nadawca, a drugi komplet odbiorca. A jeśli wtórnik zginie,
to albo nie można nadać depresji, Albo jej odczytać.
A jeżeli mimo wszystko dostanie pan studnik?
Pomarzyć zawsze można.
Wydaje mi się, że otrzyma pan pierwszą roboczą odbitkę.
W drukarni gdzie się robi te studniki?
Panowie, to się jeszcze nikomu nie udało.
Taki przykład.
Wejdzie do podręczników.
Katkę zostawił zieleninę i przerzucił się na pośrednictwo handlu
nieruchomościami. Co więcej, założył sobie biuro w klubie Royal.
Złażą się tam różne typy. Mam pełne ręce, roboty, żeby ich poustalać.
Nie wiem jak wy, ale ja odnoszę wrażenie, jakby ktoś co ciekawsze karty
do kieszeni.
Nie można sprawdzić żadnego sygnału.
Co chwila wyskakuje coś nowego, jakby... jakby ktoś nami manipulował.
A jeżeli to nie jest kapka?
No jeżeli oni podstawili jakiegoś typa, który handluje zieleniną, potem
przerzuca się na handel nieruchomościami, celowo przesiaduje w
jest jakiś dowód, że kogoś tam wyrzucili z Wojtka?
Nie, nie, nie, nie, nie. Ja wyjeżdżam do Torunia. No a ten kapitan w lotniczym
mundurze? To też jest mistyfikacja?
Przez kilka dni obserwowaliśmy wchodzących i wychodzących z gmachu.
Przejrzeliśmy akta personalne pracowników departamentu. Nie ma takiego
A Jerzyko, są dwie osobne sprawy, które my na siłę chcemy złączyć w jeden
pęczek. Czy to się łączy z tymi stacjami nasłuchowymi? No,
co to jest za kapitan?
Wodzona za nos.
Kosocki ma rację.
Trzeba wrócić do drugiej hipotezy i poszukać chwiteczki w departamencie.
Co? Czarek.
Wyjazd? Jutro rano o siódmej.
Tak. Niech pan nie zapomni, że musi pan być po cywilnemu.
Tak. Będzie.
Będzie na pewno.
Młoda. Przystojna.
Tak.
Powodzenia.
Powodzenia.
Tadeusz? Tak?
Czy ty masz dziewczynę?
Czy ja mam dziewczynę?
Potrzebna młoda, przystojna żona.
Pilnie.
Jest.
Niedawno skończyła kurs i przysłali ją do nas. Do nas? Tak.
Ładna.
Zobaczysz.
Proszę.
Jadziu, poznajcie się. To jest moja prawa ręka, porucznik Adamski, a to
koleżanka Kamińska. Na imię Miczarek. A mnie Jadzia.
Zostawiam was.
No to mówmy sobie tej, żeby było prościej. Potrzebna mi młoda żona.
Nie rozumiem.
No przecież mówię po polsku. Potrzebna mi młoda żona.
To piękne tereny, a z tamtej strony jest jeszcze wspaniała łąka i rzeka.
Ładnie tu, ładnie. Szkoda. O, tam piękne strony.
Ucieka ci sprzed nosa. Łap, bierz. Za drogo.
Chcesz to bierz.
Co to znaczy chcesz to bierz? Masz piękną młodą żonę, a nie wiesz co to
bierz. Zaryzykuj. Nie, nie ukradnę przecież. Nikt tu nie mówi o kradzieży.
Chcesz mieć ten folwark czy nie?
Chciałbym, chciałbym, ale uczciwie.
Załóż. Właściwie zarobione pieniądze, kupisz sobie dwie morgi piaszczy z tej
ziemi i kozę. A daj, nie przesadzę, nie przesadzę. Będziesz chłopem, a mógłbyś
być dziedzicem, a twoje jadzie, a panią dziedziczką. No dobrze, ale... Tak, tak,
tak. Za jaką cenę?
A jak cię twoi docenili za tą twoją wierną służbę?
Nawet odznaczenie dostałeś przez pomyłkę. Potrzebny był bohater, ty byłeś
przysypany piaskiem, no więc masz ten medal.
Nie mów mi, że jesteś im cokolwiek zobowiązany. Nie przesadzaj.
Nie, nie, ja nie przesadzam.
Ciiu.
Stój.
Witam, witam panu.
Proszę bardzo, siadajcie panowie na ganku.
No i co?
Zdecydował się pan?
Ochtaniu, kupmy to. Tu jest tak ślicznie.
