Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Emilu!
Gdzieś ty się podziewał tak długo.
Tęskniłam.
Miałem trochę kłopotów z drogą powrotną, ale udało mi się przywieźć coś dla
ciebie. A cóż to takiego?
Ręcznie malowany jedwab.
Cudowna mgiełka. Ale muszę ci ją wręczyć w domu ofiarodawcy.
Tak każe stary, a pojeździ zbyczaj.
Co sądzisz o wystąpieniu naszego szefa na naradzie?
Do dzisiaj nie wiedziałam, że pisanie artykułów to posłannictwo dziejowe.
Nie zapominaj, że Hugenberg ma na wschodzie bardzo wiele do stracenia.
Za państwowe pieniądze będzie walczył o swoje.
Wiesz co?
Gdybyś ty miał na wschodzie hutę, a ja kopalnię.
To by się nam dopiero dobrze pisało.
No. Nie muszę się tutaj nikomu przedstawiać. Znają cię wszyscy.
No witaj, podróżniku. Tym razem chyba dużo zwiedziłeś. O tak.
O wiele więcej niż planowałem.
Zwłaszcza interesujący był pobyt w Tokio. Co prawda lekko zmącony faktem,
przywieziono mnie do Japonii pod strażą. Jako jednego z internowanych. Nie
przypuszczałem, że Japończycy wpadną na pomysł, żeby nam odebrać nasze kolonie.
Ale miałem sporo swobody.
Naszkicowałem trzy książki. No i przy okazji dostałem korespondentem kilku
japońskich. A, gratulujemy, panie Papiński. A co u was słychać?
Wszyscy w Berlinie tacy zaferowani, zabiegani.
Myślałem, że wojna już się skończyła.
A może byś przyszedł do nas?
Przydałby się.
Hugenberg robi powszechną mobilizację. Ściąga do siebie tylko najlepsze pióra.
To brzmi zachęcająco.
O, panowie się jeszcze nie znają.
Pan Bauer z naszej agencji Telegraphen Union. Pan Papinski, niezależny reporter
i podróżnik. Pan Jones z Reutera. Pan Delary z Le Matheum.
Bardzo przepraszam. Pan Bauer, pan Bauer.
Ma pan dobre pióro.
Przed tą wojnę czytałem pańskie komentarze. Podobały się panu.
Mam na myśli styl.
Ale czy pan...
Naprawdę tak bardzo nie lubi Anglików, czy były to tylko wymogi propagandy? I
przyjechał pan do Berlina, żeby się o tym przekonać.
Nie tylko po to.
A czy pan czytywał moje komentarze?
A nie, proszę pana, ja się nie interesuję polityką. Moja specjalność to
życia, wystrzyk sper i damska moda.
Przepraszam.
Paryżów tam wiedzieć.
za naszą berlińskie elegantki. Pani pozwoli? O!
To przecież paryski krój!
Mam kolejny temat do mojej korespondencji.
Panie generale. Tak, słucham. Proponują mi objęcia dowództwa nad oddziałami
Heimatsusu na Śląsku. Ale czy wypada oficerowi sztabu generalnego? Cóż za
skrubuły. Drogi krabio.
Moje garnizony na Pomorzu i w kraju nad Wartą pełnią funkcję żandarmerii. A ja
sam czuję się jak Uwe Wollis -Weisse.
Ale czy pan widzi inne wyjście, żeby utrzymać ten śpiklerz przy Rzeszy?
Heimatschutz to służba ojczyźniana, to żarliwi ochotnicy.
Takich na trzeba.
Więc niech pan jedzie, bo na Śląsku zaczyna się robić gorąco.
Mój, mam ci gustawie.
Nasze żony mają zawsze rację.
Dziękuję za radę, panie generale.
Takie zazdrosne?
Wybaczy pani baronowo, czy generał Steiner jest tu jeszcze? Proszę za mną.
Co się stało?
Ja nie wiem, czy mogę zdradzić tajemnicę wojskową. Możesz, możesz, możesz. Ale
jutro i tak wszyscy będziecie o tym wiedzieć.
W Poznaniu wybuchło portanie, w całej prowincji toczą się walki.
Niestety nasze garnizony nie potrafią opanować sytuacji.
Mieliśmy we trzech strzelać z jednego okna.
Pomyślałem, że trzeba zrobić drugie stanowisko.
Wychodzę, no i oczywiście wpadłem na zabłąkany patrol grenadierów.
Kazali się prowadzić bocznymi uliczkami do Cytadeli. Tam już się zaczęło. No to
na lotnisko, na ławicę.
Zatrzymali po drodze jakąś ciężarówkę.
Chciałem się urwać, ale kazali jechać ze sobą.
Nagle jakaś barykada, piszki, strzały, samochód wpadł do rowu. Zrobiło się
zamieszanie, to uciekłem.
Wbiegłem na jakąś budowę, z tyłu tamci cały czas strzelali.
Pędzę jak tylko mogę, a potem nic.
Traciłem przytomność.
Obudziłem się, było już ciemno, zimno. Nie mogłem wstać. Noga boli.
