Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
CZAS MARSA
Chciałem przeprosić.
Mówiłem, że to Czas Marsa…
Czas Marsa przeszedł do historii i wywarł wpływ na całe pokolenie widzów.
Co myśli pan o dzisiejszej telewizji? Dużo się zmieniło? Treść jest taka sama?
Gdy jest ci dane być liderem oglądalności przez tak długi czas,
dzięki programowi takiemu jak Czas Marsa,
z czasem wiesz, co jest i co będzie hitem w przyszłości.
Bo moda się zmienia, ale istota pozostaje taka sama.
Kto osiąga sukces?
Ludzie bardzo atrakcyjni, bogaci albo normalni.
I tyle. Zawsze tak jest.
No cóż…
nie zawsze.
Miałem szczęście obserwować z pierwszego rzędu zaskakujące zjawisko.
Był rok 2000. Trwało to kilka lat.
Nic takiego wcześniej się nie zdarzyło i już się nie powtórzy.
Nagle w centrum uwagi znalazły się istoty nieprzestrzegające zasad.
Gwiazdy, które nie były atrakcyjne, bogate i na pewno nie normalne.
Zjawisko to nazwano „tamaryzmem”.
Od Tamary, kobiety stojącej w centrum tego wszystkiego.
Niezwykłej piosenkarki, która pojawiła się znikąd
i przez wiele miesięcy utrzymywała się na listach przebojów
z piosenką Nie zmieniłam się.
Niektórzy wyśmiewali tę piosenkę,
ale absolutnie nikt nie mógł wyrzucić jej z głowy.
Piosenki, która wywoływała zamieszki, zdrady, zemsty.
Jedną z wojen z wieloma uczestnikami transmitowano w telewizji.
Oczywiście każdy miał własną wersję wydarzeń.
Trzeba by wysłuchać każdej z nich,
nawet jeśli się wykluczają
i coraz bardziej oddalają nas od prawdy.
Nie mów tak do mojej córki.
Na przykład, czy dalibyście wiarę,
że Tamara zawsze przychodziła na plan z matką?
Margarita Seisdedos zasłynęła
z obrony córki przed kamerami torebką.
Niektórzy twierdzili nawet,
że widzieli cegłę ukrytą w jej torebce.
Jeśli to kłamstwo…
to pierwsze z wielu.
Niech żyje para młoda!
Muszę do łazienki.
Dobrze.
Gdzie ona była?
Ale ze mnie gapa. To nie tu.
Może tutaj?
Tak.
Floreal!
Floreal!
Wielkie nieba, co to jest?
Floreal!
Floreal!
Margarito?
Wielkie nieba.
Wielkie nieba.
Halo?
Margarito, dokąd poszłaś?
Jestem w hotelu, ale nie wiem gdzie.
Chodź tutaj.
Nie tam. Tutaj.
Chodź.
- Halo? - Tędy. Tak, tutaj.
Dobrze. Tędy.
I to by było tyle.
Jesteś zadowolona?
Bardzo.
Pocałuj mnie, kochanie.
Mamo, co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
Bycie matką.
Zanim się urodziłaś, czułam, jakby czegoś brakowało.
Floreal?
Skąd ta dziwna muzyka?
Nie wiem.
Margarito.
- Zobacz, kogo tu mam. - Moja mała.
Twoje dziecko.
- Jaka ładna. - Moja córeczka.
- Jest piękna. - Urocza. Jaka śliczna.
- Prześliczna. - Cudowna.
- Jak dasz jej na imię? - María del Mar.
- Piękne imię. - Moja córeczka.
Od chwili, gdy cię poznałam,
wiedziałam, że jesteś wyjątkowa.
JESTEM GWIAZDĄ
ODCINEK 1 MARGARITA SEISDEDOS I CEGŁA W TOREBCE
SANTURTZI KRAJ BASKÓW
Druga połowa nie zawodzi.
Zawodnicy są zmęczeni, ale nikt nie ustępuje ani o centymetr.
Faul tuż przed polem karnym. Sędzia odgwizduje.
Widziałeś moją igłę?
- Widziałeś… - Nie.
- Kochanie? - Co?
Zabrałaś moją igłę?
- Nie. - Na pewno?
Tak.
Zostaw! Co robisz?
Na pewno nie wzięłaś mojej igły?
