Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
25.000
Strzelam do sukinsyn贸w.
Sprawia mi to przyjemno艣膰.
DOLINA SAN FERNANDO, 1964 ROK Jak do tego dosz艂o?
Nie jeste艣 ojcem ani m臋偶em.
My艣lisz, 偶e mo偶esz przychodzi膰, kiedy chcesz?
Daj nam wreszcie spok贸j!
To r贸wnie偶 m贸j syn.
Nie mieszkasz z nami i nie p艂acisz rachunk贸w.
Raz w miesi膮cu dajesz mi marne 30 dolar贸w.
Nie chc臋 ich. Trzymaj si臋 z dala ode mnie i od Michaela.
Nie odbierzesz mi syna! Nie masz prawa!
Przesta艅! Odwal si臋.
Mam prawo widywa膰 si臋 z synem!
Cze艣膰, tatku.
M贸w do mnie "papi".
Pami臋tam matk臋 i papiego.
Co robisz?! Zamieniasz go w bia艂asa!
Nie chc臋, 偶eby by艂 taki, jak ty!
- Co to znaczy? - Jeste艣...
Kim?
- Powiedz, kim jestem. - Tanim Meksyka艅cem!
Meksyka艅cem tak, ale nie tanim.
Chod偶, Miguelito. Przejedziesz si臋 z tatusiem.
- Nigdzie go nie zabierzesz! - Ma prawo zna膰 swoje pochodzenie.
Czuj臋 w 偶y艂ach ciep艂o.
Papi!
Ju偶 id臋!
To dobry towar. W 艣r贸dmie艣ciu idzie jak woda.
Daj nam jeszcze jedn膮 pr贸bk臋.
Rob臋 interesy. To b臋dzie kosztowa艂o.
Nie zmienisz ceny!
Lubi臋 was, ch艂opaki. Jeste艣cie sprytni. Mam dla was towar.
Zadzieracie z Mannym Vasquezem?
Brak wam rozumu.
Nie widz臋 艣wiat艂a.
Tylko ciemno艣膰.
Mamy pieni膮dze. Nie przejmuj si臋 krwi膮. Zmyje si臋.
W艂贸偶 je do kieszeni. Kupisz sobie du偶o lizak贸w.
Papi ci臋 kocha. Jeste艣 najlepszy.
M贸j papi.
Czy wiedzia艂, jak bardzo chcia艂em by膰 taki jak on?
Miguelito, policzysz do dziesi臋ciu?
M贸j syn!
Podaj mi piwo.
Widzisz, Miguelito?
To dla ciebie, bo jeste艣 moim sercem.
Kocham ci臋. Chocia偶 wa偶ysz niewiele wi臋cej ni偶 kilo.
Tak, Kilo. Nie musisz by膰 taki, jak papi.
Sprzedawaj to g贸wno, ale nie bierz go.
Zimno ci?
Okryj臋 ci臋. Dobry z ciebie ch艂opak. Teraz b臋dzie ci ciep艂o.
Czas sp臋dzony z papim by艂 mi艂y,
lecz kr贸tki.
W porz膮dku.
St贸j.
W porz膮dku, ma艂y.
We偶 pieni膮dze.
To m贸j syn.
Bardzo panu dzi臋kuj臋.
Jeste艣 ca艂y?
Bo偶e...
Co to?
Pami臋tam wszystko, co zrobi艂em.
Ca艂e dobro...
i z艂o.
Masz natychmiast wr贸ci膰, Michael!
Odchodz臋! Nie pozwalasz mi rozmawia膰 z papim. Id臋 do niego.
- Nie dzwoni艂 od pi臋ciu lat! - Nie szkodzi!
A to co?
- To moje. - Handlujesz?
- Dawaj! - Michael!
Jestem Miguel!
Bo zadzwoni臋 po policj臋!
Dzwo艅!
To moja opowie艣膰.
Opowie艣膰 o mnie.
O gangsterze, kt贸ry handlowa艂 prochami.
DOLINA SAN FERNANDO, 1978 ROK
Czego chcesz, bia艂asie?
Chc臋 kupi膰 narkotyki.
- Dobrze trafi艂e艣. - Fajnie.
Chod偶.
Mamy wszystko: Trawk臋, halucynogeny, seconal.
Super.
Bia艂asie, nie wiesz, 偶e narkotyki szkodz膮?
Odbieraj膮 rozum.
- Widzia艂em, jak handlujecie na rogu. - Szpiegowa艂e艣 nas?
- Nie. - Loco, on nas szpiegowa艂.
Nie!
My艣lisz, 偶e tak mo偶na? Mylisz si臋. Widzisz?
To bia艂asy, kt贸rych rozwali艂em. Uwa偶aj, 偶eby艣 nie by艂 nast臋pny.
- Wypieprzaj st膮d! - Na co czekasz? Zje偶d偶aj!
Chcesz jeszcze, bia艂asie?
Proponuj臋 interes.
Mo偶na zarobi膰.
Pogadajmy.
W porz膮dku?
Jasne.
- Mam wielu znajomych. - M贸wi艂em, 偶eby艣 si臋 pilnowa艂.
Chodz臋 do szko艂y w dolinie.
Te dzieciaki nie wiedz膮, sk膮d bra膰 narkotyki, a maj膮 kup臋 forsy.
Kto ci臋 nauczy艂 gada膰 po hiszpa艅sku?
Tata.
Pochodzi st膮d. Nazywa si臋 Manny Torrero Vasquez.
Pracowa艂 z naszym wujem. S艂ysza艂em, 偶e to kawa艂 skurwysyna.
W艂a艣nie wyszed艂 z pud艂a. Widzia艂em go w Tepei.
Widzia艂e艣?
- Mo偶emy zgarn膮膰 kup臋 szmalu. - Co za "my"?
My艣lisz, 偶e beze mnie sprzedasz co艣 w bia艂ej szkole?
Masz pieni膮dze?
- Nie wiem, co z nimi robi膰. - Lepiej, 偶eby艣 nie by艂 glin膮.
Glina nie da艂by si臋 pobi膰.
Pomy艣l, Rudy. To nie glina.
Mo偶emy si臋 dogada膰.
Ale pami臋taj, bia艂asie. Nie uwa偶aj si臋 za lepszego od nas.
Nie jeste艣 i nigdy nie b臋dziesz lepszy od nas.
Jak masz na imi臋?
Kilo Vasquez.
T臋skni艂a艣? Wpadniesz do mnie?
Na razie.
Skarbie! Jak ci na imi臋?
Czas sp臋dzony z papim zrobi艂 swoje.
Jego 艣wiat zostawi艂 we mnie trwa艂y 艣lad.
Pierwszy raz w 偶yciu czu艂em si臋 jak u siebie.
Loco!
Trzeba to uczci膰.
2 lata p贸偶niej
Dni by艂y dobre, a noce jeszcze lepsze.
- Cze艣膰, Kilo! - Loco!
Co s艂ycha膰, brachu?
Co to za nowa dziwka?
Nazywa si臋 Sabeva Vega. W艂a艣nie przyjecha艂a.
Jest c贸rk膮 kolumbijskiego gangstera, Bernarda.
Ochura kaza艂 go zabi膰 wraz z ca艂a rodzin膮.
Postrzelili j膮 pi臋膰 razy i zostawili na pewn膮 艣mier膰.
Sabeva prze偶y艂a. Niez艂a suka. Ma kontakty w Meksyku.
To jest Kilo.
Cze艣膰, przystojniaku.
