All language subtitles for tt0120338-pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

Tłumaczenie: Arczimedes Bitcoin

13 metrów. Powinno być już widać.

Przepłyń nad relingiem dziobowym.

Dobrze, Mir-2, przechodzimy nad dziobem. Utrzymujcie łączność.

Cisza, kręcimy.

Zawsze gdy widzę, jak ten statek widmo wyłania się z ciemności,

nie mogę powstrzymać wzruszenia.

Widzę smutne szczątki wspaniałego statku,

w miejscu gdzie osiadł o 2:30 w nocy 15 kwietnia 1912,

pochłonięty...

przez wody oceanu.

Co za bzdury, szefie.

Zejście szóste.

Znów jesteśmy na pokładzie Titanica.

Dwie i pół mili pod powierzchnią.

3821 metrów.

Ciśnienie wynosi tu 475 atmosfer.

Te bulaje mają 23 cm grubości, a gdyby pękły,

w ułamku sekundy będzie po wszystkim.

Dosyć tych bzdur.

Posadź nas na dachu kwater oficerów, tak jak wczoraj.

Dobrze.

Mir-2, siadamy nad Schodami Głównymi.

Gotowi do zwodowania?

Tak, Brock. Wodujemy Dunkina. Ruszaj, Charlie.

- Zwolnić cumę. - Zwalniamy cumę.

W porządku, Brock, schodzimy w dół kadłuba.

Przyjąłem. Na dole wejdźcie w korytarz pierwszej klasy.

Przeszukajcie recepcję i jadalnię na pokładzie D.

Przyjąłem.

- Zwolnić cumę. - Tak jest.

Teraz w lewo.

Snoop Dog rusza do akcji. Zbliżamy się do klatki schodowej.

W porządku, Lewis. Zejdź na pokład B.

Pokład A.

- Poluzuj linę, kapitanie. - Pokład B. Wpłyń tam.

- Uważaj na futrynę. - Widzę ją. Wszedłem.

WIZJER KAMERY

Jesteśmy cali. Spokojnie, szefie.

Skręcaj.

- Więcej kabla, kapitanie. - Skręcaj. Uważaj na ścianę.

Brock, jesteśmy przy fortepianie. Przyjąłeś?

Przyjąłem.

Tam.

- To tu, drzwi do sypialni. - Widzę.

Jesteśmy w środku. Weszliśmy.

To łóżko Hockleya. Tutaj spał ten drań.

Ktoś nie zakręcił kranu.

Zaczekaj. Cofnij w prawo.

Drzwi do garderoby. Podejdź bliżej.

- Coś pan wywęszył, szefie. - Chcę zobaczyć, co jest pod spodem.

Włącz ręce.

Dobrze.

- Ostrożnie, mogą się rozlecieć. - W porządku.

Śmiało, odwróć je.

Dalej.

Teraz puść.

Widzi to pan, szefie?

Znaleźliśmy skarb, chłopaki.

Fortuna!

- Udało się, Bobby. - Wyciągnęliśmy to.

Brawo!

Kto jest najlepszy? Powiedz.

Ty, Lewis.

- Cygaro, Bobby. - Proszę.

Rozwalajcie.

Przepuśćcie mnie.

- Masz coś? - Mam.

Cholera.

Nie ma brylantów.

To samo przytrafiło się Geraldowi...

i jego kariera się załamała.

Wyłącz kamerę.

Brock. Wspólnicy chcą wiedzieć, jakie są postępy.

Cześć, Dave, Barry. W sejfie tego nie było.

Ale nie martwcie się, zostało jeszcze sporo miejsc do sprawdzenia.

Jasne.

Rumowisko na podłodze w apartamencie, pokój matki...

- Sejf ochmistrza. - Walizka Jimmy'ego Hoffy.

I tuzin innych miejsc.

Musicie zaufać mojemu instynktowi. Wiem, że jesteśmy blisko.

Musimy tylko wykluczyć parę możliwości.

Chwileczkę.

- Pokażcie to. - To może być coś ważnego.

- Gdzie jest zdjęcie naszyjnika? - Oddzwonimy do was.

14 kwietnia 1912

Cholera.

Łowca skarbów Brock Lovett zasłynął odkryciem hiszpańskiego złota.

Zaraz cię nakarmię.

Wynajął rosyjskie łodzie podwodne, by dotrzeć do najsłynniejszego wraku,

Titanica.

Połączymy się przez satelitę z jego statkiem badawczym Kiełdysz...

na północnym Atlantyku.

- Witaj, Brock. - Witaj, Tracy.

Oczywiście wszyscy znają historię Titanica.

Wiadomo, że orkiestra grała do końca i tak dalej.

Ale mnie interesują historie nieopowiedziane,

tajemnice ukryte głęboko w kadłubie Titanica.

Korzystamy z robotów, żeby spenetrować wrak głębiej...

niż ktokolwiek wcześniej.

Twoja wyprawa znalazła się w centrum...

kontrowersji dotyczących etyki i praw do wydobytego mienia.

Wielu nazywa cię hieną cmentarną.

Nikt nie nazwałby wydobycia skarbów z grobowca faraona...

- Co się stało? - Zrób głośniej, kochanie.

Mam tu wykształconych muzealników, którzy pilnują,

żeby antyki zostały właściwie zachowane i skatalogowane.

Spójrzcie na rysunek, który dziś znaleźliśmy.

Ten kawałek papieru był 84 lata pod wodą,

ale mojemu zespołowi udało się go uratować.

Czy miałby na zawsze już pozostać na dnie oceanu?

Widzimy go i...

Cholera.

Brock, telefon satelitarny do ciebie.

Bobby, wodujemy. Widzisz, jak zanurzają się te batyskafy?

Wierz mi, powinieneś odebrać ten telefon.

Obyś miał rację.

- Musisz mówić głośno. To staruszka. - Świetnie.

Mówi Brock Lovett. Czym mogę służyć, pani...

Calvert. Rose Calvert.

Pani Calvert?

Byłam ciekawa, czy znalazł pan już Serce Oceanu, panie Lovett.

Mówiłem, że powinieneś odebrać ten telefon.

Zamieniam się w słuch.

Wiesz, kim jest kobieta na rysunku?

Tak. To ja.

Kłamie! To wariatka, która szuka sławy albo pieniędzy.

Bóg wie dlaczego! Jak ta Rosjanka Anastazja.

Nadlatują!

Rose Dewitt Bukater w wieku 17 lat zginęła na Titanicu, prawda?

Zgadza się.

Gdyby żyła, miałaby dziś ponad 100 lat.

101 w przyszłym miesiącu.

Więc jest stara i kłamie.

Zdobyłem informacje o tej kobiecie.

W latach 20. była aktorką.

Aktorka. To powinno ci coś mówić, Sherlocku.

Wtedy nazywała się Rose Dawson. Potem wyszła za niejakiego Calverta.

Przeprowadzili się do Cedar Rapids, urodziła dwójkę dzieci.

Calvert nie żyje, w Cedar Rapids też zostało niewiele życia.

Wszyscy, którzy słyszeli o brylancie,

albo nie żyją, albo są tutaj. Ale ona wie.

Sporo bagażu, co?

Prędzej, pomóż mu!

Pani Calvert, jestem Brock Lovett. Witamy na Kiełdyszu.

Przewieźmy panią.

- Witam, panno Calvert. - Dzień dobry.

- Witamy na Kiełdyszu. - Dziękuję.

Tak?

- Czy kajuty są wygodne? - Tak, bardzo.

Poznał pan moją wnuczkę Lizzy? Opiekuje się mną.

Poznaliśmy się parę minut temu na pokładzie. Pamiętasz, babciu?

Ach, tak...

Masz. To jest ładne. Zawsze zabieram w podróż zdjęcia.

Coś paniom przynieść?

Tak.

Chcę zobaczyć mój rysunek.

Ludwik XVI nosił wspaniały klejnot, zwany Błękitnym Brylantem Koronnym.

Klejnot przepadł w 1792.

W tym samym czasie Ludwik stracił także głowę.

Podobno królewski brylant został przeszlifowany.

Nadano mu kształt serca i nazwano Sercem Oceanu.

Dziś byłby wart więcej niż brylant Hope'a.

Był okropnie ciężki. Założyłam go tylko raz.

To naprawdę ty, babciu?

Ja, kochanie.

Byłam zgrabna, prawda?

Wyśledziłem go przez stare dane ubezpieczeniowe.

Dawno temu w tajemnicy wypłacono odszkodowanie.

Wie pani, kto o nie wystąpił?

Zapewne niejaki Hockley.

Zgadza się, Nathan Hockley. Magnat stali z Pittsburgha.

Chodziło o naszyjnik, który jego syn Caledon kupił swej narzeczonej, czyli pani.

Tydzień przed wejściem na pokład Titanica.

Wniosek o odszkodowanie złożono tuż po zatonięciu.

Zatem brylant musiał zatonąć wraz ze statkiem.

Widzi pani datę?

"14 kwietnia 1912".

Więc jeśli pani babcia jest osobą, za którą się podaje,

to nosiła ten brylant w dniu zatonięcia Titanica.

A to znaczy, że jest pani moją najlepszą przyjaciółką.

Te rzeczy wydobyliśmy z pani kajuty.

To było moje.

Niezwykłe!

Wygląda tak jak wtedy, gdy widziałam je po raz ostatni.

Tylko odbicie się zmieniło.

Jest pani gotowa na powrót do Titanica?

Zaczynamy. Statek uderza sterburtą w górę lodową.

Odbija się, wybijając w burcie dziury podobne do znaków Morse'a,

poniżej linii zanurzenia.

Przedziały dziobowe nabierają wody.

Podnosząca się woda przelewa się przez wodoszczelne grodzie,

które niestety sięgają tylko do pokładu E.

Więc kiedy dziób tonie, rufa unosi się, z początku powoli,

potem coraz szybciej, aż w końcu wystaje tylko tył.

A kuper jest wielki, waży jakieś 20 000 - 30 000 ton.

Jasne? Kadłub nie wytrzyma takich ciśnień.

Więc co się dzieje? Łamie się aż do stępki...

i rufa opada do poziomu.

Tonący dziób ciągnie rufę w dół, a w końcu odrywa się.

Rufa unosi się jak korek przez parę minut,

nabiera wody i wreszcie tonie około 2:20 w nocy,

2 godziny i 40 minut po kolizji.

Część dziobowa dryfuje w dół i osiada kilometr dalej,

uderzając w dno z prędkością 20 - 30 węzłów.

Nieźle, co?