No wyczołgałem się jakoś z tego dołu.
Na szczęście obok byli ludzie.
Zobaczyłem światełko, doczołgałem się.
Pomogli mi.
Odwieźli do szpitala.
A w szpitalu? A w szpitalu co? Trzeba było czekać w kolejce, bo najpierw
opatrywali rannych.
Doczekałem się.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby... Gdyby nie jeden szkopuł. Jaki szkopuł?
Ciągle myślę, że uważacie mnie za tchórza. Żartujesz, Franek. Po prostu
pecha.
Ja zresztą też.
Dobrze, że jesteś.
Z tą nogą do Czarka na linię nie pójdziesz. Ale możesz się przydać
sztabie. Rozmawiałem z porusznikiem Kaletą. Oni tam potrzebują ludzi
A tutaj możesz się przydać. My z Piotrusiem ledwie sobie dajemy radę.
miał samych inwalidów w redakcji.
Grunt, że głowy macie całe. Jeszcze tam, na tej naszej statyjce, myślałem, że
wszyscy, całą drużyną, będziemy świętować zwycięstwo.
Ale powoli wykruszamy się, jeden po drugim.
Marcin pierwszy.
Dziewczęta, idziemy do sztabu. Do sztabu? No.
Obiecali nam urządzić sierociniec w jakimś poniemieckim domu.
Drągal. Tak, mam dla ciebie zadanie.
Wiesz, w tym sierocińcu jest masa chłopaków, z którymi nie możemy sobie
poradzić. Liczę na ciebie. No chodźcie, chodźcie.
No i co?
Mamy spokojnie czekać na linię demarkacyjną, aż tamci wersjali podejmą
Zrozum, Steiner. Sytuacja wyjściowa jest zupełnie inna. Nie ma nas w
Wielkopolsce. Twoje garnizony okazały się za słabe. Bo nie zdążyłem zrobić
czyszki. Twoja sprawa.
Teraz musimy całą rozgrywkę prowadzić na innych płaszczyznach.
Politycznej, dyplomatycznej i propagandowej.
Hugenberg rozwija z rozmachem całą swoją kampanię. To bardzo obiecujące.
Ale czy zdążymy przekonać Europę i Amerykę?
że to są niemieckie ziemie.
Jaką mamy pewność, że konferencja uzna nasze prawa?
No i czy Polacy zechcą nas puścić do Poznania?
Takich gwarancji nie ma.
Wszystko zależy od układu sił.
A w razie czego mamy w rezerwie twoje wiosenne słońce. Zanim się wreszcie
zdecydujecie, to na wszystko będzie za późno.
Żeby uruchomić wiosenne słońce, muszą być spełnione dwa warunki. Czas i
pieniądze.
O pieniądze się nie martw.
Dostaniesz tyle, ile będzie trzeba.
Czasu też jest jeszcze sporo, ale przede wszystkim trzeba spełnić jeszcze jeden
warunek. Jaki?
Feldmarszałek. On prowadzi całą rozgrywkę z aliantami. Bez jego zgody.
Słuchaj, to się skupi na mnie.
Pan pułkownik Nikolaj.
Właśnie wracam od starszego pana. Wszystko mu powiedziałem.
No i co?
Cały czas bawił się z psem.
Sprawiał wrażenie, że nie słucha.
Potem ptał, podszedł do okna, długo przed nie patrzył i wreszcie powiedział.
Jestem zmęczony, dziś był ciężki dzień.
Do widzenia, Nikolaj. I to wszystko.
I nic więcej?
Jak to mamy rozumieć?
Nie wiem.
Ale nie dostałem rozkazu, żeby cię aresztować.
No widzisz, Steiner, możesz zaczynać.
Cześć, Michałek. Jest Dorota? Jest do siebie.
Marysia! Marysia! Franek przyszedł. Zajmij się nimi, zaraz wrócę.
Pięknie tu łówa.
A co jest na górze? Pokażecie mi?
A dasz radę?
No jak pomożecie.
To był świetny pomysł z tym apelem do czytelników. Na razie dzieci mają na
spać. Niektóre mają nawet swoje buty. Czego wam jeszcze brakuje?
Ludzie sporo piszą do redakcji, chcą pomagać. Czas rozpocząć naukę, a my nie
mamy polskich książek. Może by tak zorganizować jakąś zbiórkę.
A tak w ogóle to chciałybyśmy zawożyć własną bibliotekę.
Spróbuję.
No i co, Dorotka? Jesteś szczęśliwa?
Będziesz miała nareszcie swoją szkołę.
A co na froncie?
Pytasz tak ogólnie?
Wszystko w porządku.
Janek czuje się doskonale.
Ostatnio zaczął pisać wiersze. Wiersze?
Miłosne.
Nie przysłał ci jeszcze?
Cześć.
A w ogóle, to na froncie spokojniej niż tutaj.
Chłopcy nudzą się na tej linii demarkacyjnej.
Dlatego jutro przyjeżdża... Zgadnij, kto przyjeżdża.
Naprawdę?