Trzeba j膮 wci膮gn膮膰 do interes贸w.
Jest bystra i ma uk艂ady po tamtej stronie granicy.
- Mam wszystko, co trzeba. - Ma przyjaci贸艂 w kartelu Guilardo.
Kiki Guilardo?
- Sk膮d go znasz? - Z dawnych czas贸w.
Wyobra偶am sobie.
W Bogocie, sk膮d pochodz臋, postrza艂 jest jak szczepionka.
Ka偶dy ma blizny.
- Nie. - Nie?
呕adnych kobiet.
Przez nie wszystko si臋 chrzani.
Lepiej pozosta艅 dziwk膮.
Hej, dupku!
Mog臋 by膰 dziwk膮, ale jestem lojalna. Mam uk艂ady.
Sam m贸wi艂e艣, 偶e za d艂ugo robimy to samo.
- Musimy si臋 rozwin膮膰. - Tak, Kilo. Trzeba si臋 rozwija膰.
Os艂aniam ci臋, Kilo!
R偶nij si臋, z kim chcesz, ale mnie zostaw w spokoju.
Dobrze.
Nie b臋d臋 si臋 z tob膮 r偶n臋艂a. Chyba, 偶e poprosisz.
Zgoda.
Bystry z ciebie ch艂opak, Kilo.
Jeszcze nie sko艅czy艂am.
- Mo偶esz zaczeka膰 za drzwiami? - Tak.
Sabeva i jej dziewczyny rozkr臋ci艂y interes.
Wkr贸tce opanowali艣my college'e.
Co robisz?!
Spieprzaj st膮d i nigdy nie wracaj!
My艣la艂em, 偶e 艣pisz.
Czy wygl膮dam na 艣pi膮c膮?
Zamieszkaj ze mn膮.
M贸wisz powa偶nie? Nie znudzisz si臋 mn膮?
Wystarczy, 偶e b臋dziesz tak si臋 pieprzy膰.
Zamieszkam z tob膮, ale musisz mi co艣 obieca膰.
Obiecaj, 偶e kiedy艣 to rzucisz.
Obiecaj, Miguel.
Zgoda.
Obiecuj臋.
Teraz mog臋 ci powiedzie膰 to, co zamierza艂am.
Jestem w ci膮偶y.
Naprawd臋?
B臋dziemy mieli dziecko?
- Je艣li tego chcesz. - Jasne, 偶e chc臋.
My nie zabijamy dzieci.
Dobra, Kilo.
Rolando, wpu艣膰 nast臋pnego.
Michael... To znaczy Kilo...
Masz fors臋?
Tak, ale chcia艂bym dosta膰 tego wi臋cej.
Ile?
Mo偶e kilo?
To rozumiem. Nie rozmieniamy si臋 na drobne.
- Kilo to du偶o. - Z艂o偶yli艣my si臋 z kumplami.
- Dostan臋 co艣? - Tak.
- Dobijmy targu. - Przeszukaj go, Rudy.
On i jego kumple kupuj膮 od o艣miu miesi臋cy.
- Nic z tego. - Mia艂e艣 mi sprzeda膰 kokain臋!
- Nieprawda! - Przyszed艂em po narkotyki.
Czemu m贸wisz tak g艂o艣no?
Bo ma pods艂uch!
Zniszczcie towar!
- Cholera! Ty 艣mieciu! - Zamknij mord臋 i przesta艅!
Mo偶ecie nas zamkn膮膰 tylko za posiadanie. Kapu艣!
Wszystkiego nie zniszczy艂.
Dobra robota.
Powiedzia艂em, 偶e chc臋 kupi膰 kilo, a oni si臋 zgodzili.
Zap艂aci艂em i dosta艂em narkotyki.
Grozili mi broni膮. Powiedzieli, 偶e umr臋.
To k艂amstwo! On 艂偶e!
Sprawd偶cie nagranie! Kazali mu tak powiedzie膰!
Opanuj si臋, bo pogarszasz swoj膮 sytuacj臋.
Wyci膮gn臋 ci臋, ale sied偶 cicho.
Chrzanisz.
S膮d w Los Angeles uzna艂 Miguela "Kilo" Vasqueza za winnego handlu kokain膮.
Jego gang sprzedawa艂 narkotyki w szko艂ach...
To m贸j syn! Kilo Vasquez!
I co? Powiod艂o mu si臋! Bywa w 艣wiecie. Sp贸jrzcie, to m贸j syn!
Kto mi r膮bn膮艂 r臋cznik?
Cisza! Za kogo mnie uwa偶asz, Milo?
St艂uk臋 ci臋 jak pinat臋!
Wiem, 偶e ci trzeba ch艂opczyka!
Loco!
W艂a偶!
W wi臋zieniu Loco i Rudy byli nikim.
Musia艂em zdoby膰 nowych przyjaci贸艂
i pozycj臋.
To g贸wno 艣mierdzi!
Jak st膮d wyjd臋, sko艅cz臋 z tym.
Malujcie szybciej!
Kilo!
Chod偶 tu. Mamy spraw臋.
Chod偶, ch艂optasiu.
Spokojnie! Klawisz patrzy. Id偶 st膮d!
Kilo, s艂ysza艂em, 偶e si臋 bi艂e艣.
Da艂em sobie rad臋.
Kilo, co robimy?
Wybierzemy najgorszych sukinsyn贸w i zatrudnimy ich.
Ju偶 si臋 tym zaj臋li艣my. Wi臋kszo艣膰 z nich znam z ulicy.
Loco, jak si臋 spisuje Sabeva?
Jakby艣my tam byli.
Co to za pierdzielnik?
Masz towar?
Masz pieni膮dze?
B臋dzie niez艂a zabawa!
Nast臋pnym razem chc臋 dosta膰 dwa razy wi臋cej.
Narkotyk贸w... czy Sabevy?
Wszystkiego. Tak robi臋 interesy.
S艂ysza艂am o tobie jeszcze w Kolumbii.
- To by艂o dawno temu. - To prawda.
Jeszcze chwil臋...
Dobrze ruchasz, Bernardo.
Po 艣mierci jeszcze lepiej.
Co my tu mamy?
A wy co? Stawiacie si臋?
Sp贸jrz. Pisz膮 o Sabevie na drugiej stronie.
Bez jaj!
Morduje facet贸w w wyrze. Sam zobacz.
Rozmawia艂a z Kikim Guilardo. Ubij膮 interes.
Szykuj膮 kana艂 przerzutowy z Meksyku.
- Jeste艣my gotowi. - Przecie偶 siedzimy.
Nawi膮偶emy uk艂ady. O to chodzi, prawda? Przyczaimy si臋.
Nie偶le!
Nie gapi膰 si臋!
Je偶eli zmieni膮 klasyfikacj臋 na posiadanie z zamiarem handlu,
wyjdziemy na wolno艣膰.
Prowadz臋 wiele spraw.
100 tysi臋cy.
Chc臋 zobaczy膰 swoj膮 pani膮 i by膰 przy narodzinach syna.
Fisch, nie jeste艣 uczciwy, ale sprytu ci nie brak.
Je偶eli nas wyci膮gniesz, dam ci 100 tysi臋cy got贸wk膮.
Zastanowi臋 si臋.
Na pewno.
Loco, b臋dziesz nast臋pny.
Co s艂ycha膰?
Po co nam oni?
S艂uchaj, na wolno艣ci przychodzimy do was po kokain臋, czy nie?
