All language subtitles for Tyle.co.nic.2023.PL.1080p.WEB-DL.H.264-RX

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

No nie martw si臋, id臋 do malucha twojego.

Odpoczywaj sobie.

No, napij si臋. To od mamusi twojej jest.

Hej, ty.

No, spr贸buj, spr贸buj.

Uparty jeste艣, uparciutki,

Nie chcesz pi膰? Teraz b臋dziesz chodzi膰, tak?

Tak do ksi臋dza p贸jdziesz?

No i ju偶. Elegancko jak na wesele.

Dzie艅 dobry.

- Szcz臋艣膰 Bo偶e. - A cze艣膰.

W jakiej sprawie delegacja przychodzi tym razem?

- Mamy wod臋 dla parafii. - Daj tam, gdzie zawsze.

I w sprawie naszej spo艂eczno艣ci.

No ja przecie偶 wiem, 偶e nie z pytaniami duchowymi.

- S艂ucham? - Wie ksi膮dz o Biernackim na pewno.

- Dom mu si臋 spali艂. - Przecie偶 sam by艂em pomaga膰,

偶eby si臋 ogie艅 na reszt臋 wsi nie przeni贸s艂.

Daj tam na g贸r臋. No i o co chodzi?

呕eby tak ksi膮dz mo偶e na mszy powiedzia艂 偶e o pomoc prosi rodzina.

呕eby na tac臋 zebra膰 mo偶e?

呕eby pom贸c po prostu, 偶eby do domu dzieci mog艂y wr贸ci膰.

Biernacki do Ko艣cio艂a nie chodzi艂, przecie偶 ja tu wszystko widz臋.

I co ja mam teraz na niego zbiera膰 pieni膮dze, z tacy dawa膰?

- Ledwie na nasze potrzeby starcza. - Ko艣ci贸艂 w dobrym stanie.

Sami zreszt膮 pomagali艣my przy remoncie nie tak dawno.

O, prosz臋, prosz臋!

- Szcz臋艣膰 Bo偶e. - Szcz臋艣膰 Bo偶e!

- Cze艣膰, ch艂opaki. - Zapraszam drogiego parafianina.

- My艣my ju偶 sko艅czyli, panowie. - No, ale jak b臋dzie?

No b臋dzie jak b臋dzie. Pomodl臋 si臋 za waszego koleg臋,

偶eby Pan B贸g go wspiera艂 w trudnych chwilach.

Zapraszam w nasze skromne progi, panie po艣le.

S艂uchaj, ja tylko na chwil臋, bo ja naprawd臋 mam ma艂o czasu.

No i taka rozmowa.

M贸w ludziom o tej zbi贸rce dla Waldka i Ireny.

M贸wi臋, ale wiesz, jak jest.

Musz臋 lecie膰, na razie.

- Dzie艅 dobry, pani Ludmi艂o. - Dzie艅 dobry.

Pi臋kny, co?

Ten nasz ko艣ci贸艂.

Cz艂owiek wchodzi tam taki du偶y, a wychodzi o taki malutki.

- Panie Leszku, sprawa jest. - Ale my go podremontujemy

i b臋dzie jeszcze pi臋kniejszy. B臋dzie reprezentowa艂 nas.

Niech wiedz膮, 偶e porz膮dni katolicy jeste艣my!

Nasz kolega mia艂 po偶ar.

A tak, tak, s艂ysza艂em.

- Straszna tragedia. - Trzeba by go jako艣 wesprze膰.

Tak, nie ma sprawy, panie Jarku.

Nie ma sprawy, w ko艅cu ja jestem tutaj przecie偶 po to, 偶eby pomaga膰.

To jest tyle co nic. No ale... Prosz臋.

Postaram si臋 pom贸c w jaki艣 inny spos贸b.

I przeka偶cie mu moje pozdrowienia.

Napij臋 si臋 za jego zdrowie dzisiaj.

Lec臋, bo g艂osowanie dzisiaj wa偶ne.

Przysz艂o艣膰 rolnictwa wisi na w艂osku.

Walczymy, walczymy!

Polska Walcz膮ca! I wie艣 walcz膮ca.

Jest Waldek?

Ja ju偶 nie mam si艂y.

Pyta膰, szuka膰.

Akurat g艂贸wnie jego rzeczy ocala艂y.

Nawet nie kwapi艂 si臋, 偶eby pom贸c.

Dzisiaj tylko tyle mi si臋 uda艂o.

A co? Ksi膮dz nie chcia艂 da膰?

Waldka ksi膮dz nie lubi, bo nie chodzi w niedziel臋.

Jeszcze b臋dziemy gada膰. A to schowaj. Ty to wydaj, nie Waldek.

Bo jak on za艂amany, to wiadomo, co mu tam strzeli.

We藕.

A by艂 kto艣 od ubezpieczenia?

- By艂. - I co?

A to dla dzieci.

- Jak tam? - Dzie艅 dobry.

- Sprz膮tacie? - Wszystko spalone.

Dzi臋kuj臋.

- Dzi臋kuj臋. - Sebastian.

To co, mo偶e na dzisiaj wystarczy sprz膮tania, co?

- Tak. - Tak.

- Jedziemy do cioci na kolacj臋? - Tak.

Sebastian.

To jest moja ziemia!

Wynocha z mojej ziemi, Indianie!

No, umierasz.

- Nie. - Ale jak jeste艣 zabita, to umierasz,

a ty nie umierasz, oszukujesz.

Nieprawda, ja sama decyduj臋, kiedy umieram, a kiedy nie.

- Ale jeste艣 zabita. - Nie znasz si臋,

do bani z ciebie kowboj. Zapytaj si臋 taty, jak jeste艣 taki cwany.

Cze艣膰, Indianie.

- Cze艣膰. - Howgh!

- Mama pozwoli艂a wam tu siedzie膰? - Tak.

Mama chce ci臋 zabi膰, bo nie by艂e艣 na obiad.

Ale ju偶 jestem, kolacj臋 zjem.

Otworzysz?

Torby wezm臋.

We藕 tylko to.

Zdejmujcie buty, zaraz zawo艂amy na kolacj臋.

- Gdzie mama? - Na wakacjach.

Co艣 wam si臋 d艂ugo zesz艂o.

- Waldek nie wr贸ci艂 od rana. - Nie, no jasne.

- No o co ci chodzi? - Przecie偶 ja nic nie m贸wi臋.

To ty ca艂y czas gderasz co艣.

- Jest co艣 do jedzenia? - Se odgrzej.

Kucharka sko艅czy艂a robot臋 na dzi艣.

To nie wiem, mo偶e ja to mog臋 odgrza膰.

Znaczy, je偶eli mog臋 jako艣 pom贸c.

- Ja zrobi臋. - Czekaj.

Przedstawiciela m艂odejopozycji. Panowie...

