All language subtitles for Agnes Joy (2019)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian Download
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przepraszam.

- To dla ciebie, mamo. - Dziękuję.

Brzuch ci urósł, Rannveig.

Miałaś mniejszy, prawda?

- Może. Nie wiem. - Mam rację?

O czym wy w ogóle mówicie?

Przynajmniej nie masz

- wystającego podbródka tak jak my. - Tak.

Zgadza się.

Dołek to cecha rodzinna ze strony Patricka.

Gdzie Agnes?

Moment...

Agnes?

- Jestem w kiblu, mamo. - Już zaczynamy.

- Mówiłam, że nie dam rady. - Trzeba było nie siedzieć do 6:00!

Wiedziałaś, że jest rodzinne spotkanie.

- Nie mam skrzypiec. - Przywiozłam je.

Weź to.

Czekamy.

Obrzygałaś się trochę.

Cicho bądź.

Chyba mam alergię na lukrecjowe drinki.

Albo na samą lukrecję.

Jako następna na scenie pojawi się Agnes,

córka Rannveig, córki Herdis, córki Halldory, córki Sigurlaug.

Agnes, zapraszamy!

Cześć.

Dzień dobry.

Einarze, napraw ten dzwonek.

Doprowadza mnie do szału.

- Idę! - Dobra...

Może znajdę chwilę.

MUZYKA

ZDJĘCIA

SCENARIUSZ

REŻYSERIA

- Hallurze? - Tak?

- Zabierzesz te palety? - Co?

Możesz zabrać stąd palety?

- Co, proszę? - Zabierzesz stąd palety?

Dopiero na koniec.

- Wcześniej nie warto ich układać. - Muszą leżeć na środku?

Nie opłaca się zwozić po sztuce. To strata czasu.

Chyba, że chcecie płacić za nadgodziny.

Agencja pracy tymczasowej to dobry wybór.

Pozbylibyśmy się problemów.

Dostalibyśmy pracowitych cudzoziemców.

Nie martwilibyśmy się regulaminowym czasem pracy i odpoczynku.

Ci ludzie śpią w samochodach

i szczają na poboczu drogi.

Nie trzeba się z nimi użerać.

Agencja załatwia i obsługuje wszystkie umowy.

Czysty zysk dla obu stron.

Dobrze wiecie, co sądzę o tych agencjach.

Oczywiście.

Ale wiemy również, że ludziom z tych agencji

płaci się mniej niż połowę tego, co biorą miejscowi.

To jest fakt.

Wszyscy mamy świadomość, że nowoczesny biznes

opiera się na outsourcingu.

Owszem,

ale nie zamierzam wchodzić w konflikt ani ze związkowcami ani z prawem,

ani też tolerować współczesnego niewolnictwa.

Nie będziemy zatrudniać ludzi przez agencje pośrednictwa

tylko po to, by traktować ich gorzej i mniej im płacić.

A właśnie, za pamięci...

Na Święta Bożego Narodzenia wyjeżdżam z rodziną na Filipiny.

Ach, tak.

Miło.

Tak...

Unnur będzie kierować firmą podczas mojej nieobecności.

Jest zorientowana.

Tak że tak...

Wyglądasz świetnie. Leży jak ulał.

Okej.

Nie za obszerna?

- Właśnie taka ma być. - Ach, tak.

- Dokąd w niej pójdziesz? - Do szkoły i do miasta.

To swobodny dodatek.

Do eleganckiego zestawu i na co dzień.

Sprawdzi się w każdej sytuacji.

A może przydałby się pasek?

Nie podoba ci się żaden chłopak?

Nie.

To sami prostacy. Interesują ich tylko piwo i futbol.

- Masz jeszcze czas. - To ty spytałaś.

- Nie martw się. - Wcale się nie martwię.

Ale chciałabym mieć kogoś, z kim mogłabym pogadać.

Tu było nasze pierwsze mieszkanie.

Ojciec studiował sztukę.

Pamiętam ten zapach.

Spojrzę i od razu do mnie wraca.

Ojciec ciągle starał się ugotować doskonałą zupę gulaszową.

Mnóstwo warzyw i czosnku.

Pyszności.

Bez przerwy mieliśmy gości.

Urządzaliśmy przyjęcia.

A Saevar? Durzyłaś się w nim kiedyś.

- W trzeciej klasie. - Sympatyczny chłopak.

