Afrikaans
Akan
Albanian
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY
Nie do wiary.
SZPITAL IM. COOPERA
Powinnam była się domyślić.
Nabrała mnie, jeszcze zanim się rozbiliśmy.
Dałem się zrobić w balona.
Mam w sobie za dużo współczucia.
Chciałeś pieniędzy w zamian za nasze przetrwanie.
To nie jest nielegalne.
Przemycasz alkohol.
Dlaczego zeszliśmy na mnie?
Przynajmniej używam własnego nazwiska. Nie ukradłem go jakiemuś gościowi.
Ciekawe, co się stało z prawdziwym doktorem Smithem.
Kto jeszcze to poczuł? To chyba wstrząs.
Dzwonię do domu.
Czekaj.
Nikt mnie nie słucha.
Posłuchaj kogoś, kto sam dał się przyłapać.
Z oszustami, jak rzekoma dr Smith, trzeba stawać twarzą w twarz.
Spojrzeć jej prosto w oczy i zobaczyć, czy skłamie.
Co ja powiedziałem?
Tu R-11 do Jowisza 2. Czy ktoś mnie słyszy?
Tu R-11 do Jowisza 2. Jesteś tam, mamo?
Tu Jowisz 2 do R-11. Witaj, Judy.
To ona.
Rozłącz się.
Tu doktor Smith.
Tak, wiem, kto mówi.
Wszystko w porządku?
Jak najlepszym. Mogę porozmawiać z mamą?
Ma zamknięte drzwi. Przekazać jej coś?
Nie, sama jej powiem. Dziękuję.
Nie dało się bardziej podejrzliwie?
Mieszka z nami. Jemy przy jednym stole.
Pożyczyłam jej nawet krem.
- Tak cię to bawi? - No cóż...
- A jeśli coś kombinuje? - Wyluzuj.
Twoja mama poradzi sobie z dr Smith, kimkolwiek by nie była.
Jestem odpowiedzialna za to, co się stało.
Powinnam odczytać znaki.
Angela była pogrążona w rozpaczy.
Przeżywała atak wciąż na nowo.
Była bezradna.
Nie mogłaś wiedzieć, że ma środki, by zrobić, co dyktują jej emocje.
R-3940. To nasz znak wodny.
Broń nie została przywieziona z Ziemi, ale wydrukowana u nas.
Przez kogo?
Mówiłem ci, że to nie ja.
To robot wydrukował broń.
Co? Dlaczego?
Dla mnie.
Bałem się. Chyba myślał, że jej potrzebuję.
Wiedziałeś o tym?
Przepraszam. Nie chciałem jej.
Więc ją ukryłem.
Gdzie?
Przynajmniej wiemy, skąd ją miała.
Ktoś ją znalazł, ale nie ona.
Nie pracowała na wieży świetlnej. Była w łóżku.
Wszyscy inni są podejrzani.
Każdy był tu chociaż raz.
Może pójdziesz coś przekąsić?
Dlaczego ktoś miałby dać Angeli broń? To wyjątkowy brak rozsądku.
Dać broń niezrównoważonej kobiecie, gdy wiadomo, do czego jej użyje.
Zdziwiło mnie, że szwendał się tutaj,
podczas gdy gdzie indziej było tyle pracy.
- Kto? - Victor.
Na zebraniu nie wydawał się być fanem robota.
Nie wiem.
Można o nim wiele powiedzieć, ale...
Zdziwiłabyś się, co zrobi mężczyzna, by chronić rodzinę.
Musimy porozmawiać z Angelą, by dowiedzieć się, kto dał jej broń.
Tylko bądźcie delikatni.
Angela jest rozchwiana.
A jednak oddała trzy strzały na moim statku.
Nigdzie się nie wymykaj.
Naprawdę? To moja specjalność.
Mówię poważnie.
Nie muszę ci przypominać, że twojemu bratu jest ciężko.
Ale i tak mi przypomniałaś.
- Zamieńmy się. - Nic mi nie jest.
Możesz mieć wstrząśnienie.
Nie pierwszy raz.
