All language subtitles for The.Potato.Lab.S01E07.1080p.NF.WEB-DL.AAC2.0.H.264-MrHulk

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali Download
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto Download
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam Download
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

ZIEMNIACZANE LABORATORIUM

Przekroczmy tę granicę.

Czekaj.

Daj mi pięć minut.

Jedną minutę.

Przepraszam.

Co to było?

Lee Ong-ju!

„Granica…”

„Przekroczyć granicę”.

- Co to znaczy? - Co?

Szybko, mów. „Przekroczyć granicę”.

„Granicę”?

W tym kraju można przekroczyć tylko jedną granicę.

- Ktoś chce przejść na Północ? - Daj spokój.

Jasna cholera!

Co jej jest?

- Posłuchaj. - Co to znaczy?

Przecież…

Nie lubisz mnie ani ci się nie podobam.

Choć fajnie byłoby usłyszeć: „Myślę o tobie”.

„Granica…”

Jaką granicę chcesz przekroczyć?

Myślisz, że jestem łatwa, bo pierwsza cię pocałowałam?

Chcesz iść na całość?

Czemu się uśmiechasz?

Przepraszam.

Nie to miałem na myśli.

Więc co? O jakiej granicy mówisz?

Pani Kim…

pamiętam tę chwilę, gdy zostałem sam.

Nie chcę się tłumaczyć przeszłością.

A może chcę, ale tylko poniekąd.

Chcę powiedzieć o moich uczuciach.

Nie uważam, że się tłumaczysz.

Powiedz, co chciałeś.

To było na dworcu.

Myślałem, że na chwilę wyślizgnęła się jej ręka,

ale mama już nigdy nie wróciła.

Wylądowałem w domu dziecka.

Moje dzieciństwo sprowadzało się

do nauki reguł i tłumienia uczuć.

Nie miałem kochającej rodziny

ani własnego domu, a kiedy to zrozumiałem,

straciłem grunt pod nogami, czułem złość.

Gdy dotarło do mnie, że zostałem sam,

postanowiłem działać, zamiast siedzieć i płakać.

Wyznaczyłem sobie granice i standardy.

Oddzieliłem dobre myśli od złych,

świat stał się prostszy i jaśniejszy.

Zbudowałem wokół siebie mur z moich zasad

i całe życie żyłem według nich.

Byłem dumny z moich niewzruszonych decyzji

i wierzyłem w słuszność moich wyborów.

Ale ostatnio…

Gubię się i zapominam, co mam robić.

Nie poznaję siebie.

Z mojego powodu?

Z powodu moich uczuć do ciebie.

Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem.

Moje zachowanie jest karygodnie.

Od teraz…

- Od teraz… - Hej.

Co z tobą?

Co znaczy „od teraz”?

Dlaczego mówisz, jakby coś się skończyło?

Pani Kim.

- Ja… - Wiem.

Wiem, że wnioskowałeś o moje zwolnienie.

Mimo to jestem tu.

Bo to nie ma dla mnie znaczenia.

No co?

Myślisz, że tylko ty się pogubiłeś?

Jaka wariatka zakochałaby się w facecie, który ją zwalnia?

Rozumiesz?

Ja nią jestem.

Obiecałam, że jak znów zwiążę się z kimś z pracy,

zmienię nazwisko z Kim Mi-kyung na Krowa Mi-kyung.

Ale teraz chcę być Krową Mi-kyung.

Zmieniam zdanie kilkanaście razy na dzień,

ale moje uczucia się nie zmieniają.

Czuję się urażona, wkurza mnie to, a jednak!

W każdym razie…

rozumiem, co czujesz.

Mówiąc wprost…

zauroczyłeś się mną,

tracisz rozsądek i nie umiesz się skupić.

W pewnym sensie.

Podsumowując, tak.

Okej.

Skoncentruj się na pracy jak zwykle, nie przekraczając granicy.

Póki tu jestem, też się skupię na pracy.

Ale gdy zostanę bezrobotna,

a ty staniesz się tylko…

moim sąsiadem, zobaczymy, czy będziesz dalej zainteresowany.

Wtedy możemy się zacząć spotykać, czy coś.

Ja…

wiedziałem, ile ta praca dla ciebie znaczy.

Mimo to postanowiłem cię zwolnić.

Nie masz do mnie pretensji?

Mam.

Chciałam być blisko ciebie, żeby się nad tobą znęcać.

No co?

Nie mówiłam, że zaczniemy się teraz spotykać.

Chyba koledzy z pracy mogą uścisnąć sobie dłonie?

Oddzielmy pracę od prywaty.

Chyba…

nie mogą.

Rozumiem.

Tak.

Nie powinniśmy się dotykać.

Dziwnie to zabrzmiało. Chodziło mi, że nasze skóry nie powinny…

O tam!

Czekaj…

ODCINEK 7 SŁODZIAK

LIPIEC

Schować mu pilota do klimatyzacji.

Wyjąć zszywki ze zszywacza.

Walnąć go, udając, że to niechcący.

Jak się uda, porysować mu auto.

Kpić przy każdym spotkaniu.

Bluzgać, udając, że to nie na niego.

ZAZNACZ WSZYSTKO

„Granica”?

