All language subtitles for Larte.della.gioia.S01E01.1080p.SKST.WEB-DL.DD+5.1.H.264._track12_[pol]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

SZTUKA RADOŚCI

To prawda.

Kradłam.

Kradłam radość, której tak pragnęłam.

Okradałam z niej wszystkich i wszystko.

Za dużo światła? Zaciągnąć story?

Ile razy się zakochiwałam?

Tyle, ile trzeba było.

Lepiej?

Dziewczynko.

W domu znaleziono ciała jej matki i siostry.

Ktoś zamknął je w komórce

i biedactwa nie zdołały uciec.

Jakież to okrutne...

Doktor Milazzo mówi, że dziecko wykorzystano.

- Najświętsza Panienko! - Dość tego! Cisza!

Jest rok 1909.

Takie okropności nie działy się nawet w średniowieczu.

Ludzie bogobojni opuścili ten kraj.

Za to bezbożnicy... Wiecie, ilu ich jest? Od zajebania.

- Komendancie! - Przepraszam.

Nie przypominajmy jej. Niech zapomni.

W imię świętej Agaty, to dziecko doświadczyło męczeństwa.

Przestańcie ją torturować.

- Jak się nazywa? - Ma na imię Modesta.

Porozmawiajmy na zewnątrz.

Znaleziono spalone ubranie mężczyzny, ale zwłok nie było.

Zatrzymamy ją na noc.

Rano zdecydujemy, co dalej. A pan...

- Przykro mi. - Proszę posłuchać...

Proszę wrócić jutro. Nie możemy jej tu trzymać.

Dobrze.

Pewnie trafi do sierocińca.

Modesto!

Przyniosłaś lód z góry?

- A jajka? - Zamknij się!

Przynieś jajka!

- Są dwa. - Tylko dwa?

A trzecie zjadłaś?

Są za ciasne!

Chodź tu!

Te buty mnie cisną. Boli.

Tina ma wszystko. Nawet buty na komunię.

Nie tykaj sukienki.

Idź na dwór i zabierz tę kozę.

Boli! Są za ciasne!

Modesta, koza!

Pada deszcz!

Podobno trafi do sierocińca Córek Maryi.

Biedna. Pełno tam robactwa.

A sieroty karmią gorzej niż psy.

Przyniosę ręcznik.

Brakuje tego dużego.

Pryzniosę.

Co ty wyprawiasz? Wracaj! Dokąd idziesz?

Zakryjmy ten bezwstyd.

Graj dalej, Ilario.

Wybacz, matko. Nie chciałyśmy przeszkadzać.

Ta mała doprowadza nas do szału.

Też tu jesteś.

Zostaw mnie! Zabieraj swoje rzeczy!

Gruba Gwiazda!

Gwiazdeczka!

Gwiazda Tuzzu.

Złaź stamtąd, Modesto! Ta diablica zabrała sukienkę!

- Jaka ona zachłanna. - Właśnie.

Przepraszam, matko.

Chodź ze mną.

Rosalio! Incoronato!

Ta dziewczyna nie może jeść z nami w refektarzu.

Jest nieprzyzwoita!

- Na szczęście jutro wyjeżdża. - Bez obaw, siostro.

Nóż! Widelec!

- Nauczcie ją jeść po ludzku. - Dobrze.

- Nie umiem. Jestem głodna. - Tu nie używamy dialektu!

Proszę. Jedz.

Nie. Proszę.

O tak.

Nie zmówisz modlitwy?

Matko Boża, porozmawiaj z Duchem Świętym.

I ugotuj mi coś pysznego.

Miej nas w opiece, Święta Panienko.

Hej! Dziewczynko!

Pospieszcie się.

Tylko zwierzęta się tak zachowują.

Hańba!

Matko Leonoro...

Niech siostra to wypierze

i odprowadzi dziewczynkę do celi.

Idziemy, Ilario.

To karygodne, matko.

- Chodź. - Co to za zakonnica?

Matka Leonora. Przełożona klasztoru. O wszystkim decyduje.

Modesto!

Matko Święta!

Co robisz? Puść matkę przełożoną!

Nie trzeba, Ilario.

