All language subtitles for Families Like Ours.S01E05

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

M贸j syn zagin膮艂.

- Zagl膮da艂 tu do was? - Nikogo nie by艂o.

Jed藕 do Pary偶a. B臋dzie dobrze.

Dzi臋kuj臋, Danio.

- Przepraszam. - Jad臋 z mam膮.

Nienawidz膮 uchod藕c贸w. A je艣li ci臋 dopadn膮?

- Ona odje偶d偶a! - Kocham ci臋.

Mathilde, sp贸藕ni艂am si臋 na prom. P艂yn臋 z prywaciarzami.

Nie ma Laury.

Pomo偶esz szuka膰 Laury?

Tak.

Czwartek, 2 listopada. Od dnia wyjazdu min臋艂y trzy dni.

Jest z nami Jesper Strange. Czy wszystko posz艂o g艂adko?

Tak. Mniej wi臋cej po艂owa Du艅czyk贸w opu艣ci艂a kraj.

Stolica i inne wi臋ksze miasta s膮 opustosza艂e.

Jednak nie wszyscy wyjechali. Co rz膮d robi w tej sprawie?

Sytuacja jest trudna, ale robimy, co w naszej mocy.

Nie wszyscy przyjmuj膮 Du艅czyk贸w.

Szukamy miejsc, w kt贸rych ludzie mogliby zamieszka膰.

Niekt贸rzy nie chc膮 wyje偶d偶a膰. Ulice nie s膮 zalane.

Jak ich przekona膰, 偶e relokacja jest konieczna?

Trudno zrozumie膰 co艣, czego nie wida膰.

Jednak poziom wody si臋 podnosi.

Zapory nie b臋d膮 rozbudowywane, a woda wedrze si臋 w g艂膮b l膮du.

Zaleje ca艂y kraj.

RODZINY TAKIE JAK NASZA

Henrik!

Henrik!

Henrik?

Gdzie by艂e艣?

U Danila.

My艣li, 偶e jego syn wyjecha艂.

Uciek艂.

Drugi syn jest w Macedonii.

Ale Aron na pewno tu wr贸ci.

Powiedzia艂e艣 mu co艣?

Chce odkupi膰 dawne gospodarstwo w Homezhu.

Ale teraz cena wynosi 150 tysi臋cy euro.

To bardzo atrakcyjna lokalizacja.

Nie dotkn臋艂a ich susza ani powodzie.

Dasz mu pieni膮dze?

Wola艂by wiedzie膰, co z jego synem.

Henrik, to by艂a samoobrona.

Wszystko przez twojego brata. On zas艂u偶y艂 na kar臋.

To ja zas艂u偶y艂em na kar臋.

Jeszcze dzi艣 si臋 przyznam. Wszyscy poczujemy ulg臋.

To, co powiem, zabrzmi cynicznie.

Ale ca艂a ta sprawa rozp艂ynie si臋 w morzu innych, podobnych.

W Danii dosz艂o do setek napad贸w.

Uchod藕cy ton膮 w Ba艂tyku.

Panuje chaos. Los tysi臋cy ludzi jest nieznany.

Co si臋 sta艂o w Danii, zostanie w Danii.

Taka jest rzeczywisto艣膰.

ROZDZIA艁 PI膭TY PRZEKROCZONE GRANICE

CZE艢膯, JAKOB. WCI膭呕 ANI 艢LADU LAURY.

MIN臉艁Y JU呕 TRZY DNI...

- Gilles. - Sko艅czcie. Zaraz wr贸c臋.

Wiadomo co艣?

Musz臋 zg艂osi膰 zagini臋cie. Najlepiej dzisiaj.

Przepraszam.

Chod藕, porozmawiajmy.

Skontaktujesz mnie z policj膮? Mo偶e kogo艣 znasz?

Naprawd臋 si臋 martwi臋. Pr贸bowa艂em ju偶 wszystkiego.

Zostawicie nas samych? Dzi臋kuj臋.

P艂acimy za twoje mieszkanie. Wszystko si臋 uk艂ada.

