Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tak, panie poruczniku.
Jedno zadanie.
Dziesięć tysięcy dolarów i więcej się nie znamy.
Dzień dobry, panie Gross.
Wcześniej pan wstał. Tak.
Przyznał się panu folder?
Tak, przyznał się panu, że zostawiłem go w tarcówce.
Wtórze panu? Nie, nie.
Wolałbym dwujęzyczny.
Również w języku polskim? No, wiedziałbym wtedy, że to wolne miasto
Taktówkę proszę.
Rachunek za pokój 115 proszę przesłać kierownikowi.
Tak jest.
Nie ufa mi pan.
Dlaczego?
Wybrał pan płótk na miejsce spotkania. Swój teren. Myślę, że pan na moim
zrobiłby tak samo.
Nie przypuszczałem, że tak szybko do mnie dojdziecie.
O, dziękuję.
Ale właśnie, dlaczego pan napisał do nas?
Pan chyba jest trochę młodszy, ale myślę, że uczyliśmy się z tych samych
książek.
Widzi pan, pan jest Polakiem i jestem gdańszczaninem.
A Prusacy znowu do nas wchodzą. Aha, i my się mamy tym zająć.
A nie obawiacie się, że jeżeli wygnamy Prusaków, to sami weźmiemy wasz Gdańsk?
Na własność?
Nie, bo za naszą autonomię będziecie mieli okno na świat i solidnego
handlowego. Mam nadzieję, że są jeszcze u was ludzie, którzy to rozumieją.
Co to jest najbężdele?
Placówka Abwery mieści się w budynku prezydium policji. Kieruje nią radca
kryminalny Wetter. Wetter, a wyżej?
Wyżej? Operacyjnie Oberleutnant Woraczek, królew. Oberleutnant Woraczek.
Lekko utyka.
Zna go pan?
To on organizował Neibenschtele? Tak.
Przyjechał z Berlina z Leutnantem... Niech pan nie mówi, spróbuję zgadnąć.
Czy z Leutnantem Francem relkę zgadłem?
Zgadł pan.
A co relkę robi w Berlinie?
Koordynuje pracę biur terenowych w centrali.
Bezpośrednio podlega...
Majorowi von Seybaum.
No, proszę, wysoko, awansowo, bardzo wysoko.
Znego pan wygląda na dosyć rozsądnego.
Napije się pan piwa? A chętnie. Dwa piwa, proszę.
Proszę, proszę.
A co to było z pańskim ojcem?
To też pan wie.
Proszę mi dokładnie opowiedzieć.
Polek na froncie.
No to ja zaciągnąłem się ochotniczo do tego samego pułku, żeby go pomścić.
Ale tam dowiedziałem się, że za dużo chyba mówił o Wolnym Gdańsku.
Dowiedziałem się, że dostał w plecy od swojego sierżanta. To był także mój
sierżant.
Niedługo potem chodził po świecie.
Zaniosłem go do Lazaretu na własnych plecach. Dostałem za ratowanie dowódcy
żelazny krzyż.
Ale zdechł. A dlaczego pan jest w policji?
Wróciłem jako bohater.
Potrzebowali takich.
No dobrze.
Jakie są pańskie warunki?
Wiecie o mnie wszystko, więc nie mówmy o pieniądzach.
Oto pierwszy dowód.
Tu to kopia waszego tajnego rozkazu.
Numer pięć.
Pewien wasz oficer przekazał go Wetterowi.
A teraz...
Ma podjąć jakieś bardzo ważne zadanie. Ja nie mam do tempu do wszystkich
tajemnic, ale wiem, że Wetter zaproponował mu dziesięć tysięcy
Dziesięć tysięcy dolarów?
To niemożliwe.
Chyba się pan przesłyszał.
Nie. Mam dobre uszy.
Niech pan spojrzy.
Ta plama.
Co to może być?
Czy to nie zamazana nazwa miejscowości, do której został wysłany ten rozkaz?
Chyba tak.
Wetter umie chronić swoje źródła.
Mam nadzieję, że wy też.
Moje uszy są dla mnie więcej warte niż 10 tysięcy dolarów.
Ta seria została wysłana z Warszawy do was. Czy można ustalić, kto kwitował ten
egzemplarz?
Tak. A skąd pan to ma?
O, i straci pan apetyt, poruczniku, jak pan się dowie.
Proszę powiedzieć, jak to sprawdzić.
To pilne?
Bardzo.
To chodźmy do tajnej kancelarii.
