Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzięki za uwagę!
Hej, ty!
Ja?
Nie. Ty!
Tak, panie poruczniku?
Za mną.
Nie wpuszczać nikogo. Tak jest.
Otto Strauss.
Tak jest, panie porównaniu.
Siadaj.
Obserwuję cię od dłuższego czasu.
Masz dobre opinie.
Obrotne, inteligentne.
Potrzebny mi ktoś taki.
Powiedz.
Tu.
Może się pojawić ktoś obcy.
A ja chciałbym od razu o tym wiedzieć.
Kręcisz się cały czas po terenie.
Będziesz mi meldować o wszystkim, co się zdarzy.
Rozumiesz mnie?
Tak jest, panie poruczniku.
Zaraz, mówi pan ktoś obcy, tak?
No.
Nie, nie chciałbym na nikogo rzucać fałszywych podejrzeń. Pan
rozumie, panie poruczniku.
No, mów od to. Bo wydaje mi się, że wczoraj widziałem jednego takiego.
Stał na rozdrożu i rozglądał się, a potem odszedł.
A odkąd wiesz, że to był obcy?
Znasz wszystkich chłopów z tej wsi?
Nie.
Ale tutaj nie nosi się takich kapeluszy.
Gdzie to było?
Przy wieździe do wsi, tuż za posterunkami. Gdzie poszedł?
W stronę linii frontu. Jak wyglądał?
Chłopskie ubranie i tak jakby utykał na jedną nogę.
Dziękuję ci.
Tylko pamiętaj.
Nikomu ani słowa.
Oczywiście, panie poruczniku.
Możesz odejść.
Stanek! Chodź na żurek!
Ty wiesz, kiedy się zjawi.
Dobrze, że jesteś. Spróbujesz.
Kurze, panie redaktorze. Dziękuję.
Widzę, że nieźle się zarykowaliście za prąd. To druga, ale główna linia oporu.
Tutaj, za wody, pójdzie główne natarcie.
Nie masz żadnych wyjściu od Czarka? Żadnych.
Ale chyba niedługo wrócisz z tego szkolenia.
No, spróbuj.
Co, nie smakuje ci?
No, niezłe.
Tylko za dużo kartofli, a za mało kiełbaty.
Jak się udał spacer, Rufel? Będziemy go mieli.
Ustaliłem melinę, zrobiłem kocioł, centrala miała rację, on może przyjść
Berlina. Brawo, szybko pracujesz.
Stary, prymitywny metodyk, nie to co wy.
Stawiasz tutaj okazję.
Dobrze, dobrze.
Jedziemy.
Tak, tak, tak, tak, ja rozumiem, ja rozumiem, wszystko rozumiem, dobrze.
Dobrze, tylko przypilnujcie wszystkiego. Cześć.
Zosiu, na czym stanęliśmy?
Aha, dobrze, już dobrze, już wiem, wiem, czekajcie.
No więc wracając do sprawy... Panie poruczniku, co jest?
Mówi, że ma ważną wiadomość dla pana, panie poruczniku.
Niech wejdzie.
Zjedliśmy z tego Niemca mundur do prania i znaleźliśmy to w czapce.
Pomyślałem sobie, że warto, żeby sztab o tym wiedział.
No dobrze, zostańcie tam za drzwiami, a potem was poproszę.
A ty zostań tu.
Jak się nazywasz?
Gefreiter Heinrich Krause.
Skąd jesteś? Hanower.
Żona ty?
Żona, dwoje dzieci.
Nie widziałem ich od dwóch lat.
No, to umówmy się tak.
Ty powiesz mi wszystko, co wiesz o tym meldunku, a ja ci pomogę wrócić do domu,
do żony i dzieci.
Albo zostaniesz tu jeszcze trochę dłużej.
Przekażę ciebie gdzieś dalej, bo pachnie mi to...
Wywiadem.
Ma pan rację.
To napisał... Nachrichtenoffizier Woraczek.
Kierownik placówki poznańskiej.
No widzisz, a skąd on wiedział o tym wszystkim?
Do naszej placówki przyszedł taki jeden młody i zameldował o przygotowaniach do
ataku. No to Oberleutnant taką kartkę przygotował.