Z listu wynika, że Berlin chce rozwiązania politycznego.
Skąd ta cała kampania prasowa?
Przede wszystkim to taktyka.
Chcą nas wyizolować, a potem uderzyć.
I nikt palcem nie kiwnie, żeby nam pomóc.
Dlatego musimy wiedzieć.
Przyszedłem tutaj, żeby nie rozmawiać z nim w sztabie.
Dlaczego właśnie on?
Wysyłam najlepszych.
Takich, którzy mają jakieś szanse.
Może któremuś z nich się uda.
I ty chcesz, żebym ja się zgodził?
Ja, ojciec.
A wolałbyś, żebym go wysłał bez twojej wiedzy?
Do Berlina? Po co? Przecież na linii robi się gorąco.
Żeby się nie dać zaskoczyć, musimy wiedzieć, kiedy uderzą.
Przecież nasza linia obrony jest jak wąska wstążeczka, wiesz przecież. Ale
jeżeli będziemy wiedzieli, gdzie i kiedy, co to zmieni?
Będziemy mieli szansę wzmocnienia obrony, ściągnięcia odwodów.
Tak, a w tym Berlinie?
Pamiętasz Johana Falkiego? W piętnastym roku był u nas, zabrał cię do Wiednia na
wakacje. Tak, pracowałem w jego warsztacie.
No, warsztat zostawił bratu, pojechał do Berlina, dorobił się, ma teraz
fabryczkę. No i teraz przysłał.
Kampania prasowa.
Cała krucjata.
Koncern Hugenberga to imperium prasowe. A jeżeli powstał społeczny fundusz
obrony niemieckiego wschodu, to znaczy, że przemysł nie będzie żałował milionów.
Tak, żeby przekonać Amerykanów, Francuzów, Anglików, że Pomorze, Śląsk i
Wielkopolska zawsze były niemieckie. Jeśli trzeba, to pojadę.
Trzeba.
Ale to nie jest najważniejsze.
O twoim wyjeździe będzie wiedziało tylko dwóch ludzi.
Ja i twój ojciec. Nikt więcej, rozumiesz? Tak.
Nawet matka nie wie.
A chłopakom z drużyny co powiem?
O, że pojechałeś do Warszawy na przeszkolenie. Piotruś wraca na linię,
powie. Potem pojedziesz do Wiednia. Do Wiednia?
Pamiętasz drugiego Falkiego?
W Wiedniu.
Johan właśnie przesłał ten lip przed niego.
Tak. Ty też nam będziesz przesyłał wiadomości w ten sam sposób.
Przez Wiedeń?
Tak. Masz jakieś pytania?
Sprawa najważniejsza.
Przecież w Berlinie nie mogę występować jako... Przepraszam, tato. Jako Czary
Gadamski.
Opiekuj się Michałkiem.
Jemu teraz potrzeba dużo serca.
Nie martw się o niego, jest ze mną, pomaga nam.
Wolnie, nie mogę nadążyć.
Wiesz, cieszę się, że jedziesz do Warszawy.
Będę spokojniejsza, będziesz daleko od frontu.
Zaczekajmy.
Wiesz, nie chcę być nie w porządku wobec drużyny.
Wrócisz do nich.
A jak długo tam będziesz?
Nie wiem.
Będziesz pisał?
Nie wiem.
Nie pytaj.
Nic więcej nie mogę ci powiedzieć.
Będę czekała.
Czarek. Tak?
Wiesz, że ja ciebie bardzo... Tak, bo...
Ja, Dorotko, widzisz... Ja ciebie...
Zaczekajcie!
Twój raport o tym wiosennym słońcu przekazałem do gabinetu Clemenceau, ale
uważa, że to prowokacja.
Pułapka przygotowana przez Hindenburga.
Wyjdziemy z tym w Wersalu, to delegacja niemiecka nas wyśmieje.
Ty też uważasz, że dałem się oszukać?
Przecież znasz oba źródła.
My zbieramy informacje, a premier prowadzi politykę. Nie mieszaj nigdy
dwóch rzeczy.
Więc po to wezwałeś mnie z Berlina, żeby mi to powiedzieć, tak?
Więc Anglicy tak mocno trzymają nas za gardło.
A ja myślałem, że jesteśmy Mozartem.
To co my myślimy nikogo nie interesuje.
Mamy podawać informacje i zbierać fakty.
Reszta należy do kogo innego.
Słuchaj, Bertrand.
Tak?
Powiedz mi, ale tak zupełnie prywatnie.
O co tu właściwie chodzi?
Proszę bardzo.
Miło mi pana znowu widzieć.
Dziękuję.
Wiesz, bo ja myślę, że ja w tym Berlinie to zupełnie zaczynam głupieć.
Jeżeli Niemcy chcą rozładować swoje wewnętrzne napięcia, to niech to czynią
daleko od naszych granic.
Im dalej, tym lepiej.
Koniec, cytat.
Ale co z Polską i Czechosłowacją? Jeśli im nie pomożemy, Niemcy ich zduszą.
