Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.napiprojekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
>> DarkProject SubGroup >> Mroczna Strona Napisów
BURNING BRIGHT
Tłumaczenie: Igloo666
Korekta: Chudy
Synchro: Golfi
/Burza obejmie całe wybrzeże.
/Radzimy zabić okna /i przygotować się na ciężką przeprawę.
/Otwarto schrony /w hrabstwach King i Scarborough.
Howie!
- Johnny Gavineau. - Ma pan zezwolenie?
Nie inaczej.
Robię to wbrew sobie.
Dobra, miejmy to już za sobą.
Muszę wracać na wybrzeże.
Nadciąga huragan.
Mam tam posiadłość, którą muszę uszczelnić.
Nigdy nie dotykaj klatki!
Jest wyszkolony?
To znaczy? Do skakania przez płonące obręcze?
Potrafi to?
Nie.
Czyli co, siedzi na zadzie i się uśmiecha?
- Myślałem, że to cyrkowy kociak. - W cyrkach go nie chcą.
Zakładam ranczo safari. To ma być główna atrakcja.
Potrzebuję zwierzaka, który jest straszny.
Straszny?
Tak. Za to płacą turyści.
A ten kot zbyt straszny nie jest.
Nie zapłacę grubej kasy za potulne i niewyszkolone zwierzę.
Jeśli jednak zapłaciłbym mniej...
powiedzmy o pięć tysięcy...
Panie Gavineau, rozmawiamy tylko dlatego,
że w zeszłym miesiącu ten "kot" zaatakował klacz cyrkową,
podczas gdy 300 pańskich turystów uciekało w niepohamowanej panice.
Dopadł ją, prawda?
Przeskoczył prawie 5-metrową klatkę.
Ominął 11 innych koni, by dopaść tę klacz.
Miała na imię "Srebrny Dolar".
Złamał jej kręgosłup, by ją unieruchomić,
a następnie pożarł żywcem.
Słyszał pan kiedyś wrzask konia?
Wie pan, dlaczego wybrał akurat tę klacz?
Bo była najpiękniejsza.
I ma pan rację, panie Gavineau.
Ten "kot" nie jest straszny.
To wcielone zło.
Strata czasu i benzyny.
Wezmę go!
I pokryję pana wydatki!
Nie jadł od dwóch tygodni. Dzięki temu wie, kto jest szefem.
Do przesuwania klatki proszę używać tego.
Park Safari?
Powodzenia.
"Powodzenia"...
Człowiek sam decyduje o swoim powodzeniu!
Prawda, Lucyferku?
Tom, jesteś tam?
Tom, daj spokój.
Pamiętasz, jak mówiłam, że będą twoje ulubione rybki?
Są tutaj, chodź i spójrz.
Zobacz tylko. Mają żółtą rybkę...
niebieską, purpurową...
Pewnie mają też rybkę-klauna.
Daj spokój. Będzie ci tu dobrze.
Mamie spodobałoby się to miejsce.
Długo go szukałam.
Wiem, że mnie rozumiesz.
Tu będzie teraz twój dom. Nie możesz iść ze mną na studia.
Proszę, nie spieprz mi tego.
A więc mieszka pani ze swoim ojczymem,
ale zajęła się pani Tomem po śmierci waszej matki.
A po studiach...
znowu chce się nim pani opiekować?
- Tak. - Nie czerwony.
Zależy, co wtedy będzie dla niego najlepsze.
Mam prawo do opieki, więc będę do niego zaglądać.
Proszę wybaczyć, nie lubi czerwieni.
No to zabierajmy się do roboty.
Tom, chciałbyś pożegnać się z siostrą?
Muszę wyjechać.
Zobaczymy się za parę tygodni, dobra?
Nie! Nie dotykaj! Nie!
Przepraszam.
Mam jego rzeczy, ma tu ulubioną chustę.
Kiedy idzie na spacer, będzie tego potrzebował...
Tom, musisz się uspokoić.
Dobrze. Mógłbyś usiąść?
Zrobisz to dla mnie? Mógłbyś usiąść?
Dobrze.
Dziękuję.
Pewnie wie pani, że stan Toma prawdopodobnie nigdy się nie poprawi.
Ludzie potrafią poświęcić życie, by opiekować się autystycznym dzieckiem.
Proszę się nie obwiniać, jeśli to panią przerasta.
Mamy problem.
Odrzucono pani czek z racji braku pokrycia.
Nie, to niemożliwe...
- Ma pani inne źródło dochodu? - Nie.
- A co z ojczymem? - Nie, mam pieniądze.
/- Mówi Fenton. - Panie Fenton, tu Kelly Taylor.
/- Witaj, Kelly. - Może pan sprawdzić moje saldo?
/Twój ojczym wybrał /wszystkie pieniądze.
/Zostało zamknięte.
- Kiedy? /- Wczoraj.
/Mówił, że stworzy przy twoim domu /jakieś ranczo safari.
/- Chyba wiedziałaś? - Ale nie...