Co się dzieje?
Z Warszawy.
Zgadza się.
Dostaliśmy ten egzemplarz z Warszawy z całą setką innych.
I co się z nimi stało?
Rozlicowaliśmy do wszystkich jednostek w naszym okręgu.
Ale na rozkaz Warszawy przeklasyfikowaliśmy.
Już nie tajne, ale do użytku służbowego.
Takie brosury leżą luzem na półce. Każdy może wziąć nie kwitując.
Tajna kancelaria nie bierze za to odpowiedzialności. Tak, ale czy można
sprawdzić, do której jednostki został wysłany ten egzemplarz?
Niestety, panie poruczniku, wysłaliśmy po kilka sztuk do każdego pułku bez
notowania numerów.
Gdyby mi pan powiedział, jak to się u pana znalazło?
Aha, sierżancie, proszę jeszcze sprawdzić, dokąd został wysłany rozkaz
Numer rejestracyjny 0025 z 20 marca.
Ścisłe tajne? Tak.
Numer 5?
Tak, 0025.
Pismo przewodnie do wszystkich półków.
A ten numer rejestracyjny, taki sam na wszystkich pismach?
Taki sam.
A jak można sprawdzić, czy ten rozkaz dotarł do wszystkich adresatów?
Pismo dotarło do wszystkich pułków.
Z rozkazem. Ale po tygodniu rozkaz został wycofany. Pułki nadesłały
zniszczenia.
Wszystkie.
Wszystkie. Dziękuję.
Może mi pan wreszcie powie, burmistrz. O co chodzi?
Oczywiście, że powiem.
Czy pan wie, że w Gdańsku powstała placówka Abwery? To jest pewna
Nie wiem.
Dowody na jej istnienie rozpływają mi w rękach.
Mam broszurę, ale nic z tego nie wynika.
Rozkaz 5.
Wszystkie jednostki zameldowały o jego zniszczeniu.
No tak, był na tych porządek.
Ja już mam ten protokół zniszczenia.
Tak, tak.
No to proszę to przeczytać. To jest właśnie ten zniszczony rozkaz.
Ha!
Skąd pan to ma?
Oryginał posiadanej bęsztele Dancyś.
A to jest fotokopia. Na dowód, że działają.
Teraz rozumie pan, poruczniku, dlaczego musiałem upewnić się, że to wasze.
Zanim położę panu na biurko ten kawałek gówna.
No to chodźmy na...
Obiad do kasyna, poruczniku.
Tam sobie spokojnie pogadamy.
Nie, nie.
Uparła się.
Przecież rzuciłeś już karty. To dla niej za mało.
Służę, Panie.
Czy ona domyśla się, ile masz długów?
Konrad, nie mogę wszystkiego sprzedać, żeby cię wykupić. Daj spokój, tak by nie
starczyło. Więc mówisz, że to jest jakiś oficer.
Tak mi powiedziano.
A kto to jest to twoje źródło?
Wybacz, Filip.
Ale sprawdzone.
Właśnie nie wiem.
Słuchaj, może to jest...
Prowokacja. W chytro -rozgrywkach to nadpędzić chlepy za ułek, rzucają cień
kadrach i... Ja też tak myślałem, ale... Nawet jeżeli prowadzisz z nami grę,
to musisz przyznać, że dwa razy cel nie trafił, tak?
Broszura i... I ten, ten... I rozkaz.
Ja myślę, że to nie jest mistyfikacja.
Mamy przeciek.
Nawet nie wiemy, w którym półku.
Czekaj, a ten, ten...
Twój... Już dostał takie zadanie.
I co?
Co, co?
Ej, Czarek, to razem będziemy prowadzić dochodzenie.
O nie, Filip.
To jest twój teren. Mam inny pomysł. Słuchaj, przy akademii organizują jakiś
kurs szkoleniowy.
Ale trzeba mieć skierowanie ze sztabu okręgu.
Mógłbyś mi to załatwić. Oddelegowanie spółku przez nadrzędną jednostkę.
Wiem, że referent personalny organizuje grupę oficerów. Masz załatwione. Mam
przyjaciela w Warszawie.
A jak z twoim egzaminem?
Trzeba będzie przysiąść fałdów i przypomnieć sobie trochę teorii.
Panie poruczniku.
Porta.
Konrad! No?
Muszę cię ostrzec.
Wiem, że to są twoje prywatne sprawy, ale ja nie lubię polowania z nagonką.
