Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Co tam, mamusiu, spokój?
Spokój.
Co z tego będzie?
Klucz. Taki duży?
Nie do czardynek, mamusiu.
Na przykład szyny można tym odkręcić.
Kolejowe? Kolejowe.
Mój Boże, ile to przez takie coś ludzi pójdzie?
Skopów, mamusiu, nie ludzi.
Panie Słupku, ja muszę jechać.
A nie boitkę?
A pan?
Ja?
A ile ty masz lat?
Dziewiętnaście.
Sam raz tyle kryminale i na katordze spędziłem.
Całe życie w podziemiach.
W trzydziestym szóstym sam generał tu do mnie dochylić przyjechał, żeby zobaczyć
jak mnie biorą. A co mi mogą zrobić?
Głowę mi utną.
A na co im taka siwa? Tylko dobrze przykryj.
Dziękuję. Dziękuję bardzo.
Do widzenia.
Ale o swoje głowy dbajcie.
Idź z Bogiem.
Serwus. Trzymaj się.
No i co?
Śliczny masz borecik. Darek! Co?
Cześć. Wszystkiego dobrego. Trzymaj się.
Niech ci się wiedzie.
No, Sylwaj.
To Kaśka. Nie wrócił już do nas? Nie.
Na dworcu się zobaczymy.
Cześć.
Szkoda. Zaprosiłem cię na rodę.
Ja,
syn ludu polskiego, antyfaszysta,
przysięgam, że mężniej do ostatnich sił
walczyć będę o niepodległość ojczyzny
i wolność ludu.
Przysięgam. że oddając się pod komendę Gwardii Ludowej
z bezwzględnym posłuszeństwem wykonywać będę
rozkazy i powierzone mi zadanie bojowe.
I nie cofnę się przed żadnym niebezpieczeństwem.
W walce o wyzwolenie ojczyzny i ludu nie
spocznę aż do pełnego zwycięstwa.
Nie spojrzę aż do pełnego zwycięstwa!
Mój uszanowanie. Dzień dobry.
Ja mam los.
Znowu przed nos wymalowali.
Ostronkowy z rana z mordą przyleciał, kto napisał.
Wiadomo, kto napisał. Ale czego będę informował?
Rzeczywiście wie pan, kto napisał?
Oczywiście.
Komuniści. Myśli pan? No. A, daj pan.
Na roboty, na roboty, na roboty. Pół kamienicy mi Arbaj sam na roboty
O, do pana Nowaczyka coś jest. Mogę ze dwa dni przetrzymać. Do mnie?
Nie potrzeba. Do pana Nowaczyka to normalny z Krakowa chyba, co?
Od matki.
Do widzenia. Do widzenia.
Nastroje, nastroje.
Karmi mnie pan nastrojami zamiast konkretnymi faktami.
Bez pana wiem, co ci ludzie myślą.
Chcę wiedzieć, co robią.
Wczoraj koło Piotrkowa wysadzono pociąg.
Okazuje się, że to jakaś grupa komunistyczna.
Mają więc już i oddziały zbrojne.
Zamiast dziesięciu różnych pisemek powstało jedno.
Oznacza to, że nie są już rozbici, że kieruje tym jakiś organ.
Jakiś komitet.
Panie Hajman, dotąd był pan tylko Polakiem.
Teraz będzie pan polskim komunistą.
Jednego.
Niech mi pan da jednego, a w ciągu godziny będę miał ich dziesięciu.
Bardzo trudno do nich przeniknąć. W takim razie niech pan zmieni rodzaj
zajęcia. Uważam, że pracownika zęca jest właściwa.
Wszystkie drzwi stoją przede mną otworem.
Drzwi to ja mogę wyważyć, panie Hajman.
Niech otwierają przed panem usta, nie drzwi.
Niech pan będzie tramwajarzem, kolejarzem.
Kim pan tam w końcu chce?
Chyba nie żal panu rąk dla Führera i ojczyzny.
Dzień dobry.
Drewniak mnie nawalił.
Pasek mi się urwał od drewniaka, czy... Dobrze, dobrze, już to słyszałem.
Co, i pewnie na poczekaniu mam zrobić?
No.
Ej, ludzie, ludzie, jak wy dzisiaj tych szefców traktujecie.
Na poczekaniu to można na znaczek napluć i przylepić.
Obuwie to jest obuwie.
A, widzi pani? Drewno, drewno z nanogi poubierali.
Heblem to można trumnę zrobić, a nie porządny obcas.
Trzy pięćdziesiąt się należy.
Już myślałem, że pani nie przyjdzie.
Jeszcze nie ma piątej.
Zaraz go pani zobaczy.
Najpierw po ciacho, a potem po gazetę.
Niech pani da.
Przybije pani ten pasek.
Władek! Co ty tutaj robisz?
Umówiłem się tu w kawiarni. Co się właściwie z tobą dzieje?
Wiesz, to może jakoś jutro się spotkamy, bo teraz padnie z tych piesek.
Dobra, to wpadnij do mnie.
Mieszkasz tam, gdzie przyszedłem? Tak.
To może o piątej?
Dobra, jutro o piątej, tak? No to cześć, do jutra. Do jutra.
Władek, zaczekaj chwileczkę. Zrobię ci zdjęcie, dobrze?
Ale po co?
Przesuń się troszeczkę w prawo. Tam mam lepsze światło. Tak, jeszcze, jeszcze w
prawo. Tak, tak, tutaj.
Dziękuję.
