Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
pomyśleć, że to wszystko po ludzi.
Jak to po ludzi? To nie słyszał pan, co się u nas dzieje?
Całe wsie wysiedlają.
A z miast też wysiedlają?
Nie.
Na razie jeszcze nie.
No to całe szczęście, bo mój przyjaciel wywiózł tu swoją córeczkę.
Szanek, do jasnej cholery pospiesz się, bo nie zdążymy do tego szkopa.
No to do widzenia pana. Do widzenia.
Wracają. Skąd?
Pod Serbiszowa.
Strzelanina była.
Bili się z partyzantami.
Traniu, wyładuj karbit.
Tylko nie odchodź nigdzie, bo potem jedziemy do ochronki.
Dobra.
No to... to tylko za pół tony mięta.
A gdzie reszta?
Resztę pan dostaje w karbicie. Pan uważa, że to jest towar?
Nie, panie, to manek.
To nie jest towar.
To jest żyła dłota.
Tylko na razie pan tego karbidu nie sprzedaje.
W zimie, jak zaczniecie wyłączać elektryczność, zobaczy pan, jakie będą
Dobrze się z panem pracuje.
Ale więcej pan tutaj nie przyjedzie?
Dlaczego? Tutaj nie.
Przenoszą mnie do Zamościa.
O, do Zamościa.
Tak. Będę kierownikiem aprowizacji na cały kraj.
Gratuluję, panie Tomadek. Dziękuję.
Ale tu pisze Himmlerstadt, a nie Damość.
No cóż, niedługo to już przestanie być tajemnicą.
Tak, pan ma rację?
Himmler, tak.
Tak właśnie będzie się nazywał.
Zamówić.
Pyrer dał w prezencie to miasto Himmlerowi, a on ofiarował je swoim
policji i SS.
A Niderlandy kto dostał?
Jakie Niderlandy? Gdzie to jest?
A widać, coś mi się pomieszało.
W książkach to ja słaby jestem, ale już raz coś było z okazji Zamościa.
Wielkie plany są z tym związane i już zaczęliśmy je realizować.
No ale pan mieszka w Warszawie, pana to nie dotyczy proli.
Proszę siedzać.
Pan Smithler przygotuje panu beszajniku.
Nie, dziękuję bardzo.
Jutro wpadnę.
Teraz spieszę się. Do widzenia.
Co tu tak cicho?
No właśnie.
Niech będzie pochwalony. Na wieki wieków.
Dostał pan nasz list.
Jaki list? Nie dostałem żadnego listu. O Bożence.
Co z Bożenką?
Zabrali ją razem z innymi dziećmi.
Kto ją zabrał?
Niemcy.
Nie.
To nieprawda.
Gdzie ona jest?
Proszę siostry, jak to się stało?
Tydzień temu przyjechała tu cała komisja.
Gestapo, lekarze.
Mierzyli dzieciom nosy, uszy. Wie pan, musiały być czyste rasowo.
Robią to teraz na całej Zamojszczyźnie.
Gdzie je wywieźli?
Nie wiem, gdzie je zgromadzono.
Podobno mają je wywieźć do Niemiec.
Umieścić w niemieckich rodzinach.
W Niemczech.
Panie Tomanek, gdzie wywieźli dzieci?
Jakie dzieci?
Z ochronki.
Gdzie je wywieźli?
Do Lublina?
Zamościa? Panie Kurasiu, ja jestem tylko od spraw gospodarczych. A pan mnie
pytał o jakieś dzieci.
Nie jakieś, panie Tomanek.
Tam była moja córeczka.
To sprawa gestapo. Komisji do spraw rasowych.
Lepiej niech się pan nie wtrąca.
Niech mi pan pomoże, panie Tomanek.
Gdzie ona jest?
Jedną mogę ci powiedzieć, Kuraś.
Nie znajdziesz jej.
Ruszaj.
No jak, tutaj?
Ja być ostatni dam pod latem.
Zobaczę. Dobra, tylko uważaj.
Ojciec w domu?
