All language subtitles for Polskie drogi - odc 5 Lekcja geografii AK PL

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish Download
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Transport jest tu.

Zrób mi listę zamówień.

Zrób mi listę zamówień.

Zrób mi listę zamówień.

Panie Kuraś, niech pan pozwoli.

Panie Kuraś, co z nią zrobimy?

Ludzie, dlaczego ze wszystkim do mnie?

Byłem szklarzem, furmanem, bohaterem, nawet księdzem kurdemol byłem.

Ale kuszerką nie będę, choćbyście mnie zabili.

Znów postoimy ze trzy dni.

Baby, zróbcie coś z nią.

Przyjdźcie, który po wagonach. Może tam jest jakiś doktor, co?

Dobra, pójdę zobaczyć.

Panowie, z daleka? Pomorza.

Szefie, ile do granicy?

Tu właśnie jest granica.

Kurdele, fix. Panowie, jesteśmy na granicy.

Władek, Władek, granica.

Panie kolejaszu, jak to jest?

Piąty tydzień my w drodze. Po trzy dni stoimy na każdej statki. Ale co wy się

dziwicie? Zobaczcie, co się dzieje. Wojsko za wojskiem pchają.

Znowu jakieś miasto oddali. Narwit chyba.

Co pan powiedział?

To Francuzi daleko? Ale jacy Francuzi?

Wojna w Norwegii.

A co wyście z księżyca spadli? No przeszło miesiąc my w drodze.

Kiedy to się stało?

10 kwietnia.

Danię oddali bez jednego strzału. A w Norwegii nie będzie łatwo. Słyszysz?

Wojna. Rozumiesz?

Prawdziwa wojna. Rozumiesz?

Teraz stupy dostaną w dupę!

Szybciej, szybciej!

Do widzenia!

W porządku.

Zon von Stanisław.

Cholera, niedobrze.

Jesteś na liście.

Szukają cię.

Kolejarz mówił, że w tym miasteczku jest szpital.

Trzeba ją stąd natychmiast zabrać. Ona nie może tu rodzić. Proszę pana, niech

pan zabierze.

Panowie, pomóżcie mi.

Rząd przeniósł się w Oslo do Hamar i tam organizuje akcję obrony.

Ludek, proszę pokazać, gdzie leży Hamar.

Nie ma.

Jak to nie ma?

To musi być jakieś bardzo małe miasteczko. Jest Bergen, jest Tawanger,

Boda. Panie profesorze, żeby to nie były czatem takie nasze zaleszczyki.

I panowie się uważacie za licealistów. Wam się wydaje, że malutka Norwegia...

Data. Ilu mieszkańców?

3 miliony 376 tysięcy.

Dobrze. Że ta mała Norwegia zwycięży kiedykolwiek Niemcy?

Otóż ona wiąże siły hitlerowskie. Muszą tam pchać dywizję za dywizją i osłabiają

się na zachodzie. Nareszcie Francuzi ruszą dziś, jutro i rozstrzygną losy

Francuzi i tylko Francuzi. Wierzę w nich tak, jak wy wierzycie w ojca i matkę

swoją.

Dlaczego by nie wciągać się w dyskusję? To jest lekcja geografii, a nie

strategii. Jakie było pytanie?

Właśnie.

Więc gdzie leży, panie profesorze?

Ja mogę wiedzieć gdzie. Można dostać tylko takie szmatkowe mapy. Proszę

poczekać, ja się postaram o lepszą.

Gdzie leży dokładnie Hamar?

Nie mam pojęcia.

Zdecydowałem się.

Uczyć? Tak.

Teraz widzę, że to już nie potrwa długo. Bądźmy realni, miesiąc nie dłuży.

Francuzi mają co prawda kawał drogi od linii Marginota do Berlina, ale generał

Gamelin to jest wód.

Od kiedy pan może zacząć, panie Leopoldzie?

Choćby od jutra.

Ale jeden warunek. Mianowicie?

Ani słowa mojej żonie.

Ona się tak wszystkiego boi, wie pan, że... Panie Janie, potrzebuję jakiejś

porządnej Norwegii.

Każdy jej dzisiaj potrzebuje.

Zaraz poszukam.

Ma pan coś dla mnie?

Tak, od tej spawiaka.

Wczoraj byłem na dworcu gdańskim.

Znowu cały transport przywieźli w Poznanie. I to ustanie.

Roosevelt zapowiedział, że jeżeli Niemcy nie zaprzestaną wysiedlania Polaków, on

wysiedli wszystkich Niemców z Ameryki. To ich powstrzyma.

Kusocińskiego pan zna.

Jezus Maria.

Tak biegać i nie uciec z tym draniem.

Niestety.

Niedziałkowskiego tu widzę.

Rataj.

Jest coś jeszcze.

Kędzierzawa sprawa. Mianowicie?

Z tym pasażerem to było mniej więcej tak.

Z jakim pasażerem?

Pięć godzin z nim jeździłem. I tylko po pocztach.

Po pocztach?

Od poczty do poczty.

Co jest, myślę sobie. Znaczki chodził i zaczyna zakąskać, czy co? Czy to nie

dziwne? Raczej śmieszne.

Śmieszne?

Po piątej poczcie wsiada do dorożki i mówi. Naszucha.

Dokąd?

A widzi pan.

Polak? O to się rozchodzi. Nasienne imiętka. Warto zapamiętać.

Owszem.

Można by przy okazji oczywiście.

Trochę za nim popatrzeć. Da się zrobić.

Dziesięć egzemplarzy.

Tylko, panie Szkudlarek, tak jak ostatnio.

No co to, ja dziecko jestem, czy co?