- Mówię, że nie. - Połknęłaś ją?
- Nie! - Nie?
- Mówię, że nie. - Niech spojrzę.
Nie. Zostaw mnie!
- Marga. - Otwieraj.
Masz ją tutaj.
Córka mówiła, że przyłapali ją w toalecie tańczącą, bez muzyki.
- Tę dziewczynkę? Bez muzyki? - Biedactwo.
Mówię ci, ta dziewczynka jest zaburzona.
Jak miałaby nie być, skoro jest przyklejona do tego upiora?
Patrzy.
Żal mi jej.
Wyobraźcie sobie zostać matką tak późno.
Nie dziwi mnie, że Marga jej nie opuszcza.
- Biedactwo. - Ale czy to nie przesada?
Zawsze są razem. Nie ma przyjaciółek.
Chwila, która?
Pamiętasz, jak wróciłaś ze szkoły
z siniakiem na twarzy i rozerwanym tornistrem?
Mówiłaś, że to sprawka dwóch koleżanek z twojej klasy?
Pamiętasz?
Tych dwóch.
To były one. Prawda?
Nie powiesz mi?
Znam tę piosenkę.
Niemożliwe.
- Słyszałam ją już dawno temu. - Niemożliwe. Wypuścili ją dzisiaj.
Może to jedna z tych piosenek, które kiedyś śpiewał ktoś inny.
Niemożliwe. Wyszła dzisiaj.
Córeczko.
Może pójdziemy do kina?
Nie.
To może na lody?
Nie.
To co chcesz robić?
Tańczyć.
Coś, co możemy robić razem.
Możemy Iść kupić mi czerwone buty.
Czerwone buty?
Masz już jedną parę.
Ale są za małe.
Co się stało?
Są za drogie?
Nie chcę, żebyś dorastała.
Dobrze, mamo.
A teraz na zakończenie…
Mówię jej: „Mam bukiet dla najpiękniejszej kobiety na świecie”.
A ona na to: „Gdzie ten bukiet?”.
Na co ja: „A gdzie najpiękniejsza kobieta na świecie?”.
To wszystko.
…co dzieje się w snach?
Dziękuję.
Byłam tam, a jednocześnie jakbym widziała to z zewnątrz.
Wszystko widziałam.
Byli tam jacyś gliniarze i taksówka. Wszyscy rozmawiali.
Był tam też jeden gość.
Mówił, że nie wiedzą, czy to była bomba…
Przepraszam, masz papierosa?
Nie, nie palę.
Skończył. Idź, kiedy będziesz gotowa.
Dobrze.
- Co robisz, mamo? - Idę z tobą.
Nie. Zostajesz tutaj.
Pamiętaj. Gdy zacznie się muzyka, policz do pięciu. Zgoda?
Nie martw się. Poradzisz sobie.
Gdzie moja córka?
Na scenie. To ona z panią przyszła.
PRZEWRÓT!
Nie odezwałaś się słowem.
- Na temat? - Koncertu. Nie podobało ci się?
Bardzo mi się podobało.
Będę to robić przez całe życie.
Nie mów, że bardzo ci się podobało, jakby to był cukierek.
A co mam mówić?
Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
Ty.
Wybacz, córeczko. Obudziłam cię.
Co się stało?
Córciu, nie denerwujesz się, śpiewając przed tyloma ludźmi?
Co? Prawie nikogo tam nie było.
Ale nie podobało mi się. Ludzie dziwnie na ciebie patrzyli.
- I to sami mężczyźni. - Nie obchodzi mnie to.
Chyba że się zakocham.
Ale tylko jeśli będzie lubił moją muzykę.
Inaczej się nie zakocham.
Uważaj na mężczyzn.
Byłaś kiedyś zakochana?
W twoim ojcu?
- Nie, jak w filmach. - Nie.
Tak.
Był bardzo przystojny. Mówił mi piękne rzeczy.
Już nie pamiętam jakie… Cóż, niektóre pamiętam.
Ale nie wyszło.
- Dlaczego? - Jego rodzina mnie nie lubiła.
Mówili, że nie jestem dla niego dość dobra.
I dopilnowali, żebyśmy się już nie zobaczyli.
- Adrián? - Adrián?
Gdzie jesteś?
Tak.
Ona tu jest?
Nie wiem, o czym mówicie. Jestem sam.