Tu wy musicie przychodzi膰 do nas.
Chodzi o traw臋. Nie w膮chamy, tylko palimy.
- Mamy najlepsz膮 gand偶臋. - Jeste艣 bosem Jamajczyk贸w?
- Tak. - Nie masz jamajskiego akcentu.
O co ci chodzi?
Chwileczk臋!
Chcemy zarobi膰.
To zarabiajmy.
Byle du偶o.
Psychiatra wi臋zienny m贸wi, 偶e boks mnie uspokaja.
Na pewno pomaga utrzyma膰 form臋, 偶ebym m贸g艂 rozwala膰 czarnuch贸w.
O co chodzi, bia艂asie?
Tw贸j gang trzyma 艣rodkowy zach贸d. Chcemy przez was przepu艣ci膰 kok臋.
My艣lisz, 偶e jeste艣 w szkole?
- Ile? - Ile zechcesz.
Sk膮d tyle we偶miesz, bia艂asie?
Od meksyka艅skiego kartelu. Z pozdrowieniami od celnik贸w.
- G贸wno prawda. - Szczera prawda.
- Najlepsze g贸wno. - Najlepsze?
A ci z China Town? Ich te偶 wci膮gniesz?
Masz jaja, bia艂asie. Przydaj膮 si臋, kiedy patrzysz na trupa.
D Rock!
Tak?
- Jestem... - Wiem, kim jeste艣. Czego chcesz?
Zawi膮zuj臋 koalicj臋. 艢ci膮gamy kok臋 z meksyka艅skiego kartelu.
Kto wchodzi?
Rodzina Guilardo, T-Bone i Jamajczycy.
A Cripsi?
Oni te偶. Co ty na to?
Mam ci臋 w dupie!
Odezw臋 si臋.
Program pracy poza murami wi臋zienia przy艣piesza resocjalizacj臋.
Pomaga osadzonym wr贸ci膰 do spo艂ecze艅stwa,
aby mogli wie艣膰 produktywne 偶ycie jako uczciwi obywatele.
Dzi臋ki temu w艂a艣nie programowi oraz pomocy psychologicznej
uda艂o nam si臋 zredukowa膰 recydyw臋 w tym stanie o ponad 30%.
Jestem dumny z tych danych. Dowodz膮 one, 偶e robimy post臋py.
Prokurator generalny Novaro: S臋dzia Scorsi.
- Femme fatale faszystowskiego re偶ymu. - Odczep si臋 pan!
Pierdo艂a o mi臋kkim sercu.
Co ten Richard wyprawia? Sama przeforsowa艂am jego kandydatur臋!
Nie przejmuj si臋, Margaret. Oni przychodz膮 i odchodz膮.
Lancaster sam si臋 za艂atwi.
Pewnego ranka zrozumie, 偶e 艣wiat jest pe艂en z艂a.
Rewelacje gubernatora Lancastera mog膮 sprawi膰,
偶e b臋dzie to pami臋tny dzie艅 w historii Kalifornii.
Chodzi o ustaw臋 o posiadaniu broni.
Zdaniem gubernatora obywatele nie b臋d膮 ju偶 skazani na 偶ycie w strachu.
Z dum膮 oznajmiam, 偶e daj膮c przyk艂ad innym
pierwszy rezygnuj臋 z posiadania broni.
Oczekuj臋, 偶e wszyscy obywatele zrobi膮 to samo.
Nigdy nie mia艂em rodzic贸w.
Dlatego tu jeste艣.
Kocham ci臋.
Musz臋 i艣膰... do pracy.
Nie b臋dzie koalicji. Prowadz膮 go do celi 艣mierci.
Dobrze, 偶e mamy Crips贸w.
Bloods贸w te偶 potrzebujemy!
Trup idzie! Odwr贸ci膰 si臋!
Chod偶, D Rock. Jeszcze tylko par臋 krok贸w.
Najpierw porozmawiam z Kilo.
Chc臋 rozmawia膰 z Kilo!
Nie mam do ciebie zaufania.
Chrzani臋 ciebie i twoj膮 koalicj臋.
Moje czarnuchy wchodz膮. Skoro Cripsi, to i oni.
- Niech zarobi膮. - Dobrze.
W porz膮dku.
艢mier膰 to nic wielkiego.
Skarbie!
Nie jeste艣 g艂odny?
Po konferencji zjad艂em kanapk臋.
Rod, mia艂e艣 zostawia膰 bro艅 przy wej艣ciu.
Obejrzymy mecz Lakers贸w.
- Tatusiu! Poje偶dzimy na rolkach? - Ja i rolki?
Nie bardzo... O 贸smej jest mecz w klubie kobiet.
Dzisiaj?
Musimy i艣膰. Ich poparciu zawdzi臋czamy ustaw臋.
Poje偶dzisz z niani膮.
Szykuj si臋!
Jak mog艂e艣 do tego dopu艣ci膰?!
Wysu艅 r臋ce przez okno!
- Dobry wiecz贸r. - Prosz臋 o prawo jazdy.
Nie ma pan tylnego 艣wiat艂a.
Widocznie si臋 popsu艂o. Nie widzia艂em.
Sk膮d pan jedzie o tej porze?
Jestem praktykuj膮cym mormonem i wracam z nabo偶e艅stwa.
- Tym razem daj臋 panu ostrze偶enie. - Dzi臋kuj臋.
- Dobranoc, panie Truman. - Naprawi臋 艣wiat艂o.
Sta膰!
- Przywitaj si臋 z papim. - Sp贸jrz na mnie.
Sp贸jrz, co tu mam.
To dla mojego syna. Sp贸jrz, Miguelito.
Powiedz "cze艣膰".
Chc臋 go wzi膮膰 na r臋ce.
Chc臋 ci臋 poca艂owa膰.
Brakuje mi ciebie.
- Sabeva daje ci pieni膮dze? - Tak.
Co dwa tygodnie.
Nie zale偶y mi na pieni膮dzach, tylko na tobie.
Chcemy, 偶eby艣 wr贸ci艂 do domu.
Spok贸j!
Powiedzia艂am: Spok贸j!
Larsie Vincencie Truman,
zosta艂 pan uznany za winnego sze艣ciokrotnego zgwa艂cenia,
porwania i zab贸jstwa dzieci.
Gdybym mog艂a, skaza艂abym pana na 艣mier膰.
Podlegam jednak przepisom wymiaru sprawiedliwo艣ci,
dlatego skazuj臋 pana na do偶ywocie bez prawa do warunkowego zwolnienia.
Kodeks karny daje mi pewne prawa, na przyk艂ad do ostatniego s艂owa.
S艂uchajcie!
Kiedy s艂o艅ce wzejdzie na wschodzie,
powstaniemy i my z powszechnego upodlenia!
Mistrzowie kontroli umys艂贸w.
Wyrzuceni b臋d膮 czarni, czerwoni, br膮zowi i 偶贸艂ci.
Uciszcie go!
Jestem or艂em! Mam lewe i prawe skrzyd艂o!
Jestem 偶o艂nierzem!
W dniu s膮du wymazane zostan膮 wszystkie rasy poza bia艂膮!
Razem z ich obro艅cami, bez lito艣ci! Jestem wolny i widzia艂em Gaj Wolnych!
Dzieci sp艂on膮 na o艂tarzu sprawiedliwo艣ci!
Bial patrzy! Wiecie, co si臋 dzieje z dzie膰mi z pude艂ek od mleka? Wiecie?
Co si臋 dzieje?