- Jestem wdzi臋czny. - Ale...

Jeszcze nie mo偶esz legalnie pracowa膰.

W tej chwili zg艂aszanie si臋 na policj臋 jest ryzykowne.

Co, je艣li nagle si臋 tu zjawi膮 i zaczn膮 wypytywa膰 ludzi?

Bez przerwy kogo艣 deportuj膮.

Jak si臋 zorientuj膮, 偶e pracujesz bez zezwolenia,

- to koniec. - Wiem.

- Mathilde? Co tam? - Cze艣膰.

Siedz臋 tu od trzech godzin. Moje papiery to koszmar.

- My艣la艂em, 偶e wyjecha艂a艣. - Taki by艂 plan.

Nie wiadomo, czy puszcz膮 mnie do Finlandii.

- Laura zagin臋艂a. - Co?

Ma wy艂膮czony telefon.

Nikt jej nie widzia艂.

Ona...

Wsiad艂a na kuter.

Pop艂yn臋艂a z jednym z tych kursuj膮cych prywaciarzy.

Mathilde, do cholery.

- Rozmawia艂a艣 z ni膮? - Uciek艂 jej prom. Dzwoni艂a do mnie.

- Dlaczego mi nie powiedzia艂a艣? - Przepraszam. Niby kiedy?

A je艣li...

- A jak uton臋艂a? - Przesta艅.

Powinnam j膮 powstrzyma膰.

Amalie!

Rozmawia艂em z Gillesem.

Odradza policj臋. Mog膮 nas deportowa膰.

No to zaczekajmy. Musimy si臋 uzbroi膰 w cierpliwo艣膰.

Na pewno nic jej nie jest.

Pomog臋 ci. Jak sobie radzisz?

Zajmiemy z Mikkelem sypialni臋. Tata i Lene wezm膮 salon.

A twoja babcia?

Tata m贸wi, 偶e b臋dzie nam ciasno. Ja nie wiem, czy prze偶yje podr贸偶.

- Elias? - Cze艣膰.

- Masz co艣? - Nie s膮 to dobre wie艣ci.

To znaczy?

Wsiad艂a na prywatny kuter. Podobno sp贸藕ni艂a si臋 na prom.

Sk膮d wiesz? Sp贸藕ni艂a si臋 na prom.

Dzwoni艂a do Mathilde. Teraz Mathilde si臋 boi.

Czego?

呕e Laura uton臋艂a. Nie wiem, co si臋 sta艂o.

Nic wi臋cej nie wiem.

I co powiedzia艂?

- Jak jest po francusku "komisariat"? - La pr茅fecture. A co?

- Co si臋 sta艂o? - Id臋 na policj臋.

- P贸jd臋 z tob膮. - To chod藕.

- Pospiesz si臋. - Id臋. Jakob!

Nie masz zezwolenia na prac臋. Gilles p艂aci za mieszkanie.

Nie m贸w im o nas.

Nie wiadomo, dok膮d p艂yn膮 te kutry. Zg艂osz臋 zagini臋cie.

Reszta jest niewa偶na.

Zadzwo艅my do Nikolaja.

Nie pomo偶e, je艣li Laura gdzie艣 tonie.

Idziemy na policj臋.

Henrik?

Henrik!

Henrik!

Jedziesz gdzie艣? Co z tob膮?

Co si臋 dzieje?

Spakowa艂em samoch贸d.

Musz臋 si臋 przyzna膰.

Zawieziesz mnie do Kopenhagi? Tam si臋 po偶egnamy.

To ostatni czynny komisariat.

Przepraszam.

My艣la艂em, 偶e mnie zostawiasz.

- Pewnie i tak mnie zabior膮. - Zaczekaj chwil臋.

Powiem w ambasadzie, 偶e zaczn臋 wcze艣niej.

Wyjedziemy ju偶 teraz. Razem.

Henrik.

- Nie mog臋. - Mo偶esz.

Ci膮gle widz臋 jego twarz.

- Danilo ma prawo wiedzie膰. - Tak, ale...

Zrobimy inaczej.