Odskoczenie, ale już nie dotarłem z nim do komendantury.
A znasz tego młodego?
Boraczek z nim rozmawiał. Udzielał mu informacji o harcerzach.
O harcerzach.
Podejdź tu.
Który to?
No. Poznajesz tu kogoś?
Nie, to żaden z tych.
Jesteś pewny?
Tak, bo mówiłem panu, że kilka razy go widziałem.
Tak.
A ten, ten woraczek, to uciekł, co?
Woraczek?
To ambitny oficer.
Lubi ryzyko.
Pyta pan, czy uciekł. Jeśli wtedy uciekł, to i tak wysłali go z powrotem.
Dziecko bierze nianie.
Niania bierze kotka.
Niania bierze kotka.
Hejże, hejże, hejże, ha!
Niania bierze kotka.
Kotek bierze myszkę.
Cześć. Dorota u siebie? U siebie.
Kotek bierze myszkę.
Myszka bierze serek.
Myszka bierze...
Cześć, Dorotko.
Cześć.
Słuchaj, Czarek nie pisał do ciebie?
Nie.
Mam do niego pilną sprawę.
Chciałem napisać. Prosiłem pana Adamskiego o adres.
Powiedział mi, że pogadamy, jak Czarek wróci.
No nie mają do mnie zaufania.
Nosiłem pruski mundur. Nie zawracaj głowy. Połowa powstańców nosiła pruskie
mundury. Jesteś przeczulony.
Postaram się się o adres. Poproszę panią Adamską.
Dziękuję, Dorotka.
No pomyśl, Bertrand, jak to się wszystko wspaniale komplikuje.
Polacy wiedzą o wiosennym słońcu. Niemcy wiedzą, że Polacy wiedzą. Anglicy śpią,
zadufani w swą przebiegłość.
Czy Niemcy odwołają operację?
Ach, tego nie wiem, ale zaskoczenia nie będzie. Chciałbym widzieć milę Anglików,
jak walniemy pięścią w stół.
Świetnie się spisałeś, Jacques.
Ale w tym mieście nie ma nikogo, komu mógłbym o tym powiedzieć.
To informacja do archiwum.
50 lat historycy dogrzebią się.
Bertram, myśmy wygrali tę wojnę?
Tam aż się męczysz.
Mógłbym ci pomóc, ale ja wiem.
Klaus zrobiłby to chyba lepiej.
Pewnie zajęty.
Oj, Helga, Helga.
Co ty z nim zrobiłaś?
Co?
Przestał czatnić tylko o tobie.
Jakie ma to, jakie tamto.
Jakie ma oczy, jakie włosy, mówi mi.
Zakochał się.
E tam, on we mnie.
Dziewczyna zepsik. Nie wiesz miasta, widzisz jaki nieśmiały.
Ty musisz się za nim zakręcić.
Rozruszać go, bo inaczej się nie ośmieli.
Jak chcesz, to ci go przyślę.
Co?
Otto, chciałam ci podziękować za to, co zrobiłeś dla Tomasa.
I dla mnie. To nie ja.
To Klaus.
Jemu musisz podziękować.
To go przyślij.
Cześć, Klaus.
Cześć. Co ty? Znowu masz dyżur? Jak widzisz, mam już dosyć tej durnej
A, to niedobrze. Niedobrze.
Ja spotkałem Helgę.
Sama nad jeziorem, pierze bieliznę.
Pomagałeś jej. Co ty, ja?
Ty wiesz, że ona cały czas o tobie?
Cały czas.
Jaki silny, jaki mądry.
No i jaki ładny.
Zakochała się.
Co ty?
Ślepy jesteś. Nie widzisz, jak się ciągle na ciebie gapi?
Ej, Klaus.
Podpuszczasz mnie?
Podpuszczasz? A dziewucha tam sama, nad jeziorem.
Czeka.
Wiesz co?
Gdybym ja był na twoim miejscu, to już bym dawno... Wiesz.
No ale jak nie chcesz, to... Nie, cześć.
Poczekaj, Otto!
Zastąp mnie na popołudniowym dyżurze.
