All language subtitles for Pogranicze w ogniu - odc 8

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Panie Graba, czy to warto?

Przechodzi pan przez tę zieloną granicę, inwestuje za sto, zarabia dwadzieścia.

Ryzyko duże, a zarobek mały.

Chciałem panu coś powiedzieć.

Jest okazja. Cała ciężarówka towaru za dziesięć tysięcy. Pan zarobi na tym

trzydzieści. Z tego pięć dla mnie.

Ja nie zajmuję się hurtem.

Panie Graba, niech pan spokojnie pomyśli.

To jest towar objęty embargiem.

Wasz przemysł weźmie go z pocałowaniem ręki.

I pan zarobi i krajowi się przysłuży.

Bez ryzyka.

Czwedzki czerwony krzyż zlecił mi tę przesyłkę do Polski. O, na te papiery

potrafi pan stąd z Opola przewieźć pół magazynu.

Hań, no co, znalazłeś wreszcie?

Znalazłem, znalazłem. Czego się pan tak denerwuje?

No to jak będzie, panie Graba?

Muszą się teraz odegrać na Toruń.

To trzeba im otworzyć furtkę na południu, a potem drugi etap w

Chcesz uderzyć na Wrocław?

To nie jest takie proste.

Hoffman to szczwany. Tak, ale gra musi być skomplikowana, bo inaczej nie

uwierzą. Nie może im pójść tak łatwo. Masz już jakąś przynętę?

Kraków ma parę zaczepek.

Wychnut tam nieźle zaczyna.

Dzień dobry, panie Graba.

No i co?

Udało się?

Tak. To cała część pechowa odetchnie.

Dostał pan wszystkie wymiary?

Wszystkie według pańskiego spisu. Panie Graba najmilszy, czy nie można by...

Jeszcze jeden komplet?

A może więcej?

Weźmiemy, ile będzie.

Spróbuję, panie.

Zielonka, ale wie pan, ceny

idą w górę. To ważne, ale nie najważniejsze.

Wojna celna czy nie, my musimy mieć wiertła i łożyska kulkowe.

Niech pan sobie weźmie, ile się panu należy.

Jestem biedny, ale uczciwy.

Niech pan pamięta, każda ilość, cena nieważna.

Proszę.

Nic więcej nie możemy zrobić.

Medycyna jest tu jeszcze bezradna. Przez te pół roku próbowaliśmy wszystkiego.

Nie chcę panu robić próżnych nadziei, ale w różnych klinikach uniwersyteckich

prowadzi się pewne próby.

Na przykład profesor Jankowski w Warszawie. Jedyny autorytet u nas w tym

zakresie.

Profesor Jankowski.

Jeszcze dziś zadzwonię do znajomego w Warszawie.

Ale rozumiesz, Bernard, przytrzymaj.

Niczego nie mogę obiecać.

No, żeby chociaż zechciał te konsultacje.

Przecież wiesz, że dla twojej Małgorzatki zrobię wszystko.

Ale z forsą gorzej.

Sam jestem zadłużony.

Ta chałupa.

Potem pogrzeb.

Załatw mi tego profesora, pieniądze jakoś wykombinuję.

Co z Basią?

Z Basią.

Za górami, za morzami.

Wróci, zobaczysz.

Widoczniej i tam lepiej.

niż tu z nami.

Ty możesz mieć jeszcze nadzieję.

Dziękuję.

Major Fonzyjbo!

Miło powitać rzadki gość.

Jak się masz, Franz?

Bardzo ciężko pracuję dla dobra ojczyzny i dlatego nie mam zbyt wiele czasu na

przyjemności.

Trzeba jednak czasem odpocząć i posłuchać plotoczek. To się zawsze

Prawda, Franz?

Tak jest, pani baronowo.

Dlatego właśnie bywam tu częściej niż pan major.

Patrzę, słucham, zapamiętuję, notuję.

Potem przepisuję na czysto i kładę na biurko mojego szefa.

Ale pan major nawet nie czyta i wyrzuca wszystko do kosza.

Tak niewdzięczny szef.