Cześć!

Einar? Kupiłam sushi!

Ożeż kurde!

Ale Boeddi wcisnął bramkę Rejkiawikowi!

- Oglądaliście mecz? - To ich najlepszy zawodnik.

Nie zgadzam się. Böddi grał tylko siedem minut.

Dochodzi 23:00. Jeszcze zdążymy.

Nie pojadę do miasta,

żeby potem martwić się powrotem do domu.

To nie problem.

Zawsze możemy się gdzieś przekimać.

Niby gdzie, Agnes?

Znajdziemy coś.

- Pokażesz mi gola? - Pewnie.

Ale bomba!

- Dobrze się bawisz? - O, cześć!

Jest piątek. Chyba wolno zaszaleć?

- Napijesz się białego wina? - Nie.

- Chodź! - Lepiej mnie nie namawiaj.

Dobrze, nie dam ci alkoholu.

- Sama w domu? - Tak.

Znaczy nie. Einar ogląda Netfliksa czy coś tam.

Einar?

Einar?

Einar...

Dobranoc.

Nie rozumiem, czemu się nie rozwiodą.

Mówiłaś, że nie wrócisz na noc?

Nigdy nie ma jak z nimi pogadać.

Nigdy nie są razem.

Matka pewnie myśli, że się załamię, jak wezmą rozwód.

Musisz jechać ze mną.

- Na Filipiny? - Nie, dzięki.

Do Rejkiawiku.

Nie wytrzymam tu ani chwili dłużej. Duszę się.

- Dzień dobry! - Dobry.

- Miałaś gości? - Pełen dom!

Dlaczego śpisz w ubraniu?

Nie mogłaś włożyć piżamy?

Śmierdzi tu. Cuchniesz alkoholem.

Cały dom zaśmiardnie.

Co tam w szkole? Nie zadają ci do domu?

Nie tykasz podręczników.

Powinnaś pomyśleć o przyszłości.

A może chcesz całe życie pracować w sklepie?

- Rannveig... - Co?

Słuchaj...

Zachowujesz się niemądrze.

Przestałaś czytać książki, nie ćwiczysz na skrzypcach.

Zamykasz się w sobie.

Nie wiem, co się z tobą dzieje.

Wybacz... To nie mieści się w głowie!

- Oboje tylko wzdychacie! - Tak...

Mówię poważnie!

Myśl odpowiedzialnie i ucz się, tak jak trzeba!

Powinnaś aktywniej uczestniczyć w życiu rodziny.

- Zupełnie serio! - Dobra.

Przytakujesz i od razu wychodzisz!

W lodówce masz jogurt kokosowy, kochanie.

Otwórz! Jestem w toalecie.

Nie szukaj, chyba że masz pod ręką.

Żaden kłopot. Wejdź.

- To moja żona. - Hreinn.

- Rannveig Baldursdottir. - Wynająłem dom obok.

Ten żółty?

Świetnie. Nareszcie odżyje.

- Witamy u nas. - Dziękuję. Miło mi.

Sąsiad chce pożyczyć przedłużacz.

Ja cię skądś znam.

- Masz tu krewnych? - Zgrany tekst!

- Pewnie z telewizji. - Grałeś prawnika w "Pułapce"!

Nie jestem taki zły. Taką miałem rolę!

Pójdę po przedłużacz.

- Oglądaliśmy co niedziela. - Ja nigdy.

Serio? To był dobry serial.

- A to nasza córka, Agnes. - Hreinn.

- Nasz nowy sąsiad. - Jasne.

Mam nawet dwa.

Któryś pewnie działa. Są ciut zakurzone.

- Upomnijcie się, gdybym nie oddał. - Dobra.

Na pewno się spotkamy, skoro mieszkam tuż obok.

- Miło było cię poznać. - Musowo do zobaczenia!

Wyjątkowo delikatne mięso.

- Dziękuję. - Bardzo smaczne.

Twoje dania są zwykle doskonałe, Einarze.

Bo nie całkiem mi odpowiadało, gdy Rannveig eksperymentowała.

- To były afrykańskie przyprawy? - Tak.

- Nie lubiłaś tych smaków? - Nie.

Chciałam spróbować czegoś innego,

szukałam nowych aromatów.

Już nie mogę się doczekać jedzenia podczas naszej podróży.

Mamo?

- Nie chcę z wami jechać. - Dokąd?