Uśmiechnij się.
Uwaga. Wyprostuj się, tak.
Dziękuję. Dziękuję, do jutra.
Dzień dobry, Magdalasie.
Dzień dobry.
Słyszałem, że wyruszyli. Tak, wczoraj dworca wchodniego.
Dzisiaj powinni działać już w okolicy Piotrkowa.
Wiecie, jaki imię obrali chłopcy do oddziału?
Stefana Czarnieckiego.
Ja mówię z teoriami, ale tego to mnie boli. No właśnie, ale mnie boli to, że
tak słabo uzbrojeni.
Broń krótka, po dwa granaty własnej roboty.
Dwa klucze do rozkrętania szyn, kompat.
Jeden FKF.
Prawie nic.
Ale dla nich to bardzo dużo.
Przecież to pierwszy oddział Gwardii Ludowej.
Mam dla was niespodziankę.
Prywatną. Wiecie, tak. Wczoraj jak grzebałem w twoich dokumentach...
Może?
A ten co tu robi?
A, to przypadek.
Dawno go nie widziałem.
Właśnie chciałam zapytać przy okazji. On jest w ruchu?
W naszym?
Nie.
Sympatyk?
Przeczówki musiały być przez przypadek.
Co dzień o piątej. Ta sama trasa.
Dom, kiosk, cukiernia.
No mam.
No, to już pójdę, przepraszam.
Chciałem wam to pokazać, zanim spalę.
Mieliśmy piękną mowę, mecenasze.
Długo pamiętałem ją potem w rabiczu.
No dajcie mi to.
Dla wnuków, na pamiątkę.
Możecie ich nie doczekać. Jak będziecie to nosili przy sobie.
No, nie takie rzeczy się nosiło.
Zmieniłem nazwisko.
Mamy do omówienia dwie sprawy.
Po pierwsze, Góra za wszelką cenę chce nawiązać kontakt z delegatem rządu.
Od kiedy PPR zaczął działać oficjalnie, zarzucają nam zdradę, samowolę i wiele
innych spraw.
A my przecież po prostu deklarujemy pomoc.
Nie rościmy sobie pretensji do kierowania walką, ale po prostu jej
I będziemy popierali każdego, kto dziś walczy z Niemcem.
Nadrzędną sprawą na obecnym etapie jest niepodległość.
Ale oni o tym nie wiedzą.
Należałoby ich w jakiś sposób poinformować. No właśnie.
Z delegaturą jest kłopot. Nie ma możliwości dotarcia. No i dlatego my
razie na niższych szczeblach.
Zdaje się, że wy kogoś znacie w tajnej organizacji nauczycielskiej.
Tak.
Mógłbym spróbować nawiązać kontakt.
No. A teraz druga sprawa.
Kierownik arbajtantu?
Wyrok już jest zatwierdzony.
20 maja o godzinie 17.
No więc to jest ten wasz organ.
Przeczytał pan?
Rzuciłem okiem.
Szkoda.
Gdyby pan przeczytał, może łatwiej byłoby nam podyskutować.
Niech pan mi to zostawi na kilka dni jako ciekawostkę.
Polska partia robotnicza nie ma zamiaru uprawiać konkurencji w stosunku do
innych partii szczerze walczących o wyzwolenie narodu polskiego. Przeciwnie.
Dąży do jak najszybszej współpracy i wspólnej walki przeciwko wspólnemu
Pan uważa to za ciekawostkę?
Ja raczej za mord, który by nas połączył i umogliwiłby porozumienie się.
Most, most, wie pan, to może połączyć brzegi. Mój jest nad Wisłą, a pański
gdzieś tam nad Wołgą, czy co tam płynie pod Moskwą, nie pamiętam.
Z tym mostem to jest dosyć trudna sprawa.
Wszystkim nam chodzi o to samo.
O ile pamiętam, to pan został pozbawiony prawa nauczania.
Dlatego, że pan wprowadził do programu Kruczkowskiego i Wasilecką. Widzi pan,
polskim dzieciom tego nie zalecałem. Także nie chodzi nam o to samo.
Panu chodzi o jakąś tam rewolucję, a mnie chodzi o ojczyznę.
Szkoda, że pan jednak dokładnie tego nie przeczytał. O może kiedyś w wolnej
chwili.
Każda chwila dziś jest droga.
Zresztą nie sprzeczajmy się o słowach, choć i na to mógłbym panu odpowiedzieć.
Nie myślę o rewolucji.
A po panu horno?
A jeżeli ja doniosę na pana do GPU?
Przecież oni tam nie lubią takich nieprawomyślnych.
Pan ciągle żartuje, profesor.
Szkoda.
Dziś wysuwamy na pierwszy plan tylko walkę z okupantem. Bo jak długo będziemy
niewoli, tak długo nie zrealizujemy żadnego programu przebudowy narodowej.
Rozumiem, znaczy najpierw my mamy wam pomóc, żeby zerwać pęta, a potem wy nas
wolnej chwili powiesicie w ramach tej, jak pan powiada, przebudowy narodowej.
Czy pan naprawdę uważa, że po katastrofie wzgdniowej nic nie zmieni?
Owszem. Tylko wyście się nie zmienili. Ciągle uprawiacie dywersję.
W zeszłym roku, w lipcu, generał Sikorski podpisał porozumienie
sprawy sowiecko -polskie. I odtąd nic w kraju się nie może zdarzyć bez zgody
rządu. Tymczasem podstanie waszej partii zakłóciło to porozumienie. Przecież o
was nikt niczego nie wie.