- Kto to jest? - Tak czy owak, ju偶 po nim.
Sp贸jrzcie.
Bractwo go wita.
To Lars Vincent Truman, seryjny zab贸jca dziewczynek.
Zab贸jca dzieci?
Dlaczego wszyscy seryjni zab贸jcy s膮 biali?
Prosz臋!
Pan Fisch.
Paul! Dobrze, 偶e jeste艣.
Przepraszam za sp贸偶nienie. Zr贸b co艣 z tymi korkami.
- Dobrze. Napijesz si臋? - Troch臋 na to za wcze艣nie.
Siadaj.
Dziwne, 偶e Margaret Scorsi darowa艂a Larsowi 偶ycie.
Nie mog艂a go skaza膰 na 艣mier膰, chocia偶 kiedy艣 ci臋 popiera艂a.
Oboje by艣cie na tym ucierpieli.
Cz艂owiek cierpi, kiedy morduj膮 mu c贸rk臋.
Wiem. Margaret zrobi艂a to, co musia艂a. Czu艂a, 偶e musi tak post膮pi膰.
Wiem, 偶e 艣mier膰 Molly ni膮 wstrz膮sn臋艂a, ale nie jestem g艂upi.
Zem艣ci艂a si臋 za m贸j program wypuszczania wi臋偶ni贸w.
- Jest s臋dzi膮. - I za ograniczenie posiadania broni.
Scorsi poluje. Ma zdj臋cie z Charltonem Hestonem...
Niewa偶ne. Nie m贸wmy ju偶 o niej.
Lars Vincent Truman trafi艂 do wi臋zienia.
- I ju偶 tam zostanie. - 艁ajdak!
Wiesz, 偶e zadzwoni艂 z wi臋zienia do Jessiki?
Powiedzia艂, 偶e Molly mia艂a delikatn膮 sk贸r臋.
Jessica jest za艂amana.
Mog臋 mu za艂atwi膰 zakaz korzystania z telefonu.
To nic nie da.
Paul, chc臋 zamkn膮膰 t臋 spraw臋 raz na zawsze.
Chyba musia艂by艣 go zabi膰.
W czasach studenckich byli艣my dobrymi przyjaci贸艂mi.
To by艂o dawno temu.
Poszli艣my r贸偶nymi drogami.
Ty wybra艂e艣 drog臋, kt贸ra wydawa艂a mi si臋 za trudna.
Bronisz bogatych ludzi.
Powszechnie wiadomo, 偶e bywasz obro艅c膮 gangster贸w i p艂atnych zab贸jc贸w.
Je偶eli obaj my艣limy o tym samym, to musz臋 odm贸wi膰.
Za samo s艂uchanie tego m贸g艂bym wylecie膰 z palestry.
Wys艂uchaj mnie, Paul. Pracujesz dla tych ludzi?
To bez znaczenia. 呕aden p艂atny zab贸jca nie przyjmie tego zlecenia.
Rozumiesz?
Musz臋 ju偶 i艣膰. Wybacz.
Psiakrew...
Nie powinni艣my o tym rozmawia膰.
Tylko rozmawiamy.
Znasz kogo艣, kto by si臋 tego podj膮艂?
Kogo艣, kto mia艂by sposobno艣膰?
Tak.
Znam kogo艣, kto siedzi w tym samym wi臋zieniu, co Lars.
Bardzo chce wyj艣膰 na wolno艣膰.
- Afroamerykanin? - Meksykanin.
To dobrze. Jestem popularny w艣r贸d Latynos贸w.
- Mo偶e na mnie g艂osowa艂? - W膮tpi臋.
- Podj膮艂by si臋? - Zrobi wszystko, 偶eby wyj艣膰.
Ale nie za darmo.
- Dam mu 50. - 50?
Prowadzi z wi臋zienia handel narkotykami.
Na du偶膮 skal臋. 50 tysi臋cy?
Dla niego to drobna suma. Zaproponuj 250.
To sporo.
Molly by艂a twoj膮 c贸rk膮.
Pogadaj z nim.
Richard, kiedy raz z nim zaczniesz, nie b臋dziesz mia艂 odwrotu.
Wiem.
Dosta艂em wiadomo艣膰 od Sabevy.
Rozumiesz, o co chodzi?
Umowa obejmuje mnie, Loco, Rudiego, C-Note'a i T-Bone'a.
Denerwujesz si臋?
Nie.
呕adnych pieni臋dzy?
Nie.
Zgoda.
- To b臋dzie bolesne. - Nie chc臋 zna膰 szczeg贸艂贸w.
Nie艣wiadomo艣膰 nie czyni ci臋 niewinnym. Prawnik powinien to wiedzie膰.
Uwa偶aj...
Je艣li tw贸j klient nie spe艂ni warunk贸w,
za艂atwi臋 go na cacy.
Ciebie te偶, Fisch.
Mam pytanie.
Jak poradzimy sobie z jego skinheadami?
- Bia艂asy trzymaj膮 si臋 razem. - Fakt, s膮 lojalni.
Tak my艣lisz?
Cyrus!
- Dobijemy targu? - Rozwal臋 go.
Przesta艅 mi grozi膰.
Na innych klawiszy nie mo偶emy liczy膰, wi臋c bierzmy si臋 do roboty.
A forsa?
50 kawa艂k贸w.
- Lars jest wasz. - Jak to zrobimy?
P贸jdzie do izolatki. Reszt臋 sami zrobicie.
Cyrus!
Mo偶e by艣 przyprowadzi艂 Larsa i odda艂 go nam?
Po pierwsze, nie oddaj臋 go wam, bo mi p艂acicie.
Po drugie, nienawidz臋 sukinsyna.
Musia艂em z nim siedzie膰, a to kompletny 艣wir.
Mam c贸rk臋 w wieku jego ofiar.
Zdob臋dziemy rozg艂os, kiedy si臋 go pozb臋dziecie.
Bractwo pozwoli Meksyka艅com wykona膰 mokr膮 robot臋...
Cyrus to 偶ydowskie imi臋?
- Za bardzo pyskuje. - Spokojnie! Zawieramy umow臋!
Pomy艣l o pieni膮dzach.
Ca艂e 偶ycie walczy艂em z czarnuchami, 偶yd艂akami i Meksyka艅cami,
a teraz musz臋 si臋 z nimi uk艂ada膰.
Trzeba by艂o pozosta膰 przy swoich, Kilo! Cholerny zdrajca!
Z pozdrowieniami od Cyrusa.
- W ko艅cu jestem gwiazd膮. - Tak, Frankensteinie.
Co to jest?!
Nie tkniecie mnie! Bractwo mnie chroni!
- My艣lisz, 偶e kto ci臋 wystawi艂? - Stra偶nik!
Przegrana rasa! Przegrana kultura! Nie ma tu dla was miejsca.
Przyjemnie jest by膰 zwi膮zanym? Lubisz wi膮za膰 dzieci, sukinsynu.
W艂膮czcie muzyk臋!
Poder偶n臋 ci gard艂o.
Wiesz, Lars? Co艣 mi nie daje spokoju.
Wiem, 偶e jestem skundlonym Meksyka艅cem,
ale w czym taki bia艂y 艂ajdak jak ty jest ode mnie lepszy?
Moja rodzina dba艂a o czysto艣膰 krwi!
Endogamia.
Debil.
Nast臋pne pytanie.
- Ten tw贸j zakon... - Zakon chaosu!
Jeste艣 jego wysokim kap艂anem?