Na Filipiny.

Nie czuję się gotowa.

Wybieraliśmy się tam od twojej konfirmacji.

- Rozmawialiśmy o tym. - Tak, między sobą.

Nie możecie zmusić mnie do wyjazdu.

- Co się zmieniło? - Wy!

Zresztą mam inne plany.

- A to niby jakie? - Własne.

Pójdę do pracy. Szkołę ukończę zdalnie.

- Jak to? - Muszę odetchnąć.

- Mam pieniądze. - Ciekawe skąd?

- Z oszczędności. - Odkładasz na przyszłość!

Co ty w ogóle wygadujesz za bzdury? Niedorzeczność!

Pojedzie z nami

- i dokończy naukę normalnie. - Właśnie.

O rany!

Przejdzie jej.

Ale nie zmusimy jej do wyjazdu.

Zwłaszcza, że też nie chcesz jechać.

Ty również byłaś taka w jej wieku, Rannveig.

Miałaś własne zdanie,

ale brakowało ci śmiałości w działaniu.

Zapomni o tym.

- Rannveig. - Tu Armann.

- Cześć. - Czytałaś mail?

Tak. Przepraszam, że nie odpowiedziałam.

- Wiesz, co się stało? - Tak.

- Dostawa utknęła. - Tak nie może być.

- Trzeba coś zdziałać. - Pełna zgoda.

To nie pierwszy raz...

Saga o Njalu, Saga o Egilu, Saga o Gislim...

Jak większość dawnych sag

mówią one przede wszystkim o honorze.

Ich język jest dość prosty, natomiast styl wyszukany.

Składnia jest uproszczona, kolejne ustępy są krótkie,

a dialogi cytowane wprost.

Bardzo wiele pozostawia się interpretacji czytelnika.

Posłuchajcie...

"Gunnar był przystojnym mężczyzną o jasnej cerze..."

- Halo? - Cześć, córeczko.

Tak, mamo?

- Nie kupiłaś duńskiego pasztetu? - Sklep był zamknięty.

- Agnes kupiła inny. - Wiesz, że drażni mi żołądek.

- Tak? - Mówiłam ci o tym.

- Jadłaś i ten i ci nie szkodził. - Czyżby?

Jestem zajęta. Muszę kończyć.

Zadzwonię później. Mam pracę.

- Nie zapomnij o pasztecie. - Dobrze, mamo.

Agnes, kochanie...

W szafce stoi sześciopak.

Pij piwo, zamiast podkradać moje stare trunki, bo cię zemdli.

Dobrze. Przepraszam.

Podgłośnij, proszę.

Jak miesiączka? Nadal regularna?

Tak, zupełnie.

Uderzenia gorąca? Pocenie w nocy?

Nie... Może trochę.

Czasem budzę się spocona. W domu jest ciepło.

Kłopoty z trawieniem? Zaparcia? Hemoroidy?

Dzięki Bogu, nie. Tylko bóle głowy.

- Ciężkie nogi? - Nie.

- Kurcze mięśni, bolesne piersi? - Nie, nie i nie!

Wahania nastroju? Rozdrażnienie?

Nie mam żylaków, zmiennych humorów ani niczego takiego.

Odczuwam stres i źle sypiam.

- To wszystko. - Rozumiem.

No dobrze...

Kobietom w tym wieku zalecam starannie dbać o siebie

i przygotować się na nieuchronne zmiany.

W tym okresie życia ważne jest wsparcie partnera.

Jak pożycie w związku?

Nie mam czasu na babskie pogaduszki.

Mam nadzieję, że się rozumiemy.

Dajmy temu spokój.

A w związku wszystko doskonale.

Jasne.

Przepiszę tabletki nasenne.

"Firma World Class poszukuje osób sprzątających".

"Sprzątanie ESS.

Dużo pracy, nieograniczone możliwości".

- Ciekawe. - Nie hetuj!

Jestem tylko realistą.

- Cześć, mamo. - Gdzie jesteś?

W sklepie u Skariego.

Pojedziesz ze mną i z babcią na cmentarz?

Nie mogę. Idę później na crossfit.

Szkoda. Może następnym razem.

- Pozdrów babcię. Pa! - Pozdrowię.

Jak skończysz, przygotuj grill,

i sprawdź frytownicę, bo nawaliła podczas lanczu.

Dobrze.