Za jaki艣 czas pojedziemy do niego do Albanii.

Obiecuj臋.

Wszystko mu powiemy.

Zap艂aczemy z nim nad tym wypadkiem.

Wykupimy jego gospodarstwo. Zacznie od nowa.

To, 偶e p贸jdziesz do wi臋zienia, mu nie pomo偶e.

Ani troch臋.

- Halo? - Masz p贸艂 minuty. Rozumiesz?

Kto m贸wi?

- Elias. - Laura?

Gdzie ty jeste艣?

- W Rosji. - W Rosji?

Przez patrol polskiej stra偶y wyl膮dowali艣my w Rosji.

Szukamy ci臋. Wszystko w porz膮dku?

Nie wiem. Ci ludzie s膮 prymitywni.

- Laura? - Halo?

S艂ysz臋 ci臋.

Zabieraj膮 nas do Donskoje, 100 km od polskiej granicy.

- Do dupy. Wracaj do domu. - Nie mog臋.

Miejscowi nie radz膮 i艣膰 na policj臋, bo jestem dziewczyn膮.

Ojciec podrzuci艂 mi pistolet. Czy on jest kompletnym idiot膮?

- Jeszcze chwil臋. Zap艂ac臋. - Dok膮d...

Wiem, 偶e strasznie g艂upio zrobi艂am.

T臋skni臋 za tob膮.

- Dok膮d p艂ynie ta 艂贸d藕? - Przepraszam, dok膮d p艂yniemy?

- Stegna. - Stegna? S艂ysza艂e艣?

Stegna. Zaczekaj.

- P艂yniecie 艂odzi膮? - Idziemy pieszo. To daleko.

Laura, wsi膮d藕 na 艂贸d藕 do Stegny. Jak najszybciej.

Najlepiej jeszcze dzisiaj. I zadzwo艅 do mnie albo do ojca.

- Dlaczego? - No bo...

Przyjad臋 po ciebie.

Jak? Przecie偶 ci臋 nie wpuszcz膮.

Chrzani膰 to. Co艣 wymy艣l臋, obiecuj臋.

Pojedziemy razem do Bukaresztu.

- Na pewno? - Chc臋 by膰 z tob膮.

Widzimy si臋 w Stegnie.

艁odzi膮? Nie powinna nigdzie p艂yn膮膰.

To najlepsze rozwi膮zanie.

Powinna i艣膰 na policj臋. Zg艂osi艂em jej zagini臋cie.

- Jad臋 do niej. - Powa偶nie?

No dobra.

Samoch贸d jest tw贸j. Przeka偶臋 informacj臋 policji.

Jeste艣 niesamowity. A偶 nie wiem, co powiedzie膰.

- Kocham ci臋. - Dzi臋ki, Jakob.

Nic si臋 nie martw. Wszystko b臋dzie dobrze.

Bardzo ci dzi臋kuj臋.

Jad臋 do Finlandii, ale przez Polsk臋.

Mia艂 pan jecha膰 przez Sztokholm.

Tak, ale pomy艣la艂em, 偶e...

- Nie ma pan wizy do Niemiec. - Nie.

Za kilka dni odbierze pan sw贸j paszport w Kopenhadze.

- Nie mo偶ecie go zatrzyma膰. - Mo偶emy.

Nie tylko pan wpad艂 na taki pomys艂.

- Rozumiem, ale... - Prosz臋 zjecha膰 na bok.

Prosz臋 zjecha膰 na bok. Dzi臋kuj臋.

呕egnaj, Danio!

Kocham ci臋!

Wszystko dobrze?

Z艂ap mnie za r臋k臋.

Gdzie jeste艣my?

Zbierz fors臋 i ich sprawd藕.

- P艂yniecie do Donskoje? - Wi臋cej nie. Tylko 50.

- Tu jest mo偶e 20 os贸b. - 50 maks.

- Zap艂ac臋. - Brak miejsc.

Co si臋 gapisz?

No co?

Id藕 sobie.

Siergiej? Gotowe.

Ruszamy.

Szybciej.