Co się stało?
Zaczynają śmiać się za twoimi plecami, że żona puściła cię kantem.
Za miesiąc święto pułku. Wszyscy oficerowie z żonami.
Ona musi przyjechać.
Musi? No czy ty naprawdę nie rozumiesz, o co chodzi?
Ktoś to będzie chciał się podlizać, majorowi zrobi głupią uwagę i co wtedy?
Dasz wpysk!
A potem albo sąd honorowy, albo sam poprosisz o zwolnienie z wojska.
A co potrafisz robić cywilu?
Ona musi przyjechać choćby na jeden dzień.
No, ile liter?
Ile?
Pierwsza... Pierwsza C.
Między nimi jakieś... No... Czekaj, czekaj, chwileczkę.
Cztery, pięć, czyli w sumie byłoby...
Sześć albo... Albo... Albo siedem.
Spróbuj tym.
Lepiej?
Lepiej. Byłeś dobry z fizyki.
Dawno.
No jak?
Majorze. Tak?
I jest.
Co?
Chełmno. Mój garnizon.
Który? 66.
Kaszubski Pułk Piechoty i 8. PSK.
To sprawa czarna. Zostaw to.
Dlaczego?
Chcesz się z nim śmigać, kto pierwszy do niego dojdzie? Czemu nie?
No dobrze, próbuj.
Ale to nie jest takie proste.
On tylko tak dobrodusznie wygląda.
Zastanawiam się.
Może by poprowadzić nimi grę.
Biblioteczka szkoleniowa.
Ale to nie jest takie proste.
Po pierwsze, nie mamy jeszcze dowodów, że Hubert jest wobec nas lojalny.
A może to oni rozpoczęli z nami jakąś grę?
Więc to on zaprosił cię do współpracy?
A po drugie, kim chcesz zagrać?
Oczywiście, że najpierw muszę ustalić nazwisko.
A potem porozmawiam z nim po męsku.
Uważasz, że zgodzi się na rolę podwójnego agenta?
Nie ma innego wyjścia. Już za sam ten papierek.
A jak mu udowodnisz, że to właśnie on przekazał ten papierek do Neibenstelle?
Chyba nie jest taki tępy, żeby się samemu przyznać.
Ale to jest przecież dowód zdrady.
Tylko ty wiesz o tym i ja. I co z tego?
To nie jest dowód dla sądu.
Przecież tej fotokopii...
Nikomu nie pokażesz, a możesz spalić Huberta. Nic nie zyskasz.
Nie zapominaj, że on ryzykuje głową.
A więc mając taki dowód, jesteśmy bezsilni, tak?
Niezupełnie bezsilni.
Widzisz, ludzie współpracują z nami z różnych pobudek. Jeden traktuje to
jako... Patriotyczny obowiązek działa w zgodzie z własnym sumieniem.
Drugi za pieniądze.
Daje solidny towar, otrzymuje rzetelną zapłatę, a cała etyczna strona problemu
go nie interesuje.
I są inni, jak ten zdrajca.
Będą pracować z sobą tylko wtedy, jak go zmusisz. A wie co to znaczy?
Trzeba mu zarzucić na szyję pętlę i mocno w ręku trzymać drugi koniec
Do walki z bandytą niepotrzebna ci jest Ewangelia, tylko rewolwer. Takie
są reguły gry.
Więc co?
Musimy go złapać za rękę na gorącym uczynku.
To jest chyba jedyne rozwiązanie.
Dopiero wtedy będziesz mógł przeprowadzić tę swoją męską rozmowę.
Kiedy spotykasz się z Hubertem?
Mam potwierdzenie, że broszura i rozkaz pochodzą z tego samego źródła. To chyba
ważne, nie?
Nawet bardzo.
A teraz najważniejsze.
Weter wyjeżdża na jakieś 10 dni do Berlina. Jakieś przeszkolenie.
Interesu przez ten czas pilnuje Woraczek. Przyjechał z Królewca.
W sobotę za dwa tygodnie ma się odbyć jakieś bardzo ważne spotkanie.
Ktoś ma przyjechać popołudniowym pociągiem z Torunia.
Ktoś ma przyjechać.
Bardzo ważne spotkanie.
Spotkanie za 10 tysięcy dolarów. To tego to już nie wiem.
Co tam, Tełka? Co się stało?
Nic. Tylko tak sobie myślę, panie poruczniku, ta broszura to takie ważne?
Nawet bardzo ważne.