Jest coś ciekawego?

No cóż, Francja czeka, aż Niemcy wykrwawią się w Norwegii. Wtedy prędko

nimi załatwią.

Nasza armia już sformowana.

Generał Sikorski ma pełne poparcie rządu angielskiego.

Cała Europa jest z nami.

Pani to odda Pani Niwińskiej. To może ja popróbkę Panią Niwińską. Nie, wystarczy

jak Pani odda.

Proszę dać mi pewne papierosy. Oczywiście.

Ma Pani zapałkę?

Dziękuję.

Proszę przestać bawić się w ostrzeżenia.

Oni wiedzą więcej nic, co Pani wydaje.

Tera Rada. Drodźmi, wy przyjaciele. Skąd Pani temat?

Ktoś przyniósł za chwilę.

Nie dobrze.

Co robić?

No cóż, można panią zwolnić na parę dni, chociaż... Pani Zofio, gdyby do czegoś

doszło, czy pan profesor się orientuje? Nie wiem, może nigdy nie pozwoliłby mi

na to.

Namówiłem panu.

Wiedziałam, na co się decyduje.

Czy to było racjonalne, sama nie wiem.

Właśnie teraz.

Mam syna i powinnam do niego żyć.

Pani Zofia, muszę właśnie w tej chwili już taście dla niego narażać.

Pan Witek wierzy w to, że dobry uczynek będzie odpłacony tą samą monetą.

Ale ja nie spełniałam dobrych uczynków.

Dopełniałam tylko swój obowiązek, bo tak to potraktowałam.

Cieszę się, że pani tak mówi.

Ale widzi pan, obowiązkiem też było strzec Gdańska.

Obowiązkiem było bronić Warszawy.

Pani Zofio, wszystko zależy od naszego oporu.

Jak długo?

To już długo nie potrwa. Dwa, trzy miesiące.

Tyle Francji potrzeba.

Pan też mówi Francji.

To chyba jasne.

Ale jak dotrwać?

Czy nie wychodząc z domu, tak jak mój mąż?

Czy z honorem oświarocić własnego syna?

Dziękuję. Dobrze, ale kim pan właściwie jest?

Dzisiaj każdy ma więcej nazwisk niż pieniędzy w portfelu.

A ja chciałem panią zawiadomić, że mąż pani żyje. Tak wiem, ale gdzie jest?

Szukam go wszędzie.

Tak, Niemcy też go szukają. I nie znajdą go, tylko musi pani mi pomóc.

Ale jak?

Mąż pani miał przy sobie dokumenty ogromnej wagi.

Nie wiem nic o tym i nie bardzo chciałabym wiedzieć. I te dokumenty

znaleźć się w Anglii.

Proszę pana, ja jestem tylko żoną Tadeusza Miszczyka, a nie... Rozumiem,

wizyta jest dość dziwna i pani się boi, ale ja muszę się skontaktować z pani

mężem. Niech mi pan wierzy, mnie zależy nie mniej niż panu.

Mąż pani da znać o sobie niedługo.

Potwierdzi, że to, co mówię, jest prawdą.

Proszę mu powiedzieć wtedy tylko jedno.

Bugajczyk. Szofer Bugajczyk, a on już będzie wiedział, o co chodzi.

Dobrze.

Wobec tego będę do pani telefonował co jakiś czas.

Proszę bardzo.

Proszę nie lekceważyć sobie tego, co powiedziałem.

Do widzenia.

Jerzy? Nie, nie zmądrzałam.

Nie obiecuj sobie niczego. Chcę się z tobą zobaczyć.

Tak.

Nie, nie u mnie.

Dobrze.

Na razie.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

To też jestem.

Wiesz, dlaczego jestem?

Ale w jakim stanie?

Jestem, bo zacząłem myśleć.

Jak to powiedział Sokrates, myślę, więc jestem.

O gitarek osób.

Marysiu! Co?

Pijany jestem.

Niestety.

Główstwa gadam.

Co nie powiedział Sokrates, bo u Grekiem nie znał łaciny, tylko... W

karteziu.

A jak ja mogę być pijany, kiedy pamiętam takie rzeczy?

Heniu, boję się czegoś.

Od paru dni kręcą się tu jacyś ludzie.

Dwukrotnie widziałam, jak ktoś szedł za tobą.

Zaraz także.

Nie bój się, krótko mam tu opracowane.

Nie pij więcej.

Co ciebie gryzi?

Marysiu, trzeba przede wszystkim ratować siebie. Wszystkich nie można, trzeba

ratować tylko siebie, zwłaszcza teraz, kiedy się wszystko odmieni.

Boję się.

Codziennie kogoś ubywa. A wczoraj zabrali do dorce pod szóstego, bo na

było napisane Wawer pomścimy. Jak ty powiedziałaś?

Wawer?

Wawer?

Pomścimy?

Robocz gotów?

Już schodzi, już schodzi, panie dziewiczu.

Proszę księdza proborszcza, pan dziedzic Makomaski przyjechał. Słuchaj no, tylko

nie Makomaski, a Korab Makomaski. To to, żebyś pamiętał. A ja wiem, że Korab. Ja

tylko tak dla prędkości.

A to nie, nie, nie, to nie ma co oszczędzać. Korab to Korab. A

na drogę, bo chłodno się robi. A jakże, panie dziedzicu.

A co takiego ziołóweczka?

Nie, ziołóweczki ani kropelki. Wszystko na Wielkanoc wypite. Ale orzechówki

przygotowałem i ustępuję.

A jak robiłeś? Prawda?

A, ksiądz proboszcz.

A, księże proboszczu, proszę, proszę, bo już późno.