Dobrze.

Rozumiem.

Chodź ze mną.

- Mieszkasz tu? - Tutaj się uczę.

Usiądź.

Przypomnisz swoje imię?

Jak się nazywasz?

Modesta.

Pięknie.

Siostra Costanza mi o tobie opowiadała.

Na co patrzysz?

Na świętą Agatę?

Znasz jej historię?

Agata miała piętnaście lat

i złote włosy.

Poświęciła życie Bogu i złożyła śluby czystości.

Gubernator Sycylii chciał ją posiąść,

ale ona go odrzuciła.

Kazał ją torturować.

Spalono jej ciało.

Poparzyli ją?

Pobili.

W przypływie furii...

oprawcy wyrwali jej piersi ogromnymi szczypcami.

Piersi...

Umarła?

Jej ciało umarło.

Ale dusza poszła do nieba.

Agata została świętą.

Przestraszyłaś się?

Nie?

Tym lepiej, biedactwo. Po tym, co przeżyłaś...

Kto był z tobą w domu,

kiedy wybuchł pożar?

Mama i siostra.

Wiesz, że obie

wróciły do domu Bożego?

Tak.

Był tam też mężczyzna?

Skrzywdził cię?

Mnie możesz powiedzieć.

To on podpalił dom?

Zezłościł się, bo nie przestawały mówić.

Nigdy nie milkły.

Wystarczy.

Teraz jesteś z nami

i nic ci nie grozi.

Usiądź.

Masz takie duże oczy.

Oczko piękne jak bodziszek,

a to jego braciszek.

Tu mamy kościółek,

a tu grono przyjaciółek.

Nos to dzwon, który robi bim-bam-bom.

Ty głupia, brudna córko skundlonego psa.

Zabrałaś sukienkę siostry.

Powinnaś trafić do sierocińca i żyć o chlebie i wodzie.

Bezbożnica. Niczego nie szanujesz.

Chodź.

- Jaka piękna Tina. - Dzień dobry.

Witajcie.

Jak się miewacie?

Stopa tutaj. Pomóż jej.

Pomóż jej, bo się pobrudzi.

Uważaj na sukienkę.

Już siedzi. Grzeczna dziewczynka.

Tamta to diablica.

Tuzzu...

Wiecznie sprawia kłopoty.

- Grecja? - Ateny!

- Imperium Osmańskie? - Konstantynopol!

- Egipt? - „Kairon”!

Kair.

Peru?

Lima!

- Świetnie! - Brawo.

Zachowuje się jak tresowana małpka.

Trzy miesiące temu Bóg zesłał nam tę dziewczynkę.

Karmiłyśmy ją, myłyśmy i edukowałyśmy.

Będziemy to robić dalej.

Modesta zostanie z nami, aż osiągnie pełnoletniość.

A jeśli Bóg pozwoli, zostanie jego oblubienicą, jak my.

Co za hojność.

Mimmo!

Mogę tu zostać na zawsze!

Wziąć cię na barana?

Biegnij!

Matko przełożona, rodziny nowicjuszek nie będą zadowolone.

Do tego klasztoru od 200 lat

trafiają córki najlepszych sycylijskich rodów.

Wyłącznie arystokratki.

Od 200 lat naszą misją jest dobroczynność.

Niesiemy pomoc biednym i pokornym.

To nie ich wina, że są ignorantami.

Chrystus wskazał nam drogę.

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie,

do takich bowiem należy królestwo Boże”.

Popełniasz błąd, Leonoro.

Będziemy tego żałować.

To ty, Boże?

Bóg jest dobrocią.

Jest we wszystkim, co dobre.

Bóg jest we wszystkim, co nas otacza.

A więc także w tym, co złe?

Słyszałaś, Ilario?

Złe rzeczy dzieją się, gdy człowiek ulega pokusie.

- Człowiek jest potężniejszy od Boga? - Nie.

Bóg jest wszechmogący i nad wszystkim panuje, Modesto.

Gdy dorośniesz, zaczniesz studiować teologię

i odkryjesz wszystkie tajemnice.

Dopiero wtedy? Chcę je odkryć teraz!