Czy to prawda, majorze?

Nie zawsze, nie zawsze.

Czasami... Jednak zabieram ten kosz do domu i bardzo pilnie studiuję jego

zawartość. Przed położeniem się spać.

Potem mam bardzo ciekawe sny.

Lotte Fritz! Witajcie!

Witajcie!

Proszę. Franc.

Przepraszam, ale muszę wam zabrać Francę. To bardzo ważne.

Nie ma nic ważniejszego niż kielisek szampana.

Pana kosz, majorze, zaczyna się zapełniać.

Przepraszam, jaki kosz?

Wybacz, Fritz, ale to nasza tajemnica.

Wiedziałem dotąd, że tajemnice są specjalnością pana majora, ale nie

że i twoją.

Przepraszam, nie przeszkadzam.

Obraził się?

Nie. No i bardzo dobrze. Obraza to byłaby strata czasu, a Fritz bardzo go

ceni.

Baranowo?

O, major Hosejbom. Cieszę się, że pan tu jest. Mam parę spraw.

Pozwólcie, że wam przedstawię moją kuzynkę ze Śląska. Elza Górkę. Jest

kursie aktywistek młodzieżowych. One też walczą niebieski wschód.

Urocze dziecko.

Jestem szczerze zachwycona.

Piękna jak kwiat.

Jak szarotka, pani baronowo. Jak szarotka? Dlaczego?

Edelwein. Tak mnie nazywano, kiedy byłam łączniczką...

Hej, matrzu.

Brawo, piękna szarocko.

Przepraszam, muszę powitać moich nowych gości.

A ja muszę zatelefonować. Majorze, bardzo pana proszę dotrzymać

przyjemnością.

No chodźmy, wszyscy już nas tam czekają.

Pani od dawna w Berlinie?

Zaledwie od paru dni. Pierwszy raz?

Nie, byłam tutaj przed wojną.

Ale jeszcze jako mała dziewczynka. Mała dziewczynka.

Jak się pani podoba?

Nasze miasto?

Berlin? Tak.

Właściwie tego jeszcze nie znam.

Ale wiele słyszałam o kawiarniach.

O życiu nocnym.

Z kursu bardzo trudno się wyrwać. A nawet jak mi się to uda, to wujek ma

czasu.

Tak to się wszystko kończy.

Jeżeli pani pozwoli, będę służył za przewodnika.

Nieśmiałabym. Ale dlaczego, panie Elgo?

Przykro mi, Elzo, ale muszę już iść.

Znów nam się nie udał wieczór.

Żegnamy, panie majorze. Bardzo żałuję, że nie udało nam się nawet porozmawiać.

To wielka szkoda, ale muszę pana zmartwić.

Szarodki panu teraz nie oddam.

Pan pozwoli, że zajmiemy się nim dzisiaj tutaj.

To świetnie.

O lepszej opiece nie mogłaś nawet marzyć, Elzo. Będę panu bardzo

panie majorze. Baw się dobrze.

Do widzenia.

Witaj, majorze.

Hrabino, panie pułkowniku.

Nie przeszkadzajmy, Benito.

Paszmy. I całe szczęście.

To bardzo piękna kobieta, prawda?

Prawda, ale ja wolę szarodki.

Dziękuję.

No i co?

Napijemy się szampana, a potem... A potem?

A potem...

Gdzie jest najbliższa stacja kolejki?

Stacja kolejki? W tym kraju.

odwiozę cię samochodem.

Nie ma mowy.

Dlaczego? Wiesz, jak zaczną plotkować.

Wyjdę cichutko, kuchennymi drzwiami, bardzo cichutko.

Może uda mi się złapać taksówkę.

Świadanko.

Ach, byłeś, byłeś taki... O!

Co się stało?

Za dużo szampana.

Zadrapałam cię pod uchem.

No trudno.

Ujaram.

Powiesz, że zaciąłeś się przy goleniu.

Czy my się znamy?

No przecież Zygmunt pracował jako mój łącznik w stabie u Korfantego.

To ty nie wiedziałeś o tym? Nie.