No co, języka w gębie zapomniałeś?
Czy mieszka tu Józef Kaleta?
Dzień dobry.
Czy to wieś Nalepy?
Nalepy.
Panie, dajcie żyć ludziom. Za wami śmierć się wleczy.
Chcecie wody dla rannego, to weźcie ze studni. Ja nic nie słyszałem i nie
widziałem.
A Kaleta Józef mieszka na drugim końcu wsi.
Taki sam dom pod lasem.
Kasiek, co tutaj robisz? Tato, będą być Niemców?
Idziesz ty do domu, bo jak wezmę pasa, no to już jazda!
No, co tam?
Jest dobre miejsce.
Dajcie tutaj broń.
Poczekaj chwilę.
Rannego trzeba na strych, do chałupy.
Ej, tą słomę nie bierzcie. Tam żarna schowana.
Nie spodziewałem się.
Miało to być tylko w ostateczności. Ale to jest właśnie ostateczność.
Słuchaj, Józef.
Trzech ludzi straciliśmy.
Niemcy siedzieli nam na plecach, to gdzie mieliśmy jeść?
No nie, w porządku. Ja tylko tak mówię, że w ostateczności.
Aha, nasze nalepy na razie nieobjęte wysiedleniem.
Nie wiadomo, co będzie dalej.
Na razie możecie tu zostać.
Słuchaj, ale myśmy nie przyszli się tu chować, tylko przyszliśmy się bić.
Gdzie? Tu?
Gdzie się da.
Tam, gdzie wysiedlają.
Mówią, że w Rawie Ruskiej stoją całe transporty Niemców z Beferabii. To dla
te wysiedlone wioski.
Już my ich stamtąd przegonimy.
No, kładźcie się spać, chłopcy.
Jesteście zmordowani.
Ten gospodarz, do którego przedtem trafiliśmy, to twój człowiek?
Poraj? No, zaszkodzić nie zaszkodzi, ale lepiej by było, żeby was nie widział.
Sam dla siebie żyje.
Kazali Żarna oddać, to pierwszy oddał.
Córkę starszą wzięli na roboty. Do nawet podania nie pisał. Ale bądźcie
spokojni.
Władek!
Nie jest dobrze.
Chyba ma wysoką gorączkę.
Cholera.
A co z lekarzem? Możemy na niego liczyć?
Tak. Rano skoczę do miasta.
Pojadę z tobą. Słuchaj, będziesz nam tu teraz potrzebny.
Ale tam kuraś na mnie czeka.
Są ważniejsze sprawy.
Zabierzcie go do chałupy.
Szyman!
Wymyśl coś. No co my od jutra pić będziemy?
Tak trzeba, tak trzeba.
Ukryjmy ją.
Schowajmy. Ludzie przechowają.
O kim ty mówisz? O Hance?
O krowie, Szymon.
O krowie!
Za Hankito wiem już, że ratunku nie ma.
Uczysz się, jak ty wyglądasz.
Ojciec, nie pojadę.
Sam wiesz, co Marysia pisze.
Tam mnie zamęczą, Bowera.
Dalej, pośpiesz się.
Niepotrzebnie tak wcześnie wstawałeś, Józek.
Ja nic nie wiem, nic mnie nie obchodzi.
Co ty znowu, Szymek? No ja to wiem.
No to czego jeszcze?
Rannego trzeba zawieźć do miasta.
Pożyczyłbyś konie ze dworu. Tobie nie odmówią.
Dworskimi bezpieczniej.
Żandarmi je znają.
Nie mierzę mi w to, Józek.
Nawet nie wiem, o czym mówisz.
Panie Kaleta, no niechże pan Symonowi przetłumaczy.
Kogo ma te błagać? Jak my będziemy żyć bez krowy? Ty co?
Ostatnią krowę na kontygent prowadzisz?
I ostatnio córkę.
Gotowa?
To w drogę.
Trojhender ze dworu jedzie. Jedź jak gdyby nigdy nic.
Ojciec, on chce mi pomóc.