O ty, co by powiedział kwatermis, jak mnie tutaj zobaczył? Kwatermis wyjechał,
będzie dopiero jutro.
Nie mogę.
Oficerowie piją u Zeboma.
Czekaj. Jakby co?
To jestem w Lazarecie. Dobra.
Idę do kwatermistrza.
On zawsze coś ma w zapasie. Nie, nie, nie idź. Nie idź nigdzie. Ja pójdę. Ja
wiem, gdzie on to trzyma. A ja nie wiem, gdzie trzyma. Ale ja znajdę. To moja
specjalność. Nie, nie, nie.
Słucham.
Rufel Berlin do Ciebie. Ja pójdę.
Tak?
Tak.
Ha ha ha ha
Jest kwatermistrz?
Ma wrócić dopiero jutro, panie poruczniku.
A ty wiesz, gdzie on trzyma wódkę?
Nie no, skąd, panie poruczniku?
A ja wiem.
Wychodek gdzie?
W podwórzu, panie poruczniku.
Ech.
Wilej.
Dokąd? Siusiu.
Świetnie się spitałeś.
To ten kulawy.
Tym razem mu się udało, ale on wróci.
Wróci. Wtedy my go za... za łeb.
Pije się na służbie?
To nie ja. To pan porucznik Wize.
A gdzie dyżurny?
Poszedł do Lazaretu.
Prosił, żebym go zastąpił.
Chodź, Rufel.
Idziemy. Klucz. Co to za klucz?
Od kasy.
No, mówiłem ci, że wiemy, gdzie kwatermistrz na łódkę.
Daj.
Trzymaj, Otto.
Pamiętaj, przede wszystkim czujność.
Tak jest.
Panie poruszniku.
Wkopali się w ziemię.
To jest druga linia obrony. Tak.
To powiedz mi, co z tym twoim kolegą?
No, pojechał w jakieś inne miejsce. Nie ma go w domu, matka nie zna adresu.
Słuchaj, zorientuj się, Franz, kogo oni mogli posłać do Berlina.
Może to Warszawa wysłała jakiegoś swojego agenta, nic się o tym nie mówi?
Próbowałem pytać, nikt nic nie wie.
Trzeba to przechowywać u któregoś z Polaków.
Na co, bo może tutaj nie być, kiedy nasi wkroczą?
A wystarczy, że będą wiedzieli, gdzie tego szukać i załatwią się z nimi w
24 godzin.
Dziękuję. Dziękuję bardzo. Do widzenia. No,
dzięki twoim monterom zdążyłem na czat. Teraz kolej na naszych dzielnych
chłopców. Zaczynamy na trzy dni przed podpitaniem traktatu. 24 o świcie.
24?
Za dwa tygodnie będzie po wszystkim.
Alianci nie będą interweniować?
Nie zdążą.
Potem feldmarszałek ich przeprosi, że to był spisek z generałów. Na pewno ukaże
buntowników, ale Poznań znowu już będzie niemiecki.
Fakt dokonany.
No.
Cześć.
Powodzenia. Pali falkę?
Przygotowałem tę listę monterów, jak pan chciał.
Rozumiem. Do widzenia!
Jeszcze mam serce w gardle.
Gdzie schowałeś te plany?
W sołtysce. Jakie te?
Tutaj.
Zwariowałeś?
Niech pan patrzy. To jest ten przebrany oficer, który spotyka się z Dejbomem.
Ty wiesz, gdzie ten wariat to schował?
W mojej teczce.
W czasie, gdy nas rewidowano i samochód.
Zandar trzymał to w ręce.
Brawo, Czarek. Masz talent do tej roboty.
Ale jej nie lubię.
Polubisz, polubisz. W Berlinie o niczym innym się nie mówi, tylko o zdrajcy w
sztabie generalnym.
Steiner postawił na nogi cały kontrwywiad.
Wszyscy podejrzani. I ma pewnie nadzieję, że Polacy znają tylko hasło, a
datę i miejsce.
No Czarek, dzwoniłem do Wiednia.
Wracasz jutrzejszym ekspresem.
Dziękuję, wujku.
Tak, oczywiście. Panie majorze, wydałem rozkazy. Panie majorze, mamy go.
