Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NETFLIX — SERIAL ORYGINALNY
Pomóc ci?
Nie trzeba.
Mówię poważnie.
Daj mu pomóc.
- Po co to? - Na ogrodzenie.
Takie jak mieliśmy w domu, kiedy...
Tyle że to nie ma nas chronić przed ludźmi.
Pójdziemy z mamą sprawdzić,
czy ktoś miał więcej szczęścia
w nawiązaniu łączności ze Śmiałkiem.
Będziecie bezpieczni pod naszą nieobecność.
Jesteśmy bezpieczni. Mamy jego.
Może.
Jeszcze nie wiemy, czym jest.
Nie wiemy nic o dr Smith, ale nią się nie przejmujesz.
To co innego.
Dlaczego?
Nie potrafi wcisnąć metalowego pręta w ziemię jak wykałaczki.
Porozmawiamy o tym później.
Może rozpoczniecie z siostrami protokół rozbudowy Jowisza?
Chyba trochę tu zabawimy.
Witajcie na Alfa Centauri. Powitajcie swoje nowe życie.
Odbyliście daleką podróż. Prawie 42 biliony kilometrów.
Teraz jesteście w domu.
Dołączyliście do...
Podoba mi się.
...najlepszych i najmądrzejszych...
Spójrz na nich. Każdy ma sześciopak na brzuchu.
...poświęcą się zbudowaniu społeczeństwa, które przetrwa pokolenia.
Rozpocznijcie proces rozbudowy.
Miejmy to już za sobą.
Nadszedł czas, by odkrywać, czas, by odetchnąć.
Podręczniki rozbudowy.
Są.
Jasne, mamo, chętnie zostanę i będę wykonywać nudne obowiązki,
kiedy wy będziecie poznawać innych ocalałych.
- Zapory hydrauliczne? - Są.
Powinnaś dołączyć, Judy.
W razie gdybyś musiała kogoś uratować.
Rozpocząć rozbudowę.
Oczyścić otoczenie.
WYKRYTO PRZESZKODĘ
Rozbudowa nieudana.
Zostaw to mi.
Dobra.
To było naprawdę coś.
Nie odstępuje cię na krok.
Raczej nie.
Jest taki opiekuńczy.
Chciałabym mieć takiego przyjaciela.
Pytałeś go, czy jest ich więcej?
Nie jest rozmowny.
Nie byłabym taka pewna.
Widzisz, jak zmienia się jego światło? Myślę, że chce wiele powiedzieć.
Tylko my nie wiemy jeszcze, jak go usłyszeć.
Częścią pracy terapeuty jest zgadywanie,
co ludzie myślą.
Jeśli chcesz, mogę spróbować go zbadać.
Nie trzeba, dziękuję.
To miłe.
Co?
Ty też chcesz go chronić.
Oby radio na statku Watanabich działało lepiej niż nasze.
Musimy połączyć się ze Śmiałkiem.
Przedstawić im naszą sytuację.
Na co patrzysz?
Na nic.
Staram się ustalić naszą pozycję.
Na razie nie wspominajmy o robocie, dobrze?
Mam nie mówić Hirokiemu? Jest egzobiologiem.
Jest ekspertem od obcego życia.
Nie martwię się o niego.
Skręć w lewo.
Chodzi o to, komu to powtórzy i kto o tym dalej usłyszy.
Nie wiemy, jak zareagują na niego ludzie, ani jak on zareaguje na nich.
Prawda i tak wyjdzie na jaw. Zawsze wychodzi.
Widzę.
Niesamowite.
Jakie to dziwne.
Nie, jakie to znajome.
Porusza się dzięki skurczom mięśni, je.
Widać, że odczuwa zarówno strach, jak i przyjemność.
Wszechświat jest bardzo rozległy.
Istnieją na pewno większe dziwy.
- Dobrze wyglądasz, Maureen. - Cześć... Hiroki.
- Dobrze cię widzieć. - Ciebie również.
- Miło was wszystkich widzieć. - Macie wieści ze Śmiałka?
Mieliśmy twarde lądowanie.
Wracaj.
Niczego się nie nauczyłaś?