Jasne. Ostatni raz robicie z nas idiotów.
Proszę!
Tamtego dnia serce mi zadrżało…
Jakby miało pęknąć.
I później długo czułam, jakby w klatce piersiowej…
pozostała mi ogromna pustka.
Skoro tak bardzo cię kochał, czemu z tobą nie uciekł?
Co za idiota.
Wiesz co?
Każdego dnia dziękuję Bogu, że był takim idiotą.
Mamo.
Tak?
Nie martw się. Gdy nagram pierwszy album, będę w domu częściej.
Jaki album?
Oto płyty, Margarito.
Proszę zobaczyć, jak wyszły. Co pani myśli?
Schowam je tutaj.
Proszę.
Sto pięćdziesiąt.
Omówmy wszystko, żeby mieć jasność.
Oto koszt czasu w studio.
Kompozycja, aranżacja, teksty, miksy, wszystko…
To kwota, o której rozmawialiśmy. Jaką ustaliliśmy.
Widzi pani?
Kwota jest ważna. Chcę, żebyśmy byli jednomyślni.
Uważam, że to dużo,
ale to bez znaczenia, gdy chodzi o bezpieczeństwo mojej córki.
Co ma pani na myśli?
Mamo, zobacz! Chodź tu!
Podoba ci się, mamo?
Fajne, co?
To mój śpiew.
Podoba ci się?
Podoba ci się mój pseudonim?
Źle wyszłam na zdjęciu?
Margarito, przedstawiam zespół, który brał udział w nagraniach.
Together Virtual Dreams i Nueve Semanas y Media en el Motor de un Autobús.
- Są bardzo dobrzy. - Świetni.
Prawda?
- Do widzenia! - Pa!
Do zobaczenia!
- Do widzenia. Dzięki. - Pa!
- Pa. - Do widzenia.
Patrz, mamo. Zobacz, co tu jest napisane. „Jak w telewizji”.
Szaleństwo, co?
Niełatwo je zdobyć, wiesz?
Musisz się cieszyć. Jesteś sławna.
Nie. Muzycy powiedzieli, że musimy jechać do Madrytu.
Do Madrytu? Po co?
Żeby ludzie posłuchali naszych płyt.
- Nie można ich wysłać? - Oczywiście, że nie.
- Poważnie? Madryt? - Poważnie. Madryt.
- Pa. - Pa.
Pa.
SANTURTZI
MADRYT
Patrz, mamo!
Ale ekstra!
Spójrz.
Szybko.
Chodź i zobacz, mamo.
To Madryt!
Zobacz, jaka wielka!
Wow!
To też jest fajne!
Dzień dobry. Jesteś Loly, prawda?
Tak, Lolita de Granada,
do usług.
Wy wciąż tutaj?
Dopóki nie posłuchają państwo moich płyt.
Posłuchamy. Niedługo zadzwonimy.
Zostajemy tutaj. Prawda, mamo?
Oczywiście.
Nie macie nic lepszego do roboty?
Skąd. Jestem artystką.
Cholera. Imponujące, co?
Dobrze powiedziane, mała.
Zapraszam.
Żałosne! Nie byłyśmy tam nawet miesiąca!
Ich strata.
Nieprawda. Chcę wracać.
Dlaczego chcesz wracać?
Bo wciąż mamy dużo płyt.
Spójrz.
Jesteśmy tam. Wracamy do Madrytu.
- Pa. - Pa.
AGENCJA TALENTÓW GUESEMEN
Uwaga na auta.
Chodźcie, idziemy.
- Chodźmy. - Zostaw to tutaj.
Chodźcie. Ruchy.
Przepraszam, Miguel de Diego?
Tak.
Byliśmy umówieni dziś po południu. Jestem Tamara.
O której, skarbie?
- Po południu. - Ale mamy już wieczór.
W takim razie teraz.
Ale jedziemy do Guadalix.
Podrzucić cię gdzieś?
Albo jedź z nami. Mamy ustawiony świetny występ.
- Marzysz o show-biznesie? - Tak.
To byłaby prawdziwa lekcja. Wsiadaj.
Piosenka jest w porządku.
Widać, że muzycy są młodzi, a tekst nie jest przekonujący.
Nie możesz śpiewać o tym, że nie nosisz bielizny.