Potem razem wspólny pół.

No przecież to ja go namówiłem do szkoły oficerskiej, a mnie wysłali tutaj.

Słuchaj, to co?

Pomożesz mu jakoś się urządzić?

No jest, to nie wiadomo.

No jakże to?

No to co? To kontrwywiad ma pomagać wywiadowi?

No niby tak. No przecież to konkurencja.

Coś wysoko mnie cenisz.

Właściwie to nie. Dziękuję.

Nie, nie, nie. Chyba, że się coś zmieniło.

Słuchaj, gdyby ci wyszło z tym przemytnikiem, mam tu coś dla ciebie.

Opinie o tym grabie z jego pracy w sztabie okręgu. Dobre.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Słucham panu.

Poprosimy trzy kawy i... Tak. Trzy kremówki. Tak, tak, tak.

Proszę bardzo.

Dziękujemy.

A tutaj patrz. Już, już.

Słuchaj, jak ty na niego wyszedłeś, co?

On sam na mnie wpadł. Jak to?

No on sam na mnie wpadł.

Słuchaj, widzisz, nasze zakłady wojskowe potrzebują pewnych detali. Różnego

rodzaju detali.

Produkcja może stanąć, bo to wojna celna, embargo.

No więc ja otrzymałem zadanie zorganizowania prywatnych dostaw.

Rozumiesz? Zrobiłem kanał przez zieloną granicę.

Wszystko szło do pewnego momentu, kiedy się zorientowałem, że jakiś sklepikarz

mi się plącze pod nogami.

Działa marnie, nędznie kombinuje i cały interes w związku z tym może wziąć w

łeb, no bo po prostu łatwo go namierzyć. Więc postanowiłem się go pozbyć. I w

tym momencie otrzymałem meldunek, że jakiś magazyn obiecuje temu biedakowi

kokoszowy interes.

Więc pomyślałem sobie, że może warto się do niego podłączyć. Sprawdziłem, czy

Kikaza był ustawowiec.

Ale coś mnie tknęło.

Sprawdzam drugą stronę.

Okazuje się, że magazynier...

ma powiązania z Abwerą.

No to, nieciekawe? Bardzo ciekawe.

No i w tym momencie zjawił się Zygmunt i spytał się, czy nie mam dla niego

jakiejś ciekawej zaczepki.

A, mamy kawkę.

Dziękuję.

A, dziękuję.

Dziękuję.

Dobrze. Jak ta sprawa wygląda na dziś, co?

Prowadzi to Zimmer.

Bardzo zabytny lojtnant z Bytomia. Podlega Hoffmanowi. Ten Zimmer bardzo

śpieszy i podsuwa pełną ciężarówkę towaru. Jeżeli chcecie ciąć, macie

niewiele czasu.

Pan zawsze mówił, że kobiety nie nadają się do wykonywania poważnych zadań.

Postanowiłam pana przekonać.

To jest odcisk klucza od sejfu majora von Zeybu.

Proszę.

Fantazję to ty masz.

Ale dlaczego od sejfu majora, a nie na przykład generała von Bredow?

Myślałam, że to wystarczy.

Ale jeżeli trzeba... A więc spotkałaś majora?

Poszliście na dancing, potem pokój w hotelu i kiedy on spał, ty zrobiłaś

klucza, tak?

To było u niego w mieszkaniu.

Mogę narysować rozkład.

No dobrze, dobrze, Górkę.

Pożartowaliśmy, a teraz idź na zajęcia.

Pan mówi, że to nie jest Dawud.

Dobrze.

Mam inny.

Major von Zeebo ma dziś u nas swój pierwszy wykład.

Na szyi, pod uchem.

O, tu, w tym miejscu.

Ma zadrapanie od mojego patnokcia.

Zakleiłam to plastrem.

Pan zapyta, co się stało.

Powie, że zaciął się przy goleniu.

Dzień dobry, panie majorze.

A ty co tu robisz?

Idę na zajęcie.

Nie rozumiem, jesteś na naszym kursie?

