All language subtitles for Maly.Zgon.S01E04

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Osz.. W mord臋!

Co to za zjeb w ko艣ci贸艂 wjecha艂?

Kurwa... Chasz.

Gratuluj臋 awansu.

- Dziadku... - Tak?

Czy ten, kto to zrobi艂...

Zap艂aci za to. Dopadniemy go. Obiecuj臋 ci.

Co si臋 sta艂o z towarem z p艂on膮cej ci臋偶ar贸wki,

kt贸ra wjeba艂a si臋 w ko艣ci贸艂 jaki艣 czas temu?

Gdzie s膮 pozosta艂e dwie tony?

To jest laboratorium i tu mamy pr贸bki. Reszta jest zutylizowana.

O Bo偶e...

Jestem przed szpitalem w Olsztynie, gdzie przed kilkoma godzinami

rozegra艂a si臋 tragedia.

Uzbrojony osobnik wszed艂 do szpitala i zastrzeli艂 cztery

najwyra藕niej przypadkowe osoby.

W tym policjanta, kt贸ry znalaz艂 si臋 na miejscu zbrodni

chc膮c zapobiec tragedii.

Pozosta艂e ofiary to dwoje pracownik贸w szpitala

i miejscowy biznesmen, kt贸ry dwa dni wcze艣niej cudem wyszed艂 z wypadku,

gdy na jego rower wjecha艂 quadem pijany polityk.

Spekuluje si臋, 偶e m贸g艂 by膰 to atak terrorystyczny

w prote艣cie przeciw katastrofalnej sytuacji w s艂u偶bie zdrowia.

Sprzed szpitala w Olsztynie Judyta Snujo, sprawy niewyja艣nione.

Siwy, orient.

Co tak ponuro? Urlopik, jeziorko...

Za taki urlop na koszt pa艅stwa wiele os贸b da艂oby si臋 zabi膰.

Dobre...

G艂owa do g贸ry. Na szcz臋艣cie nikomu nic si臋 nie sta艂o.

Sta艂o si臋. Jakby nie pomyli艂 pokoi to by艂oby po sprawie.

- Kajetan. - Mieliby艣my spok贸j.

Jeszcze troch臋 a b臋dziemy musieli ci臋 chroni膰 przed w艂asn膮 rodzin膮,

bo kt贸re艣 z tych s艂odziak贸w ci臋 dojedzie.

Powinna pani da膰 zaprzyja藕ni膰 si臋 swoim wargom.

- S艂ucham? - No tak.

Ca艂y czas s膮 oddzielone, a powinna pani da膰 im si臋 spotka膰.

Wystarczy na chwil臋 zamkn膮膰 usta!

Wiecie co to?

To za艣wiadczenie, 偶e jestem tutaj oficerem prowadz膮cym,

a wiesz co to znaczy?

M艂ody nie ciesz japy jak do ciebie m贸wi臋.

To znaczy, 偶e ja decyduj臋 tutaj o waszej ochronie.

Ja decyduj臋 o waszym zakwaterowaniu, o tym co jecie, co czytacie,

czym si臋 podcieracie jak r贸wnie偶 o tym,

czy nie z艂amali艣cie zasad statusu 艣wiadka koronnego,

wi臋c jeden numer, jakikolwiek, jeden telefon o kt贸rym nie wiem,

albo niech mi kt贸re艣 z was wejdzie

na stron臋 reklamuj膮c膮 proszki na wzd臋cia bez mojej zgody,

albo z waszej dw贸jki niech mi kt贸ry艣 zejdzie z drogi do szko艂y

偶eby sikn膮膰 w krzakach bez konsultacji ze mn膮

natychmiast daj臋 znak prze艂o偶onym

i kurwa ko艅czymy ten cyrk.

I wtedy ten kole偶ka co tam pomyli艂 pokoje naprawi sw贸j b艂膮d.

Zapewniam.

Dotar艂o?

No i dzi臋kuj臋 bardzo.

Po co my tu w og贸le wracamy? Przecie偶 ta nora jest spalona.

No. Dopiero co dostali艣my te gro藕by.