Bo ja właśnie przeglądałem teraz teczkę korespondencji i znalazłem brudnopis.
Bo to było tak, panie poruczniku. Myśmy przygotowali rozdzielnik z numerami
wszystkich broszur, ale potem przyszło polecenie, żeby to zmienić. I
inne pismo przewodnie. Ale przesyłki do pułków były już gotowe. Książki w
paczkach. Człowieku, ty sprawdź to natychmiast!
Jest. Ten egzemplarz został wysłany do Chełmna. Która jednostka?
Ósmy Pułk Strzelców Konnych.
Dziękuję, panie sierżancie.
No, chłopaki, dawaj Chełmno!
Z tego tematu mam dobrą literaturę.
Z tego zorganizuję ci konsultanta.
A to moja specjalność.
Przerobimy to w ciągu jednego popołudnia.
Takie szczegółowe pytania po co?
Musiałbyś przestudiować nasz sztabowy dokument.
Trudno.
Przestudiuje. Nie jesteś upoważniony. Szef sztabu nie wyrazi zgody.
On nie wie, że jedziesz na ten kurt.
Wepchnąłem cię na listę poza konkursem.
Słuchaj, a czy ty możesz przeglądać te dokumenty? Ja?
Tak.
No, kto nie ma sprawy.
Dasz mi je w sobotę?
Nikt nie będzie wiedział.
Oszalałeś? Przecież nie będę siedział nad tym dokumentem u ciebie w biurze.
Dasz mi je w sobotę po pracy?
A w poniedziałek rano będziesz miał to z powrotem na biurku.
To niemożliwe. Muszą wrócić tego samego dnia. Jeszcze przed zamknięciem
kancelarii.
Słuchaj, to zrobimy inaczej.
Dasz mi je rano, posiedzę nad nimi tutaj i zwrócisz je przed zamknięciem.
Ponrad, wiesz czym ja ryzykuję?
Niczym nie ryzykujesz.
Przyjacielowi nie pomożesz.
Nie, tego zrobić nie mogę.
To tak, ale trzeba tylko spokojnie odczekać.
przygotować akcję i mamy go.
Czarek, to nie jest takie proste.
Ktoś, ważne spotkanie.
Czarek, zawsze rób założenie, że może być inaczej.
Ty nie wiesz, kto to jest.
Szukaj nowych śladów, jak gdybyś nie miał żadnego.
W sobotę zostaw sobie na złapanie go z dowodami.
Aha, i przestań się ścigać z Filipem.
Przekaż mu wszystko, co wiesz o sprawie i działajcie wspólnie.
Ale gra!
Gra, gra, gra.
Tym bardziej musisz go mieć przed sobotą.
My musimy wiedzieć, co oni chcą kupić za te 10 tysięcy dolarów.
Potrzebny jest czas na zrobienie, przygotowanie wiarygodnych materiałów,
będą tego warte.
Muszę cię zapewnić, że oni mają świetnych specjalistów od ekspertyz.
Czołem, Czarek.
Dobrze, że jesteś.
Udało się.
Mamy przebicie! O, gratuluję.
Tak, wiemy skąd zginęła breszura.
Chełmno.
Skąd wiesz?
Wiem.
Ósmy pułk strzelców konnych.
Kon wie.
Wiem.
No, to moja pomoc nie jest wam już potrzebna.
Nie, no nie uciekaj. Zawsze jeszcze jedna głowa się przyda.
Tak, słuchaj, ale skoro macie już przebicie w sprawie, to chyba musicie
wiedzieć, że...
Rodkat numer pięć wyszedł z tej chamy jednotki.
Właśnie robimy pewien eksperyment.
Sprawdzamy, jak oni niszczą te nasze tajne dokumenty. No i zaschniamy pole
obserwacji. To się musicie śpieszyć.
Zostało przecież dziesięć dni.
Jakie dziesięć dni?
No on ma być w przyszłą sobotę w Gdańsku.
Wyjedzie popołudniowym pociągiem. No, myślałem, że wiecie. Mówiłem, szefie,
konkurencja nie śpi.
Ty, ty, ty, ty, ty, ty.
To z tą sobotą to...
To prawda?
A co z tą grupą obserwowanych? Ktoś się rysuje?
Wysłałem Lenarta do sztabu jako stażysty. Tak, przejrzałem Arta.
Przyglądam się ludziom.
W sztabie bałagan.
Tajne dokumenty razem ze zwykłymi papierami.
