Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
Tłumaczenie: Stingwood Synchronizacja i poprawki: Bonaducci
.:: The Leftovers [2x02] ::. A Matter of Geography
Zobaczcie, kogo znalazłam.
Masz do tego talent.
Rozmawiałem z FBI. Żadnych porwań czy zaginięć.
Zatrzymamy ją, prawda?
Ktoś ją tu dla nas zostawił.
- Zostaniesz? - Bagaż mam w samochodzie.
Słuchaj, jeżeli mamy... Nie możemy...
Właściwie się nie znamy.
Co powinnam wiedzieć?
Ja...
Lunatykowałem.
Brałem lekarstwa, więc je wyrzuciłem.
Myślałem, że to się skończy.
Porwałem Patti Levin i wywiozłem ją do chaty.
A gdy się obudziłem...
Starałem się ją wypuścić, ale mi nie pozwoliła.
Po czym się zabiła.
Zadzwoniłem więc do twojego brata, Matta.
Pogrzebaliśmy ją.
Nikt o tym nie wie.
No i palę.
Zatrudniam prostytutki, by do mnie strzelały.
Okłamałam cię w sprawie broni.
Już nigdy tego nie zrobię. Przepraszam.
- W porządku. - Tak?
Jest w porządku.
Też mam powiedzieć coś szalonego?
Jest w porządku.
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Wie pan, czyje to dziecko? - Słucham?
- Czy wie pan, czyje to dziecko? - Moje.
Co się dzieje?
Halo.
Chwileczkę.
Właśnie jadę do domu.
Zepsuła się pralka, więc byłem w pral...
Co? Nie. Mówiłaś, że o 11.
Cholera. Przepraszam.
Kocham... Kurwa.
- Przysięgam. Mówiłaś, że o 11:00. - Nie szkodzi.
- Daj mi ją. - Muszę naprawić tę pieprzoną pralkę.
Kevin, nie szkodzi. Daj to.
Trzy ładunki w pralni.
Ty będziesz mówiła, tak?
Świetnie ci pójdzie. Mów, że to było przeznaczenie.
To było przeznaczenie.
- Własnymi słowami. - Jasne.
Głęboki oddech. Spokojnie.
Dobrze.
Załóżmy rodzinę.
- Była na waszej werandzie? - Nie, na Kevina. Ja tylko...
- Był jakiś liścik? - Tylko ona w foteliku.
- Nie wiadomo, kto ją zostawił? - Nie.
Kevin był komendantem policji, założyliśmy więc...
Jesteś gliną?
Byłem. Odszedłem, by pomóc z dzieckiem.
To było przeznaczenie.
Inne potomstwo?
Mieszka z nami moja córka. Świetnie radzi sobie z dzieckiem.
Dwójka moich dzieci zniknęła.
- Przykro słyszeć. - Dziękuję.
- Inni krewni w okolicy? - Ojciec mieszka niedaleko.
- Nie jest za bardzo... - Co takiego?
Jest w ośrodku psychiatrycznym.
Nie stanowi żadnego zagrożenia dla innych.
Stan cywilny?
- Mieszkamy razem. - Byliśmy przedtem w małżeństwach.
- Jesteśmy sobie oddani. - Kochamy się.
- Bardzo. - Tak.
Kto zająłby się dzieckiem w przypadku separacji?
- Nie będzie takiej sytuacji. - Ale gdyby była...
Nie będzie.
Nie będzie.
Czy chcielibyście adoptować inne dziecko?
- Chcemy to. - Poza tym.
Jest uroczy, ma miesiąc. Lecz biały.
- Przykro mi, ale to nam wystarczy. - Raczej nie...
- Imię dziecka? - Lily przez jedno "L".
Lily przez jedno "L".
Proszę przekazać to któremukolwiek z sędziów.
To nie powinno długo zająć.
Gratulacje. Jest wasza.
Jest nasza.
Mamy cię.
Ja jebię!
Widzisz przy tym cenę?
To chyba 17,95 dolarów. Może być?
Co?
To też wezmę.
Proszę wyłączyć silnik.
Na tyle wozu jest ciało.
Wiesz, że jesteś moją siostrą? Jesteśmy siostrami. Widzisz?