S艂uchajcie. Fakt, 偶e namierzyli nasze telefony nie znaczy,

偶e nas fizycznie zlokalizowali.

Mam racj臋?

Tak.

Poza tym teraz pilnuj膮 nas jeszcze bardziej.

Super.

Gdzie ty idziesz?

Boli mnie g艂owa. Po艂o偶臋 si臋 albo co艣.

Jak nie b臋dzie ci臋 d艂u偶ej w pracy zrobi si臋 podejrzane.

Kurwa... Chcesz 偶ebym zawa艂u dosta艂?

Taaak...

Co艣 si臋 sta艂o?

Nic, a czemu?

Dobra. Nie by艂o pytania.

Kt贸ra godzina?

Rano by艂a 贸sma.

Mia艂am dziwny sen...

Jak na ciebie patrz臋, to si臋 dziwi臋, 偶e si臋 w og贸le z niego obudzi艂a艣.

Oj, Rysiu ty si臋 o mnie nie martw. Ja i ciebie prze偶yj臋.

Zak艂ad?

Nigdy si臋 nie zak艂adam.

Gdzie ja trzymam czyste gacie?

Wyjd藕.

Pi臋knie tu.

We藕 nie udawaj.

Co?

Wszystko wiem.

Ja... Ja to wyja艣ni臋.

Ale nie musisz.

Tata, ja wiem, 偶e uciek艂e艣, 偶eby ich od nas odci膮gn膮膰.

Wiem, 偶e udajesz amnezj臋, 偶eby nie sk艂ada膰 zezna艅.

Nie wiem po co.

Ale wiem, 偶e masz jaki艣 plan, tylko nie wiem, jaki.

Nic nie m贸w, prosz臋 ci臋.

Ba艂am si臋...

Ba艂am si臋, 偶e ci臋 zastrzelili.

Ale ci臋 nie pokonaj膮. Nie dadz膮 rady. Nie ciebie byku.

Nic wam si臋 nie stanie. Wyci膮gn臋 nas z tego, zobaczysz.

Wiem.

No. W ko艅cu jeste艣 moim starym, tak?

No to pa.

Ale... Do flipera masz w tamt膮 stron臋.

Aaa, no tak. Do flipera.

- Uwa偶aj na siebie. - Ty te偶. Buta zawi膮偶.

Co eee?

Ja do pani Magdy.

Jakiej Magdy?

No pani Magdy psycholog.

- Widzisz tu jak膮艣? - Nie.

No w艂a艣nie.

Cze艣膰.

Krzysio, co ty tu robisz? Szybciutko na g贸r臋,

przecie偶 gabinet jest wy偶ej. Id藕, ja zaraz przyjd臋.

Cze艣膰 Rysiu!

Ja ci臋 przepraszam, pewnie nie pierwszy raz tutaj pukaj膮.

Ja jak膮艣 powiesz臋 plakietk臋 na drzwiach albo co艣. Obiecuj臋.

Rysiu, a mo偶e by艣my si臋 tak um贸wili

na t膮 obiecan膮 kaw臋, tak w ramach przeprosin.

Obiecan膮?

No, tak si臋 umawiali艣my. Jako艣 nigdy nie mog艂am ci臋 z艂apa膰.

Widocznie by艂em zaj臋ty.

Jakby艣 m贸g艂...

Aaa, przepraszam.

To kiedy艣 by艣 m贸g艂....

Mo偶e wieczorem.

To co Rysio, za mundurem panny sznurem?

Jed藕.

Ja pierdol臋! Kurwa, co tu si臋 dzieje?

Co za burdel, kurwa jego ma膰!

A ty co? No co tak stoisz kurwa, rusz dup臋.

Ja pierdol臋.

Widzia艂e艣, co si臋 dzieje jak ci臋 nie ma? Ja pierdol臋...

Ja pierdol臋, matko kochano...

To jest jednak niebezpieczna robota...

Bym si臋 udusi艂 normalnie.

S艂uchaj...

- Palisz? - Nie, dzi臋kuj臋.

Teraz to ju偶 powa偶nie. Nie mo偶esz mi tak kurwa znika膰.