Jest wiadomość od Ewy. Franek przyjechał do Królewca i razem z Foraczkiem jadą
nad polską granicę na polowanie.
No, czyli potwierdza się to, co mówił Hubert. Tak.
Przepraszam, telefon.
Halo?
Cześć, Filip, cześć!
Co? Poczekaj.
Tadeusz!
Poczekaj, Filip.
Tadeusz, chodź tutaj!
Tak?
Hasiewicz wynajął taksówkę na sobotę.
Filip! Byłoby dobrze, żeby kierowca tej taksówki, wiesz... Rybak? No to
świetnie. Wspaniale. Dobra.
Słuchaj, jak wróci, niech wszystko ci dokładnie opowie i natychmiast
przyjeżdżaj. Natychmiast, rozumiesz?
Cześć. Czarek. Tak. Telefon do ciebie.
Koreło. Pan Dzielic?
Słucham. Tak. No to słychać, panie inżynierze.
Haszewicz zabierze go z Sierpca, sobota, dziewiąta rano.
No, panie inżynierze, w takim razie powodzenia.
Trochę się spóźniłem, przepraszam. Nie szkodzi, nie pali się.
Napijesz się?
Mhm.
Georg, ten dług, gdybyś mógł je w te kilka dni poczekać.
No, ale oczywiście, że mogę.
Nie ma problemu.
Zdrowie.
A ten bankiet?
To z jakiej okazji? Nie wiesz?
Franz Relke awansował.
Hauptmann Franz Relke!
Zasłużył na to. To była duża sprawa.
Aha, ta, co mówiłeś, że do podręcznika.
Tak, musimy się pośpieszyć. Po drodze zabierzemy baronową i piękną Benitę.
Von Altenburg wyjechał na polowanie.
I bardzo dobrze zrobił.
Dziękuję, Peter.
A więc nasz nowy szyfr jest już znany przeciwnikowi.
Prosiliście panowie o swobodę działania.
Zgodziłem się.
Firmowałem różne wasze dziwne posunięcia, nie pytając o co chodzi.
Wysłałem delegację do Paryża na rozmowy w sprawie zakupu sprzętu.
Wstrzymałem instrukcje mające wyjść w teren.
Interweniowałem w sztabie, żeby odwołali nocne ćwiczenia garnizonów w Mławie.
No.
Może...
Uchylicie wreszcie panowie rąbka tajemnicy, bo w departamencie zaczynają
dziwnie na mnie patrzeć. Przedtem nie chcieliśmy panu zaprzątać głowy
Porucznik Adamski. Plan, który panu przedstawiliśmy, panie pułkowniku,
zmniejszenie strat, jakie ponieśliśmy przez przejęcie, przez przeciwnika,
sześciu tysięcy naszych radiodepeż, więc postanowiliśmy poprowadzić grę
operacyjną. To cała masa pozornych działań, mających na celu zmylenie
przeciwnika. I zmuszenie go do przyjęcia naszego stylu. A więc najpierw
musieliśmy postarać się o nowy system cyfrowy. A kiedy już mieliśmy ten cyfr,
trzeba było sprowokować, żeby Berlin się o tym dowiedział. A cóż prostszego, jak
zrobić przeciek. Więc poprosiliśmy dwóch naszych znajomych, żeby sobie
porozmawiali publicznie o szyfrach stosowanych w lotnictwie.
Ale ten fakt posiadania nowego szyfru myśmy potwierdzili również przez inne
źródła. I właśnie temu celowi służyło zorganizowanie kursu dla syfrantów i
wysłanie naszej delegacji do Paryża w sprawie zakupu sprzętu radiowego. I
jednocześnie, Panie Pułkowniku, zaczęliśmy nadawać tym nowym systemem
co piątą depeszę, potem co czwartą. To ich musiało zaniepokoić, że w tym tempie
to już niedługo ich stacje staną się głuche.
Właśnie w ten sposób zmusiliśmy ich do podjęcia aktywnych działań.
Zaczęli szukać dojścia do tego naszego nowego szyfru. I chyba już teraz
czas, panie pułkowniku, żeby wyłożyć przynętę.
Przynętę? Co to znaczy?
Wskazaliśmy im drogę do Departamentu Lotnictwa. Do Departamentu? Ale wszystko
odbyło się pod naszą kontrolą.
No, trochę to trwało, ale wreszcie znaleźli dojście do pańskiego
kogo? Nazwisko?
Lepiej, żeby pan nie wiedział.