Przepraszam. Ukrywał się w leśniczu, też żądał widzenia z panem.
Tak.
Prowadzić. Rozumiem.
Odmeldowuję się.
Foraczek.
Foraczek.
Rufel!
To jest mój człowiek.
Plan koncentracji oddziałów pod Lesznem.
Wykaz jednostek i stan osobowy do wyżywienia.
Dotychczas mieliśmy informacje, że pułk z Hamburga, że piechota z Bremy.
Dopiero to daje nam pojęcie o wielkości tej operacji.
Dziękuję.
Kaleta, bierz to wszystko i jedziemy do Warszawy.
To co?
Mogę się już odmeldować? Poczekaj chwileczkę.
Ktoś z twojej drużyny donosił Niemcom.
W czasie powstania przychwycono niemiecki meldunek o zamierzonym ataku
stacyjkę.
Przecież pan wie, że to niemożliwe.
Gefreiterowi, którego ujęto z meldunkiem, pokazałem zdjęcie twojej
Nie rozpoznał zdrajcy. No więc kto?
A może ktoś spoza drużyny wiedział o planie ataku?
Spoza drużyn?
Nikt, tylko stop.
Ja za swoich chłopaków głowę daję.
Uważaj, masz tylko jedną.
W moim stawie powiadasz.
Pogadamy o tym później.
A teraz biegnij, czekają na ciebie.
Cześć! Cześć,
drągal! Co ty tu robisz? Jestem bibliotekarzem.
O!
Skąd macie tyle książek?
Ludzie przesyłają do redakcji i do nas.
Drągal, nie wiesz, gdzie jest Dorota?
U siebie, na górze.
Cześć, Marysia! Cześć!
Dorota? Dorota u siebie? U siebie.
Przepraszam.
Dorota! Dorotuś!
Czary, dlaczego nie pisałeś?
Nie byłem w Warszawie. A gdzie?
W Berlinie. A po co?
Nie mogę ci powiedzieć.
A możesz mi powiedzieć, że mnie kochasz?
To mogę.
A ty?
Jeszcze muszę wyjechać. Znowu do Berlina? Nie, na front, ale jak wrócę,
będziemy razem.
Aż do późnej starości?
Aż do bardzo późnej starości.
Ale ja zawsze będę miała 19 lat.
Chyba, że przestaniesz mnie kochać.
Nie, nigdy. Nawet jak skończysz 20.
A przysięgam.
Czarek, czy to możliwe? Co?
Żeby człowiek był taki szczęśliwy. Mam wszystko, o czym marzyłam. Ciebie,
szkołę, uczę dzieci polskiego, muzyki. Założyliśmy własną szkołę i bibliotekę
i... Wszystkim nam pomaga Franek?
Franek.
Franek przecież wiedział o tym wszystkim.
O czym wiedział?
Muszę iść.
Czarek.
Czarek. Przepraszam.
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci, to każdy kwiatek powie wiersze Zosi.
Każda jej gwiazdka.
Piosenkę. Przepraszam.
Przepraszam.
Zapomniałem. Janek cię mocno całuje.
Cześć i na razie. Cześć, drągal! Cześć!
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci, to każdy kwiatek powie wiersze Zosi.
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
Cześć, Zosi.
Nie ma kalety? Pojechał do Warszawy.
Masz coś pilnego?
Tak.
Halo tym...
Wolałbym tylko z nim. Cześć. Cześć.
Mają inne sprawy na głowie.
Przerzucają jednostki na Litwę, na Wołyń. To dla nich teraz ważniejsze niż
Wielkopolska i Śląsk. A może by spróbować innym kanałem?
Jakim? Mam znajomego w służbie zagranicznej. Nijaki Tarnowski.
Rozsądek. Może coś poradzi?
Próbujmy. Ale to nie jest takie proste.
W końcu nie mamy innego wyjścia.
Dziękuję.
Panowie, to rewelacja.
Naszej delegacji w Paryżu potrzebne jest właśnie coś takiego.
Jesteśmy izolowani.
Niemcy ogłuszyli opinię światową, a teraz mamy w ręku
poważny atut.