„Przekroczyć granicę”?

O cholera!

Kim Mi-kyung!

Kyung-mi!

Kim Mi-kyung!

Co?

Hej!

Rozumiem.

Tak chcesz pogrywać?

Co to?

Co to za hałas?

Rety, Lee Ong-ju.

Prawie miałam atak serca.

O szlag. Jesteś szalona.

Drzwi to dla mnie żadna przeszkoda.

Czy ty jesteś poważna?

Naprawdę wdrapałaś się tu po ścianie?

Jako Homo sapiens umiem korzystać z narzędzi.

Na przykład z drabiny.

Teraz mów. „Przekroczyć granicę”.

Kto to powiedział?

Nie zaśniesz, dopóki mi nie powiesz.

A jak myślisz?

So Baek-ho.

Cholera.

No dalej, rób z tego dramę.

Pozłoszczę się, a potem zasnę.

Naprawdę go lubisz?

A co, jeśli tak?

Mów, nie wkurzę się.

Nie umawiaj się z nim.

Co?

Spotykasz się z facetem z pracy po tym, co przeszłaś?

A co, jak to też się źle skończy?

Ostatnim razem uciekłaś do Gangwonu.

Teraz dokąd? Na Czedżu?

Znowu rzucisz pracę i przyjaciół?

Lee Ong-ju, co w ciebie wstąpiło?

Jeszcze niedawno przepowiadałaś nam romans.

Jesteś taka spięta.

Chciałam, żebyś wyluzowała z przystojniakiem.

Nie chciałam, żebyś się zakochiwała.

Nie ufam mu na tyle, żebyś poświęcała mu swą przyszłość.

„Poświęcała przyszłość”?

Za wcześnie…

W relacji dajesz siebie całą.

Na rocznicę wystarczy ci spinka do włosów.

Kupujesz każdy kit, który wciskają.

Nie umiesz zapomnieć o swoich byłych.

Jesteś frajerką.

Kto wie, co będzie?

Nie tym razem.

Szlag.

Hej.

Chyba nie poleciałaś na gładką gadkę?

To są wyjadacze. Powoli grillują cię, aż robisz, co zechcą.

Udają skromnych i niedoświadczonych.

A w rzeczywistości przypiekają cię jak rybę na grillu.

Przejrzyj na oczy!

Grillowana żabnica w weekend?

Tak! Właśnie o tym myślałam.

Chodźmy z rana.

Zrób rezerwację na sobotę.

Rybie flaczki i kalmary. Ostrość trzy.

Super.

Cholera, wracając do rzeczy…

To co myślisz?

Możesz mu zaufać?

No cóż…

Był szczery w uczuciach.

Wierzę w nie.

Mów od razu, jak będzie coś kombinował.

Jak coś zmaluje,

niewyraźnie popatrzy, od razu mów.

Połamię mu palce u rąk i nóg.

Dobrze, powiem ci.

Musimy iść na zakupy.

Po co?

Musisz sobie kupić nową bieliznę.

Jak cię zobaczy w tych szmatach,

odkocha się skutecznie.

Dlaczego? Ta jeszcze się trzyma.

Ong-ju! Nic ci nie jest…

Żyjesz?

Ryp!

Ciach w szyję!

Dzień dobry.

Kopniak w krocze!

Znowu kopniak!

Tornado wibrującej dłoni!

Na co patrzycie?

Coś ważnego?

Artykuł w Wiejskich Newsach.

O czym?

Lek na wirusa typu Y.

Dihydroartemizyna.

Co z wami, ludzie?

Odkryli ją lata temu.

O której godzinie się urodziłaś?

Ja?

Tata mówił, że biegł do szpitala z kantyny.

Czyli koło 20.10.

Czemu pytacie?

Nic, nic.

SPRAWDŹ KOMPATYBILNOŚĆ

KIM MI-KYUNG GODZINA URODZENIA

SO BAEK-HO

Tak się zastanawiałem…

O której urodził się kierownik So?

Nie wiesz?

Co?

Skąd mam wiedzieć…

- Co wy tam robicie? - Nic.

Nie zwracaj na nich uwagi. Trwonią czas.

Oddałaś raport o hodowli Maroo?

Tak, parę dni temu.

Dalej interesuje go Marshall?

Jeszcze nie dał odpowiedzi.

Idź go zapytaj.

To mi nie daje spokoju.

- Dobrze. - Dzięki.

„Rocznie wirus powoduje

straty w wysokości

sześćdziesięciu bilionów wonów.

Brak skutecznego lekarstwa…”

Musimy rżnąć głupa?

Mam dość tych kłamstw.

Przez pół dnia udajesz głupiego, a przez drugie pół mądrego.

Czyli bez przerwy udajesz. Nie marudź.

Nie wstyd wam?

Jesteście naukowcami.

Powinniście się kierować faktami,

a nie testami na kompatybilność.

Ta strona słynie z dużej wiarygodności.

Ja miałem tylko 16 z moją byłą.

Rozeszliśmy się po miesiącu.

Rozeszliście się, bo…

Bo mieliśmy tylko 16.

Ale jesteście mądrzy.

Kto zapyta kierownika So o godzinę urodzenia?