Naprawdę nic mi nie jest.
Nie kłócę się. Chcesz się kłócić?
Co to było?
Nie wiem.
Uważaj!
- John! - Trzymaj się.
Jedź!
Pamiętasz, jak mówiłam o wzmożonej aktywności sejsmicznej?
Teraz pamiętam.
Spadajmy stąd.
Co się dzieje?
Smoła.
Dół ze smołą.
- Myślisz, że damy radę po tym przejść? - Nie ryzykowałbym.
Będzie dobrze.
Bywaliśmy w gorszych opałach.
Tędy nie pojedziemy.
Jest tylko jedna droga.
Nadzwyczaj przewidywalne.
Lepsze niż gejzer Old Faithful.
Przerwy pomiędzy wybuchami
dają nam 3 minuty 27 sekund, by się przedostać.
Maksymalna prędkość rydwanu...
Nie pojedziemy tak szybko. Wieziemy 11 tysięcy litrów paliwa,
które ważą cztery tony.
Wychodzi 56 km/h, żeby jak daleko zajechać?
Niecałe trzy kilometry.
Niecałe trzy kilometry.
Nie mamy wyjścia.
Będzie ciężko.
Gdy opadną, wciskamy gaz do dechy.
Teraz!
Zostały trzy minuty.
No dalej.
Naprawię wszystko, co się zepsuje, ale dowieź nas na drugą stronę.
Szybciej nie mogę.
Wystarczy. Trzymamy tempo.
Dwie minuty i 45 sekund.
Co się dzieje?
Hamulce się zacinają.
Czemu zwalniają?
Obluzował wam się kabel. Widzę go.
Dwie minuty i 30 sekund.
- Nie utrzymam prędkości. - Musisz.
- Zajmę się tym. - Dokąd to?
Na dach. Jedź, ja naprawię kabel.
Powodzenia.
Trzymaj prosto.
- Bądź ostrożny, Evanie. - Dwie minuty.
Jestem surferem.
A raczej byłem.
Dalej, Evanie.
Oby się pospieszył.
No dalej, Evanie.
Minuta i 30 sekund.
Bądź ostrożny.
Dalej, Evanie.
Muszę przyznać, że koleś ma jaja.
Ostrożnie.
Minuta. Musimy przyspieszyć.
Czterdzieści pięć sekund.
- Udało mu się. - Trzydzieści sekund.
Jeszcze nie jesteśmy bezpieczni.
Piętnaście.
Prawie dojechaliśmy.
Pięć, cztery, trzy, dwa...
Nie! No dalej!
Gdzie on się podział?
Otwórz drzwi.
Z drogi!
Jestem tu. Zajmę się tobą.
Ma słaby puls. Muszę mu dać coś na ból.
Przytrzymaj mu głowę i szyję.
- Musimy podnieść cysternę. - Zróbcie to.
Przyczepcie linę do cysterny. Odciągnę ją.
Chodźmy.
Jesteśmy tu. Zostań ze mną.
Zaczekajcie. To się nie uda.
Czemu?
Cysterna wylądowała na kamieniu, który działa jak korek.
Musi być inny sposób.
Zaczekajcie! Przestańcie!
Parę centymetrów. Wyciągniemy go.
Cysterna jest pod ciśnieniem. Unosząc, stracimy paliwo.
Połączcie się z Jowiszami. Niech przyślą drugą cysternę.
- Robi się. - Spuścimy paliwo.
To potrwa parę godzin.
Dostanie niewydolności nerek. Musimy podnieść cysternę.
To okropna sytuacja, ale byliśmy do tego szkoleni.
Nie dajmy się ponieść emocjom.
Nie chodzi o moje emocje.
Ilu pacjentów wyleczyłaś?
Bez nadzoru prawdziwego lekarza?
Dwóch.
- W tym swoją mamę. - Tak, ale...
Starasz się, jak możesz, i chwała ci za to.
Też chcę pomóc Evanowi i pomogę mu.
Ale paliwo pomoże ocalić twoją rodzinę i jego też.
