Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
STARA ZNAJOMA
- W czym mog臋 pom贸c? - Szukam Christine Nash. Jest ju偶?
Tak. Prosz臋 ze mn膮.
Peter.
Witaj z powrotem w Londynie.
Wspaniale wygl膮dasz.
- Zreszt膮 jak zawsze. - Dzi臋kuj臋.
- Jak by艂o w Oslo? - 艢wietnie.
- Zam贸wi艂am butelk臋 z '78. Mo偶e by膰? - Pewnie.
Zamawia pani teraz?
Zam贸wimy za chwil臋.
- My si臋 znamy? - Nie przypominam sobie.
Ma艂a zas艂ona dymna. Wybaczysz mi chyba.
Dostali艣my cynk, Billy,
偶e zesz艂ej nocy by艂o tu ze 30 aut,
w tym dwa porsche i jedno bmw.
I siedzieli do trzeciej dzi艣 rano.
Kto ci to powiedzia艂? Musieli by膰 pijani.
- Picie to straszna rzecz. - Wielkie dzi臋ki, Billy.
Wi臋c ostatni膮 noc sp臋dzi艂e艣 w cnotliwej izolacji?
Tego nie m贸wi臋. Mo偶e z dw贸ch kumpli wpad艂o na piwko,
ale 30 aut?
Co to za kumple?
Normalni.
Nie wysilaj si臋.
Sprawd藕my, czy posprz膮tali po sobie.
Podobno masz dla mnie propozycj臋 biznesow膮.
Zgadza si臋, Peter. I to bardzo lukratywn膮.
Pracuj臋 dla Selco International.
Istnieje spora luka na rynku napoj贸w bezalkoholowych.
Czas pijus贸w si臋 sko艅czy艂,
czas na zdrowe trunki.
Szukamy kogo艣, kto ma ju偶 taki wizerunek.
Kogo艣, kto sprzeda nasze produkty.
Ale dlaczego ja? Moja s艂awa dawno ju偶 przemin臋艂a.
Nadal ludzie ci臋 szanuj膮, Peter.
Nie tylko sportowcy, ale og贸艂 spo艂ecze艅stwa.
Nie owijasz w bawe艂n臋 i jeste艣 uczciwy.
Je偶eli przyjmiesz nasz膮 ofert臋, chcieliby艣my zacz膮膰 niebawem.
Nie mam nic przeciwko.
Reklam贸wki chcieliby艣my zacz膮膰 kr臋ci膰 niemal natychmiast.
Pojutrze, prawd臋 m贸wi膮c.
Rozumiem.
- A gdzie dok艂adnie? - Na Bermudach.
- Fajne miesce, te Bermudy. - Owszem.
I strasznie daleko od Kanady.
Selco International to chyba farmaceutyki.
Etykietowanie lek贸w, na przyk艂ad.
Magiczny proszek, kt贸ry poprawi twoje mi臋艣nie,
czasem przewa偶y szal臋,
albo doda ci dodatkowej werwy.
To bardzo hojna oferta, Peter.
Z pewno艣ci膮. Pos艂uchaj...
nie podj膮艂em jeszcze decyzji co do Kanady, ale przeka偶 szefom,
偶e takie za艂atwianie sprawy, to nie ze mn膮.
Trudno si臋 wyzby膰 uprzedze艅, prawda?
Ja nie jestem na posy艂ki.
Ja nie wykonuj臋 czyich艣 polece艅.
艢wietnie. Zatem oszcz臋dzisz sobie fatygi.
- Co to jest? - To?
- 呕eton do gry w pche艂ki? - 呕e co?
Moi siostrze艅cy czasami tu w to graj膮.
Kr贸tkowzroczne ch艂opaki, co?
Kr贸tkowzroczne p艂otki i migacze.
Wiesz, co my艣l臋?
My艣l臋, 偶e to 偶eton do ruletki.
- Bez jaj! - Szokuj膮ce, prawda?
Gdy偶 hazard u nas jest nielegalny.
S艂usznie prawisz. Hazard to straszna rzecz.
- Mia艂em kiedy艣 kuzyna... - Billy, prosz臋.
Nie chc臋 wi臋cej s艂ysze膰 o twojej obrzydliwej rodzinie.
Mo偶e 藕le to rozegrali艣my. Mo偶e trzeba by艂o obstawi膰 to miejsce.
To zawodowcy z kontynentu.