- Hee-dong. - Ja? Nie ma mowy.

Z powodu moich uczuć do ciebie.

GABINET KIEROWNIKA

Szlag, weź się w garść.

Pomyśl o tym, co cię wkurza.

Opryszczka, pensja, Kim Hwan-kyung.

Mam. Kim Hwan-kyung je, Kim Hwan-kyung śpi…

Nie mogę się pozbierać.

Zapraszam do środka.

Dzień dobry, kierowniku So.

Dzień dobry, pani Kim.

Przyszłam zapytać o raport z hodowli Maroo.

Nie miałem czasu przeczytać.

Dam znać, gdy to zrobię.

Dobrze, dziękuję.

Może pomóc w decyzji?

Jest taka choroba zwana zarazą ziemniaczaną.

Niszczy plony.

Wielki Głód w Irlandii?

Wywołała go właśnie ta zaraza.

Rozprzestrzenia się bardzo szybko.

Wyjątkowo niebezpieczny patogen.

Czytałam, że Marshall jest na nią mniej odporny niż Maroo.

To słabe roślinki.

Jak przetrwają w koreańskiej ziemi?

A co z odpornością na parcha?

Słucham?

Mówisz o odporności na choroby,

a zapominasz o parchu.

Z tego, co wiem,

parch znacząco obniża wartość rynkową ziemniaków,

więc się ich pozbywamy.

Z szesnastu chorób

parch jest najbardziej szkodliwy.

Marshall jest bardziej odporny na parcha niż Maroo.

To jasne, że parch budzi obawy…

Więcej niż obawy.

Symptomów parcha nie widać na krzakach,

dlatego trudno go wykryć.

Rozwija się w glebie,

czasem nawet latami.

Roznosi go deszcz, wiatr, irygacja, ludzie,

a potem ciężko się go pozbyć.

Kierowniku So, jestem naukowczynią.

Znam ten problem.

MARSHALL – MAROO

To prawda, że Marshall jest odporniejszy.

Ale nie sądzę, by to była znacząca różnica.

Można zwalczyć niedobór siarki w glebie

i kontrolować poziom wilgoci…

Tak można też walczyć z parchem.

Większa odległość między krzakami poprawia wilgotność i wentylację,

co utrudnia rozprzestrzenianie się zarazy.

Do tego służą też fungicydy.

Prawda?

Widzę, że czytałeś o ziemniakach.

Jesteś prawdziwym ekspertem.

Aby obiektywnie ocenić dane, niezależnie od zespołu naukowego,

musiałem zgłębić podstawową wiedzę.

Co masz na myśli…

Jak to niezależnie?

Służymy tylko profesjonalną radą.

Ale to wy wyhodowaliście odmianę Maroo.

Nie jesteście bezstronni.

Dlatego dołączyłam dane…

Uraziła cię nasza rozmowa?

Nie.

Odkryłam w tobie eksperta od ziemniaków.

To niemal cieszy.

Tak czy siak, mam nadzieję, że zapoznasz się z raportem.

Wciąż mówi o Marshallu, nawet po wizycie w…

Nie.

Ten człowiek to nie So Baek-ho.

So Baek-ho i kierownik So to dwaj różni ludzie.

Kierownik So jest…

Jak śmie konfrontować się w kwestii ziemniaków?

Pani Kim?

Wyglądasz na zdenerwowaną. Co mówił kierownik So?

Skąd!

Ucięliśmy naukową pogawędkę.

Zaraz zamknę mu tę wyszczekaną buzię.

Czy to kłótnia kochanków?

Raczej bójka w zaułku.

BANK GENÓW ZIEMNIACZANYCH, USA

Jak on śmie?

PROGRAM HODOWLI ZIEMNIAKÓW

UPRAWA SADZENIAKÓW W USA

Marshall V-48.

Gdzie ona jest, do licha?

Kierowniku So! Prosimy do nas.

- Witajcie. - Proszę się częstować.

Nie trzeba. Dziękuję.

Same piekłyśmy. Jeszcze ciepłe.

Proszę tylko spróbować.

Smacznego. Podaj wodę.

Nie, dziękuję.

Muszę lecieć. Miłej zabawy.

Nie tędy! W tamtą stronę!

Tam jest pełno robaków.

Proszę uważać. Wielkie nieba.

Taki przystojny, ale chodzi jak kaczka.

Świetnie! Jesteś.

Spojrzyj na to.

Raport z hodowli Marshalla w zeszłym roku na południu Chin.

Na stronie trzeciej, o tutaj…

Pani Kim.

Przyszedłem tu…

żeby zaprosić cię na randkę.

Patrzcie. A nie mówiłam!

Kierownik So przez cały dzień był podenerwowany.

Wiedziałam, że jeszcze dziś się pogodzą.

Kierownikowi So musi zależeć.

Zawsze wychodzi punktualnie o szóstej.

Czekał, aż pani Kim skończy.

Mam pytanie.

Dlaczego spędziliśmy godzinę na czatach?

Żeby zobaczyć, jak wsiadają do jednego auta?

Dość tego.

Muszę zacząć się z kimś spotykać. Choćby z kosmitą.

Miałam dziś rocznicę ślubu!