Kto będzie trzymał Prusaków za portki z tamtej strony, to miała być nasza racja
stanu.
Anglików interesują wyłącznie kadłubowe państewce.
Zawsze mówiłem, że ich trzeba... Potopić w Lamansz, poktarzać się, żak. Tak. Mi
się wydaje, że znają Niemców.
Ale że my zgodziliśmy się na to... Więc po co mam jechać do Berlina i wyrzucać w
błoto pieniądze podatników?
No tak.
Obserwować.
Dobry wieczór. Czarek, to ty?
Wejdź, wejdź.
Ale wyrosłeś. Pamiętam cię jako chłopca, a tu nagle mężczyzna. Dziękuję.
Ojciec bardzo panu dziękuję za wszystkie informacje.
Aha, dlatego przyjechałeś. Gerda, przygotuj dwa nakrycia i pokój gościnny.
O, widzisz, produkuję telefony. Wprowadziłem nowe modele.
Aparaty salonowe, biurowe, buduarowe.
Aż tu nagle zamówienia na łącznicę i aparaty polowe.
No powiedz, jak tam wygląda Poznań?
Bardzo się zmienił?
Bardzo. Siadaj.
Mieliśmy różne sygnały, ale dopiero twój raport wszystko wyjaśnił.
Dobra robota, Jones.
Dziękuję, Sam.
Chcemy, żeby Felsmarszał Kindenburg dowiedział się, że wiemy wszystko o tym
piosennym słońcu.
Co proponujesz?
Oni nie znają się na subtelnościach.
Myślę, że można zrobić przeciek prasowy w jakimś neutralnym kraju, na przykład w
Szwajcarii. Nie zrozumiałeś mnie, Jones.
Aha.
Wiemy wszystko, ale to nas nie interesuje, tak?
Mógłbym to zrobić przez moje kontakty w Berlinie, na przykład dziennikarz Bauer.
Zrozumie i przekaże, gdzie trzeba?
Mam podstawy przypuszczać, że pracuję nie tylko dla redakcji.
Przy okazji, utrzyj im trochę noca, żeby nie zapomnieli o szacunku dla
brytyjskiego wywiadu.
Johan, wszystko rozumiem. Ale dlaczego przyszedłeś z tym do mnie?
W Berlinie żyje 120 tysięcy Polaków, a ty znalazłeś właśnie mnie.
Tylko w jednej czwartej mam polską krew.
Reszta to słowacka, węgierska i bawarska.
Najbardziej liczę na tę ćwiartkę bawarską. Przy piwie będziesz mógł się
dowiedzieć tego, co nas interesuje.
Ale czego mam się dowiedzieć?
Żebym to ja wiedział.
Potrzebny jest koniec nitki.
Myślisz, że w Berlinie zapadła już jakaś decyzja polityczna?
Tego nie wiem.
Ale skoro rozpętali kampanię propagandową na cały świat, to musi
określonemu celowi. Tak.
Macie już jakiś plan działania?
Rozumiem. Nie wiemy czego szukać.
Nie mamy żadnego planu działania, ani nawet najmniejszego punktu zaczepienia.
Kogo rzucamy do walki?
Właściciela fabryczki, reportera i studenta.
Studenta, który jest w Berlinie od dwóch godzin i zna tylko nas obu.
Wiesz jakie mamy szanse?
Wiem. Na co liczysz?
Skoro zapada już decyzja polityczna, to niższe szczeble musiały otrzymać ją do
wykonania. Kamień wpadł do wody, ale drobne fale rozchodzą się po jeziorze.
A dziennikarze potrafią czytać, co mówi Smeru.
Może i masz rację, ale dlaczego ja mam się w to mieszać?
Emil chwaliłeś się, że twój dziad walczył o wolną Słowację pod rozkazami
generała Bema.
Jeżeli Hindenburgowi uda się rozprawa z Polską, to i Czechosłowacja długo się
nie utrzyma. Dlatego liczę na te twoje dwie ćwiartki słowiańskiej krwi.
Już nie mówiąc o tym, że jako rasowy dziennikarz będziesz chciał dla własnej
satysfakcji dojść prawdy.
Czyżbym się mylił?
Musisz mu sprawić smoking.
Śliczny. Nie bój się sentymentalizmu.
Do Amerykanów trzeba mówić właśnie w ten sposób.
Oni nie przyjmują racji rozumowych.
Etyka dziennikarska mi nie przeszkadza, jeśli o to ci chodzi.
Wszyscy znamy doskonale twoje liberalne przekonania.
Ale musisz się na coś decydować.
Jesteś pracownikiem walki o niemiecki wschód.
Żołnierzem na pierwszej linii.
Dziennikarzem jestem.
Masz prawo wyboru.
Możesz pozostać wierna swoim przekonaniom i jakiejś utopijnej etyce
dziennikarskiej. Ale czy możesz sobie na to pozwolić?
Bo jeżeli jutro rano nie przyniesiesz gotowego artykułu, wyrzucą cię z
A kto będzie ci tak dobrze płacił jak stary Alfred?