Ci膮gle zmieniaj膮 miejsce.
Odnosz臋 wra偶enie, 偶e nie masz serca do tej sprawy.
Nigdy nie p贸jdziesz wy偶ej.
- A Barney p贸jdzie? - Stawiam pi膮taka, 偶e tak.
Przyjmuj臋.
- Rozmowa jest po po艂udniu? - Tak.
Starszy koordynator? Po co mu co艣 takiego?
- To jedyny awans na horyzoncie. - Cynik.
DYREKTOR DZIA艁U KADR ROZMOWA W TOKU
- Dzi臋kuj臋 bardzo. - Damy zna膰, panie Harvey.
- I jak posz艂o, John? - Chyba obla艂em.
Nadinspektor Crozier.
Dzi艣 troch臋 cieplej, ale i tak czeka nas zimna noc.
Charlie.
Masz swoje mleczko.
Prosz臋.
Chwileczk臋!
- Halo? - Zm膮drzej, panie Jason.
Skoro nie chcesz roboty, zr贸b sobie wakacje.
D艂ugie, przyjemne wakacje.
Dok膮dkolwiek zawiedzie ci臋 fantazja.
Za wyj膮tkiem Kanady, rzecz jasna.
S艂uchaj no!
Halo?
# P贸j艣膰 ma w niepami臋膰 stary druh
# Wspomnienie zgasn膮膰 w nas?
# P贸j艣膰 ma w niepami臋膰 stary druh
# I dawny czas? #
W艂a艣nie wyl膮dowa艂 samolot linii European Airways nr JY142 z Dinard.
Dzi臋kuj臋.
M贸j Bo偶e! To ty, prawda?
Nie ma sensu zaprzecza膰.
Co pani膮 tu sprowadza? Cho膰 raczej to pytanie retoryczne.
Musz臋 od czasu do czasu go sprawdzi膰.
Zobaczy膰, czy si臋 dobrze trzyma i czy za mn膮 t臋skni.
W ko艅cu to pierwszorz臋dny ogier,
nie ma co ryzykowa膰.
M贸wi pani o tym koniu wy艣cigowym.
Oczywi艣cie. A co艣 ty sobie ubzdura艂?
Lot GE721 linii Guernsey Airlines z Manchesteru w艂a艣nie wyl膮dowa艂.
Peter Jason!
Hej, Peter Jason.
Ten biegacz. Z艂oty olimpijczyk z 1976 i 1980 roku.
- Przepraszam. Ja... - Niewa偶ne. Przepraszam.
- Do zobaczenia na premierze ksi膮偶ki. - Panie Jason!
- Charles Hungerford. Witam na Jersey. - Dzi臋kuj臋.
Moje nazwisko nic panu nie m贸wi, ale jestem tu do艣膰 wp艂ywowy.
Otwieramy nowe centrum sportowe z basenem, restauracjami...
- Panie Dangerfield... - Hungerford.
Ju偶 m贸wi艂em prasie, i偶 nie jestem tu na wakacjach.
Pisz臋 ksi膮偶k臋 o lekkoatletach.
W takim razie rozg艂os si臋 przyda.
I rzecz jasna, wynagrodzimy to panu finansowo.
W艂a艣ciwie to mo偶e pan co艣 dla mnie zrobi膰.
Prosz臋 popilnowa膰 mojej torby, kiedy b臋d臋 w ubikacji.
Jasne.
Poczekam tu na pana, panie Jason.
Hej! Chwileczk臋!
Panie Jason!
A co z pana walizk膮?
Cholera jasna!
- I z艂apa艂 go pan? - Pewnie, kurwa, 偶e nie!
- Co to za kobieta? - Philippa Vale. A kt贸偶by inny?
Dzie艅 dobry.
- Wygra艂em zak艂ad? - Jeszcze go nie ma.
Masz ochot臋 na kolejny zak艂adzik?
- Co prosz臋? - To by艂 m贸j szpicel.
- Barman z Malibu Room. - 艢ciemniacz.
Kevin Farrance by艂 tam zesz艂ej nocy.
- Najebany jak zwykle. - Ha艅ba.
Te偶 by艣 pi艂, gdyby tatu艣 zostawi艂 ci spadek.
呕ali艂 si臋, 偶e straci艂 10 tys. poprzedniej nocy.
- Mia艂 o co. - Chwali艂 si臋, 偶e si臋 odegra...