Ogarnij dzieciaki. Zaraz zawo艂am.

Ustawa zosta艂a na dzie艅 dzisiejszy odrzucona

poniewa偶 mamy wra偶enie, 偶e jest niekompletna.

- A co pana wyborcy na to? - Reprezentuje pan obszary wiejskie,

a pana wyborcy to g艂贸wnie rolnicy.

A dzi艣 de facto zag艂osowa艂 pan przeciwko nim?

Prosz臋 pani, ja zawsze broni艂em rolnik贸w i broni艂 b臋d臋.

-Zale偶y nam na wprowadzeniu poprawek. - Ale wie pan, 偶e to oznacza,

偶e w tym roku sytuacja rolnik贸w si臋 nie poprawi?

Nawet mo偶e si臋 zdecydowanie pogorszy膰.

Mam nadziej臋, 偶e od przysz艂ego roku b臋dziemy bardziej solidarni...

W przysz艂ym roku to b臋dzie nowy rz膮d skurwysynu w dup臋 jebany!

- Uspok贸j si臋! - Co si臋 uspok贸j? Widzia艂a艣 to?

- Co si臋 dzieje? - Nic.

- Tata jest pijany? - Nie, nie jest pijany.

Tata si臋 zdenerwowa艂 po prostu.

Wszystko jest dobrze, nie martwcie si臋. Aneta, we藕miesz ich?

- Tak. - Zdejmijcie kurteczki.

A czego pan oczekuje jako pose艂?

A czeg贸偶 ja mog臋 oczekiwa膰, prosz臋 pani?

Tylko tego, 偶eby wszystkim by艂o lepiej.

Gdzie ty, kurwa, jeste艣? Robimy akcj臋, oddzwo艅 mi.

No p贸艂 godziny i...

Ja ju偶 艂aduj臋.

Waldek ma wy艂膮czony telefon. Dzwoni艂em do niego.

No, na razie.

- Czo艂em ch艂opaki. - Cze艣膰.

Cze艣膰.

艁adujemy si臋 do 艣rodka.

Ja wje偶d偶am pierwszy i tak jak stoimy po kolei. Ogarniaj ty艂y.

Panowie, dobrze, 偶e jeste艣cie solidarni.

Nie b臋dziemy biadoli膰, jak jaka艣 bran偶a fitness z Warszawy.

Tylko po staremu, jak rolnicy, pos艂u偶ymy si臋 broni膮,

kt贸ra dzia艂a艂a od zawsze.

Wywalamy temu panu na podw贸rko kup臋 g贸wna.

Tak jest!

Les艂aw Ko艂odziej, cham i z艂odziej!

- Dawaj! - Dawaj Jaro!

艁adujemy si臋. Ja wje偶d偶am pierwszy i po kolei, tak jak stoimy.

Na ci膮gniki! Na ci膮gniki, panowie!

Les艂aw Ko艂odziej, cham i z艂odziej!

Zdrada!

Dawaj Jaru艣.

Les艂aw Ko艂odziej, cham i z艂odziej!

Policja ju偶 jedzie! Wyjazd st膮d, chamy!

- Dobra, nast臋pny. - Jarek!

Jarek! We藕 co艣 powiedz jako lider rolnik贸w.

- 呕aden lider, wszyscy r贸wni. - No dobra, ale powiedz co艣. Dawaj.

Prosz臋 pa艅stwa, dzisiaj jeste艣my pod domem pos艂a Les艂awa Ko艂odzieja,

kt贸ry zdradzi艂 polsk膮 wie艣.

Zdradzi艂 swoich wyborc贸w. Ten cz艂owiek by艂 u mnie w domu

i obiecywa艂, 偶e b臋dzie wspiera艂 polskich rolnik贸w.

A dzi艣 w Sejmie, pakuj膮c do swojej fa艂szywej mordy

warszawskie p膮czki w europejskim lukrze, nas wystawi艂!

Jak by艂y wybory, to przychodzi艂 do naszych dom贸w.

By艂 w moim domu, w domu ka偶dego z obecnych tu rolnik贸w.

I obiecywa艂.

A nie dotrzymywanie obietnic, to jest zdrada i wstyd.

I tak w艂a艣nie si臋 ko艅czy g艂osowanie przeciwko rolnikom.

Bo my nie b臋dziemy siedzie膰 cicho, kiedy kto艣 nam pluje w twarz.

- Wszyscy? - Ostatni.

To wyjazd!

Wracaj natychmiast!

Te skurwysyny ton臋 g贸wna tu wywali艂y.

Co ja mam z tym zrobi膰?!

Zawsze sama!

Kurwa ma膰!

Co?

Jacek.

Co si臋 sta艂o?

Ubieraj si臋, jedziemy.

Dzie艅 dobry.

Id藕cie do domu, tu nie ma czego szuka

Cze艣膰.

Jarek, teraz twoja kolej.

- Dowiem si臋 w ko艅cu, o co chodzi? - Panowie ci wyja艣ni膮.

Dobra, pan aspirant sobie p贸jdzie tam lepiej, popilnowa膰.

Tylko 偶eby nie ustalili wsp贸lnej wersji podczas tego pilnowania, OK?

Prosz臋, pan siada tutaj.

Jaros艂aw Martyniuk.

Zgadza si臋.

- To jaka艣 rodzina? - Nic mi o tym nie wiadomo.

Ale pos艂ucha膰 lubimy, jak najbardziej.

A obornik na podw贸rko s膮siadom wywala膰 te偶 lubicie?

Nie s膮siadom, tylko zdrajcom.

A co to jest, jaka艣 Trzecia Rzesza czy co?

Mamy prawo protestowa膰, to jest wolny kraj.

- P贸ki co, przynajmniej. - Po co wam to by艂o? Co?

- Po co? - Jak to po co?

Bo politycy 偶r膮 za nasze, a nas si臋 odcina od wszystkiego.

Na pana pensj臋 jeszcze s膮 pieni膮dze, ale zaraz i na nie nie b臋dzie.

- Zobaczymy wtedy, co powiecie. - Waldemar Biernacki to dla was kto?

- Kolega.

Od dzieciaka. W sumie rodzina prawie.

- Rodzina? - No, tak si臋 m贸wi.

Dalsza taka.

- A wczoraj z wami by艂? - Nie.

- To gdzie by艂? - Nie wiem.

Cha艂upa mu si臋 niedawno spali艂a i przybity chodzi艂.

No ale podobno mieszka艂 u was jaki艣 czas?

呕ona z dzie膰mi mieszka, a on cha艂upy pilnuje.

- Spa艂 w takim syfie? - Honorowy.

- Prawdziwy rolnik. - I co na akcj臋 go nie wo艂ali艣cie?

Telefon mia艂 wysprz臋glony ca艂y dzie艅 a akcja by艂a spontaniczna.