Musimy jechać, a bank otwarty tylko do południa.

Proszę, ksiądz proboszcz.

Proszę bardzo.

Jedź.

No jedź, pan dziedzic mówi.

A dużo ksiądz Tobasz wiedzie?

E, parafialne grosiki.

Tyle, co z tacy Pan Bóg pozwolił zebrać. Ja proboszczowi mówiłem, na czym ta

wymiana polega.

Tylko pięćsetki i stu złotówki wymieniają. Tylko.

Chwileczkę.

Owszem, owszem, ja to rozumiem.

To parafianie proboszcza po złotych na tatkę rzucają?

Dlaczego? Dlaczego?

No bo mówił ksiądz, że wiezie tylko to, co statki zebrał. Tak mówiłem? No, nie

tylko, nie tylko.

Kawalasz naszego proboszcza.

Jak tam w majątku?

Trzeba przyjechać w poniedziałek zobaczyć.

Jak mnie pan w zeszłym roku tłukał, próbowałem świętemu Antoniemu więcej nie

przyjechać. No, nie szła proboszczowi karta tofa.

Widzieliśmy zaraz pokera, może być preferek, nie?

Musi pan chwileczkę poczekać. Jak to poczekać w poniedziałek? Ja mam czekać?

gdzie jest wasz dyrektor?

Właśnie idzie.

Niestety będę musiał panów popatykować do siebie na chwilę. Proszę.

Jest mi bardzo przykro, ale pieniądze te są fałszywe.

Nieładnie.

Mamy tutaj Troichendera, Niemca, który zainteresował się tą sprawą

i nawet kazał wezwać policję.

Niech mi ksiądz uszczypnie. On chyba oszalał.

Policję? Korab, makomaski i fałszywe pieniądze?

Przyznaję, że określenie to może nie jest zupełnie ścisłe.

One nie są fałszywe, ale one są bez wartości.

Nigdy nie byli w obiegu.

Jest to ostatnia emisja z 1939 roku, która nigdy nie ujrzała

światła dziennego.

Skąd pan je wytrzasnął na miłość boską?

Bezwartości pieniędzy? Panie Dzieńku, to też to nos.

Pieniądze bez wartości. To tak jakby powiedział baba bez kuciapki.

To też to nos.

Niestety.

To co jasnie bronisz, często chodzę.

To już je wyczukali, poszedł za darmo. To pan obraż sprzedał za te pieniądze?

Nie, na część tylko.

Ale zawsze.

Aż to łatwo dopiera.

No ale skąd u pana te pieniądze? No otóż to.

Zaczekajcie.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Proszę, niech pan siada.

To pan przyniósł te pieniądze?

O, ma się rozumieć.

Zaraz opowiem.

Od A do Z pamiętam, jak dziś, no, takie spotkanie to się zdarza. Bardzo rzadko.

Spotkanie? Z kim mianowicie?

Nie z kim.

Asy z królami się spotkały. Rozdanie.

Filuję.

Jeden as, drugi as, trzeci as.

Chwiluję dalej.

Jest czwarty arszt. Mój Boże.

Kupuję jedną kartę. Ma się rozumieć, dla niepoznaki. On też.

Kto? Może pan wreszcie powie.

On. Pamiętam, jak dziś zagrywa 20 zł.

To ja 20 i 60, a na trzeci w ręku siedzi obywatel ziemski, gołębiowski. No ma

się rozumieć.

Wtedy on 60 i 180 zł, i ja ma się rozumieć, gramy z podzójnym

przebiciem. Sto osiemdziesiąt i pięćset czterdzieści złotych.

Wtedy on wyciąga tą masę pieniędzy.

Jaki on?

Oj, dużo tego było. W najlepszych chwilach nie widuje się takiej ilości

pieniędzy w grze.

O piątki nad ranem był.

Koniec. Pytam po raz trzeci. Kto?

Oficer żandermedii.

Udo Wickenlohe.

Z dobrej rodziny, tak ja sobie mówię. Ty widziałeś kiedyś, żeby taką całą

notkartę waliła? Dlaczego z pomocą Bożą?

Więc pan twierdzi, że to wszystko z wygranej, tak?

Ma się rozumieć.

Często panowie grywali?

A nie, tylko raz.

I przyjechał do mnie na majątek konia rekwirować. Tak w ogóle to jeździł po

całej okolicy. Kiedy to było?

To tak jakoś zaraz na początku.

To może w październiku, może w listopadzie. No, ale żeby człowiek takim

nazwiskiem posługiwał się fałszywymi pieniędzmi.

Wychodzi na to, że całą noc za darmo grałem.

Będzie pan jednak musiał pofatygować się ze mną.

Przepraszam bardzo, jak pan mówił? Jak nazwisko, panie majorze? Miszczyk,

Tadeusz Miszczyk.

Miszczyk. Nie

widzę.

Nie widzę, a...

U nas nawet gdyby był zatrzymany za śmiecenie na ulicy, ten fakt byłby

odnotowany. A poza tym miało ich być trzech. To nie jest igła w tobie.

Przepraszam, Obersapirer.

Mam sprawę przekraczającą nasze kompetencje.

Jak on mówi?

Zatrzymałem pewnego Polaka, w którym znaleziono pałczywe banknoty.

A tu co może uchodzić gestapo?

Pieniądze te, jak zeznaję zatrzymane, pochodzą z wygranej karty od porsika

Wichenlohe.

Żandarmerii. Gdzie on w tej chwili jest? W Warszawie.

Ma pięciodniowy urlop.

Dobrze. Do jego powrotu Polaka przymknąć, zresztą nie tylko do jego

Wrzucenie podejrzeń na Niemca, że posługuje się fałszywymi pieniędzmi jest

zbrodnią.