Zastanów się, Lotte.
Szlachetne gesty są bardzo kosztowne. Bardzo.
I w tej części Europy... Z tego powodu jest mi bardzo miło. O, a szkoda.
Przepraszam.
Wielu. Wszyscy zazdroszczą mi tej twojej mgiełki. Cieszę się.
Pozwól, że ci przedstawię mojego autryjackiego kuzyna. Otto Strauss.
Bardzo miły. Od razu widać, że to nie Niemiec.
Otto?
Pozwoli pan, że przedstawię moich przyjaciół.
Szukałem was.
Chodźmy na konia.
Czytałem pański artykuł o niemieckich wpływach w armii japońskiej.
Interesujący.
Rozumiem, że to tylko część pańskich spostrzeżeń. Oczywiście, panie generale.
Czy nie znalazłby pan trochę czasu? Jakaś prelekcja dla niektórych naszych
kolegów. Z przyjemnością, jeśli to was interesuje. Oczywiście, że interesuje.
My Japończycy mamy dużo wspólnego.
Wprawdzie wyparli nas od naszych kolonii na Pacyfiku, ale to im natunie myśl, że
mogą w ten sam sposób odbyć się Anglików.
I wtedy staną się naszymi sprzymierzeńcami.
No, chodźmy.
A teraz pomówmy o konkretach.
Chce pan studiować fizykę?
Tak.
Mój nieboszczyk mąż zawsze mówił, że... A pani jest wdową, tak? Nie widziałem,
przepraszam.
Zginął na polu chwały.
Dziękuję.
Proszę, przedstawię panu moją przyjaciółkę. To także wodna waga jedna.
proszę się zajmie się naszym przemiłym Austriakiem.
Otto Strauss.
Pan pozwoli? Mój kolega z telegrafem Union.
Bauer. A to Richard John z Reutera. Miło mi.
To pan jest dziennikarzką, tak?
Tak.
Pracuję dla Hugenberga.
Dla kogo?
Pan nie wie, kto to jest Alfred Hugenberg.
Nie.
A widzisz, Bauer, Austriacy ciągle żyją jeszcze w świecie operetki.
A świat już dawno poszedł w stronę dramatu.
Tak. Wie pan, będę teraz pisała takie łzawie historyjki dla Amerykanów. O tym,
jak wstrętni Polacy strasznie znęcają się nad biednymi Niemcami na Śląsku. No
w Poznańskim.
Taki schemat, jak krwiożerczy Indianie rozprawiają się bestialsko ze
wspaniałymi osobnikami.
Dobre, co?
Proszę, tak.
No ale stary Alfred dobrze płaci.
Słuchajcie, na zakończenie tego wspaniałego wieczoru zapraszam was do
Musimy uczcić przyjazd mojego drogiego kuzynka.
Mój wujek ma wspaniałą japońską wódkę.
Próbował pan?
Tak, próbowałem.
Zaraz podam coś na gorąco.
Mówisz, że Feldmarszałek będzie czekał na wyniki konferencji? Oczywiście.
Podpichaliśmy przecież rozejm z Polakami.
Fakta sunt servanta.
Stary nie ma żadnego planu.
Już dawno przekonał się, że zasada fair play nie obowiązuje w polityce.
Anglia jest tego doskonałym przykładem. Ale Feldmarszałek nie ma żadnych planów.
Albo jesteś tak marnym dziennikarzem, że jeszcze niczego nie wyniuchałeś.
Albo nie chcesz się z tym zdradzić.
Jeżeli nie wiesz, to popytaj, co to takiego wiosenne słońce.
No nie złuś się, Bauer. Nie przejmuj się tym, co mówi pijany angielski
dziennikarz.
Ważne jest to, co wydrukowane.
A w gazetach nic.
Może nam się to po prostu wszystko zdawało.
Na pewno.
Dalej jeszcze.
Lotte!
Lotte!
Lotte!
Czy wiesz, gdzie urodził się Hindenburg?
Pewnie.
Przecież tego uczą w szkołach.
Polacy to miasto nazywają Poznań.
Wielki Feldmarszałek urodził się w Polsce.
A generał Steiner, nic z niego nie wydusiłeś.
Tylko jedno. Jest absolutnie pewien, że konferencja wersalska nie skrzywdzi
Niemców.
Wiosenne słońce.
Jesteśmy pewni, że tu chodzi o wschodnie terytoria?
Niczego nie jesteśmy pewni. On słyszał fragment rozmowy.
Szkoda, że wyszedłeś do kuchni.
Przy mnie nie zaczęliby rozmowy na ten temat, a przy młodym chłopcu nie
krępowali się.
Ale co z tego wszystkiego wynika?
A może to jakaś nowa akcja polityczna?
Albo jeszcze jedno uderzenie propagandowe?
I robią z tego taki sekret.
Panie Falkę.
Te aparaty.
Pilne zamówienie.
Brawo, że ja na to nie wpadłem.
Brawo!
Czy to miał być list z Wiednia?
Tak, na nazwisko Marta Kugel.
Proszę. Dziękuję pani.