Czarek, masz coś jeszcze w rękawie?
Może.
Ale najpierw chodźmy coś z jej.
Wiesz,
w tym półku nie może być tajemnic za 10 tysięcy dolarów. No chyba, żebyś chciał
kupić cały ten półk razem z tym zwariowanym majorem.
Dlatego trzeba szukać gdzie indziej.
Gdzie?
Nie wiem, wyżej.
Więc myślisz...
Chełm, no to był fałszywy trop. Gdzie wyżej?
Filip, nie wiem, to jest hipoteza. Ale to... To mi nie wygląda na...
Na normalną sprawę. Za duże pieniądze, jak na Neibensztelle Danzig. To...
To jest coś... Na specjalne zlecenie, rozumiesz?
No to co? Trop.
Filip.
To znaczy, że trzeba szukać u was.
U nas?
W sztabie okręgu.
U nas w sztabie okręgu? No, Czarek, przecież to jest niemożliwe. No,
możliwe, no.
Dlatego oni płacą dziesięć tysięcy dolarów, stary.
Dany boskie.
Czołem. Czołem.
Co ci jest?
Co cię jeszcze gryzi?
Chodź do mnie.
Teraz już wszystko będzie dobrze.
No chodź.
Nie wiem, nie wiem.
Żubanek nie chce mi pomóc.
Jak to nie chce? Przecież to on ci ten kurs.
No tak, ale... Nie chce mi załatwić potrzebnych materiałów.
Jak to?
Dlaczego?
Mówi, że potrzebna zgoda z Warszawy.
Eksamin za kilka dni.
Nie, nie zdążę takiej zgody załatwić. Musisz go przekonać.
Prosiłem go.
Odmówił.
A może... Ja?
Ty?
Spróbuj. Dla ciebie zrobi wszystko.
Przecież ten kurs załatwił też nie z miłości do mnie.
Konrad.
Oddaję ci tron.
Jak tam szkolenie?
Widzę, że wspaniale wyglądasz.
Na pewno przywiozłeś samy celujący.
Dziękuję, Bertman. Możesz odejść.
A i zaprosiłeś lejtnanta Relkę, aby uświetnił nasz dzisiejszy finisz.
Wiem z relacji wetera, że... ...odegrał partię wzorcowo.
Ale generał zobowiązał majora do bezpośredniego czuwania nad sprawą.
Rośniesz w Francji. No cóż.
Major ma do mnie zaufanie.
Dlatego tuję.
Proszę przeliczyć.
To już nie ten sam człowiek. Moja ucieczka z Chełmna do Torunia pomogła.
I znów jesteś szczęśliwa. Jeżeli Konrad dotrzyma obietnicy, nie jest zły.
Charakter ma.
Ale teraz wezmę się za niego. Będzie miał mnóstwo obowiązków.
Helenko, on mnie prosił. Wiem.
Mówił mi. Chodzi o te pytania.
Ja nie mogę tego zrobić.
Ja naprawdę chciałbym mu pomóc, ale... Proszę cię.
Tyle dla niego zrobiłeś.
Zrób i to. Dla niego i dla mnie.
Ty nie wiesz, o co mnie prosisz.
Wiem jedno.
To jest ostatnia szansa, żeby nas uratować.
Nas troje.
Rozumiesz? Dlatego za wszelką cenę... Ja wiem, zrobiłam wtedy błąd, ale nic się
już nie da naprawić.
Mogę cię jedynie błagać.
Zrób to dla mnie.
Ostatni raz.
Teraz nie masz innego wyjścia. Musisz czekać.
Trzeba czekać.
Ty. gdybyśmy tak zerwali pułk na alarm i potem w las.
No i co na tym zyskasz?
Trochę czasu, żebyśmy mogli trafić na jakiś ślad.
Niezły pomysł, ale mam trzy wątpliwości.
Przecież ja nie wiem, czy Hubert może ustalić termin kolejnego spotkania, tak?
A po drugie... Chodźmy.
Zrywać pułk w tej sytuacji.
W Warszawie dostaliby apopleks.
No i po trzecie...
Weterowi dałbyś dużo do myślenia. Boję się, że spaliłbyś sprawę. No i co?
Trochę. Ale niepotrzebnie się denerwujesz. No tak. Zastawiłeś sieci?
Tobie łatwo tu mówić, bo ty jesteś tylko kibicem.
Słuchaj, a ci oficerowie, którzy często wyjeżdżają do Torunia, żadnego punktu
zaczepienia? Żadnego.