- o ile w pi膮tek zn贸w go nie skr臋c膮. - Czyja to sprawa?
Dzie艅 dobry, Barney. A mo偶e powinieniem rzec, komisarzu?
Dopiero za miesi膮c.
- Uda艂o si臋! Znakomicie! - Moje gratulacje!
Mi艂o, 偶e kto艣 we mnie wierzy艂.
Zaczekaj no, komisarzu.
Benny dosta艂 cynk, 偶e m艂ody Farrance...
mo偶e grywa膰 w ruletk臋.
Mo偶emy go 艣ledzi膰, ale to powa偶na sprawa?
Prawo jest prawem, Jim. Nielegalna ruletka to nie zabawa.
Wiesz, co mam na my艣li.
Potrzebujesz ekip臋 do艣wiadczonych wuefist贸w.
Nie chodzi a偶 tak o do艣wiadczenie.
Bardziej chcemy par臋 obrotnych dziewcz膮t...
i ch艂opak贸w w doskona艂ej formie fizycznej.
Wsp贸艂pracuj臋 z wykwalifikowanymi zawodowcami.
A jakie偶 mog膮 by膰 lepsze kwalifikacje?
Maj膮 zach臋ca膰 klient贸w i wyznacza膰 im cel.
Jeste艣 niereformowalny.
- Na pi膮t膮 b臋dziesz mia艂 list臋. - Dzi臋ki.
Charlie...
Nie. Nie mam prawa wykorzystywa膰 ci臋 jako spowiednika.
艢mia艂o. Sprawiasz, 偶e czuj臋 si臋 potrzebny.
Chodzi o ciebie i Jima?
Tak.
A raczej nie o mnie i Jima.
To koniec, Charlie.
On to wie, ja to wiem.
Tyle 偶e 偶adne z nas nie chce tego powiedzie膰.
Tak mi przykro, moja droga.
- Jeste艣 pewna? - Ca艂kowicie.
Wal膮c w mur tyle razy, czeka ci臋 jedynie b贸l g艂owy.
Skoro tak czujesz, moja rada jest zbyteczna.
Ale cokolwiek uczynisz, zako艅cz to...
szybko i czysto.
Daj szans臋 obojgu, by ruszy膰 dalej, pozbiera膰 si臋.
Tak.
To chyba nie ma nic wsp贸lnego z Philipp膮 Vale?
Z Philipp膮 Vale?
- A co ona ma tu do rzeczy? - Nic.
Zgadza si臋, Philippa Vale.
Panno Nash?
Tak, Moxton, wci膮偶 tu jestem.
Pr贸buj臋 sobie przypomnie膰, kto mi ci臋 poleci艂.
Nadal mog臋 ich znale藕膰, ale czy to ma jakie艣 znaczenie?
Skoro jest na Jersey,
to nie ma go w Kanadzie.
Wiesz, co Peter Jason zamierza robi膰 na Jersey?
By艂o to w wiadomo艣ciach.
Zamierza napisa膰 ksi膮偶k臋...
i wyciagn膮膰 brudy z ostatnich 15 lat.
Pr贸buje nam co艣 powiedzie膰?
- Ale co ja mog臋...? - Trzeba go zniech臋ci膰.
Pr贸偶no艣膰 to straszna rzecz.
Trzeba go przekona膰 do porzucenia projektu,
dla jego w艂asnego dobra.
Panno Nash, rozwi膮zania si艂owe jako艣 mi nie wychodz膮.
Chyba si臋 przes艂ysza艂am.
To zrekrutuj kogo艣.
Philippa Vale?
Sprawd藕 j膮. Moxton pogubi艂 si臋.
Mia艂am poczu膰 si臋 lepiej po tym wyznaniu.
Tak, sam te偶 nie czuj臋 si臋 z tym dobrze.
Wsz臋dzie prze艂om.
Ty i ja, Crozier dostaje awans.
Co ty na to?
- Zast膮pisz go? - Nie s膮dz臋.
Pozostaniemy...
w kontakcie? Nie chcia艂abym, 偶eby艣my...
Tak, oczywi艣cie.
Tak, ty te偶.
Przynajmniej Philippa Vale b臋dzie mia艂a teraz drog臋 woln膮.
- Dzie艅 dobry, Terry. - Witam, sier偶ancie.
Wygl膮da na zadbanego i w formie?
Tak. Panna Vale nie oszcz臋dza go. Ale on to uwielbia.