Pięć znaczków poproszę.
Niepotrzebnie poszedłeś do rady z tym wiosennym słońcem.
Ostrzegają cię, że to nic nie da.
Otrzymałem sygnał, musiałem przekazać.
Jeżeli Niemcy wrócą do Poznania, to żadne rezolucje wersalskie nie zdołają
stąd ruszyć.
Naczelna Rada Ludowa wierzy w papierek rozejmowy podpisany przez Niemców. Czy
oni nie mogą zrozumieć, że cały nasz front to jest realiera, którą można
przerwać w dowolnym miejscu siłą batalionów z partego artylerią?
Nowak.
Pomożesz mi?
Jak ty sobie wyobrażasz?
Prowadzenie wojny na dwa fronty?
Oddziały powstańcze przechodzą pod komendę naszej dywizji.
Kierunek południowy jest już zorganizowany.
Teraz dobór Muśnicki zacznie przejmować resztę twoich oddziałów.
Chcesz ich zbundować?
Wtedy każą nam rozbroić twoich powstańców.
Zrobisz to?
Wykonam rozkaz.
Wiem, co trzeba zrobić.
Nie udał nam się atak wprost, trzeba uderzyć z flanki. Nie rozumiem.
Widzisz, żołnierz, żeby nie gnuśnieć, musi ćwiczyć. No, kopać okopy, urządzać
zapory, zapasowe punkty ogniowe, ciągnąć łączność. Jeśli uda nam się to wszystko
zrobić z głową, to już wkrótce może się okazać, że mamy tę drugą linię obrony.
A ja cię mam znaleźć w sztabie dywizji inżyniera saperów. Wciągniesz go do
spisku i...
Zbuduje ci tę drugą linię, tak? No.
Myślę, że to chyba nie zaszkodzi naszej sprawie w Wersalu.
Nie ma mowy o żadnych pospiskach.
Do końca maja cała sieć łączności ma być gotowa.
Musisz zdążyć.
No dobrze, będziemy pracować dzień i noc.
Rozumiem, że to są przygotowania do wiosennego słońca.
U nas to jest cholerna tajemnica.
A w Berlinie już się o tym plotkuje?
W Berlinie plotkuje się o wszystkim.
Do końca maja masz jeszcze sporo czasu. Zdążysz.
Nie jestem tego taki pewny.
Zrozum.
Ja te twoje łącznice i aparaty telefoniczne będę zainstalować tu.
W terenie.
Moi ludzie nie mają doświadczenia. Będą się guzrać tygodniami.
Nie masz ludzi?
A co się stało z korbusem łączności?
Steiner zrobił czystkę. Wyrzucił wszystkich, co nosi czerwone kokardki.
No i zostałem bez techników.
Przydzielili mi teraz paru gówniarzy, ale... To rzeczywiście sytuacja jest
trudna.
A może mógłbym ci pomóc? Nie żartuj.
Jak?
A gdybym ci dał do pomocy moich monterów?
Mogliby przy okazji przeszkolić twoich ludzi.
Człowieku, to jest myśl.
Podgaje.
Gdzie to jest?
Gdzieś w lacach koło Leszna.
Na podwórko!
Zakręcać!
Tutaj!
Co się z wami stało? Czekam na was od dwóch godzin. Mieliśmy gumę po drodze i
posterunki ciągle nas zatrzymały. Dobra, dobra.
Szybko się rozładować i do roboty. Trzeba zainstalować telefon u majora,
kancelarii i u kwatermistrza. Najpierw u mnie i w kancelarii. Spać będziecie
tutaj, w stodole.
Gospodarz ten inwalida powie wam to jak.
No to już, do roboty, do roboty. Panie majster, to ja skoczę. Dobrze, zaczynaj.
Cześć kolego.
Cześć. Pomóż mi.
On ma rację.
Gazeta wchodzi na psy.
Obaj przesadzacie.
Co ja mogę zrobić?
Przecież nareszcie możemy pisać, co naprawdę myślimy.
Służyć narodowi.
Walczyć o prawdę. No, o co walczył twój dziadek i po co ja nadstawiałem
grzbietu? Najpierw trzeba zorganizować administrację.
Oczywiście.
Hindenburg bardzo się ucieszy, jak wróci do Poznania. Będzie miał go kto witać
chlewem i solą.
Co ja mam zrobić?
Przypominać, o co walczyliśmy od stu lat.
Bo za szybko o tym zapominamy. Tak, ale adresuj to do tych na zapleczu.
Bo w oddziałach liniowych nie ma problemów. Niemcy strzelają do nich
O właśnie.
Przypominać, że wojna się jeszcze nie skończyła. To jeszcze nie są nasze
granice. O!
Przydałby się jakiś korespondent wojenny.
Reportaże z pola walki. Tu najbardziej przemawia do wyobraźni.
Chciałeś Franka wziąć do sztabu?
A co, chcesz go zrobić korespondentem?
Zna się przecież na sprawach wojskowych.
Biuro też ma dobre. Miał pecha z tą nogą.
Nie zdążył na front.