Właśnie chcemy, aby o nas wiedziano.
Niedawno wyszły w pole pierwsze bojowe oddziały.
Będą ich setki.
Usłyszy pan jeszcze o nich.
Jak to wyszły w pole?
Jakim prawem?
Prawem obrony tych, których mordują, katują i wywożą.
Przystąpienie do wszelkich działań bojowych może się odbić tylko za zgodą
odpowiednich czynników.
Czy wy uzurpujecie sobie to miano?
Nie, lecz chcemy, aby te właśnie czynniki poznały nasz punkt widzenia.
Po to tu jestem u pana.
Zbyt wysoko, zdaje się, pan mnie ocenia.
Proszę.
Starajmy się porozumieć.
Najpierw na niższym szczeblu porozumieć.
Nazwijmy to wymianą poglądów, jeżeli pan woli.
To nikomu nie może zaszkodzić. Moje poglądy już pan chyba zna?
Ale pan nie zna naszych.
Może spotkalibyśmy się w szerszym gronie.
Co pan proponuje?
Pańska 14, mieszkania 7, jutro o godzinie 19.
Zapamiętałem.
Może pan dałby mi coś do poczytania.
Może być nawet ten marczyński.
Do poduszki.
Nie Marks.
Nie Nienka.
Tylko Marcin.
Dokumenty.
Nazwisko?
Krajewski. Nie twoje. Jego.
Nie znam go. To jest klient. Kupował książkę. Pół godziny.
Pół godziny kupował jedną książkę.
Dokumenty.
Zawód? Księga.
Nieprawda. To jest napisane.
Zawód wyuczony na uczniowie. Dlaczego?
Dlaczego twierdzisz, że nie znasz twojego kolegi po fachu? Pierwszy raz go
na oczy.
Nazwisko?
Łapa Ignacy.
Od jak dawna?
Od rodzenia.
Nazwisko.
Chłopa Ignatów.
Adres też prawdziwy. Proszę, panie Mrowińskim.
Wprowadzić.
Chwileczkę.
Jednak tylko kolegali towarzysz.
Zobacz.
Rewizja.
Akt oskarżenia.
Na podstawie artykułu 92 rozporządzenia prezydenta Rzeczpospolitej z dnia 6
wojewódzka komisja policji państwowej odskarża Stanisława Mrowińskiego, syna
Pawła Igenowetu, urodzonego w Warszawie Zamieszkowego, o następujące
przewinienia.
Przynależność do partii komunistycznej, biegostwo na rzecz powietrów,
kolportaż literatury wywrotowej, działalność antypaństwową.
Znaleziono to podczas rewizji w pańskim mieszkaniu.
Niczego mi nie udowodniono.
Jaką pan dzisiaj pełni funkcję?
Żadną. A Krajewski?
Krajewski? Ten antykwariusz.
Nie znam tego człowieka.
Kupowałem tam książkę. Równie dobrze mogłem wejść do Gebetnera i Wolfa. Ale
nie wszedł.
Kto pana do niego wysłał?
Nikt.
I nie należy pan do PPR -u?
Nie. I nie ma w ogóle takiej partii?
Nie wiem.
A kto wydaje to PIP -u?
A?
Więc o czym rozmawialiście z Krajewskim przez pół godziny?
O pogodzie dwaj komuniści?
On nie jest żadnym komunistą. Więc pan go zna?
Nie, nie znam.
Ciekawe, że czytujecie tę samą gazetę.
Ten człowiek jest niewinny.
Nie jest żadnym komunistą i w ogóle z niczym nie ma nic wspólnego.
To ja mu podrzuciłem tę gazetę.
Skąd pan ją miał?
Również mi ją podrzucono. Kto?
Nazwisko.
Mam cię przenieść do tamtego pokoju?
Tam łatwiej odzyskasz pamięć.
Niczego nie wiem, podrzucono mi.
Niczego mi nie udowodniono.
Może miał pan dobrego obrońcę?
Właśnie.
Mecenas Stefan Kozakiewicz.
To także wasz człowiek?
To był obrońca z urzędu. Nawet go nie pamiętam.
Weźcie go natychmiast. Tak jest.
Poczekamy.
Mało. Na razie. Do zobaczenia.
Słuchaj, Leon, co ten facet tak tu się kręci?
Trzeci raz go widzę.
Ma w tym swój interes.
A kto to jest?
Taki jeden z trzewa.
To coś z Bożemką?
Ale co, coś się stało?
Na razie jeszcze nic.
Dam sobie radę.
Tu jest depesza do ciebie, z Krakowa.
Coś tutaj tym?
Chodź mi manatki i jedź.
Teraz boję się, że to już po wszystkim.
Matka nigdy nie pisze prawdy.
Nie wiesz, od której odchodzi pociąg do Krakowa?
Nie mam pojęcia. Jakoś przed wieczorem.
Władiu, wydać się na drogę.
Dziękujemy.
Zadzwonię do Kasi, byłem z nią umówiony.
Chwilowo nieobecna.
To niech pani powie, że niestety nie mogę dzisiaj przyjść.
A szkoda, bo właśnie Kasia na pana czekała.
Nie, nie mogę. Muszę zaraz jechać do Krakowa. Dostałam bardzo pilną
A może pan zostawił nam jej numer telefonu?
Kto to dzwonił?
Nie wiem.
Dla kogo ty czekasz? Kto tu dzisiaj miał przyjść?