Dopiero nauczyłaś się czytać i pisać. Jeszcze nie zrozumiesz.

Wiedzę nabywa się stopnio...

- Trzęsienie ziemi! Matko... - Modesto!

Matko!

To ona. Góra.

Czujesz, jak szybko bije ci serce?

Dorosłam, zmieniłam się.

Łagodny głos matki Leonory...

jej błękitne oczy,

i szelest jej sukni,

sprawiały, że frunęłam korytarzami, by do niej dotrzeć.

I zawsze być z nią.

Z jej ust wykradałam słowa, dźwięki i idee,

których nikt nie mógł mi odebrać.

Oblubienica Boża.

W klasztorze haftowałam, uczyłam się i grałam,

a jadłam tak, jakby zawsze była niedziela.

Pościel pachniała kandyzowanymi migdałami.

Ale spędzić tu całe życie...?

Zaokrąglij palec.

Proszę, Ilario...

Twoje życzenie się spełniło.

Ale zostanę sama. Nie będziesz mnie już pocieszać.

Nie pleć, nigdy nie będziesz sama.

Stałaś się oblubienicą Bożą.

A skoro nie jesteś już nowicjuszką,

możesz się zbliżyć do pozostałych sióstr.

Przepraszam, matko.

Proszę, Modesto.

Siostro...

Matko, dziękuję, że mnie przyjęłaś i pozwoliłaś mieszkać u swego boku.

Modesta.

Szybciej, bo zmarznie.

Ściągnę.

Ja to zrobię.

Proszę.

- Nie za ciasno? - Nie.

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Córko moja, kogo pragniesz Wybierz sama, matko ma

Jeśli oddam cię woźnicy

W drogę ciągle będzie gnał

Zawsze z batem w ręce

A gdy tylko będzie chciał

Wprzęgnie ciebie, zamiast osła

Co one ci zrobiły?

Potraktowały cię jak psa.

Aż tak nabroiłaś?

Nie, to ona mnie pobiła.

Schniesz na słońcu jak pomidor.

Matko Boska. Zaopiekuję się tobą.

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Córko moja, kogo pragniesz Wybierz sama, matko ma

Jaką mam piękną córkę.

Chcesz zobaczyć mój dom?

Święty Augustyn nawrócił się, gdy był dorosły.

Ale nikt nigdy nie modlił się z taką skruchą,

próbując odpokutować to, co nazywał „dawną podłością”.

Chciałabym wam przeczytać cytat z Pierre'a de Labriolle.

O prawdziwej miłości. Mogę?

„Wciąż żyje w nim wspomnienie tego, że kochał.

Ulotny wdzięk ciał,

blask światła, słodycz melodyjnych recytacji

i mdląca woń kwiatów.

Członki splecione w miłosnym akcie”.

Dziękuję, Modesto. Wystarczy.

- Kto chce kontynuować? - Chciałabym powiedzieć...

Akt miłosny.

Niech Bóg ma nas w opiece.

Ulotny wdzięk ciał. Niech Bóg nas zbawi i wyzwoli.

Pożądanie. Niech Bóg nas zgładzi.

One miały Boga.

Ja pragnęłam życia.

Życie było dla nich ucieleśnieniem słów takich jak „zło”,

„piekło”, „posłuszeństwo”, „grzech”.

Ja też skrupulatnie je powtarzałam.

Chciałam, by mnie zaakceptowały.

Pragnęłam być ulubienicą Leonory.

Nie można kochać nikogo poza Bogiem.

To prawda, siostro Ilario.

Z jej warg padały słowa okrągłe jak jabłka.

Bądź ostrożniejsza, Modesto. Inteligencja bywa niebezpieczna.

Ale miały posmak zgnilizny.

- Może nas wpędzić... - W pułapkę grzechu. Wiem.

Grzech...

Chcę się uczyć i nabrać ogłady.

Twój głód wiedzy niemal mnie przeraża.

Zresztą po co ci ona?

Kobieta nigdy nie posiądzie męskiej mądrości.

Ale Ty, matko, jesteś kobietą uczoną.

Chcę być taka jak ty.

Szalona dziewczynka.

Patrz. Umieściłam tam teleskop, który ofiarował mi ojciec.