Dziękuję za tę wnikliwą analizę, panie Bodine.

Oczywiście rzeczywistość...

wyglądała nieco inaczej.

Opowie nam pani o tym?

- Zabiorę ją, żeby odpoczęła. - Nie.

- Chodź, babciu. - Nie!

Daj magnetofon.

Proszę nam opowiedzieć.

Minęły 84 lata.

W porządku. Proszę spróbować przypomnieć sobie jak najwięcej.

Chce pan tego wysłuchać czy nie, panie Lovett?

Minęły 84 lata,

a ja ciągle czuję zapach świeżej farby.

Porcelana była zupełnie nowa.

W pościeli nigdy wcześniej nikt nie spał.

Titanica nazywano statkiem z marzeń.

I taki był.

Naprawdę.

Pasażerowie trzeciej klasy z kojami na przedzie,

proszę tędy! Do tej kolejki! Tędy...

- Duża łódź, prawda? - To statek, tato.

Masz rację.

Nie rozumiem, o co tyle hałasu.

Nie wydaje się większy od Mauretanii.

Nie udawaj, że Titanic nie robi na tobie wrażenia, Rose.

Jest o 30 metrów dłuższy niż Mauretania i znacznie bardziej luksusowy.

Trudno zrobić wrażenie na twojej córce, Ruth.

Więc o tym statku mówią, że jest niezatapialny.

Bo taki jest. Nawet sam Bóg nie mógłby go zatopić.

Musi pan odprawić swój bagaż głównym wejściem.

To tam.

Zaufam tobie. Zaprowadź tam mojego służącego.

Z przyjemnością. Gdybym mógł zrobić coś jeszcze...

Tak jest.

Wszystkie kufry z tego samochodu. Dwanaście stąd.

A sejf do apartamentu, pokoje B-52, 54, 56.

Pospieszcie się, panie. Chodźmy.

- Mój płaszcz? - Mam go, panienko.

Proszę czekać na inspekcję higieniczną.

Pasażerowie trzeciej klasy mają czekać tu na inspekcję higieniczną.

Broda do góry.

TYLKO DLA PASAŻERÓW

- Witamy na pokładzie. - Witamy na Titanicu.

Dla wszystkich był to statek z marzeń.

Dla mnie był to statek niewolników,

wiozący mnie w kajdanach do Ameryki.

Na pozór byłam dobrze wychowaną panienką.

Ale wszystko we mnie krzyczało.

Jack, jesteś pazzo. Stawiasz wszystko, co mamy.

Nie mam nic, więc nie mam nic do stracenia.

Kretyn. Jak mogłeś postawić nasze bilety?

Sven?

Gramy.

TRZECIA KLASA - WHITE STAR LINE

Dobrze.

Chwila prawdy. Czyjeś życie się zmieni.

Brizio?

- Niente. - Niente.

Olaf?

Nic.

Sven?

Dwie pary.

Przykro mi, Fabrizio.

Oszalałeś? Postawiłeś wszystko?

Przykro mi, długo nie zobaczysz mamy.

Bo płyniemy do Ameryki. Ful, chłopcy.

Dawaj.

Wracam do domu!

- Wracam do domu. - Płynę do Ameryki!

Nie, kolego.

Titanic wypływa do Ameryki za pięć minut.

Cholera, Fabri. Prędko.

Podróżujemy z klasą, jak bogacze.

Po królewsku, ragazzo mio.

Widzisz? To moje przeznaczenie.

Mówiłem ci, że zostanę milionerem w Ameryce.

- Jesteś pazzo. - Możliwe, ale mam bilety.

- Myślałem, że prędko biegasz. - Aspetta!

Zaczekajcie!

Jesteśmy pasażerami!

Przeszliście inspekcję higieniczną?

Oczywiście.

Zresztą nie mamy wszy. Obaj jesteśmy Amerykanami.

Wchodźcie na pokład.

Ale z nas szczęściarze!

Żegnajcie!

- Znasz tam kogoś? - Oczywiście, że nie. Nie o to chodzi.

- Żegnajcie. Będę tęsknił. - Żegnajcie!

- Żegnajcie. - Nigdy o was nie zapomnę!

Chodź, kochanie.

POKŁAD G

G-60.

Przepraszam panią.

To tutaj.

Dzień dobry. Jestem Jack.

Jack Dawson. Miło mi pana poznać.

Kto ci pozwolił spać na górze?

Gdzie Sven?

To pański prywatny pokład spacerowy, sir.

Życzy pan sobie czegoś? Przepraszam.

- Ten? - Nie.

Było na nim za dużo twarzy.

Ten.

Mam wynieść wszystkie?

Tak, trzeba trochę ożywić ten pokój.

Postaw to w garderobie.

Znów te bohomazy.

Kompletna strata pieniędzy.

Jeśli chodzi o gust, tym się różnię od Cala, że go mam.

Są fascynujące,

jak wędrówka przez świat snu.

Jest prawda, ale brak logiki.

- Jak nazywa się malarz? - Jakiś Picasso.

Jakiś Picasso. Nigdy nie będzie sławny, uwierz mi.

- Degasa daj do sypialni. - Przynajmniej były tanie.

Zostaw to w garderobie.

W Cherbourgu wsiadła na pokład niejaka Margaret Brown.

Mówiliśmy na nią Molly.

Historia nazwała ją Niezatapialną Molly Brown.

Nie będę czekać na ciebie cały dzień, chłopcze.

Masz, jeśli sobie poradzisz.

Jej mąż znalazł złoto gdzieś na dalekim zachodzie.

I była, jak mówiła moja matka, "nowobogacka".

Następnego dnia płynęliśmy na zachód...

od wybrzeża Irlandii,

a przed nami rozciągał się tylko ocean.

Wyjdźmy na pełne morze, panie Murdoch. Niech statek nabierze pędu.

Tak jest.

- Cała naprzód, panie Moody. - Tak jest.

PÓŁ - CAŁA

Cała naprzód.

Cała naprzód!

Prędzej, chłopaki.

Jaki odczyt?

Dorzućcie do pełna! Płyniemy całą naprzód!

Do roboty.

WSKAŹNIK CIŚNIENIA PARY

21 węzłów, sir.

Patrz!

Widzisz?

Tam jest jeszcze jeden. Widzisz?

Spójrz na tego! Skacze!

Już widzę Statuę Wolności.

Oczywiście malutką.

Jestem królem świata!

Ten statek to największy ruchomy obiekt, jaki kiedykolwiek zbudowała ludzkość.

A obecny tu pan Andrews, konstruktor, zaprojektował każdy jego szczegół.

Owszem, poskładałem go, ale pomysł pochodził od pana Ismaya.

Zamarzył mu się parowiec, którego wielkość...

i luksus byłyby nie do prześcignięcia.

I sen się spełnił, oto on.

Posłuchajcie.

Łosoś.

Wiesz, że tego nie lubię, Rose.

Ona wie.

Oboje weźmiemy jagnięcinę. Krwistą, z odrobiną sosu miętowego.

Lubisz jagnięcinę, prawda?

Kiełbaskę.

Czy mięso też za nią pokroisz, Cal?

Kto wymyślił nazwę Titanic?

- Ty, Bruce? - Tak.

Chciałem, by oddawała jego wielkość.

Wielkość oznacza stabilność, luksus,

a przede wszystkim siłę.

Słyszał pan o doktorze Freudzie, panie Ismay?

Jego wyjaśnienie męskiej fascynacji wielkością...

mogłoby pana zainteresować.

Co w ciebie wstąpiło?

Przepraszam.

Bardzo mi przykro.

To prawdziwy wulkan, Cal. Obyś dał sobie z nią radę.

Od tej pory muszę uważać, co czyta,

prawda, pani Brown?

Kim jest ten Freud? To nasz pasażer?

Ładny statek, prawda?

Tak, irlandzki.

A nie angielski?

Nie, zbudowany w Irlandii przez 15 000 Irlandczyków.

Mocny jak skała. Jak irlandzkie ręce.

Typowe.

Psy z pierwszej klasy przychodzą tu srać.

Dzięki temu znamy swoje miejsce w hierarchii.

Nie pozwalają nam o tym zapomnieć.

Jestem Tommy Ryan.

- Jack Dawson. - Cześć.

- Fabrizio. - Witaj.

Zarabiasz na tych rysunkach?

Wybij to sobie z głowy.

Prędzej kaktus wyrośnie ci na tyłku,

niż zbliżysz się do kogoś takiego jak ona.

Ujrzałam całe moje życie, tak jakbym już je przeżyła.

Niekończący się ciąg przyjęć i balów,

jachtów i meczów polo.

Ci sami ograniczeni ludzie, ta sama pusta paplanina.

Poczułam, że stoję nad wysoką przepaścią...

i nikt nie chce podać mi ręki.

Nikogo nie obchodzę,

nikt mnie nie zauważa.

Nie rób tego.

Cofnij się.

Nie zbliżaj się.

Podaj mi rękę, wciągnę cię na pokład.

Nie! Zostań tam.

Mówię serio.

Skoczę.

Nie skoczysz.

Jak to nie?

Skąd możesz to wiedzieć? Nie znasz mnie.

Gdybyś chciała, już byś skoczyła.

Przeszkadzasz mi. Idź sobie.

Nie mogę. Teraz jestem w to zamieszany.

Jeśli skoczysz, będę musiał skoczyć za tobą.

Nie gadaj głupstw.

- Zabijesz się. - Dobrze pływam.

Upadek cię zabije.

Będzie bolało, to oczywiste.

Prawdę mówiąc, bardziej martwi mnie,

że woda jest taka zimna.

Jak zimna?

Lodowata. Co najwyżej parę stopni.

Byłaś kiedyś w Wisconsin?

Co?

Tam są bardzo srogie zimy.

Tam się wychowałem, niedaleko Chippewa Falls.

Pamiętam, że kiedy byłem mały, razem z ojcem...

pojechaliśmy łowić ryby spod lodu na jeziorze Wissota.

- Wiesz, łowienie spod lodu to... - Wiem, co to jest.

Przepraszam.

Po prostu wyglądasz na miejską dziewczynę.

W każdym razie...

wpadłem pod lód.

I mówię ci,

taka zimna woda...

jak ta tutaj...

kłuje tak, jakby w ciało wbijało się tysiąc noży.

Nie możesz złapać tchu. Nie możesz myśleć.

Chyba że o bólu.

Dlatego nie uśmiecha mi się skakanie za tobą.

Jak powiedziałem,

nie mam wyboru.

Dlatego mam nadzieję, że przejdziesz przez reling...

i wybawisz mnie z tego obowiązku.