- Mi艂o, 偶e wr贸ci艂a na wysp臋. - Owszem.
- Gdzie jest? Byli艣my um贸wieni. - Min臋li艣cie si臋.
- Z艂api臋 j膮 w domu. - Pewnie tak.
- 艁adne miejsce. - Bardzo 艂adne.
- Cho膰 zabawna nazwa. - Valley Farm?
O rany.
O rany.
Sier偶ancie drogi. Prawdziwy z ciebie detektyw.
My艣la艂em, 偶e milionerzy...
- pilnuj膮 swoich dom贸w przed tob膮. - Nonsens.
Istnieje ogromny spo艂eczny presti偶 na wynajem dom贸w z艂odziejom.
My艣l臋 o otworzeniu agencji "Wynajmij z艂oczy艅c臋".
Zaprosisz mnie na kaw臋?
Troch臋 jeste艣 nie w por臋, James.
W艂a艣nie wysz艂am spod prysznica.
Daj spok贸j. Zanim do ciebie dotr臋,
zd膮偶ysz si臋 wypacykowa膰.
No dobrze.
O rany.
Prosz臋 do Wydzia艂u ds. Cudzoziemc贸w.
O tak. Skromnie...
- acz gustownie. - Dziewczyna musi gdzie艣 mieszka膰.
- Co jest na g贸rze? - Nie wiem.
Ca艂e jest w prze艣cierad艂ach. Na razie robi臋 parter.
Biedactwo.
Kto ci powiedzia艂, gdzie jestem?
Je艣li chcesz by膰 odludkiem, pozb膮d藕 si臋 konia.
Powiedzieli mi w stadninie.
- Po co to wszystko? - Ale co?
Ca艂a ta 艣ciema w stylu Grety Garbo: "Chc臋 by膰 sama".
W艂a艣nie w tym rzecz, James, 偶e chc臋 by膰 sama.
Kilka lat 偶ycia kosztem innych,
nast臋pnie trzy lata 艣cigana,
zwie艅czeniem tego p贸艂roczna odsiadka,
wszystko to bardzo ekscytuj膮ce, ale niezbyt chwalebne.
Uzna艂am, 偶e znajd臋 swoje miejsce
w tej ma艂ej rozpieszczonej samotni, poczytam, porozmy艣lam...
i wypracuj臋 fajny spos贸b sp臋dzenia swoich schy艂kowych lat.
Philippo, jeszcze nie umierasz.
Jeste艣 przemi艂y, James, ale nie m艂odniejemy.
To prawda. No c贸偶, niech ci b臋dzie.
A swoj膮 drog膮, Susan i ja...
rozstali艣my si臋.
Serio?
Zdecydowali艣my zesz艂ej nocy. Za obop贸ln膮 zgod膮.
A zatem oboje mamy du偶o do przemy艣lenia.
Zgadza si臋.
Dzi臋ki za kaw臋.
- Poradzisz sobie tu sama? - A czemu by nie?
Miejsce jest ca艂kiem bezpieczne, ale b臋dziesz sama.
James, ty stary seksist膮.
Naprawd臋 nic mi nie b臋dzie. Tylko ja, zaduma i Marcel Proust.
To pisarz.
Zadzwoni臋 do ciebie za par臋 dni.
Cholera!
- Dzie艅 dobry. - Doprawdy?
Dzie艅 dobry.
Dzie艅 dobry, Jim. Taki to dzie艅?
- Prosz臋. - Dzi臋kuj臋.
Gdybym wyzna艂 ci, 偶e kobiety powinno si臋 sma偶y膰 w oleju,
- nie obrazi艂aby艣 si臋? - Jasne, 偶e nie.
W swoim czasie my艣la艂am podobnie o panach.
- Gdyby艣 tylko wiedzia艂a. - Nim zaczniesz,
desygnowany komisarz zaprasza ci臋 na kaw臋.
Jak mi艂o.
Peter Jason? Bra艂 w tym udzia艂?
Nie, doping go nie interesowa艂.
Ale by艂 na topie w艣r贸d lekkoatlet贸w przez 12 lat.
Na pewno zna 艣rodowisko.
ISC, Mi臋dzynarodowa Rada Sportu zajmuje si臋 tym w Toronto.
Pan Logan stamt膮d pochodzi.
Pragniemy wyeliminowa膰 doping raz na zawsze.