Koreańska kuchnia fusion?

Chyba że wolisz coś innego…

Lubię każde jedzenie.

Co lubisz robić w wolnym czasie?

W wolnym czasie?

Cóż…

Niezbyt wiele.

Zwykle upijam się,

idę do łaźni albo w góry.

Właśnie!

Mam tajną kryjówkę.

- Kryjówkę? - Tak.

Zbudowałam małą szklarnię.

Hoduję w niej ziemniaki. Odmianę Maroo.

Nie mówię teraz o pracy.

Hoduję je w prywatnym czasie.

Rozumiem.

Posłuchaj.

Skoro już o tym mowa…

Ten raport o Marshallu.

Jedno przeoczyłeś. W Korei mamy

klimat subtropikalny wilgotny i umiarkowany półwilgotny.

Zjadę na pobocze.

Czyli miałem rację. Obraziłaś się za Marshalla i Maroo.

Wcale nie. To była praca.

Nie łączę jej z życiem prywatnym.

Sądzisz, że jestem małostkowa?

To czemu nie myślisz teraz o nas?

Nieprawda. Myślę o tobie.

Nie. Myślisz o ziemniakach.

Dobrze.

Myślę o ziemniakach.

Jak mogłabym nie myśleć?

Mówisz, że czyjeś dziecko jest lepsze od mojego.

Nie możesz tak na to patrzeć.

Mówię tylko, że…

długo studiowałam liczby, które tak lubisz,

ale nie widzę, żeby Marshall był lepszy.

Pod pewnymi względami, pod innymi gorszy.

To wyrównana gra.

Czyż Maroo nie zasługuje na ciut lepsze traktowanie

w rodzimym laboratorium?

Dla ciebie ta sprawa

sprowadza się do liczb.

Ale dla nas w laboratorium

liczy się czas i wysiłek, jaki włożyliśmy…

i nasza duma badaczy ziemniaków.

Tak jakby to wszystko nam odebrano.

Rozumiesz?

Przepraszam, jeśli to tak zabrzmiało.

Nie to miałam…

Nie chodziło mi o przeprosiny.

Wybacz.

Pani Kim.

Nie jestem wariatką.

Po prostu…

nie mam teraz nastroju na kolację z tobą.

Idę się przejść, przewietrzę głowę. Możesz sobie iść.

Odholują ci wóz, jak go tak zostawisz.

Nieważne.

Jak to nieważne?

Wiem, że popsułam ci humor,

mówiąc o pracy na randce i wszczynając kłótnię.

Nie popsułaś mi humoru.

Wolałabym, żebyś się złościł.

Dlaczego tak nagle złagodniałeś?

Zamieniasz się w słodziaka, czy co?

Dobrze, będę słodziakiem.

Masz dziesięć sekund.

Odwołaj to, co mówiłeś o lubieniu mnie, i znikaj.

Jak ktoś okazuje się bucem na pierwszej randce,

można go rzucić.

A co powiesz na to?

To nie jest nasza pierwsza randka.

W szpitalu w dniu, kiedy się poznaliśmy, byliśmy we dwoje.

Uznajmy, że to była pierwsza randka.

Druga…

kiedy mnie pocałowałaś.

Nie pocałowałam. To było muśnięcie.

Dobrze, muśnięcie.

Według mnie to była cudowna druga randka.

Jeśli tak na to spojrzeć,

to jest nasza piętnasta randka.

Najwyższy czas się pokłócić.

Zawsze byłeś taki miły?

To znaczy, że się pogodziliśmy.

Chcę ci coś wyznać.

Przeczytałem raport o Maroo, jak tylko go od ciebie dostałem.

Przyznaję, że to doskonała odmiana pod wieloma względami,

również dlatego, że została wyhodowana w laboratorium.

Jakiś czas temu wybrałem Maroo.

Co?

Co ty mówisz?

Czemu mi nic nie powiedziałeś?

Droczyłeś się ze mną?

Nie.

Nie byłem pewien,

czy podejmuję racjonalną decyzję,

czy wspieram kogoś, kogo lubię.

Żartujesz!

Nie miałam pojęcia.

A ja cały dzień ślęczałam…

Nie możesz faworyzować mnie w pracy.

Wiem, nie mogłem się powstrzymać.

To dowodzi jednego.

Jesteś typowym słodziakiem.

Możemy pójść gdzie indziej zamiast kolacji?

Chcę cię gdzieś zabrać.

Jesteś ładna.

Nie, ty jesteś ładniejszy.

Nieprawda. Jesteś tysiąc razy ładniejsza.

Więc ty dziesięć tysięcy razy ładniejszy.

To ty milion.

Wystarczy. Nie ma więcej liczb.

Pączusiu, leci samolocik.

Powiedz „a”.

Tu wyżej jest chłodniej.

Jest mi dobrze.

Musisz wiedzieć,

że moje ciało działa jak kaloryfer.

Nie jest mi zimno.

Kłamiesz.

- Jesteśmy. - Wow.

- Ładnie, prawda? - Tak.

Co to?

Pani Kim.

Co to za niespodzianka?

To dla mnie?

Słucham?

Nie wiedziałem.

Pięknie tu.