Wariat.

Wszyscy mi to mówią,

ale z całym szacunkiem, panienko,

to nie ja zwisam z dziobu statku.

Chodź.

Podaj mi rękę.

Nie chcesz tego zrobić.

Jestem Jack Dawson.

Rose Dewitt Bukater.

Będziesz musiała mi to napisać.

Chodź.

Trzymam cię. Do góry.

Do góry!

Pomocy!

- Pomóż mi! - Posłuchaj, trzymam cię.

Nie puszczę.

Podciągnij się. Do góry!

Właśnie tak.

Dasz radę.

Trzymam cię.

Co tu się dzieje?

Odsuń się i nie ruszaj!

Sprowadź oficera żandarmerii.

To karygodne.

Jakim prawem śmiałeś dotknąć moją narzeczoną?

Patrz na mnie, śmieciu!

- Cal. - Jak śmiałeś?

Cal, przestań. To był wypadek.

Wypadek?

Tak.

Naprawdę głupstwo.

Wychyliłam się i poślizgnęłam.

Wychyliłam się, żeby zobaczyć...

- Śruby? - Tak, i poślizgnęłam się.

Wypadłabym za burtę, gdyby pan Dawson mnie nie uratował.

Sam prawie przy tym wypadł.

Chciała zobaczyć śruby.

Zawsze mówię, że kobiety i maszyny nie pasują do siebie.

Tak było?

Mniej więcej tak.

Więc chłopak jest bohaterem. Brawo, synu. Dobra robota.

Możemy więc wracać do naszej brandy?

Cała drżysz. Chodźmy do środka.

Chłopakowi chyba coś się należy?

Oczywiście.

Panie Lovejoy,

myślę, że 20 dolarów wystarczy.

Taka jest stawka za ocalenie kobiety, którą kochasz?

Rose jest niezadowolona.

Co robić?

Wiem.

Może zechce pan zjeść z nami jutro kolację?

Zabawi pan nasze towarzystwo opowieścią o heroicznym wyczynie.

Oczywiście. Może pan na mnie liczyć.

Dobrze. Więc jesteśmy umówieni.

To może być ciekawe.

Mogę dostać papierosa?

Powinien pan je zawiązać.

Ciekawe, że dama nagle poślizgnęła się,

a ty miałeś czas zdjąć kurtkę i buty.

Wiem, że cierpisz na melancholię.

Nie udaję, że znam powód.

Chciałem zachować to w tajemnicy...

aż do gali zaręczynowej w przyszłym tygodniu.

Ale dziś będzie lepiej.

Boże!

Niech ci przypomina o moich uczuciach.

- Czy to jest... - Brylant? Tak.

Konkretnie 56-karatowy.

Nosił go Ludwik XVI.

Nazywano go Le Coeur de la Mer.

- Serce Oceanu. - Tak, Serce Oceanu.

Jest wspaniały.

Prawdziwie królewski.

Jesteśmy jak para królewska, Rose.

Oddałbym ci wszystko.

Niczego bym ci nie odmówił,

gdybyś mnie nie odpychała.

Otwórz przede mną serce, Rose.

Od piętnastego roku życia jestem sam.

Odkąd umarli moi rodzice.

Nie miałem rodzeństwa ani krewnych w tej części kraju.

Więc uciekłem stamtąd i jak dotąd nie wróciłem.

Jestem jak dmuchawiec na wietrze.

Przeszliśmy po pokładzie półtora kilometra,

obgadaliśmy pogodę i moje dzieciństwo,

ale chyba nie dlatego przyszłaś porozmawiać ze mną?

- Panie Dawson, ja... - Jack.

Jack,

chcę ci podziękować za to, co zrobiłeś.

Nie tylko za to, że wciągnąłeś mnie na pokład,

- ale także za dyskrecję. - Nie ma za co.

Posłuchaj,

pewnie myślisz:

"Biedna bogata dziewczyna. Co ona wie o nieszczęściu?"

Nie.

Wcale tak nie myślałem.

Zastanawiałem się,

co mogło przydarzyć się tej dziewczynie, że widziała tylko jedno wyjście.

Ja...

Chodziło o wszystko.

O cały mój świat i ludzi.

O rosnący bezwład mojego życia...

i moją niezdolność powstrzymania go.

Boże, a co to?

Poszłabyś na samo dno.

Rozesłano 500 zaproszeń.

Będzie tam cała śmietanka towarzyska Filadelfii.

A ja czuję...

jakbym stała na środku pokoju pełnego ludzi...

i krzyczała z całych sił, ale nikt nawet nie spojrzy.

Kochasz go?

Słucham?

Czy go kochasz?

To bardzo niegrzeczne. Nie powinieneś o to pytać.

To proste pytanie. Kochasz tego faceta czy nie?

To niestosowna rozmowa.

Dlaczego po prostu nie odpowiesz?

To absurdalne.

Nie znamy się...

i nie będziemy tak rozmawiać.

Jesteś niegrzeczny, nieokrzesany i arogancki.

Idę sobie.

Jack, panie Dawson, miło było pana poznać.

Odszukałam pana, żeby podziękować, zrobiłam to i...

I obraziłaś mnie.

Zasłużyłeś na to.

- Właśnie. - Właśnie.

- Wydawało mi się, że już idziesz. - Idę.

Jesteś nieznośny.

Czekaj, nie muszę odchodzić.

To moja część statku. Ty stąd idź.

I kto tu jest niegrzeczny?

Co za głupoty nosisz ze sobą?

Jesteś artystą?

Całkiem niezłe.

Nawet bardzo dobre.

Jack, to wspaniałe.

W Paryżu nie przypadły nikomu do gustu.

W Paryżu?

Sporo podróżujesz jak na...

Osobę o skromnych dochodach.

Czyli jak na biedaka. Możesz to powiedzieć.

A to dopiero.

Rysowane z natury?

To jedna z zalet Paryża.

Dziewczęta chętnie się rozbierają.

Podobała ci się ta kobieta.

Pozowała ci kilka razy.

Miała piękne dłonie.

Pewnie miałeś z nią romans.

Nie. Kochałem się tylko w jej dłoniach.

Była prostytutką i miała tylko jedną nogę.

Widzisz?

Ale miała poczucie humoru.

A ta pani...

co wieczór przychodziła do baru...

i ubrana w biżuterię,

czekała na swą dawną miłość.

Mówiliśmy na nią Madame Bijoux.

Jej ubrania zjadły mole.

Masz talent, Jack.

Naprawdę.

- Umiesz patrzeć na ludzi. - Teraz patrzę na ciebie.

I?

Nie skoczyłabyś.

Celem studiów na uniwersytecie jest znalezienie odpowiedniego męża.

Rose już się to udało.

Patrzcie, idzie ta prostaczka Brown.

Wstańmy, zanim się dosiądzie.

Cześć, dziewczyny. Byłam pewna, że pijecie herbatę.

Przykro nam, właśnie skończyłyśmy.

Hrabina i ja szłyśmy właśnie zaczerpnąć świeżego powietrza.

Wspaniały pomysł. Muszę poznać najnowsze plotki.

Hrabino.

Nie podpalił pan jeszcze pod czterema ostatnimi kotłami.

Nie widzę potrzeby.

Mamy doskonały czas.

Prasa zna wielkość Titanica.

Teraz chcę, by podziwiali jego szybkość.

Musimy dać im nowy materiał.

Dziewiczy rejs Titanica musi trafić na pierwsze strony gazet.

Panie Ismay,

wolałbym nie przeciążać silników, póki się nie dotrą.

Jestem tylko pasażerem.

Pan sam zdecyduje, co jest najlepsze.

Ale byłoby to godne ukoronowanie pana ostatniego rejsu,

gdyby udało się dopłynąć do Nowego Jorku we wtorek w nocy.

I trafić do porannych gazet.

Przeszedłby pan z hukiem na emeryturę.

Dobry z pana człowiek.

Pracowałem na kutrze w Monterey,

potem pojechałem do Los Angeles i na molo w Santa Monica...

i rysowałem portrety po 10 centów sztuka.

Dlaczego ja nie mogę żyć tak jak ty, Jack?

Wędrować ku horyzontowi, gdy tylko zapragnę.

Powiedzmy, że kiedyś pojedziemy na to molo,

tylko w fantazji.

Nie, zrobimy to. Napijemy się taniego piwa,

będziemy jeździć kolejką górską, aż zwymiotujemy.

Będziemy jeździć konno po plaży wśród fal.

Ale musisz jechać jak prawdziwa kowbojka, nie bokiem.

- Czyli po męsku? - Tak.

- Nauczysz mnie? - Oczywiście, jeśli tylko zechcesz.

Naucz mnie jeździć konno jak mężczyzna.

I rzuć tytoń jak mężczyzna.

I pluć jak mężczyzna.

Nie nauczyli cię tego na pensji?

Nie.

Pokażę ci, jak się to robi.

Chodź, nauczę cię.

- Jack, nie. - Chodź.

- Zaczekaj, Jack. - Chodź.

Nie, Jack. Nie mogę.

Patrz uważnie.

Ohyda.

Teraz twoja kolej.

To było żałosne. Musisz odcharknąć.

Przyłóż się, pracuj ramionami,

wygnij szyję.

Widzisz, jaki mam zasięg?

Pluj.

- Lepiej. Musisz jeszcze popracować. - Naprawdę?

Dobrze odcharknij, samym gęstym. Musisz...

Mamo.

Pozwól, że przedstawię ci Jacka Dawsona.

Miło mi.

Pozostali byli mili dla człowieka,

który ocalił mi życie. Intrygował ich.

Ale moja matka patrzyła na niego jak na robaka.

Niebezpiecznego insekta, którego trzeba prędko rozgnieść.

W trudnych chwilach dobrze jest mieć przy sobie kogoś takiego jak ty, Jack.

Dlaczego otrąbiają kolację,

jakby to była szarża kawalerii?

Pójdziemy się przebrać, mamo?

Do zobaczenia na kolacji, Jack.

Chłopcze?

Chłopcze!

Zdajesz sobie sprawę, co robisz?

Nie bardzo.

Wchodzisz w kłębowisko węży.

Co chcesz na siebie włożyć?

Tak myślałam. Chodź.

Miałam rację.

Nosisz ten sam rozmiar co mój syn.

Pasuje prawie idealnie.

Błyszczysz się jak nowy grosz.

Dobry wieczór, sir.

Ze stali Hockleya zbudowano większość tego statku.

- Które części? - Te najważniejsze.