Szybciej! Przebiera膰 nogami! Na nikogo nie czekamy!

Cze艣膰.

- D艂ugo czekasz? - Godzin臋.

Chod藕my. 呕eby艣my doszli przed zmrokiem.

Przepraszam.

Przepraszam.

Daleko do Donskoje?

M贸wi膮, 偶e pi臋膰, siedem godzin. Rano 艂贸d藕 p艂ynie do Stegny.

Powiedzieli, 偶e nie ma dla mnie miejsca.

Pomo偶e mi pani?

Jest nas 37 os贸b. 艁贸d藕 jest na 50.

Mam pieni膮dze. I bro艅, je艣li to si臋 przyda.

Dziewczyna ma pistolet i akurat mnie si臋 uczepi艂a.

Zasrana Bambi.

G艂upia jeste艣? Ile razy mam powtarza膰?

- Jest nas tylko 37. - Zamknij si臋!

Niech pan przestanie!

- Prosz臋! - Zamknij si臋.

Kretynka.

Idziemy! Szybciej!

Wstawaj, Bambi. Idziemy.

Przepraszam. Kto艣 wie, gdzie jeste艣my?

- To punkt zbi贸rki. - W 艣rodku si臋 wysuszymy.

Du偶o ludzi.

- Jest nas ponad 50. - Wiem.

Masz te pieni膮dze?

Ile?

- Trzy tysi膮ce. - Trzy tysi膮ce?

- Za艂atwi臋 to. - Dzi臋kuj臋.

Co ta idiotka tu robi?

B臋dzie na 艂odzi.

Trzy tysi膮ce dla mnie.

Za 艂贸d藕 oddzielnie.

- Stary kutwiarz. - Ja?

- A kto? - Kutwiarz?

Durne baby.

Da艂am mu trzy tysi膮ce.

Reszt臋 musisz zap艂aci膰 na 艂odzi. Oni wiedz膮, jak to dzia艂a.

Sk膮d masz pistolet?

Tata wsadzi艂 mi go do plecaka.

Chcia艂 mnie chroni膰.

JAD臉! MAM OP脫殴NIENIE, ALE SI臉 SPIESZ臉.

MAM NADZIEJ臉, 呕E TO PRZECZYTASZ.

Szybciej. Co si臋 tak guzdrzesz? Idziemy!

Szybciej. Ty.

Dobra, idziesz. Stop.

St贸j. Do ty艂u. Id藕 tam.

- Przecie偶 zap艂aci艂am. - M贸wi艂em, 50 os贸b, nie wi臋cej.

- Da艂am panu trzy tysi膮ce. - Co?

- Id藕. - Mam wi臋cej pieni臋dzy.

- Daj wszystko. - Nie.

- Prosz臋. - Id藕cie. Daj wszystko.

- Wi臋cej nie mam. - Czekaj.

Siergiej!

We藕mie wi臋cej?

Pasza, we藕miesz wi臋cej?

Jest na 艣cisk.

Ju偶 wi臋cej nie!

- Wi臋cej nie. - Musz臋 wsi膮艣膰 na 艂贸d藕.

Niech mnie pan pu艣ci! Dok膮d mam p贸j艣膰? Co pan robi?

- Id藕! - A pieni膮dze?

Oddaj jej pieni膮dze, bydlaku. Wzi膮艂e艣, to teraz oddaj.

- Albo j膮 pu艣膰. - Zamknij si臋!

Nie drzyj si臋 na mnie, z艂odzieju! Poka偶 mu, co masz!

Poka偶 mu! Dupek ci臋 okrad艂!

Po to ojciec ci go da艂! Masz go w plecaku!

Ty suko!

Chcesz tu zosta膰? Marsz na 艂贸d藕!

S艂yszysz, co m贸wi臋?!

Twarz膮 w d贸艂!

Rzu膰 j膮 potem w krzaki.

Przepraszam. To nie m贸j.

Nie jest m贸j. Tata mi go da艂.

Jest taty, nie m贸j.

A to kto?

Kto艣, kto spad艂.

Mo偶e nie 偶yje.