Niech się pan powtarza, żeby to się nie rozniosło, dobrze?

To nie będzie taka prosta sprawa. Było przy tym paru urzędników bankowych,

ksiądz i polski policjant.

Wspaniałe towarzystwo pan sobie dobrał. Myślałem, że to jest sprawa kryminalna.

Policjan ten powiedział mi, że ten ksiądz wydawał mu się znajomy.

Pewnego razu był na wspólnej akcji w parafii tego księdza razem z

Wikanloe. Byli owczary. Zaraz sprawdzę w notatniku.

Tak, rzeczywiście, owczary.

A nazwisko księdza? Pytnik.

Rzeczywiście.

A jeszcze coś mówił więcej o tej akcji?

Coś mi wspominał, że Wikenloe zatrzymał trzech podejrzanych.

Potem policjant musiał jechać na wspólną akcję z naszymi żandarmami. Więcej nic

nie wie.

Powrócimy do tego później. Dziękuję panu. Dobrze.

No.

Teraz już pan chyba rozumie, dlaczego brak panu Majdunku o aresztowaniu.

Myśli pan, że... Że wziął po drodze łapówkę.

Wujem porucznika Wickenlaue jest Gruppenführer Lipke z najbliższego

Reichsführera Himmlera.

No łapówka.

Też nie niskiej rangi.

Niestety będę musiał się narazić siostrzeńcowi Gruppenführera.

Zrobił prok nieobliczalny w skutkach.

Wypuścił człowieka, którego nawet jego wuj...

chętnie poznałby osobiście.

Tempo, szwagrowski, tempo.

Tylko na ciebie czekamy już w drogę. Nie pali się.

Ty, słuchaj, nie masz jakiego krawata pożyczyć? Pierwszy raz w Warszawie.

No, coś znajdę.

Cholera, ciekaw jestem, jak to wszystko długo potrwa.

A, zaraz kończę, parę minut.

Nie, nie, ja o wojnie.

Słuchaj, ten dobry będzie?

Dobry. A wojna, Boluś?

Dwa, trzy miesiące najwyżej.

Zaraz im żabojady na kark wsiądą. No to po co ten twój kumpel do nich się

wybiera? Władek? No, całą noc powtarzał. W Warszawie tylko zobaczy rodzinę,

wlapie kontakt i już. Do Francji.

On, rozumiesz, uparł się, żeby zginąć.

Taka mania.

Ty na ten przykład zbierasz znaczki, nie?

Zbierasz jeszcze?

No sam przecież kiedyś mówiłeś, lokuj w coś, Bolek, lokuj. No to lokuję. Zgadza

się, ale to jest mania.

On ją też ma.

We wrześniu uparł się.

Nic z tego nie wyszło. Potem wziął się za konspirację.

Dalej żyje. No to teraz do Francji się wybiera, żeby dać grabarzom coś zarobić.

Czemu nie?

Też ludzie, nie?

A ja, Boluś...

Nie wiadomo dlaczego, ale cholernie lubię żyć.

Nie ma takiej biedy boluś, żeby nie dało się jej przeczekać.

O, proszę, ten to sobie pożyje.

Kto? Twój sąsiad.

Teraz ma sezon, klientów nie zabraknie.

Słuchaj, nie potrzebują czasem wspólnika?

Szlagroski, szlagroski. Nic się nie zmieniłeś. Ciągle tylko o interesach.

A o czym mam myśleć?

O Poli Negri?

Jak się czujesz, Wadziu? Nie najlepiej. Mam kremę.

Panie Olczak!

Słucham? Niemcy napadły na Belgię i Holandię.

A skąd pan o tym wie?

Słyszałem komunikat.

Nie rozumiem, na co jeszcze czekają.

Ja jestem gotów.

Francja. Francja na to czeka.

Wygląda na to, że faktycznie na ciebie.

Ale skąd oni mogą wiedzieć, że ty jesteś dopiero w Legionowie?

No i szwagroszczek, szwagroszczek. A miłość boską, dziusiu, czekamy.

Pan Władziu cały w nerwach.

Co ja widzę?

Zdaje się, że niedługo wujkiem zostanę, co?

Wczoraj tego nie zauważyłem.

dożywianie Warszawy.

Moja krew. Jak Boga kocham, moja krew.

Dużny krewca, panie Władecku, ale nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Zaraz, coś mi pójdzie.

Pan to wtedy mówił coś o chorzej.

Czy żurawiej?

Nie. Nie pamiętam. A ten gestapowiec, który zapytywał o mnie i ojca, jak

wyglądał? Jak wyglądał? No gestapowiec jak gestapowiec. Co za różnica.

Pan profesor wtedy to strasznego mojra miał.

Zresztą się nie dziwię.

Ja na pańskim miejscu, panie Władeczku, to bym postarał się o inne nazwisko.

Wielu ludzi tak robi i żyje.

Jak by to pana na ten adres naprowadzić?

A u dawnych kolegów pan nie był?

Kiedy? Przecież to dopiero pierwszy dzień dzisiaj.

No rację, tak.

No i co, panie Władeczku? Popatrz pan, co zostało.

Nawet i to żelastwo. Też obowiązany jestem odstawić.

Cały złom ściągają.

Jeżeli im przyjdzie do głowy srat z omera na czołg przerobić, to proszę

Ale widać...

Znowuż nie taka potęga, nie?

A cegły? Co cegły?

Też pan odpawia?

No, przepisowo.

Widzieli panowie ten mur na Świętokrzyskiej? To podobnież ma się

Lesznem, Żelazną, Wielańską. No, a to paru sztuk cegieł wymaga.