Jak 偶e艣my zobaczyli wiadomo艣ci,

to p贸艂 godziny nie min臋艂o do zebrania wszystkich.

Matko Boska. Co to jest?

Wasz kolega.

Rodzina prawie.

Znaleziony martwy w oborniku, wczoraj po waszym prote艣cie.

Co tu si臋, kurwa, dzieje?

- Trup. - Waldek, ale sk膮d?

Nie powiedzieli, wszystkich przepytuj膮.

A na filmie nic nie wida膰, tym co Mariusz nakamerowa艂?

Film ju偶 zdj臋li. Mariuszowi zabrali telefon i komputer.

Hej, co wy robicie?

No co wy, kurwa, zeznania mi臋dzy sob膮 ustalacie?

Dlaczego nikt ich nie pilnuje?

Co to za wiocha jest?!

Pan w艂adza to sobie za du偶o nie pozwala mo偶e, co?!

Jest tu jaka艣 cela u was na tym zadupiu?

Jak 15 lat tu jestem,

to jeszcze 偶e艣my tu nigdy nikogo nie trzymali.

No mo偶e raz - Waldka 艣wi臋tej pami臋ci.

Jak jego 偶ona zadzwoni艂a, 偶e mu odwali艂o jak im te 艣winie wybili.

Te, co chore by艂y.

- Ale to dawno i nieprawda. - D艂ugo jeszcze?

Jak sko艅cz膮 wszystkich przes艂uchiwa膰, to ci臋 zabior膮.

- Jak to? Gdzie?! - Co tu si臋, kurwa, odpierdala?

Jacek, czy ciebie pojeba艂o? M臋偶a mi aresztujesz?

呕e obornik wysypa艂 burakowi? We藕 si臋 palnij w ten pusty 艂eb!

Anka, daj spok贸j. Na razie jest zatrzymany tylko profilaktycznie.

- A co on takiego zrobi艂? - Po co ta awantura? Wracaj do domu.

Dzie艅 dobry, reprezentuj臋 pana Jaros艂awa,

kt贸ry zosta艂 dzisiaj zatrzymany.

Z tego, co si臋 orientuj臋, s膮d nie podj膮艂 decyzji

o tymczasowym aresztowaniu, wi臋c m贸j klient wychodzi.

Ale ci z powiatowej kazali, bo przes艂uchuj膮 ludzi.

To poprosz臋 protok贸艂 zatrzymania.

Ale tak tylko tymczasowo, 偶eby nie by艂o jakich艣 niejasno艣ci.

Protok贸艂 z zatrzymania?

Nie ma.

No w艂a艣nie.

Jak na filmach taki adwokat prawie.

Co ta twoja Anka wymy艣li艂a?

Cze艣膰 Wujek. Kop臋 lat.

No.

Mo偶esz z艂o偶y膰 skarg臋 za co艣 takiego.

To absurd.

To by艂o nadu偶ycie z ich strony. I to powa偶ne.

Sk膮d ty si臋 tu w og贸le wzi膮艂e艣?

Pracuj臋 jako adwokat, a ciocia prosi艂a, 偶eby ci pom贸c.

Ja nic nie zrobi艂em.

Pan Les艂aw z艂o偶y艂 przeciwko tobie wniosek,

w kt贸rym oskar偶a ci臋 o zniszczenie mienia,

zak艂贸canie miru domowego, i pojawia si臋 te偶 tam

podejrzenie spowodowania 艣mierci pana Waldemara, kt贸rego...

Przecie偶 to jaki艣 absurd jest!

Tutaj.

A tu co si臋, kurwa, dzieje? Co za chuj!

- No, sprawa jest do艣膰 medialna. - Jed藕.

Jed藕.

Nie maj膮 prawa wej艣膰 na teren,

wi臋c najlepiej na razie nic nie m贸wi膰.

- Zna艂 pan ofiar臋? - Won mi st膮d. Wyjazd z mojej ziemi.

- Paso偶yty jedne. - Jak to si臋 sta艂o?

Jak prosili艣my o pomoc w walce z politykami, w dupie nas mieli艣cie.

A jak zw臋szyli艣cie sensacj臋, to lecicie jak muchy do g贸wna?

- Wypierdala膰 st膮d! - Kiedy po raz ostatni...

- Co powiedzia艂em? Ju偶! -Starczy! To tylko pogorszy sytuacj臋.

A pan to kto?

Jestem obro艅c膮 pana Jaros艂awa.

Prosz臋 nie n臋ka膰 mojego klienta. W stosownej chwili wydamy o艣wiadczenie.

Sk膮d wzi臋艂y si臋 zw艂oki w oborniku?

Wczoraj w nocy grupa rolnik贸w przyjecha艂a protestowa膰 pod dom pos艂a

- Gdzie Irena? - Na g贸rze.

...kt贸ry ich zdaniem zag艂osowa艂 na niekorzy艣膰 polskiej wsi.

Wysypano g贸r臋 obornika na podw贸rko pos艂a,

gdzie nad ranem ekipa sprz膮taj膮ca

znalaz艂a zw艂oki jednego z lokalnych rolnik贸w.

Przyw贸dca protestu Jaros艂aw M. nie zosta艂 zatrzymany,

ale jego udzia艂 w ca艂ym zdarzeniu budzi wiele kontrowersji,

tak偶e w艣r贸d cz艂onk贸w lokalnej spo艂eczno艣ci.

Ja nie bra艂em udzia艂u w wydarzeniu, ale zi臋膰 by艂 i same k艂opoty z tego.

To nie by艂 protest rolniczy, tylko jaki艣 kretynizm.

Wstyd na ca艂膮 Polsk臋, co komu dobrego z tego przysz艂o?

A tym nieboszczykiem w gnoj贸wce to lepiej niech si臋 policja zajmie.

- Niepotrzebne to by艂o prawd臋 m贸wi膮c. - Buty tam si臋 zostawia.

A, przepraszam. Nie mo偶esz wyklina膰 dziennikarzy.

To tylko zaszkodzi. - Co zaszkodzi? Nic nie zrobi艂em.

To m贸j przyjaciel nie 偶yje, to ja si臋 pytam, co si臋 sta艂o.

W telewizji m贸wili, 偶e mo偶e kto艣 go zamordowa艂.

- M贸wili, 偶e tata go zamordowa艂. - Co wy ogl膮dali艣cie? Pogrza艂o was?

Nie gada膰 mi takich rzeczy. Telewizj臋 odetn臋 zaraz.

- To w Internecie. - To Internet. Nie b臋dzie Internetu.

Do siebie, na obiad zawo艂am.

Aneta.

Brawo ty!

- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry.

...co nie oznacza,

偶e w wyniku prowadzonych przez funkcjonariuszy czynno艣ci

nie mog膮 p贸藕niej us艂ysze膰 zarzut贸w.