Poślijcie po drugą cysternę.
Znajdźmy coś na cieknące paliwo.
Nie zmarnujmy ani kropli bez potrzeby.
Sprawdźmy, czy rury nie zostały uszkodzone.
Beckert, przesuń cysternę.
- Przestań. - Nie dotykaj mnie.
- Nie chcę stracić paliwa. - A ja nie chcę stracić jego.
Przestał oddychać! Judy!
Raz, dwa, trzy... Przesuńcie cysternę!
Wybacz, ale nie!
Raz, dwa, trzy... Don?
Raz, dwa, trzy...
Niech to.
Jeśli to zrobisz, zapomnij o forsie.
Palant z ciebie.
Raz, dwa, trzy...
Evan? Już dobrze.
Spójrz na mnie. Już dobrze.
Umrę?
Nie dziś.
Jowisz 4 do Jowisza 2. Czy ktoś mnie słyszy? Odbiór.
To ja, Vijay.
Nie musisz brzmieć jak kontrola lotów.
Przyjąłem. Spotkamy się w naszym miejscu?
Jak sobie radzisz?
Dobrze wiedzieć, dzięki. Wyskoczę na chwilę.
Dobrze.
RYDWAN
Pan wybaczy, panie gubernatorze. Chyba straciłam głowę.
Nic?
Może chociaż śmieszek? Chichot?
Myślałem, że wyszłaś.
Dowcip z uciętą głową zasługuje na wywrócenie oczami.
Nie zbudowałeś już ze trzech takich?
Możesz mnie zostawić w spokoju?
W porządku, jak chcesz.
Myślałam, że chciałbyś nauczyć się latać.
To takie niebezpieczne!
Niebezpieczne!
Gotowy? Trzy, dwa, jeden, stop.
W porządku?
Dobrze się czujesz?
Tak!
Co się stało?
Chyba mi wystarczy.
Musimy pobić twój rekord. Co robisz?
Dzięki, Penny.
Ale wystarczy.
Było miło.
Przykro mi, że jesteś taki rozbity, ale poskładam cię do kupy.
Wiem, że mnie nie słyszysz, nie zwariowałam.
Kiedy spędza się tyle czasu, udając kogoś innego,
czasem mówienie na głos przypomina o tym, co jest prawdą.
Nie nazywam się Smith.
Jestem June Harris.
Niczym nie różnię się od Robinsonów.
Chcę zapomnieć o przeszłości
i rozpocząć wszystko od nowa, tak jak oni.
Prawda jest taka,
że będę produktywnym członkiem kolonii.
Chyba że kapitan Radic wyrzuci mnie ze Śmiałka w próżnię.
Prawda,
której Radic nie rozumie,
jest taka, że jestem dobrym człowiekiem.
Nie jestem groźna.
Nie jestem morderczynią,
w przeciwieństwie do ciebie.
Zostałeś stworzony, by zabijać.
Prawda jest taka,
że nie zrobię złych rzeczy,
które mają się wydarzyć.
Ty to zrobisz.
Jesteś pewna, że gdzieś tu jest?
Sprawdź pod balonem.
Musi tu być.
Jest!
Dobrze, a teraz...
Nie.
Naprawiłaś?
Wybacz. Myślałam, że ktoś nas usłyszy.
Odpuściłaś sobie radio?
Nie, mam problem z anteną.
Jaki?
Jest tam.
Na brzegu.
Oderwała się, gdy cofałeś
przez las.
W imponującym stylu.
Też tak sądzę.
Masz kabel?
Tyle razy Penny musiała
zostać w Jowiszu i nie szukać nas.
Gdy wrócimy, musimy poważnie porozmawiać o tym,
kiedy nie należy słuchać się rodziców.
Podaj mi to.
Ciągle toniemy.
Proszę.
Dzięki.
Cholera.
Nie należałeś do marynarki?
Nie ćwiczyliście takich sytuacji?
Tylko patrz.
To była rozgrzewka.
John?
Patrzysz?
John?
Udało się!
- Do środka. - Co?
Za późno. Wejdź.