Będzie miał okazję nadrobić.
Dzień dobry, panie inżynierze.
Jak idzie? W porządku.
Ten odcinek już kończymy.
Ma pan wspaniałych chłopców. Depczą nam po piętach. Ledwie nadążam z wytyczaniem
stanowisk.
Pogadaj sobie z nimi, będziesz miał dobry materiał.
Cześć.
Cześć! Myśleliśmy, że dołączysz do nas.
Trzymam tu dla ciebie dobre miejsca, ale ty zamieniłeś karabin na pióropki.
Już byłem spakowany, żeby do was przyjechać, ale w ostatniej chwili sztab
zmienił decyzję.
Zresztą może to i lepiej, bo was tu strasznie gonią.
To chcesz, wietenne słońce.
Wietenne słońce?
Wietenne słońce, a co to znaczy?
Musimy się dobrze przygotować.
No to powiedz mi, gdzie cię tak urządzili?
Na francuskiej granicy.
Pierwszy dzień wojny.
To miałeś sakramenckiego pecha.
Musisz cholernie nie lubić Francuzów, co?
Cholernie nie lubię własnej artylerii, jak strzela po pierwszej linii.
Odsyłali mnie od szpitala do szpitala. A potem do matki.
Nikt się martwi, skoro mnie spłodziła.
Krzyżem starali mi się zatkać gębę.
Nauczyli wyplatać koszyki.
Ale tutaj każdy sobie sam wyplata.
Obiecali mi wózek inwalidzki.
I zapomnieli.
Skurczybyki. A teraz masę. Szykuje on do bohaterskich czynów.
Życzę wam szczęścia.
Co to za jedni?
Monterzy. Zakładają telefony.
Cywile. Fachowcy.
Ty, kto to jest?
Major Fonzebom z wywiadu.
No to podpadliście, chłopaki.
Razem ze mną.
To skurwiel.
Wiecie, co mi zaproponował?
Żebym jeździł po oddziałach i opowiadał, że to Polacy mnie tak urządzili.
Za to obiecywał mi wózek inwalidzki.
I co mu odpowiedziałeś, co?
Żebym nie pocałował w dupę.
Helga!
Kiedy przyjdzie matka?
Nie wiem.
Kazała mi wydoić krowę i dać tobie kolację.
Mieszka w sąsiedniej wsi.
Ty! Przestań szczerzyć zęby!
Ciągle coś mi się w tobie nie podoba.
Co, panie poruszniku?
Twoja krew.
Twoja polska krew.
Jestem Niemcem.
Mój ojciec zginął za Niemcy.
Tak, twój ojciec.
A ty?
Udowodniłem, że jestem Niemcem.
Rok na froncie, kurs szkoleniowy z pierwszą lokatą, a to już nie moja wina,
Grenadierzy zlekceważyli mój meldunek. Tak, jestem wspaniały, panie poruczniku.
Pojechałem z tajnymi dokumentami do Berlina, wróciłem i wymyśliłem historię
nogą w gipsie.
No to co?
Gówniarzu. Panie poruszniku.
Relkę.
Wróciłeś tu po to, żeby się wkręcić do drukarni. Żeby Adamski zaprotegował cię
do Kalety. Żeby Kaleta wziął cię do sztabu.
Takie było i jest twoje zadanie.
Wszystko było nagrane.
Zmienili polecenie.
Korespondent wojenny.
I tak połowa waszej grupy...
Siedzi w okopach i pisze meldunki ze stumetrowego odcinka frontu.
Gówniarz jak i ty, Relke.
Miałeś... Miałeś wielką szansę.
Znałeś kaletę.
No i co?
Myślę, panie poruczniku, że mój pobyt na froncie opłacił się.
Żołnierze prowadzą ćwiczenia.
Dużo się mówi o akcji. Wiosenne słońce.
Ty... Możesz się kręcić po całej linii frontu? Tak.
Przecież każdy chce pogadać z korespondentem.
Dobrze.
A powiedz mi, co o tej akcji Wiosenne Słońce myśli twój przyjaciel, ten syn
redaktora? Nie ma go. Jest w Warszawie na jakimś przeszkoleniu. Na jakimś
przeszkoleniu? Na jakim?
To trzeba wiedzieć.
Gdzie? Co? Jak?
Kogo szkolą? Ilu ludzi?
Jakie są tematy? Kto prowadzi wykłady? Jaki jest sposób rekrutacji?
Wiesz co? Napisz do niego albo... Nie.
Lepiej pojedź i zorientuj się, co oni tam robią.
Może... ma to jakiś związek z wiosennym słońcem.
No co?
Naciągnij.
Co się tak zagapie?
Kuter nogi nie widziałeś?
Major przyjechał, założysz mu telefon.
Robi się, panie majster. Mocniej tam, mocniej!
Poza tym, panie majorze, mam dokładne informacje o poczynaniach Polaków.
Dzień dobry.
Panie majorze... Później.
Telefon. Później!
W tym jest jakiś brak logiki.
Polska delegacja w Wersalu jest zneutralizowana.