Kilku czo艂owych biegaczy chce zeznawa膰.
Peter Jason te偶?
W tym tkwi sedno tej wizyty.
Skontaktowali艣my si臋 z nim w Londynie,
by艂 skory do wsp贸艂pracy.
Ale na wczorajsze um贸wione spotkanie nie przyszed艂.
- I tu w艂a艣nie wchodzisz ty. - Ja?
Jason przylecia艂 do nas wczoraj,
ale zapad艂 si臋 pod ziemi臋 w towarzystwie by艂ego wi臋藕nia.
Twojej starej znajomej.
Jason to zdecydowanie najwi臋ksze nazwisko gotowe zeznawa膰.
Kto艣 musia艂 go zastraszy膰, 偶e zmieni艂 zdanie.
Te偶 tak my艣l臋.
Ja to wiem.
Wielomilionowy biznes stoi na kraw臋dzi.
A niekt贸rym dyrektorom grozi kilka lat w pierdlu.
Oby nie przycisn臋li go za mocno.
To ona?
Przyprowadzi艂e艣 koleg臋.
To jakie艣 tutejsze atawistyczne zaloty?
Jestem tu s艂u偶bowo.
To pan Logan z Mi臋dzynarodowej Rady Sportu.
Chcia艂by pom贸wi膰 z panem Peterem Jasonem.
Jason?
Przykro mi, zagi膮艂e艣 mnie.
- Doprawdy, panno Vale? - Absolutnie.
Spodziewasz si臋 obl臋偶enia?
Ty powiniene艣 wiedzie膰, 偶e lubi臋 zdrowe jedzenie.
S艂odkie ziemniaki, ignamy.
Na karaibsk膮 popijaw臋?
Dziwne, 偶e nie pami臋ta pani Jasona.
Powszechnie wiadomo, 偶e byli艣cie blisko swego czasu.
Naprawd臋? Wiadomo nie wiadomo,
powtarzam raz jeszcze,
w tym domu nie ma nikogo opr贸cz mnie.
Jeste艣 pewna?
Wi臋c mog臋 sie rozejrze膰?
Pewnie, o ile masz nakaz.
Przecie偶 wiesz, 偶e nie mam.
W takim razie, panowie, lunch czeka.
Wiedzia艂e艣? O niej i Jasonie?
To nie moja sprawa.
To by艂o jakie艣 pi臋膰 lat temu.
- Masz dobre 藕r贸d艂a. - Tak.
Chyba uznali, 偶e to ca艂kiem dobra pora
na odnowienie starych znajomo艣ci.
Na to wygl膮da.
- Halo? - Panno Vale...
tu Charlie Hungerford.
Chcia艂bym zamieni膰 s艂贸wko z panem Jasonem.
Panno Vale?
Widzi pani, ja wci膮偶 mam jego walizk臋.
Najpierw Wydzia艂, teraz ty. Ca艂a wyspa...
zdaje si臋 by膰 w jakim艣 amoku.
Wszyscy my艣l膮, 偶e ukrywam tu faceta.
Co艣 wam dosypali do wody?
Panno Vale...
chc臋 z艂o偶y膰 panu Jasonowi ofert臋 biznesow膮.
. He is not here.
Mam to gdzie艣, co ty chcesz. Jego tu nie ma.
To co mam zrobi膰 z jego walizk膮?
M贸wi艂em ju偶, mam sporo pracy. Nie dasz sobie rady?
W porz膮dku. Super.
- Co jest? - Nic, szefie.
Chodzi o t臋 ruletk臋, ka偶臋 艣ledzi膰 Farrance'a.
- Doprowadzi nas do reszty. - Pom贸wimy o tym p贸藕niej.
Nie przejmuj si臋. Na pewno to tylko platoniczne.
Czy mam postawi膰 szyld? Nie ma tu 偶adnego...
Petera w tym domu.
W porz膮dku, panno Vale. Niech pani b臋dzie.
Prosz臋 mu powt贸rzy膰, 偶e ma dob臋...
na przyj臋cie oferty Selco International.
W zamian chcemy jedynie...
r臋kopis wszystkiego, co do tej pory napisa艂.
I to wszystko, czego chcecie?
- To wszystko. - A macie te偶 nadziej臋...
偶e dostaniecie rowerek na 艣wi臋ta?
- Tak? - Chyba mamy problem.
- Nie m贸wi艂e艣 mi, 偶e to przes艂uchanie. - Naprawd臋?