Co ona ma na sobie?
To z pudła, które przysłał twój brat.
Spójrz.
Miło z jego strony.
Pójdziesz z nami na spacer?
Nie, idę na kawę z przyjacielem.
- Jest ładny? - Nie tak jak niegdyś.
Pamiętaj, że o 19:00 mamy kolację.
Tata ubierze marynarkę, więc przygotuj się na zabawę.
Jestem gotowa.
Dzięki.
- Coś jeszcze? - To nie dla mnie.
Czekam na kogoś, kto spóźnia się o 20 minut.
- Świetnie wyglądasz, Billy Ray. - I tak się czuję, Louisie.
Wybacz, jestem chory. Nie chcę cię zarazić.
Chujowo.
- Zamówiłam ci cheeseburgera. - Dziękuję.
- Jak tam w szkole? - Jest sierpień.
Masz rację.
Tata i Nora adoptowali dziecko.
Nadal nazywają je Lily?
Nie podoba ci się?
Nieważne, co mi się podoba.
Dla mnie ważne. Ty nam ją dałeś.
- Powiedziałaś tacie? - Nie.
- Nie możesz mu powiedzieć. - Obiecałam, że tego nie zrobię.
Powinieneś do niego zadzwonić. Martwi się.
Nie będziemy się znów kłócić.
- Czemu się złościsz? - Nie złoszczę.
Mogę mu chociaż powiedzieć, że u ciebie w porządku?
Nie możesz, Jill.
- Dlaczego? - Bo z nikim nie jest w porządku.
Ze mną jest. Z tatą i Norą również.
Jest nam dobrze.
To wspaniale. Zasłużenie.
Wielka, szczęśliwa rodzina.
Możesz być jej częścią. Kiedy tylko zechcesz.
Przykro mi.
Chciała, żebym ci to przekazał.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
- Halo. - Nora, tu Mike z Century.
- Siedzisz? - Nie, stoję.
Jest oferta za twój dom. 2,7.
- Miliona? - Dokładnie.
- Wystawiliśmy go za 600 tysięcy. Dlaczego... - To cena początkowa.
Czekają na odpowiedź. Mamy czas do końca dnia.
Czyli mam się zgodzić? Nora?
Czemu oferujecie mi cztery razy tyle, ile zażądałam za swój dom?
Pani rezydencję uznano za wysoce pożądaną przez wiele instytucji.
Jaka jest pańska?
- Jesteśmy z MIT. - Dobra szkoła.
Owszem, dziękujemy.
Stoimy na czele projektu, który finansuje uniwersytet.
- Aby kupić mój dom? - Tak.
- Czemu? - Jest anormalny.
- Odbiega od statystycznych norm... - Wie, co to znaczy.
Chcecie kupić ode mnie dom, bo zniknęła z niego moja rodzina?
Tak, składamy kondolencje z tego powodu.
- Macie przypuszczenie? - Słucham?
Skoro wykładają tyle pieniędzy,
musicie przypuszczać, dokąd odeszła moja rodzina.
Nie możemy ustalić dokąd, jedynie dlaczego.
Nie rozumiem.
Sądzimy, że to kwestia geografii. Miejsc.
Najbogatsze dane zgromadzimy z miejsc, w których doszło do licznych zniknięć.
Takich jak to.
Byłam tu z nimi.
Pani rodzina była przy stole, a pani przy zlewie, prawda?
Czyli gdybym wtedy tu siedziała, również bym zniknęła?
Jeśli sprzeda nam pani dom, będziemy krok bliżej ku odpowiedzi.
- A potem? - Przepraszam?
Jeśli macie rację, co wtedy? Jaka to różnica?
Ludzie chcą ochronić się przy kolejnej takiej sytuacji.
Sądzicie, że znów do tego dojdzie?
A czemu by nie miało?
Stanowi coś ci zaoferowali? Mają chujową kawę.
- Lois Makepeace z ATFEC. - Kevin Garvey.
- Chcesz zapytać o oko? - Nie.
Większość ludzi jest ciekawa.
Potwierdzili tożsamość ciała z twojego wozu.
Patricia Levin, liderka Winnych Pozostałych.