Przecież wujowi nie mogłam o tym powiedzieć.

No tak, słusznie.

Do widzenia, panie majorze.

Do widzenia.

I jeszcze raz bardzo dziękuję za uroczy wieczór.

Co to za dziewczyna, co przed chwilą wyszła od pana?

Kursantka Elza Górkę.

Przysłał ją z Wrocławia Hoffman. Była jego łączniczką w czasie powstań

Dobry materiał, silny charakter, tylko gubi ją fantazja.

I do tego uważa, że jej niedoceniamy.

Ale przepraszam, panie majorze, co się panu stało tu na szyi?

Tu? Tak.

Powiedzmy, że zacząłem się przy goleniu.

Ach tak.

No oczywiście, oczywiście.

Czas na mnie.

Masz tu część do pracowania.

Nie ulega wątpliwości, że Instytut Wschodni we Wrocławiu bierze na siebie

ciężar badań nad problematyką polską.

Że przeznacza na to masę pieniędzy.

I kogo ty chcesz im przeciwstawić?

Mnie?

Przecież to są moje prywatne zainteresowania.

Siedzę nad tym wieczorami po pracy.

I ułoga ojca, więcej ode mnie wymagać nie można.

Trzeba powołać jakąś grupę.

Ale oczywiście nie będzie na to pieniędzy.

Bo kraj zniszczony wojną.

Bo są inne potrzeby.

Tak.

Powiedz temu swojemu znajomemu, jak on się nazywa, Graba?

że profesor Jankowski będzie w piątek w Katowicach.

Niech się zgłosi do niego do hotelu w sprawie tych konsultacji dla córki.

Załatwiłeś to.

Jak ci się udało?

No, udało się.

Ej!

Pronaszko!

Tak.

To miał być prezent dla Danki na rocznicę ślubu.

Nie zdążyłem już jego wręczyć.

Tak.

Mówisz, grupa badawcza? Przydałaby się nie jedna.

Na zachodzie ruszyły już badania rakietowe.

Anglia i Niemcy zaczęły produkcję prototypów na paliwa płynne.

Ponad 900 metrów na sekundę. Wyobrażasz sobie wykorzystanie czegoś takiego do

celów wojskowych?

No, no.

Za 3 -4 lata Niemcy wytrzelą pierwszą rakietę. Ja już nie mówię o prowadzeniu

własnych badań, ale przynajmniej trzeba śledzić ich postępy.

Adaś, źle wyglądasz.

Źle sypiam.

A co, masz coś dla mnie nowego, żeby mi nie dać czasu na myślenie?

Właśnie.

Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę.

Nowe opracowanie?

Nie.

Ja chcę wyreżyserować tu, na krakowskim bruku, historyczne widowisko.

Wandę, co nie chciała Niemca, czy Smoka Wawelskiego?

Trochę z tego i trochę z tego.

Mam dla ciebie rolę.

Mam nadzieję, że amanta.

Posłuchaj, Adaś.

Szefczyk podrzuca smokowi barana wypchanego siarką.

Ale ktoś musi mu dostarczyć siarki, pomóc zaszyć i wygładzić

ściegi i to będzie twoja rola.

Bo najpierw trzeba u smoka wywołać pragnienie, a potem ktoś inny da mu się

napić. Do chyta.

Nie śpieszy mu się.

Zaraz, zaraz. Spokojnie.

Przepraszamy, mamy pilny interes.

Proszę, niech panowie wejdą.

Czym mogę służyć?

Panowie, to jakieś nieporozumienie.

Jaki przemyt.

Panie Graba, szkoda czasu.

Ale ja naprawdę nikt nie rozumiem. Tak?

Zawsze miał pan opinię człowieka inteligentnego i co?

Nagle stracił pan umiejętność oceny sytuacji, tak?

Dziwi pana, że Abwera zainteresowała się przemytnikiem?

Przecież ten przemytnik jeszcze rok temu pracował w sztabie okręgu. Ja

przecież... Jeśli chodzi o przemyt, to nie nasza sprawa.

To... Bardzo dziękuję za usprzeżenie.