呕ona by艂a przera偶ona, ja wraca艂em z Warszawy,

a tu wparowa艂 t艂um m臋偶czyzn chciwych krwi dos艂ownie -

m贸wi pan Les艂aw, pose艂 na Sejm, lokalny polityk i spo艂ecznik.

To dziki t艂um by艂 z pian膮 w pyskach.

Tutaj policja nie doje偶d偶a tak szybko jak w mie艣cie.

Ba艂am si臋, 偶e mi dom podpal膮 albo jeszcze gorzej.

Wszyscy z jakimi艣 siekierami: bluzgali, krzyczeli.

To straszne - dodaje roztrz臋siona 偶ona pana Ko艂odzieja.

Kobieta nie by艂a w stanie d艂u偶ej rozmawia膰, by艂a roztrz臋siona.

Z 艂zami w oczach poprosi艂a nas o dyskrecj臋.

Wydarzenie ewidentnie odcisn臋艂o na niej traum臋.

Co ona pierdoli? Nieraz widzia艂a, jak rolnicy protestuj膮.

A nagle wielka 偶ona pos艂a teraz. Szlachcianka si臋 znalaz艂a.

Polityk wynaj膮艂 prywatn膮 firm臋 ochroniarsk膮,

poniewa偶 boi si臋 o swoje 偶ycie.

Jest ch艂opem od urodzenia i potrafi sobie w 偶yciu poradzi膰,

ale twierdzi, 偶e w tej sytuacji woli swoje bezpiecze艅stwo

odda膰 w r臋ce profesjonalist贸w.

Prokurator ma ci臋 jutro przes艂ucha膰.

Do tego czasu najlepiej unika膰 wychodzenia z domu.

- Mam si臋 ukrywa膰 jak kryminalista? - Po prostu w tej sytuacji...

- Widzisz, co si臋 dzieje.-Nie b臋d臋 si臋 ukrywa艂, jestem u siebie.

- Nic z艂ego nie zrobi艂em. - Mo偶e pan adwokat ma racj臋.

Nie zaszkodzi si臋 pos艂ucha膰.

W telewizji p艂acze, a tu kamieniami w dom rzuca.

Rozpozna艂e艣 auto? Kogo?

Kurwa, misia Gogo.

Przecie偶 wiadomo, kto to.

Co, teraz b臋dziesz linie papilarne zdejmowa艂 z tego kamienia?

- Detektyw si臋 znalaz艂. -Jarek, to nie moja wina 偶e tak jest.

- Nie wy偶ywaj si臋 na mnie, dobra? - Lepiej wsad藕 tych co gadaj膮,

偶e to ja Waldka zabi艂em, a nie mnie.

Wujek nie ma co dyskutowa膰. Wa偶ne, 偶eby takie rzeczy zg艂asza膰.

Jacek, jak ty taki m膮dry jeste艣, to mi wyja艣nij,

dlaczego Irena pieni臋dzy z ubezpieczenia nie dosta艂a?

Przecie偶 wszyscy mamy jakie艣 minimum na takie rzeczy.

- Mo偶e nie mia艂a na podpalenie. - Jak to? Co ty pierdolisz?

Nie wiem, mo偶e ten go艣膰 z ubezpiecze艅 nie chcia艂, 偶eby jej wyp艂aca膰.

- Wiesz, 偶e to hieny s膮. - Przecie偶 elektryka jeb艂a.

Mo偶e lepiej Irenka ci wyja艣ni. Co ja, informacja turystyczna?

- Mo偶na to ju偶 naprawi膰? - Mo偶na.

S艂ysza艂e艣?

Zapisz sobie, 偶e auto mia艂o rozbite lewe tylne 艣wiat艂o.

- To, z kt贸rego rzucono kamie艅? - Innego auta tu nie widzia艂em.

- A ruchliwie to tu nie jest. - Musimy jecha膰.

Prokurator ma ci臋 zaraz przes艂ucha膰 w 艣wietlicy.

-W 艣wietlicy? Czemu nie pod sklepem? - Chod藕.

- A co z t膮 szyb膮? - P贸藕niej.

A co tam u mojego brata?

Wie, 偶e tu jeste艣?

Nie.

Nie rozmawiamy od kilku lat.

Dlaczego?

Bo nie do ko艅ca takiego syna chcia艂 mie膰.

Wolne. Mo偶esz.

Ko艂odziej?

A ten co, kochank臋 tu ma?

Dzie艅 dobry.

Panowie.

Porozmawiamy tutaj, bo tam nie ma warunk贸w. Zapraszam.

Miejsce nietypowe, ale i rozmowa nieformalna.

Warto porozmawia膰. Zapraszam.

Kownacki, Samulski, Szeliga, Nowaczek, zgadza si臋?

No ja nie wiem, w jakiej kolejno艣ci gn贸j sypali.

A monitoring pana Ko艂odzieja?

Niestety wszelkie zachowania, jakie pan Martyniuk zainicjowa艂,

utrudniaj膮 wyja艣nienie przebiegu zdarzenia.

A to akurat dzia艂a na pa艅sk膮 niekorzy艣膰.

Grunt, 偶e wiemy, na czyj膮 korzy艣膰 pani dzia艂a.

Wszyscy jeste艣cie tacy sami, tylko ten polityczny be艂kot: bla, bla...

- Co? - Mo偶e wys艂uchamy pani?

No w艂a艣nie, to mo偶e bez be艂kotu?

Pan Ko艂odziej jest sk艂onny wycofa膰 oskar偶enie o ca艂e zaj艣cie.

Je偶eli pan Martyniuk

publicznie wyrazi skruch臋 i dokona przeprosin.

No chyba was posra艂o!

Wujek, ale to kulturalnie trzeba, no.

- Wujek, kulturalnie trzeba! - Bardzo zabawne.

Zabawne, tylko czemu, kurwa, nikt si臋 nie 艣mieje?

Po to takie spotkania organizujesz?

呕ebym przeprasza艂 za co艣, czego nie zrobi艂em?

- Ale to chodzi o ten gn贸j. - A co si臋 takiego, kurwa, sta艂o?!

呕e troch臋 g贸wna na podw贸rko wywalone? Mam przeprasza膰 skurwysyna

z艂ego do szpiku ko艣ci, 偶eby wszyscy my艣leli,

偶e w og贸le co艣 gorszego zrobi艂em? We藕, jebnij si臋 w 艂eb.

Wracaj lepiej do siebie!

- Kartki pami膮tkowe dla m艂odych? - Spierdalaj!

- Co tu si臋 dzieje? - Jak to co?

- Chyba sobie jaja robi膮. - Kto robi?

M艂odzi. Nie mog膮 zaczeka膰?

呕ycie toczy si臋 dalej, nie?

Wr贸膰 jeszcze po w贸dk臋.

Podrzuci膰 ci臋 gdzie艣?