Nikt.
Gdzie twój ojciec pracuje?
Nie pracuje.
Kiedy wraca do domu?
Czasami w ogóle nie wraca. A gdzie jest wtedy?
U kochanki.
Adres?
Sama chciałabym wiedzieć.
Co robiłaś w Chylicach?
Nikt. Trzy dni pod rząd.
Byłaś tam przedwczoraj. Kto tam mieszka?
Nikt.
Jeździłam po prowiant. Do kogo?
Do nikogo.
Masło baby sprzedają na drodze.
Trzy dni pod rząd było ci potrzebne masło.
Raz masło, raz słonina.
Niezdrowo tyle jeść, przyda ci się dieta.
Obiecuję ci ją.
Wyszedł. Cześć, cześć.
Co ty robisz? Właśnie jadę z Rafałem do Krakowa tym nocnym.
A macie klas karty? Wziąłem dwie ostatnie.
Wiesz, mam do ciebie prośbę. Co?
Mój ojciec jest ciężko chory, umierający.
Muszę być jutro w Krakowie.
Odstąpij swoją.
Nie miej mi tego za zło, ale...
Lepiej tam nie iść. Złyszek, słyszysz? No proszę cię o to. No co mam ci pokazać
depeszę? Wierzę ci, ale naprawdę nie mogę.
To może w takim razie... Może Rafał? Gdzie on jest?
Nie gniewaj się, Rafał też nie może.
Nie odpowiadaj za niego.
Rozumiem. Co zrobiła ta wojna?
Władysław! Odejdź ode mnie, słyszysz?
Po co idziecie? Pod chab wędonkę?
Masz, zobacz.
Zobacz. Czy może być coś ważniejszego?
Czasami może.
Zwraca cię na siebie uwagę.
Idź już.
Niech mu pan chociaż powie, żeby... Zajmę kolejkę, może
dostanę na jutrzejszy, przepraszam. Niech pan poczeka.
Musi pan koniecznie jechać?
Muszę.
Widzi pan, to przynajmniej niech pan nie dojeżdża do samego Krakowa.
Stację przez.
A co, łapią?
Nie, ale... Razy pan.
Dziękuję.
Więc to jutro.
Tak.
Chłopcy właśnie pojechali.
Dużo tego jest?
Widziałem list przewozowy. Pięćset tysięcy.
Odetchnąłem. Ja równie.
Ale nie tylko do sumy.
Podobna trafiłaby się prędzej czy później.
Odetchnąłem, że to się stanie w Krakowie.
Odpada w ten sposób podejrzenie, że tutaj supersonel maczał w tym palce, a
wypadki na dworcu bank nie może odpowiadać.
Czy banknoty pochodzą z różnych serii? Z różnych.
Pan tutaj?
To duża nieostrożność. Robi się zebranie konspiracyjne.
Akcja musi być odwołana.
To wykluczone.
Ludzie to nie w drodze.
Dziś rano aresztowano Krajewskiego.
Teraz już pan chyba rozumie.
Ale... Nie ma pod prawdą obaw, że piśnie coś o Krakowie.
Od niego zależy życie tych pięciu ludzi, którzy tam wyjdą na dworzec. Nie mówiąc
już o mnie, ani o naczelniku.
Niedobrze, panowie.
Bank był dotąd poza podejrzeniem.
Skąd go zabrano?
Z antykwariatu.
Człowiek, który mi o tym doniósł, twierdzi, że wyprowadzono Krajewskiego i
jeszcze kogoś, kogo on nie zna.
Ale może rzeczywiście wplątano Krajewskiego przypadkowo w sprawę tego
No, z pewnością.
Aha!
Dzisiaj pewne straty ponieśli także komuniści.
Był kościół adwokata Kozakiewicza. Podobno ostrzeżono go dopiero w
chwili. No, ale daruje pan, panie kolego, nie mogli Krajewskiego wplątać w
sprawy Czerwonych. To tak jakby pana posądzono kontakty ze Skimosami.
Jakoś właśnie jego.
Czy nie da się ustalić nazwiska tego drugiego człowieka?
No być może, ale... Ale nie dzisiaj, a nie jutro. Dlatego tych pięciu ludzi
pan za wszelką cenę odwołać.
To niemożliwe.
Ja szukałem tu pana, żeby dyskutować. To rozkaz.
Ale niewykonalny.
Następny pociąg, którym mógłbym jechać, to właśnie ten, który jest celem akcji.
Chyba, żeby... Zrobić co?
Samochód, ale w tej chwili nie zdobędziemy żadnej przepustki.
Hmm.
Postaram się do samochodu.
A nie,
nie. Samochód.
Samochód regularnego. To nasz człowiek.
Wprawdzie można z niego korzystać tylko w sytuacjach wyjątkowych, ale mamy
przecież taką sytuację.
W porządku. Pojawię się z nim. Panowie, uzgodnicie to szczególnie tutaj, proszę.
Pozostaje jeszcze tylko sprawa kierowcy. Pewnie tam prowadzi dość słabo.
A jego szafer nie może po prostu o niczym wiedzieć.
Szafera mogę mieć.
Pewny?
Znam go dość dawno.
Kiedy wstąpiłeś do komunistycznej partii?
Nigdy do niej nie wstępowałem.
Mrowiński pierdzi inaczej.
Dostarczał ci pracę. Kto znał cię do tego?
Nie znam żadnego Mrowińskiego.
Ten egzemplarz widzę pierwszy raz w życiu.