Panie dyrektorze, żebyśmy się dobrze porozumieli.
To nie jest takie proste.
Polska delegacja wykorzysta to dla podniesienia swojej pozycji. W porządku.
A wie pan jaka jest stawka?
Niemcy uderzą.
Będziemy walczyć o każdy kamień. Ale ich nie zatrzymamy.
A pomoc z Warszawy nie nadejdzie.
Trzeba zrobić wszystko, żeby sprawa stała się konfliktem międzynarodowym.
Trzeba złożyć protest w Paryżu.
Dyplomatycznie? Nie.
Wal prosto od mostu. To mój przyjaciel.
Pułkownik Demiry, oddychuję panów.
Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, jaka jest pozycja marszałka. Miał wygrać
wojnę, zrobił swoje i teraz jest na bocznym torze. Bo nasi, angielcy
storpedowali wszystkie jego postulaty.
Niemcy miały się rozbroić.
Miała być kontrybucja 100 miliardów marek.
Miały być bezpieczne granice.
Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że marszałek jest wściekły, ale bezsilny.
No i tutaj wybucha ten skandal. A fort!
Jest w dalszym ciągu naczelnym wodzem i musi zareagować. Bo wiosenne słońce to
jest wyzwanie.
Dla marszałka Fosza jest to sprawa prestiżowa. Tak to oceniają w Berlinie.
Wygraliśmy wojnę, ale przegrywamy traktat pokojowy.
Jak ma zareagować Francja na tę pruską bezczelność?
Zawsze uważałem, że pomaganie Polakom nic nas nie kosztuje, a
przynosi wymierne efekty.
No więc?
Rozumiem, że na nową wojnę nas nie stać, ale może jakaś
demonstracja siły?
Proponowałem marszałkowi, żeby posłał Niemcom ultimatum.
Ultimatum? Wszystko tylko nie to.
Dlaczego?
Marszałek straciłby pole manewru.
No bo co zrobi, jeśli Niemcy mimo wszystko ruszą na Poznań?
Ultimatum.
Ultimatum to trzask pioruna, ryglewa.
A my?
Sam wiesz.
Więc jakie widzisz rozwiązanie?
Jest sposób.
Wielki blef.
To jest główna linia na tarcie.
Czyli od południa.
No i co?
Feldmarszalk nie podjął jeszcze decyzji.
A jeżeli ten francuski karzełek blefuje?
Też o tym myślałem.
Tę historyjkę, że stary Foch walił pięścią w stół.
Możemy sobie darować.
Ale faktem jest, że postawił cały prąd na nogi.
Rozdali amunicję, wycunęli artylerię na przyczółkach.
Czołowe dywizje są w stanie alarmu. I co?
Zerwie konferencję?
Opinia publiczna będzie po jego stronie. Chodzi o honor Francji.
Ale tak naprawdę to chyba chodzi im o przyłączenie nad Reni.
Londyn, błyskawiczna.
Polityka robi się w rękawiczkach. Co miałby spisek? Nie potraficie przesunąć
półku, żeby się o tym nie dowiedzieli Polacy. A jeśli Hindenburg zdecyduje się
mimo wszystko uderzyć? Uderzyć teraz to o śmierci marszałka Fosza. A na to nie
może sobie pozwolić nawet wasz wielki Hindenburg.
Coś nowego za?
Tak! Mam pilną korespondencję. Był wspaniały pokaz mody.
Robicie postępy, Bauer.
Co się oddało? Nic ważnego. Dopadek przy pracy.
Co na linii? Pełne pogodowie. Coś złochali?
Niemożliwe. Nasi za dobrze pilnują.
To ma być dziś w nocy.
Pojutrze będziemy ich witać w mieście. Musisz się trochę przyczaić.
Pamiętasz tego mojego pomocnika? Tak.
On nie mógł wtedy dostarczyć odstrzeżenia na takcie.
Złapali go z liftem. A teraz kaleta zaczyna coś węszyć, więc uważaj.
Będę uważał. To jeszcze jeden dzień.
Przyjdź jeszcze tu raz o trzeciej. Będą jakieś dyspozycje z Berlina.
Czekam na łącznika.