- Mówiono na nią Patti. - Zabiłeś ją?
- Nie, wygrzebałem ją. - Wiesz, kto ją zabił?
- Sama się zabiła... - Sama?
- Byłem zaś odpowiedzialny za... - Ale zabiła się sama?
Owszem.
Nie obchodzi mnie to.
Mam gdzieś, skąd wiedziałeś, gdzie była pogrzebana
ani dlaczego ją wykopałeś, bo nie obchodzi mnie ona.
Czytałam twoje wypowiedzenie.
Komendancie policji Mapleton, Kevinie Garvey.
Rzuciłeś zawód gliniarza.
Zapewne przez takie palące ścierwa jak ta Levin,
mówiąca reszcie tych tchórzy, by wszczynali burdy w twoim mieście.
To się zabiła. Świat kręci się dalej.
Krzyżyk na drogę, Patricio, ledwo cię, kurwa, znaliśmy.
Wypuszczacie mnie?
- Chcesz schrzanić sobie życie? - Co takiego?
Czy chcesz sobie schrzanić życie?
Nie.
Jedź zatem do domu, Kevinie Garvey.
Co to, kurwa, było?
- Zatrzymała mi krążenie. - Właśnie.
Mocny ma chwyt.
Jest i on.
Hola, bambino.
Wypuścili twojego ojca. Czy to nie wspaniale?
"Wypuścili"? Kiedy?
Jesteś podejrzliwy.
Mam ci zaufać, bo masz na sobie normalne ubrania, a nie szlafrok?
Pasują, prawda?
Koleś, któremu je zwinąłem wykrwawia się na śmierć w rowie.
Panowie.
- Chcesz zadzwonić do wariatkowa? - Co by mi powiedzieli?
- Jestem wyleczony. - Przeprowadza się też do Australii.
Nie przeprowadza, po prostu zabawię tam przez nieokreśloną ilość czasu.
Zabiorę ją na drzemkę i wskoczę pod prysznic.
Twój syn zabiera nas dziś na kolację. Sam wszystkiego dopilnował.
Cóż za dżentelmen.
Może nadrobicie stracony czas?
Wspaniała kobieta.
- To samo mówiłeś o Laurie. - Nadal ją lubię.
Norę po prostu bardziej.
Postaraj się, żeby nie dołączyła do jebanej sekty.
Jezu, wróciło ci poczucie humoru. Kto by się spodziewał?
Musze przyznać, to całkiem przekonujące.
- Co takiego? - Ty.
Wydajesz się być normalny.
- Sugerujesz, że nie jestem? - Przez 4 lata krzyczałeś na niewidzialne rzeczy.
Dlaczego zakładasz, że ich tam nie było?
Sam nie wiem. Jebane prawa natury?
Synu, czy nie zgodziłbyś się,
że jebane prawa natury działają od niedawna trochę na opak?
- Czyli co, twoje głosy zniknęły? - Skądże.
W końcu zacząłem robić to, co mi kazały.
Kazały ci wyjechać do Australii?
Boże, uwielbiam to miasto.
Teraz gdy na nie patrzę, widzę jedynie, co zniknęło.
Mogę usiąść i płakać nad tym, jak skończył się świat albo...
Zacząć go od nowa.
Do wyboru z grilla na świeżym szpinaku bądź z pieca z ziemniakami.
Makaron to agnolotti domowej roboty.
Do tego cielęca potrawka, a wszystko przyrządzamy al dente.
Będą dzięki temu chrupkie.
Przypominam, iż kucharz nie uznaje zamienników.
Czy mogę prosić o makaron z sosem na boku?
Oczywiście.
Da radę zrobić tak, żeby nie było chrupkie?
To właściwie żaden zamiennik.
Z chęcią spytam.
Dzięki. Byłoby świetnie.
Co?
Chcecie się stąd wyrwać?
- Z restauracji? - Nie, nie z restauracji.
PARK NARODOWY "CUD"
Jill, kochanie. Dojechaliśmy.
Po odbiór bransoletek należy udać się do centrum informacji turystycznej
Jeżeli nie masz rezerwacji, zawróć przed mostem.
Przepraszam pana.