I co, ni p贸艂 telefonu, kurwa, jak kamfora.

By艂 pracownik, nie ma pracownika.

Masz szcz臋艣cie, 偶e klient贸w nie ma zbyt wielu,

bo bym ci臋 wyrzuci艂 na zbity pysk.

A pro po. Tak w艂a艣ciwie, to co ci si臋 sta艂o, co?

Wypadek mia艂em. Samochodowy.

- Powa偶ny? - No... Mo偶na tak powiedzie膰.

To dobrze, 偶e nic si臋 nie sta艂o, ja sam tej budy nie ogarn臋.

Dobra. Koniec przerwy.

Pakuj dup臋 do firmy i zr贸b porz膮dek z tym burdelem,

bo jak ludzie sraczki dostan膮, to wszystko na ciebie zwal臋.

Jakby co to kuchnia zamkni臋ta do odwo艂ania. Dostaw臋 musz臋 zrobi膰.

Ja piernicz臋...

Anka, po co tu sterczymy? Przecie偶 nic si臋 nie dzieje.

A ty chcesz do emerytury po jakich艣 zadupiach za kierowc臋 robi膰?

No nie.

W艂a艣nie. Wi臋c zamknij g臋b臋 i czekaj a偶 zacznie si臋 co艣 dzia膰.

O, Ryszard. W czym mog臋 pom贸c?

Komendant wyja艣ni.

Dzie艅 dobry! Kilka miesi臋cy temu komenda wojew贸dzka

przys艂a艂a tutaj transport z magazynu policyjnego.

A, tak, tak. To by艂o jeszcze za poprzedniej dyrekcji... chyba.

- Chyba? - Pani Sylwiu?

W lutym to by艂 jeszcze poprzedni, poprzedni dyrektor, zgadza si臋?

W lutym? Do 17 lutego... Wtedy wymienili.

No, i wszystko jasne. To by艂o dwie dyrekcje temu.

Poprzedni dyrektor by艂 tylko trzy miesi膮ce.

Czyli nie zd膮偶y艂 sobie w waszej elektrociep艂owni miejsca zagrza膰!

Jak ja mog臋 pom贸c w takiej sprawie?

Musimy odzyska膰 ten 艂adunek na potrzeby 艣ledztwa.

Nie ma takiej mo偶liwo艣ci.

Ca艂y 艂adunek poszed艂 z dymem.

Mo偶e jeszcze troch臋 popio艂u na ha艂dzie zosta艂o. Tyle.

Gdzie ta ha艂da?

Pani Sylwiu, prosz臋 pan贸w zaprowadzi膰.

Zapraszam.

No i co? Tak po grudkach b臋dziemy wybiera膰?

Jak b臋dzie trzeba to jak Kopciuszek b臋dziesz zapierdala艂.

Znalaz艂a si臋 dobra wr贸偶ka.

To wszystko z tego transportu?

Nie wiem, to za poprzedniej dyrekcji.

A gdzie oni to wywo偶膮?

Pod place zabaw dosypi膮, pod orliki, pod bie偶nie.

A 偶u偶el z tej ha艂dy gdzie wywie藕li konkretnie?

Rysiek, kurwa to jest jaki艣 absurd.

Przecie偶 to jest zmielone, kurwa z 偶u偶lem, g贸wno bez warto艣ci.

Ma w og贸le jakiego艣 kopa?

Masz zapalniczk臋?

O Maryjko, Jezusie Nazare艅ski!

Ja my艣la艂em, Rysio, 偶e ci goryle Stefana tak ci wpierdolili,

偶e ci si臋 co艣 pod deklem odkr臋ci艂o.

No bo tak, mierzy艂e艣 do mnie z broni,

w og贸le ta twoja zjebana mina wa偶niaka na twarzy,

ale teraz ju偶 wszystko kumam, wszystko mi si臋 pouk艂ada艂o.

Ten towar czyni ci臋 zajebistym, co?

Jak d艂ugo palisz? Przyznaj si臋.

Zajebistym to trzeba si臋 urodzi膰. Frajerem te偶.