Przykro patrzeć, jak dzisiejsze dziewczęta

obrastają tłuszczem i tracą figurę.

Tak, to naprawdę okropne.

A może w następną niedzielę zjemy u nas?

U was? Ale dlaczego?

Dla odmiany.

Einar cię przywiezie. Tak będzie mi łatwiej.

Tobie?

Zamiast gotować u ciebie, przygotuję i zjemy na miejscu.

"Tobie"?

Czy ty słyszysz, co mówisz?

Szlag.

- Zwolnij. - Ale...

Nie spiesz się tak.

- Jadę 20 na godzinę. - Za szybko!

Johanna zaprosiła nas na kawę. Będą zajęcia artystyczne...

- Jaka Johanna? - Znasz ją.

Prowadzi prace ręczne.

To tylko kawa.

Dobrze wiesz, co o tym myślę.

Nie zaciągniesz mnie tam żywej.

To zwykła umieralnia, zawsze ci powtarzam.

Nie chciałabyś kogoś poznać?

Przestałaś prowadzić, nigdzie nie bywasz.

A tu mogłabyś wypić kawę i wziąć udział w zajęciach...

Nie pozwolę się zamknąć w domu starców.

Nikt cię nigdzie nie zamyka.

Nafaszerują mnie tylko lekami

i jacyś obcy ludzie będą podcierać mi tyłek!

Okej.

Pamiętaj o rękach.

Dobrze.

Agnes...

To trudna sztuka. Musisz się skoncentrować.

Ćwicz wolniej, ale rób to prawidłowo.

Skari, każę cię wyprosić,

jak nie przestaniesz!

Napnij brzuch.

Cześć, kochanie.

Hej.

- Halo? - Cześć, witaj.

- Przyszedłem oddać. - Działały?

Nie, ale kupiłem nowe.

- Pracujesz nad czymś? Może pomóc? - Rozlokowuję się. Ale dzięki!

Dasz się zaprosić na grill?

- Pogoda dziś sprzyja. - Najwyższa pora go odpalić.

- Pewnie. O której? - Kiedy chcesz.

- O szóstej? - Świetnie. Przyjdę.

- Dzięki! - Do zobaczenia.

Nasz grill jeszcze działa?

- Przecież już mamy. - Kupiłem nowy,

- bo tamten był stary i zardzewiał. - Świetnie.

Mamo, spieszę się. Przyniosłam sałatkę z homarem.

Sporo tego. To jakaś okazja?

Chciałam, żebyśmy dobrze zjedli. I ty też.

Poradzisz sobie sama?

- Oczywiście. - Świetnie.

- Nie zjesz ze mną? - Nie mogę.

Muszę iść. Pamiętaj o przycisku bezpieczeństwa.

- Zadzwonię... - Pa!

- Na długo zostajesz? - Jestem w ciągłym ruchu.

Jutro jadę do miasta. Wezmę udział w castingu.

Oby mi się powiodło, bo rola jest fajna.

Więc już pijesz w domu?

Ładny sweter.

Chcesz zimne piwo?

Właściwie nie piję.

Nowy gliniarz zatrzymał mnie po zimowej biesiadzie.

Zwykle nikogo wtedy nie łapią.

Władza kazała mi przestać pić, więc przestałem.

Po co tak żartujesz?

- Nie wolno? - To nie jest zabawne.

- Zawsze masz swoje zdanie. - Chcesz o tym podyskutować?

O twojej przemowie, czy o tym, jak spadłeś ze sceny?

Mamo, nie bądź złośliwa.

- Chciałbym wznieść toast. - Dobra.

Wypijmy zatem...

za was!

- Zdrowie! - Dzięki za zaproszenie.

I za powitanie.

Zaparzysz kawę?

I może przynieś koniak.

- Lubisz? - A jak!

Oczywiście.

Uwielbiam tę piosenkę.

- Piękny tekst. - Wspaniały.

I dalej...

I refren! Wszyscy razem!

- Śmiało, zaśpiewaj! - Nie wyciągnę.

Spróbuj.

Masz świetny głos.

- Jak to nie? Taka prawda! - Gdzie tam?

- Jak się czujesz? - Całkiem dobrze.

Przyjemnie było.

Hreinn to miły facet.

- Cześć. - Siemasz.

- Jak leci? - A dzięki!

- Wzięło cię na malowanie? - Ano.