- Dlaczego oni tu razem przyszli? - Cicho.

GRATULACJE

Twój pierwszy list do mnie.

Słucham?

Co się stało?

Muszę…

Muszę już iść.

Miło było.

Czemu tak nagle uciekasz?

Dokąd idziesz…

Co to jest?

JARAM SIĘ NA TEN WIECZÓR

Co?

Co to za świństwa?

Czekaj! Stój!

Ja tego nie napisałam.

Idziemy.

Panie So?

Co tu się właśnie wydarzyło?

Tych dwoje razem?

Czemu ten idealny mężczyzna umawia się z moją siostrą?

Tak bywa. Wyluzuj.

Co to?

Ach, to.

Mój list miłosny.

Chciałam go dać mojemu pączusiowi po randce.

Jakie czułości tam wypisałaś,

skoro tak się wystraszyli?

Płakałaś?

Idź do okulisty. Czemu miałabym płakać?

Dlaczego płakała, skoro przyjechała aż do Seulu?

Panie Lee.

Tak jest, panie Park.

Od jutra wkraczam do akcji.

To nie jest żadna akcja, nie ma się co stresować.

Chcę tylko mieć na niego oko i trochę go przycisnąć.

Rozumiem.

Mnie nikt nigdy nie pamięta.

Na wycieczkach zawsze o mnie zapominali.

Ludzie patrzą na mnie jak na tapetę.

Nikt nigdy nie zwrócił na mnie uwagi.

Jestem spokojny co do tej misji.

DWORZEC PYEONGWON

Stawiam drinka, jak już będzie po wszystkim.

Dobrze.

Talizman dla Park Ki-se.

Wow, Ki-se!

- Znalazłam! - Naprawdę?

Taką dużą?

Bądźmy szczęśliwi razem tak długo, jak to możliwe.

Co ty robisz, Ki-se?

Tu jesteś.

Nadal się mnie boisz?

Ja tego nie napisałam.

Pani Kim.

Wiem, że jesteśmy w pracy, ale chcę to wyjaśnić.

Nie jestem aż tak zboczona.

Gdybyś zapytał, czy myślę o tobie w ten sposób,

nie zaprzeczyłabym.

Ale nie jestem na tyle pokręcona,

żeby o tym pisać.

Ludzie myślą o różnych rzeczach,

kiedy coś do kogoś czują.

Ale to, co chcę z tobą robić, jest powszechnie akceptowalne…

Oto nasza przodowniczka pracy!

Pragniemy podziękować za to, co robisz dla laboratorium.

Na razie taki skromny podarek.

Nie trzeba było.

Dołożyliście tam winogrona?

Tak, oczywiście.

Droga pani Jjeon, chodzi o tę rozmowę w kuchni…

Nie chcę być źle zrozumiana…

Co tu źle rozumieć?

Spotykacie się.

Pani Kim zrobiła coś sprośnego,

więc kierownik So musiał się ratować ucieczką.

Zupełnie nie tak.

To nie ja…

Nieważne.

Między nami nic nie ma.

Spotykamy się.

Chcemy zachować dyskrecję.

Proszę nie rozpowiadać o naszej rozmowie.

Ma się rozumieć.

Będę milczeć.

Buzia na kłódkę. Nie martwcie się.

Jesteś cudowna.

Przez te ziemniaki jesteśmy prawie jak rodzina.

- Oczywiście. - Dziękujemy.

Ale…

Szkoda, że nie przyszliście wcześniej.

Po drodze wpadłam

na panią Park i Paeng.

Już im powiedziałam.

Szybko.

Gdzie one są?

Stój.

Tam są.

Pani Park! Paeng!

Daj im to.

Podziękuj za ciężką pracę.

Ktoś dzwoni.

O rety.

Panie Park, nie mogę teraz rozmawiać…

Podobno się pobieracie z kierownikiem So.

Chcę wydać oświadczenie.

Nie powstrzymam plotek.

Lepiej, żebyście to usłyszeli ode mnie.

Ja, Kim Mi-kyung…

i wróg kierownika Honga, kierownik So Baek-ho…

Cisza.

Daj mi numer do liderki zespołu Sobong-ri,

pani Krowo.

Oczywiście.

Słucham?

Niech to!

No nie…

Wiedziałam, że tak będzie.

Pani Krowo, idziesz na lunch?

Pani Krowa idzie na lunch ze swoim narzeczonym.

Jakim narzeczonym?

Byliśmy na jednej randce.

Jeszcze oficjalnie nie jesteśmy parą.

Naprawdę?

Zróbcie wesele w hotelu.

Muszę wykupić 20 sesji masażu, żeby pozbyć się drugiego podbródka.

Pani Krowa…

KIM MI-KYUNG

Jak poszło?

Panie So!

Koniec z samotnością!

- Pan Lee? - We własnej osobie.

Pana największy fan, kierownik sekcji Lee Seung-hoon.

Ale tutaj?

Nie czekał pan na mnie?

ODDELEGOWANIE

DYREKTOR WYKONAWCZY PARK KI-SE

Panie So?

Nie przypominam sobie rozmowy na temat oddelegowania pana Lee.

Powinienem się konsultować przed podjęciem decyzji?