No, pewno.

To podobnież mają dzielnicę żydowską grozić.

Strach. Strach, panie Władeczku, co się wyrabia.

I po coś pan przyjeżdża.

Ja myślałem, że pan w Paryżu tam pod tą wieżą spaceruje, żabę w traja, a pan tu

i w Warszawie. Może jeszcze nic straconego.

No może.

Wie pan... Co?

Nie mogą mi te cegły wyjść z głowy. No.

Zapali pan?

Bardzo proszę.

Jakby spojrzeć, w każdym domu dziura, no to i cegła musi być w cenie, nie?

No jest.

Jest.

A ty na to pan czeka?

Ja? Tak.

Przecież koniowi wszystko jedno, w którą stronę jedzie, nie?

A i fur mam parę groszy potrzebuje.

Za co?

No, za cegłę.

Jaką cegłę?

No tę, którą pan sprzeda.

Komu? Może mnie?

Panu? Aha.

A to pan Murasz?

A nie, jeszcze nie.

Ale nie jest wykluczone.

Chwileczkę, czekaj pan.

Panie Władziu?

Na dwa słówka.

Czy to swój człowiek ten? Tak, swój.

No, panie Władeczku, gdyby pan nie znalazł rodziców, to nocleg u mnie.

Dziękuję bardzo.

Bo ja się teraz przeprowadziłem do syna.

Pamięta pan, ten co w tramwajach pracował?

Mhm. No.

A pan poważnie tak myśli o tej Francji?

Bo może i na to coś syn poradzi.

Wie pan, tramwajem to tam raczej trudno dojechać.

Na paru ludzi.

Zaraz, zaraz, czekaj pan.

Chwileczkę.

Jasne.

Mamusia po dawnemu pracuje na poczcie.

Tak, pamiętam.

Dzień dobry Pani, przepraszam bardzo. Czy Pani Niwińska pracuje tutaj?

Pani Niwińska, tak, pracuje.

A o co chodzi?

Zofia Niwińska. Tak, Zofia Niwińska pracuje, ale jej nie ma, proszę Pana,

nieobecna.

A kiedy będzie?

Jutro na ranny dnia, nie?

Dziękuję.

A może Pani jej domowy adres?

Ja nie mam, proszę Pana.

Wszystko jedno kto, cóż ktoś musi wiedzieć.

Podobno na Wilczej czy na Chorzej.

Bardzo mi przykro, ale naprawdę ja nie lubię.

Dziękuję, przepraszam.

Tak.

Dzień dobry, panie naczelniku.

Co się stało?

Ale skąd pan wie?

Jeżeli był po cywilnemu?

Ale przecież myśmy zmienili mieszkanie.

Pójdę chyba po męża.

A w ogóle... Sama nie wiem.

Może do Krakowa do szwagierki.

Zostawiła pani czajnik na płycie pani z ochno. Już się gotuje.

Co to, pani wychodzi? Tak.

Muszę pani coś powiedzieć.

10 maja 1940 roku.

Kwatera główna niemieckich sił zbrojnych donosi.

Dziś rano, po przekroczeniu granic Holandii, Belgii i Luksemburga,

armia zachodnia wszędzie odrzuciła nieprzyjacielskie wojska graniczne.

i mimo zniszczenia licznych mostów i mimo zapór różnego rodzaju postępuje

naprzód, nieprzerwanie atakując o całej długocie.

Śmierć Sokratesa. Witek.

394.

399.

Przeczytam wam, choć tego nie ma w programie, fragment obrony Sokratesa.

A wnioski wyciągniecie sami.

Sokrates mógł uniknąć śmierci, opuszczając Ateny, jednakże nie uczynił

Posłuchajcie.

W każdym niebezpieczeństwie jest wiele różnych sposobów na to, żeby się śmierci

wymigać, jeżeli ktoś ma odwagę wszystko jedno co robić i mówić.

Więc nie jest to rzecz trudna obywatele uniknąć śmierci.

Znacznie trudniej zbrodni.

Czekacie.

Ruszać się.

Imieniny.

Czy jest u pana mój mąż? Oczywiście.

Proszę.

Cześć, ja jestem w ramion twoich uścisków.

I dziś, i jutro... Widzisz, to cienko właśnie imieniny pana

profesora. Może wyjaśnimy pani od razu. Nie ma żadnych imienin.

Jest pleca historii. Muszę co tylko mówić. Jeszcze jest 15 minut do dzwonka.

muszę skończyć obronę Sokratesa.

Nie możemy wracać do domu.

Nie mogę pracować na poczcie.

Dlaczego?

Skoro pani tak mówi, widocznie tak jest.

Dzisiaj nie należy o nic pytać.

Jeżeli nie macie gdzie się schronić, może u mnie.

Mieszkanie jest duże.

Może rzeczywiście na dzisiejszą noc. Dziękuję bardzo.

Rozpuszczę klatkę.

Nic się na szczęście nie stało. Koniec lekcji. Rozchodzimy się pojedynczo do

domu. Jak zwykle jutro o tej samej...

Boże,

proszę ucznia, to jest rekwizyt. Tak jak globus, jak butelka lejdeńska.

Zjazd byś na zakąskę globus?

Więc proszę to zostawić.

Do widzenia.

Niestety sytuacja jest taka, że będziemy musieli skorzystać z pana uprzejmości,

chociaż na tę jedną noc. Na wszystkie.

Dużo już ich nie będzie. Im bardziej angażują się w Belgii, tym bardziej

odsłaniają się z południa. Teraz wszystko odbędzie się w rytmie

Pan tak wierzy w tę swoją Francję.