To szlachetny gest z panów strony.

Więcej mnie już tam nie zobaczę.

Panie Graba, muszę pana wyprowadzić z błędu.

To nie był szlachetny gest.

My działamy z premedytacją.

Ale przecież przestrzegacie mnie, panowie, przed tym cimerem.

Przestrzegamy. I teraz może pan tam spokojnie pojechać.

Wolne żarty.

Panie Graba, to nie są żadne żarty.

Pan musi tam wrócić.

Żeby mnie zamknęli.

Panie Graba, pan myśli, że ten lojtnant męczy się tylko po to,

żeby wsadzić drobnego przemytnika.

I naprawdę nie domyśla się pan, czego będzie żądał od pana w zamian za

zwolnienie, tak?

Panowie, na miłość boską.

Jak byście mogli tak pomyśleć, że ja, właśnie ja im, to przecież są pewne

uniwersalne wartości.

Ja wiem, wy mną gardzicie, że oficer zajmuje się tym, ale panowie, ja...

Panie Bernardzie, chcemy panu pomóc.

Mnie pomóc?

Wysyłając mnie na tamtą stronę w roli szpitala? Tak, właśnie tak.

Jest pan w sytuacji, z której każde wyjście jest złe.

My proponujemy najmniej bolesne.

A może ma pan swój sposób, jak odzyskać wyłożone pieniądze za ten lewy towar?

No tak.

Złapaliście mnie za gardło. My?

Jak to my złapaliśmy pana za gardło?

Panie Graba, my kazaliśmy szmuglować panu towar przez zieloną granicę. Od nas

pan pieniądze na ciężarówkę pełną towaru.

Ale to wy, panowie, zapewne drobne usługi.

Tarujecie mi winia.

Tak.

Odzyska pan swoje pieniądze.

I przysłuży się krajowi.

No, to jest chyba uczciwa oferta, co?

Ale przecież ma pan prawo wyboru.

Oczywiście, jeśli chodzi o nas.

Bo Timmerowi raczej proszę nie wspominać o trzymaniu za gardło.

Serdecznie by się ucieszył z komplementu.

Bo naprawdę napracował się mocno, żeby przygotować tę pułapkę.

No i udało mu się.

Tomu trzeba przyznać, panie Graba.

Witaj, szarotko.

Gratulacje.

Słyszałem, że świetnie ci idzie na kursie.

I przykro mi, że musiałem przerwać tę edukację.

To właśnie.

Po co mnie tu ściągnąłeś?

To nie ja, centrala.

Major von Seibom?

Jestem dumny, że moja mała dziewczynka robi furorę w Berlinie. Teraz jestem już

dużą dziewczynką.

Moją?

Masz dla mnie robotę?

Tak.

Coś ciekawego?

Dowiesz się w Bytomiu.

Twój Ernest umiera z tęsknoty.

Łupi. Ale ma forsy i bardzo cię kocha.

Przydaje się.

Bądź miła dla niego.

A teraz bądź miła dla mnie.

Moja duża dziewczynko.

Ty też.

Co ja też?

Umierasz z tęsknoty.

No tak, to się potwierdza.

Niech pan siada.

Więc niestety nie będę mógł panu pomóc. To są przypadki, w których

medycyna w tej fazie rozwoju jest zupełnie bezsilna.

Naprawdę żadnej nadziei, panie profesorze?

Tu trudno mówić o nadziei.

Mam w swojej klinice bardzo podobny przypadek.

Leczymy go, ale w tej chwili to leczenie nie daje prawie żadnych wyników. Może w

Wiedniu operują takie przypadki. W

tamtejszych klinikach leczą drogą operacyjną.

Szansa jest niewielka. 10 % operacji udaje się. No, ale jest.

Jeżeli dobrze zrozumiałem, to zamierzacie

przygotować zasadzkę.

Tak. Ale to jest teren łowiecki kontrwywiadu.

Nie chcemy ci włazić bez pozwolenia.

To miłe.

Ze strony konkurencji.

Ale co ja z tego będę miał?

Dacie coś ustrzelić?