Ależ panowie... Dla dobra sprawy, panie pułkowniku.
Chcę pana zapewnić, że jest dobrze zakonspirowany. Czego najlepszym dowodem
fakt, że grupa robocza szukająca wtyczki w departamencie nie zwróciła na niego
uwagi. Zresztą Berlin też go dokładnie sprawdzał, ale to są szczegóły, którymi
nie chcemy zawracać panu pułkownikowi głowy, jak na przykład odwołanie nocnych
ćwiczeń garnizonom ława. Właśnie w tym dniu, panie pułkowniku, na terenie
przygranicznym musiał panować idealny spokój, inaczej mogłoby nam to bardzo
skomplikować sytuację.
No, więc mają już ten nasz system szyfrowy. I co dalej?
No, teraz będą mogli wreszcie odczytać wszystkie nasze depesze szyfrowe za te
ostatnie miesiące.
Zaczną łączyć z tym, co dowiedzieli się uprzednio, tylko że tu czeka ich mała
niespodzianka.
Nowe informacje są trochę sprzeczne z poprzednimi.
Będą musieli skorygować niektóre oceny, w kilku sprawach zasiali im pewne
wątpliwości. Poniesionych strat nie da się niestety całkowicie odrobić, ale
przez pewien czas...
Będziemy ich jeszcze dezinformować, powiedzmy kilka miesięcy.
A potem nasz szyfr zmienimy na jeszcze lepszy.
I tego nowego szyfru już nie sprzedamy.
Dziękuję, panowie.
Panie pułkowniku, korzystając z okazji, mam pewną propozycję. Tak, słucham.
Myślę, że wspólnymi siłami powinniśmy powołać nową komórkę. Małą komórkę.
Ośrodek kryptologiczny. Kilku ludzi, którzy zajęliby się złamaniem
szyfru. Taki mały rewanż.
W Poznaniu na Wydziale Matematyki jest kilku wybijających się asystentów. Ja
mógłbym służyć nazwiskami.
Pomoże pan, panie pułkowniku?
Rewanż?
To jest pomysł.
Mają słowika.
My też jesteśmy muzykalni. Zergut!
Panowie, jak mam się wam zrewanżować? Przedstawić was dla awansu do
O nie, nie, nie. Co to nie, panie pułkowniku?
Proszę o nas zapomnieć i nie łączyć nas już ze sprawami departamentu.
Dla dobra sprawy.
Czy wie pan... Jak wpadliśmy na to, że oni już czytają ten nasz nowy szyfr?
Szef ich grupy urządził bankiet z okazji awansu.
Zdrowie.
A ja mówiłem, że ktoś chowa co ciekawsze karty do kieszeni.
Ale nigdy nie podejrzewałem, że to ty.
No czemu nie powiedziałeś, że nie będziemy ci potrzebni? Jak to nie
potrzebni? Byliście potrzebni, byliście częścią mojego planu.
Skoro wy nie potrafiliście, nie rozszyfrowaliście tego tajemniczego
mogę być pewien, że i Franek nie da rady. A jakbym wam powiedział, spadłoby
tempo rozpracowania, wszyscy zastanawialiby się, co tu właściwie jest
ten sposób nasze przedsięwzięcie stanęłoby pod znakiem zapytania, nie
No tak.
Czy ty zawsze musisz mieć rację?
Chodź, Jadziu, nie można na niego patrzeć.
Pamiętasz?
Mówiłeś, że tylko jeden z nas dojdzie do finału.
Czy już wtedy wiedziałeś? Nie, wtedy nie wiedziałem.
Ale nasza umowa jest nadal aktualna. Nie rozumiem.
O, jest wolny stolik.
Słuchaj, to jest taka sprawa, na której obaj wychodzimy na swoje.
Na habkę?
Co prawda nieświadomie, ale odsłużył swoją winę.
No należy mu się jakieś prawo łaski.
Za szyfry tak, ale pozostają nam do wyrównania nasze rachunki osobiste.
Osobiste? A co ty masz z tym wspólnego?
Haszlewist to poznaniak.
Żeby tak się zeszmaczyć, ja mu tego nigdy nie daruję.
Przez najbliższy okręt jest najbardziej nietykalnym człowiekiem w Polsce.
A potem będzie twój.
A teraz winko dla wszystkich. Tort i lody.
Na rachunek tego pana. Dla wszystkich!
Dla wszystkich!
Przepraszam, można?
Jadziu, i ty przeciwko mnie.
Dzień dobry.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.