Na dworze dzieją się same straszne rzeczy.
Cześć, Don West. Kto z was jest lekarzem?
Ja. Pacjentka czeka w środku?
- Ile ona ma lat? Siedemnaście? - Osiemnaście.
Sama trafię.
To ja uratowałem jej życie.
Gdybyś się zastanawiała, kto ratuje tu ludzi.
Nie zastanawiałam się nad tym.
Odnalazłem fotel wyrzucany i udzieliłem jej pierwszej pomocy,
ale nie odzyskała świadomości.
Była nieprzytomna, gdy ją znalazłeś?
Teraz jest przytomna, ale robi to niewielką różnicę.
Ponoć jest lekarzem.
Nazywam się Judy Robinson. Możesz się przedstawić?
Słowem się nie odezwała.
Wiele przeszłaś.
Jak my wszyscy.
Wiecie, co stało się na pokładzie Śmiałka?
Jeszcze nie.
Ilu nas jest?
- Ocalały 63 osoby. - Ofiary?
Dwadzieścia siedem.
Przed wylądowaniem udało nam się ustalić pozycje 12 Jowiszy.
Trzynaście, łącznie z waszym.
Żaden ze statków nie może wystartować?
Strunowce metanogeniczne.
Węgorze.
Przetwarzają węglowodory. Wszyscy jesteśmy unieruchomieni.
A co z...
Jak się nazywa ta rzecz w łazience, która odzyskuje...
- Reaktor degradacji termicznej. - Właśnie.
Wyprodukowanie tylu odchodów, by wzbić się na orbitę,
zajęłoby lata.
Przepraszam. Mamy sygnał.
Proszę.
Tu kapitan Radic ze Śmiałka.
Dzień trzeci, godzina 14.
Tu Naoko Watanabe z Jowisza 11. Zgłoście się.
Prace naprawcze trwają.
Odnaleźliśmy i zatkaliśmy wycieki...
Tu Naoko Watanabe z Jowisza 11. Zgłoście się.
Też nie możecie się połączyć. Powinni odbierać nasz sygnał.
To są pozycje Jowiszy?
Tak, czemu pytasz?
To nie jest Jowisz.
Jest tu coś jeszcze.
Nie zrobię ci krzywdy, obiecuję.
Dam ci coś od bólu.
Angela.
Miło cię poznać.
Słabo widać, ale na pewno zbudowali to ludzie.
Może to część Śmiałka.
Jeden z magazynów zewnętrznych.
Może jest tam sprzęt.
Coś, co wzmocniłoby sygnał,
aby nas usłyszeli. Choćby syntezator.
Sprawdźmy to.
Mamy radio?
Przyłączę się.
Nie trzeba. Damy sobie radę.
Jasne, rozumiem.
Musicie zejść na poziom F, do tylnej komory.
Trzy razy w prawo i drugi zakręt w lewo.
Skrytka 46. Albo możecie mnie zabrać ze sobą.
Słusznie zrobiliście, zabierając mnie ze sobą.
Szacunek dla was obojga. Nawet się nie zawahaliście.
Powiedzieliście: „Don West pomoże nam znaleźć drogę,
- bo sami, we dwoje...”. - Penny? Will?
Słyszycie mnie?
Jesteście tam?
Jestem tu, mamo. Niby gdzie miałabym być?
Pojechaliśmy z tatą poszukać sprzętu, więc trochę nas nie będzie.
Kiedy będę mogła się przewietrzyć?
Jeśli musisz opuścić Jowisza, czego nie powinnaś robić,
nie wychodź za ogrodzenie.
Judy niedługo wróci i zajmie się wami.
Od kiedy potrzebuję niańki?
Od kiedy zaatakowały nas olbrzymie węgorze.
Kto wie, co jeszcze tu mieszka. Macie oboje nie wychodzić za ogrodzenie.
Jak to się stało?
To był atak.
Co?
Możesz mi powiedzieć.
To nie był wypadek.
Śmiałek został zaatakowany.
Zaatakowany?
Przez kogo?
Gdzie są moi rodzice?
Pojechali po zapasy.
Masz wziąć rydwan i wracać do domu zająć się rodzeństwem.