Więc w razie kłopotów będziemy znać winnego.

- Gdzie moja córka? - Zaraz przyjdzie.

Jest hrabina.

- Witaj, moja droga. - Dobry wieczór, Cal.

Tak się cieszę, że cię widzę.

Widziałem to kiedyś w kinie i bardzo chciałem tak zrobić.

Do zobaczenia na kolacji.

Kochanie,

pamiętasz pana Dawsona, prawda?

Dawson.

Zdumiewające.

Wyglądasz prawie jak dżentelmen.

Prawie.

Nadzwyczajne.

Cudownie cię widzieć.

Niezwykła podróż.

- To szaleństwo, prawda? - Kompletny obłęd.

To hrabina Rothes.

A to John Jacob Astor,

najbogatszy człowiek na tym statku.

Jego żona Madeleine jest w moim wieku i spodziewa się dziecka.

Widzisz, jak próbuje to ukryć?

To prawdziwy skandal.

A to Benjamin Guggenheim i jego kochanka, madame Aubert.

Pani Guggenheim jest oczywiście w domu z dziećmi.

A tam stoją sir Cosmo i Lucile, lady Duff-Gordon.

Oprócz innych zajęć projektuje także frywolną bieliznę.

Bardzo popularną w kręgach elity.

Gratuluję, Hockley. Jest wspaniała.

Dziękuję.

- Odprowadzisz mnie na kolację? - Oczywiście.

Groszku?

To nic trudnego, prawda, Jack? Pamiętaj, oni kochają pieniądze.

Udawaj więc, że masz kopalnię złota, a przyjmą cię do klubu.

Witaj, Astor.

Witaj, Molly, miło cię widzieć.

John, Madeleine, poznajcie Jacka Dawsona.

- Miło mi. - Mnie również.

Jack,

czy jesteś z tych bostońskich Dawsonów?

Nie, tych z Chippewa Falls.

Ach, tak.

Musiał być zdenerwowany, ale nie dał tego po sobie poznać.

Uznali go za swojego.

Może za jakiegoś dziedzica imperium kolejowego.

Oczywiście nuworysza, ale przecież członka klubu.

Matka jak zwykle była niezawodna.

Niech pan opowie o kajutach w trzeciej klasie, panie Dawson.

Podobno są tu całkiem znośne.

Nie widziałem lepszych. Prawie nie ma szczurów.

Pan Dawson przybył do nas z trzeciej klasy.

Wczoraj w nocy pomógł mojej narzeczonej.

Okazało się, że pan Dawson jest znakomitym artystą.

Pozwolił mi dziś obejrzeć niektóre swoje prace.

Rose i ja różnimy się co do definicji sztuk pięknych.

Oczywiście nie krytykuję pańskiej twórczości.

To wszystko dla mnie?

Zacznij od zewnętrznej i bierz po kolei.

Znasz tu każdy nit, prawda, Thomas?

Ten statek to prawdziwy cud, panie Andrews.

Dziękuję, Rose.

Jak życzy pan sobie kawior?

Dziękuję za kawior.

Nigdy go nie lubiłem.

Gdzie pan mieszka, panie Dawson?

Obecny mój adres to RMS Titanic.

Potem będę zdany na łaskę boską.

A skąd ma pan środki na podróż?

Pracuję w przerwach w podróży.

Przeważnie na statkach towarowych.

Ale bilet na Titanica wygrałem w pokera.

Los mi sprzyjał.

Życie to igraszka losu.

Prawdziwy mężczyzna sam wykuwa swój los. Prawda, Dawson?

I pociąga pana taka tułacza egzystencja?

Owszem, proszę pani.

Wszystko, czego potrzebuję, mam ze sobą.

Powietrze w płucach, parę czystych kartek papieru.

Uwielbiam budzić się rano i nie wiedzieć, co przyniesie dzień,

kogo spotkam...

i dokąd dotrę.

Niedawno spałem pod mostem, a teraz...

jestem na najwspanialszym statku świata...

i piję szampana w doborowym gronie.

Poproszę jeszcze.

Życie to dar i nie chcę go zmarnować.

Nigdy nie wiadomo, co przyniesie następne rozdanie.

Trzeba nauczyć się brać to, co życie daje.

Łap, Cal.

Niech liczy się każdy dzień.

- Dobrze powiedziane, Jack. - Owszem.

Niech liczy się każdy dzień.

Niech liczy się każdy dzień!

Brawo.

Ale pan Brown nie wiedział, że pieniądze schowałam w piecu.

Wrócił do domu zalany w trupa i rozpalił ogień.

Brawo.

Teraz podadzą brandy w palarni.

- Napiją się panowie brandy? - Znakomity pomysł.

Schowają się w chmurze dymu i będą sobie gratulować...

bycia panami wszechświata.

Dziękujemy paniom za miłe towarzystwo.

Rose, odprowadzić cię do kajuty?

Nie, zostanę tutaj.

Proszę, Molly.

Idzie pan z nami, Dawson?

Nie chce pan chyba zostać tu z paniami?

- Nie, dziękuję. Muszę już wracać. - Tak będzie najlepiej.

Będziemy rozmawiać tylko o interesach i polityce.

To by cię nie zainteresowało.

Ale, Dawson,

miło, że przyszedłeś.

Jack, musisz już iść?

Czas powiosłować z innymi niewolnikami.

Dobranoc, Rose.

niech ten dzień się liczy spotkajmy się przy zegarze

Chcesz iść na prawdziwą zabawę?

Mogę tu położyć rękę? Dobrze.

Co?

Nie rozumiem.

Teraz zatańczę z nią, dobrze?

Chodź.

- Co? - Chodź.

- Chodź ze mną. - Jack, zaczekaj!

Nie mogę.

Musimy się przysunąć do siebie. Tak.

Nadal jesteś moją dziewczyną, Coro.

- Nie znam kroków. - Ja też nie, po prostu skacz do rytmu.

Nie zastanawiaj się.

Czekaj, Jack! Przestań!

Stój! Zaczekaj!

Jack, nie.

...poza jurysdykcją Aktu Shermana.

Tak będą argumentować moi prawnicy.

To samo powiedział Rockefeller, ale Sąd Najwyższy na to nie pójdzie.

Co?

Myślisz, że dziewczyna z pierwszej klasy nie potrafi pić?

Zabieraj się stąd.

Nic ci się nie stało?

W porządku.

Dwóch na trzech.

Więc...

myślisz, że taki z ciebie twardziel?

Ciekawe, czy umiesz zrobić tak.

Przytrzymaj, Jack.

Jezus Maria.

- Nic ci nie jest? - Nie robiłam tego od wielu lat.

Kawy, sir?

Miałem nadzieję, że przyjdziesz do mnie w nocy.

Byłam zmęczona.

Twoje wyczyny pod pokładem były pewnie wyczerpujące.

Widzę, że kazałeś temu lokajowi mnie śledzić. Cały ty.

Nigdy już nie zrobisz czegoś podobnego, rozumiesz, Rose?

Nie jestem majstrem w twojej hucie, któremu możesz rozkazywać.

Jestem twoją narzeczoną.

Moją narzeczoną!

Owszem, a także żoną!

W praktyce, jeśli nie wobec prawa. I będziesz mnie słuchać.

Będziesz słuchać mnie tak, jak żona męża.

Bo nie dam robić z siebie głupca, Rose.

Jasne?

Tak.

Dobrze. A teraz przepraszam.

Panno Rose.

- Mieliśmy drobny wypadek. - W porządku, panno Rose.

- Przepraszam, Trudy. - Nie szkodzi.

Pomogę ci.

Wszystko w porządku, panienko.

Wszystko w porządku.

- Herbata, Trudy. - Tak, proszę pani.

Nie wolno ci więcej spotkać się z tym chłopcem. Rozumiesz?

Zabraniam ci, Rose.

Przestań, mamo, bo dostaniesz krwotoku z nosa.

To nie zabawa.

Nasza sytuacja jest niepewna.

Wiesz, że nie mamy już pieniędzy.

Oczywiście, że wiem.

Przypominasz mi o tym codziennie.

Twój ojciec zostawił nam w spadku tylko długi i dobre nazwisko.

To nazwisko jest jedyną kartą, jaką możemy zagrać.

Nie rozumiem cię.

Hockley to świetna partia, zapewni nam przetrwanie.

Jak możesz mnie tym obciążać?

Dlaczego jesteś taką egoistką?

Ja jestem egoistką?

Chcesz, żebym została szwaczką?

Tego chcesz?

Żeby nasze sprzęty sprzedano na aukcji?

By pamięć o nas rozwiał wiatr?

To niesprawiedliwe.

Oczywiście, że niesprawiedliwe.

Jesteśmy kobietami.

Nasze wybory są zawsze trudne.

Strzeż ich, Panie

Od niebezpieczeństw na lądzie

A Duch, którego zesłał Ojciec

Niech spocznie na firmamencie

Wiatr z niebios mocą Twoją

Niech tych ocali, którzy w niebo wzlatują

Miej ich w Twej opiece

- Witam, panie Andrews. - Witaj, Jack.

Muszę z kimś porozmawiać przez chwilę.

- Nie wolno panu tu wchodzić. - Muszę z kimś porozmawiać.

Byłem tu wczoraj wieczorem, nie pamiętasz?

Niestety, nie.

- Musi pan zawrócić. - On ci powie.

Muszę porozmawiać...

Pan Hockley i pani Dewitt Bukater...

nadal są wdzięczni za pańską pomoc.

Poprosili mnie o przekazanie panu tego w dowód wdzięczności.

Nie chcę pieniędzy. Chcę tylko...

A także o przypomnienie, że posiada pan bilet trzeciej klasy...

i pańska obecność tutaj jest niestosowna.

Chcę tylko zamienić dwa słowa z Rose.

Panowie, odprowadźcie pana Dawsona na jego miejsce...

i przypilnujcie, by tam został.

Tak jest, sir. Chodź.

Usłysz, gdy do Ciebie wołamy

za tych, którzy są na morzu

A po co dwa koła sterowe?

- Tego używamy tylko przy brzegu. - Przepraszam, sir.

Kolejne ostrzeżenie lodowe. Tym razem z Noordama.

Dziękuję, Sparks.

Nie ma się czym martwić. To normalne o tej porze roku.

Właśnie przyspieszamy. Kazałem rozpalić pod ostatnimi kotłami.

Zwiń ciasno, jak ci pokazywałem. Dobrze.

A teraz puść.

Znakomicie.

Przepraszam, panie Andrews,

policzyłam to sobie.