Dobrze by艂oby jednak zebra膰 jakie艣 pieni膮dze.

Kto艣 si臋 odzywa艂 w og贸le z s膮siad贸w?

No jak ju偶 afera wybuch艂a, to wszyscy zapomnieli o zbi贸rce.

Dla dzieciak贸w, chocia偶. Pogadaj jeszcze.

Poczekaj chwil臋.

Czyli co m贸wisz, 偶e rano polaz艂?

No, tak mi si臋 wydawa艂o.

Ale my nie spali艣my tutaj, wi臋c m贸g艂 i poprzedniego dnia jeszcze znikn膮膰.

Cholera wie, przecie偶 to cymba艂 nie do upilnowania by艂.

Kiedy go widzia艂a艣 ostatni raz?

Poprzedniego dnia jako艣. By艂 tu... po po艂udniu.

A policji, co powiedzia艂a艣?

Prawd臋.

Czyli co?

呕e by艂 najebany. I dar艂 na mnie ryja.

- Co krzycza艂? - Nie wiem. Te swoje tam.

呕e mu 偶ycie nie wysz艂o, 偶e wszystko przepierdoli艂.

A ty, co mu na to?

A co ja mia艂am mu m贸wi膰?

Przecie偶 dobrze wiesz, jaki on by艂.

W dodatku umar艂 w kupie g贸wna.

My艣lisz, 偶e dzieciom w szkole nie b臋d膮 dokucza膰 z tego powodu?

Nawet umrze膰 musia艂 tak, 偶e wstyd przed lud藕mi.

Irena ju偶 w telewizji gadaj膮, 偶e ja go zabi艂em!

Jak mi nie powiesz, to tylko gorzej b臋dzie!

A tam za lasem to jest Witka?

Witka. I pegeery.

A z kim on tam si臋 trzyma艂?

Nie wiem.

Z ka偶dym i z nikim. Z Mariuszem ostatnio.

Przynajmniej tak mi m贸wi艂.

A las wasz do ko艅ca, tak?

Ko艂odzieja.

Jak?

Waldek sprzeda艂 mu kawa艂ek lasu, no i tam nieu偶ytek jaki艣.

A czemu ja nic nie wiem o tym?

Jak potrzebowa艂 pieni臋dzy, to m贸g艂 przyj艣膰.

Nie wiem, nie wiem, naprawd臋.

Ale Ko艂odziej by艂 tu dzisiaj i proponowa艂, 偶e kupi nasz膮 ziemi臋.

- Jak kupi? Ca艂膮? - No.

Powiedzia艂, 偶e mieszkanie sobie b臋d臋 mog艂a za to bez problemu kupi膰.

Ziemia bezcen warta!

- Co ty za bzdury gadasz? -A masz jaki艣 lepszy pomys艂, co?!

Nawet mnie nie denerwuj.

Robert ci臋 podrzuci, nie sied藕 tu bez sensu.

Szcz臋艣膰 Bo偶e.

Co艣 ty taki ko艣cielny si臋 zrobi艂?

Ja nie, ale zasady s膮 chyba jakie艣, nie?

O co ci chodzi?

A tak chcia艂em podpyta膰, czy nie wiesz czego艣 w sprawie Waldka.

A co ja mam wiedzie膰?

- U ciebie te偶 by艂 po偶ar, nie? - To jaki艣 czas temu by艂o.

- P贸艂 roku. - No.

No i co si臋 sta艂o?

Elektryka jeb艂a. Co si臋 mia艂o sta膰?

Co si臋, kurwa, pytasz, jak wszyscy wiedz膮?

G艂贸wna atrakcja w gminie by艂a. No przecie偶 by艂e艣.

No by艂em, ale nigdy 偶e艣my nie gadali jako艣.

A co z tym?

A co ma by膰? Stoi.

Jakbym chcia艂 to zdj膮膰 i now膮 cha艂up臋 postawi膰,

to energetycy maj膮tek chc膮 za skrzynk臋.

Tak u nas w gminie jest.

Stado baran贸w siedzi i tylko pieni膮dze doi z biednych ludzi.

A ubezpieczenie dali?

A no dali.

Przecie偶 nowy dom stawiam c贸rce w prezencie 艣lubnym.

Tutaj?

Ty co艣 potrzebujesz 偶e艣 przylaz艂?

- Czy o chuj ci chodzi? - Nie, tak tylko.

- Mariusza szukam. - Tutaj?

My艣la艂em, 偶e co艣 pomaga.

Pomaga...

Chyba tobie w odpierdalaniu maniany.

Ja nikogo do niczego nie zmuszam.

Wsiadaj.

No, wsiadaj, co b臋dziesz 艂azi艂 jak osio艂 jaki?

Pod miastem im dzia艂k臋 kupi艂em,

a nie w pi藕dzie, 偶e jak zaleje to si臋 nie da wyjecha膰.

Mo偶e i ja z nimi zamieszkam na stare lata, jak b臋dzie trzeba.

Wnukami si臋 zajm臋 czy co艣.

- A z tamtym co? - Sprzedam.

- Do kogo? - Do misia Gogo, kurwa.

Co? Ksi膮偶k臋 piszesz? Frajerom z Warszawy jakim艣.

Ma艂o ma wielkie marzenie o 偶yciu na wsi?

To niech si臋 kopi膮 po jajach z zak艂adem elektrycznym.

Ja to pierdol臋. Szkoda 偶ycia.

I tak tego nie naprawisz.

Dawaj do domu. Szafki mia艂e艣 powiesi膰.

Dawaj, raz, dwa do domu.

Ksi膮dz si臋 zgodzi艂 艣lub robi膰, jak pogrzeb za p艂otem b臋dzie?

Widocznie ma swoje powody.

Zawo艂aj mi A艣k臋, skoro ju偶 tu jeste艣.

Przydaj si臋 na co艣.

Cze艣膰.

Cze艣膰.

A ty tu co?

- Ojciec po krzes艂a przyjecha艂. - No a ty?

Z Mariuszem chcia艂em pogada膰.

Jest u siebie.

Tylko bez 偶adnych akcji. Ja chc臋 go na 艣lubie, a nie w areszcie.

- Cze艣膰, tato. - Cze艣膰 c贸ru艣.

Siema. Co tam?

Masz te filmiki, co艣 nakamerowa艂 na akcji?

- No, mam. - Mo偶emy zobaczy膰?

No.

Les艂aw Ko艂odziej, cham i z艂odziej.

To wszystko? Wi臋cej nie ma?

Policja ju偶 analizowa艂a to ju偶

i si臋 chyba nic nie doszukali, skoro nic nie m贸wi膮, nie?

No nie wiem w艂a艣nie.

Na filmie nie ma nawet po艂owy wywalania.

A tych, co wida膰, to ewidentnie sypi膮 sam膮 gnoj贸wk臋.