Dobrze, dziękuję.
Wszystko w porządku?
Tak.
Wiesz, kto to?
Masz rację. Czegoś brakuje.
Co rysujesz?
Ósemkę?
Skąd miałbyś wiedzieć, jak wygląda ósemka.
Bezgłowy bałwan i pięć kropek.
Oto pierwsze znane dzieło wykonane
przez sztuczną inteligencję pozaziemską.
Środek wyrazu: kurz z nieznanej planety.
Jak chciałbyś nazwać swoje dzieło?
Niebezpieczeństwo.
Może inaczej.
Kółko i krzyżyk.
Will.
- Możemy porozmawiać? - Jasne.
Sami.
O co chodzi?
Pacjentka powiedziała mi, co stało się na Śmiałku.
Zostaliśmy zaatakowani przez czteroręką istotę
pokrytą ostrzami, o świecącej czerwonej twarzy.
Nie rozumiałam, o czym mówi,
aż wspomniała, że przypominała robota.
O Boże.
- Wiedziałeś. - Dokąd idziesz?
- Zadzwonić do rodziców. - Nie.
Jest niebezpieczny.
- On się zmienił. - To nie żaden „on”, tylko „to”.
Ocalił ci życie.
Tęskniłam.
STEROWNIK KOMUNIKACJI
J2 do Rydwanu 11.
J2 do Rydwanu 11. Słyszycie mnie? Tato?
Dokąd się wybierasz?
Ja...
Poszukam nowych okazów.
Uważasz, że to dobry pomysł?
Twoja mama zakazała wychodzić za ogrodzenie.
Biorę robota. Nic mi nie grozi.
Nie zapomnij mapy.
Mogę o coś prosić?
Mam nie mówić rodzicom.
Też miałam kiedyś 11 lat.
Dziękuję.
Znalezione nie kradzione.
BRAK SYGNAŁU
Mamo? Tato? Jest tam kto?
Czemu to nie działa?
Działa.
Musi się zresetować po spięciu.
Spięcie?
Potrwa ze 30 minut, zanim sygnał wróci.
Chodzi o Willa?
Dlatego wyszedł?
Co?
Z robotem.
Ogrodzenie jest wyłączone.
Co się dzieje?
Powiesz to?
W porządku.
Brak zagrożenia.
Na razie.
Will!
Chodź, nic się nie dzieje.
Nie wolno ci tu chodzić! Wracaj do środka.
Żeby czekać, aż powiesz tacie? Nie sądzę.
Stój.
Zastanawialiśmy się, co stało się na Śmiałku.
Dlaczego się rozbiliśmy.
Powód stoi obok ciebie. To cię nie przeraża?
- Zmienił się. - To za mało.
Dlaczego mi nie wierzysz?
To nie ma nic do rzeczy. Chodzi o twoje bezpieczeństwo.
On mi je zapewnia.
A jeśli znów się zmieni?
Stój, Will.
Zawsze powtarzasz, że ludzie popełniają błędy
i zasługują na drugą szansę.
Ludzie tak, ale...
Jest do nas bardziej podobny, niż sądzisz.
Parę kilometrów stąd jest jaskinia.
Ukryję go tam i wszyscy będą bezpieczni.
Nie tego chcesz?
Nie zwariowałem, Judy.
Wiem, że musimy wyznać tacie prawdę.
Ale pozwól mnie to zrobić.
Hej!
Wiecie, że jesteśmy po złej stronie ogrodzenia?
Cokolwiek robicie, uważam, że to super.
Albo i nie?
Halo?
Ktoś musi mi wyjaśnić, o co chodzi.
Wolałbym, żeby Debbie tu była. Na szczęście.
Lepiej jej będzie pod opieką mojej córki.
To Angela.
- Kim jest Debbie? - To moja kura.
- Jest tu tylko jedna kura. - Nazwałeś ją Debbie?
Każda kura, która uratuje mi życie, zasługuje na imię.
Słucham.
Okazało się, że ma nadajnik na łapie.
Jak każde zwierzę hodowlane.