Pomnożyłam ilość szalup ratunkowych przez ich pojemność...

Wydaje mi się, że nie wystarczy ich dla wszystkich pasażerów.

Mniej więcej dla połowy.

Nic ci nie umknie, Rose.

Wykorzystałem żurawie nowego typu,

które mogą dźwigać dodatkowy rząd szalup.

Ale niektórzy uważali,

że pokład byłby zbyt zagracony.

Więc zostałem przegłosowany.

To i tak strata miejsca, skoro statek jest niezatapialny.

Śpij spokojnie, Rose.

Zbudowałem dobry, mocny statek.

Lepszej szalupy nie potrzebujesz.

Idziemy na rufę. Następny przystanek: maszynownia.

Chodź.

Jack, to niemożliwe. Nie wolno mi się z tobą spotykać.

- Musimy porozmawiać. - Nie, Jack.

Jack, jestem zaręczona.

Wychodzę za Cala.

Kocham go.

Rose, niełatwo z tobą wytrzymać.

Jesteś rozpieszczoną smarkulą.

Ale oprócz tego jesteś najbardziej niesamowitą,

fascynującą, cudowną dziewczyną...

Kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem i...

- Jack, ja... - Pozwól mi to powiedzieć.

Jesteś...

Nie jestem idiotą. Wiem, na czym stoi ten świat.

Mam w kieszeni 10 dolarów.

Nic nie mogę ci zaoferować i wiem o tym.

Rozumiem.

Ale za bardzo się zaangażowałem.

Jeśli skoczysz, ja też skoczę, pamiętasz?

Nie mogę odejść, póki nie będę pewien, że nic ci się nie stanie.

Tylko tego chcę.

Nic mi nie jest.

Nic mi się nie stanie. Naprawdę.

Naprawdę?

Nie sądzę.

Wpadłaś w ich pułapkę, Rose.

I zginiesz, jeśli się nie uwolnisz.

Może nie od razu, bo jesteś silna,

ale wcześniej czy później ten żar, który w tobie kocham, Rose,

wypali się.

Nie możesz mnie ocalić, Jack.

Masz rację.

Tylko ty sama możesz to zrobić.

Wracam. Zostaw mnie.

Opowiedz Lucile o katastrofie z zaproszeniami.

Oczywiście trzeba je było wysyłać dwa razy.

- Ojej. - I te okropne suknie druhen.

To była prawdziwa odyseja.

Rose zdecydowała się na lawendowy. Wie, że nie cierpię tego koloru.

Zrobiła mi to na złość.

Trzeba było przyjść do mnie wcześniej.

Ruth widziała w La Mode Illustrée moje projekty...

z wyprawy...

najmłodszej córki księżnej Marlborough. Były urocze.

Zgodzisz się, kochana, że wspólnie...

odrodziłyśmy feniksa z popiołów.

Witaj, Jack.

Zmieniłam zdanie.

Powiedzieli mi, że tu jesteś...

Daj mi rękę.

Zamknij oczy.

Śmiało.

Podejdź.

Złap się relingu. Nie otwieraj oczu.

- Nie podglądaj. - Nie podglądam.

Wejdź na reling.

Trzymaj się.

Nie otwieraj oczu.

- Ufasz mi? - Ufam.

Teraz otwórz oczy.

Lecę, Jack.

Chodź, Józefino, do samolotu

Polecimy w górę

To był ostatni dzień Titanica.

Jest zmierzch, zaczyna się noc zatonięcia Titanica.

- Zostało 6 godzin. - Niesamowite.

Smith stoi tam...

jak palant i trzyma ostrzeżenie przed górą lodową.

Przepraszam, stoi tam i każe zwiększyć prędkość.

Postępuje wbrew 26-letniemu doświadczeniu.

Myśli, że zdołają w porę zauważyć niebezpieczeństwo i uniknąć go.

Ale ten wielki statek ma zbyt mały ster.

Za słabo skręca.

Smith myli się kompletnie.

Zapewniam cię, że wypada. To salon.

- Te światła będą dobre? - Słucham?

Artyści potrzebują dobrego światła.

To prawda, ale nie przywykłem pracować w tak okropnych warunkach.

Monet!

- Znasz jego prace? - Oczywiście.

Spójrz, jak posługuje się kolorem. Wspaniały, prawda?

Tak, to niezwykłe.

Cal upiera się, żeby wszędzie wozić to obrzydlistwo.

Myślisz, że wkrótce się tu zjawi?

Nie przyjdzie, póki starczy cygar i brandy.

Ładne. Czy to szafir?

Brylant. Bardzo rzadki.

Jack, chcę, żebyś mnie narysował tak jak te Francuzki.

- Ubraną w to. - Dobrze.

Tylko w to.

Nie potrzebuję więcej...

portretów, na których wyglądam jak porcelanowa lalka.

Płacę,

więc wymagam.

Na łóżko. Na kanapę.

Połóż się.

- Powiedz, jaką mam przyjąć pozę. - Cofnij rękę.

Unieś drugą rękę do twarzy.

Dobrze.

Pochyl głowę.

Patrz na mnie, nie spuszczaj ze mnie oczu.

I staraj się nie ruszać.

Jaki poważny.

Chyba się pan czerwieni, panie artysto.

Monsieur Monet chyba się nie czerwieni.

On maluje pejzaże.

- Przestań robić miny. - Przepraszam.

Nie śmiej się.

Serce łomotało mi przez cały czas.

To była najbardziej erotyczna chwila w moim życiu,

przynajmniej wówczas.

I co było dalej?

Pyta pan, czy to zrobiliśmy?

14 kwietnia 1912 JD

Rozczaruję pana, panie Bodine.

Jack był prawdziwym profesjonalistą.

Dziękuję.

Co robisz?

Możesz schować to do sejfu?

- Przepraszam panów. - Proszę.

Żaden steward jej nie widział.

Absurd. Przecież to statek.

Musi tu gdzieś być.

Znajdź ją, Lovejoy.

- Spokojnie. - Tak.

Chyba nigdy nie widziałem tak spokojnego oceanu.

Woda jak w stawie. Powietrze nieruchome.

Trudniej będzie zauważyć góry lodowe,

jeśli nie będą uderzać o nie fale.

Schodzę.

Proszę utrzymywać prędkość i kierunek, panie Lightoller.

Tak jest.

Robi się chłodno.

- Ślicznie wyglądasz. - Panno Rose?

Moje rysunki.

Biegiem, Jack!

- Zaczekaj! - Zaczekaj!

- Ruszaj! - Na dół, prędko.

- Ruszaj! - Prędko!

Pa.

Przepraszam.

POKŁAD E

- Biegnij. - Dziękuję, złapałem.

Silny jak na lokaja.

- Wygląda bardziej na glinę. - Chyba kiedyś był w policji.

- Cholera. - Uciekamy!

- Tutaj! - Prędko!

- I co teraz? - Co?

Więcej węgla do jedynki.

Co wy tu robicie?

Tu nie wolno wchodzić. To niebezpieczne!

Nie zwracajcie na nas uwagi.

Świetnie wam idzie. Tylko tak dalej!

Patrz, czego tu nie ma.

Dziękuję.

Dokąd, panienko?

Do gwiazd.

Boisz się?

Nie.

Obejmij mnie, Jack.

Cholernie zimno.

Umiem wyczuć lód, kiedy jest blisko.

- Bzdury! - A właśnie że umiem!

Znaleźliście tę lornetkę dla obserwatora?

Nie widziałem jej od Southampton.

Idę na obchód. Do zobaczenia.

Drżysz.

Nie martw się, nic mi nie będzie.

- Pobiegli tam. - Dziękuję.

Coś zginęło?

Kochanie, możesz nas teraz oboje zamknąć w swoim sejfie. Rose

Mam lepszy pomysł.

Mam was!

Widziałaś ich miny?

Widziałaś ich?

Kiedy statek dopłynie,

wysiądę z tobą.

- To szaleństwo. - Wiem.

To nie ma sensu.

Dlatego w to wierzę.

Hej, popatrz tam.

Spójrz na nich.

Jest im trochę cieplej niż nam.

Jeśli tylko tak można się rozgrzać, to ja dziękuję,

jeśli pozwolisz.

Cholera!

Odbierzcie, dranie!

- Jest tam kto? - Tak, co widzicie?

- Góra lodowa na wprost! - Dziękuję.

Góra lodowa na wprost!

W prawo na burtę!

Skręcaj! Ostro!

Cała wstecz!

- Ster w prawo. - Ster w prawo, sir.

Prędzej, chłopaki!

Zredukować ciśnienie!

Zamknąć nawiewy!

Czekajcie.

Teraz! Włączyć wsteczny.

Dlaczego nie skręcają?

- Ster jest w prawo? - Tak jest, sir, w prawo.

Prędzej. Skręcaj.

Tak.

Uderzymy!

Jezu Chryste!

Jezu.

- Ster na bakburtę! - Ster na bakburtę!

Odsuń się!

Uciekajcie!

Na drugą stronę. Zamykają grodzie!

Uciekać!

Na drugą stronę! Prędzej!

Prędzej!

Uciekać!

WSKAŹNIKI WŁAZÓW WODOSZCZELNYCH

ZAŚWIECENIE WSKAŹNIKA OZNACZA ZAMKNIĘCIE WŁAZU

Boże.

Było blisko, co?

Umiesz wyczuć lód? Rany boskie!

Sprawdź czas i zapisz w dzienniku.

Co to było, panie Murdoch?

Góra lodowa, sir.

Skręciłem na sterburtę i dałem całą wstecz, ale była zbyt blisko.

Próbowałem ją ominąć, ale zderzyliśmy się.

- Zamknąć grodzie. - Zamknięte, sir.

- Silniki stop. - Tak jest, sir.

Znajdź cieślę. Niech oceni uszkodzenia.

Tak jest.

Uciekajmy stąd.

Prędzej.

Przepraszam, dlaczego silniki stanęły?

- Czułam wstrząs. - Nie ma powodu do obaw.

Prawdopodobnie odpadło śmigło śruby i stąd te drgania.

Życzy pani sobie czegoś?

Nie, dziękuję.

Mówią o górze lodowej. Widziałeś coś?

Teraz nic nie widzę. A ty?

Wystarczy mi, że szczury biegną w tym kierunku.

Wszystko jest pod kontrolą.

- Hej, ty! - Nic się nie stało.

Owszem, stało się. Okradziono mnie.

Sprowadź oficera żandarmerii.

- Prędzej, idioto! - Tak jest.

Spóźniłem się na coś?

- Widziałeś, co się stało? - Nie.