Dwóch z nich to kawalerowie Krzyża Walecznych, żadnej plamki na honorze.
Jak tobie pomyślasz, że który z nich mógłby... Czarek.
A może to jest...
Piekielnie sprytnie.
Pomyślana prowokacja.
Cały czas o tym myślałem, ale wszystko to, co nadaje Hubert, bardzo dobrze się
klei.
Dobra, jutro wszystko się wyjaśni. Miejmy nadzieję.
Czy któryś z oficerów jedzie dzisiaj do Torunia? Mam prywatną sprawę.
Nikt nie meldował, panie poruczniku.
A, szkoda.
A gdzie jest porucznik Jabłoński?
Był tu przed chwilą.
Poszedł do kasyna. Zamienili się dzisiaj z porucznikiem Piątkowskim.
Ach, tak.
Odległości, synak!
Odległości!
Przepraszam, panie rotmistrzu, czy nie ma tu porucznika Piątkowskiego? Jest
pilnie potrzebny. Kto go szuka? Major?
Nie, ale złotych zapotrzebowanie i muszę to szybko wyjaśnić. A do jutra nie
można z tym poczekać?
Wolałbym gdzieś, major może zapytać.
Wie pan, Konrad musiał wyjechać.
Jakoś pilnie do Torunia.
Sprawa rodzinna.
Nie chciał nudzić majora prośbą o zwolnienie. Wziąłem jego ludzi na
Ale bardzo pana proszę, panie poruczniku, niech to zostanie między
Oczywiście, panie rotmistrzu.
Poczekam do jutra.
Prawa ręka na biodro!
Galopować, galopować, wszystko galopuje!
Trzymaj konia!
Dajcie mi pilnie w stawogręgu. Linia uszkodzona, panie poruczniku. Wysłałem
patrol, ale to kilka kilometrów w linii napowietrznej. Cholera jasna!
Wyślijcie następny, róbcie coś, lećcie sami!
Adaś! Tak ci! Dam sobie radę sam.
Podrywaj, chłopaku!
Pan porucznik prosił o tajne dokumenty na dzisiaj rano.
Tak.
Przypominam, że trzeba je oddać przed zamknięciem biura.
To niedaleko. Mam dyżur w kancelarii.
Dziękuję, sierżancie. Proszę.
Już po dziewiątej, a ten Lenart jeszcze nie dzwoni.
Połącz mnie z Chełmnem. Tak, dobrze czekam.
Coś dla ciebie.
Dziewczyna na wkroś uczciwa poszukuje posady do wszystkiego.
Tak, Tarna.
Tak.
Tak.
Tak. Cholera jasna. Tego jeszcze brakowało.
Linia uszkodzona.
Niech łączą przez Poznań.
Masz, będę tutaj o drugiej.
Czemu ten Lenart jeszcze nie dzwoni? Nie naprawili linii. To dlaczego nie ma
poznania?
Co się stało?
Nic się nie stało.
Taka technika.
Siokret.
Szepie, to ja wezmę chłopców i pójdę na dworzec. No idź, idź, idź, niech się
wreszcie coś dzieje!
Kancelaria Główna, sierżant Pełka. Dajcie natychmiast Warszawę.
Numer 4257.
Tak jest? Zaczytałem.
Już łączę, panie policjantku. Tak.
Tak, dziękuję.
Cześć, stary.
Tak, to ja.
Słuchaj, w przyszłym tygodniu będę w Warszawie i zostanę trochę dłużej.
Dobrze.
Zawsze wolałem blondynki.
A co u ciebie?
No to gratuluję.
Słuchaj, chciałem ci podziękować za tego piątkowskiego. Bardzo mu na tym kursie
zależało. Warto jest tego.
Ale powiedz mi...
Poczytam takie szczegółowe pytania odnośnie punktu czwartego. Plan
północ.
Jak to nie było takiego tematu?
Jesteś pewien?
To jakieś nieporozumienie. Tak, tak, dobra. No to dziękuję.
Dobra, nie mam czasu. Do zobaczenia. No cześć stary. Pamiętaj, blondynka.
Dyżurny? Czy jest poruchnik Sarna?
Nie, nie, nie, nie.
Teraz ciebie poniosło.
Chlapnąłbym jednego głębszego, to by mi pomogło.
Zostaw to na jutro.
Słuchaj, daj mi jeszcze te dane personalne.
Przeglądaliśmy je dziesiątki razy. Ale coś mi nie pasuje, coś mnie męczy.