Trzeba bejcować co roku, nim przyjdzie zima.

- Mógłbyś mi pomóc? - W czym?

Wstąpisz na chwilę?

Nie ma sprawy.

Tego, że "Kristmundur i Erlingur wypatrują", nie czytam?

- Tylko to, co mówi Erlingur. - Jesteś nim.

Czytaj kwestie normalnym głosem.

A ja jestem Kristmundurem.

"Czy na morzu zawsze jest sztorm?".

- "Tak..." - Tak.

Ale...

- "Ale nie pozwolę..." - ...by to mi przeszkodziło.

- "By mnie to powstrzymało". - Tak.

Nie pozwolę, by mnie to powstrzymało.

- "Mój stary..." - Mój stary...

- "Mój stary ojciec..." - Stary ojciec...

- "Dba..." - Mój stary ojciec dba o mnie...

i pokazuje mi drogę.

- Ma być tak, jak tu zapisane? - To nie Szekspir.

- A jak jest? - "Wskazuje drogę".

Aha, wskazuje.

"Inni przeczekaliby sztorm na brzegu".

Ja zaś żegluję niezależnie od pogody,

- bogów i ludzi. - "Jednako...

Którego czcisz boga, Kristmundurze?".

To było świetne! Doskonałe!

- Nie grałem od czasów studenckich. - Powtórzmy to.

Zrób jeszcze trochę głębiej.

Już zapomniałam, jak lubisz.

- Dawno cię nie było. - To prawda.

- Naciągnij majtki do tego miejsca. - Dobrze.

- Tutaj. - Aż tak?

Właśnie.

Dobrze spróbować czegoś nowego.

- Depilacja bikini. - Tak.

I tyłu ud.

6900.

- To nowość. - Świetny kolor.

Super.

- Masz go na ustach? - Tak.

Wezmę.

- Świetny wybór. - Wygląda ślicznie.

Cześć.

- Miło było ostatnio. - Tak.

- Nie pojechałeś do Rejkiawiku? - Jadę jutro rano.

Słuchaj,

jesteś aktorem?

Trafiłeś.

Halo!

Wyczuwam jakieś wibracje. Co jest grane?

Jesteś głupi!

Wesoły z ciebie chłopak.

Tak...

A jak cię walnę z byka,

też ci będzie wesoło?

Żartuję!

Szlag!

- Dzień dobry. - Dobry.

Przyjechałaś samochodem?

Nie wolno ci prowadzić. Stwarzasz zagrożenie.

Czemu wszystko tu zmieniłaś?

Mówiłyśmy o tym. Nie siadaj za kierownicę!

- Czemu się tak umalowałaś? - Przestań grzebać mi w papierach...

To nie jest kolor dla kobiety w twoim wieku.

Oddaj kluczyki.

Hej!

Cześć, Max.

- Jesteś ciekawski. - Chodź tu! Do nogi!

To tylko ciekawość.

Dobry psiak...

Piękne róże. Masz do nich rękę.

Nie moja zasługa. Poprzedni właściciel je pielęgnował.

- Kontynuujesz jego dzieło? - Nie mam wyboru.

A to... co za roślina?

- Starzec srebrzysty. - Ach tak?

- Właśnie sadzę bukszpan. - To to?

Właśnie.

Jest piękny.

- Lubisz ogrodnictwo? - Pytałem z ciekawości.

Trochę się na tym znam.

Lubię grzebać w ziemi, choć się nie przyznaję.

- Miło pobyć na powietrzu. - Prawda.

Odetchnąć.

- To na pewno. - Wiadomo.

Mieliśmy zamieszkać w Rejkiawiku.

Marzył nam się dom z ogrodem w śródmieściu.

Zamierzałam studiować za granicą.

Wtedy nagle zmarł ojciec.

Wszystko się zmieniło.

Matkę dopadła starość.

Nie chciała już prowadzić firmy.

Wiesz, jak to jest.

Czas ucieka niepostrzeżenie.

Agnes wyrosła tutaj.

A ja czuję, że muszę tu być ze względu na opiekę nad matką.

Współuzależnienie.

Inni korzystają, ale ty nic z tego nie masz.

Dobrze mi się tu mieszka.

- Mam wokół znajomych... - Zaczekaj.

Nie zapominaj o sobie i swoich marzeniach.

Pamiętaj, by je pielęgnować.

Jak róże.

Twój telefon jednak działa?