Gryfan, ja skupuję w antykwariacie różne książki czasopisma. Widocznie to było w
środku.
Wydajesz pokwitowanie?
Zakupiony książki?
Tak.
A więc sprawdzimy, od kogo kupiłeś ten rocznik.
Wyraźnie oskarżasz tego człowieka.
Ja nie oskarżam nikogo. Mówisz, że to było w środku.
Chcesz, żeby całkiem niewinny człowiek dostał się tutaj?
Proszę bardzo.
Chwileczkę. Czy mógłbym to zobaczyć jeszcze?
Tak, to ja teraz sobie przypominam.
Ja sam to włożyłem do kredka.
A więc przyznaje się pan, że dostarczył je panu Mrowińskim? Nie, nie, nie. Ja to
znalazłem przy otwieraniu sklepu pod roletą. Widocznie ktoś podrzucił.
W ogóle, jeżeli mam być szczery, to muszę panu powiedzieć, że mój stosunek
komunistów może nie jest tak skrajny jak pański, ale również jest dosyć...
gniufny.
Także to jest w ogóle nosem, żeby mnie coś podobnego oskarżać.
Wierzę panu, że pana stosunek do nich jest nieufny.
Można wiedzieć dlaczego?
Dlatego, że nie podzielam ich poglądów. Czy ich?
Mrowińskiego?
Nie znam Mrowińskiego, więc nie wiem, jakie on ma poglądy.
Jeżeli zna pan ich poglądy, zna pan też tych, którzy je głoszą.
Wystarczy jedno pańskie słowo, kilka nazwisk.
A natychmiast tutaj podpiszę zwolnienie pańskie.
Nie trzeba znać konkretnych ludzi, żeby słyszeć o poglądach. Jeżeli nie
nazwiska, to pseudonimy. Adres?
Nie znam.
Jeden.
Wystarczy jeden adres, a wróci pan natychmiast do swoich książek.
Widzi pan?
To jest zwolnienie po przesłuchaniu.
Rzadko korzystamy z tego druku.
Dla pana robimy wyjątek.
Podpisać?
Jeden adres, jedno nazwisko.
Nie znam nikogo.
O czym rozmawialiście z Mrowińskim?
Wiedziałem, że nie znam żadnego Mrowińskiego o niczym. Przyniósł ci
Nie przynoszą mi żadnej gazetki.
Co to może być na tej formie?
Już wola?
Bierz bożenkę i nadu, do pralni.
Panie inżynierze, przyjechali samochodem. Na razie nie otwieram, ale
wypadek trzeba byłoby z małą.
Pomyślałem już o tym.
Niemiecka rejestracja.
Otwieraj, pan.
Słuchaj, a może to nie o Bożenkę chodzi?
Władek! Władek, cholera! W coś ty się znowu wplątał!
Właź na dół.
Nie, zostanę.
Jeżeli mnie tutaj znajdą, nie będą dalej szukać.
Panie inżynierze, pan otworzy, to swój.
A, to pan.
Proszę, ale bym pan przepraszał.
Nie wieński je?
Je, proszę.
Dziękuję, panie dyrektorze.
Nie za późno na odwiedziny?
Prowadzi pan samochód, prawda?
Tak, ale o co chodzi? No to niech się pan ubiera, pojedzie pan do Krakowa.
Ale przecież... Wyjaśnię to panu później, zaraz niech się pan ubierze,
szybko.
Nic się pan nie zmienił od września.
A ja bez pół litra dzisiaj nie zasnę. A wszystko przed pana.
A może dać panu coś na drogę? No nie, dziękuję.
No to chociaż chciałem jednego.
Proszę.
Nie gadaj. Masz go doprowadzić do porządku.
Szybciej!
Gotowe. Jadam.
Stań przy drzwiach.
Zasłań.
Co robisz?
Domyśliłem się.
Czytaj.
W porządku, ludzie ostrzeżeni, adresy zmienione.
Już ich nie znasz. Wytrzymaj.
że już teraz nic im z mojej strony nie grozi.
No, tylko że nie o nich mnie pytano.
Pytali mnie o coś, o czym rzeczywiście wiem, ale na czym mi
mało zależy.
Jeżeli ci nie zależy, to im powiedz.
Może ci dadzą święty spokój.
Wtedy okazałbym się takim samym bydlakiem, jak ci, którzy mnie
przesłuchiwali.
Widzisz?
A może jestem jakimś tam zakichanym inteligencem, ale
przede wszystkim Polakiem.
Rozumiesz to?
Kto mieszka w Chylitach?
Po co wysłałeś tam łącznika?
Kogo nie wysłałem.
A do Krakowa?
Nie wiem nic o żadnym Krakowie.
Słuchaj, Mrowiński.
Jest noc, ale spać już dzisiaj na pewno nie będziesz.
Wpisałem cię na listę zakładników.
Jeżeli w ciągu najbliższego tygodnia ktokolwiek targnie się na życie albo
Niemca, zostaniesz powierzchony.
Wierzysz mi na słowo?
Co?
W ciągu tygodnia.
Jeżeli powiesz nam coś o swoich towarzyszach, nie zdążą zrobić żadnego
i ocalić głowę.
Znalazłeś swoich znajomych?
Krajewski nie ma z tym nic wspólnego.
Z czym? Z komunistami?
Dlaczego zależy ci, żeby jego właśnie osalić?
Bo jest niewinny.
Pomyśl o tym tygodniu, który ci jeszcze pozostał.