Tak odnaleźli mnie Watanabe,
zanim cała pustynia czarnej śmierci zwaliła mi się na głowę.
To się nazywa szczęśliwa kura.
Chciałbym, żeby tu była.
Co mogło oderwać tak dużą część od Śmiałka?
Nie wiem. Meteor?
Nigdy ich nie lubiłem. Mam to w papierach.
Nie zrobił tego meteor.
Więc co?
Wierzysz mu?
W to, że się zmienił?
Do tej pory był dość pomocny.
Może znów zrobić coś złego.
Co więc tu robimy?
Pomagamy bratu to ukryć.
A potem powiem tacie, gdzie to znaleźć.
Will ma rację.
Tata jest, jaki jest, ale umie radzić sobie z problemami.
Opadasz z sił. Zjedz coś.
Obczajcie to.
Piękne.
Ale super.
Co to było?
Niebezpieczeństwo, Willu Robinsonie!
Nie powinniśmy tu być.
- Zbierajmy się. - Tak, ruszajmy.
Może powinniśmy zawrócić.
Daleko jeszcze do tej jaskini?
Ponad kilometr.
Słuchajcie.
Tam chyba coś jest. Biegiem!
No dobra.
Jest inna droga?
- Nie wygląda na to. - Nie ma dokąd pójść.
Gdzie jest robot?
Widzisz? Przydaje się.
- Jasne. - Chodź, Penny.
- Dalej, powoli. - Ostrożnie.
- Dobrze. - Powoli.
Hurra!
- Ostrożnie! - Ostrożnie, Will!
- Przepraszam. - Uważaj, Will.
Przepraszam.
No dalej.
Zachowaj równowagę.
Znaleźliście coś?
Nie, nic tu nie ma.
A wy? Poszczęściło się wam?
Tylko parę rolek do drukarki 3D.
Ktoś potrzebuje kubka do kawy? Jest ich tu z milion.
Łap!
Byłeś już kilka razy na Alfa Centauri. Jak tam jest?
Przedstawiają ją jak ziemię obiecaną, ale nie mają tam wszystkiego.
Musicie zweryfikować swoje oczekiwania.
Czego na przykład brakuje?
Nie mają torfowisk jak na Orkadach.
Nie ma raju bez dobrej whisky.
Prawdziwym problemem kolonii są ludzie.
Pokonują miliony kilometrów
i sądzą, że wszystko będzie inaczej.
Przywożą tam ze sobą wszystko,
przed czym uciekają na Ziemi.
ŚMIAŁEK — SYNTEZATORY
- Znalazłam! - Tak?
Tutaj.
Nie, chwileczkę. To może nie być...
Co to jest, do diabła?
Whisky.
Nie złośćcie się,
ale to moje.
Jesteś przemytnikiem?
To brzydkie słowo.
Raczej sprzedawcą dóbr, towarów i napojów.
Zostawiłeś zapasowe syntezatory częstotliwości,
żeby zabrać swój towar?
Czemu nie wybrałeś pudła z kubkami?
- Znów wybrałaś takie słowa... - Potrzebowaliśmy ich!
Powiedz z doświadczenia. Szybko zapomina
czy długo się złości?
Wiedziałeś z góry, że nie znajdziemy syntezatorów?
Zanim wyruszyliśmy, nie widziałem, co to jest.
John.
Tak?
Co to?
Dlatego nas nie słyszą.
Nigdy nie usłyszą.
Posłuchaj, mogę to wyjaśnić.
Zapisać ci na zeszyt czy...
Dobra. Niech będzie moja strata.
Co za silne ręce.
Nie, to tak nie działa.
Nie wszędzie są kwiaty.
To kamienie. Kwiaty rosną w ziemi.
Do jaskini jest już niedaleko, prawda?
Musimy iść, zanim wrócą rodzice. Penny!
Gdy dotrzemy na Alfa Centauri, dadzą nam
jeden z domków jednorodzinnych?
Nie jestem pewna.
Mieszkanie w Jowiszu nie jest takie złe.
Jest w porządku.
Możesz zająć mój pokój.
Gdzie będziesz spać?
Na terenie ośrodka medycznego.
Wyprowadzasz się?