A jeśli masz coś kompromitującego w domu, usuń.
Idź pierwszy.
Pamiętaj o trzeciej.
Jeżeli Niemcy uderzą, chcemy się odezwać na każdym rogu ulicy.
Chłopcy, prędko chodźcie. A jest nadzieja, że nie uderzą?
Cisad w restauru, jakby nie było naszego protestu. Aha, i przyślij mi tu szybko
franka. No chłopaki, placówka numer dwa.
Szybko, szybko.
Placówka numer trzy.
Szybko, uciekaj do roboty.
Czwórka, piątka, szóstka, siódemka.
Do roboty, chłopaki, do roboty. Szybko, szybko, szybko.
Franek, porusznik, kaleta cię wdra.
Tak? A o co chodzi?
Nie wiem, pośpiesz się.
Mamo!
Rynku... Co się dzieje? Niemcy odstępują od Leszna. No i właśnie powiedziałam
pani, że... Michałku, jak skończysz, to idź do biblioteki, bo wiesz, dzieci
muszą nauczyć się czegoś nowego. Zrobimy festyn z okazji zwycięstwa.
Dobrze.
Operacja odwołana. Mam zamrozić sąsiedź i wracać do Brelina. A co ze mną?
No, nie wiem. Trzymaj się.
Dobrze by było, gdybyś tutaj został.
Kaleta wezwa mnie do siebie.
Gdyby chciał mnie aresztować, to by już to zrobił. No, dobrze.
Trzymaj się. Aha.
I dobrze zabezpiecz tę listę.
Jeszcze nam się przyda.
No tak.
To samo pismo.
Skąd dostajecie książki do biblioteki?
Franek napisał apel do czytelników, że się rodzinę sprośna i przysyłają część
nas, część na adres redakcji.
A te z redakcji kto przynosi? Wysłamy Michałka, a czasem przynosi Franek.
Dziękuję ci, Dorotko.
Wracaj do dzieci.
Dorota jest w Stabie. W Stabie? Po co?
Michałek znalazł dzisiaj książkę. A tam wszystkie kartki były nacięte.
Skrytka, nazwiska, adresy.
Cała lista. Przyjdę później. Cześć. Hej, hej, mało nas, a ty jedna chodź do nas.
Hej, hej, mało nas, a ty jedna chodź do nas.
Latała trączka.
Tak, tak. Tak, dziękuję, wiem.
Tak, ale wszyscy na stanowiskach.
Dziękuję.
Panie poruczniku, melduję.
Przyprowadziłem samochód pancerny i pluton piechoty. Pożyczka z pułku w
Zakwaterowałem wszystkich z Cytadeli. Czekają na rozkazy.
Czarek, Niemcy odstępują.
No, to chwała Bogu.
Panie poruczniku, a to co pan mówił o... Ma pan jeszcze to zdjęcie drużyny?
A, tak, oczywiście.
Tu nie ma Franka.
A podczas ataku na stacyjkę on opuścił stanowisko i potem ta noga w gipsie.
Masz może jego zdjęcie?
Tak mam.
Mógłbyś przynieść?
Tutaj jesteśmy we trójkę z Dorotą.
Wartownik!
Przyprowadzić mi tu Krauzego.
Stary niedźwiedź mocno śpi.
Stary niedźwiedź mocno śpi.
My się go bolimy, na palcach chomimy.
Dorota, Franek się szukał. Powiedziałam mu o książce, wybiegł jak oparzony.
Dorota, dokąd znowu?
Pierwsza godzina, niedźwiedź śpi. Druga godzina, niedźwiedź
chrapie. Nie damy pogrześć mowy.
Polskie nienadzie. O, Radek, komuś!
Tak. To ten.
Ten z lewej.
Ale przedtem pan mi tego zdjęcia nie pokazywał.
Ale czy to na pewno on?
Ten.
No.
Za parę dni do domu, Krause.
Dziękuję, Herr Oberleitant. Wyprowadź go.
Bierz chłopców.
I przyprowadź go.
Na co jeszcze czekasz? Do cholery, to jest rozkaz!
Pani Renke jest prany w domu. Tak, tak! Idziemy pod bazar. Chodź z nami.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.