A któż nam jeszcze dostał do wierzenia?

Dlaczego od razu nie przyszedłeś tutaj, Władeczku, do swojej chrzestnej matki?

Proszę.

Szukam rodziców. Nie wiecie, gdzie mieszkają?

Podobno gdzieś na Wilczej.

Ojciec tylko raz był u mnie.

Wykłada na kompletach.

O, widzisz! Ktoś z młodzieży na pewno będzie wiedział. Może Jadzia.

A właśnie, co u niej?

Wyszła za mąż?

Jeszcze nie.

Wpadnie jutro. Jadzia na pewno ci pomoże.

Znałeś Artura?

Artura? Był na Politechnice. Nie przypominam go sobie.

Co się z tobą działo, sładeczku? Nikt nic nie wiedział.

Ale dobrze, że już jesteś. Znów mnie nie będzie. Chcę przedostać się do Francji.

Czy to warto? Teraz właśnie do Francji? Muszę.

Przedzierać się przez tyle granic, zanim tam dobrniesz, że będzie już po

wszystkim.

Ile to czasu do 20 czerwca zostało?

Ciocia zna dokładną datę?

Tu.

Przy tym stole.

Przedwczoraj ją podano.

Na tym stole?

To kto u cioci bywa?

Czembel? Lawal?

Pułkownik Sławek. Kto?

Walery Sławek.

Jak to to chyba zza światów?

No, nareszcie się domyśliłeś.

Rozumiesz teraz.

Seans był nadzwyczajny.

Niestety Piłsudski nie chciał przyjść.

Widocznie kasztanka się uchwyciła.

Nie kpiej, Władeczku.

Uważasz mnie za idiotkę, prawda?

Otóż dowiedz się, że w pięciu różnych punktach miasta, na seansach, ta data

powtórzyła się pięciokrotnie. Tylko raz, podobnie na Sackiej Kępie, podana 21.

Czuję w tym rwotę Mościckiego.

Nigdy nie znosił Sławka.

Śmiej się, śmiej.

Ale coś w tym jednak musi być.

Pięć razy ta sama data.

I vif la france.

Tu.

Na tym stole.

Chciałabym zobaczyć twoją minę 20 czerwca.

Niestety nie będzie mnie.

Władeczku, po całym mieście w ulotkach krąży przepowiednia Nostradamusa.

Niedźwiedź w krwi ubroczą cały, zdepce orła. Ale buta zadrży jego, kiedy

latem pienię wyda pierś koguta. Nie słyszałeś?

Nie.

Niedźwiedź. Herb Berlina. A kogut galijski, oczywiście.

Są sile, których nie rozumiemy.

To ja wpadnę jutro koło 11.

Tak, przyjdź koniecznie.

Niewińska wyjechala.

Tego nie wiem. Na poczcie już ta pani nie pracuje.

Rozsądnie. Czy nikt więcej już potem o nią nie pytał?

Nie wiem.

Przedwczoraj w pracy też nie byłem. No, to już mniej rozsądnie. Po co mają

kojarzyć pańską nieobecność z jej nieobecnością?

Nerwy, co?

Zaraz, zaraz.

Zaczyna mi się to wszystko zgadzać.

Poczta. Oczywiście.

Jeden z informatorów opowiadał mi o jakimś typie, który poszukiwał kogoś we

wszystkich urzędach pocztowych. Twierdzono potem jego kontakty z

Panie magistrze, jeżeli konfident jest znany... To co?

No to albo z nim pogadać, może chce szantażować.

Znamy takie wypadki, kiedy za okup dało się załatwić.

Albo... Albo?

Albo...

Pan wie.

Pan chyba oszalał. Jakież my mamy dowody, że jeździł od poczty do poczty,

że rozmawiał z Niemcem?

Nasze prawo działa w podziemiu, ale działa zgodnie z etyką wymiarów

sprawiedliwości. A pan mi tu proponuje samosądy.

Nie rwężyją nam się tym samym.

By przyjąć pańskie poglądy, powinniśmy nic tylko strzelać do nich, tak?

Powinniśmy.

Pan naprawdę oszalał.

Każdy zamach na byle Feldwebla kosztuje na stu zakładników.

Czy ma pan prawo rozporządzać ich życiem? Nie wystarczają panu czerwone

na mieście, te hurtowe nekrologi?

A nasi informatorzy też nie znają całości sprawy.

Kierują się często pozorami.

Ktoś tam rozmawiał z gestapowcem, ktoś widziano...

Na przedniej platformie tramwaju.

A może to tylko matka?

A skądże pan mógł mieć pewność, że pan wie absolutnie wszystko o człowieku,

którego chciałby pan sprzątnąć?

Widzi pan.

Tak czy owak, zainteresujemy się nim.

Wiesz, gdzie ja teraz mieszkam? Jak to? Gdzie? Na placu Willisona? Nie, na

Danzigerplatz. A wiesz, jak nazywa się plac Napoleona? Nie wiem.

Podplat. A małzowiecka nazywa się Blumenstrasse. Bez sensu.

No co, zaczynamy? Nie, poczekamy na Artura. Podobno nawiązał kontakt. Może

będzie się coś działo.

A to znudziło ci się już zrywanie plakatów? Oczywiście.

Wolałbym postrzelać.

Każdy by wolał.

Pewnie Artur.

Nie, to nikt z naszych.

Może sąsiadka?

Gram w brydżach.

Nie wiem.

Zebranie konspiracyjne, co?

Pan chyba żartuje. Gramy w brydże.

Dokumenty. Wszystkie.

To pan ich pytawał?

Proste karo. Ja bym powiedział bez ratu.

To jest brydż?