- Sprzedacie swoje bransoletki? - Słucham?
Od dwóch tygodni koczuję tu z rodziną.
Mam pieniądze.
Tylko wynajmujemy. Bransoletki nie są nam potrzebne.
Dobry.
Można prosić o kluczyki do przyczepy? Niektórzy przemycają ludzi.
Upewnimy się tylko, że nie ma w niej niechcianych gości.
Proszę.
Dzięki. Mają państwo rezerwację?
- Wynajmujemy dom. - Pogratulować.
Muszę zerknąć na kopię umowy i możecie śmiało wjeżdżać.
Może być? Wszystko załatwialiśmy w sieci.
Tak, psze pani.
Proszę to pokazać w centrum informacji. To zaraz za mostem.
Dadzą wam na samochód jakieś naklejki, żebyście mogli wjechać do miasta.
Super. Wielkie dzięki.
Witamy w Cudzie.
POPULACJA: 9261
Witamy w Parku Narodowym "Cud".
W Cudzie zakazane są pojazdy osób tu niezamieszkałych.
Odwiedzający poruszają się busem.
Chodź, koleżko.
Przepraszam, ale jeśli idzie pan do miasta trzeba zaprowadzić to zwierzę do kwarantanny.
Co takiego? Nikt nie mówił nic o kwarantannie.
- To zaraz obok, proszę pana. - Zasady to zasady.
Dobra. Wy idźcie, ja go zaprowadzę.
60 dni?
Żadnych dzikich zwierząt, dopóki nie oczyścimy ich krwi.
To nie dzikie zwierzę, tylko pies.
Tutaj.
Zadzwonimy, gdy będzie gotowy do odbioru, ale może go pan odwiedzać.
Dam wam się pożegnać.
Chodź.
W porządku.
Wszystko gra.
Chodź tu, koleżko. Wszystko gra.
No chodź. Wiem, wiem. Wrócę.
Zostanę z nim, jeśli chcesz. Może on ze mną porozmawia.
Witamy w Parku Narodowym "Cud". Miło cię u nas gościć.
W obrębie parku mieści się Jarden, miasto z unikalną historią.
To najbardziej zaludniony obszar niedotknięty Nagłymi Zniknięciami.
Goście dostają się do parku Cudowną Trasą. Busy odjeżdżają z centrum co 30 minut.
Twoją przepustką do Cudu jest bransoletka. Odwiedzającym nakazuje się nosić je bez przerwy.
Każda bransoletka jest ważna między 8:00 a 19:00 danego dnia.
Cud to nie zwykły park narodowy. To żywe, prężnie działające miasto z przeszłością.
Było tak przed 14 października oraz pozostało i po nim.
Mieszkańcy Cudu proszą o przestrzeganie owych zasad,
by uchronić to niebywałe miejsce, które jest dla nich domem.
Po zawitaniu do parku można zakupić towary od wszystkich zarejestrowanych sprzedawców.
Zwiedzając miasto, zauważysz wyznaczone obszary historyczne.
Większość z obiektów jest w stanie nienaruszonym.
- Aukcja za pięć minut. - Już wynajęliśmy dom.
- Szukam rodziny. - Tymczasowe zamieszkanie?
To zaraz przy jednodniówkach.
Dziękuję.
- Jak się masz? - Słucham?
- Jak się masz? - W porządku, dzięki.
Mieszkam na Leddecker Road pod wielkim dębem.
W przyczepie ze świątecznymi światełkami. Wpadnij do mnie kiedy chcesz.
Pomogę ci... w twojej sytuacji.
To niedopuszczalne!
Jechaliśmy tu aż z Nowego Jorku. Nie do wiary.
Zapłaciliśmy depozyt w wysokości 50 tysięcy.
- Co się dzieje? - Podobno spalił się nasz dom.
- Ten, który wynajęliśmy? - Tak!
Może warto pogadać z właścicielem...
Załatwialiśmy to w sieci! Nie znamy właściciela.
Nora, uspokój się przez chwilę.
- Czy są dostępne inne lokale? - Aktualnie nie.
Przesuniemy was na górę listy oczekujących.
- Ile poczekamy? - Trudno powiedzieć.