- Cholera. - Wchodź.
Niech to szlag.
Ile paliwa straciliśmy?
Nie wiem. To nieistotne.
Jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, czy będę chodzić?
Gdy tylko wrócimy, porządnie cię zbadam.
Nie szkodzi.
Znam inżyniera, który robi protezy.
Wydrukuje mi wybajerzoną parę nóg.
Nauczysz mnie pływać na desce.
Uratowałeś mu życie.
Nacisnąłem tylko pedał gazu.
Przykro mi, że straciłeś pieniądze.
Mnie też.
Wystarczy paliwa, żeby nas stąd zabrać?
Nie wszystkich.
W czym mogę ci pomóc?
Nie znosisz kleić modeli.
Bo to nużące, ale spróbuję.
„Wyjąć część w kształcie litery L z arkusza części A.
Zagiąć każdy z sześciu pionowych zawiasów”.
Nic dziwnego, że tyle to trwa. Składasz niewłaściwe części.
Chcę zbudować coś, żeby o nim pamiętać.
To nic złego, że za nim tęsknisz.
Był też moim przyjacielem.
Będziemy improwizować, czy w tym szaleństwie kryje się metoda?
Tak.
Z tego możemy zrobić ręce.
Dobry pomysł, ale potrzebujemy czegoś dużego.
Może to?
No dalej, połącz się.
Will zrobił to samo. Czemu nie działa?
Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Uda się? - W zasadzie.
Lina, którą zarzuciłeś na drzewo, posłuży za przewodnik.
Boże, jak tu gorąco.
Posłuży nam za antenę,
jeśli uda się złapać niezakłócony sygnał.
Improwizuję.
Wiesz, co mi to przypomina?
Co?
Nasze mieszkanie w Glendale z zepsutą klimatyzacją.
- Tam było goręcej. - Tak.
I bardziej śmierdziało.
Ile weekendów spędziliśmy
w centrum handlowym tylko po to, żeby się ochłodzić?
W życiu nie zjadłam tylu precli.
Masz doktorat z inżynierii. Czemu nie naprawiłaś klimatyzacji?
Dzieci lubiły precle. Dobrze się bawiliśmy.
Wiesz...
Kiedy wszystko się zaczęło sypać
i znów się zaciągnąłem...
Nie musisz.
Myślałem, że robię dobrze.
Wyraziłeś się wtedy dość jasno.
Myliłem się.
Żałuję tego.
Wiesz.
Niektórych rzeczy uczysz się z czasem.
A niekiedy potrzebna jest terapia szokowa.
Kiedy zadzwoniłaś i powiedziałaś, że chcesz zabrać dzieci,
zacząć nowe życie,
wtedy zrozumiałem.
Przepraszam. Powiedziałem coś nie tak?
Tak bardzo chciałam polecieć w kosmos.
Nie wyobrażałam sobie zostać na takiej Ziemi.
Tak się starał, ale nie dawał rady.
Will?
Oblał test.
Nie rozumiem.
Oszukałam, żeby poleciał z nami.
Gdyby nie ja, nie bylibyśmy tu uwięzieni.
Pragnęłaś lepszego życia dla dzieci.
Zrobiłaś to, co chciałaby zrobić każda matka,
ale mogłaś tylko ty.
Drugi z trzech braci. W domu musiało się nieźle dziać.
Tak.
Lodówka zawsze była pusta.
Wieczne walki o pilota. Normalka.
Jesteś blisko z rodzeństwem?
Dość blisko.
Phil i jego okropna żona są już w kolonii.
Mój starszy brat, Kai, jest tu ze mną.
Skręcisz klimę? Trochę tu zimno.
Nie włączałem klimy.
To zapaść. Potrzebny mi koc.
Nie.
No dalej.
Dasz radę, Evanie.
Nie.
Już dobrze.
Victorze, zgłoś się.
Co jest?
Evan umarł.
Poświęciliśmy paliwo na darmo.
Świetnie.
Znajdę... inne źródło energii, żeby podłączyć radio.
Maureen.
I co?