- Przyspieszcie kroku. - Co to?
Schowajmy się. Nie mogą zobaczyć robota.
Musicie podkręcić tempo.
Mój statek jest sześć kilometrów stąd.
Ciężko się skupić. Widzieliście te wątrobowce?
Nie!
Chowaj się.
...nawet jeśli są wątrobowcami...
Dokończymy tę rozmowę, gdy będziemy w obozie.
Poznaję go.
To przedstawiciel naszej kolonii. Mama głosowała na tego drugiego.
Co mówiłem, Vijay?
Idę, tato.
- Schyl się. - Schylam.
W porządku.
Ktoś to upuścił.
- Co to? - Koperta.
Otworzyć?
To nie nasze.
- Hej! - Cześć.
Skąd się tu wzięliście?
Jesteście z Jowisza, którego minęliśmy...
To moje. Możecie mi to oddać?
Co? To?
Mówię serio, oddaj.
- Padnijcie! - O Boże!
Spokojnie. Jest z nami.
- Co to? - Długa historia.
- Nie. - Owszem, kiedy ty ją opowiadasz.
Tato!
Wyjaśnię ci coś.
Nie możesz o tym nikomu powiedzieć.
Mój tata tu dowodzi. Musi o tym wiedzieć.
Nie, twój tata będzie dowodzić na Alfa Centauri.
Gdy tam dotrzemy, powiesz mu, co chcesz.
Do tego czasu to musi pozostać naszą słodką tajemnicą.
- Nie ufam mu. - A ja tak.
Dlaczego?
Jeśli faktycznie zależy mu na tym, co jest w kopercie,
zrobi, co mu każemy.
Umowa stoi?
Tak.
Nie sądziłem, że kogoś spotkamy...
Chodźmy. Załatwmy to wreszcie.
Proszę.
- Szybciej. - Idę.
Nic mu się tu nie stanie?
Nic mu nie będzie.
Robi się późno.
Musimy wracać.
Gdzie jesteście?
Dzieci?
Dlaczego nikt się nie zgłasza?
Jesteśmy tu, ale mamy ręce pełne roboty.
Są z tobą siostry?
Jesteśmy teraz na dworze, mamo.
Zabezpieczamy ogrodzenie.
Raczej nie wrócimy dziś na noc.
Czemu? Wszystko w porządku?
Mamy problem z pojazdem.
Jeszcze raz.
Jest nawet gorzej.
Tego się obawiałem.
Nie jesteś pierwszym kolonistą, który niechcący wyczerpał baterie.
To niby moja wina?
Nie uda nam się już dziś
w pełni naładować baterii za pomocą ogniw słonecznych.
Wrócimy pewnie dopiero rano.
Nie zapomnijcie sprawdzić ogrodzenia, zanim się zamkniecie.
Już sprawdziliśmy.
Czuję się trochę pewniej, wiedząc, że jest z wami robot.
Skoro o tym mowa...
O czym?
Jesteś tam, Judy?
Judy?
Porozmawiamy, gdy wrócicie.
Pa, mamo.
Do jutra.
Skoro już nam się nie spieszy,
może posiedzimy trochę dłużej?
Na dworze się ściemnia.
Skoro jest tu niebezpiecznie za dnia, wolę nie wiedzieć, jak jest nocą.
Zgoda.
Ale ruszymy o świcie.
Dzięki.
ROBINSONOWIE TU BYLI
Serio? Pomazałaś ścianę?
Przyznaję, że nie wyszło jak w grocie Lascaux.
Prehistoryczne malowidła naścienne?
- Z paleolitu. - Górnego.
Nie o to chodzi.
To ta sama czerwona ochra, co miliardy kilometrów stąd.
To wandalizm.
Wcale nie. Nikt nie wie, po co powstały tamte malowidła.
Dlaczego ludzie pierwotni zaczęli rysować?
Chyba wiem.
Swoje malowidło można podpisać.
Choć jesteśmy nieskończenie mali wobec rozmiarów wszechświata,
udało nam się tu dotrzeć.
No dalej. Napisała „Robinsonowie”.
- Dalej. - Przecież chcesz.
W porządku.