Chyba tam uderzyła.

W Kotłowni 6 woda sięga 2,5 metra nad płytę,

w luku pocztowym wyżej. Burta wgięta...

- Da się załatać? - Pompy musiałyby być szybsze.

Widział pan szkody w luku pocztowym?

Nie, jest już zalany.

Niedobrze.

Powinniśmy zawiadomić matkę i Cala.

Moim zdaniem znakomite, sir.

Nie dotykaj niczego. Sfotografujcie cały pokój.

Szukaliśmy panienki.

Proszę.

Stało się coś ważnego.

Owszem.

Faktycznie.

Dziś wieczorem zniknęły dwie drogie mi rzeczy.

Skoro jedna wróciła, domyślam się, gdzie znajdę drugą.

Przeszukać go.

- Zdejmij kurtkę. - O co chodzi?

Prędzej.

Co robisz, Cal?

Jesteśmy w niebezpieczeństwie. Co tu się dzieje?

- Czy o to chodzi? - Tak.

Bzdura!

Nie wierz w to, Rose.

- On by nie mógł. - Oczywiście, że mógł.

Dla profesjonalisty to proste.

Byłam z nim cały czas. To absurd.

Być może zrobił to, kiedy się ubierałaś, kochanie.

Sprytnie, Cal. Wsunęli mi to do kieszeni, Rose.

- Zamknij się. - Nawet kieszeń nie jest twoja, chłopcze.

"Własność A.L. Ryersona".

Dziś zgłoszono jej kradzież.

Pożyczyłem i chciałem oddać.

Oto uczciwy złodziej.

Wiesz, że tego nie zrobiłem, Rose.

Nie wierz im. Ty wiesz, Rose.

- Wiesz, że tego nie zrobiłem. - Idziemy, chłopcze.

- Rose! - Uspokój się.

Chodź.

Wiesz, że tego nie zrobiłem. Znasz mnie!

To wyjątkowy pech, kapitanie.

4 metry wody nad kilem w 10 minut...

w forpiku, we wszystkich trzech ładowniach i w Kotłowni 6.

- Zgadza się, sir. - Kiedy będziemy mogli ruszyć?

To pięć przedziałów.

Statek utrzyma się na wodzie z zalanymi czterema,

ale nie pięcioma.

Nie pięcioma.

Kiedy dziób pójdzie w dół,

woda przeleje się ponad grodziami na pokładzie E,

kolejno, coraz dalej.

Nie da się jej zatrzymać.

Pompy. Uruchomimy pompy...

Zyskamy zaledwie parę minut.

Cokolwiek teraz zrobimy,

Titanic pójdzie na dno.

Ale ten statek nie może zatonąć.

Jest z żelaza, więc może, zapewniam pana. I zatonie.

To pewność matematyczna.

Ile mamy czasu?

Godzinę. Co najwyżej dwie.

Ile osób na pokładzie, panie Murdoch?

2200 osób, sir.

Teraz trafi pan na pierwsze strony, panie Ismay.

Ty mała zdziro!

Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię!

- Panie Hockley? - Nie teraz. Jesteśmy zajęci.

Kazano mi poprosić państwa o włożenie kapoków...

- i wyjście na pokład szalupowy. - Nie teraz.

Przepraszam za kłopot, panie Hockley, ale to rozkaz kapitana.

Proszę ubrać się ciepło.

Noc jest dziś zimna.

Sugeruję palta i kapelusze.

To absurdalne.

Nie ma się czym martwić, panienko. To tylko na wszelki wypadek.

Wszyscy wstawać. Wkładać kapoki.

Co on gada?

- Wstawać i wkładać kapoki. - Co to za zamieszanie?

Niech pan włoży kapok.

CQD?

Sir?

Tak, CQD, sygnał zagrożenia.

To nasza pozycja.

Jeśli ktoś odpowie, powiedz, że toniemy...

i potrzebujemy natychmiastowej pomocy.

Do licha.

Opuszczać!

Spokojnie! Napinać równo! I luzować!

Odkryć tę szalupę! Odkryć wszystkie szalupy na rufie.

Zwolnić liny!

Zwinąć plandekę! Prędko!

Gdzie są pasażerowie, panie Wilde?

Wrócili do środka. Tutaj było za zimno i za głośno.

Hej, ty!

Złaź i pomóż przy tych linach!

Życzy pan sobie drinka?

Proszę włożyć kapoki.

Co się dzieje?

Ściągnęliście nas tutaj, a teraz każecie czekać.

Przepraszam, pójdę się dowiedzieć.

Pewnie nikt nie wie, co tu się dzieje.

Ci cholerni Anglicy robią wszystko według regulaminu.

Nie ma potrzeby przeklinać, panie Hockley.

Wróćcie i włączcie grzejniki w naszych kabinach.

Kiedy wrócę, napiję się herbaty.

- Tak, proszę pani. - Tak, proszę pani.

Panie Andrews,

widziałam górę lodową. I widzę strach w pana oczach.

Proszę powiedzieć mi prawdę.

Statek zatonie.

- Jest pan pewien? - Tak.

Mniej więcej za godzinę...

wszystko to spocznie na dnie Atlantyku.

Co?

Przekażcie to tylko tym, którym musicie.

Nie chcę być odpowiedzialny za panikę.

I idźcie do szalupy. Prędko. Nie czekajcie.

Pamiętasz, co mówiłem ci o szalupach?

Tak.

Rozumiem.

Tak, proszę natychmiast go włożyć.

Tutaj, chłopcze.

Wzywają pana do biura ochmistrza w drugiej klasie.

- Zebrał się tam tłum. - Niech pan idzie. Ja go popilnuję.

Dobrze.

Sir!

Carpathia nadała, że robią 17 węzłów.

Płyną pełną parą.

Tylko oni odpowiedzieli?

Inne statki są daleko.

Będą tu za cztery godziny.

Cztery godziny!

Dziękuję, Bride.

Mój Boże.

Szalupy gotowe do spuszczenia, sir.

Może powinniśmy wsadzić do nich kobiety i dzieci?

Tak.

Sir?

Tak, najpierw kobiety i dzieci.

Tak jest.

Panie i panowie, proszę o uwagę!

Proszę podejść.

Proszę do mnie. Dziękuję.

Dobrze.

Na razie poproszę tylko kobiety i dzieci.

- Panowie, proszę. - Tutaj.

Tak jak kazał kapitan, miło i radośnie, żeby nie było paniki.

Taniec weselny.

Włożyć kapoki.

Proszę włożyć kapoki.

Prędko, włóżcie kapoki.

Odwrotnie.

Proszę.

Jeszcze nie czas wchodzić do szalup!

Proszę zachować spokój.

Niech każdy założy kapok.

Panowie, przepuśćcie przodem kobiety i dzieci.

- Co robimy, mamo? - Czekamy, kochanie.

Kiedy pasażerowie z pierwszej klasy wsiądą do szalup,

przyjdzie kolej na nas, więc musimy być gotowi.

Jeszcze nie wasza kolej.

Nie pchajcie krat. I tak nie otworzymy.

- Pomocy. - Idź po pomoc.

Opuszczać równo z obu stron!

Obie strony równo! Spokojnie!

Spokojnie!

Stop!

Zatrzymać lewą stronę!

Opuścić z prawej!

Opuścić z prawej. Lewa stoi!

Opuszczać razem!

Spokojnie!

Myślę, że ten statek może zatonąć.

Poproszono mnie, żebym przekazał ci ten skromny wyraz naszego uznania.

Z pozdrowieniami od pana Caledona Hockleya.

Dalej, słyszałaś, co on powiedział. Wsiadaj do szalupy.

Czy jest miejsce dla dżentelmena?

Na razie tylko kobiety, sir.

Czy w szalupach jest podział na klasy?

Mam nadzieję, że nie będzie tłoku.

Milcz, mamo!

Nie rozumiesz?

Woda jest lodowata, a szalup jest za mało.

Dwa razy za mało.

Połowa ludzi z tego statku umrze.

Ale gorsza połowa.

Wsiadaj do szalupy, Ruth. To miejsca pierwszej klasy.

Szkoda, że nie zatrzymałem tego rysunku.

Do rana zyska na wartości.

Kobiety i dzieci proszę przodem.

Ty niewyobrażalny łajdaku.

Chodź, Rose. Jest tu dla ciebie miejsce.

Tędy, panienko.

Chodź, Rose.

Teraz ty, kochanie.

Wejdź do łodzi, Rose.

Chodź.

Rose?

Wsiadaj do łodzi.

Rose?

Do widzenia, mamo.

Rose?

- Wracaj, Rose. - Dokąd idziesz?

Do niego?

Żeby być dziwką jakiegoś lumpa?

Nie, zaczekaj.

Wolę być jego dziwką niż twoją żoną.

Nie!

Powiedziałem nie!

Rose, proszę, przestań!

- Opuszczać! - Nie, zaczekajcie!

- Wszyscy razem! - Nie, zaczekajcie!

Opuszczać!

Rose!

Pomocy!

Czy ktoś mnie słyszy?

Pomocy!

Panie Andrews!

- Steward, sprawdź prawy korytarz. - Tak, panie Andrews.

Proszę włożyć kapok i natychmiast iść na pokład szalupowy.

Lucy, na litość boską, włóż kapok i daj dobry przykład.

Dobrze, proszę pana.

- Jest tam kto? - Panie Andrews?

Dzięki Bogu.

Dokąd oficer żandarmerii zabiera aresztowanych?

- Musisz zaraz wsiąść do szalupy. - Nie!

Zrobię to z pana pomocą albo bez niej.

Ale bez niej potrwa to dłużej.

Zjedź windą na sam dół i idź w lewo.

Prosto do przejścia służbowego, potem w prawo i przy schodach w lewo.

Dojdziesz do długiego korytarza.

Nie wygląda to dobrze.

Cholera!

Przepraszam. Dziękuję.

- Nie obchodzi mnie pana zdanie. - Windy nieczynne.

Przykro mi, ale windy są nieczynne.

Koniec z grzecznością, do diabła! Wieź mnie na dół!

Pokład E.

Dalej.

- Wracam na górę. - Nie.

Niech pani wraca! Jadę na górę!

Przejście służbowe.

TYLKO DLA ZAŁOGI

Jack!

Rose!

Jack!

Rose, jestem tutaj!

Jack!

- Jack! - Rose!

Przepraszam, Jack.

Tak mi przykro.

- Ten Lovejoy wsunął mi to do kieszeni. - Wiem, wiem.

Posłuchaj, Rose,

musisz znaleźć zapasowy klucz.