Pierdol, pierdol, Rysiu. B臋dzie wiosna, b臋dzie trawka lepiej ros艂a.

Ty wierzysz tej lasce, 偶e to jest pod Orlikami?

- Jeszcze nie sko艅czy艂em. - Jedziemy.

Tu si臋 co艣 jara艂o? Halo?

Halo, Mareczku, daj no jedno. To ja.

Piwko bym dziabn膮. Bo mnie stara zdenerwowa艂a.

No co ty, fachu zapomnia艂e艣?

Dobra... daj to. We藕 wyjd藕.

Bez piany, cz艂owieku, regulacja, optymalizacja,

po 艣ciance. Pach, pach, pach, babk臋 w piach.

Ja tu powinienem pracowa膰.

O, czekaj.

Kontrola ma艂偶e艅ska.

Nauczy艂em si臋 opr贸偶nia膰 szklank臋 w takim samym czasie,

w jakim mojej starej nie znudzi si臋 dzwonienie do mnie.

Daj jeszcze jedno.

Trzeba troch臋 los odmieni膰.

Dajcie 偶etony...

Gdyby艣 tak naprawd臋 m贸g艂 odmieni膰.

No w艂a艣nie mam zamiar naprawd臋 si臋 do tego zabra膰.

Janek, gdyby艣 tak naprawd臋 dosta艂 drug膮 szans臋?

Ale co, od szefa z g贸ry? Przecie偶 zes艂a艂 mi moj膮 star膮

to nie s膮dz臋, 偶eby on mnie jako艣 tam naprawd臋 lubi艂.

A gdyby艣 nie by艂 ju偶 sob膮

i nagle obudzi艂 si臋 w innym 偶yciu.

A co, z now膮, tak膮 zajebist膮 i tak膮 mi艂膮 star膮?

I z dzieciakami co s膮 super?

Z lepsz膮 chat膮 i z dala od tych wszystkich problem贸w.

No.

Ale to wszystko zamiast kaski?

To ja wol臋 kask臋. Poprosz臋 piwko tutaj.

O, trzy cytryny. Co za dziad贸wa.

- Zaraz wr贸c臋. - Dobra.

Witamy w zak艂adzie karnym w Wielkim Gniewie.

Je艣li chcesz si臋 um贸wi膰 na widzenie, wybierz jeden,

sprawy administracyjne, wybierz dwa, sekretariat wybierz trzy.

Sekretariat dyrektora zak艂adu karnego w Wielkim Gniewie.

- Amadeusz? - Tak. Szefie, to pan.

To ja. S艂uchaj, skup si臋, to wa偶ne.

Czy wszystko jest w porz膮dku?

W艂a艣ciwie szefie...

Z kim rozmawiasz?

Rozmawiam?

Wiem ile os贸b jest w tym przybytku i pytam si臋 z kim rozmawiasz?

Sam ze sob膮.

Zdarza mi si臋 od czasu tego wypadku.

Mareczku, jeste艣 tam jeszcze?

Marek, jeste艣 tam jeszcze, czy sam stoj臋 na placu boju?

To na pewno tu?

No, co艣 si臋 tu musia艂o wydarzy膰.

Tak, wygl膮da na to, 偶e 艂atwo si臋 do 艣rodka nie dostaniemy.

Masz jaki艣 pomys艂?

Jednym ze sposob贸w skutecznej infiltracji

jest przenikni臋cie na teren wroga kana艂ami otwartymi.

M贸wi膮c wprost, trzeba sprawi膰, aby wr贸g sam ci臋 do ciebie zaprosi艂.

Rozumiesz?

Daj mi jeszcze jedno.

Nie idzie dzisiaj nic, szcz臋艣cia nie mam, czy co艣 si臋 zawiesi艂a ta...

To nie zale偶y od szcz臋艣cia.

To przejebane przecie偶 to jest. Chocia偶 tak naprawd臋 to nie.

Ja go kurwa, nigdy go nie mia艂em.

To od czego to zale偶y?

Od prawdopodobie艅stwa.