Czego ty jeszcze słuchasz? Jakiegoś brakującego ognika w łańcuszku. Coś
musieliśmy przegapić.
Rotmistrz Marchwiński.
Buduje sobie dom.
Rotmistrz Toczek. No, w zdrowie narzeczony.
Konrad Piątkowski. Filip.
Spotkaliśmy go w kasynie. I był w jego towarzystwie jakiś twój znajomy. Tak
przyjaźnie machał do ciebie. W Toruniu wszyscy mnie znają.
Stary, musisz sobie przypomnieć.
Czekaj, wiem.
Wczoraj w parku przy estradzie był z kobietą.
Kłaniał ci się porucznik.
Rubanek? Znaczy adiutant generała.
Adiutant dowódcy okręgu korpusu.
Oginiwko łańcuszka?
Nie, to nie jest żaden dowód.
Tak, to nie jest dowód.
Słucham, Sarna. Tak.
Mów głośniej, Lenart. Nic się nie rozumiem.
Tak. Powtórz.
Zrozumiałem.
Zabezpiecz mieszkanie i czekaj na dalsze polecenia.
Tak.
Dziś z Chełmna do Turunia wyjechał tylko jeden oficer. Konrad Piątkowski. Jest
więc cały łańcuszek. Teraz trzeba tylko udowodnić. Chodźmy do Romanka.
Porucznik Rubanek zgłaszał swoje wyjście? Wyjście?
Jest u siebie.
Przed chwilą nawet pytał pana.
Rano dałem mu dokumenty sztabowe, miał nad nimi pracować. Jakie dokumenty?
Plan mobilizacyjny naszego okręgu. Klucze do pokoi Rubanka.
Mogę tylko na polecenie szefa kancelarii. To rozkaz, biorę to na
Tak jest.
Prędzej!
Prędzej, prędzej!
Otwieraj.
No i co?
Panowie, od dwóch tygodni czeka tutaj na ten dzień. Ale nie otwieraj, póki nie
masz wróbla w garści.
Dobrze, niech dojrzewa.
Niech zaczeka do wieczora.
Jak jesteście umówieni?
Na sygnał od Grety, tej, co była z nim wtedy w pokoju.
Będzie czekała na dworcu. W hotelu mamy zarezerwowany pokój. Tam nastąpi
wymiana.
Najpierw ekspertyza.
Tak jest, panie poruczniku.
Czekają już w całym laboratorium.
Pan wie, po co przyszliśmy?
Wiem.
Oto panu, Holin.
Porucznik Rubanek, jest pan aresztowany.
Nie czućcie się od niego. Ono nie ma z tym nic wspólnego. To wyłącznie moja
sprawa. Pokojnie, poruczniku.
Śledztwo wszystko wyjaśni.
Trzeba to było zrobić wcześniej.
Idziemy.
Czekam na dole.
To jest moja sprawa.
Dlaczego mnie nie aresztujesz?
Chcę ci dać szansę i jemu też, ale wszystko zależy od ciebie.
Czego ty chcesz?
Jeszcze się nie domyślasz.
No, albo sąd i kula w łeb, albo pojedziesz iść do Gdańska i umówisz nowy
Decyduj się.
Zgoda.
Teraz dęba na kłódkę.
Jedziemy do Czarny, tam omówimy szczegóły.
Tak.
No i nie przyjechał.
To był ostatni pociąg.
Ostatni.
Co się mogło stać?
Mogło stać się wiele rzeczy, Weter.
Zapeszyłeś. Schowaj to na inną okazję.
No to co?
Dzwonimy do Beblina.
Nic mu nie będzie. Najwyżej katar.
Ale potem Choco musi tutaj kilka dni polewać.
Przytomny? Dostał środki uspokajające. Śpi jak dziecko. Na razie zostawcie go w
spokoju. I żadnych przesłuchań.
Jechałem tu całą noc, żeby wam pogratulować.
Dziękuję. No wy to właściwie możecie uważać sprawę za zakończoną.
Ja jestem dopiero w połowie drogi.
Muszę jeszcze przygotować materiał dla sądu.
Przygotujcie, ale na razie zostawcie całą sprawę u siebie.
Porozumcie się z Warszawą, jak dalej postępować. Musimy to uzgodnić.
Na razie nie nadawajcie jej żabnego rozgłosu.
A Rubanka zwolnijcie i weźcie pod nadzór.
Musimy zamącić obraz.