Nauczył mnie nazw gwiazd, które dziś ci pokażę.

Czy teleskop bardzo je powiększy?

Zobaczymy kratery księżyca?

Biedactwa przemokły.

Wracajmy do cel.

- Ogrzej się. - Dziękuję.

Modesto, chcę, byś zawsze czuła się bezpieczna.

Mimo tego, co przeżyłaś.

Przy tobie czuję się bezpieczna.

I słusznie.

Postaram się, żebyś otrzymała rentę.

- Kiedy odejdę. - Nie mów tak, matko.

Nie strasz mnie. Jesteś młoda. Nie chcę żadnej renty.

Nie bój się.

Kiedy to się stanie, w odległej przyszłości,

będę nad tobą czuwać.

Zawsze będę przy tobie.

Przebierz się, jesteś mokra.

O co chodzi?

Boisz się burzy?

Wiesz, co zrobimy?

Możesz dziś ze mną spać. Będziemy się nawzajem pocieszać.

Proszę. Załóż to.

Wstydzisz się?

Bez obaw. Odwrócę się.

Ty też się odwróć.

Trochę za duża.

Odrobinę.

Możemy to zrobić jeszcze raz?

Popatrzeć w gwiazdy?

Oczywiście.

Cieszę się, że się tym interesujesz.

Kiedy byłam mała,

nadawałam imiona gwiazdom.

Wspinałam się na dach,

kładłam

i spoglądałam w niebo.

Gruba Gwiazda.

Gruba...

Gwiazdeczka.

Gwiazda Tuzzu.

Tuzzu?

Tuzzu!

Tuzzu!

Tuzzu.

Czego tak sterczysz? Podziwiasz muchy?

Zacząłeś palić?

Dwa dni temu. Najwyższa pora.

Gdzie zostawiłaś siostrę?

Tina jest bezużyteczna.

Je, wydaje dźwięki i krzyczy.

Ale z ciebie jędza. To twoja siostra.

- Jest głupia, ale to twoja siostra. - Brzydka, gruba i bełkocząca.

Co robisz, głuptasie? Zasnęłaś?

Chcę ci spojrzeć w oczy.

Żeby zrozumieć, czym jest morze.

Śmiało.

Jeśli tak bardzo chcesz wiedzieć, czym jest morze,

patrz śmiało.

Teraz widzę, że masz piękne oczy.

Wcześniej nie zauważyłem.

Przypominają miód.

- Czekaj. - Po co? Muszę iść do pracy.

Czemu mam ochotę się pieścić, kiedy jesteś tak blisko?

- Tam, gdzie siusiam. - O czym ty mówisz?

Wszetecznica.

Masz mnie za głupka?

Jestem mężczyzną.

Jak mnie nie zostawisz, to pożałujesz.

- Narobimy bałaganu. - Zróbmy to.

To ty się boisz, nie ja. Cały się trzęsiesz.

Muszę się zatrzymać, bezczelna dziewczyno.

Doprowadziłaś mnie do obłędu.

Nie chcę cię popsuć. Idź już.

Matko?

Czas na jutrznie.

Boso...

twoje piersi pośród liści, moje wargi, twój oddech,

moja szyja, twój pot...

Amen.

- Leonora nie jadła śniadania. - Zaniosłaś je do jej celi?

Nie zdążyłam, bo już odjeżdżała.

- Do Katanii? - Nie wiem.

Matko!

Zaniosę bagaże do powozu.

Dzień dobry, Modesto.

Wyjeżdżasz bez słowa?

Tak, rano otrzymałam list.

Udaję się do Katanii. w sprawach rodzinnych.

- Do Katanii? Tak daleko? - Podróż zajmie dzień.

- Pojadę z tobą. - Nie.

- Dotrzymam ci towarzystwa. - Wykluczone.

Zostaniesz. Tu jest bezpieczniej.

Może nie wiesz, ale trwa wojna.

Dzieją się straszne rzeczy, duszko.

Matko? Słyszałam, że wyjeżdżasz.

Wracaj prędko.

- Mogę w czymś pomóc? - Dziękuję, Ilario. Możesz odejść.