Mówi, że gdybym mu wcześniej powiedziała o tym wezwaniu, to... Ale jeszcze i
dzisiaj może pójść do Arbajcandu i coś załatwić, tylko... Tylko co?
Chcę, żebym posługiwała u niego.
Tylko tyle czy jeszcze coś?
No jak?
No jak, Ania?
Źle pan robi, panie Poraj. Bardzo źle.
Ja, panie Trechender, pan wie, rozporządzeń słucham.
Potrzeba ludzi do rajchu. Ja to rozumiem.
Nie wiem, czy tak wszystkich rozporządzeń pan słucha.
Zobaczymy.
Zobaczymy. Źle pan robi.
Wio! Wio!
A może by jeszcze z nim pogadać?
Nie ojciec, nie trzeba.
Panie Stowrońcy, co pan znowu nakleja?
Dzień dobry.
Dowódca policji, SS i żandarmerii zawiadamia, że mimo
wielokrotnych ostrzeżeń w dalszym ciągu na terenie gminy mnożą się bandyckie
napady z bronią w ręku na żołnierzy i funkcjonariuszy niemieckich oraz
obywateli na służbie niemieckiego dzieła odbudowy.
Mieszkańcy gminy obowiązani są każdego napotkanego.
bandytę natychmiast przytrzymać i oddać w ręce najbliższego
posterunku. W dniu wczorajszym zlikwidowano groźną uzbrojoną
bandę, aby ostatecznie położyć kres bandytyzmowi.
Obwieszczam i obiecuję, kto z mieszkańców gminy rozpozna
bandytów z nazwiska lub poda adres jego zamieszkania lub adres jego
rodziny albo jego krewnych lub też miejsce jego ukrywania się,
zostanie zwolniony przeze mnie natychmiast z obowiązku kontyngentu
przemiałowego i głównego.
z obowiązku dostawy bydła rzeźnego, a nadto otrzyma gratyfikację
pieniężną w wysokości 9 tysięcy złotych oraz 5
litrów czystego spirytusu.
Co teraz robisz?
Nie wiem.
Pojadę do Zamościa.
Może do Lublina.
Musi przecież gdzieś być.
Gdybyś coś wiedział, zostaw dla mnie wiadomość u Kalety.
Tylko błagam cię, nie kręć się tutaj.
A co tu gorszego może mnie spotkać?
Widzisz tych trzech?
Mogłem być między nimi.
Znowu ich?
Jeszcze wczoraj w lesie sprzeczaliśmy się pod wpływem na bratki, są bracia
Pakulscy.
Oni tego już nie sprawdzą.
I nie odstrasza cię to?
Przeciwnie.
Jak by ich pochować?
Chodźmy, Władzio.
Ktoś ten żandarm za barwę na nas patrzy.
Dziękuję, dziękuję.
Nie mogę go wziąć do szpitala, bo każdy pozna, że to rana postrzałowa.
Zrobiłem, co mogłem.
Zostawiam sulfonamidy.
To jest wasz krewny?
A nie, nie, skąd?
No to szczerze, bardzo mi się to nie podoba.
No i co z waszą wsią?
Dziękuję. No na razie jeszcze nie wysiedlają, ale kto może wiedzieć. Ale
dalej robić?
Co robić?
Strzelać jak ten was ze strychu?
To prowokować zemstę.
Uciekać?
Dokąd? Do lasu teraz?
Musimy się bronić.
Ale jak?
Wiadomo jak.
Niemcy mają wzdłuż całej granicy polsko -sowieckiej zrobić coś na kształt...
wału ochronnego zamieszkałego tylko przez Niemców.
To ma im załatwić dwie sprawy.
Polityczną, bo wysiedlenie stąd Polaków odcięłoby partyzantów od zabezpieczenia
we wsiach.
Wojskowo, bo jest to pewność na wschodzie.
Wszędzie swoje ludzie.
Spokojne tyły.
Himmlerland.
I sam pan widzi. I pan się jeszcze pyta, co mamy robić?
Przecież nie możemy na to pozwolić.