Je艣li prawdopodobie艅stwo wygrania wynosi na przyk艂ad jedn膮 dziesi膮t膮,

to prawdopodobie艅stwo tego, 偶e przegrasz wynosi 90,

ale ju偶 prawdopodobie艅stwo tego, 偶e przegrasz

dziesi臋膰 razy z rz臋du jest mniejsze, bo dziewi臋膰 dziesi膮tych

do pot臋gi dziesi膮tej r贸wna si臋 oko艂o trzydzie艣ci cztery setne.

Zdarzenie przeciwne, 偶e graj膮c dziesi臋膰 razy

wygrasz przynajmniej raz, w tym przypadku wynosi jeden

odj膮膰 trzydzie艣ci cztery setne, to jest sze艣膰dziesi膮t sze艣膰 setnych,

co jest warto艣ci膮 wi臋ksz膮 ni偶 jedna dziesi膮ta.

Jednak w praktyce automaty s膮 tak ustawione,

偶e prawdopodobie艅stwo wygrania wynosi nie jedn膮 dziesi膮t膮,

a jedn膮 tysi臋czn膮, nawet jeszcze mniej.

Poza tym automaty ustawione s膮 indywidualnie,

偶eby da膰 zarobi膰 w艂a艣cicielowi jak najwi臋cej.

Zaraz. To znaczy, 偶e w艂a艣ciciel mnie dyma?

No c贸偶.

Wrzucaj膮c pieni膮dze do automatu w艂a艣ciwie robisz to sobie sam.

Nikt ci臋 nie zmusza.

Powiniene艣 spr贸bowa膰...

pokera.

Tu licz膮 si臋 umiej臋tno艣ci, a nie los.

Masz ci, kurwa... los.

Dzie艅 dobry! Co si臋 sta艂o?

Karmili艣my z dziadkiem go艂臋bie i nagle zemdla艂.

Spokojnie. Dzie艅 dobry, s艂yszy mnie pan? Halo.

Panowie, to mo偶e by膰 co艣 z kr膮偶eniem, zabieramy go.

Chod藕. Spokojnie, dziadek jest w dobrych r臋kach.

A powiedz mi, kto艣 powinien po ciebie przyjecha膰, rodzice?

- Rodzice s膮 w pracy. - No i co teraz?

Mog臋 z wami?

To nie jest ameryka艅ski film, mamy swoje procedury.

Dziadek b臋dzie na SORze. Tam mo偶esz przyj艣膰, dobrze?

Wszystko ok? Mo偶emy?

- A jak ty si臋 tutaj znalaz艂a艣? - Przyjecha艂am.

- Taks贸wk膮? - Tak.

- Tak szybko? - Tak.

- Dziwne. - Tak, dziwne.

No dobra, chod藕 do 艣rodka, tam poczekasz na dziadka.

Rysiu, ale poczekaj, przerw臋 zrobi膮 czy co艣.

Przerwa!

- Panie, co jest? - Ska偶enie chemiczne jest.

Ale jakie ska偶enie? Dzieciaki tutaj sprawdzaj膮 boisko przed otwarciem.

Ska偶enie w glebie. Materia艂 zawiera benzopiren

i pochodne deceptikon贸w...

O matko... Czekajcie.

- Ale ja niczego nie zauwa偶y艂em. - Trzeba b臋dzie podk艂ad wymieni膰.

- Jak? - Normalnie. Zaora膰 i nowy zrobi膰.

Ale przecie偶 za tydzie艅 b臋dzie uroczyste otwarcie.

Burmistrz, kuzyn Roberta Lewandowskiego ma by膰 i proboszcz.

Pojedziecie na wycieczk臋 do muzeum lotnictwa, bo boiska nie b臋dzie.

Przecie偶 to jest nowe, dopiero zbudowane.

I ca艂e szcz臋艣cie, 偶e w por臋 ska偶enie odkryli艣my.

A teraz jazda st膮d!

Bo zaraz wam drugie g艂owy wyrosn膮. Ju偶, jazda!

No, tak偶e...

decyzj膮 komendy miejskiej policji, boisko idzie do ten tego.

Ten tego?

No ten tego, no.