Zajrzyj do tamtej gablotki.

Mały, srebrny kluczyk, Rose.

Srebrny.

Wszystkie są mosiężne!

Sprawdź tutaj, Rose.

Rose,

jak się dowiedziałaś, że tego nie zrobiłem?

Chyba od początku wiedziałam.

Szukaj dalej.

Nie ma. Nie ma klucza!

Dobrze, Rose. Posłuchaj.

Musisz iść po pomoc.

Wszystko będzie dobrze.

Zaraz wracam.

Będę tu czekać!

SCHODY NA POKŁAD D

Halo? Jest tu ktoś?

Halo?

Czy ktoś tu jest?

Potrzebujemy pomocy!

Cholera.

Czy ktoś mnie słyszy?

Bogu dzięki.

Potrzebuję pomocy. Na dole jest człowiek.

Niech pan zaczeka!

Halo?

Halo?

Nie powinna pani tu być.

- Proszę mi pomóc. - Zaprowadzę panią na górę. Tędy.

Na dole jest uwięziony człowiek.

- Tędy. Nie ma powodu do paniki. - Proszę!

Nie panikuję! Idzie pan w złą stronę!

Niech pan mnie puści! Słuchaj!

Niech cię diabli.

Boże.

Jack!

Rose!

Czy to wystarczy?

Przekonamy się. Chodź tu.

Zaczekaj.

Poćwicz parę razy.

Dobrze. Teraz spróbuj trafić w to samo miejsce, Rose. Dasz radę.

Dobrze. Dosyć ćwiczeń.

Chodź, Rose. Dasz radę.

Musisz uderzyć mocno i szybko.

Zaczekaj.

Ręce rozstaw szerzej.

- Dobrze. - Tak?

Właśnie.

Ufam ci, Rose.

Wal.

Udało ci się!

Uciekajmy stąd.

Cholera, jaka zimna!

Wyjście jest tam.

Musimy znaleźć inną drogę. Chodź.

Czegoś takiego nie widzi się codziennie.

Co tu robią te bagaże? Wyrzucić je. Potrzebujemy miejsca.

Wyrzucić bagaże!

Ona musi wsiąść. Niech się pan odsunie.

- Spokojnie. Niech pani siada. - Nie.

- Nie! - Zróbcie miejsce.

Prędzej, uwijać się.

Lovejoy.

Po drugiej stronie też jej nie ma.

Kończy się nam czas.

Ten nadęty służbista nie wpuszcza mężczyzn.

Po drugiej stronie wpuszczają mężczyzn.

Wykorzystamy to.

Ale wpierw musimy się zabezpieczyć. Chodź.

Proszę tędy. Prosto przed siebie.

A to co?

Co wy wyprawiacie?

Będziecie musieli za to zapłacić.

- To własność White Star Line. - Zamknij się!

Możecie chwilę poczekać? Muszę wrócić do mojej kajuty...

- Siadaj. - To ostatnia.

Panie Lightoller, dlaczego spuszcza się w połowie puste łodzie?

- Nie teraz, panie Andrews. - Patrz.

Dwadzieścia parę osób w szalupie na 65?

A w jednej było tylko dwanaście osób. Dwanaście!

Nie byliśmy pewni obciążenia, panie Andrews.

- Szalupy mogą się odkształcić. - Bzdury!

Były testowane w Belfaście z obciążeniem 70 ludzi.

Niech pan je napełnia, Lightoller. Na litość boską!

Proszę kobiety i dzieci!

Wracajcie! Tu nie ma wyjścia.

Wracajcie do środka.

Nie możecie trzymać nas tu zamkniętych jak zwierzęta. Statek tonie.

Kobiety przodem.

Otworzyć kraty.

Tylko kobiety!

Zamknąć kraty!

Na litość boską, człowieku, tam na dole są kobiety i dzieci!

Wypuść nas, żebyśmy mieli szansę!

Cofnij się!

- Jack. - Tommy.

- Uda się wyjść? - Tędy nie da rady.

Cokolwiek mamy zrobić, trzeba się pospieszyć.

Jack!

Fabrizio.

Nie ma już szalup.

Wszędzie pełno wody. Musimy się wydostać.

- Tędy się nie da. - W porządku.

Chodźmy tam. Prędko.

- Sam wykuwam swój los. - Ja też.

Chodź!

Nie, chodźmy tędy.

Tędy.

Wróćcie do głównych schodów, tam was pokierują.

Akurat.

Pokierują was tam. Wróćcie do głównych schodów.

- Otwórz. - Wracajcie do głównych schodów.

Otwieraj kratę.

Wracajcie do głównych schodów, jak wam mówiłem!

Cholera! Ty sukinsynu!

Przestań!

Otwórzcie tę cholerną kratę!

Fabri, Tommy, pomóżcie mi.

- Odsuńcie się! - Ciągnijcie!

Ciągnijcie!

- Odsunąć się. - Odłóżcie to!

- Odsunąć się! - Odłóżcie to!

- Raz! Dwa! - Przestańcie!

Trzy!

Jeszcze raz!

Chodźmy!

Chodź, Rose.

Nie możecie iść na górę! Nie wolno!

Zachowajcie porządek!

Cofnijcie się!

Trzymaj ją!

Wciągnąć ją.

Powtarzam, cofnąć się,

albo zastrzelę wszystkich jak psy!

Zachować porządek!

Powtarzam, zachować porządek.

Panie Lowe, obsadzić tę szalupę.

Tak jest.

Nikomu nic się nie stało? Bez paniki.

Cofnąć się!

Spóźniliśmy się.

Na dziobie są jeszcze dwie szalupy.

Zostań przy tej. Ten Murdoch wydaje się praktyczny.

Przestańcie opuszczać!

Przestańcie opuszczać!

Przeciąć liny!

Usiądźcie!

Odsuńcie się!

Odsuńcie się!

Zaczyna się chaos. Nie mamy wiele czasu.

Panie Murdoch?

Pan Hockley. Wy dwaj, do mnie!

Jak pan wie, jestem biznesmenem. Mam dla pana propozycję.

Chodź, Rose.

Nie ma szalup!

Pułkowniku, są po tamtej stronie?

Nie, ale zostało parę na dziobie.

Tędy, poprowadzę.

Jaki to ma sens? I tak nikt nas już nie słucha.

Przy kolacji też nie słuchają. Grajmy, przynajmniej się rozgrzejemy.

Orfeusz.

Toniemy przy muzyce. Widać, że jesteśmy w pierwszej klasie.

- Gdzie jest reszta? - Na rufie, sir.

Niech pani nie płacze.

Zatem umowa stoi, panie Murdoch.

Mężczyźni niech się cofną. Cofnijcie się!

Tylko kobiety i dzieci! Cofnijcie się!

Niech pan się cofnie. Proszę panią.

Tędy. Niech pan się odsunie!

Pozwólcie kobietom...

Sprawdź po drugiej stronie. Biegiem!

Znalazłem ją po drugiej stronie. Czeka na miejsce w łodzi,

z nim.

- Czy są jeszcze kobiety i dzieci? - Wszystkie w szalupach.

Kto następny?

- Niech pan wsiada. - Kto następny?

Prędzej.

Stańcie przy linach.

Niech to wszyscy diabli.

Cholera.

Odpalać!

Tu nie ma przejścia.

Tu nie ma przejścia.

Znakomicie.

Przygotować się do opuszczenia!

Gotowi z lewej!

Opuszczać.

Spokojnie.

Obie strony razem. Równo i spokojnie.

- Daj mi ją. - Tato.

- Wszystko będzie dobrze. Nie martw się. - Bierzcie ją.

Tato, wsiadaj do łodzi.

Żegnamy się na chwilę. Tylko na chwilę.

Następna łódź będzie dla tatusiów,

ta jest dla mamuś i dzieci.

Złap mamę za rękę i bądź grzeczna.

Nie wsiądę bez ciebie.

- Musisz. - Nie, Jack.

Wsiadaj do łodzi, Rose.

Nie, Jack.

Tak. Wsiadaj do łodzi.

Wsiadaj do łodzi, Rose.

Boże, wyglądasz okropnie.

Masz.

Włóż to.

Idź. Ja wsiądę do następnej.

Nie pójdę bez ciebie.

Nic mi się nie stanie.

Ja sobie poradzę. Nie martw się o mnie.

Prędzej, wsiadaj.

Mam układ z oficerem po drugiej stronie statku.

Jack i ja wsiądziemy do łodzi. Obaj.

Widzisz? Muszę się spieszyć do mojej łodzi.

- Idź. - Prędko, są prawie pełne.

Proszę wsiadać, panienko.

- Idź. - Prędko.

- Proszę wsiadać. - Pamiętaj, bądź grzeczna.

- Szybciej! - Cofnąć się.

Powiedziałem, cofnąć się.

Odsunąć się od relingu.

Opuszczać!

Spokojnie.

Opuszczać równo.

Spokojnie.

Opuszczać.

Umiesz kłamać.

Prawie tak jak ty.

Spokojnie, w dół.

Nie masz... Nie masz tam żadnej umowy, prawda?

Mam.

Ale ty z niej nie skorzystasz.

Opuszczać.

Zawsze wygrywam, Jack.

Opuszczać równo.

Tak czy owak.

Uważać na przechył. Wyrównać szalupę.

Spokojnie.

Równo.

Dalej!

Dalej!

Rose!

- Zatrzymajcie ją! - Rose!

- Co robisz? - Zatrzymajcie ją!

Nie!

Rose!

Jakaś ty głupia! Dlaczego to zrobiłaś?

Jesteś taka głupia, Rose.

Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego?

Jeśli ty skoczysz, ja też skoczę, tak?

Tak.

Boże.

Nie mogłam, Jack.

W porządku. Coś wymyślimy.

Przynajmniej jestem z tobą.

Uciekaj! Prędko!

Uciekajmy!

Prędko!

Uciekajmy!

Szybciej!

Szybko, Rose!

Prędzej, Rose!

Szybciej, Rose!

Biegiem!

Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić!

Co w tym zabawnego?

Włożyłem brylant do płaszcza.

A płaszczem okryłem ją!

Chodź.

Tato!

Nie możemy go zostawić.

Dobrze, chodź!

Tato!

Wracamy!

Nie tędy! Wracaj!

Biegiem!

Biegiem!

Uciekaj, Rose!

Jack!

- Jack! - Rose!

Tędy!

Chodź!

Podaj mi rękę!

Boże!

Pomocy!

Pomocy!

Niech pan otworzy kratę, proszę!