Gdzie zapis? To dopiero pierwsze rozdanie.

Proszę.

Kto wychodzi?

Ja.

Grajcie.

Cześć. Są wszyscy?

Spokojnie. Ręce do góry.

Panie Władziu!

Pan wejdzie.

Pan to zakryje.

Wejścia pan na ostatnim przystanku i do mnie. Ojciec jest w domu.

Siedzi tam.

Chciałem panu podziękować, panie Mundku.

Jak ręka?

Małe draśnięcie. Był lekarz. Powiedział, że to nic groźnego.

Za parę dni będzie po wszystkim.

A co to było?

Kocioł. Czekali na mnie u ciotki.

A dlaczego?

Dokładnie nie wiem.

Niemcy ciągle depczą im po piętach. To tam było w Krakowie.

Szukają go, Mundio.

Nawet na poczcie, jak pytał o matkę.

Nie przyznał się, że jest jej synem.

Dobrze by było, żeby pan wniknął na jakiś czas.

Mundziu, a może by tak do ciebie tam na tramwaje, co?

Ta no... Można by... A na

razie zostanie pan u nas.

Dobra, za ciasno mamy, bo to już taki jeden jest.

To z dachu nad głową.

Nie ma luksusu, ale myślę, że się jakoś tam pomieścicie.

Potem załatwię panu jakieś zajęcie w tramwajach.

Dziękuję panu.

Przepraszam za kłopot.

Żaden kłopot. Fajna pani.

Wie pan, ale nie o to mi chodzi.

Myślę przedostać się do Francji. Do Francji? Po co?

Tam walczą.

To też.

Każdy żołnierz by mnie zrozumiał. Co, ja nie mogę tego zrozumieć?

A we wrześniu, jak wszyscy szli przez Ponia Toszczaka na Lublin, to gdzie ja

byłem? Jak pan sobie myśli?

Brygady robotnicze. O brygadach robotniczych obrony Warszawy pan

Co się Polsce należy, to pan mi tłumaczyć nie musi.

A prawdziwa wojna jest tu, odkąd wzięli się dla nie faszyści.

Strzelanie do dzieci, kopanie kobiet ciężarnych, skazywanie na śmierć

wyrywanie paznokci.

Zmieniły się pojęcia, panie.

Władko.

Może się i zmieniły, ale ja nie mogę zmienić mojej natury.

Walka w przebraniu to nie jest walka.

Wcięcie kłaniacza w nocy ręce do góry, tak?

Uczono mnie od dziecka, że walczyć należy z otwartą słubicą.

A na zniewagę odpowiadać zniewagą.

Kiedy byłem na Pomorzu, szwab krzyczał do mnie, ty świnio. Chciałem dać mu w

mordę i nie zrobiłem tego.

Do dziś tego żałuję.

Panie Mundku, niech pan posłucha.

Rozmawiamy o dwóch różnych sprawach.

Ja chcę walczyć z Niemcami.

Całego Gerlacha też jeszcze wywożą. Gerlacha?

Poznajcie się, panowie. Nasz sublokator, Mrowiński.

My się już chyba znamy.

Przypomnę panu, wrzesień.

Chciał mnie pan spoliczkować.

Kurczę, niewinne.

Obydwaj w jednym pokoju.

Mam nadzieję, że niebawem będę mógł pana poczęstować koniakiem francuskim.

A jakąś to pomyślną wiadomość pan ma dla mnie, o której pan wspomina.

Mówił mi pan, że w Owczarach wypuszczono Tadeusza Miszczyka. Tak.

To zabawne, ale ten pański Miszczyk trafił sam do miejsca, w którym i tak

znalazłby się prędzej czy później.

A gdzie on jest?

To takie małe miasteczko, Auschwitz.

Po polsku oświęcim.

A więc jednak uciekł z guberni. Jak pan widzi, niedaleko.

Otrzymałem raport z tego miasteczka. Miszczyk usiłował sfotografować nasz

obiekt. Jak to bardzo ważnie. Tam natychmiast pośle swoich ludzi.

Spokojnie, spokojnie.

Jego już tam nie ma.

Jak to?

Proszę, niech pan przejrzy te akta.

Najważniejsze, że on w ogóle jest. I to w rzeczy, gdzie go nikt nie ukryje. Ma

pan więc ułatwione zadanie.

Wszystkie posterunki graniczące z generalną gubernią są powiadomione.

Cieszę się, kolego.

że mogę panu pomóc.

został przesądzony. Dziś w południe Führer wydał rozkaz ostatecznego

rozprawienia się z tą armią.

Przednie straże niemieckich wojsk lądowych podeszły dziś do Calais.

tego portu jest kwestią godzin. Tak jak z godziny na godzinę rośnie obszar

terytorium francuskiego zajmowanego przez naszą armię.

Rząd francuski odwołał dziś ze stanowiska głównodowodzącego armią

Gamelin. powierzając tę funkcję generałowi Fejgandowi.

Wybawlenie Twoje. Wybaw nas, Jezu. Odsideł szatańskich, od ducha

nieczystości, od śmierci wiecznej. Wybaw nas, Jezu.

Od zaniedbania natchnień Twoich, przez tajemnice świętego wcielenia Twego,

narodzenie Twoje, wybaw nas.

Przez dziecięctwo Twoje, przez największe życie Twoje, przez trudy

wybaw nas.

Przez skonanie w obrójcu mękę Twoją, przez krzyż i opuszczenie Twoje, przez

omdlenie Twoje.

Wybacz nas, Jezu! Przez śmierć i pogrzeb Twój, przez martwych stanie Twoje,

przez niebowstąpienie Twoje. Wybacz nas, Jezu!