Zauważyłem, że masz sporo pracy.

Wysłałem ci wsparcie.

Nie potrzebuję wsparcia, tylko czasu.

Nie tylko mnie nie ma w dziale,

ale też połowa teamu jest w PMI.

Wszyscy ciężko pracują.

W takiej sytuacji narażać się na długoterminową utratę pracownika?

Chcę się upewnić, że to słuszna decyzja.

Dyrektorze So Baek-ho.

Sam zarządzam działem.

Postanowiłem wysłać pana Lee, bo uznałem to za konieczne.

To dodatkowy pracownik, co za problem?

- Uważam… - Mam spotkanie.

Porozmawiamy później.

Jest taki irytujący.

Niemożliwe!

Byłaś już u niego?

Jakie ma meble? A garderobę?

Zegarki? Zrób zdjęcie i mi wyślij.

Sprawdzę marki i wyślę ci ceny.

Przestań! Dajcie mu coś na uspokojenie.

Wskrzeszenie! MK?

Posłuchaj!

Wystarczy już.

- Wszyscy patrzą. - Uszy mnie bolą.

Cisza!

Czemu nie siedzisz z narzeczonym?

Racja. Wszyscy wiedzą. Niech nie je sam.

Przestańcie. Nie muszę z nim jeść.

I mówiłam, że nie jest moim narzeczonym.

- Gratulacje! - Wszystkiego najlepszego.

Co robisz? Idź sobie.

Wspólne posiłki z podwładnymi

to zwykła rzecz dla managementu.

Zresztą nie ma sensu się dalej kryć.

Ale jednak…

Co robisz po pracy?

Jadę do Sobong-ri. Muszę coś sprawdzić.

Podwieźć cię?

Nie, to blisko.

To nic ciekawego. Zajmijcie się jedzeniem.

Nie ma takiej potrzeby.

Karmimy się waszą miłością.

Kontynuujcie.

Skończ z tą szopką.

Co robisz, pączusiu?

- Rozwiązuję tajemnicę. - Jaką?

To nie to.

Patrzę pod każdym kątem,

w niej nie ma nic atrakcyjnego.

Ten gość ze skrzydła B?

Czemu lubi moją siostrę?

Co z nią nie tak?

Kiedyś, jeszcze w Daehangno, faceci się nią interesowali.

Poważnie?

Nie wszyscy, głównie…

rekruterzy z sekt.

Widzisz, to nie ma sensu.

Coś tu nie gra z tym gościem.

Może leci na jej kasę

albo chce przejąć pensjonat.

Pączusiu, śmiejesz się ze mnie?

Ani trochę.

Moim zdaniem to urocze,

że twój jałowy umysł opracował taką teorię.

Powiem ci, pączusiu, dlaczego ona nie ma sensu.

So Baek-ho zarabia kupę hajsu.

Po drugie…

jakbyśmy we trójkę wszystko sprzedali, włączając w to nasze organy,

i tak on by miał więcej na koncie.

Inaczej mówiąc, masz pustą skarbonkę,

a właściciel fury okrada cię.

To nie ma sensu.

Kapujesz?

Nie chodzi mu o pieniądze.

Może jarają go dziwaczki.

Może to jakiś świr?

Kim Mi-kyung jest większą świruską.

Co zamierzasz?

Krzyczeć, że ci się to nie podoba?

Pogadam z nim dziś. Wystraszę go.

Niech się nie waży nami pogardzać.

Jasne.

Siadaj.

Przejdę do sedna.

Mój wujek ma kontakty w firmie budowlanej.

Zna sporo mięśniaków.

A mój daleki kuzyn studiuje prawo.

Rozumiem.

Czemu mi to mówisz?

A jak myślisz?

Najstarsza córka Kim Jin-gyu,

potomkini klanu Gimhae Kim w 38 pokoleniu.

Nie waż się tknąć Kim Mi-kyung!

Nie spuszczaj gardy. Jeszcze nie skończyłem.

Tak, panie Byun.

Razem dwanaście napojów?

Już przygotowuję.

Dostarczę natychmiast.

No…

Jako że mam ważny interes,

dokończymy za pół godziny.

Pomóc ci?

Nie uda ci się mnie zmiękczyć.

Masz zrobić 12 napojów. To sporo pracy.

Jakie jest zamówienie?

Pięć americano, dwie latte z batatem,

rumianek, dwa razy mięta…

Do latte z batatem używasz proszku czy pasty?

Proszku.

Przygotuj herbaty. Ja zrobię espresso.

Dorzuć w gratisie cztery ciasteczka. Podgrzej je w piekarniku.

My, Kimowie, lubimy dawać.

Jesteśmy hojnymi ludźmi.

Zamówienie jest na 31 300 wonów,

a cztery ciasteczka kosztują 11 200.

Rzeczywiście jesteście hojni.

Jakie są koszty wypieku ciasteczka?

Cóż…

Zależy od ceny jajek.

Nie zastanawiałem się nad tym.

Prowadzisz kawiarnię, a nie znasz kosztów?

To ważne?

Hwan-kyung chce porozmawiać.

- O czym? - Nie wiem.

Co on tak się rządzi?