Wszyscy moi ludzie b臋d膮 mie膰 艣wietne kwalifikacje i referencje.
Pomy艣la艂em, 偶e ten ca艂y pokaz to wspania艂y chwyt na nasze otwarcie.
M贸g艂bym ich zatrudni膰 tylko na jeden dzie艅?
- Nie, Charlie, nie m贸g艂by艣. - Szkoda.
Liczy艂em te偶 na anga偶 Petera Jasona, ale mieszka teraz u Philippy Vale...
- Co? - To nie wiedzia艂a艣?
To starzy znajomi. Ca艂a wyspa ju偶 wie.
- Jim te偶? - Tak. Biedaczysko.
- Rozumiem. - To nie jest jego tydzie艅.
Dobranoc, Jim.
Dobranoc, Peggy.
Chcemy ich tylko przestraszy膰.
- Jasne? - Spokojnie.
Nikomu nic si臋 nie stanie. Na razie.
- Dobrze idzie. - Cieszy mnie to.
- Wystarczy! Nie! - Dobra!
Zje偶d偶ajmy!
Nie za wcze艣nie dla ciebie?
Jim zostawi艂 ci臋 z t膮 spraw膮 ruletki?
- Delegacja ci s艂u偶y. - Tak?
Kto beknie, jak co艣 spieprzysz?
Barney autoryzuje wszystko.
To 艣wietnie. Nie mamy si臋 czym martwi膰.
Dziwne, 偶e Jimowi zmieni艂y si臋 priorytety.
- Ten sam stary problem? - Chcia艂bym mie膰 takie problemy.
- To znaczy? - Brylantowa panna wr贸ci艂a do miasta.
- Ta, kt贸ra garowa艂a? - Ta sama.
Jako艣 nie wyobra偶am sobie Jima w艂贸cz膮cego si臋 ze z艂oczy艅c膮.
Daj偶e spok贸j. Zakazany owoc.
Nigdy nie mia艂e艣 ochoty podrze膰 swojej legitymacji policyjnej?
- Nie. - Oddany profesjonalista.
- Co w tym z艂ego? - Nic, kiedy pracuj臋.
Poza s艂u偶b膮 oddany jestem tylko sobie.
W tym rzecz. W tej pracy to niemo偶liwe.
Oszcz臋d藕 mi tych kaza艅. Gdzie moja kawa?
W ka偶dym razie, ta Brylantowa panna...
porzuci艂a stare nawyki?
Czas poka偶e, m贸j synu. Czas poka偶e.
Ani s艂owa o zesz艂ej nocy.
Dzie艅 dobry. Mia艂a pani udany lot?
Kto zatem obserwuje dom?
- Przepraszam, panno Nash. - "Przepraszam."
S艂owu "amatorski" nadajesz nowy wymiar, Moxton.
To nie takie 艂atwe.
Nie mo偶emy tam po prostu wparowa膰.
Dlaczego nie?
Zak艂adam, 偶e ty tu robisz za Action Mana?
Przekonaj si臋.
Skoro tylko ja tutaj mam m贸zg, stajesz si臋 zb臋dny, Moxton.
Zabierz mnie do hotelu. Musimy pogada膰.
Podrzucisz Pi臋knisia po drodze.
Dok膮d?
No, nie wierz臋.
- Panna Young? - Panna Vale.
Chce pani czego艣?
Zaleca pan jeden samoch贸d?
Pewnie. B臋dziemy mniej widoczni.
Ustawi臋 kilka radiowoz贸w w gotowo艣ci na wszelki wypadek.
艢wietnie.
- Tego b臋dzie mi brakowa膰. - S艂ucham?
Tam, gdzie toczy si臋 akcja.
- Drinka? - Nie, dzi臋kuj臋.
- No wi臋c? - Wiesz, 偶e Jim i ja si臋 rozstali艣my?
- Tak, m贸wi艂 mi. - I 偶e cz臋艣ci膮 przyczyny
by艂 jego dwuznaczny stosunek do ciebie?
- Tego nie wiedzia艂am. - Pami臋tasz nasz膮 ostatni膮 rozmow臋,
gdy poleci艂am mi si臋 zdecydowa膰?
- Nie, nie zapomnia艂am. - No wi臋c si臋 zdecydowa艂am.
Po wielkim b贸lu i g艂臋bokiej zadumie z obu stron rozstali艣my si臋.