No to może teraz załatwi pan swoje sprawy i spotkamy się o godzinie
dobrze? Dobrze.
Pomoże mi pan odszukać Rafała albo któregoś z chłopców.
Powiem pan wreszcie o co chodzi?
Im mniej pan wie, tym dla pana lepiej.
Lubi pan lody?
W
porządku,
może pan iść.
Nie będę panu już potrzebny?
Nie, już nie.
Dziękuję panu.
Do widzenia.
Nie
widzi pan, że
jestem zajęty?
Co się stało?
Nawet smaczne.
Pod tą pokrywą są lepsze.
Po cholerę ta cała wyprawa.
Może jeszcze nie na darmo.
Zobaczymy.
Zwijaj się.
Bagażowy. Niech pan to zaniesie przed dworzec. Przed dworzec?
Powiedziałem.
Czy jak tu wchodziłeś, nikt nie widział cię z lokatorów? No widzę, nic się
ciocia nie zmieniła.
Zawsze byłeś według mnie jednośmielny.
Władek.
Gdzie ojciec?
Nie mógł się ciebie zaczekać.
W tej chwili jest u niego lekarz.
Władek.
A co mu jest właściwie?
Najchorsze, co może być.
Bardzo się męczy.
A nie mogłaś mi zawiadomić wcześniej?
Nie chciał.
A ja się łudziłam.
Krajali go, ale operacji nie było.
Zeszyli tylko i przed tygodniem odesłali do domu.
Chodźcie dwie?
Nie.
Aż dziwne, bo przecież ma takie straszne bóle.
No i co będzie teraz? Teraz, no.
Dałem morsiny, niestety.
Ostatni, jaką dysponowałem. A może ja mógłbym w czymś pomóc? To mój syn
przyjechał. Bardzo mi miło.
Czy ja mógłbym z panem zamienić na osobność dwa słowa?
Wiem dobrze, co to znaczy.
Panie doktorze, niech pan mnie nie oszczędza.
Proszę mówić szczerze.
Więc mogę się mylić co do dnia, ale proszę mnie zrozumieć, pomóc już nie
w stanie.
Mogę jedynie doradzić, jak złagodzić cierpienia chorego.
Morfina.
Wyłącznie.
Wypiszę państwu oczywiście receptę, ale to czek bez pokrycia. Szkoda, że nie
wiedziałem wcześniej. Mam znajomego w Warszawie aptekarza, więc może... O cóż
to... Ja znam również wielu aptekarzy, ale to nie ma żadnego znaczenia. Z
morfiną w ogóle są kłopoty. Nawet szpitale cywilne mają z nią trudności.
Wszystko prawie idzie na front.
Jest jeszcze czarny rynek.
I chyba tylko to państwo pozostaje.
Jak się czujesz?
Gdzie matka jest właśnie?
Poszła do apteki.
Wiesz, rozmawiałem z jej lekarzem.
I co ci powiedział?
Powiedział, że to wrzut na dwunastnicy.
Ja wiem, że to bardzo boli.
Dieta, trzeba uważać. Ale przypomnij sobie profesora Gabrysia.
Od lat ma to samo.
To nie jest żaden wrzut na dwunastnicy.
Ale przecież lekarstwo... Ja wiem dobrze, co mi jest.
Weźmiesz matkę ze sobą do Warszawy.
Nie chcę, żeby to zostało na sejlonu. Ja mogę was oczywiście zabrać. Teraz ja
tylko wstanie z łóżka, ale przecież... Rozmawiaj ze mną poważnie.
Jest dobrze, że zabierzesz z tym wilki matkę.
Tam jest taki rękopis.
Lopold Niewiński?
Historia Polski dla szkół średnich?
Ho, ho.
Dlaczego nie uśmiechniesz się?
Księsta Księżyca, nie marnowałeś tu czasu.
Weźmiesz to ze sobą i oddasz Krajewskiemu.
Komu?
Krajewskiemu. Znasz przecież Krajewskiego.
Co on to robił?
No, w każdym razie znam go.
Wyzdrowiejesz to, tam to załatwisz.
Ty to weźmiesz.
A Krajewski ma znajomości u Gebetnera i Utraski.
Powiesz mu, żeby wydębił Utraski jakąś zaliczkę.
To wam powinno wystarczyć na jakiś czas.
A gdyby mieli wątpliwości albo zastrzeżenia, to...
to powiesz, żeby oddał to komuś z tonu.
A co to jest?
Tajna organizacja nauczycielska.
Tam siedzą lewicowcy, ludowcy.
Oni powinni się ze mną zgodzić.
Wolicie?
Te noce są oczywiście ważne, ale ważniejsza jest prawda.
A ja tu napisałem samą prawdę.
Spodziewam się.
Mam dość milczenia o tych, którzy naprawdę są solą tego kraju.
To lud orze ziemię w stawie miasta.
Pełnia teraz Montelupich i oświęcimy.
To jest dynastia, która ma naprawdę prawo.
Zaraz, zaraz.
Chwileczkę.
Panie, skąd pan?
Co się panu stało, panie Białe?
Nie, to nic. Miałem wypadek.
Wyskoczyłem z szyn.
Nieważne, zachodź pan. Dziękuję.
Ale co pan w Krakowie robi?
Szukam morfiny.
Ojciec mój jest umierający.
No i to niedobrze.
Byłem w paru aptekach, ale niestety.
Więc może pan mógłby mi jakoś pomóc?
Z morfiną to ja panu nie poradzę.