Wiesz, jak bym to powiedział?
Wyszłaś na miasto z cukierkiem,
ale ktoś musi go rozpakować.
Chodzisz z cukierkiem na wypadek, gdyby ktoś go zechciał.
Ale najpierw ktoś musi zdjąć papierek.
Kto zdejmie papierek? Guesemen, cukierek bez papierka
Ktoś musi zdjąć Mój papierek, Guesemen!
Dziękuję za twą miłość
IMPREZA PASZ W GUADALIX
Panie i panowie,
zaszliśmy tak daleko i świetnie się bawiliśmy…
Tak, „guesemen”.
To hasło, które wymyśliłem. Jak „Że co?” Chiquito.
Jeśli wryjesz coś w głowę publiczności, osiągniesz sukces jako artystka.
Ty nie masz hasła,
bo nie przyjechałaś do Madrytu rozśmieszać ludzi.
Wiesz, co takie gwiazdy robią w Madrycie?
Błyszczą!
Co nie? Guesemen.
Dam ci ulotkę.
Wpadnij w piątek. Wszyscy tam będą. Na pewno coś z tobą zrobimy.
KLUB CLEARANCE
Dupek!
Wal się, szmato! Dziwka!
Paco!
- Nie uwierzysz. - Uwierzę we wszystko.
Miguel miał się tu spotkać z jakąś dziewczyną.
W kółko opowiadał o tej Baskijce.
A ona pojawiła się…
z matką!
Biedak. Gdzie jest?
To ta biedaczka, co wygląda jak suszony śledź.
Pytam o Miguela.
Szedł do łazienki z Richardem.
Powiedz mu, że go szukam.
Musi mi pomóc z Czasem Marsa.
Trzecia dziewczyna kazała mi spadać.
Na co ci dziewczyna? W Czasie Marsa jesteś zabawny.
Przepowiadasz ludziom przyszłość z tych swoich warzyw.
To moja działka, ale zaczęli wybrzydzać.
Dziś bez lafiryndy, podbitego oka czy pozwu nikt cię nie chce.
Ludzie nie chcą sztuki, Tony.
- Tylko gówna. - Zechcą cię gdzie indziej.
Gdzie? Wszędzie jest tak samo.
W Czasie Marsa, Loterii i Porannej strefie.
Telewizja to festiwal zdzir.
Gdzie Leonardo?
Dokąd mnie prowadzisz?
Mamo, daj mi płytę.
Dzięki. Proszę.
- Bardzo dziękuję. - Nie ma za co.
Mamo, to pan Leonardo Dantés.
- Miło mi. - Dzień dobry.
Jest wielkim kompozytorem.
Wielkim? Chciałbym.
Piszę własne piosenki.
Tworzę też dla wielkich nazwisk, takich jak Manolo Escobar.
- Coś takiego. - Tak.
Napisałem dla niego piosenkę A jednak, która brzmiała:
„Twoja miłość jest ciernistą różą.
Miłością niczym piasek i skała.
Czasem daje mi radość.
Czasem przynosi cierpienie”.
Fajne, co?
- Piękne. - Tak, niezłe.
Chwileczkę, to nie jest demo, o jakim mówiłaś.
To prawdziwa płyta. Jedenaście piosenek, w tym remiks.
- To twoje piosenki? - Tak.
Wiesz co? Posłucham ich uważnie.
Skoro Miguel dał mi twoje namiary,
zadzwonię i pogadamy, zgoda?
- Oczywiście. - Dzięki, Tamaro.
- Miło było panią poznać. Do widzenia. - Do widzenia.
Co ty robisz?
Hej!
Co tam, ślicznotko?
Puść to.
- A co to? - Po prostu to puść.
- Który utwór? - Nieważne.
Co robisz?
- Nic. - Jak to nic?
- Nic. - Dokąd idziesz?
Nigdzie.
- Co tam masz? - Nic.
Pokaż mi to. Dawaj.
Pokaż to.
Nie.
- Nie? - Przestań.
Daj mi to.
Co to jest?
Co to ma być?
Nie strasz mnie.
- Tak się noszą lafiryndy. - Dość!
Wychodzę. Mam 30 lat!
Idę z tobą.
Nie.
To wracam do Santurtzi.
Śmiało.
Hej, guesemen. Ślicznie wyglądasz, mała.