Tw贸j ojciec jest g艂upi?

Ju偶 dobrze.

Pozdr贸w wszystkich ode mnie.

Rozumiesz?

Zabij臋.

Przepraszam. Mo偶emy porozmawia膰?

Przepraszam, 偶e przeszkadzam. Nie odbierasz moich telefon贸w.

Tak, wiem.

- Mam przyj艣膰 p贸藕niej? - Nie.

- Uda艂o si臋 skontaktowa膰 z c贸rk膮? - Par臋 dni temu.

Interpol zg艂osi艂 zagini臋cie. Wczoraj mia艂a dotrze膰 do Polski.

Jestem zdesperowany. M贸g艂bym dosta膰 jak膮艣 zaliczk臋?

呕ebym m贸g艂 po ni膮 pojecha膰. By艂bym wdzi臋czny.

Ju偶 prawie nie mamy pieni臋dzy.

Wejd藕my do 艣rodka na kaw臋.

Rozmawia艂e艣 z policj膮?

Napisa艂em list polecaj膮cy.

Ale dokumenty nie zostan膮 przyj臋te.

Dlaczego?

Bo poszed艂e艣 na komisariat.

Powiedzia艂e艣, 偶e z nami pracujesz.

Wczoraj si臋 ze mn膮 skontaktowali.

Maj膮 w膮tpliwo艣ci co do statusu zatrudnienia waszej rodziny.

Na takiej podstawie nie powinni was wpu艣ci膰 do kraju.

Nie mo偶emy tego ci膮gn膮膰.

- Na szcz臋艣cie c贸rka da艂a znak 偶ycia. - Nie mo偶ecie tego ci膮gn膮膰?

M贸wi艂em, 偶eby nie szed艂 na policj臋.

Ale Jakob zrobi艂 po swojemu. Jak zwykle.

- Zrobi艂by艣 to samo. - Nie wiem. To skomplikowane.

Zatrudniasz cz艂onk贸w rodziny,

kt贸rym pomog艂em wjecha膰 do Francji na podstawie fa艂szywych dokument贸w.

W najgorszym wypadku dostan臋 zarzut handlu lud藕mi.

To nie 偶art. Tak to w艂a艣nie wygl膮da.

Dlatego musimy zerwa膰 wsp贸艂prac臋. Nie mo偶emy wam pom贸c.

Powiniene艣 si臋 wstydzi膰. Odcinasz si臋.

- Ja? Wstydzi膰? - Tak.

Pr贸bowa艂em pom贸c. To wy uprawiacie samowolk臋.

Jak w og贸le 艣miesz m贸wi膰...

Co ty robisz? Spokojnie, jako艣 sobie poradzimy.

Bardzo ci臋 przepraszam.

呕egnaj.

Jeste艣cie rozpuszczeni.

Ale ju偶 nied艂ugo zaczniecie pojmowa膰 rzeczywisto艣膰.

Gilles, powa偶nie.

Cze艣膰.

- Hej. - Stegna. Polska.

Ile si臋 tam idzie?

Dwa dni. Do Polski idzie si臋 dwa dni.

- Macie telefon? - Nie mamy.

Chcecie p贸j艣膰 ze mn膮?

Mo偶emy i艣膰 razem.

- Idziemy z ni膮? - Ja ju偶 nie mog臋. Przepraszam.

Za daleko.

Musisz obej艣膰 wod臋.

Sto kilometr贸w. Mo偶e wi臋cej.

Kiedy b臋dziesz blisko granicy, musisz i艣膰 przez las.

Odczekaj godzin臋 i wr贸膰.

Bj酶rn, prosz臋, nie m贸w nic przez chwil臋.

- Kochanie, przepraszam. - To nie twoja wina.

- O wszystkim wiedzieli. - Ja nas w to wpakowa艂em.

Przepraszam, kim panowie s膮?

Mamy zmieni膰 zamki.

Zmieniaj膮 zamki.

Co si臋 dzieje? Musia艂a zaj艣膰 jaka艣 pomy艂ka.