Oczko piękne jak bodziszek,

a to jego braciszek.

Tu mamy kościółek,

a tu grono przyjaciółek.

A nos to dzwon,

który robi bim-bam-bom.

- Pomogę matce. - Dzień dobry, Mimmo.

- Udanej podróży. - Dziękuję.

Do widzenia.

Droga mamo, za mąż wyjść już chcę

Trzymamy tu króliki.

- I kozę, ale czasem... - Co?

Zamykamy tu Tinę, kiedy płacze i jazgocze.

Tak. Tina dużo płacze.

To stół, przy którym jemy.

Mamy tu chleb, jajka i oliwki.

Często to wszystko jesz?

Zawsze jestem głodna.

To łóżko mamy, w którym śpi Tina. Ja śpię w nogach.

A to moje rzeczy.

Wiesz, co teraz zrobimy? Zabiorę kufer do Katanii.

- Do Katanii? - Tak.

Chodź do mnie.

Jesteś pąkiem róży.

Katania to cudowne miasto.

- Jest tam morze? - Oczywiście.

I port z potężnymi statkami.

Są też piękne wysokie budynki,

jasno oświetlone.

Zabierzesz mnie tam?

Jeśli będziesz grzeczna, zabiorę cię z tej Wołowej Równiny.

- Zobaczysz świat. - Świat?

Nie wierzę, że tu jesteś.

Jesteś tam czy nie?

Tak czy nie?

Jesteś?

Ale masz słodkie usta.

Co tu robisz?

- Zostaw ją. - Sterczała na słońcu, związana.

Tak traktujesz moją córkę?

Odetnę ci rękę.

Zostaw ją. Zabieraj rzeczy i się wynoś.

Bo wezwę karabinierów.

Karabinierów? Bzdura.

Gdzie ich znajdziesz? Za drzwiami?

Poszukaj w okolicy.

Chodź tu, Modesto.

Chodź.

Przyniosłem ci pieniądze.

No co? Nie dosięgasz?

No dalej, nędzarko. Chcesz pieniędzy? To masz.

- Przestań! - Odejdź, brudasie!

Zostaw ją albo cię zabiję!

- Modesto, chodź tu. - Chcę z nim zostać.

Spieprzaj, ona chce zostać z ojcem!

- Zabiję cię! - Co robisz?

- Co ty wyprawiasz, jędzo! - Zostaw ją!

- Uduszę cię jak kurę. Zostań tam. - Zostaw ją!

Mamo, dość!

- Spokojnie. Tylko się bawimy. - Dość!

Spisałeś się. Zasłużyła sobie.

Widzisz? Mamy tę samą krew. Chodź.

Jesteś moją koteczką.

Moja koteczka

Koteczka-dziewczyneczka

Co się dzieje?

Zarumieniłaś się jak owoc granatu.

Moja ślicznotka.

Powiedz...

jak chcesz się dostać do Katanii?

Pieszo czy konno?

Konno, ale nie umiem jeździć.

Nie martw się, nauczę cię.

Nie bądź taka twarda.

Czemu się chowasz? Boisz się?

Nie. One działają mi na nerwy.

Nie słuchaj ich.

Jakaż to przyjemność...

patrzeć na ciebie.

Nie bój się.

Połóżmy się razem.

Spokojnie.

Chodź tu.

Jesteś darem.

Darem.

Podoba ci się tutaj?

Na początku też tęskniłyśmy za rodzicami.

Muszę się przyzwyczaić do życia bez matki i sióstr.

Skąd jesteś? Jak masz na nazwisko?

Pochodzę z rodu Chiaromonte z Raguzy, ale dorastałam w pałacu w Katanii.

- A wy? - Jestem markizą Altavilli.

Czy w tym roku w Katanii odbył się bal debiutantek?

Nie, od początku wojny

nie organizowano ślubów, balów ani zaręczyn.

Wszyscy młodzi mężczyźni się zaciągnęli. Smutne.

A ty skąd jesteś?

To prawdziwa arystokratka.

Markiza Wołowej Równiny.

Nie słyszałam o tym rodzie. Skąd pochodzi?

Nie znasz go?