Mieliście szczęście tak łatwo zdobywając ten.
"Szczęście"? Nasz dom spakowany jest do przyczepy.
Zabraliście nam jebanego psa.
Mogę zadzwonić do kwarantanny i dowiedzieć, co da się zrobić.
Tato!
Chyba poszła kupić dom.
500 tysięcy. Czy dostanę 525? Dziękuję.
- 525? - 500.
Proszę o 525.
- 525, no i 550. - Tutaj.
- A teraz 600 tysięcy... - 650!
- Mamy 650. - 750!
- Co robisz? - Licytuję.
Proszę pamiętać, nie ma depozytu.
Kupno jest ostateczne. Mamy 750, teraz 800.
- 800! - Mam pani 800.
- Możemy o tym porozmawiać? - Gadaliśmy, pisząc się na wynajem.
To miało być na 6 miesięcy. Krok po kroku.
- Nasze kroki spłonęły. - Nora, musisz się uspokoić.
Będą inne okazje.
- Jak często mają te aukcje? - To pierwsza tego lata.
- 950! - Mamy 950.
- Milion. - Dostaliśmy milion.
Nie musimy tego robić. Możemy zamieszkać gdzieś indziej.
Tutaj. Zdecydowaliśmy się zamieszkać tutaj.
- Tak, ale... - Chcesz tu mieszkać?
- Tak. - A ty, Jill?
Tak, jeśli wy chcecie.
Trzy miliony!
Zdaje sobie pani sprawę, że obecna kwota to 1,6 miliona?
Rozumiem. Dziękuję.
Kupno jest ostateczne.
- Czy to jasne? - Tak.
Panie i panowie, mamy 3 miliony za ten dom.
Stoimy na 3 milionach. Czy ktoś da więcej?
Czy ktoś da trzy sto?
3 miliony po raz pierwszy. 3 miliony po raz drugi.
- Sprzedane za 3 miliony dolarów. - Wygraliśmy!
Wygraliśmy.
Nie zdejmujcie ich, dopóki nie dostaniecie karty mieszkańca.
Nie będą was nękać strażnicy.
- Za ciasno? - Może być. Dzięki.
Gdy przejdzie przelew z banku, możecie odebrać klucze.
Parafka tu i tu.
W parku nie ma hoteli,
więc muszą państwo szukać noclegu gdzie indziej.
Nie ma takiej potrzeby. Mamy tu rodzinę.
KOŚCIÓŁ BAPTYSTÓW WSZYSCY MILE WIDZIANI
- Mówisz, że to tutaj? - Tak, chatka przy kościele.
To raczej szopa.
- Halo? - Matt! To my.
Jesteście!
Boże, jak wyrosła.
Jestem wujek Matt. Pamiętasz mnie?
Wchodźcie. Mary ucieszy się na wasz widok.
No chodź.
- Cieszę się, że przyjechałeś. - Ja również, Matt.
- Wejdźmy. - Dobra.
Cześć, Mary. Jak się czujesz?
To Lily. Przywitasz się?
Wiem, że to niewiele, ale mamy własną łazienkę.
To kościół wielebnego Massey.
Wraz ze swoją żoną pozwalają korzystać nam z ich kuchni.
Jak dostaliście się do miasta? To całe centrum informacyjne, co?
Było... Zabrali nam psa,
i powiedzieli, że spłonął nasz dom, ale poza tym poszło gładko.
No co?
Liczyliśmy, że możemy przenocować u was.
Jasne. Oczywiście.
Tylko mało tu miejsca.
Mamy namiot.
Trzy miliony?
To prawie tyle, ile dostałam za swój dom.
- Dziwne, co? - To było przeznaczenie.
- Na pewno jest bardzo ładny. - Jeszcze go nie widzieliśmy.
- Dlatego mówi się na to skok wiary. - Skok to był na pewno.
Może ty i Mary zamieszkacie z nami?
Doceniam ofertę, ale to nie najlepszy pomysł.
Wolisz mieszkać w garażu niż z nami?
Nie, ale pomagam w kościele. Powinienem być blisko.
- Czego mi nie mówisz? - Po prostu nie chce, Nora.