Chodź, czeka na nas.
To znany reżyser. Zobaczysz.
PENSJONAT PARADAI’S
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
Kobieto, co robisz na tym mrozie?
Szukam pokoju na noc,
dopóki nie zaczną kursować autobusy z Chamartín.
Oczywiście. Proszę.
- Jak się nazywasz? - Margarita Seisdedos.
Chodź ze mną, Margarito.
Masz północny akcent.
Jestem z Santurtzi w Kraju Basków.
Co cię sprawdza do Madrytu?
Przyjechałam z córką.
Z córką?
- Wszystko dla niej poświęciłaś, prawda? - Oczywiście.
Jasne. I oto tu jesteś.
Właśnie.
Nie martw się.
Będzie ci tu dobrze. Chodź.
Przedstawię cię pozostałym gościniom.
Ale jest późno. Pewnie śpią.
Tu nigdy nie jest wcześnie ani późno.
Nie mamy tu harmonogramów. Czas jest względny.
Drogie panie.
Oto Margarita, nasza nowa towarzyszka.
- Cześć, Margarito. - Jak się masz?
- Cześć, Margarito. - Witaj.
Witamy.
Mówiłam Margaricie,
że wszystkie wiele poświęciłyśmy dla naszych córek, prawda?
- Tak. - Zdecydowanie.
- To prawda. - Cześć.
Ojciec mojej córki poszedł na wojnę. Wychowałam ją sama.
Gdy dorosła, poszła szukać ojca i zapomniała o mnie.
Moja nie chce z nami rozmawiać.
Zbankrutowaliśmy i przestała się do nas odzywać.
- Okropne. - Złamałam biodro.
Córka umieściła mnie w domu opieki.
- Biedna. - To było okropne.
Zawsze byłam przy córce, ale ona chciała tylko moich tytułów.
- Źle się to skończyło. - Oddałam mojej nerkę.
A rok później poznała biologa i wyjechał do Sydney.
I zabrała nerkę.
Ja przywiozłam swoją córkę do Hiszpanii.
A gdy skończyła 18 lat, wróciła do domu.
- Chciała odnaleźć korzenie. - Co za tupet.
Jakbym ja ich nie miała, kobieta, która ją urodziła.
Właśnie.
Dałam córce pełnomocnictwo nad moimi finansami.
Suka postanowiła wieść wygodne życie.
Przepuściła wszystkie moje oszczędności,
sprzedała moje mieszkanie, i zostawiła mnie na ulicy.
To straszne.
No dobrze. Zaprowadzę cię do pokoju.
Chodź.
Margarito.
Proszę.
Pamiętaj.
Jeśli będziesz mieć ochotę na śniadanie, drinka, grę w karty czy cokolwiek innego…
możesz zejść na dół.
Twój harmonogram zależy tu od ciebie.
Najważniejsze, że niczego ci tu nie będzie brakować.
CZAS MARSA
Chciałem przeprosić.
Przepraszam, że skłamałem.
Mówiłem, że to Czas Marsa,
ale to nieprawda.
To nie Czas Marsa, a przynajmniej jeszcze nie.
Próbuję powiedzieć, że program zaczyna się,
gdy pojawią się Andréi Ibarretxe i Macarena Barcelona.
Joaquín, co słychać?
A zatem, co dla nas dziś macie?
Macareno? Więcej tego samego.
Przepraszam, nie więcej tego samego. Więcej Tamary!
Tamara i „więcej tego samego” nie idą w parze.
- Właśnie. - Bądźmy szczerzy…
Krąży o niej wiele pikantnych historyjek.
Na temat jej małżeństwa z Paco Porrasem wróżącym z warzyw.
Paco Porrasem, który ją zapłodnił, czego ten nie przewidział.
Zaskoczyło go to. Niezły wróżbita.
Nie przewidział tego. I mamy film porno.
Porno, które ujawnił jej agent.
Coś wam się pomyliło.
Nie widzicie, że sama to zrobiła, bo potrzebuje treści?
- Oczywiście. - Potrzebuje treści.
- Jasne. - Wtedy kładziesz ją zakrytą.
As, dwójka czy trójka? Najlepsza zagrywka to mniej niż cztery?
- Trzeba pozbyć się kart. - Od jednej do czterech.
- Jasne. - Dobrze.