Ale nie obchodzi mnie to. Pieniądze były dla Toma.
/Kelly, powinnaś /pogadać o tym z Johnnym.
Dzięki.
Dalej, odczepiać!
Hej, hombres!
Siła huraganów wzrosła dwukrotnie w ciągu ostatnich 30 lat.
Nie obchodzi mnie, czy to wina globalnego ocieplenia.
Ważne jest natomiast, żeby zabić to miejsce na amen.
Cholera!
Daj jakąś chustę! Cholera.
Uciskaj, rozumiesz? W ten sposób.
A teraz posłuchaj. Idź do kliniki na końcu ulicy.
Zajmą się tam tobą. Nie będą cię deportować.
Idź.
Ruchy! Inaczej straci palca!
Rany, kazałem odczepiać! Zostajemy tutaj.
Zabić dechami całe miejsce!
Johnny!
Gdzie jesteś?
Co to ma być?
Johnny?
Skąd tu się wzięła zamrażarka?
Co ty wyprawiasz? Mamy tam mięsożercę.
Rozumiesz?
Wracaj do domu, będziesz tam bezpieczny.
Tutaj. Niebezpiecznie.
W domu. Bezpiecznie.
No już.
- Gdzie moje pieniądze? - Jakie pieniądze?
- Zamknąłeś moje konto. - Zaraz, to nie twoje pieniądze.
Oczywiście, że moje.
Zapytałem w banku, czy mają inne konto,
było tylko jedno, a twoja matka była współzałożycielem,
- więc je wziąłem. - Raczej ukradłeś.
Bierzesz prochy?
Mogą uszkodzić hipokamp i migdałek móżdżkowy mózgu.
Odpowiadają za pamięć. Twoja jest trochę zamglona.
Przypominam, że twoja matka nie zostawiła testamentu.
Zostawiła.
Napisała, żebym zaopiekowała się Tomem.
- Na zwykłej karteczce. - Wcale nie.
Napisała na karteczce...
życzenia na przyszłość dla ciebie i brata.
Nikt się nie cieszy, że połknęła butelkę pigułek.
Wiedz, że wobec braku innych podobnych informacji,
dom i pieniądze przekazane zostały mnie.
Gdyby chciała inaczej, mogła zostawić kolejną karteczkę.
Nie mów mi nawet o niej.
Nie obchodzi mnie, co kupiłeś. Potrzebuję reszty.
Z tym może być problem.
Jak to?
- Nie mam tych pieniędzy. - Jak możesz ich nie mieć?
Wybrałeś je wczoraj.
- Kupiłem tygrysa. - Zwariowałeś.
Jeśli ludzie mają tu wydawać kasę, potrzebują prawdziwych atrakcji.
- Takich, jak tygrys bengalski. - Pieniądze były na opiekę Toma,
żebym wiedziała, że zadbano o niego.
Nie musisz rezygnować z marzeń, by pomagać bratu.
Zostaw Toma pod moją opieką.
/Jose, do cholery! /Miałeś użyć dużych wkrętów!
Jeść.
- Dopiero 17:30. - Chcieć jeść.
Dobra.
Nie!
Patrz! Już dobrze? Proszę.
Dobra, chodźmy.
Chodź.
Co dziś obejrzymy? Może spróbujemy czegoś nowego?
Oprah? Ellen?
Może History Channel?
"Rodzina Taylorów"?
Fascynujące, nawet za 785 razem.
/Kelly, podejdź bliżej.
/Któż to? /Oto mój ośmioletni pirat.
/Trzy, cztery, pięć...
/jeszcze trochę, mój piraciku. /Sześć, siedem, osiem świeczek.
/Zapalimy je, Tommy?
/Trochę tu wieje. /Dwie zapalone!
/Pomyśl życzenie /i zdmuchnij.
/Wszystkie najlepszego. /Kocham cię najbardziej na świecie.
/Chcę tylko, /żebyś był szczęśliwy...
/- Tom Lewis. - Dzień dobry, tu Kelly Taylor.
/Witaj, Kelly, jak tam?
- Cieszę się, że możemy porozmawiać. /- Już na kampusie? Wszystko gra?
- Jest jeden szkopuł. /- O co chodzi?
Będę potrzebować...
paru miesięcy na załatwienie spraw rodzinnych,
i zacznę od razu drugi semestr.
/Kelly, już dwukrotnie /opóźniłaś stypendium.
/Chodzi o twojego brata?
/Nie jesteś jego matką. /Ma przecież ojczyma.
/Musisz zdecydować.
/Inaczej dam pieniądze komuś, /kto ich potrzebuje.
Panie Lewis, ja ich potrzebuję.
/To chciałem usłyszeć, /bo naprawdę mówię poważnie.
/Jeśli się nie pojawisz, /nic nie będę mógł zdziałać.
/Stypendium przepadnie.
/- Rozumiesz? - Tak.
/To poważna decyzja, ale pomyśl, /jak ciężko na to pracowałaś.