Nie. Rozłącza się, gdy tylko odbiorę.

To zajmie tylko chwilę. Obiecuję.

Dobra.

Skoro podwożę cię do serwisu,

pomóż mi przećwiczyć rolę do castingu.

- Mam być Disą? - Ten fragment już znam. Spróbujmy.

Ty jesteś Disa, ja - Kristmundur.

- "Zostawiłeś mnie z brzuchem!". - Mniej ekspresji. Spokojnie.

Przepraszam.

- Gdzie jest toaleta? - Tam, po prawej.

Idę odebrać kilka rzeczy. Zaczekaj.

Uwinę się.

Ostatnia.

Twoje ciuchy z szafy

- poszły prosto na przemiał. - Wyrzuciłaś je?

Kilka starych koszulek. Oddałam je dla biednych.

- Emma w domu? - Ogląda telewizję.

Może mógłbym ją jakoś wkrótce zabrać na lody?

To dla niej trudna sytuacja.

Ma swojego ojca, to jej wystarczy.

Nie chcę składać jej obietnic, że pójdzie tobą na lody,

bo i tak później złamiesz dane słowo.

Cześć, kochanie!

- Jak się masz? - Dobrze.

- Oglądasz "Psi patrol"? - Tak.

- I co się tam dzieje? - Skye jeździ rowerem.

Ile ona ma lat? Piętnaście?

To córka sąsiadów. Podwiozłem ją do miasta.

- Pożegnaj się. - Mówię ci!

Pa, kochanie!

Do zobaczenia.

Naprawdę.

- Cześć, Hreinn. - Zawsze to samo...

Cześć. Właśnie dzwonił Dori. Nie wyrobi się.

- Coś się stało? - Nie wiem.

Umówimy się na inny termin?

- Mam napięty harmonogram. - Tak?

Może spróbuje ze mną moja koleżanka Agnes?

- Jasne. Nie ma problemu. - Świetnie.

Do roboty.

Co mam powiedzieć?

Mogę tylko prosić, byś mi przebaczyła.

Dlaczego nie dałeś znaku, nie napisałeś listu?

- Sądziłam, że nie żyjesz. - Bałem się, Diso.

Czego?

Mnie? Naszego dziecka?

Bałem się miłości.

Diso...

Strasznie się bałem...

tego, że nie będę dobrym ojcem, ale musisz wiedzieć...

że nie było ani dnia, ani minuty...

bym nie myślał o tobie...

o was.

Kocham cię.

Zawsze kochałem.

Dziękuję. Mocne to było.

Wystarczy. Świetnie.

Spokojnie, to nic wielkiego. Ma już 19 lat.

Egzamin zda w drugim terminie.

Musi sama do tego dojrzeć.

Nie wierzę, że będzie się uczyć zdalnie.

Raczej będzie cały dzień przesiadywać w sklepie.

- Nie pozwolę! - Nie pozwolisz?

Mówisz jak o firmie. Rodzina to nie tabelka w Excelu.

Einarze, dlaczego mnie w tym nie wspierasz?

Jestem osamotniona.

Mam cię wspierać w zanudzaniu jej na śmierć?

- Czy życie nie powinno być przygodą? - Byłoby wspaniale.

Ale co to za sztuka,

jeśli wszystko załatwiają za ciebie inni?

Niby po kim Agnes jest taka nieodpowiedzialna?

Będziesz zgrywał dalajlamę, a twoja córka obleje egzamin końcowy!

Irytujesz mnie.

- Cześć. - Witaj.

Jak poszło na castingu?

Rewelacyjnie, mówię ci.

Decyzji jeszcze nie ma, ale rola jest moja.

Nie inaczej. A ty byłaś po prostu świetna!

- Co dla ciebie? - Piwo.

Dla niej piwo, dla mnie to, co zawsze.

- Ale nie na kreskę? - Nie.

- Ten Kristmundur to zwykły fiut. - Co?

- Kawał wała. - Serio?

- Dlaczego? - Po prostu.

Czy dlatego...

że się boi, tak po ludzku, czy że okazuje uczucia?

- To zabronione? - Tego nie powiedziałam.

- Fiut to fiut. - Aha...

- Nie wolno mi tak mówić? - Wolno, ale to nie takie proste.

Nic nie jest tylko czarne albo białe.

To nie tak.

Pracujemy nad tym, co pomiędzy, w strefie szarości.