Ale chyba nikt go nie zabi艂. No, to chyba jaka艣 paranoja jest.

A wiesz co艣?

Ty艣 oszala艂?

A co mam wiedzie膰?

No, nie wiem, po prostu, kolega.

Nie pili艣cie razem? Nic nie m贸wi艂?

No i jeszcze mojej A艣ce powiedz najlepiej.

To ju偶 w og贸le nigdzie nie b臋d臋 m贸g艂 wyj艣膰.

- Po 艣lubie i tak si臋 wyprowadzacie. - No, wyprowadzamy si臋.

A co, mamy ca艂e 偶ycie tu siedzie膰?

Waldek nie 偶yje.

Co mam ci powiedzie膰? Nie wiem.

Przecie偶 wiesz, 偶e ma艂o gada艂, nie?

A mia艂 jakich艣 wrog贸w?

Jakich wrog贸w?

Nie wiem, kto艣 mu pieni膮dze po偶yczy艂,

chcia艂 odzyska膰, kto艣 mu grozi艂, 偶e dom podpali?

No chyba ci臋 pojeba艂o.

呕e niby kto艣 go...?

S艂uchaj, par臋 minut d艂u偶ej i ma艂o brak艂o,

a ca艂a wie艣 i po艂owa lasu by posz艂a z dymem.

Nikt normalny takich rzeczy by nie robi艂,

nawet najwi臋kszemu wrogowi.

Co ty kurwa, nagrywasz? Poszed艂 st膮d, poszed艂, powiedzia艂em.

- A ten co? - Co?

Wynocha!

Poszed艂, powiedzia艂em.

No, pojeb, co ma by膰?

Co ty kurwa, nagrywasz? Poszed艂 st膮d.

Dzie艅 dobry!

- Cze艣膰. - Cze艣膰.

Jest brat?

Co tam?

O Waldku chcia艂em pogada膰...

To gadaj.

- Chod藕 na kielicha, to ci臋 rozkleszcz臋.- Nie, nie, ja...

Chod藕, nie pierdol.A ty do roboty.

Jaki smak? Cytryna, porzeczka, dere艅?

Zwyk艂a.

Ale tak p贸艂.

Z 偶on膮 te偶 tak na p贸艂 gwizdka jedziesz?

I co z tym Waldkiem?

No mieszkali艣cie obok.

Tak chcia艂em zapyta膰.

On jakie艣 problemy mia艂?

- A co? - Dzieciaki zostawi艂, 偶on臋 zostawi艂.

Albo mia艂 jakie艣 problemy, albo kto艣 mu pom贸g艂.

A policja, co m贸wi?

Nic nie m贸wi.

Ale tak na ch艂opski rozum.

Na ch艂opski rozum, to niech oni powiedz膮,

o chuj chodzi w og贸le, 偶e ch艂opa w gnoj贸wce znale藕li.

Tam z 20 ludzi by艂o, nie ma cud贸w.

Przecie偶 si臋 nad ranem nie skropli艂.

Ja spadam. Dzi臋ki za go艣cin臋.

Zaraz. Na drug膮 nog臋, bo si臋 wypierdolisz.

A pami臋tasz kiedy u nas by艂 jaki艣 po偶ar opr贸cz tego Waldkowego?

- U Witka. - A wcze艣niej?

A ma艂o to tego? U nas te偶 by艂.

- A jak to si臋 sta艂o? - Ja si臋 na tym nie znam.

Mamusia si臋 tym zajmowa艂a. A teraz... wszystko stoi.

A mamusia jakie艣 pieni膮dze dosta艂a za zniszczenia?

A co艣 ty, kurwa, taki ciekawy?

- Biernackiej chcia艂em pom贸c. - Biernackiemu by艂o pom贸c, jak 偶y艂.

- Co pan robi? - Wesele odwo艂ane.

Panie Witku!

- Co ty robisz? - A co ty robisz?!

Wesele i stypa jednego dnia b臋dzie we wsi?

- Nie b臋dzie tego samego dnia. - Ale prawie!

-Nie wpierdalaj si臋 w nie swoje sprawy- Co? Chod藕, kurwa, chod藕!

Na policj臋 trzeba dzwoni膰.

Chc臋 c贸rce wyprawi膰 wesele jeszcze za swojego 偶ycia.

Najpierw trzeba zmar艂ego pochowa膰.

Chod藕, podrzuc臋 ci臋.

Co wy tak wszyscy chcecie mnie, kurwa, podrzuca膰?

A gdzie ten tw贸j adwokat?

- Mam dobre wie艣ci. - Jakie?

- To nie zab贸jstwo. - To s膮 dobre wie艣ci?

- By艂e艣 podejrzewany, nie? - Pierwsze s艂ysz臋.

Nie obra偶aj si臋.

Wiesz, ludzie gadaj膮 po prostu.

A ty jeste艣 z policji czy z Teletygodnia?

No...

Masz Teletydzie艅.

Poradzisz sobie? Chcesz, 偶eby ci pom贸c jako艣?

Pomocnik, kurwa, si臋 znalaz艂.

Dzie艅 dobry, w艂a艣nie zosta艂 pan zwolniony?

Z niczego nie zosta艂em zwolniony, bo ja nigdy nie by艂em winny.

Prosz臋 pani, ja nigdy nie by艂em oskar偶ony.

Wam ju偶 chyba naprawd臋 odpierdoli艂o wszystkim.

- Dzie艅 dobry, panie po艣le. - Dzie艅 dobry pani.

Dzie艅 dobry pa艅stwu.

Co pana sprowadza do pana Jaros艂awa?

Jako 偶e policja i prokuratura wykona艂y swoj膮 prac臋 nale偶ycie

i zosta艂o wykazane, 偶e pan Waldemar pope艂ni艂 samob贸jstwo, wi臋c...

W jaki spos贸b znalaz艂 si臋 na przyczepie z gnojem?

To... to prosz臋 pani jest zupe艂nie inna historia.

Najwa偶niejsze jest jednak to,

偶e pope艂ni艂em wobec pana Jarka grzech

i dlatego z tego miejsca chcia艂bym...

pana serdecznie przeprosi膰 i prosi膰 o wybaczenie.

Dzieli nas mn贸stwo spraw, ale wszystko ma swoje granice.

Tak jak pa艅stwo polskie ma swoje granice,

tak wszystko ma swoje granice.

Co? Co? Co, kurwa?

Teraz poka偶ecie w telewizji zgod臋, manipulanty jebane.

Waldek si臋 nie zabi艂. To system go wyko艅czy艂,

ten 艣wiat go wyko艅czy艂, wy go wyko艅czyli艣cie!

To rz膮d, kt贸ry ma w dupie ludzi.

Ludzie, kt贸rzy maj膮 w dupie innych ludzi.

Co si臋, kurwa ma膰, z wami sta艂o?