A ty co?
- Susan... - Wpadasz tutaj.
Wynajmujesz t臋 ma艂膮 fortec臋 i 偶yjesz na koci膮 艂ap臋 z...
- ''Na koci膮 艂ap臋''? - Tak, na koci膮 艂ap臋.
Zabawiasz si臋 ze swoim znajomym, a Jima sp艂awiasz.
To nie do ko艅ca tak. Ale skoro ju偶 nie jeste艣cie razem...
To nie znaczy, 偶e mi na nim nie zale偶y.
Pewnie tak wszyscy my艣l膮.
Ale wiesz, co mnie wkurza?
Co doprowadza mnie do sza艂u?
Zmieni艂am o tobie opini臋.
Powiedzia艂am: "Susan, nie jeste艣 fair.
To nie tylko te jej gierki, na sw贸j w艂asny...
specyficzny spos贸b naprawd臋 jej na nim zale偶y.
Nie jest zimnokrwist膮 przebieg艂膮 suk膮, za jak膮 j膮 uwa偶am."
Jed藕! Ani s艂owa. Jed藕!
O m贸j Bo偶e!
Tak? Co takiego?
Co?
Da艂em mu dob臋.
- Je艣li nie zagra... - Mo偶esz zosta膰 bez pracy.
- M贸wi艂em, 偶e to 艂atwizna. - Nie jestem Philipp膮 Vale.
Nie jestem cholern膮 Philipp膮 Vale!
Morda w kube艂!
- Ci膮gle to powtarza. - Doprawdy?
Ciekawe, dlaczego?
- Dlaczego mieliby chcie膰 ciebie? - By uzyska膰 r臋kopis od Jasona.
To lepiej niech im go odda.
Czas przesta膰 si臋 chowa膰 za sp贸dnic膮 kobiety
i zacz膮膰 rozwi膮zywa膰 swoje problemy.
- Mia艂a艣 racj臋, przystojniak. - Pan nie jest...
- Gdzie Jason? - W Kanadzie od dw贸ch dni.
To kto to jest?
- To jest Winston Julian. - Kto?
Seksowny, acz analfabeta.
Powie艣ciopisarz. Spisuje Petera notatki.
Ale Jason by艂 widziany na lotnisku.
Zrobili艣my podmiank臋 w toalecie i odlecia艂 czarterem.
Chcieli艣my tylko zyska膰 na czasie, by Jason m贸g艂 zeznawa膰 przed komisj膮.
Sk膮d mia艂em wiedzie膰? M贸wi艂e艣, 偶e jest tam jedna laska.
- By艂a w aucie Vale. - Auto Vale jest niebieskie.
A jej jest czerwone. Jeste艣 daltonist膮?
Tak. I co z tego? Jestem zab贸jc膮, a nie krawcem.
Zamkn膮膰 si臋!
Po co艣 j膮 tu przywlek艂?
- Susan Young. - Do domu mia艂em j膮 zabra膰?
Tak. Susan Young. Tak si臋 nazywa.
I bez w膮tpienia to przyjaci贸艂ka Philippy Vale.
Wi臋c czyj to by艂 pomys艂?
Zrealizowali go Kanadyjczycy, ale pomys艂 by艂 m贸j.
Oczywi艣cie. Kurtka na krze艣le, dodatkowe jedzenie.
Ma艂y striptiz przed koleg膮 Winstonem.
Sier偶ancie, czai艂e艣 si臋 w krzakach.
- Bergerac do bazy. Odbi贸r. - Tak dla porz膮dku,
wdzi臋ki Philippy nie robi膮 na mnie wra偶enia.
- Bez obrazy. - S艂ucham, sier偶ancie.
Dobrze ci tak, podgl膮daczu.
Podgl膮daczu? Wiesz, co tam zasz艂o?
Sier偶ancie, jest pan tam?
Tak.
Odwo艂aj to.
Kanadyjczycy siedzieli w tym od pocz膮tku?
Tak.
Mog臋 po偶yczy膰 twoje auto?
Mo偶e nikt nie wie, 偶e zagin臋艂a.
Mo偶e.
Zatrzymamy j膮 tu, p贸ki nie skontaktujesz si臋 z Jasonem.
Je艣li to zawiedzie...
spraw臋 za艂atwi kto艣 inny.
Porwanie?
Nie s膮dzi艂em, 偶e posun膮 si臋 a偶 tak daleko.