Rozumiem. Mogę się odmeldować?
Cześć.
Tak między nami mówiąc, to nie mamy sobie czego gratulować. Wiem,
faceta. Chciałem uderzyć w nich, a trafiłem w naszych.
No, niby.
Zwycięstwo, ale bez satysfakcji.
I co teraz?
No nic.
Sprawa jest już skończona.
Ta?
To nie jest takie proste.
Musisz pilnować źródła.
Musisz pilnować, żeby w czasie procesu nikt nie próbował dowiedzieć się, jak
wygląda cała sprawa.
Żeby jakiś wścibski adwokat nie zażądał postawienia przed sądem Huberta.
Sprawców złapano na gorącym uczynku, są dowody winy i to musi wysokiemu sądowi
wystarczyć.
Słyszałeś, co mówiłem, sarnie?
Nie można ułatwiać życia przeciwnikowi.
Oni będą teraz analizować każdy szczegół.
Siadajcie, panowie.
Wedwałem panów tutaj w imieniu majora.
Minęło już kilka dni i wiemy dostatecznie dużo, żeby odpowiedzieć
podstawowe pytania.
W którym momencie i w jaki sposób Polacy wzięli tę sprawę pod swój nadzór?
Major oczekuje ode mnie jasnych odpowiedzi.
Mam nadzieję, że panowie dobrze mnie zrozumieli.
Spokojnie, Franz.
Dla centrali cała sprawa jest oczywista.
Operacja się nie udała, więc ktoś popełnił błąd.
Założyłeś, że to my.
Ale sytuacja nie jest tak jednoznaczna.
Pomóż nam znaleźć odpowiedzi na kilka pytań.
To będzie nam potrzebne do dalszej pracy, a majorowi powiesz i tak to, co
usłyszeć.
Dobrze. Od czego zaczniemy?
Od dentysty?
A więc hipoteza numer jeden. Polacy wyszli na nasz ślad przez dentystę, czy
Tak. Namierzyli go, że często bywa w Polsce.
I przyjmuje w Gdańsku swojego dalekiego kuzyna.
Zgodnie z kanonami sztuki mieli dwie możliwości.
Albo przearesztować go, albo dogadać się. I przez niego sięgnąć do ośrodka
dyspozycyjnego. Nie zrobili ani jednego, ani drugiego.
Czy mamy pewność, że dentysta nie pracował dla Polaków? Od czasu mojej
Piątkowskim został odsunięty od sprawy. Nie miał pojęcia o zadaniu. Więc
dentystę skreślamy.
Skreślamy.
Hipoteza numer dwa.
Piątkowski zameldował o swoich kłopotach w kontrwywiadzie i podjął się roli
agenta. I aresztowany chciał popełnić samobójstwo. Bzdura.
No widzisz, natykamy na same sprzeczności.
Polacy nie pchają się na ośrodek dyspozycyjny, ani nie próbują podjąć z
żadnej gry, mimo że mają znakomite możliwości.
W dodatku uderzają we własnego agenta.
Drużyna scoutów lepiej by to zorganizowała.
Masz rację, nic tu się nie klei.
Ale może posługujemy się niewłaściwym kluczem.
Może Polakom potrzebny jest sukces propagandowy. To jest hipoteza numer
Polakom jest potrzebny sukces polityczny i propagandowy.
Ale oni milczą.
No właśnie.
Ja na ich miejscu wymachując tym planem mobilitacyjnym ściągnąłbym do Torunia
całą placówkę gdańską z Wetterem włącznie.
Niewykluczone, że sam bym pojechał, a major przysłałby ciebie do współpracy.
Wyobrażasz sobie...
Co by było, gdyby za jednym zamachem wszystkich nas zdjęli?
To by ci było uderzenie.
A oni co?
Nie przesadzaj.
Mogą przecież i tak mieć duży sukces propagandowy. A dlaczego mieliby nie
większego? Był w zasięgu ręki.
Myślisz, że zlitowali się nad nami? Do czego zmierzasz?
Jest także czwarta hipoteza.
Przeciek od nas.
Masz jakieś podejrzenia?
Żadnych. Ale to trzeba sprawdzić.
Sprawdzamy.
Teraz, Frant, możesz przedstawić majorowi swoją ocenę wydarzeń.
Młody wilk kłapnął nam zębami koło gardła.
Mieliśmy szczęście, że źle wymierzył odległość. Ale młode wilki szybko rosną.
Dziękuje.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.