- Ale dlaczego? - Właśnie ci powiedział, odpuść.
Pogrzebaliście razem ciało i staliście się przyjaciółmi?
Powiedziałeś jej?
Mówimy sobie o wszystkim.
Powinien być za chwilkę po prawej stronie.
Jest.
Przynajmniej jest wielki.
- Biegnę zaklepać pokój. - Marzysz.
Ostrożnie, niesiesz dziecko.
No dalej, skurwielu.
Ja pierdolę! Jezu Chryste.
Wybacz, że musiałam ci to zrobić,
ale nie możesz zachowywać się, jakbym nie istniała.
Bo istnieję.
Musimy porozmawiać. Musisz ze mną...
Co się stało?
Poślizgnąłem się na wodzie.
Sprawdzałem kuchenkę. Musi skądś cieknąć.
- Krwawisz. - Jestem cały.
- Idź otwórz. - W torebce mam plastry.
- Zajmę się nim. - Chodźmy zobaczyć kto to.
- Czuję się jak cholerny idiota. - Bo na podłodze nie ma wody?
- Na czymś się poślizgnąłem. - Naturalnie.
Usiądź.
- Błagam, nie kładź mi tego na głowę. - Będzie czystsza.
- Ostrożnie. - Nie bądź dzieckiem.
Proszę. Załatwione.
Kto to był, słonko?
- Kto to był? - Nasz nowy sąsiad. Jesteś cały?
Przejdziemy się na przyjęcie urodzinowe?
Co? Nie zdążyliśmy się nawet rozpakować.
Wpadniemy na 15 minut.
- 15 minut? - Dokładnie.
No dobra.
Cholera. Wróć, Evie.
Evie, dalej, dziecko. Evie, wróć, dziecko.
Odeszłam?
Ma epilepsję.
To nie zdarza się, o ile bierze lekarstwa.
Przepraszam. Popsułam twój tort.
Nie, nie. I tak go spaliłem.
Ciasto! Przynieśli nam ciasto.
Jest w kuchni. Przyniesiesz je?
Dobra, skoczę po nie.
Zostały wam jakieś świeczki?
Komendant Garvey przechwycił ciasto. Ciasto jest bezpieczne. Odbiór.
Ciekawa ta rodzina Murphy'ich.
Trudno powiedzieć, kto jest częścią czyjej historii.
Widzimy się, jak wrócisz, Kevin. Ja się stąd nie ruszam!
Gdybyś potrzebowała pomocy, przynieś nam to maleństwo.
Jeszcze tego pożałujesz.
- Dzięki za zaproszenie. - Dziękuję za przyjście.
- Z chęcią bliżej cię poznam, Kevin. - Wzajemnie.
Do zobaczenia.
Jezu.
Jesteście nowymi sąsiadami?
Witamy w Cudzie.
Dzięki.
Pa, kochanie.
- Polubiłam ich. - Są mili.
- Co? - Ale co?
- Wszystko gra? - Tak, zwykłe zmęczenie.
Jasna cholera!
Jezu Chryste, to tylko żarówka.
Właśnie że nie! Chodzi o cały pierdolony dom.
Co z tobą nie tak?
Nie taki był plan. Nie tak miało być.
- A jak? - Nie tak!
Nie mieliśmy wydawać kasy na dom, którego nigdy nie widzieliśmy.
Mieliśmy spróbować i zobaczyć, co się stanie.
Ty poszłaś, kurwa, na całość!
I czemu? Na co?
No co?
Musi tu być, bo dzięki temu czuje się bezpiecznie.
A jeśli wcale nie jest tu bezpieczniej?
Wtedy nie mielibyśmy tych wspaniałych bransoletek.
Błagam, tato, nie spierdol tego.
Ja coś pierdolę?
Póki co nie, ale wykazujesz potencjał.
Zasnęła?
Dupek ze mnie.
Przepraszam.
Podoba mi się tu.
Mnie również.
Jeśli chcesz mi cokolwiek powiedzieć, dam sobie radę.
Kocham cię.
Tato, woda zniknęła.
Join the Rebellion! facebook.com/RebelSubTeam
Tłumaczenie: Stingwood Synchronizacja i poprawki: Bonaducci
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.