Rządzą Równiną Etny, otoczeni lawą i błotem.

To urocze miejsce z mnóstwem kóz, krów i kur.

Co z nią?

Nie znasz Wołowej Równiny?

Nie słyszałaś o tym wielkim królestwie?

Merci.

„Wciąż o tobie myślę, duszko.

Twoje oczy, twoje usta.

Nie mogę się doczekać, aż będziemy same,

by okazać ci uczucie.

Tulę cię z czułością”.

Dzień dobry, Modesto.

- Wydajesz się radosna. - To prawda. Matka Leonora wróciła.

Obiecała, że wieczorem obejrzymy gwiazdy.

Żadnej z nas nie lubi tak, jak ciebie.

Co masz na myśli?

Matka Leonora ma wielkie serce. Kocha nas wszystkie jednakowo.

Masz rację. Popełniłam grzech zazdrości.

Odkąd tu przybyłaś, matka Leonora znów rozkwitła.

Żadnej z nas nie zabrała na wieżę.

Mimmo!

Co robisz? Złaź.

Nie jesteś już małą dziewczynką, a ja się starzeję.

Mówiłem, żebyś uważała! Ostrożnie.

Trzymaj się z dala od studni.

Ciemna woda przyciąga udręczone dusze.

Nie do nich nie należę.

Chciałam się tylko przejrzeć!

Wiem, że nie macie luster.

Nie wiem, jakie mam usta i oczy.

Czy jestem ładna, czy brzydka. Chciałam się przejrzeć.

Ty? Brzydka?

Wyglądasz jak księżniczka.

Nawet nie wiesz, jak kobiety, które cię oczerniają,

marzą o twojej królewskiej gracji,

alabastrowej cerze i łabędziej szyi.

Choć urodziłaś się na prowincji,

jesteś tu najszlachetniejszą kobietą.

Gdybym był pszczołą...

przefrunąłbym nad tymi różanymi wargami.

Co robi pszczoła?

Usiądź na mnie.

O czym ty mówisz?

Wyglądam jak pszczoła? Zmykaj.

Biedny Mimmo, był taki dobry...

A ja bezkarnie go dręczyłam,

bo byłam szczęśliwa, może za bardzo.

Leonora powróciła.

Nazywała mnie duszką.

Wypełniała mnie euforia.

Czysta radość.

To Wielka Niedźwiedzica.

Wyżej jest Syriusz, najjaśniejsza gwiazda na firmamencie.

Na firmamencie...

Jakie piękne słowo.

Ostrożnie!

To niebezpieczne.

Przepraszam.

A ty, matko?

Jak żyłaś przed złożeniem ślubów?

Byłam inną osobą.

Pochodzę ze świata, w którym szanowano Słowa Bożego.

Nosiłam suknie z organdyny, zdobione koronką i haftami.

Codziennie układano mi włosy.

Szkoda, że cię takiej nie znałam.

Nie mów tak, maleńka.

Grzechem jest ulec ziemskiej pokusie.

Przyrzeczono mnie oficerowi kawalerii.

Ten niemiecki szlachcic zdążył zabić trzy osoby

z błahych powodów, walcząc o doczesny honor.

Niech Bóg mu wybaczy.

Widziałam go tylko raz, z balkonu.

- Przejeżdżał ze swoim szwadronem. - Jak wyglądał?

Był wysoki, ciemnowłosy.

Spotkaliśmy się ponownie na balu.

Poprosił mnie do tańca.

Gdy tańczyliśmy,

ścisnął mnie, a ja się przestraszyłam.

Zawsze brzydziłam się mężczyzn.

Myśl, że ich dłonie

mogłyby dotknąć mojej skóry, wniknąć pod ubranie...

Z nami jest zupełnie inaczej.

Prawda?

Tamtej nocy cię słyszałam.

Zanim wyszłaś.

Co słyszałaś?

Jak się pieściłaś.

Chciałam cię dotknąć...

Jak śmiesz?

- Wynoś się! - Matko...

Wynoś się! Niech Bóg ci wybaczy! Idź!

Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!

Mamo?

Mamo?

Tekst polski: Maria Borzobohata na podstawie przekładu T. Kwietnia.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.