Najwy偶szym!
Sk艂adasz dzieci w ofierze?
- Tak. - 艁ajdak!
Dla nas jeste艣 jak bruja!
Czyli, 偶e r偶n臋 twoj膮 c贸rk臋?
Bruja to czarownica.
Wiesz, co z nimi robiono?
Ponie艣li i wilka!
Grillowanie zwykle zaczynam od...
kie艂baski.
D艂ugo to nie potrwa.
Nie mo偶ecie!
Christina!
Miguelito...
Niespodzianka!
- Nie偶le jak na katoliczk臋. - Robi臋 to tylko z tob膮.
Spokojnie, Kilo!
- Co tak d艂ugo trwa艂o? - Fisch dba艂 o pozory.
Nie mog臋 si臋 doczeka膰.
Witaj w domu, miho.
Macie pi臋膰 minut.
S艂usznie, Christina! Zostaw nas samych.
Mam mu sporo do powiedzenia.
St臋skni艂am si臋.
Jeste艣 zajebista. Gangsterska dziwka.
Pewnie.
Czego nie za艂atwi臋 tym,
zrobi臋 tym.
Od艂贸偶 bro艅!
Jestem zajebista!
- Ju偶 odk艂adam! - 艢wirujesz.
Sam 艣wirujesz.
Kilo, chc臋 ci臋 o co艣 zapyta膰.
Gdzie m贸j dzieciak? Dajcie mi go!
- Ona ma dziecko? - Carlos! Chod偶 do mamy!
Bo偶e, dopom贸偶!
By艂abym zaszczycona, gdyby艣 zosta艂 ojcem chrzestnym mojego Carlosa.
A kto jest papim?
Nie potrzebuj臋 m臋偶czyzny.
W og贸le.
Jednak w pewnych sprawach jestem staro艣wiecka.
Jasne.
B臋d臋 zaszczycony.
To m贸j syn chrzestny, Carlos!
Id偶, Carlos! Pobij inne dzieci!
Poca艂uj padrina!
Daj buzi Sabevie.
Padrino, z j臋zyczkiem!
Nagle zrobi艂 si臋 nie艣mia艂y.
Koniec ze szko艂膮. Koniec z drobnym handlem po college'ach.
T-Bone zapewni艂 trzykrotnie wi臋ksze dostawy najmocniejszej koki na rynku.
Cze艣膰! Jak idzie?
Rzu膰.
- C-Note! - T-Bone!
Forsa p艂ynie szerokim strumieniem.
Od Compton...
...do Long Beach.
SALTILLO, MEKSYK
Meksyk.
Czu艂em jego ciep艂o.
Poruszy艂 mnie do g艂臋bi. Co艣 we mnie zakie艂kowa艂o.
呕ycie by艂o dobre. Naprawd臋 dobre.
Sabeva skontaktowa艂a nas z Kikim Guilardo,
kt贸ry przerzuca艂 pot臋偶ne ilo艣ci kokainy z wytw贸rni na po艂udniu.
Zajebisty Meksykaniec.
Pos艂u偶yli艣my si臋 urod膮 Sabevy.
By艂a pot臋偶nym narz臋dziem.
Narz臋dziem otwieraj膮cym przed nami granice.
TIJUANA, MEKSYK
Do艂膮czyli do nas Tiko Rivera i inni celnicy.
Daj mi swojego gnata.
Daj mi swoje cia艂o.
- Gdzie ta dziwka, Christina? - To matka mojego syna.
- B膮d偶 grzeczna. - Jestem grzeczna.
T-Bone i C-Note dbali o to, 偶eby艣my zachowali monopol.
Nie wierzcie telewizji.
W艂osi? Wi臋kszo艣膰 z nich przesz艂a na legalny interes.
A tych, kt贸rzy pozostali na ulicy, rozwalili艣my.
O偶eni艂em si臋 z moj膮 Christin膮.
Rodzinny interes rozr贸s艂 si臋 do pot臋偶nych rozmiar贸w.
Kupi艂em posiad艂o艣膰. Nazwa艂em j膮 La Raza.
By艂a du偶a i ha艂a艣liwa.
Za bardzo rzuca艂a si臋 w oczy.
Byli艣my 艣wietnie zorganizowani.
Nic nie mog艂o nam przeszkodzi膰.
Manny?
Dawno ci臋 nie widzia艂em.
Zbyt dawno.
Jest dziesi膮ta rano, a cuchniesz jak browar.
Osiem lat ci臋 nie widzia艂em i tak mnie witasz?
Dlaczego nazywasz mnie Manny? Jestem twoim papim.
- By艂e艣 nim przez p贸艂 roku. - Wtedy wszystkiego si臋 nauczy艂e艣.
Ty jeste艣 Christina? Sporo o tobie s艂ysza艂em.
- Mi艂o mi si臋 pozna膰, Manny. - Nie b膮d偶 taka jak m膮偶. M贸w mi papi.
- Dobrze, papi. - Tak lepiej. A to kto?
- Miguel junior. A ty? - Papi twojego papiego.
Czas na 艣niadanie.
- Kto jest tym molem ksi膮偶kowym? - Ja. Ko艅cz臋 ekonomi臋.
Vasquezom zawsze wystarcza艂a szko艂a ulicy.
Christina, mog臋 prosi膰 o piwo?
Dobrze, Manny.
- 艁adny dom. - Dzi臋kuj臋, papi.
- Antyk? - Tak.
- S艂u偶ba to Latynosi? - Wy艂膮cznie.
- Tania si艂a robocza? - P艂ac臋 im podw贸jnie.
艁adnie tu. Mog臋 z wami zamieszka膰?
Christina, mog艂aby艣 zostawi膰 nas samych? Mam spraw臋.
- S艂ucham? - W porz膮dku.
Co to za sprawa, Manny?
Dlaczego tak patrzysz?
Mam propozycj臋.
Proponuj臋 swoje us艂ugi naszej rodzinnej firmie.
Naszej?
Rodzina to rodzina. Nie prosz臋 o ja艂mu偶n臋.
Powiod艂o ci si臋 i nigdy mi nic nie da艂e艣, ale nie szkodzi.
Mam wiedz臋. Znam si臋 na interesach. Pomog臋 ci w prowadzeniu firmy.
Nie, dzi臋kuj臋. Moi ludzie znaj膮 si臋 na rzeczy.
Zreszt膮 ja i Christina postanowili艣my,
偶e za p贸艂 roku wycofamy si臋.
Przechodz臋 na legaln膮 dzia艂alno艣膰. Dobrze zainwestowa艂em pieni膮dze.
Odbi艂o ci? Nie porzuca si臋 kwitn膮cej firmy. Zg艂upia艂e艣.
Nie ograniczaj si臋, bo zawsze b臋dziesz ma艂y.
Ma艂y? Sp贸jrz na ten dom. Ja jestem jego w艂a艣cicielem.
- M贸g艂by艣 mie膰 pa艂ac w Meksyku. - W Meksyku?
呕eby jaki艣 rz膮dowy wa偶niak mnie oskuba艂? Kiepski pomys艂.
Nic nie wiesz, Kilo. Ja nada艂em ci to imi臋.
Miguel...
Mam ci臋偶ki okres. Nie ka偶 mi b艂aga膰.
Jestem Manny Torrero Vasquez. Jestem twoim ojcem.
Jestem z ciebie dumny, synu.
Dobrze, Manny.
B臋dziesz pracowa艂 z Loco.
Zgoda.