Jeśli wytrzymuje w kosmosie, wytrzyma i w smole.
- Mamy tylko jeden. - Wiem.
Naprawiam radio, nie rozpraszaj mnie.
Posłuchaj mnie.
Jak długo oddychamy tym samym powietrzem?
Niedługo stężenie dwutlenku węgla będzie za wysokie,
stracimy przytomność i umrzemy.
- John. - Otworzę właz, a ty wyjdziesz.
Jeśli otworzysz właz, do środka wleje się smoła.
Nie przeżyjesz.
Ale tobie się uda.
- Nie zrobię tego. - Owszem.
Nie poddam się. Od kiedy ty się poddajesz?
Nie chodzi o poddawanie się, tylko uratowanie twojego życia.
Nie.
Maureen.
Załóż kombinezon.
Wróć do naszych dzieci.
Zabierz je z tej planety.
Zgoda?
Dobrze?
Kiedy otworzę właz,
uderzy w ciebie masa smoły.
Wejdę pod ciebie i postaram ci się pomóc.
Nie wiem, czy dam radę.
Dasz.
Uda ci się.
Jesteś najsilniejszą i najbardziej nieustraszoną osobą, jaką znam.
Żałuję tego czasu, kiedy byłam na ciebie zła.
Chciałbym jeszcze raz przejść się po centrum handlowym.
Maureen.
Nie.
Kocham cię.
Już czas.
Włóż to.
Pomogę ci.
Posłuchaj.
Kiedy otworzę właz, przyj przed siebie z całych sił.
Nie oglądaj się, dobrze?
No dalej.
Zaczekaj.
- Co jest? - Zdejmij to.
Co?
Rydwan jest hermetyczny.
Jeśli wytworzymy wystarczające ciśnienie, wyprzemy smołę.
Za pomocą czego?
Helu z balonu stratosferycznego.
Nie rozumiem. To wyniesie nas na powierzchnię,
ale wciąż będziemy pośrodku dołu.
Pamiętasz, jak Penny miała dwa lata i kupiliśmy jej tunel do zabawy...
- Tak. - ...w którym mogła się czołgać?
To samo zrobimy z balonem.
Nasz ciężar poniesie nas w dół.
Będziemy czołgać się po dnie aż do brzegu.
Że też od razu nie pomyślałam o tym.
Bo to takie oczywiste.
Ja też cię kocham.
Zabiorę cysternę do mojego statku.
Rano spotkamy się i omówimy nasze opcje.
Przyjąłem.
Myślałam, że uda się go uratować.
Zrobiłaś, co mogłaś, pani doktor.
Muszę powiedzieć jego bratu, co się stało.
Zawiozę cię.
Wiedziałam, że wrócicie bezpiecznie.
Tak się cieszę, że cię widzę.
Victorze?
Wszystko będzie dobrze, obiecuję.
Znaleźliśmy je, synu.
Więcej, niż było trzeba.
Co się stało?
Zdarzył się wypadek. Straciliśmy całe paliwo.
Prawie całe.
Będziemy musieli zostać tu trochę dłużej.
Jak długo?
Nie wiem. Dopóki czegoś nie wymyślimy.
Muszę wam coś powiedzieć.
Obczaj to.
Mały Will.
- To niby ja? - Cóż...
Kanibal.
Ale to dobre.
Naprawdę zjadłabyś własnego brata?
Jeśli wymagałaby tego sytuacja.
Nie skończyły się nam zapasy.
Tu Will Robinson z 24. Grupy Kolonistów.
Nagrywam to, ponieważ wydaje się, że jestem pierwszym człowiekiem,
który odkrył ślady obcej inteligencji.
Chyba rozbił się razem z nami.
Nie wiem dlaczego.
Chyba rozbił się razem z nami.
Nie wiem dlaczego.
Nie wiem nawet, czemu my się rozbiliśmy.
Powiedziała, ile mamy czasu, nim planeta umrze?
Nie.
Vijay...
Przygotuj Jowisza.
Zabieramy się z tej przeklętej planety.
Napisy: Gabriela Deryło
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.