Pan wie, co pan powiedział?
To, co pan mówi, to jest powstanie.
Powszechne powstanie.
A na to nie możemy sobie jeszcze pozwolić.
Jeszcze są mocni.
Zamiast Himmlerlandu zrobiliby nam Himmlerwee.
Utopiliby nas w morzu krwi.
Idź połóż się spać, a teraz że nie posiedzę.
Władek, ja chyba nigdy nie zejdę z tego strychu.
Daj spokój.
Nigdy nie zobaczę woli.
A jakie na broni i pod szóstem były lody.
Jezu Chryste.
Jak ja bym teraz jadł takie lody, tak mnie pali tu we wechach.
Zaśnij. Przyjdzie czas i na lody.
Mładek.
Obejmiesz dowództwo.
To niemożliwe.
To rozkaz.
Widzisz, muszę ci to powiedzieć.
Ja nie składałem gwardyjki i przysięgi.
Jak to?
A ja myślałem...
Napij się.
Chcę, żebyś wiedział do końca.
Ja nie jestem również komunistą.
O co ci chodzi?
Jesteś z nami.
A my jesteśmy tu po to, by ludzie nie czuli się opuszczeni.
I aby wiedzieli, dlaczego warto wytrwać.
O, warto.
Władę.
Wezmę się.
Do salwy honorowej trzema ładuj.
Salwą!
Pal!
Józef, kto to jest ta dziewczyna?
Nasza nauczycielka.
Co się pani tak spieszy? Przysłał mnie zegarmistrz.
Władek!
Dzień dobry. Dzień dobry.
Dzień dobry.
Co się stało?
No niech pani mówi.
Przysłał mnie zegarnik.
Niemcy znowu przywieźli jakiś transport.
Nie wiem, tam są ludzie z Zamościa, z okolic, a może i z Warszawy ktoś jest.
Działają się straszne rzeczy, tam ich katują, biją, słychać krzyki całe noce,
całe dnie.
Coś okropnego.
My już nie możemy wytrzymać. A ilu jest tych żandarmów?
Sześciu, ośmiu najwyżej.
No, no to dziękujemy pani.
Do widzenia.
To ja już pójdę do widzenia. A nie, nie, nie, niech pani nie wraca tędy, tylko
o, tą drogą.
Dobrze?
No, no co?
Może byśmy spróbowali ich odbić?
Nie, nie teraz.
Pójdę i to rano sam, żeby się rozejrzeć.
Musimy być przygotowani.
No dobra.
Gdzie córka?
Córki nie ma.
Na roboty cię ją zabrali. Kłamiesz, uciekła z transportu. Gdzie ona jest? I
nie ma. A gdzie mąż?
Męża też nie ma, panie.
Zabierzemy męża, to znajdzie się i córka.
Wy!
Chodź tu!
Mamy coś ciekawego, zobacz!
Los!
Lele!
Los, los!
Czyje to?
To syna, panie. To wszystko syna. Ukrywasz bandytów? Ilu ich jest? Gdzie
Toż to syna, panie. To sędz tak, to struga, bawi się. Jak się ratywasz?
On nie powie, panie. Nie powie?
Na rany boskie, panie, toż on nie my. On nawet nie słyszy.
Nie słyszy?
Panie Sikora, dziewczyny nie ma w domu, jeszcze nie wróciła.
Kto tam?
To ja, Poraj.
Otwórz.
Czymek, co z tobą?
No chyba wiesz, co ze mną.
No chodź, ogrzejesz się, prześpisz. Chodź, chodź. Nie, nie, nie, nie, nie.
Józek, daj mi broń.
Co takiego?
No co tam masz, rewolwer, karabin.
Nie wszystko jedno, bedużnicy.
Nie chcesz, to może twoje goście mi dadzą. Nie musisz się mnie bać.
Widzisz, Krzymek, teraz nastały takie dni, że każdy nabój się liczy.
I każdy człowiek.
Ty nam jesteś potrzebny, a my tobie.