Masz go s艂ucha膰.
- Dobrze. Ty jeste艣 szefem. - Loco jest twoim szefem.
Dobrze.
Miguel...
Mnie te偶 ci臋 brakowa艂o.
Dostan臋 zaliczk臋?
Razem dokonamy wielkich rzeczy.
Manny Torrero Vasquez ci臋 nie zawiedzie.
Tu nigdy nam nie zabraknie jedzenia.
Wejdziemy do 艣rodka?
Jessica nie znosi dymu.
Lubi臋 relaks w towarzystwie przyjaci贸艂.
To 艣ciskanie r膮k i ca艂owanie ty艂k贸w.
Od dawna chcia艂am ci臋 o co艣 prosi膰.
To dlaczego nie poprosi艂a艣?
Nie chcia艂am rozdrapywa膰 starych ran, ale min臋艂o ju偶 sporo czasu.
- Chodzi o Larsa Vincenta Trumana. - Daj spok贸j, Margaret!
Widzia艂e艣, co z nim zrobili? Nie mog臋 o tym zapomnie膰.
Mam zdj臋cie.
Pedofile nie s膮 lubiani w艣r贸d wi臋偶ni贸w.
To wygl膮da艂o na odwet... osobisty.
W wi臋zieniu wszystko jest osobiste.
P贸jd臋 ju偶.
Szybko si臋 m臋cz臋.
Paul, tw贸j klient, Kilo Vasquez,
jest najwi臋kszym handlarzem narkotyk贸w w po艂udniowej Kalifornii.
Nic nie wiem o jego post臋pkach.
Co za bajzel...
Czemu si臋 zgrywa na porucznika Columbo?
Margaret zawsze w臋szy.
- Co zrobimy z tym Kilo? - O co ci chodzi?
Wiesz, o co.
Nie m贸wimy o drobnym handlarzu.
To zorganizowany przemyt narkotyk贸w na du偶膮 skal臋.
Ludzie wiedz膮, 偶e bada艂em t臋 spraw臋 i 偶e go wypu艣ci艂em!
To mnie stawia w z艂ym 艣wietle! Zaczynam mie膰 powa偶ne obawy.
Nie mo偶emy nic zrobi膰. On w ko艅cu wpadnie.
Co z tego?
Uwolni艂em go, a on zaopatruje w prochy m艂odzie偶 w ca艂ym kraju.
Wielu ludzi b臋dzie chcia艂o go dopa艣膰. Mog膮 go z艂apa膰!
Co z tego? Nie ma dowod贸w.
A je艣li zacznie m贸wi膰?
My艣la艂em, 偶e jak dostanie 250 tysi臋cy, to b臋d臋 mia艂 go z g艂owy.
Tak my艣la艂e艣?
Musz臋 i艣膰.
- Wszystko si臋 jako艣 u艂o偶y. - Pewnie masz racj臋.
Pom贸c ci?
Linda! Wiedzia艂a艣, kiedy przyj艣膰.
Nietrudno by艂o si臋 domy艣li膰. Narozrabia艂e艣, Richard.
Prosz臋?
Wygl膮da to nast臋puj膮co. Zamordowano ci c贸rk臋.
Wynaj膮艂e艣 zbir贸w, 偶eby zabili sprawc臋 i w zamian wypu艣ci艂e艣 ich na wolno艣膰.
By艂am zszokowana, gdy znalaz艂am na biurku
podpisan膮 przez ciebie decyzj臋 o zwolnieniu Kilo Vasqueza.
Od razu ci臋 przejrza艂am.
Nie wiem, o czym m贸wisz.
Nie przysz艂am ci臋 aresztowa膰, wi臋c nie musisz si臋 broni膰.
Skoro my艣lisz, 偶e mam co艣 na sumieniu, to czemu nic nie zrobi艂a艣?
Nie mog艂am w to uwierzy膰. Dlaczego to zrobi艂e艣?
Gdyby艣 by艂a przy mnie, kiedy patrzy艂em na zw艂oki jedynego dziecka,
nie zadawa艂aby艣 takich pyta艅.
Zwi膮za艂e艣 si臋 z tym typem na dobre i z艂e.
- Og艂osisz to publicznie? - Oszala艂e艣?
Nie chc臋 si臋 miesza膰 do tego bagna.
- Proponuj臋 ci wyj艣cie z sytuacji. - Nie ma wyj艣cia.
Skoro Kilo jest hersztem bandy, to potraktuj go jak bandyt臋.
Kurt!
Panie gubernatorze...
Kurt Meyers to antyterrorysta.
Prowadzi艂 operacje specjalne w Niemczech.
Od lat jest konsultantem FBI, ATF i tajnych s艂u偶b.
Chc臋 utworzy膰 oddzia艂 specjalny.
B臋dziemy wsp贸艂pracowa膰 z w艂adzami stanowymi.
Prosz臋 si臋 nie ba膰, dochowamy tajemnicy.
To cholerny najemnik!
Chcemy unikn膮膰 masakry. Tajniacy przyci膮gn臋liby ich uwag臋.
Mo偶esz wyj艣膰 z tego ca艂o.
Czego 偶膮dasz w zamian?
Poparcia.
I decyzji.
- Jamajczycy s膮 gotowi. - W sam膮 por臋!
Gdzie bia艂as?
Zawsze si臋 sp贸偶nia.
Zr贸bcie sobie przerw臋.
Jak si臋 czujecie? Dobrze nam idzie, co?
- Nikomu nie dzieje si臋 krzywda? - Nie.
- Idzie jak po ma艣le. - To dobrze.
S艂uchajcie.
Ostatnio zacz臋艂a si臋 nagonka na kok臋.
Mo偶e powinni艣my si臋 z niej wycofa膰?
Znowu zaczynasz!
Jaki jest pow贸d upadku ka偶dego imperium? Jaki?
Chciwo艣膰. Pieprzona chciwo艣膰!
Mogliby艣my rzuci膰 kok臋 i zacz膮膰 rozprowadza膰 gand偶臋 T-Bone'a.
Chrzani膰 to! Koka przynios艂a nam fortun臋!
- My艣l臋 o przysz艂o艣ci. - Chrzani膰 przysz艂o艣膰!
W艂a艣nie!
Mo偶e jestem szalony, ale nie t臋py.
Wcale nie chcesz nas chroni膰. My艣lisz o sobie.
Mo偶e masz racj臋.
Na pocz膮tku na niczym nam nie zale偶a艂o,
bo nic nie mieli艣my.
Byli艣my wolni i szaleni. Byli艣my loco.
Dorobili艣my si臋, bo byli艣my szaleni i sprytni.
Teraz musimy by膰 jeszcze sprytniejsi.
Gadasz jak polityk!
Niekt贸rzy z nas maj膮 rodziny. Sporo si臋 zmieni艂o.
My艣lisz, 偶e jeste艣 cywilizowanym cz艂owiekiem?
Mylisz si臋.
Jeste艣 takim samym dzikusem jak ja.
Sam siebie ok艂amujesz. Widzia艂em twoj膮 min臋, kiedy zabijali艣my Larsa.
Wtedy nie by艂e艣 cywilizowany.
- Zrobi艂em, co by艂o trzeba! - Bzdura!
Loco! Musimy si臋 trzyma膰 razem.
Za pi臋膰 lat marihuana b臋dzie legalna, a za kokain臋 zawsze b臋d膮 nas 艣ciga膰.
Co z tego?