- Proszę! - Proszę, niech pan nam pomoże!

- Proszę! - Proszę!

Niech to diabli!

Szybko.

- Prędzej! - Prędzej!

Szybko!

Jezu.

- Proszę! - Prędko!

Szybciej!

Prędko!

Przepraszam, upuściłem klucze.

- Niech pan zaczeka! - Zaczekaj!

Nie odchodź! Wezwij pomoc!

Mam je! Który to, Rose?

Ten krótki. Spróbuj tym krótkim.

Prędzej, Jack.

Nie, ten nie pasuje.

Prędko, Jack.

Zaciął się!

- Dalej! - Prędzej, Jack!

Prędzej, Jack!

Udało się! Uciekaj, Rose!

Uciekaj!

Jack!

Chodź!

Prędko.

- Ustawić wiosła. - Podeprzyj.

Tylko kobiety i dzieci, do cholery!

Trzymać!

Wykręcić żurawie! Nałożyć liny!

Cofnąć się!

Mamo!

Niech pan się odsunie!

Odsuń się!

Do góry!

Przestańcie się pchać!

Cofnijcie się!

Daj nam szansę przeżyć, ty angielski draniu!

Zastrzelę każdego, kto spróbuje podejść! Odsuńcie się!

Drań!

Cofnąć się!

Mieliśmy umowę, do cholery!

Pieniądze nie ocalą ani pana, ani mnie. Cofnąć się!

Tylko kobiety i dzieci!

Przestańcie się pchać!

Nie, Tommy!

Tommy, nie!

Bastardo!

Nie, Will!

Odsuńcie się, do cholery!

Ostrożnie, przytrzymać.

Mam dziecko!

Zrobić przejście!

Proszę, mam dziecko.

Proszę, ona ma tylko mnie.

Niech pan wchodzi.

Cofnąć się!

Proszę!

Dajcie mi ją.

Spokojnie.

Zaczekaj! Panie Andrews.

Ach, Rose.

Nawet pan nie spróbuje uciec?

Przepraszam, że nie zbudowałem ci lepszego statku, Rose.

Szybko tonie. Musimy uciekać.

Zaczekaj.

Powodzenia, Rose.

Wzajemnie.

Pan Guggenheim? To dla pana.

Nie, dziękuję. Ubraliśmy się elegancko...

i jesteśmy gotowi pójść na dno jak dżentelmeni.

Ale prosimy o brandy.

Przesuńcie liny!

Napnijcie je. Potem ją odwrócimy!

Capitán, dokąd mam pójść?

Kapitanie. Sir.

To wszystko. Kończymy.

Żegnaj, Wally. Powodzenia.

- Żegnaj, Wallace. - Do widzenia, przyjacielu.

I żyli razem szczęśliwie przez 300 lat...

w Tir na Nog,

krainie wiecznej młodości i piękna.

Nie ma czasu! Przeciąć liny!

Przetnijcie je, jeśli trzeba!

Dajcie nóż!

Przeciąć liny!

Przetnijcie te cholerne liny!

Panowie, grać tu z wami dzisiaj było zaszczytem.

Musimy zostać na statku jak najdłużej.

Chodź.

Tędy. Trzymaj się relingu.

Skacz, Rose.

Chodź.

Trzymam cię. Skacz!

Pomogę panience.

- Jack! - Co?

Wracać!

Nie, zatopisz nas!

Bez paniki.

Choćbym chodził w dolinie cienia śmierci...

Może pan iść trochę szybciej przez tę dolinę?

Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi...

teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Zdrowaś Mario, łaski pełna...

Tędy.

Chodź!

Potem widziałem niebo nowe i ziemię nową,

albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęła,

a morza już więcej nie było.

Zaraz będzie po wszystkim.

I będzie mieszkał z nimi,

a oni będą ludem jego,

a sam Bóg będzie z nimi, będąc Bogiem ich.

Jack,

to tu się poznaliśmy.

I otrze Bóg wszelką łzę z oczu ich,

a śmierci więcej nie będzie,

ani smutku, ani krzyku,

ani boleści nie będzie,

albowiem pierwsze rzeczy przeminęły.

Wiosłować szybciej, do cholery! Wiosłować!

Trzymaj się, Trudy!

Trzymaj się mocno.

Boże wszechmogący!

Nie wyłączajcie!

Musimy uciekać!

Daj mi rękę, wciągnę cię.

Prędzej, daj mi rękę.

Trzymam cię i nie puszczę.

Trzymam cię.

- Co się dzieje, Jack? - Nie wiem.

- Trzymaj się! - Jack!

Niech ktoś mi pomoże!

To koniec!

Boże, Jack!

Trzymaj się!

Statek wciągnie nas w dół.

Kiedy powiem, weź głęboki wdech.

Płyń z całych sił w górę.

Nie puszczaj mojej ręki.

Uda się nam, Rose. Zaufaj mi.

Ufam ci.

Gotowa? Teraz!

Jack!

- Rose! - Jack!

Jack!

Jack!

Puść ją!

- Rose! - Jack!

Płyń, Rose! Musisz płynąć!

Płyń!

- Woda jest strasznie zimna. - Płyń, Rose!

Dalej.

Płyń.

Wejdź na to.

Wejdź.

Dalej, Rose.

Zostań tu, Rose.

Wszystko będzie dobrze.

Nic ci się nie stanie.

Zawróćcie szalupy!

Łodzie przypłyną po nas, Rose.

Wytrzymaj jeszcze trochę.

Musiały odpłynąć, żeby ich nie wciągnęło,

ale teraz wrócą.

Na litość boską!

Pomóżcie nam!

Nie rozumiecie.

Jeśli zawrócimy, oni zatopią łódź. Potopią nas wszystkich.

Już się boję.

Dalej, dziewczyny, za wiosła. Płyniemy.

Oszalała pani? Jesteśmy na środku Atlantyku.

Chcecie żyć czy zginąć?

Nie rozumiem żadnej z was.

Co z wami? Tam są wasi mężowie!

Wystarczy dla nich miejsca.

Jedno się zwolni,

jeśli nie zamkniesz jadaczki!

Podpłyńcie tu.

Zwiążcie łodzie razem.

Umocujcie je pewnie.

Słuchajcie, musimy zawrócić.

Wszystkie kobiety przesiądą się teraz na tamtą łódź.

Proszę o pośpiech.

Zróbmy tam trochę miejsca. Przesuńcie się do przodu.

Robi się cicho.

Potrwa parę minut, zanim łodzie się zorganizują.

Nie wiem, jak ty,

ale ja zamierzam napisać ostry list...

o tym wszystkim do White Star Line.

Kocham cię, Jack.

Nie rób tego.

Nie żegnaj się.

Jeszcze nie. Rozumiesz?

Tak mi zimno.

Posłuchaj, Rose,

uratujesz się.

Będziesz żyła...

i urodzisz mnóstwo dzieci.

Będziesz patrzyć, jak rosną.

Umrzesz jako staruszka w ciepłym łóżku.

Nie tutaj.

Nie tej nocy.

Nie w ten sposób. Rozumiesz?

Nie czuję ciała.

Wygranie tego biletu to najlepsze, co mnie spotkało w życiu.

Dzięki temu spotkałem ciebie.

I jestem za to wdzięczny, Rose.

Jestem wdzięczny.

Musisz...

wyświadczyć mi tę przysługę.

Musisz obiecać, że przeżyjesz.

Że nie poddasz się,

cokolwiek się stanie.

Choćby było bardzo źle.

Obiecaj mi to, Rose.

I nigdy nie złam tej obietnicy.

Obiecuję.

Nigdy jej nie złam.

Nigdy jej nie złamię, Jack.

Nigdy jej nie złamię.

Na wprost, sir!

Wiosłować!

Widzicie jakiś ruch?

Nie, sir. Nikt się nie rusza.

Sprawdźcie.

Wiosłujcie tam.

Sprawdźcie.

Nie żyją, sir.

Powoli do przodu.

Uważaj na wiosła. Nie uderz ich.

Czy jest tu ktoś żywy?

Czy ktoś mnie słyszy?

Czy jest tu ktoś żywy?

Za długo czekaliśmy.

Sprawdzajcie! Szukajcie!

Czy jest tu ktoś żywy?

Czy ktoś mnie słyszy?

Chodź do samolotu

Polecimy w górę

W górę

Chodź, Józefino

Do samolotu

Jack?

Przypłynęła łódź.

Jack?

Przypłynęła łódź, Jack.

Wróć.

Wróć!

Halo!

Czy ktoś mnie słyszy?

Nic tu nie ma, sir.

Wróć.

Nigdy się nie poddam. Obiecuję.

Zawracać!

1500 osób wpadło do morza,

gdy Titanic poszedł na dno.

Obok pływało 20 łodzi,

wróciła tylko jedna.

Jedna.

Ocalono sześciu ludzi,

w tym także mnie.

Sześć z 1500.

Potem tych 700 ludzi w łodziach...

musiało już tylko czekać.

Czekać na śmierć albo na życie.

Czekać na rozgrzeszenie,

które nigdy nie przyszło.

Nie znajdzie pan tu nikogo z rodziny.

To pasażerowie trzeciej klasy.

Ma rude włosy i siwą brodę.

- Czy nie ma innej listy pasażerów? - Nie ma.

- Może jest na innym statku. - Robimy, co w naszej mocy.

Wtedy widziałam go po raz ostatni.

Oczywiście ożenił się i odziedziczył miliony.

Ale krach na giełdzie w 1929 bardzo mu zaszkodził.

I w tym samym roku włożył sobie pistolet do ust.

Tak czytałam.

Mogę prosić o nazwisko?

Dawson.

Rose Dawson.

Dziękuję.

Nie znaleźliśmy niczego o Jacku. Nie ma po nim śladu.

Nie mogło być, prawda?

Aż do dzisiaj nigdy o nim nie mówiłam. Nikomu.

Nawet twojemu dziadkowi.

Serce kobiety to głęboki ocean tajemnic.

Ale teraz wiecie, że był taki człowiek, Jack Dawson,

który mnie ocalił...

w każdy możliwy sposób.

Nawet nie mam jego zdjęcia.

Istnieje tylko w mojej pamięci.

Kiełdysz, Mir-2 wychodzi na powierzchnię.

Zostawiłem to na chwilę, gdy znajdę brylant.

Przykro mi.

Przez trzy lata...

myślałem wyłącznie o Titanicu.

Ale nigdy go nie zrozumiałem.

Nigdy go nie pojąłem.

Odwiedź www.napiprojekt.pl

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.