Nie rozumiesz mnie, Józef.
Nigdy na nikogo nie liczyłem i tym razem nie chcę.
Zawsze miałem własne rachunki.
A zwłaszcza od dziś.
I chcę je spłacić.
Nigdy nie zalegałem w niczym. I tym razem dostaną to, co im się należy.
Dostaną, Szymek. Pomścić swoich.
Całą ziemię za mojską pomścimy, ale gromadą.
Nie. Wy całą wojnę chcecie wygrać. A wszystkich i tak nie pozabijacie. Kul
starczy. Moja sprawa mała. Czterech wszystko.
Wszystkich nam, którzy tam byli.
Schwarzgruber, Fichtel.
I dwóch jeszcze.
Widzę, że nikt nie uproszył ciebie.
Poczekaj, przyniosę ci kurtkę. Zmarzniesz w tym waciaku.
Tu jest posterunek żandarmerii.
Kiedyś ten budynek należał do Słowackiego.
Dziedzic mieszkał na parterze, a rodzina na pierwszym piętrze.
Dobry.
Pod całym budynkiem są duże piwnice.
A gdzie wejście?
Z drugiej strony.
Zaraz pokażę.
A co to za wody? To?
To dodają część kontyngentu.
Zaopatrzenie dla żandarmerii.
Lekasza. Naczosykasz.
A czy nie wiecie, ilu tych zatrzymanych tam jest?
Dokładnie nie wiemy.
Formanki będą przygotowane.
Lekarz też będzie.
Dzień dobry.
Siadujcie.
Niedobrze. Co się stało?
Pawlak powiada, że podobno przed chwilą romnęli Schwarzgrubera. Kogo?
To tutejszy zandarm.
Tak, podobno kiedy Schwarzgruber wychodził z poczty, jakiś chłop...
Wypalił mu prosto w łeb. Szukają go teraz.
Mam nadzieję, że to chyba nikt z naszych.
Przed akcją miał być zupełny spokój.
Nie, nie, to nikt z naszych.
To pewnie pora i trzeba go uspokoić, bo gotów narobić nieszczęścia.
To może w takim razie odwołać dzisiejszą akcję?
Nie, to niemożliwe.
Wszystko już jest przygotowane.
Zadania wyznaczone. Tak jest, masz rację.
Nie ma co przerwać aktów.
Niemców może zatrzymać tylko strach.
Ziemia, którą osadnicy uważają za swoją, musi im się palić pod nogami dzień i
noc.
A poza tym, lepiej zginąć w walce, niż czekać, aż przyjdą tutaj po nas.
No teraz musimy się rozejść. Tylko wychodźcie pojedynczo.
To ja idę pierwszy.
Dziękuję.
No to cześć.
Aha, pamiętajcie tylko o tych formankach. Oczywiście, bądźcie
Wszystko będzie jak w zegarku.
Zjeżdżam wam kartofle od Tomanka.
Dzięki.
Dzień dobry.
Hej. Ja.
Nie.
Tam są, tam te drzwi.
Wychodźcie.
Jesteście wolni.
Zamknij go.
To już wszyscy?
Ja ich rozwiedzę. A gdzie zegarmistrz?
Czeka przy furmance. Dobrze, zajmijcie się nimi.
Władek!
Poznajesz mnie? Marta? Skąd się tu wzięłaś?
Jestem oddelegowana do waszego oddziału.
Dobrze, pójdziesz z nami.
Pomóż mi teraz pozbierać te pieczątki.
Dobrze.
Usiądź przy piecu.
Masz ładne nogi. Ale zmarznięte.
To ja już pójdę.
Cześć.
Dobranoc.
Co się stało?
Nie chciałam rozklejać się przy chłopcach.
Tam było strasznie.
Widzicie?
Muszę to zobaczyć.
Zdejmij sweter.
Mam tu gdzieś wodę utlenioną. Może trzeba będzie to przemyć.
Sukinsyny.
Musiałaś się bardzo no cierpieć. Ja?
W Warszawie powiesili pięćdziesięciu ludzi.