To bia艂e g贸wno zabija naszych. Nic ci臋 to nie obchodzi?
Gadacie jak cipy!
Gand偶a jest dobra, a krak to 艣wi艅stwo.
Pierdo艂y!
Nie wiem, co na to Guilardo.
Albo Bloodsi i Cripsi.
W tym jest kupa pieprzonego szmalu! Zgadzam si臋 z Loco.
Nie b膮d偶 taka twarda, Sabeva i usi膮d偶 na tej swojej pupci.
Wiem, jak sko艅czy艂a matka.
Chcesz wiedzie膰, dlaczego tu jestem? Dzi臋ki dupie!
Czy przez to jestem kurw膮?
M臋偶czy偶ni s膮 g艂upi.
Moja dupa i ja stawiamy warunki! Ja za艂atwi艂am kok臋.
Wszystko mi zawdzi臋czacie. Mam prawo g艂osu.
Co ty pieprzysz?!
Chrzani膰 gliny!
Nie tylko m臋偶czy偶ni maj膮 mi臋dzy nogami co艣 d艂ugiego i twardego.
Ko艅czymy z kok膮.
P贸偶niej pomy艣limy, co zrobi膰 z Kikim Guilardo. Musz臋 i艣膰.
Do 偶ony i dziecka?
Do domu, kt贸ry kupi艂e艣 za prochy?
Za p贸偶no na wyrzuty sumienia.
Dla ciebie to proste.
- Co? - Uczciwe 偶ycie.
W spo艂ecze艅stwie.
Wszyscy i tak uwa偶aj膮 ci臋 za bia艂asa.
My nie jeste艣my tacy biali jak ty.
Nie mamy poj臋cia o inwestycjach i gie艂dzie.
Poczytaj o tym.
Spokojnie!
Nie rozumiesz, Kilo?
Jeste艣my handlarzami narkotyk贸w!
Wszystko si臋 pochrzani, kiedy zaczniesz udawa膰 kogo艣 innego!
Tacy jak my ko艅cz膮 w jednym z dw贸ch miejsc.
W pudle albo w kostnicy.
Pami臋tasz, co ci kiedy艣 powiedzia艂em?
Nie jeste艣 lepszy od nas.
Jeste艣 jednym z nas.
Kilo mo偶e mie膰 racj臋.
Zawsze mia艂. Uspok贸j si臋. Postawi臋 ci drinka.
Po co bierzesz to 艣r贸dmiejskie 艣wi艅stwo?
Koka z przedmie艣cia jest lepsza.
Po tej b臋d膮 na ciebie m贸wili "艢pi膮cy Loco".
Nie przejmuj si臋 moim synem.
Kilo jest w po艂owie bia艂y, ale br膮zowa strona przewa偶y.
W tym gangu ufamy zbyt wielu ludziom.
Musz臋 to naprawi膰.
- Lepiej zapyta膰 Kilo. - Zapyta膰?
Wyko艅czmy pierwszych paru pracownik贸w, kt贸rzy podbieraj膮 towar.
- Potem nikt ju偶 nie b臋dzie krad艂. - To nie b臋dzie trudne.
Zajrzyjmy do przemytnik贸w.
Na pewno nie mog膮 si臋 oprze膰 pokusie.
Meksykanom nie mo偶na ufa膰.
- Musz臋 i艣膰. - A przemytnicy?
Jestem um贸wiony z pewn膮 cipk膮.
Sam si臋 tym zajmij. Mam do ciebie zaufanie.
Kutas...
Nie wiesz, jak to trzeba pali膰?
Cze艣膰, ch艂opaki! Co s艂ycha膰?
Wszystko w porz膮dku.
Zrobili艣my sobie przerw臋. Zaraz wracamy do roboty.
To dobrze.
Przyszed艂em was sprawdzi膰.
Jeste艣cie grzeczni?
Jasne, Loco. W 偶yciu nie mia艂em lepszej pracy.
- Naprawd臋? - Ta jest najlepsza.
- To dlaczego podkradacie towar? - Ciebie nie okradamy. Przysi臋gam.
- Na 偶ycie matki? - Tak.
A ty dok膮d? Przede mn膮 si臋 nie schowasz.
Mam tu twojego kumpla. Wyjd偶, bo go rozwal臋.
- Przyjaciel ci臋 porzuci艂. - Nie zabijaj mnie!
Skurwysyn! Obryzga艂 mi spodnie!
Do mnie strzelasz, fiucie?
Prosz臋...
Kilo jest ojcem chrzestnym mojego syna.
Ojcem chrzestnym?
- Nie zabijaj mnie. - Dla kilku dolar贸w?
To si臋 nie powt贸rzy. Zrobi臋 wszystko, co ka偶esz.
Na pewno?
Nie zabij臋 ci臋.
Ju偶 jest Halloween?
Sp贸jrz na siebie, Loco. Kretyn. Nagrali艣my ci臋.
Jeste艣 za艂atwiony. M贸j szef ma adres twojej matki.
Indiana 647.
Zabij臋 ci臋!
To uczciwy uk艂ad. Dasz nam braciszka, a my nie przer偶niemy twojej matki.
- Zabra膰 go! - Mam was gdzie艣!
Co si臋 dzieje?
Dw贸ch przemytnik贸w si臋 na膰pa艂o,
a potem gliny przej臋艂y trzy partie towaru.
Na p贸艂nocy stracili艣my ca艂y przerzut.
Jeste艣my ostro偶ni, ale policja wie, gdzie i kiedy towar si臋 pojawi.
Maj膮 u nas wtyczk臋.
To twoja wina, Loco! Twoja.
- Oskar偶asz mnie? - Jak mog艂e艣 us艂ucha膰 mojego ojca?
Kiedy艣 by艂y dwie dostawy co dwa tygodnie,
a teraz dwa miesi膮ce czekamy na jedn膮.
Odbi艂o ci? Jak mog艂e艣 ulec staremu? Nic dziwnego, 偶e gliny si臋 wycwani艂y.
呕a艂uj臋, 偶e go przyj膮艂em.
Jeszcze nie jeste艣 gotowy? Tw贸j syn gra.
- Mia艂e艣 to zostawi膰! - Nie teraz, Christina.
Dlaczego?
Ukrywasz przed kolesiami, 偶e chcesz si臋 wycofa膰?
Nie m贸wmy o tym teraz.
A kiedy, Miguel? Jutro? Mam do艣膰 czekania na jutro!
- Pogadamy p贸偶niej. Zje偶d偶aj! - Obieca艂e艣, 偶e si臋 wycofasz!
Oto i ona! Twoja kurewka.
- Mo偶e j膮 przelecisz? - Id偶 ju偶.
Jest dla ciebie wa偶niejsza ni偶 w艂asny syn!
- Mamy k艂opoty. - Nast臋pne?
Kiki, bratanek Antonia Guilardo, wpad艂 na granicy z ca艂膮 dostaw膮.
Przypadkiem federalni wiedzieli, gdzie szuka膰.
Meksyka艅scy przyjaciele obwiniaj膮 nas.
M贸wi膮, 偶e po ich stronie wszyscy s膮 czy艣ci i kapu艣 musi by膰 u nas.
Bzdury!
By膰 mo偶e, ale tak m贸wi膮. Wstrzymali dostawy.
Nie mog膮! Zap艂aci艂em im za nast臋pn膮! Zabij臋 Kikiego, je艣li ze mn膮 zadrze.
M臋偶czy偶ni zawsze s膮 ch臋tni do wojny.