Do rozbi贸rki kurwa, no.

Rysiu, ale ty nie mo偶esz sobie tak po prostu boiska zamyka膰.

Ja nie, ale ty tak.

Ja? Ale przecie偶 ja jestem komendantem a nie geodet膮.

Zakopiesz w nocy jake艣 ko艣ci psa i si臋 powie, 偶e dochodzenia wymaga.

Ale Rysiu, przecie偶 ca艂e miasto nas dojedzie.

Wysadz膮 mnie ze stanowiska.

A widzisz...

dobrze kombinujesz.

Bo jak si臋, na ten przyk艂ad oka偶e, 偶e pod orlikiem niewybuch

z czas贸w wojny znalaz艂e艣 i 偶adnemu dzieciakowi nogi nie urwa艂o,

to ma艂o, 偶e ci臋 nie wysadz膮, ale jeszcze bohaterem zostaniesz.

Ty wiesz, 偶e to ca艂kiem dobrze brzmi.

A co potem z tym zrobimy?

Tym ja si臋 ju偶 zajm臋.

Id藕 do samochodu, obserwuj wyj艣cie i notuj wszystko.

Tak jest. A ty co zrobisz?

Gdy nie wiesz, jak dotrze膰 do celu, infiltruj rdzennego mieszka艅ca.

Ile ci to zajmie?

Ile trzeba.

S艂ucham pana?

Do toalety.

Tam.

Pan woli w damskiej?

Do m臋skiej nie wpuszczaj膮. Policja zatrzymuje.

Prosz臋 pana, ca艂y szpital na g艂owie stoi.

A ile roboty dodatkowej.

I jeszcze legitymuj膮 za ka偶dym razem.

A co si臋 sta艂o?

Zabili policjanta.

Nasz膮 kochan膮 Kasi臋, piel臋gniark臋, no i pacjenta.

Pacjenta?

Wjecha艂 na niego pijak quadem

i los go oszcz臋dzi艂 po to, 偶eby dwa dni p贸藕niej kaput.

A co tu policjant robi艂?

Jakiego艣... Kogo艣 tu pilnowali.

Rannego z wypadku przywie藕li, czy co艣.

A pan co taki zainteresowany?

No nic. Chcia艂em wiedzie膰 dlaczego w damskiej musz臋.

Nam to nigdy nic nie powiedz膮. Do widzenia!

A pan w kt贸rej sali?

Sto pi臋膰dziesi膮t.

Panowie, jaki艣 m臋偶czyzna w bordowym szlafroku...

- Pacjent? Ten z kibla? - Tak.

Daj, daj, zrobi臋 ci.

- Co taka mina? Nie wygodnie? - Nie. Nie, tak, znaczy wygodnie.

No, to u艣miech.

A teraz wypierdalaj z mojego fotela.

Co wi臋藕niarki robi膮 ca艂ymi dniami?

Nic. A co maj膮 robi膰?

No w艂a艣nie. Trzeba im znale藕膰 jakie艣 spo艂ecznie u偶yteczne zaj臋cie.

Pani Gra偶ynka si臋 nie zgodzi. Porz膮dek musi by膰.

Nie zgodzi si臋? Dawaj mi j膮 tu. Na jednej nodze.

Tak jest.

O, pani Gra偶ynko! Dobrze, 偶e pani膮 widz臋. Pan Dyrektor pani膮 prosi.

- Apel trzeba zwo艂a膰. - Apele s膮 rano.

Od dzisiaj s膮 wtedy, kiedy ja chc臋, 偶eby by艂y.

A teraz mi si臋 w艂a艣nie zachcia艂o.

Stra偶nicy nie s膮 gotowi. To troch臋 potrwa.

Pi臋tna艣cie minut.

A ty mi przynie艣 wszystkie papiery dotycz膮ce remontu.

Martwi艂em si臋 o pana... Tak pan dziwnie brzmia艂 przez telefon.

Znaczy dobrze. Nie wa偶ne.

Uwaga, uwaga, teraz przem贸wi pan dyrektor.

Cisza, cisza!

Witam drogie wi臋藕niarki.