Co jest?

Siadajcie. To jest bardzo…

ważny komunikat.

Czemu nam rozkazujesz…

Zdobyłem dziś niezwykłe doświadczenie,

które wywróciło do góry nogami moje 30-letnie życie.

Wpadłeś do rowu?

Skup się.

Osiem lat temu otworzyłem pensjonat,

na którym mimo poświęceń

nigdy nie zarabiałem. Dziś wiem dlaczego.

Oskubałyście mnie.

O czym ten frajer gada?

Mam cię dosłownie oskubać?

Od kiedy martwisz się zarządzaniem?

Wolisz się ze mną szlajać.

Zamknijcie się, darmozjady.

Patrzcie.

To rachunek zysków i strat pensjonatu.

A to…

Jakiś inny rachunek…

który stwierdza,

że musicie płacić za wynajem.

- Wynajem? - Oszalałeś?

Kto każe płacić rodzinie?

To jest zakwaterowanie.

Wiesz, jaki miałbym przychód z pokoju,

w którym gnieździsz się od sześciu lat?

Sam pokrywam stałe i zmienne koszty miesięczne.

Dlatego płacę za jedzenie

i czasem zabieram cię do restauracji.

Jem tyle co ptaszek w porównaniu do was, obżartuchy.

Płaćcie za wynajem do 25 każdego miesiąca do dwudziestej.

I koniec z darmową kawą.

Goście dostają 10% zniżki na napoje, wypieki po pełnej cenie.

A jak powiem „nie”?

Jak nie zapłacę?

Tam są drzwi, proszę pani.

Co za…

Co w niego wstąpiło?

Do tej pory był w porządku.

No właśnie.

Może obejrzał jakiś program w telewizji.

Nie.

Skrzydło B!

Hej! Wychodź w tej chwili!

Coś się stało?

Mamy do pogadania.

Nie bój się. Nie skrzywdzę cię.

Ty!

Co zrobiłeś naszemu Hwan-kyungowi?

Jakie zdradliwe słowa sączyłeś mu do ucha,

że nagle stał się taki sprytny?

Krótko przedyskutowaliśmy

kwestie zarządzania przedsiębiorstwem.

Jest jakiś problem?

Problem?

Wręczył nam rachunek zysków i strat

i każe płacić siostrze za wynajem.

Dostrzegasz podłość, jaką wyrządziłeś?

To był prosty i niewinny chłopak,

ale zrobiłeś z niego zdrajcę…

Nie miałem takiego zamiaru.

Pensjonat jest w fatalnym stanie finansowym.

Chciałem mu pomóc…

Nie pomogłeś.

Powiedziałeś, ile może wyciągnąć

z wynajęcia pokojów w skrzydle A.

Powiedziałeś, jak wycisnąć z nas forsę.

Mówiłem hipotetycznie…

Po co mówiłbyś hipotetycznie?

Masz zero samoświadomości?

W pięć minut jesteś w stanie przekonać każdego.

Jak? Wystarczy spojrzeć ci w twarz.

Jesteś mądry i elokwentny.

Wykorzystałeś te zalety i doświadczenie,

by zwieść niewinną dziecinę…

Zastanów się chwilę.

Eksponujesz pięknie zarysowany owal

i wszystko objaśniasz aksamitnym głosem.

Kto by się oparł?

Naprawdę nie rozumiesz, jak świetnie wyglądasz,

jakie budzisz zaufanie? Nic a nic?

Co ty wyprawiasz?

Nie szkodzi!

Pogrąży mnie czynsz i praca na dwa etaty,

i tak zabraknie mi czasu na randki.

Tylko wiedz, że to przez ciebie.

Co? No właśnie.

Ja z tobą nie randkuję,

ale wiedz, że to twoja wina!

Nie do wiary.

Wkurzyłam się na maksa.

Jak będę chciała się godzić,

złap mnie za włosy i ciągnij.

Też jestem wściekła.

Nie pozwól mi włóczyć się z Hwan-kyungiem.

Obiecaj.

Co?

- Co tu robisz? - Widziałem, jak na mnie patrzysz.

Byłaś na mnie zła, że was krytykuję,

Ale w środku…

ten inteligentny młodzieniec rozpalał w tobie żądzę.

Dlatego będę twój na tę jedną noc.

Chodź, weź mnie.

CEO pensjonatu USB!

Wyrzuciły cię?

Ty mi powiedz.

Lepiej kup prezent na przeprosiny.

Posłuchaj.

Jakbym spisał, co zrobiły mi siostry,

to byłby kryminał.

Moja druga starsza siostra trenowała judo.

Potrąciła cię ciężarówka?

Z tym równają się jej kopniaki.

Dosłownie zmiatają cię z ziemi.

Nim się zorientujesz, fruwasz w powietrzu.

Ale wiesz, co jest straszniejsze?

Moja siostra Kim Mi-kyung.

Raz byłem dla niej chamski,

to mnie zbiła myjką. Pomyślałbyś, że to niemożliwe.

Nie dla Kim Mi-kyung.

Jest taka porywcza.

Wszystko jest okej, nagle w sekundę

wybucha, jest jak pole minowe.

Nie wiesz, kiedy cię rozerwie.