Sama widziałam.
To potworne.
A kiedy to się stało? Nic tu o tym nie słyszeliśmy.
W październiku.
Tydzień później nasi chłopcy wrzucili granaty do kapel klubu.
Za parę dni powinno cię przestać boleć.
Nigdy cię tego nie zapomnę.
Tak się mówi przy rozstaniu.
Józek! Jaki samochód jedzie?
Pochwalony. Na wieki wieków.
Chciałbym się zobaczyć z Władkiem.
Z Władkiem? A jakim?
Tu żadnego Władka nie ma.
Leon!
Chodź, chodź.
Cześć. No, poznajcie się. Mój przyjaciel. Józef. Leon. No to
Co, wracasz do Warszawy? Nie.
Przyjechałem specjalnie, żeby was uprzecić.
Tak? Co się stało?
Dowiedziałem się w miasteczku.
że mają waszą wieś dzisiaj wysiedlać.
Słuchaj, Leon, mam do ciebie prośbę.
No? Mamy tu chorą łączniczkę. Ma wysoką temperaturę.
Zaopiekuj się nią.
Chłodek, wpadniesz kiedyś przed te dziewczyny.
To poważna sprawa.
Dobra, poczekaj chwilę.
Marian Rysiek!
Chodźcie na chwilę.
Co jest?
Słuchajcie, dowiedziałem się, że mają dzisiaj wysiedlać na Lepy.
Skąd wiesz?
Dano mi znać.
Musimy przygotować się do wymarszu. Idziemy do lasu.
A wyślij łącznika do Sochy.
Niech będzie ze swoim oddziałem koło starego młyna. Tam się spotkamy.
Nie wiadomo, czego tam znajdziemy.
Jeszcze wczoraj był w Gajówce.
No dobrze.
A trzeba dać znać chłopom.
Tylko pośpieszcie się.
Masz, to ci powinno pomóc. Uważaj, bo gorące.
Strasznie jesteś rozpalona.
Masz taką chłodną rękę.
Potrzymaj chwilę.
Pojedziesz z moim przyjacielem do miasta.
Nie mogę.
Przecież jestem tutaj potrzebna.
W tym stanie będziesz nam tylko przeszkadzać.
Zdrowiejesz, to wrócisz do oddziału.
No zbieraj się, musisz nie spieszyć.
Józek. No, no, do widzenia, Jaczka.
Do widzenia.
No, no, już, już. Do widzenia. Trzymaj się, Józek.
Tata, zostanę z tobą. Siadaj na wóz, zajmij się matką i baćką. Tata, zostanę
tobą. Siadaj, bo ja wezmę pasa.
Przylecę do was.
Wiadomość został u zegarmistrza. Dobra. Tylko pilnuj jej, a koka w głowie.
Dobra, dobra, bądź spokojny.
Pamiętaj, za dwa dni chce cię widzieć zupełnie zdrową. Zrozumiano?
Tak jest.
No, uważaj na ciebie.
Co się tak gapicie?
Uciekajcie stąd, wozy dawno już odjechały.
Weźcie nas sobą.
Macie broń?
Nie. No to z czego będziecie strzelać, kiju?
Nie wiem, co odbierzemy.
W lesie zimno, zamarzniecie.
Dla nas to nieróżnica, zamarzeń czy od kuli zginąć.
No, uciekajcie już!
Widzisz? Na pewno wygramy tę wojnę. Skąd wiesz?
Ci chłopcy mi powiedzieli.
Chłopaki, Tocha idzie.
Gdzie Władek?
Zaraz go zawołam.
Co się stało?
Niemcy we wsi.
Gdzie Kazim?
Pilnuje koni.
Przygotujcie się do wymarczu.
Wiórka przed głonem.
Karas Jan.
Karas!
Karas Maria.
Jan Jakob.
Jan Jakob.
Antonas Józef.
Różanek Matek.
Kodaj w piwakolubie.
Dlaczego to zrobiłeś?
Bo moje.