Biedactwo.
Odbijemy j膮. Bez obaw.
Zrozumiesz na pewno, 偶e twoja komisja sportowa
nie jest ju偶 naszym priorytetem.
Jasne. Nie widz臋 tego inaczej.
Rozmawia艂em z Jasonem. Ca艂a ta sprawa troch臋 go przeros艂a.
Chce przeczeka膰.
Chyba mo偶esz zapomnie膰 o tym jego zeznaniu.
Takie 偶ycie.
Jednak nie podda艂 si臋 ca艂kowicie...
i ma co艣 dla ciebie na os艂od臋.
- Co to jest? - R臋kopis Jasona.
Jeszcze nieuko艅czony.
S膮 tam rzeczy, kt贸re mog膮 ci si臋 przyda膰.
- No i? - No i zobaczymy.
Tak, b臋dzie mi tego brakowa膰.
To on. To Farrance.
Ruszajmy.
Nie za blisko. Nie chcemy w niego przydzwoni膰.
Przepraszam, szefie.
Nie za daleko, James. Nie chcemy go zgubi膰.
Bardzo dzi臋kuj臋, Philippo. Ju偶 to robi艂em.
- Co si臋 sta艂o? - Przepraszam. - Zgubisz go.
Hej, to jest...
Wygl膮da na to, 偶e zawsze zmieniaj膮 miejsce.
Dzie艅 dobry, panowie.
Chcecie si臋 przy艂膮czy膰?
Poszed艂 na g贸r臋. Do panny Christine Nash.
Na co czekasz, James?
No, nie wiem.
Co艣 za 艂atwo posz艂o.
- Za 艂atwo? - Zawodowa zazdro艣膰, Alec.
Wi臋c naprawd臋 nie chce zeznawa膰.
Tak powiedzia艂 ten facet.
Zatem to koniec.
Mo偶emy wr贸ci膰 do domu.
To jeszcze nie koniec.
Znalaz艂em ich. Trzech m臋偶czyzn i kobieta.
Jeden z m臋偶czyzn ma bro艅.
Na mi艂o艣膰 bosk膮. Mnie te偶 si臋 to nie podoba.
Ale widzia艂a ciebie, widzia艂a mnie.
Mo偶e nas wszystkich wsadzi膰 na lata.
Nie martw si臋, nic nie musisz robi膰.
Tw贸j ma艂y kolega 艣lini si臋 na sam膮 my艣l.
Wedle umowy, plus 500. Wyje偶d偶amy.
- Liczy艂em na wi臋cej. - Za co?
- O nic ci臋 nie prosi艂am. - Co si臋 dzieje?
- Halo? Kto tam? - Paczka dla panny Nash.
Przepraszam, ale badamy przypadek fa艂szywej to偶samo艣ci.
Mamy powody przypuszcza膰, 偶e jest tu pewna oszustka.
艢wietnie.
Zajmij si臋 nimi.
W艂adczy jest, nieprawda偶?
Co si臋 dzieje?
Sk膮d on si臋 wzi膮艂?
- Co to za jeden? - Nie wiem.
Je偶eli to jaka艣 twoja sztuczka...
- Co si臋 tu dzieje? - Zepsu艂 st贸艂.
O Bo偶e!
- Kto to jest? - Nie mam poj臋cia.
Gdzie telefon? Dzwo艅 po karetk臋.
No dobra.
Wszyscy jeste艣cie aresztowani.
- O Bo偶e. - No wspaniale.
Sier偶ancie, wyprostujesz si臋 w ko艅cu,
czy mam si臋 zni偶y膰 do ciebie?
James?
Oto i on. Ostatni ma艂y dow贸d.
Serio? Cieszy mnie to.
Peter Jason dobrze wypad艂 wczoraj w telewizji.
Tak, dobrze si臋 spisali艣my.
Polecisz tam? A mo偶e on wr贸ci tutaj?
Nie ma powrotu, sier偶ancie. Koniec to koniec.
Masz racj臋.
M贸wi艂am o Peterze, idioto.
My nigdy, tak naprawd臋, nie zacz臋li艣my.
Chyba tak.
Wynajmuj臋 to miejsce do ko艅ca tygodnia.
Jak twoje plecy, James?
- Nie za dobrze. - Szkoda. Jest tu siedem sypialni.
Przyda艂oby mi si臋 troch臋 膰wicze艅.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.