ROBINSONOWIE TU BYLI
Nie przejmuj się anteną.
Znajdziesz inny sposób, by połączyć się ze Śmiałkiem.
A jeśli nie mam więcej planów B?
A jeśli ten był ostatni?
Niemożliwe.
Co to jest?
Dziewczyny.
Musicie to zobaczyć.
Nie powiedziałam, że się wyprowadzę...
Sama nie wiem czemu.
Sądziłam, że cię to ucieszy.
Raczej. Wkurzasz mnie przez większość czasu.
Wiem.
Możesz nadal rozkazywać Willowi.
To mniej satysfakcjonujące, niż mogłoby się zdawać.
Ile tu gwiazd.
Ciekawe, która jest nasza.
Ta, z której przylecieliśmy, czy ta, na którą lecimy?
Nie jestem wybredny.
Tak.
Nie pierwszy raz się zgubiliśmy.
To nie była moja wina.
To była tylko twoja wina.
Za każdym wzniesieniem było kolejne, bardziej strome.
Każde wzgórze Toskanii jest niesłychanie malownicze.
Musieliśmy spać pod kościołem.
Sama chciałaś iść na wycieczkę.
Ale ty zostawiłeś kompas w hotelu.
To był nasz miesiąc miodowy. Chciałem ci zaimponować
- świetną orientacją w terenie. - Poważnie?
Zaimponowałeś mi na inne sposoby.
Więc...
Wiesz już, gdzie zamieszkasz, gdy dotrzemy na miejsce?
Co?
Na Alfa Centauri.
Myślę...
Chciałbym być tak blisko was, jak to będzie możliwe.
Jasne, ale na jak długo?
Czy coś mnie ominęło?
- Nieważne. - Zrobiłem coś nie tak?
Uwierz mi, będzie lepiej, jeśli nie zaczniemy tego tematu.
Proszę, nie zamykaj się na mnie. Porozmawiaj ze mną.
Znalazłam list.
Jaki list?
Zaczekaj, Maureen!
Trzęsienie ziemi.
Nie, John!
Padnij!
W porządku?
Tak, a ty?
Też.
Tutaj.
Mogliśmy zdążyć.
Nie udałoby się.
Masz sygnał?
Nie.
Don, pomóż nam!
W końcu się domyśli.
Tak?
Co zrobimy do tego czasu?
Żeby było jasne, nie myszkowałam.
List otworzyłam przez przypadek.
Kto w ogóle wysyła jeszcze listy pocztą?
W rogu koperty widniało niebieskie logo,
takie samo jak na zaproszeniach na imprezy wojskowe.
Chyba po prostu...
Ucieszyłam się na myśl, że będę się mogła wystroić.
Dawno nie tańczyliśmy.
Ale potem go przeczytałam.
Dokładnie pamiętam, gdzie wtedy byłam,
bo miałam odebrać Judy z treningu.
Siedziałam w samochodzie na parkingu i płakałam.
Nie dlatego, że mnie okłamałeś,
ale dlatego, że musiałam okłamać dzieci.
Nie mogłam powiedzieć im prawdy.
Że ich ojca nie wezwano z powrotem na służbę.
Nie musiał jechać, ale sam chciał.
Wolał wyjechać dziesięć tysięcy kilometrów dalej.
Nasz świat był duży.
Nie każdy miał tyle szczęścia, że czuł się odpowiedzialny
tylko za jego niewielką część.
- To niesprawiedliwe. - Mogłaś poprosić, bym został.
Nie zrobiłaś tego.
Skoro już mówimy otwarcie,
nie udawajmy, że tak nie było lepiej.
To właśnie robimy?
Udajemy?
Jesteście tam?
Tu jesteście. Wszędzie was szukałem. Jesteście cali?
Tak, choć wolelibyśmy tu nie być.
Trzymajcie się. Mam was.
Trochę to potrwa, zanim was wydostanę.
Super.
Dzień dobry. Dobrze spaliście?
Całą noc przeszukiwałem skrzynki
w poszukiwaniu ładunku, by wysadzić otwór
i uratować wam życie. Czy chcę coś w nagrodę?