Za to, że w takim stanie zostawiasz dom nowym właścicielem, zostaniesz ukarany.
To nie ten. Myślałem, że to fichtel podobny.
Uratował mi pan życie.
To co, idziemy?
Nie, ja z wami nie idę. Ja mam swoje sprawy do załatwienia.
... ... ...
...
... ...
... ...
...
... ... ...
Ładna choinka, trzeba wam przyznać.
Cały miesiąc bieraliśmy te świecidełka.
Widzisz, to na przykład jest z potyczki pod Biłgorajem.
Z pod Suchowoli.
A to co to jest?
A to jakaś odznaka, zabraliśmy oficerowi.
Niemcy od tygodnia zaprzestali wysiedleń. I po raz pierwszy Niemcy
nie przed regularnym, uzbrojonym wojskiem, ale przed zwykłymi ludźmi.
Przed Polakami, którzy wyszli z lasu, ze wsi.
Wypijmy zdrowie tych ludzi.
Wypijmy za to wszystko, cośmy wspólnie przeżyli i za ten nadchodzący 43.
rok. Żeby nam przeniósł to, na co wszyscy czekamy.
Zdrowie! Na szczęście!
Dziękuję.
No i co, byłeś tam? Tak.
Nie ma na wschodnim.
Jak to nie ma?
Cała Warszawa aż hucze.
Tysiące ludzi zgłasza się, żeby zabrać te dzieci.
Podobno zamarzają w wagonach. Nie ma tam żadnych wagonów.
Przecież wiesz, że nawet do biekła bym się dostał, a co dopiero na głupi
dworzec.
Fakt. Tłumy tam takie, że szwaby zgłupiały.
Pewnie dlatego ludzi nie rozpędzili.
Ulka, dawaj forsę. Wszystko, co jest w domu.
Leon, coś ty zrobił z Bożenką.
Skąd mogłem przypuszczać?
Skąd mogłem wiedzieć, że właśnie tam... Skąd mogłeś wiedzieć?
Ty zawsze jesteś najmądrzejszy.
Tylko to umiesz.
A o dziecko trzeba dbać, kochać, trzymać ze sobie.
Dlaczego się wygnał? Zabij się!
To jest moje dziecko, rozumiesz?
To ty jej właśnie nie chciałaś.
Leon!
Leon, ratuj ją.
Kluczyk od komódki.
Jadę do Garwolina.
Podobno tam są wagony.
Reszta jest w bieliniarce. Weź też.
Za pół godziny będzie gotowy. Panie, na porcie mi nie zależy, byle było szybko.
Co pan taki nerwowy?
Zwieszy mi się.
Widział pan, co się u nas na stacji dziś dzieje?
Banszut sprzedał dzieciaka z transportu za 70 złotych.
Ludzie polecieli i każdemu żal dzieciaka. Bo to zamarza w drodze, nawet
poleciał. A Banszut się tropnął i chce stówę za dziecko.
Panie, kiedy to było?
Jak to kiedy? No, dziś rano.
Rany morskie.
Gdzie ta stacja? Na prawo, parę kilometrów przed las.
Leon, to za daleko! Naprawimy samochód i zaraz pojedziemy!
Dzieci są w środkowym wagonie.
Dzień dobry.
O co chodzi?
Chciałem się coś zapytać. Do niego, nie ze mną.
Bożenka!
Bożenka!
Bożenka Kuraś! Bożenka!
Czy który z Was zna Bożenkę Kurę?
No koniec! Złaś!
Szybciej! Szybciej!
Poczekaj pan chwilę.
Chciałbym coś od pana kupić. O co chodzi?
Cały wagon. Jak leci?
Człowieku, czyś nie zweriował?
Chwileczkę.
Panie, jak pan może na to tak spokojnie patrzeć?
Niech zostawił pan w domu dzieci?
Tarczy do podziału?
Dobra.
Zobaczymy.
Ludzie, bierzcie wszystkie, póki jeszcze żyją.
No i co czekacie?
Żeby zamarzły?
Kto pan jest?
Ojciec.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.