- A życie... - ...płynie!

Napijmy się.

Zdrowie!

- Dzięki. - To ja dziękuję.

- Agnes? - Tak?

Słuchaj...

To powinno pozostać między nami.

Co?

- Do zobaczenia. - Pa!

Nie obchodzi mnie, co myślą inni.

Mówiłam, że nie podejdę do egzaminu.

Zdasz go. Będziesz musiała.

- I pojedziesz z nami za granicę. - Nie ma szans!

Gdzie byłaś przez całą noc? Bo nie ze Skarim.

- Pojechałam do miasta do serwisu. - Jak?

- Ktoś mnie podwiózł. - Kto?

- Mamo... - Tobie ufam, ale innym nie!

Ty mi ufasz?! Wcale nie!

Wytykasz tylko,

- gdy coś mi się nie uda. - Bzdura!

- Agnes... - Nie jadę z wami na żadną wycieczkę!

Nie znosicie się wzajemnie. Przynajcie!

- Przestań. - Obchodzi was tylko, co myślą inni.

Dobrana para z uroczą adoptowaną córką,

która zawsze miała być malutka i słodka!

- Co ty mówisz? - Tylko przeze mnie

jeszcze się nie rozwiedliście. Mam tego dość!

- Spróbujmy zachować spokój... - Spokój?!

- Tyle masz do powiedzenia? - Jesteśmy dorośli.

Jak mam się zachować?

Co to za brednie?! Tu chodzi o nią!

- Agnes! - Brawo.

- Co brawo? - Idź siedzieć przed komputerem!

Dla ciebie zawsze ktoś inny zawinił!

Tobie nie można dogodzić, już nie próbuję.

Wszystkimi chcesz rządzić, tak jak twoja matka!

Cześć.

Cześć.

W porządku?

Wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza.

Nie mogę spać.

Cały dzień siedział w domu.

- Też musiał się przewietrzyć. - Jasne.

Pobiegać.

- Nie jest ci zimno? - Bardzo.

Okryj się.

Miło z twojej strony. Dzięki.

Wracaj do domu.

A ja nie chcę wracać.

Coś cię martwi?

Wszystko.

Zawsze martwiłam się o Agnes, odkąd była zupełnie mała.

Dawniej dręczyły mnie przez to koszmary.

Że jej dłoń wysunęła się z mojej i że spadła ze schodów...

Do dziś jest tak samo.

Jedzie na basen, a ja się denerwuję, czy wróci,

choć ma 19 lat!

Wiem...

to tylko lęki.

Ale czasem wydaje mi się, że moje życie jest skończone.

Czym ja się zajmuję? Pieleniem grządek w ogródku!

Próbuję znaleźć w tym radość.

Chodzę do biura...

Pracuję z ludźmi, których nie cierpię.

Wszystko jest tak cholernie nudne!

Czuję, że zawodzę Agnes.

Matkę i Einara także.

Ale o nich też ciągle się boję...

dzień w dzień...

i mimo wszystko odpycham ich od siebie.

Czuję się samotna.

Pewnie masz mnie dość.

Hej...

Gdzie byłaś?

Przepraszam.

Cześć.

Gdzie byłaś? Czemu nie odbierałaś?

Pojechałam do Rejkiawiku, wymienić kartę SIM.

Agnes, nie kłam, proszę.

Byłam z Hreinnem.

Odwaliło ci czy co?

Bibułki Rizla, proszę.

Ejże? Czy ty nie jesteś aktorem?

Owszem.

Jak ci się grało rolę

tego szurniętego prawnika z telewizji?

- To tylko praca. - Jasne.

Witaj, Kristmundurze.

Jak się masz?

- Dobrze, a ty? - Doskonale.

Cieszę się.

Muszę iść. Pogadamy później.

Czekaj... Już idziesz?

No tak...

Spieszę się.

Zaczekaj!

Agnes.

Hreinn!

Einar?

Jestem zajęta.

Nie odbierasz telefonu! Wydzwaniam od wczoraj.

- Brakuje mi mleka i kawy. - Zadzwonię później.

Zjesz zupę?

Dziękuję.

Widzieliście Agnes?

- Widziałeś ją? - Nie.

Wiesz, gdzie może być? Muszę ją znaleźć.

- Nie pilnuję jej! - Oskar...

- Poszła na crossfit. - Dziękuję.