To mają być ciche łowy. Ale potem oni będą musieli zrobić kanał łączności,

przerzut materiałów, łącznicy.

I potem pozwolicie mnie przejąć pałeczkę, tak?

Tak myśleliśmy.

No co?

Uczciwa propozycja?

Jak na początek, zupełnie nieźle.

Pamiętajcie, że reprezentujecie szwedzki Czerwony Krzyż.

Przeprójniecie granicę.

Sprawnie się za to odtęskniałam.

To już jeszcze go nie potrzeba.

Tak?

To fajnie.

Zaczekaj. Która to godzina?

Za parę minut będą.

Zimmer jest cholernie punktualny.

Trzeba się ubrać.

Oj, chodź. Dożymy jeszcze, no.

Dobrze ci ze mną?

No przecież wiesz.

To po co pchałaś się na ten kurs?

Wystarczy, że ja muszę.

Machnij na niej ręką.

Ogłosimy zaręczyny.

Nie mogę.

Nie mogę, nie mogę.

Teraz właśnie jeszcze możesz. Ostatnia chwila.

Potem będzie za późno. Zostaw.

Mówisz, że tylko ze mną.

A jak ty sobie wyobrażasz nasze życie?

Ernst, po co mam cię oszukiwać?

Narzeczona to już związane ręce.

Nie tylko ręce.

Głupi.

Może znowu będę musiała wyjechać na jakiś czas?

Zostawmy to tak, jak jest.

No nie gniewaj. Głupia to ty jesteś. Jeszcze się cholernie twarzysz.

Ubieraj się.

Ernst. Cześć.

Co się pan tak wlecze?

Nie można by szybciej?

Co pan taki nerwowy?

Jesteśmy pełni, resplory do dna.

To już byto.

Gdzie pan kręta?

Trzeba coś zjeść.

Od rana nic w gębie nie miałem.

Czekamy na pana.

Czekamy? Kto? Pan Imerl.

Proszę.

Pewnie napił by się pan piwa, panie Graba.

Proszę ze mną.

Piwo.

Dwa piwa.

Widziałaś go?

Widziałam.

Zjedz coś, potem nie będziesz miała czasu.

Gram z panem w otwarte karty, panie Graba.

Wyd wysoko cenię pańską inteligencję, żeby udawać, że to jest przypadek.

Jest pan w pułapce i tylko ja mogę ją otworzyć.

Gdyby się jednak pan upierał, ostrzegam, że wezwę celników.

Nie będę pana straszył więzieniem, bo za takie przestępstwa

grozi niewiele. Rok czy półtora do tego kątpiska dla towaru.

Ale nie to jest przecież ważne.

A co jest ważne?

Dziękuję, Ernst.

Czy wyobraża sobie pan 12 miesięcy odosobnienia?

A co wtedy stanie się z pana córką?

Ma na imię Małgorzata, prawda?

Skąd pan wie?

Pan nad nie docenia. Ja nie żartuję, mówiąc, że mogę pomóc.

Ta operacja w Wiedniu będzie bardzo kosztowna.

Poza tym trzeba będzie wysłać pana Turkę do dobrego sanatorium.

Rekonwalescencja.

Rozumiem, że jest pan człowiekiem honoru, ale niech pan nie żąda ode mnie

litości.

Ja spełniam tylko swój obowiązek.

Bo przecież działa pan na szkodę

państwa niemieckiego.

A ja żądam tylko rekompensacji.

Nic więcej.

Oczywiście ma pan prawo wyboru, ale myślę, że zwycięży rozsądek.

Długi trzeba oddawać.

To stara, kupiecka zasada.

No, niech pan pisze.

Co mam pisać?

Dokładne życiory i zobowiązanie współpracy.

Dziękuję.

Dzień dobry.

Co moje rączki?

Przyniosłem te zamówione octra do maszynek.

To świetnie. Nie mogliśmy się doczekać. Wspólnik jest na zapleczu.

Dziękuję.

Niczego już nie można dostać.

Embargo, wojna celna.

Takich to czasów dożyliśmy.