Pani Kim umie się zdenerwować.

Co…

Coś źle?

Dlaczego obmawiasz moją siostrę?

Ja tylko zgadzałem się…

z tym, co mówisz.

Ale ja jestem rodziną, ty nie.

Mogę źle o niej mówić, ty nie!

Racja. Przepraszam.

Naprawdę podoba ci się moja siostra?

Nie skrywasz innych zamiarów?

Podoba.

Szaleję za nią.

Bądź dla niej dobry.

Wiem, że łatwo wpada w złość, ale tak naprawdę jest głupia.

Zabiłaby mnie, gdyby to słyszała.

Nasza mama umarła, jak moje siostry miały dziewięć i 15 lat.

Płakaliśmy przez cały pogrzeb.

Kiedy zakopywali trumnę.

A jak wróciliśmy do domu,

zobaczyliśmy jej buty przy drzwiach.

Znowu płakaliśmy.

Ja, tata i moja druga siostra.

Ale Mi-kyung…

poszła do kuchni zmywać naczynia.

Wtedy wydawała mi się twarda i silna.

Ale teraz, gdy to wspominam,

nie uważam tak.

Była głupia.

Nie radziła sobie z bólem.

Musiała się czymś zająć.

Miała ledwie 15 lat.

Nie zrozum mnie źle.

Nie mówię tego, żebyś jej żałował.

Po prostu postaraj się

ją zrozumieć, kiedy będziecie razem.

Nie daj się pobić myjką jak ja.

Będę pamiętał.

Chodźmy. Zaraz zamkną sklep.

- Hwan-kyung. - Tak?

Co robisz, gdy siostra się na ciebie wścieknie?

Panie Park!

Co się stało, panie Lee?

Wysłałem cię do Pyeongwonu.

Rozchodzi się o to,

że mam ważne wieści.

Wolałem nie mówić przez telefon.

Poważnie? O co chodzi?

Która najpierw? Zła czy dobra?

Zła… nie!

Najpierw dobra.

Dobra.

Dobra dotyczy pańskiej byłej żony.

Obserwowałem pensjonat

i ani śladu pańskiej żony.

Chyba wyjechała w daleką podróż.

Jesteś pewien, że nie spała w pokoju?

Ona potrafi spać cały dzień.

W takim razie cofam tę dobrą wiadomość.

Teraz przejdę do złej.

No mów.

Pan So spotyka się z asystentką kierownika Kim Mi-kyung.

No co?

Daj spokój.

Kto ci to powiedział?

Wszyscy w laboratorium tak mówią…

To tylko plotki. Znam tych dwoje.

Kim Mi-kyung ma alergię na sztywniaków w stylu So Baek-ho.

So Baek-ho trzyma się z dala

od takich raptusek jak Kim Mi-kyung.

Niemożliwe, żeby się spotykali.

Niemożliwe.

Są w tej kwestii dosyć otwarci.

Co?

Proszę spojrzeć.

Co to ma być?

Pan So słynął z tego,

że w Wonhanie zawsze jadł sam.

A dziś postawił tacę naprzeciw pani Kim.

Ludzie pokazywali ich palcami,

wołali: „Patrzcie! Nie do wiary”.

A on siedział naprzeciw niej i jadł.

„Chyba nie ma sensu dalej się kryć”.

Tak powiedział.

Mówisz poważnie?

Całkowicie.

Niemożliwe.

Tych dwoje…

Niemożliwe…

PARK KI-SE

Prowadzę. Streszczaj się.

Pani Yoon, chodzi mi o ten incydent sprzed sześciu lat…

Nie pamiętam, co jadłam wczoraj na obiad.

Jaki incydent sprzed sześciu lat?

Pamiętasz Kim Mi-kyung z Działu Planowania Produkcji?

Co za absurd.

SŁODZIAK: OTWÓRZ DRZWI

Myśli, że może mną tak dyrygować?

Psiakrew!

A kuku!

Chyba żartujesz!

Nie jestem dzieckiem.

Tadam!

Doceniam twoje wysiłki,

ale to nic nie da.

Odpuść.

Co?

Dlaczego nie załatwi tego raz a dobrze?

Tylko muszę łazić tam i z powrotem?

Cholera.

Chyba sobie żartujesz…

Niech to szlag!

Rety!

Wybaczysz mi?

Ten jest największy, jakiego znalazłem.

Nie! Idź!

Ten koleś nie zawinił. Biorę go.

Śmiało.

Nie dajesz mi wyboru.

Kim Mi-kyung, powiedz.

Jaki masz problem?

Nie wiesz…

co So Baek-ho…

ci zrobił.

Co? Aż tak źle?

Nie.

Naprawię to.

Nie planowałam cię zobaczyć bez koszuli.

W każdym razie wkrótce zobaczysz.

To chyba było śmiertelne ukąszenie.

Oszalałaś? Co robisz?

Co się dzieje?

Zapytam wprost.

Zachowujesz się wobec mnie dziwnie…

Jak… bardzo poważnie?

Nie pozwolę ci tu spać.

Jak to?

Nie jestem słodki. Przechodzę do działania.

Nie chcesz?

Napisy: Anna Zeller

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.