Jeden dla drugiego nic nie warty.

Jego kameruj. Ten cz艂owiek, za przeproszeniem, dla cz艂owieka,

w dwa dni po 艣mierci pana Biernackiego

poszed艂 do wdowy z propozycj膮 kupienia jej ziemi.

To jakim cz艂owiekiem trzeba by膰, 偶eby zrobi膰 co艣 tak pod艂ego?

Co艣 tak niskiego? Pytam si臋!

Jak膮 szumowin膮 trzeba by膰?!

- Masz to? - Tak.

Tak, jak pa艅stwo widzieli艣cie,

podali艣my sobie z panem Martyniukiem r臋ce.

I chocia偶 dzieli nas mn贸stwo spraw,

to jednak my艣l臋, 偶e jeste艣my na dobrej drodze.

- Szukasz czego艣? - Herbaty.

Od 10 lat jest w tym samym miejscu.

Co si臋 sta艂o?

Chora jest, bo zimno w domu.

Tatu艣 ci herbatk臋 w艂a艣nie robi.

Zaraz b臋dzie.

Chod藕, Malwinko.

Id藕 mi st膮d.

Id藕, bo mi si臋 porzygasz jeszcze w nocy tutaj, na now膮 po艣ciel.

Ile, kurwa, wytrzyma艂e艣? Ile? Rok?

- Musia艂em z lud藕mi porozmawia膰. - Ty z Anet膮 lepiej porozmawiaj.

Wiesz co艣 o niej w og贸le? Wiesz, 偶e ma ch艂opaka?

Wiesz, co Malwinka robi teraz? Gra艂e艣 z Igorem w pi艂k臋 ostatnio?

Ma ch艂opaka?

Id藕 w sto艂owym 艣pij, chrapiesz jak prosiak.

Ja nie mam ju偶 si艂y.

No, co tak stoisz jak wid艂y w gnoju? Id藕 st膮d, ja chc臋 spa膰.

Id藕 st膮d.

Ile razy mam ci t艂umaczy膰, powiedz mi.

- Co tu si臋 dzieje? - Bij膮 si臋.

Mam tego wszystkiego po dziurki w nosie!

Zostaw go, powiedzia艂am, zostaw! W tej chwili do pokoju, Sebastian!

- Co si臋 sta艂o? - Nic.

-Nie pyskuj, tylko m贸w co si臋 sta艂o. - Przepraszam, nie wiedzia艂am.

- Ja ci jako艣 zwr贸c臋. - Ale o co chodzi?

Igor chcia艂, 偶eby Sebastian przyzna艂 si臋, 偶e to on wybi艂 szyb臋!

A wybi艂? Sebastian?

Odwalcie si臋 ode mnie!

Id藕 do 艂azienki, polej to wod膮.

Przepraszam.

Nie powinni艣my wam na g艂owie siedzie膰.

I tak ju偶 pomogli艣cie nam bardzo.

Ale co wy ze sob膮 zrobicie?

Rzeczy Waldka.

Jak mo偶esz, to ju偶 mi ich nie oddawaj.

Nie, no prosz臋 ci臋, przecie偶 to ja powinnam tobie odda膰.

- Za mieszkanie, za szyb臋. - Daj spok贸j, to ze zbi贸rki.

I tak wiem, 偶e nikt nie chce da膰. Ludzie maj膮 swoje problemy.

Chc膮, wie艣 jest zawsze solidarna.

Jeszcze nazbieramy na dom dla was.

Najgorsze, 偶e ksi膮dz nie chce Waldka pochowa膰.

- Co ty gadasz? - Samob贸jca.

- Ja to za艂atwi臋. - Nie, nie, prosz臋 ci臋.

- Ja porozmawiam. - Kluczyki.

Jedziemy.

Ju偶 do艣膰 mi pomog艂e艣.

Dzieciaki, jedziemy.

Cze艣膰.

Cze艣膰.

Jakby co, to krowy nakarmione i wydojone.

Z mleczarni te偶 dzisiaj byli.

Aneta mi pomog艂a. Mama nam kaza艂a.

- Dzi臋ki. - Ale cielaka nie ruszy艂em.

- Nie da艂em rady. - Jakiego cielaka?

No, jednak mu si臋 nie poprawi艂o.

Ledwo 偶yje.

Ja to zrobi臋 p贸藕niej.

- A ty wiedzia艂e艣, 偶e to on wybi艂 szyb臋?- Tak.

A dlaczego nie powiedzia艂e艣 od razu?

Zawsze m贸wi艂e艣, 偶e si臋 nie donosi.

Tata!

Kt贸r膮 koszul臋 zak艂adasz na to wesele?

Jedziesz na pi艂k臋?

Chc臋 z dzie膰mi w pi艂k臋 pogra膰.

To se pograj.

- Aneta, jedziesz na pi艂k臋? - Nie, nie mog臋.

Rodzinnego mecza nie zagrasz?

Ucz臋 si臋.

Halo, ferajna, jedziemy na pi艂k臋.

Chod藕cie.

Igor, Malwinka!

Podaj臋 Malwince i Malwinka naciera na bramk臋.

Uwaga!

Podanie... Gol!

- Cze艣膰. - Cze艣膰.

Mi to nigdy w 偶yciu herbaty nie zrobi艂.

Chyba ci臋 kocha.

No i co?

Zmienia to jako艣 sytuacj臋?

Zmienia tylko tyle, 偶e mog艂o si臋 to nie wydarzy膰.

Ale Jarek, to nie jest twoja wina.

No, co zrobisz? Nic nie zrobisz.

O, teraz to gada normalnie jak taki stary ch艂op ze wsi.

Sta艂o si臋. Szkoda, 偶e nie pomy艣la艂, 偶e wasze dzieci mog艂y go znale藕膰.

- Trauma na ca艂e 偶ycie. - Czyli co, chuj, nie kolega?

- Jarek, ale troch臋 racji w tym jest. - Nie b臋dziemy o zmar艂ym 藕le gada膰.

- Mo偶e chcia艂, 偶eby go powstrzyma膰? - Gdyby chcia艂, to by tego nie robi艂,

tylko ci膮gle gada艂, 偶e to zrobi.

Jak m贸j ojciec na przyk艂ad. Ca艂e 偶ycie m贸wi, 偶e si臋 kiedy艣 zabije.

- I co? - I nic.

Wkurwia si臋, pije, ogl膮da telewizj臋.

Nie da si臋 pom贸c komu艣, kto tego nie chce.

Odzywasz si臋? Masz g艂os.

Tak to jest. Ci臋偶ko, nie?

- To jad臋. - To jed藕.

Dobra.

Dobra.

Dzi臋kuj臋.

Wpadaj czasem. W ko艅cu rodzina.

- Na razie. - Na razie.

No i co to za wa偶na sprawa?

Chod藕.