Świetnie.

Na jednej ręce!

Super!

O to chodzi!

Co to ma być?!

- Co ty wyrabiasz, dziecko? - Mamo...

- Przepraszam, ale... - Nie wtrącaj się!

Co ty wyrabiasz?!

- Odpowiadaj natychmiast! - Proszę...

Chcesz zostać striptizerką?

Wyginać się na rurce w biały dzień?

Przed takimi obrzydliwymi typami? Czyś ty zwariowała?!

- Ona ma 19 lat! - Mamo!

Jest dzieckiem! Powinniście się wstydzić!

Ohyda!

Agnes!

- Cześć. - Co dla ciebie?

Duże piwo proszę.

- Nie puści go z nami na konie. - Czemu?

- Bo to wariatka! - Serio?

- Miesiąc temu dostała fioła. - Albo dawniej...

To nasz coroczny wyjazd. Wiedziała o nim, zanim z nim zaszła.

Niespodzianka!

- Ty tu? - Przyjechałam na piwo.

Fajnie.

Witaj.

- To moja koleżanka, Agnes. - Siemasz.

- Dobrze mówisz po islandzku. - Dzięki.

Masz.

Zdrowie!

Przenocujesz mnie?

To naprawdę nie jest dobry pomysł.

Chodź.

Nara!

Dozo.

Agnes?

Nie mogę gadać, nie mam czasu, nie nagrywaj się, jestem zajęta.

Ej, oddawaj!

Nie rozumiem...

Mówiłam jej tyle razy, że nie może prowadzić.

Wiedziała o tym. Przecież powtarzałam...

Tak, twoja matka zawsze robiła po swojemu.

Moje kondolencje.

- Czy chorowała? - Nie.

Cóż...

Może to lepiej.

Dobrze tak po prostu i niespodziewanie... odejść.

- Idź sobie. - Chcesz się wysikać?

Chcesz na dwór?

Kochanie, wystawienie zwłok będzie w przyszłym tygodniu.

Zabierzemy cię, jeśli tylko chcesz.

Najlepiej by było, gdybyś pojechała z nami od razu.

Hreinn mnie tam zawiezie.

To nie najlepszy pomysł.

- Zbiera się tylko rodzina. - Mamo!

Nie możesz mi zabronić. Już nie mam 15 lat.

Chcę, by Hreinn pojechał tam ze mną.

Dobrze. Niech tak będzie.

Agnes...

Twoja matka ma rację.

Powinniście być teraz razem jako rodzina.

- Ona zawsze się rządzi! - Prawda, kochanie...

Wiem, dobrze cię rozumiem.

Mimo tego myślę, że...

Wracam tam. Nie zostawię jej.

- Nie chce z nami jechać. - Ale pojedzie!

Nie zostawię jej z tym zboczeńcem.

Przeleciał moją żonę,

a teraz posuwa moją córkę.

Taki stary chuj jak ja!

Czuję, że rozkłada mnie grypa.

Źle się czuję.

Jasne.

Co to ma być?!

Pozwoliłem ci pomieszkać tu przez kilka dni.

Nie spodziewałem się ciebie.

Dobra!

Myślałem, że wracasz dopiero jutro.

- Kwiaty nie uschły. Nie płacz! - A to kto?

- Wpadła do mnie koleżanka. - Kurwy mi tu sprowadzasz?!

Ile ona ma lat?!

- Zwariowałeś?! - Weź nie pierdol.

Wynoś się stąd, ale już!

I zabieraj stąd tę swoją kurewkę!

O przepraszam! Nie jestem kurwą.

Nazywam się Agnes Joy Einarsdottir. Pochodzę z Akranes.

Żegnam.

Po rozmowie z najbliższymi współpracownikami

ustaliliśmy, że moja praca tutaj dobiega końca.

Niezwłocznie, jeszcze dziś.

Szczerze mówiąc,

trudno byłoby mi tu wysiedzieć choćby chwilę dłużej.

Pragnę podziękować wszystkim

za spędzony tutaj wspólnie czas.

Życzę wam powodzenia.

- I wzajemnie. - Dziękuję.

- Szczęścia. - Dzięki.

Ostatnia sprawa:

Nie będzie tu miejsca na usługi agencji pośrednictwa pracy.

Dopilnowałam tego.

WYSTĄPILI

Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND

Tekst: Tomasz Tworkowski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.