W Warszawie polityczny chaos, kompletne rozprężenie.
Co oni sobie myślą w tych warunkach?
Przecież to byłoby polityczne samobójstwo. Jawne wystąpienie przeciwko
Francji. Nie rozumiem.
Dostałem sygnał, panie majorze.
Zacząłem sprawdzać.
Wszystkie nasze źródła potwierdzają aktywne przygotowania Polaków na całej
linii. Znamy już kryptonim.
Wiosenne Słońce.
Woraczek.
Wiosenne Słońce to jest kryptonim naszej operacji.
I...
Wszystkiego się spodziewałem, panowie, długo nie tego.
Kontrwywiad miał zabezpieczyć pełną tajemnicę, a tymczasem Polacy znają już
nawet kryptonim.
Co pan na to, Rufel?
Założenie operacji na kilkunastu ludzi.
Wyżsi oficerowie, paru polityków.
Do nikogo nie mamy zastrzeżeń. Więc gdzie jest przeciek?
Czy znają kierunek naszego głównego uderzenia?
Nie, panie generale.
Przygotowują się na całej długości linii demarkacyjnej.
Porucznik Rufel.
Zamknąć rejon operacji.
Zaostrzyć środki kontroli.
Zastosować metody, które uzna pan za celowe. Tak jest, panie generale.
Major Fonzy i Bum.
Ustalić szczegółowo, co Polacy wiedzą o tej operacji.
I skąd te 100 tysięcy diabłów?
Ustalić i zlikwidować.
Tak jest, panie generale.
Panuje?
Dziękuję.
Cześć, Klaus.
Cześć, Otto.
Zamkniesz to w szafie. Tak jest.
Klaut?
Popatrz.
Zakładałem telefon u Majora Zeboma.
Ma tego całą paczkę.
A że nie pilnował.
Proszę. To drugie dla Tomasa. Niech sobie popali. Za zdrowie Majora.
Swoją drogą mógłbyś załatwić żarcie z kotła.
Dwie porcje.
Dwie? Dla Helgi.
Dla Helgi?
To się da zrobić.
Zostaw.
Nie czytaj.
To ci pletajne.
Co to jest?
Plany zakwaterowania oddziałów.
My się tu męczymy, a później jakiś zakichany oficerek będzie miał i tak
pretensje.
Żarcie chmińskie, kwatery zaciasne i deszcz im ciągle pada.
Tak. Oto, jedziemy!
Już, już!
Wisto?
Mógłbyś paść wieczorem do nas.
Mamy flaszeczkę?
Ja mam dyżur.
A to muszę mieć pecha, co?
Może innym razem. No, ale szkoda.
Szkoda.
Co
z
tobą? Przepraszam, panie majście.
Wasi ludzie dostaną się pustni.
Nikt nie będzie się pętał po terenie.
Nie ma taterów ze wsi do wsi.
A co tu jeszcze robią twoi cywile?
Wyrzuć ich stąd.
Zdejbom opieprzył mnie dla nich.
A kto nam zrobi na czas świeć łączności?
Może twoi żandarmi?
Człowieku, za parę dni będzie tutaj kontrola z Berlina.
Wiesz, co się będzie działo, jak ich zobaczą?
Wiesz co, Rydze?
Uwierz ich w mundury. Parksywy cywil zawsze rzuca się w oczy. A w mundurach
żadna kontrola ich nie zauważy.
Stać! Stać! Zawracać!
Zawracać!
Zawracać! Zawracać!
Zawracać! Zawracać!
Zawracać! No już!
Cześć. Cześć.
No, jak ci się podoba?
Zmobilizowali cię.
Do twarzy mi, co?
No, Klaus, niech się Mahomet do góry.
To góra do Mahometa.
Tak, tu dyżurny kwatermistrzostwa.
Wszystko w porządku.
Lejtnant Ruffel każe sprawdzać co godzinę, czy dożurny jest na miejscu.
się zacznie.
Co się stało?
Nie wiesz?
Nie. Podobno Polacy coś przywąchali.
Ruffel wszędzie będzie teraz wziął polskich spiegów.
No, co?
Nalej.
Chodź na papierosa.
Chciałem cię ostrzec.
Co się stało, panie majster?
Rufel się o ciebie dopytywał.
Jak pracujesz?
Czy kręcisz się po okolicy?
Dałem ci dobrą opinię.
Masz coś na sumieniu?
Niskąd. Gdzie ja, panie majster?
Jak musisz, to wiej.
Albo nie.
Będziesz udawał bóle brzucha.
A rano zawiozę cię do pociągu.
Nie, nie.
Pan majster, oni nic nie mogą na mnie mieć.
Obiecałem panu Falkę, że będę się tobą opiekował.
Zastanów się.
Możesz na mnie liczyć.
Dziękuję, panie majster. Bardzo dziękuję.
Pora wracać. Dobranoc. Dobranoc.
Ja jeszcze trochę pooddycham.
Hej, ty!
Ja?
Nie.
Ty!
Tak, panie poruchniku.
Za mną.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.