Ale może by pan tu przenocował u mnie, co?
Nie, dziękuję bardzo.
Ja mam jeszcze trochę czasu, a w nocy mogą zacząć się bóle.
Muszę dalej szukać.
Tak, rozumiem.
Ale Baśka tu by takie oczy zrobiła.
Jak to?
To ona jest w Krakowie? No, mieszka tu razem ze mną.
Panie, żeby nie ona, to nie mielibyśmy co do Garka ułożyć.
O, widzi pan.
Obiecałem jej, że naszykuje tę paczkę, zanim wróci.
To ktoś z rodziny jest we flagu?
No wszyscy my teraz rodzina. I pan, i ja, i ten, co na tę paczkę czeka.
Zaraz, zaraz.
Pan mówił o Morfinie?
To Baśka chyba zna takiego jednego, co zażywa Morfinie.
To fotograf.
Oni robią takie odbitki z obrazów i potem sprzedają ludziom jako pocztówki.
No wie pan, teraz każdy chwyta się czego może.
O, leć pan do niej, to niedaleko ona pracuje tutaj u fryzjera.
Dzień dobry.
Przepraszam bardzo. Szukam Basi Białosudny.
Basi? Tak.
Basia to nie pracuje.
Tak, no. Trój jej powiedział mi, że właśnie.
Trój panu dał adres?
Powinnam się była tego domyślać.
Basia... A pan się chyba dawno z nią nie widział, prawda?
Tak, bardzo dawno.
Jestem jej przyjaciółką.
Powiem panu, o co tu chodzi.
Tylko że jej stryj nie wie, bo... Bo widzi pan, Baśka karmi wszech.
Co takiego?
No ktoś musi przecież na to pracować.
Ona tam dostaje dodatkowy przydział.
Nie jest jej tam tak źle, tylko że... Tylko że stryj nie wie.
Rozumiem.
Wie pan, mówię to panu, bo wydaje mi się, że pan bardzo chce zobaczyć Baśkę,
prawda? Tak.
Bardzo mi na tym zależy.
Irka klientka czeka. Już lecę.
Niech pani idzie tam podjąć pytut. Ona teraz kończy pracę. To jest ulica
przejście od Mickiewicza.
Dziękuję bardzo.
Proszę bardzo.
Mam już dość. Od jutra już więcej nie przyjdę.
Przyjdzie pani, przyjdzie. Ja też tak mówiłam.
Pewnie, że trochę swędzi, ale zaraz przechodzi, jak w sklepie pół kilo
więcej dostanę.
Niech pani Basi spyta. Płakała przez pierwsze dni. Ale jak pomyśli o
Wysłałaś paczkę?
Dzień dobry.
Skąd ty się tu wziąłeś?
Czekałem na ciebie.
A ja myślałam, że... Do jutra, Basiu.
Kto ci dał adres?
Twoja przyjaciółka.
Anistryj? Nie o nic nie wie.
No to chodźmy.
Słuchaj, Basiu, mam do ciebie prośbę.
Stryj mówił mi, że podobno znasz kogoś, kto ma morfinę.
Tak? A na co ci ona?
Nie dla mnie. Ojciec mój jest umierający. Muszę ją mieć jeszcze dziś.
Nie wiem, czy mi się uda, ale postaram się.
Aha, zapomniałem ci powiedzieć, że nocuję dzisiaj u was.
Tak?
A co, nie na rękę ci to? Nie.
To dobrze, słuchaj. To ty teraz idź do stryja i czekaj na mnie, a ja postaram
się to wszystko załatwić.
Tylko to troszeczkę może kłotwać. Jaki jest adres ojca?
Grotgara 7.
Zosiu, gdyby to tu znaleźli przecież, to gorzej niż grana.
Tym ja zasłużyłam, żeby mnie tak lekceważyć.
Co to jest?
Nie pytaj, nie pytaj nawet, nie pytaj. Przecież Bóg natknął mnie się do tej
komórki.
Dobry wieczór. Jestem koleżanką Władka.
Ja mam noc.
Gdzie Władek?
Mam nadzieję, że ustryja miał tam za nocowe.
Od rana są łapanki na mieście. Podobno był zamach na Franka.
Szukają warszawiaków. Dlaczego warszawiaków?
Odstrzelili jednego z zamachowców.
Był z Warszawy.
Nie, nie, nie, ja zwariuję.
Niech się pani nie denerwuje. My możemy na jakiś czas ukryć Władka.
Muszę już iść.
No, już jest po godzinie policyjnej.
Powinna pani u nas zanocować.
Dziękuję wam specjalną przepustkę. Dam sobie radę.
Dokumenty. Prawdziwe?
Na pewno?
A to prawdziwe?
Noga prima.
Tak, ale dla wszy.
Dobrze, dobrze.
I ciut.
Panie Krajewski, to nasza ostatnia rozmowa.
Więcej już ich nie będzie.
Wiemy już, że nie jest pan komunistą.
Jestem ostatnim człowiekiem, który mógłby nim być.
Dlatego właśnie skreślam pana z listy zakładników.
Uratowałem panu życie.
Tylko od pana zależy uratowanie wolności.
Pan wie doskonale, że komuniści są ich zorganizowani.
Może właśnie przed panem stoi historyczna szansa rozbicia ich ruchu.
Oni nie są panu przyjaźni i będziecie mieli z nimi wiele kłopotów.
Zgadza się pan ze mną?
Tak.
A więc?