Proszę łaskawego pana.

Żądał faktów, nadwisk.

Musiałem się mocno napocić.

Bardzo dobrze.

Zaniesie pan mu dokument sztabowy.

Dostanie pan go od Wałygi.

Od Adama? Tak, od Adama, od Adama, ale on nic nie wie o przemycie.

Chyba, że pan sam się zdradzi.

To przyjaciel, ale o wszystkim wiedzieć nie musi.

Aha, punkt spotkań tutaj.

No i proszę iść, Adam czeka na pana.

Chwileczkę.

A golenie?

I małe strzyżenie. Obowiązko.

No.

Przysłali depeszę z Wiednia, że jest wolne łóżko, żeby przywieźć Małgorzatkę.

I co, decydujesz się?

Nie ma innego wyjścia.

Niewielka szansa, ale spróbować trzeba.

Oby to pomogło.

Wie co, Bernard, nie rozumiem cię.

Po co sobie bierzesz ten garb na plecy w twojej sytuacji?

Mówiłeś z Czarkiem o tym w Wiedniu?

Nie. To ja z nim pogadam. Niech wyślą kogoś innego.

Zostaw. Nie zdążę już nikogo przygotować, a... A ja już jestem

Czy ty nie przesadzasz tą twoją obowiązkowością i honorem oficerskim?

Jak chcesz, ale ja na twoim miejscu... A ty powiedziałeś mu o swojej chorobie?

To nie ma nic do rzeczy.

Mam nadzieję, że dobrze podrobione.

To są oryginalne dokumenty sztabowe.

Rany, młodki chłopie, w co my włazimy?

Aż... Twoje zdrowie, Adam.

Twoje mało rzadki.

Usiądziemy przy barze. Proszę bardzo.

A, nie.

Dziękuję. Gratuluję.

Muszę przyznać, że zupełnie niezłe miejsce.

Tak, tak.

A ty masz tu swoich ludzi?

To nie będzie takie trudne.

A propos, jeszcze raz prześwietliłem tego twojego Madeja. No i?

No i chyba wszystko w porządku, ale nastawiłem sieci. Tak, że będziesz miał

meldunki, jak się zachowuje.

Dziękuję ci, Daniel.

Że jesteś taki uczynny.

Wiesz dlaczego?

Podoba mi się twój styl pracy.

A co ty, Daniel, możesz wiedzieć o moim stylu, co?

Kochany, ja muszę wszystko wiedzieć.

Sarna zrobił ci reklamę na cały kraj.

Co ty powiesz, Filip?

Dlatego spokojnie czekałem sobie na ciebie.

Trochę się zmartwiłem, jak zacząłeś jeździć do Krakowa.

Ale widzę, że pracujesz metodycznie, po poznańsku.

Możesz na mnie liczyć.

Dziękuję, Daniel.

Jeszcze nie masz za co.

No, za klub Royal.

Słuchaj, Franz, siadaj.

Co słychać u naszego przemytnika?

Ustaliliśmy jego kontakty w krakowskim sztabie. Niejaki porucznik Wałyga.

Wałyga? Tak, ten sam, od którego pochodzi krakowski dokument.

Wałyga. Co my o nim wiemy?

Oficer sztabu, chorowity. Niedawno zmarła mu żona.

To przykre.

No i co?

Zbudował dom na osiedlu oficerskim i w związku z tym poważnie się zadłużył.

Zadłużył się? To bardzo dobrze.

Skąd zna Przemytnika?

Służyli razem jeszcze w armii austriackiej, potem w sztabie, ale...

majorze, Przemytnik ukrywa przed nami ten kontakt.

Ukrywa?

To skąd o wszystkim wiemy?

Hoffman wysłał do Krakowa swoją najlepszą agentkę, Edelweiss.

Edelweiss? Tak, to świetna dziewczyna. Świetna?

Edelwein.

Tak.

To bardzo ładny pseudonim.

No to jest przebicie. To teraz nie rozumiem, na co my czekamy.

Panie majorze, to wszystko za gładko idzie.