Kładziesz ją zakrytą i mówisz: „Koniec rundy”.
Margarito, chodź na dół. Zaraz zaczyna się telenowela. Chodź.
To głos mojej córki.
O czym ty mówisz?
Jakiej córki?
Chodź. Robi się ciekawie.
Margarito, co się stało?
Co ty robisz?
Dokąd idziesz? Co robisz? Na litość boską.
Teodoro!
Margarito, wracaj do pokoju.
Dlaczego?
Nie znajdziesz tam córki.
- Bzdura. - Twoja córka nie jest już twoją córką.
Twoja córka jest kimś innym.
Jest sławna!
To bardziej skomplikowane.
To ją znajdziesz zamiast swojej córki.
Ją!
Czytałaś, co tu jest napisane?
„Jak w telewizji”.
To nie lada wyczyn.
To poważna sprawa.
Nie zmieniłam się
Nie zmieniłam się
Wciąż jestem tą samą dziewczyną Ale twoja miłość już mnie nie rani
Nie zmieniłam się
Nie zmieniłam się
Znalazłam nową miłość, a jego pocałunki…
Podoba się pani?
- Bardzo. - Pani też jest fanką?
Wielką.
Nic dziwnego. Dotarła na szczyt bez wsparcia wytwórni płytowych.
Jest ikoną nieulegającą establishmentowi.
Co pan nie powie. To moja córka.
To naprawdę miało być do filmu.
Nie sądziłam, że zostanie to upublicznione.
Tamaro, kogo nazywasz „gnojkiem”?
Miguela de Diego, mojego byłego agenta.
Nie może znieść, że już z nim nie współpracuję, i się mści.
Cześć, mamo.
Cześć, córeczko.
Wciąż tu jesteś?
Zobacz, co ci przyniosłam.
Podpisz.
Jak tylko wrócę do domu, każę go oprawić.
Powieszę go obok mapy Bizkai.
Gdy będziesz w telewizji, będę podgłaśniać,
żeby wszyscy cię widzieli i słyszeli.
Kiedy wyjeżdżasz?
Autobus niedługo odjeżdża.
Mamo, zabierz mnie ze sobą.
Nie, córeczko.
Tak, przyjazd do Madrytu był błędem.
- Nie, kochanie. - To koszmar.
Nie mów tak.
- Zobaczysz. - Nie wierzysz mi?
Oczywiście, że ci wierzę.
Nadal widzisz we mnie małą dziewczynkę.
Już nie.
Pozwól mi coś zrobić. Zaczekaj.
Policzę do trzech…
Gdy otworzę oczy,
wreszcie zobaczę kobietę, jaką jesteś.
Zobaczysz.
Raz.
Dwa.
I trzy.
Chyba jednak nie.
Wybacz, córeczko.
Nadal widzę w tobie moją małą córeczkę.
To nic, mamo. Przynajmniej próbowałaś.
Wciąż jesteś moją córeczką.
To on.
Czemu tak wygląda?
Później ci opowiem. To długa historia.
Guesemen, panie i panowie.
Mamy tu obie, matkę i córkę.
Wie pani, co Tamara robi nocami? Kim ona jest?
Czy jest pani zdezorientowana, jak połowa Hiszpanii?
Może to pani nauczyła ją bycia bezwzględną i podłą żmiją.
Jak mówi przysłowie. Aliquisomauey. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Wie pani, ilu przyjaciół poniżyła?
A może to pani nauczyła ją bycia bezwzględną i podłą żmiją.
Ja nie mogę w to uwierzyć.
Po obejrzeniu tego filmu
wszyscy zrozumieliśmy, że tamaryzm to nie tylko Tamara.
Okazuje się, że Tamara to połowa równania. Druga połowa to…
jej matka.
Przed wami…
Tamara i Margarita Seisdedos.
Jesteś cudowna! Kocham cię!
Piękna!
Artystka? Nie wierzę własnym uszom.
Prawdziwi artyści muszą umierać ze wstydu.
Proszę wybaczyć, ale czy widział pan, ile sprzedałam płyt?
I dzwonków.
Co za tandeta. To raczej proste melodyjki dla prostaków.
Nie mów tak do mojej córki.
Tej tu jeszcze brakowało Lepiej niech pani usiądzie.
Napisy: Agnieszka Komorowska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.