Może oni myślą i źle, ale oni myślą po polsku błądzenie
jest rzeczą ludzką.
Czy to pana ostatnie słowo?
Tak.
Sam tego chciałeś.
19 maja.
Ile masz lat?
48.
I wystarczy.
Dzień dobry, panie Drobniak.
Najlepszego. To te?
Tak.
Jutro na 10 minut przed akcją przyjdę, panie.
Dziewiątka, nie?
Ma pan na myśli numer buta? Nie, niekoniecznie.
Parabelum. No tak, ciekawostka.
Pod palcami to zupełnie dziewiątka.
Dobra, niech stoją.
Dzień dobry.
Co z Kasią?
No, jest na Serbii. To wiemy.
Może jutro, pojutrze będziemy wiedzieć coś więcej.
Wysłaliśmy gryp z Mrowińskiem. Czekamy na odpowiedź.
Martwię się o Kasię. Nie mam od niej żadnych wiadomości.
Pan wybaczy, mecenasie, ale w tej chwili Mrowiński jest dla nas ważniejszy.
Tak, tak. Oczywiście spróbujemy wysłać.
Do Kasi też.
Dziękuję.
To co z Mrowińskim?
Czy w związku z nim odwołujemy jutrzejszą akcję?
Ja przyniosłem co trzeba.
Ludzie są gotowi.
Jeżeli Niemcy nic nie wiedzą, to wszystko odbędzie się zgodnie z planem.
Oczywiście wszystko zależy od tego, co odpowie Mrowiński.
Czekamy na odpowiedź.
Chcecie go zobaczyć, panowie?
Idzie.
Faktycznie, piąta.
Wstawać z wyra.
Wynieść kiebel.
Zdechnąć tu można.
Przygotuj gryps.
Zaniosę.
Tramwaj aż pyta o zdrowie.
Teraz wierzysz?
Powiedz, że wszystko w porządku.
Pyta się, czy coś wiedzą.
Coś przekazać.
No, nareszcie.
Muszę wyjść.
Zabrałaś klucz. Proszę sobie wyobrazić, że już wiemy, co się zdarzyło wczoraj.
Bandyci chcieli zamordować Stumbarfuhrera Bancrofta z Berlina.
Na szczęście nie było go w samochodzie. Zginął jednak kierowca.
Co tobie jest, mamo?
Muszę wyjść na poczty.
Zatelefonować do Johanna.
Do Johanna?
Przecież wiesz, że on sobie nie życzy, żeby do niego dzwonić.
Trzeba Bogu dziękować, Aniu.
Odkąd tu jestem, nigdy nie kupiłam polskiej gazety.
A dzisiaj mnie tknęło, żeby to kupić.
Czy ty rozumiesz?
Czyja to mogła być ręka, jak nie Pana Boga?
Ciągle myślisz o Władku?
Ty sobie siedziałaś w Berlinie i bawiłaś się, a ja cały czas czekałam.
A dziś Pan Bóg kłóił się za moją krzywdę.
Co ty chcesz zrobić, mamu?
Proszę pana, ja nie jestem zła kobieta, ale przecież w
Biblii jest napisane oko za oko, ząb za ząb. Prawda, że tak jest napisane? Oko
za oko, ząb za ząb.
Nie wiem o co chodzi, ale... A przecież tu jest wyraźnie podpisane.
Żona, siostra i syn.
Rozumiesz? Syn.
To znaczy, że on tam musi być. On musi być na pogrzebie.
Przez cały czas się o to modliłam. I dziś mnie Pan Bóg wysłuchał.
Anio, o co tutaj chodzi?
Nie, nie, nic.
Czego? Za 15 piąta.
Wychodził pod ścianę. Szybciej, szybciej!
W związku z tym, że dnia 20 maja 1942 roku grupa komunistycznych
bandytów... targnęła się na życie wysokiego urzędnika niemieckiego,
Urzędu Zatrudnienia w Warszawie, doktora... Nieźle policzasz!
...każuje na śmierć przez powieszenie następujących komunistów. Kietliński
Andrzej, Bąk Tadeusz, Błoński Jerzy, Grylewicz Stanisław, Baryła
Piotr, Krajewski Paweł, Mrowiński Stanisław, Czerwiński Jan.
Dziękuję panu. Cieszę się, że pan zdążył na czas odwołać akcję.
Ale dotarła do nas wiadomość z Krakowa, że jakaś niezidentyfikowana grupa
warszawska wykonala zamach. Tak, tak. Właśnie miałem o tym zameldować. Co my?
Jak to? Bez rozkazu? I pan to mówi tak spokojnie?
Chcieliśmy wykorzystać sytuację.
Chłopcy rwali się do akcji.
Nie mogłem ich zawieść.
Może to i dobrze. Może nie powinniśmy dłużej czekać.
Jestem o tym przekonany.
Na liście komunistów?
Krajewski? To chyba jakaś gruba pomyłka.
Właśnie on?
... ... ... ... ... ...
requiescant in pace.
Amen.
To ten?
Tak.
Szydł, jadę, skuczę.
Nie wasz się władził?
Dlaczego nic nie mówisz?
Ugorzczę cię w Warszawie tak serdecznie, że rozwiąże ci się język.
Arterzyku.
Zróbcie porządek.
Tam jeszcze ktoś jest!
Bierz go szybciej.
Dawaj go.
Sprawdzaj.
Masz wodę?
Żyjesz?
I co robimy?
Władek.
Ja go znam, zabieramy go do lasu. Szybko!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.