/Ufam, że dokonasz /właściwego wyboru.
- Dziękuję, ja również. /- Zatem do zobaczenia.
Tom, przestań.
Potrzebuję chwili dla siebie.
Jestem teraz zła, rozumiesz? Przestań.
Nie dotykaj!
Skąd to masz? To torebka mamy. Czemu wcześniej jej nie zauważyłam?
Co to ma być? Wziąłeś je, Tom?
Mów mi natychmiast, brałeś te pigułki?
Seconal. Chryste, mamo, co ty brałaś...
Tom, czas iść spać.
/Po całonocnym wyczekiwaniu /przywitajcie wreszcie Huragan Isabel.
/Burza rozpoczęła się /około piątej rano.
/Znad Zatoki nadciągają wiatry /o szybkości 120 mil na godzinę.
/Mieszkańcy hrabstwa Montgomery /są w tej chwili uziemieni,
/ale bez obaw, /będziemy was informować na bieżąco...
/POJECHAŁEM DO SKLEPU. /J.
Genialna decyzja.
Tom?
Cholera...
Tom, wstawaj.
Mówię poważnie.
Tom, obudź się.
Cholera.
/Centrala hrabstwa Montgomery.
/Obecnie trwa huragan.
/Wpisz swój numer, /a oddzwonimy jak naj...
Jeszcze jedno.
Kurwa, gdzieś się podziewał?!
Chodź ze mną.
Chodź.
Jezu...
W domu jest tygrys.
Pobawimy się w milczenie. Rozumiesz? W milczenie.
Dalej, dalej. W milczenie.
/WZNAWIANIE SYSTEMU
Dalej, złomie!
/NIE MOŻNA POŁĄCZYĆ Z SERWEREM
Cholera...
Chodź!
Jeść teraz.
Jeść teraz śniadanie!
Jeść teraz!
Jeść!
Twoje śniadanie.
- Ubierać się. - Tak, zostań w pokoju.
- Tom. - Ubierać się.
Nie dotykaj.
Dotykam koszulki.
- Nie dotykaj. - Nie dotykam cię.
- Nie dotykaj. - Chodź tutaj.
Wyjdź stamtąd!
Co to? Skończ już z tą mamą.
Chcesz ją? Masz.
Gdzie jest broń?
Przesuń się.
Cholera!
/POLISA NA ŻYCIE
/THOMAS TAYLOR
/THOMAS I KELLY TALOR
/PASIERB, PASIERBICA /125 000 DOLARÓW
/GŁÓWNY BENEFICJENT /JOHN PIERRE GAVINEAU
/OJCZYM - 250 000 DOLARÓW /- Ty draniu.
Proszę, niech będzie jakieś wyjście.
Boże, błagam cię. Niech będzie jakieś wyjście.
Postradałeś rozum.
Jest w klatce.
Nie biega przecież po posiadłości.
- Jak zamierzasz go kontrolować? - Głodząc go.
- Jak to? - Trzeba je głodzić.
Nie jadł od dwóch tygodni. Dzięki temu wie, kto jest szefem.
Że niby ty?
Pracuję na sukces, Maurice.
Kiedy Kelly pójdzie na studia, a pójdzie na pewno, jak to młodzi...
kto zajmie się chłopcem?
Jesteś tym dzieciom darem z niebios, Johnny.
Pójdziemy przez pralnię, rozumiesz?
Pójdę pierwsza.
Bądź bardzo cicho.
- Musimy iść. - Zostać!
Boże.
Przykro mi, że mama cię opuściła.
Mnie również.
Przykro mi, że tak postąpiła.
Ale ja ciebie nie opuszczę, Tommy.
Zaraz się stąd wydostaniemy.
I dokądkolwiek pójdę, pójdziesz ze mną.
"Nie dotykaj".
Nie dotykaj.
Nie ruszaj się.
Pójdziemy do pralni.
Wracaj.
Pójdziemy naokoło.
Wejdź do zamrażalnika.
Wiem, że rozumiesz. Wejdź tam.
Spokojnie. Już dobrze.
Tom, już dobrze.
Już dobrze. Oddychaj powoli.
Oddychaj.
Oto, jak zrobimy.
Spróbuj zasnąć.
Nie jest tu tak źle, co? Na pewno jesteś zmęczony.
Zamknij oczy i połóż się spać.
Tommy, chodź.
Wychodź.
Rany, istny dom wariatów u Phila.
Wszyscy tam byli, nawet Lindsay Bosier.
Szalał straszny huragan.
Jest w ósmym miesiącu ciąży. Brak jej wyobraźni.
To dopiero ludziska, co?
Tom nie rozumie, co tu się stało.
Nikomu nie powie.
Pozwolisz nam odejść?
Nie tylko ty chciałaś odejść.
Twoja matka chciała mnie zostawić.
Zabiłeś ją.
Kelly...
Tłumaczenie: Igloo666
Korekta: Chudy
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.