Przez Twoje ustanowienie świętego sakramentu, przez radości Twoje, przez

Twoją. Wybacz nas, Jezu!

Tyle wytrwania dla narodu francuskiego, bo to nasza jedyna nadzieja.

Prosimy Cię, Jezu.

Nie wiesz, gdzie jest Kale? Nie wiem, gdzieś nad morzem.

A ty może wiesz.

Chyba jest tu.

Dzień dobry, panie burmistrzu. Siadajcie, siadajcie.

I cóż powiecie?

Weigand na czele armii.

Teraz dopiero przekonacie się, co znaczy Francja. Zostawcie to.

Oddanie kawałka własnego terytorium nic nie znaczy. Przeciwnie, może oznaczać

pułapkę. Maxim Weigand był szefem sztabu marszałka Fosza.

W wojnie światowej zna Niemców jak zły szeląg. Ich taktykę, strategię, sposób

walki. Więcej.

Wejgała dla nas Polaków to nie tylko nadzieja, to pewność.

Nie zawracajcie sobie głowy w kalewu, loli. Uczcie się raczej nasz w miast

niemieckich. W drodze do Berlina. Marek, jakie tam miasta?

Wittbaden, Kassel, jeszcze Frankfurt.

Jaka to jest skala?

Jeden do dwóch milionów. Ile to będzie kilometrów? Do Berlina.

Oszczędź proszę.

Jak?

Oświęć. Jaki to kierunek?

Kierunek Katowice. Wie pan, że to raj? Ma pan przypustkę?

Oczywiście.

Dziękuję.

Dziękuję. Dziękuję.

Jedź do apteki.

Magister się ucieszy. Po co?

Pojechał do Oświęcimia. Byłem na terenie.

Wagonem nur w jurdojcze.

A widzisz, to już jest coś.

Ten może być?

Tak.

On się rozwinie dwie, trzy godziny i będzie jak inne.

Szefie, rejlantemy przyjechali, tak jak pan sobie wiedział. Gdzie ich posta...

Żeby jaski... Oj, hejku!

To gdzie to było, jak się widzi było?

No co ty wypradasz o fermo?

Co ty myślisz, że mi te światy z nieba spadają?

No pewnie, że nie z nieba, z nieba. Widzi pan to, kto zleciał, kolega.

Hejku, żeby to mi krowa zdechła.

Zaraz, zaraz, znaczy ty też wysalał z obozu. A jak widzisz, jak widzisz.

A co ty porabiasz tu, Adaśku?

Tam w obecnej chwili to widzisz, takie cudne chryzantemy rozpieprzyłem przez

owika. No coś podobnego, żeby ja ciebie spotkał, panie szefie. My oba trwaj w

jednej purdygarni niemieckiej byli.

W czym?

No tak w więzieniu, widziałeś? W obozie.

A jak tam Susłyk?

To on taki Susłyk jak jakościuszko, kurec. O widzi pan, on był kapralem u

naszego Tadzia Miszczyka.

U kogo?

Gadasz i gadasz, serce u ciebie jak drzwi, a gęba jak brama.

To ja do Lwowa, to jak ja mam wejść, na Płoprzyk?

Oj, oj, oj, panie szefie, czuję dusza moja, że pan mi dzisiaj fajeran zrobi, a

się z kolegą...

Dźmagi napiję na to trudne spotkanie, co?

No pewnie, pewnie.

No to co, odłożymy na razie ten bukiet? Tak, tak, tak.

Jeżeli pan tak łaska. No trzeba się napić. No jasne!

A powiedz mi, co tam u Kurasia?

Same rzeczy.

Szlag cholery nie weźmie, nie bój nic. On nas wszystkich przeżyje.

A skąd znasz Miszczyka?

Miszczyka?

To on po mnie kuczerem, Kurasia został.

To chodź, Henku, wszystko ci upowiem, jak my nogi dowali i we wogli.

Powieści pisać.

O.

To wy?

Sali. Mhm. Już tam na przedmieście. To tak jakby byli wożerowie, nie? Góra

słuchaczy. To jest koniec Francji, bracie.

Uciekają szybciej niż my.

Może teraz ludzie zmienią zdania naszej armii.

Okazuje się, że we wrześniu nie było tak źle.

Tak to pomoże jak umarłem u kadzidło.

Militarnie może nie, ale za to prestiżowo.

Tak czy inaczej została nam już tylko Anglia. To ostatni nasz sojusznik.

A jeżeli Anglia podpisze pokój i zrezygnuje z Polski, tak jak machnęła

Czechów w Monachium?

To wtedy byłby koniec.

W tej chwili z nikim nie wiążą nas już żadne układy. Proszę pana, układy

zawierał rząd.

Ale naród może zawsze liczyć na inny naród.

Uwaga, uwaga!

Kwatera główna, 14 czerwca 1940 roku.

Naczelna komenda armii niemieckiej donosi.

Całkowite załamanie się frontu francuskiego na całej linii od kanału La

aż do linii Maginota koło Montmedy.

unicestwiło pierwotny zamiar dowództwa francuskiego bronienia stolicy Francji.

Paryż został w następstwie tego ogłoszony miastem otwartym.

W dniu dzisiejszym wojska niemieckie wkraczają do Paryża.

Z racji wkroczenia wojsk niemieckich do Paryża oraz zakończenia walk w Norwegii,

kanclerz Hitler nakazał wywieszenie flag w całych Niemczech na przeciąg trzech

dni oraz bicie w dzwony w dniu dzisiejszym na przeciąg kwadransa.

aby w ten sposób oddać hołd żołnierzom zwycięskiej armii niemieckiej.

Rodzejście!

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.