Lubi膮 odstrzeliwa膰 sobie nawzajem fiuty.
Ja za艂atwi艂am kok臋 i ja nas z tego wyci膮gn臋.
- Tak jak zawsze. - Z Kikim si臋 nie zadziera.
Nie b贸j si臋 o mnie, Rudy. Jest stary i 艂atwo go nabra膰.
Zreszt膮 wsp贸lnik chce przej膮膰 jego interes.
Zgoda.
Za艂atw Kikiego.
Dobrze.
Sabeva!
B膮d偶 ostro偶na.
Nie b贸j si臋.
Je偶eli chcesz mnie przelecie膰, to powiedz.
Pi臋knie wygl膮dasz. Masz 艣liczne usta. Potnij sukinsyna.
Kilo ma czelno艣膰 偶膮da膰 zwrotu pieni臋dzy?
Nie chc臋 o nim rozmawia膰.
W og贸le nie chc臋 rozmawia膰.
- Brakowa艂o mi ciebie. - Pewnie. Wszyscy za mn膮 t臋skni膮.
Lubisz mnie r偶n膮膰?
Sabeva r偶nie si臋 najlepiej.
To na po偶egnanie.
Tak.
Na po偶egnanie.
Tym razem nie b臋dziesz mia艂a orgazmu.
Nie!
Nie zastrzel臋 ci臋.
Guado!
Zr贸b Sabevie masa偶.
Nie!
Voreno! Vamanos!
Teraz mo偶ecie j膮 przelecie膰.
Kartel narkotykowy Guilardo prowadzi przemyt na du偶膮 skal臋.
Z Meksyku, przez San Diego do Los Angeles.
Kana艂 przerzutu zorganizowa艂 gang Miguela "Kilo" Vasqueza.
Sukinsyn!
Twoja 偶ona przysz艂a.
Nie musisz mnie przedstawia膰.
Co ty sobie wyobra偶asz, Miguel?
Nasz syn ogl膮da telewizj臋 i widzi twoje zdj臋cie zamiast kresk贸wki.
Co teraz zrobimy? Co zrobimy, padrino?!
Gdzie jest m贸j syn?
Z twoim ojcem! Nawet nie wiem, czy wr贸ci do domu 偶ywy!
Dopiero drugi raz FBI dzia艂a na podstawie
ustawy o przest臋pczo艣ci zorganizowanej.
Co to za ustawa?
Trzeba by艂o ogl膮da膰 wi臋cej seriali s膮dowych.
Jeste艣my za艂atwieni.
Rudy, zadzwo艅 do Manny'ego.
Niech jedzie razem z moim synem na lotnisko.
Zabierz got贸wk臋 z La Raza. Bierzemy, co si臋 da!
Poddadz膮 si臋?
- Trzymam fors臋 w banku! - Musimy ucieka膰!
- Chrzani膰 fors臋! Rozwalmy ich! - Szybko!
Zr贸bmy to!
Na miejsca.
O co chodzi?
Ognia!
Na ziemi臋!
Loco, strzelaj!
Strzelaj!
- Przepraszam, Kilo. - Za co?
Jed偶my, Kilo!
Wszystko b臋dzie dobrze.
Wybacz, kochanie.
Podjed偶 w prawo.
Sukinsyn!
Strzelaj!
Schyl si臋!
Jezu!
Strzelaj!
- Rozwal go! - To 艣lepa uliczka! Zawracaj!
Mamy ich.
Co robisz?!
Celuj w opony.
Strzelaj!
Chcesz mi wlepi膰 mandat?
- Chc臋 rozmawia膰 z pani膮 Novaro. - Jest na zebraniu.
M贸wi Kurt Meyers. To pilne.
Kurt! Dopad艂e艣 go?
Troch臋 si臋 to op贸偶ni.
Op贸偶ni? Nie pozwol臋, 偶eby jaki艣 艣mie膰 pozbawi艂 mnie drugiej kadencji.
Masz go dopa艣膰! Za艂atw 艂ajdaka!
Chod偶, kochanie.
Czeka nas podr贸偶 samolotem.
- O, Bo偶e! - Nie, kochanie!
Kilo! Gliny!
- Wszystko w porz膮dku? - Tak.
Bo偶e! Kurwa!
We偶 si臋 w gar艣膰! Musimy ucieka膰!
- Co si臋 dzieje? - Ty sukinsynu!
- O co chodzi? - Wszystko przez ciebie!
Co si臋 sta艂o?
- Zabili Christin臋. - Tak mi przykro.
- Musisz co艣 dla mnie zrobi膰! - Co tylko zechcesz!
- Chod偶, Kilo! - Synku!
S艂uchaj. Id偶 z dziadkiem.
Chod偶, synku. Zabierz go daleko st膮d.
- Zabior臋. - Le膰cie na Kub臋. Le膰, tato.
Synku...
Polecisz z dziadkiem. Polecisz samolotem.
A mamusia?
- P贸偶niej do was do艂膮czy. - Kilo, le膰 z nami.
Le膰, papi!
Nie polec臋. Za du偶y smr贸d.
- Masz wystartowa膰! S艂yszysz? - Dobrze.
Tu s膮 dwa miliony. Po艂owa dla ciebie. Le膰cie!
- Chod偶 z nami! - Nie!
Wsiadaj!
Ty pierwszy!
Zostan臋 z tob膮!
- Co s艂ycha膰? - Dobry wiecz贸r. Jest strzelanina.
- Gdzie? - Tu.
Gdzie tw贸j m膮偶?
Wyjecha艂.
Ani s艂owa.
Id偶.
Posad偶 j膮 na kanapie.
Siadaj!
- Nie ma go? - Nie. Przysi臋gam.
Przysi臋gasz?
Kurwa ma膰!
Wiesz, kim jestem?
Cz艂owiekiem, kt贸rego tw贸j m膮偶 kaza艂 zabi膰.
Zamiast mnie zabili moj膮 偶on臋.
Czy on ci臋 kocha?
My艣l臋, 偶e tak.
To dobrze.
Daj wi臋kszego gnata!
Marnie to wygl膮da.
Bez jaj!
Dupki!
T, ilu ich zabi艂e艣?
Trzech, mo偶e czterech. A ty?
- Pi臋ciu. - Super!
Kilo... s艂uchaj... nie wr贸cimy do pud艂a.
Nie dam ci臋 z艂apa膰.
Jak mo偶esz to pi膰?
Meksyka艅cy s膮 twardzi.
Kurwa ma膰...
- Kocham ci臋, bracie. - Ja ciebie te偶, T.
Zobaczymy si臋 na Kubie.
Le膰my na Kub臋.
Tak ko艅czy si臋 moja opowie艣膰. Opowie艣膰 o gangsterze.
O ludziach, kt贸rzy go kochali i w niego wierzyli.
O tym, jak膮 zap艂acili za to cen臋.
KUBA, CZASY OBECNE
Miguelito, w 偶yciu jest jak w szachach.
W odpowiednim momencie musisz wykona膰 w艂a艣ciwy ruch.
Tak, dziadku. Wiem, jaki ruch wykona膰.
Szach mat, dziadku.
Bardzo dobrze. Jeste艣 najlepszy, bo uczysz si臋 od najlepszych.
Miguel Torrero Vasquez jest najlepszy!
Mam gor膮ce serce!
Chod偶, wyrwiemy jakie艣 laski.
- Kt贸ra ci si臋 podoba? - Wszystkie.
S膮 twoje!
autor: Lucys
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.