Obawiam si臋, 偶e nie. Przykro mi.

Macie czas do 17.00. Potem przyjdzie ekipa sprz膮taj膮ca.

To jest nie na miejscu.

Mo偶e pan? Rozmawiam przez telefon. Niech mi pan da jedn膮 chwil臋!

Potrzebujemy dw贸ch 艂贸偶ek. Syn 艣pi z nami.

M贸wi pan po francusku?

Nic z tego nie b臋dzie.

Bj酶rn, daruj sobie. Kochanie, wyt艂umaczysz pani?

- Dzie艅 dobry. - W czym mog臋 pom贸c?

- Jest nas pi臋cioro. - Chodzi o 艂贸偶ka.

Pierre, zadzwoni臋 p贸藕niej. Dobra.

Kupi艂am kurczaka z ro偶na. Wygl膮da dobrze.

Mikkel nie b臋dzie jad艂. Ju偶 zasn膮艂.

Zrobi臋 tu troch臋 miejsca.

Kochanie.

W艂a艣nie rozmawia艂em z Pierrem.

Idiota m贸wi, 偶e za艂atwi nam pozwolenia na prac臋 w Szwajcarii.

Tak si臋 nie da 偶y膰. Nie mo偶emy si臋 tu gnie藕dzi膰 w pi臋膰 os贸b.

Wsi膮dziemy w poci膮g do Zurychu. Tak b臋dzie najlepiej.

Chc臋, 偶eby艣 pojecha艂a z nami.

Wpuszcz膮 ci臋 jako moj膮 c贸rk臋.

A Mikkel i Jakob?

Oczywi艣cie, 偶e zabierzemy Mikkela.

Ale nie mo偶e by膰 nas ju偶 wi臋cej.

Niewiarygodne.

Najpierw zostawi艂e艣 babci臋 bez mrugni臋cia okiem.

Nie m贸wmy teraz o tym, dobrze?

- Chcesz mnie odci膮膰 od Jakoba? - On sam si臋 od ciebie odcina.

Rozejrzyj si臋, jak si臋 tob膮 opiekuje.

Pr贸buje zadba膰 o wszystkich. Ty nigdy tego nie robi艂e艣.

Powinni艣cie sobie i艣膰.

Dzi臋ki. Do us艂yszenia.

- Ja zostaj臋. - Powodzenia. Cze艣膰.

Elias nie wie nic nowego, ale jedzie z jakim艣 szalonym go艣ciem.

Rano b臋dzie w Polsce.

Co jest?

Tata i Lene w艂a艣nie wychodz膮.

To pa.

Lucas?

Gdzie jeste艣?

Lucas.

Co u mojej mamy?

Super. Wielkie dzi臋ki!

Dzi臋kuj臋!

Szerokiej drogi.

W艁A艢NIE PRZEKRACZAM POLSK膭 GRANIC臉!

Cze艣膰!

Nie rozumiem. Angielski?

- Sk膮d jeste艣? - Z Danii.

Mog臋 podej艣膰?

Id臋.

Przepraszam. Cze艣膰.

- Jeste艣 szale艅cem? - Mo偶na tak pomy艣le膰.

Jad臋 do Stegny.

Do mojej dziewczyny. Powinna gdzie艣 tam by膰.

Widzia艂em tory kolejowe.

- Jest tu jaka艣 stacja? - Tak.

Mo偶e p贸藕niej b臋dzie nawet poci膮g do Stegny.

Du偶o p贸藕niej. I z innego miasta.

Jest ma艂o poci膮g贸w na wybrze偶e.

Powodzenia.

Wiesz, czy znajd臋 w okolicy

jaki艣 sklep albo miejsce, gdzie kupi臋 co艣 do jedzenia?

Wiesz co?

- Chod藕 do mnie. - Serio?

Poznasz moj膮 偶on臋. Zjemy 艣niadanie.

Prze艣pisz si臋. Wygl膮dasz na zm臋czonego.

- Jestem Bartek. - Elias.

Spokojnie tutaj.

Kasia, moja 偶ona i ja jeszcze nie wyjechali艣my.