Jak zapewne wiecie w wi臋zieniu odbywa si臋 remont,

ale 艣rodki na niego s膮 niestety za ma艂e.

Wiadomo te偶, 偶e jak to m贸wi膮: na kaca najlepsza jest praca,

a na resocjalizacj臋 najlepiej i艣膰 w zawodow膮 aktywizacj臋.

Dlatego to wy przyst膮picie do pracy.

I dostaniecie szans臋 odkupienia swoich win wobec spo艂ecze艅stwa.

Tak ograniczymy zb臋dne koszty,

a wasz drugi dom rozkwitnie i stanie si臋 jeszcze pi臋kniejszy.

Dzi臋ki wam.

Taka decyzja wymaga zgody komisji penitencjarnej.

- Czyli kogo? - Pana, pani Gra偶ynki i mnie.

Rozumiem, 偶e mamy zgod臋 przez aklamacj臋.

Ch臋tne zg艂osz膮 si臋 do mojego zast臋pcy, czyli chor膮偶ego Amadeusza.

B臋d臋 potrzebowa艂 te偶 specjalnego oddzia艂u

do drobnych prac na zewn膮trz zak艂adu,

ale ten zostanie sformu艂owany w specjalnym trybie naboru.

Pytania?

Mo偶e ja si臋 przydam? Tylko na murarce si臋 nie znam.

A na czym si臋 znasz?

Przypierdoli膰 potrafi臋.

To te偶 si臋 przyda.

Pytania? Nie widz臋. Spocznij. Rozej艣膰 si臋.

Gdzie艣 ty znikn臋艂a?

Szkoda gada膰.

Martwi艂em si臋.

Zgubi艂am telefon, tam... By艂am u rodziny.

Dawaj. Nie mam du偶o czasu.

O, widz臋, 偶e przypomnia艂 si臋 szyfr, kt贸rego si臋 nie zna艂o.

Zatrudnianie wi臋藕niarek to z艂y pomys艂.

Decyzja zapad艂a.

Zatrudnianie wi臋藕niarek podniesie koszty.

Po pierwsze jako艣膰 wykonania by艂oby w膮tpliwa.

Trzeba by by艂o natychmiast robi膰 poprawki.

Po drugie, trzeba by by艂o robi膰 dotrudnienie wykwalifikowanego,

przeszkolonego personelu do pilnowania ich,

a nas na to nie sta膰.

Tym bardziej, 偶e pieni膮dze na remont jako艣 dziwnie wyparowa艂y.

Pani ma swoje obowi膮zki a ja mam swoje.

Pos艂uchaj pajacu.

Prze偶y艂am w tym wi臋zieniu pi臋ciu dyrektor贸w

i jeste艣 przy nich naprawd臋... harcerzykiem.

Mam ci臋 na oku. Widz臋, 偶e kr臋cisz, dlatego um贸wimy si臋 tak.

To ja podejmuj臋 tutaj decyzje. Jak zawsze.

Dlatego 偶adnego zatrudniania wi臋藕niarek nie b臋dzie,

albo z艂o偶臋 na ciebie szczeg贸艂owy raport do zarz膮du...

O, widz臋, 偶e lubisz ofensywnie.

S艂ucham?

Ile chcesz?

- Co? - Pytam ile.

B臋dziesz mia艂 k艂opoty. Uwa偶aj.

Panie dyrektorze.

Ta lista, co mi pan j膮 da艂 z rzeczami do tego remontu, to...

To co?

Nie bardzo rozumiem... 30 ta艣m pakowych,

43 sita, folia cynkowa...

Ale ty nie masz rozumie膰, ty masz to zorganizowa膰 na ju偶.

Tak jest.

Czekaj, st贸j. Przypomnij mi jak si臋 nazywa ta, co przypierdoli膰 potrafi.

And偶ela. Ona ci膮gle powtarza, 偶e pan obieca艂 jej p贸艂otworek.

呕e co?

Dobra, nie wa偶ne. Gdzie ona siedzi?

- Cela 41. - Prowad藕.

Otwiera膰. 41. Wi臋藕niarki wyprowadzi膰.