Co za gładko idzie?

Przecież drepciecie wokół tej sprawy od kilku tygodni.

Jak wyszliście na tego wałygę?

Przemytnik wam go przecież nie podsunął. Sam mówiłeś, że ukrywa ten kontakt. Nie

mam żadnych faktów, ale w tej sprawie coś śmierdzi.

Śmierdzi?

W każdej sprawie coś śmierdzi.

I słuchaj, Franz.

Tego przemytnika trzeba wziąć na kontrolną rozmowę.

A z Wałygą trzeba spróbować dogadać się bezpośrednio.

Przecież macie na niego mocny kij.

Wałyga.

Jedno piwo, proszę.

Pan Timmer prosił mnie, żebym pana do niego zaprowadził.

Żeby mnie pan zaprowadził?

Ja znam drogę. Nie, dzisiaj nie tam.

Proszę ze mną.

Proszę.

Dzień dobry, panie Graba.

Zapraszam na przejażdż.

No i co?

Przywiozłeś go?

Przez całą drogę robił mi awantury.

Że jesteśmy niesolidni, niepunktualni.

Gdzie go wiozę?

Nie ma czasu.

Polska świnia.

Ale ty byłeś grzeczny, Timmer.

Przestańmy się z nim zatkać.

Nasze i berlińskie badania laboratoryjne wykazały niepodważalną autentyczność

tego dokumentu. I masz być grzeczny dla człowieka, który go zdobył.

Proś go.

Prosimy, panie Graba.

Witamy we Wrocławiu, panie Graba.

Nazywam się Hoffman.

Zaprosiłem tu pana, ponieważ sam nie miałem czasu pojechać do Bytomia.

Przepraszam, że tak bez uprzedzenia, ale sprawa jest ważna.

Proszę, niech pan siada.

Panie Hoffman, jutro muszę zwrócić ten dokument.

Uprzedzałem o tym pana Zimmera.

Jest tu.

Do pana dyspozycji.

Proszę. Zimmer, pomóż panu.

Ale ja muszę wiedzieć, jak go pan dostał.

Chyba można sprawdzić, czy to autentyk.

Sprawdziliśmy.

Autentyk.

Ale pan nie ma już dostępu do tajnych akt.

Prawda?

Więc skąd?

Rozumiem tak.

To może budzić pewne obawy.

Ale przecież to chyba nie jest ważne skąd. Proszę odpowiadać na pytania.

Pan działał na szkodę Rzeszy.

Przymknęliśmy na to oczy.

I tak nam się pan odwdzięcza?

No, no.

Panie Graba, grzecznie pytamy.

Niech pan też będzie grzeczny. Od kogo pan dostał te dokumenty?

Wyciągnąłem przyjacielowi z kredensu.

Kto to jest ten przyjaciel?

Po co mam nazwisko?

Proszę, niech pan to przejrzy.

My dużo wiemy, panie Graba.

Ale coś tu się nie zgadza.

Wałega przynosi do domu ściśle tajne dokumenty sztabowe?

I my mamy w to uwierzyć.

Więc o to chodzi.

Trzeba było od razu zapytać. Wałega ma zgodę szefa sztabu. Żeby trzymać tajne

dokumenty w kredensie? Tak. Komu pan chce opowiadać takie bajeczki?

Ostatnio trochę chorował. Kończył opracowanie pewnego studium, więc pisał

domu. W domu?

Studium dla sztabu? Czekaj, Cymmer. Jakie studium?

Krytyczne studium planu mobilizacyjnego w świetle doktryny niemieckiej.

Skończył trzecią część i prosił, żebym napisał recenzję. Jeśli ja do panów

interesuję, to ja przyniosę ten dokument. I pan napisał recenzję?

Tak. Kiedyś się tym zajmowałem. To była moja specjalność.

Cymmer!

Chyba nam szczyt.

że tak mało znamy naszego gościa.

Przepraszamy, panie Graba.

Timmer, ty masz zawsze dobre cygara.

Poczęstuj pana.

Niech pan nam powie coś więcej o tym Wałydze.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.