Zamykaj膮 ca艂膮 okolic臋 z powodu wody.

Rozumiem.

- Okradaj膮 domy? - Tak. Musimy uwa偶a膰.

Robi膮 to obcy.

Rosjanie i inni nielegalni uchod藕cy.

W Danii te偶 jest du偶o w艂ama艅.

Wszyscy wyjechali. Nadci膮ga woda.

Po 艢wi臋tach jedziemy do Warszawy. Nasze dziecko urodzi si臋 tutaj.

- Gratuluj臋. - Dzi臋ki.

P贸ki co bronimy naszej ma艂ej ojczyzny.

Wali膰 to.

Niech utonie z godno艣ci膮.

- Wchod藕. - Dzi臋ki.

- Nie m贸wi po polsku. - Jestem Du艅czykiem.

Przepraszam.

- Wszystko dobrze? - Tak.

Kopie?

- Mog臋...? - Pewnie.

- Czuj臋. - Dziwne, co?

Co robisz w Polsce?

Szukam swojej dziewczyny.

POLSKA NIEDALEKO GRANICY Z ROSJ膭

Holandia?

Imigrantka?

Wielu przekracza granic臋 przez las.

Dobrze, 偶e pani nie z艂apali.

Chce pani p贸j艣膰 na policj臋?

Nie. Musz臋 znale藕膰 przyjaciela.

Dzi臋kuj臋.

- Dok膮d mia艂a pani jecha膰? - Do Stegny.

Tak by艂o kilka dni temu.

Potem do Bukaresztu, do mamy.

Pani przyjaciel jest w Stegnie?

Mam nadziej臋.

Mog臋 od pani zadzwoni膰? Jest pani bardzo mi艂a.

- Elias. - To ja.

To ona. Cze艣膰, Laura.

Jak si臋 masz? Gdzie jeste艣?

W Polsce.

Ja te偶!

To znaczy, 偶e nied艂ugo si臋 zobaczymy!

Wszystko w porz膮dku? Jak si臋 czujesz?

Szkoda, 偶e mnie tam nie ma.

Stegna jest daleko. Gdzie dok艂adnie jeste艣?

- Gdzie jeste艣my? - Niech jedzie do Elbl膮ga.

Tak b臋dzie lepiej, je艣li chcecie jecha膰 do Bukaresztu.

Przyjed藕 do miasta, kt贸re nazywa si臋 Elbl膮g.

Ju偶 wiem. To kilka godzin st膮d. Na wybrze偶u.

Je偶eli nie dotr臋 tam do wieczora, jed藕 do mamy.

Nied艂ugo si臋 zobaczymy.

Wioz臋 co艣 dla ciebie i ju偶 nie mog臋 si臋 doczeka膰.

Dzi臋kuj臋.

Amalie.

- Amalie. - Tak?

- Co si臋 sta艂o? - Jest w Polsce.

- Serio? - Jest w Polsce.

Co za ulga.

Elias do niej przyjedzie.

- Napisa艂a? - Elias napisa艂.

Musz臋 zadzwoni膰 do Fanny.

- Halo? - Fanny?

- Cze艣膰, Jakob. - Jest w Polsce.

- Jest w Polsce. - Wi臋c nied艂ugo przyjedzie.

- To dobrze. - Cudownie.

Dzi臋ki za telefon.

Przepraszam, Elias. Mamy go艣cia.

Kto to?

M贸j znajomy. Nie b臋dzie problemu.

Jeden facet z miasteczka robi problemy.

Ten policjant zawiezie ci臋 do Stegny. Dobra?

Pewnie. To za daleko, ale dzi臋kuj臋.

Mam jecha膰 do Elbl膮ga.

Jeste艣 z Danii?

- Tak. - Mog臋 zobaczy膰 paszport?

Przepraszam.

M贸j paszport zosta艂 w Kopenhadze.

P贸jdziesz ze mn膮.

- Teraz? - Tak.

Wezm臋 swoje rzeczy.

Prosz臋 t臋dy.

Tekst: Hanna Osuch

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.