Do dzieła!
Dobra.
Do mojej kolekcji? Dzięki, niezły.
Chodźmy. Musimy wrócić do domu przed rodzicami.
Wrócimy po ciebie.
Muszę iść, a ty musisz zostać.
Niebezpieczeństwo, Willu Robinsonie!
Nie, to ty jesteś zagrożony.
Wiem, że chcesz iść, ale nie możesz.
Musisz tu zostać, dobrze?
Nie.
Zostań.
Jowisz 4 do Rydwanu 11, zgłoście się.
Tu Rydwan 11.
Naoko, masz wieści od Robinsonów? W ich Jowiszu nikt nie odpowiada.
Witaj, Victorze. Tu Maureen Robinson.
Pożyczyliśmy rydwan Watanabich.
Cieszę się, że przeżyliście.
Gdy znów zechcecie kogoś odwiedzić, uzgodnijcie to ze mną.
Dla własnego dobra.
Głosowałem na tego drugiego.
Ja nie miałem prawa głosu.
Próbowałem się z wami połączyć,
gdyż nikt nie zdołał połączyć się ze Śmiałkiem.
Należy wzmocnić sygnał.
Nic z tego.
Znaleźliśmy antenę satelitarną Śmiałka. Jest tutaj.
Tutaj?
To zmienia nieco postać rzeczy, prawda?
Owszem.
Potrzebujemy planu B.
Za godzinę będę w waszym statku z innymi ocalonymi.
Szykujcie się na ciężką pracę.
Pomóc wam zanieść część sprzętu do Watanabich?
- Poradzimy sobie, dzięki. - Nie ma sprawy.
Jasne.
Dzięki, do zobaczenia.
Na razie.
Halo?
Jest tu kto?
Wróciliśmy!
Penny!
Will!
Judy?
Dr Smith?
Dziwne.
- Hej. - Cześć, kolego.
Will.
Cześć wam.
Nie spodziewaliśmy się was tak wcześnie.
Cześć, kochanie.
Cześć, mamo.
Wszystko w porządku?
- Nudy. - Straszne nudy.
Gdzie robot?
Co się dzieje?
Nie wiem. Chyba odszedł.
- Odszedł? - Tak.
Mieliśmy za nim pójść, ale byłoby to nieodpowiedzialne.
Chyba trzeba pójść go poszukać.
Mam nadzieję, że nie zawędrował za daleko.
- Powiedziałaś „on”. - Co?
Robot.
Użyłaś rodzaju męskiego.
To tylko gramatyka.
Jutro powiesz tacie prawdę, tak?
Will?
Jasne.
Dobrze.
Myślicie, że nic mu nie będzie?
Robotowi?
Wybrałeś dobre miejsce.
Tylko my wiemy, gdzie jest. Nic mu nie będzie.
Sami.
Nareszcie.
Może moglibyśmy się lepiej poznać.
Mamy wiele wspólnego.
Na Śmiałku oboje byliśmy kimś innym.
Lepiej, żeby ludzie tutaj nie dowiedzieli się o tym.
Widzę to tak: możemy sobie pomóc.
Pytanie tylko...
jak?
Will mówił, że gdy cię znalazł, byłeś rozbity.
Ranny.
Umierający.
Gdybym dotarła tam pierwsza, to byłabym ja.
Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze.
Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.
Ty też nigdy byś mnie nie skrzywdził.
Will o to zadbał. Nie możesz nikogo skrzywdzić.
Nigdy.
To stwarza pewien problem.
Nie mogę wrócić na Śmiałka bez ochrony.
Tylko ty możesz mi ją zapewnić.
Ale...
Jeśli mamy współpracować,
musisz być w pełnej gotowości.
Chcesz być częścią grupy.
Dlatego myślisz, że postępujesz słusznie,
słuchając wszystkich poleceń chłopca.
Musisz nauczyć się czegoś o ludziach.
Są zawodni.
Nie są lojalni jak ty.
Odwrócą się od ciebie.
Will Robinson.
Nawet Will Robinson.
A gdy to nastąpi...
kto cię uratuje?
Ja.
Napisy: Gabriela Deryło
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.