No i po co mi to pokazujesz?

- Nie rozumiesz? - No, rozumiem.

Gdzie艣 chyba musia艂 przecie偶, nie?

Mo偶liwe, 偶e wszyscy byli艣my wtedy w domu.

To jest ju偶 niewa偶ne.

Podrzucisz mnie?

Irena, ty naprawd臋 masz to wszystko w dupie?

- Co ty gadasz? - Nie wiem w艂a艣nie.

Bo co? Co ja mam teraz zrobi膰? Mam si臋 przez ca艂e 偶ycie obwinia膰?

Co?

Irena, poczekaj!

- O co chodzi? - Bo ja mu kaza艂am zdycha膰.

- Co? -On powiedzia艂, 偶e to on dom podpali艂

偶eby zarobi膰 pieni膮dze.

Bo mu jaki艣 kumpel od w贸dki poradzi艂.

呕e jak jest ubezpieczenie, to zrobi膰 zwarcie i b臋dzie cacy.

Tylko 偶e my 偶e艣my prawie nie pomarli przez tego je艂opa, rozumiesz?

Dzieciak jeden spa艂 w domu. Tylko 偶e jak ten wiecznie dziabni臋ty,

to co go tam obchodzi艂o, czy dzieci w domu czy nie.

Chory cz艂owiek!

I wstyd jaki.

Przecie偶 to mog艂o si臋 roznie艣膰 na ca艂膮 wie艣. Matko Boska!

W prawo.

W lewo.

Chyba 偶artujesz?

Pani Ludmi艂a da艂a mi prac臋.

A pan Les艂aw urobi艂 ksi臋dza,

偶eby Waldka po katolicku pochowa膰.

Dzi臋kuj臋 za wszystko.

Do zobaczenia.

- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry.

Mo偶na si臋 zapyta膰, co pan tutaj?

- Pomiary. -Ja widz臋, 偶e pomiary, ale do czego?

Pod drog臋.

- A jak ona ma i艣膰? - Zgodnie z planem.

By艂y konsultacje z mieszka艅cami.

No, by艂y, ale nikt si臋 nie zgodzi艂, bo to by oznacza艂o...

- A ciebie do reszty pojeba艂o? - No co, przecie偶 droga ma by膰, nie?

- To sobie wst臋pnie rozje偶d偶am. - Uspok贸j si臋.

Co wy, kurwa, odpierdalacie? Wszystko chcecie wyprzeda膰?

Co ty dzieciom powiesz za 10 lat? Co im zostawisz?

A mo偶e chc臋 czego艣 lepszego dla dzieci ni偶 偶ycie w b艂ocie?

I umieranie w g贸wnie.

- Dobra. - Dobra.

- To jad臋. - To jed藕.

Chowa膰 mi si臋 tam!

Ja do pos艂a, porozmawia膰 chcia艂em.

Ja rozumiem, 偶e wiesz... Idea艂y, 偶e ojcowizna, ale te pola to.

Jeszcze kilka lat i nie b臋dzie komu sprzedawa膰.

Sieci贸wki, korporacje. Gdzie my w tym? Pose艂 to powinien chyba...

Co ty my艣lisz, co? 呕e ja nie pomagam tym ludziom?

Skupuj膮c ich ziemi臋 po z艂odziejskich cenach,

jak maj膮 n贸偶 na gardle? - Nikt nikogo nie zmusza.

Jak to w og贸le dzia艂a?

A co...

Jeste艣 zainteresowany?

- Powiedzmy. - Tak?

- To oddaj telefon. - Po co?

No, oddaj, oddaj. Kolega popilnuje.

Ty naprawd臋 masz mnie za idiot臋?

Albo rozmawiamy jak cywilizowani ludzie albo robimy sobie pod g贸rk臋.

Nie rozumiem...

Dlaczego ty mnie tak nienawidzisz, co?

My艣lisz, 偶e co, 偶e ja nie mam ludzi nad sob膮?

Ja Jestem... o, taki ma艂y

w por贸wnaniu z tymi, kt贸rzy podejmuj膮 decyzje.

- Pani Irenko... - Tak, tak, ju偶 id臋.

Czy mog艂aby pani troszk臋 posprz膮ta膰?

Dzi臋kuj臋.

A zreszt膮... Ty naprawd臋 my艣lisz,

偶e wie艣 b臋dzie wygl膮da艂a jak 30 lat temu?

呕e b臋dziesz sobie z rodzink膮 warzywka sadzi艂

i sprzedawa艂 艣wie偶utkie na targu?

My艣lisz 偶e co, 偶e twoje dzieci b臋d膮 w polu robi膰?

Przez ostatnie 7 lat 100% dzieciak贸w wypierdala st膮d do miasta i nie wraca

i tak jest w ka偶dej wsi!

A twoje, co?

Ucz膮 si臋 rolnictwa,

czy obracaj膮 kryptowalutami w jakich艣 grach?

Wiesz, 偶e za takie granie w gry mo偶na teraz pieni膮dze dosta膰?

Przecie偶 to jest, kurwa, popierdolone.

Wiesz, ile z nas pozostanie za 10 lat?

Tyle, co nic.

To wszystko dooko艂a jest moje.

Po dziadku, po ojcu.

Ja te偶 t臋 ziemi臋 lubi臋,

tak jak i ty.

Ale na co to komu?

Nasze dzieci nie b臋d膮 tu mieszka膰. Zapomnij.

Twoje te偶.

Jak wyjad膮 st膮d do miasta, to wr贸c膮 dopiero na tw贸j pogrzeb.

Jeszcze si臋 pok艂贸c膮, ile kto ma procent w ziemi.

Jak ty z bratem. Co tu daleko szuka膰?

- To inna historia jest. - Tak, tak, tak.

Ka偶dy jest inn膮 histori膮.

A wszyscy tacy sami jeste艣my.

Id藕 ju偶, bo 艣lub kolegi przegapisz.

Gdyby艣 potrzebowa艂 czego艣 kiedy艣, to...

mo偶esz na mnie liczy膰.

Musimy sobie pomaga膰.

W ko艅cu ze wsi jeste艣my.

Ej!

Co jest, do kurwy n臋dzy?

Rolnicza tradycja.

To dla tych, co nie pilnuj膮 w艂asnego nosa.

Kurwa!

Po co ci to by艂o?

Najlepsze 偶yczenia!

Na nowej drodze 偶ycia.

Co ty robisz? Co ty robisz?

Przyjaciel! Taki, kurwa, przyjaciel?

- Mamo, co si臋 sta艂o? - Nic.

Tego, to ju偶 si臋 nie wypierze.

Tato?

Co si臋 dzieje?

Nie b贸j si臋, tata bawi si臋 w Indian.

W艂a艣nie, to jest taka zabawa!

Do domu.

Chod藕cie. Tata zaraz przyjdzie.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.