Osadzone wyj艣膰.

Ty zostajesz.

Mam dla ciebie zadanie specjalne. Jak si臋 dobrze spiszesz,

wyst膮pi臋 o skr贸cenie twojego wyroku.

I p贸艂otworek?

I p贸艂otworek. Z pi臋tnastki zejdziesz o po艂ow臋.

Co mam zrobi膰?

Wybierzesz wi臋藕niarki do pracy przy remoncie. Pokierujesz zespo艂em.

Spoko. A to zadanie specjalne?

Tak serio, to gdzie ty by艂a艣?

M贸j ojciec mia艂 wypadek samochodowy.

Powa偶nie?

Nic mu nie jest.

Ma wstrz膮s m贸zgu i jest troch臋 poobijany. Tyle.

To mog艂a艣 zadzwoni膰, to bym przyjecha艂, czy co艣.

Wszystko ogarni臋te.

Nie no, bo ty chyba nie traktujesz mnie serio, nie?

Dlaczego?

Bo w takich sytuacjach si臋 dzwoni do ch艂opaka?

Przepraszam.

Bo ja ci臋 traktuj臋 serio.

Przepraszam.

O, prosz臋. Kajetan.

A co to za fura?

Porwali go. P艂y艅 za nimi!

No szybko!

- Znasz to miejsce? - Nie.

- Trzeba do niego zadzwoni膰. - Nie mam telefonu. Daj mi sw贸j.

- Chocia偶 Kajetan te偶 nie ma, ale... - Co? W XXI wieku?

Halo, ja chcia艂am zg艂osi膰 w艂amanie.

Ma艂y Zgon, Le艣na 1.

Potrzebuj臋 pomocy, bo ja nie wiem, co tam si臋 dzieje w 艣rodku.

Prosz臋 pani, halo, prosz臋 pani.

Prawy.

A wi臋c kim pan jest?

Nie pami臋tam.

Nasza baza danych zaraz panu przypomni.

Pacjentem jestem. Przypar艂o mnie, musia艂em do kibelka.

Czyli tak... przyjmuj膮 pana kompletnie nieprzytomnego,

a p贸艂 godziny p贸藕niej biega pan po szpitalu rozpytuj膮c o szczeg贸艂y

wczorajszego zab贸jstwa? Czy co艣 pomin膮艂em?

Jako pacjent mam prawo wiedzie膰 co si臋 dzieje.

A ja jako komisarz prowadz膮cy dochodzenie te偶,

wi臋c niech pan odpowiada na pytania.

Zrobi艂o mi si臋 lepiej po kropl贸wce.

Po tej, kt贸r膮 pan sobie sam od艂膮czy艂, tak?

Boj臋 si臋 igie艂.

Wie pan, mo偶e troch臋 zbyt obcesowo zacz膮艂em.

Jeszcze raz.

Drogi panie pacjencie, kim pan, do cholery, jest?

Co, czysty jest?

Czysty? Lepiej. Facet nie 偶yje.

Co ty, Zbyniu, pierdolisz?

Ty, a co on wtedy robi艂 w Iraku?

Pisz膮, 偶e by艂 in偶ynierem sanitarnym.

- Na wojnie, kurwa. - No w艂a艣nie.

Wiesz co, wezwij lepiej ch艂opak贸w, co?

Kurwa.

Ja pierdol臋.

Odpalaj.

- Co si臋 sta艂o? - Dekonspiracja.

- Mamy k艂opot? - Nie, ale jed藕.

Policja. Nie rusza膰 si臋!

Policja. Odsu艅 si臋. Odsu艅 si臋 od sto艂u. G贸ra, g贸ra!

Nie szarp si臋, bo b臋dzie bola艂o. Nie szarp si臋.

Macie jakie艣 dokumenty?

Pilnuj go.

Gdziekolwiek panowie si臋 wybierali艣cie,

radz臋 odwo艂a膰 rezerwacj臋.

Bierzemy ich.

Bierz go!

Pani porucznik!

Pani porucznik?

呕yje?

Ja pierdol臋. Co to, kurwa si臋 sta艂o?

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.