Afrikaans
Akan
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Znajdź jakąś taksówkę, Freddy.
Chcesz, żebym dostała zapalenia płuc?
Nie stój tak, Freddy. Znajdź taksówkę.
Dobrze, zaraz znajdę.
Patrz, gdzie leziesz. Nie masz oczu?
Bardzo mi przykro.
Dwa bukiety fiołków w błocie. Zarobek całego dnia.
- Freddy, rusz się i znajdź taksówkę. - Dobrze, mamo.
To pani syn?
Gdybyś go paniusiu wychowała należycie,
nie uciekłby, tylko zapłacił biednej dziewczynie za zniszczone kwiaty.
Daj mi święty spokój.
Paniusia powinna zapłacić.
Dwa bukieciki fiołków zabłocone.
Nie ma nadziei, że przestanie padać?
Obawiam się, że nie. Pada coraz bardziej.
To znaczy, że niedługo się wypogodzi.
Kapitanie, kup pan kwiaty od biednej dziewczyny.
Przykro mi, nie mam drobnych.
Mogę wydać resztę z pół korony. Kosztują dwa pensy.
Powiedziałem, że mi przykro. Chwileczkę.
Masz tu trzy półpensówki.
Dziękuję.
Bądź ostrożna. Daj mu kwiaty za te pieniądze.
Za filarem stoi gość...
który notuje każde twoje słowo.
Nie ma nic złego w rozmowie z dżentelmenem.
Mam prawo sprzedawać kwiaty komu zechcę.
Jestem porządną dziewczyną.
Poprosiłam go tylko, by kupił kwiaty.
- Co to za hałas? - Tajniak notuje jej słowa.
Prowadzę uczciwe życie.
Kto robi tyle wrzasku?
Nie pozwól pan mnie oskarżyć. Nie wiesz pan, co to znaczy.
Zabiorą mnie i zrobią ze mnie ulicznicę...
za rozmowę z dżentelmenem.
Kto cię krzywdzi, głuptasie? Za kogo mnie bierzesz?
Przysięgam, że nic nie powiedziałam!
Cicho! Czy wyglądam na policjanta?
Dlaczego notujesz moje słowa? Skąd pewność, że ich nie przekręciłeś?
Pokaż, co o mnie napisałeś.
Kto to odczyta? Ja nie umiem.
Ja.
"Kapitanie, kup pan kwiaty od biednej dziewczyny".
To dlatego, że nazwałam go "kapitanem".
Nie zrobiłam nic złego. Nie pozwól pan, by mnie oskarżył.
Nie składam skargi. Jeśli naprawdę jest pan policjantem,
nie musi mnie pan chronić przed naprzykrzaniem się dziewcząt,
póki sam nie poproszę.
Wszyscy poświadczą, że nie zrobiła nic złego.
Nie jest gliną. Jest dżentelmenem. Widać po butach.
Co słychać w Selsey?
Skąd pan wie, że jestem z Selsey?
Nieważne.
A ty co tutaj robisz? Pochodzisz z Lisson Grove.
Co jest złego w tym, że opuściłam Lisson Grove?
Ciężko tam żyć. Płaciłam 4 szylingi i 6 pensów tygodniowo.
Żyj gdzie chcesz, ale nie hałasuj tak!
Spokojnie, on ci nic nie zrobi. Możesz mieszkać, gdzie ci się podoba.
Jestem porządną dziewczyną.
- Skąd ja pochodzę? - Z Hawkestone.
Kto powiedział, że nie? Psiakrew! Pan wie wszystko.
Czy mógłby pan znaleźć mi taksówkę?
Już nie pada, proszę pani.
Może pani pojechać autobusem do Hampton Court.
Czyż nie tam pani mieszka?
Co za impertynencja!
Niech pan powie i jemu, skąd pochodzi, jeśli umie pan wróżyć.
Cheltenham, Harrow...
Cambridge i...
Indie?
Zgadza się.
Nie jest gliną, ale wtyka nos w nie swoje sprawy.
Robi pan te rzeczy w teatrze?
Myślałem o tym. Może kiedyś się zdecyduję.
Nie jest dżentelmenem, skoro dokucza biednej dziewczynie!
Mogę spytać, jak pan to robi?
Po prostu fonetyka. Nauka o wymowie. To mój zawód. Także hobby.
Każdy pozna akcent z Irlandii czy z Yorkshire, ale ja...
określę pochodzenie z dokładnością do 10 km.
W Londynie nawet do 3 km. Czasem tylko dwóch ulic.
Powinien się wstydzić tak straszyć ludzi.
- Można się z tego utrzymać? - O, tak.
Niech się zajmie swoimi sprawami, a mnie biedną zostawi w spokoju.
Przestań wreszcie lamentować...
albo poszukaj schronienia pod innym portykiem.
Mam prawo być tam, gdzie chcę!
Kobieta, która czyni tyle okropnego hałasu...
nigdzie nie ma prawa przebywać. Nie ma prawa żyć.
Pamiętaj, że masz duszę...
i boski dar artykułowanej mowy.
Twój język ojczysty to język Szekspira,
Miltona i Pisma Świętego. Nie siedź tu i nie skrzecz jak ropucha.
Spójrzcie na tę dziewczynę z rynsztoka
Oskarża ją każda wypowiedziana sylaba
Powinna zostać powieszona
Za zabicie angielskiej mowy z zimną krwią
Wielkie nieba, co za dźwięk!
Oto jak w Wielkiej Brytanii
Wygląda podstawowe wykształcenie
Myślę, że podał pan niezbyt trafny przykład.
Czyżby?
Słyszałem, jak kaleczą język w Soho
Robią z nim, co chcą
Chodził pan do szkoły?
Bierzesz mnie pan za głupka?
Nikt nie nauczył go poprawnej wymowy
A jak mówią w Yorkshire i w Kornwalii?
Wolę słuchać fałszującego chóru
Niż takiej gdaczącej kury!
E tam!
Cóż to za słowo, pana zdaniem?
To język spycha ją do rynsztoka
A nie łachmany i brudna twarz
Dlaczego Anglicy nie uczą dzieci mówić?
Wymowa nie powinna dłużej dzielić ludzi na klasy
Gdyby pan mówił jak ona
Sprzedawałby pan kwiaty jak ona
Słucham?
Wymowa decyduje o pozycji Anglika
Wymową możesz wzbudzić pogardę w rodaku
Obawiam się, że tak już pozostanie
Dlaczego Anglicy się nie uczą...
Nie dają przykładu ludziom, których wymowa rani uszy
W Szkocji i w Irlandii można wpaść w rozpacz
Po angielskim nie został tam ślad
Dlaczego w Ameryce nie mówią nim od lat?
Dlaczego Anglicy nie uczą dzieci mówić?
Robią to Norwegowie, robią Grecy
We Francji każdy Francuz zna język od A do Z
Francuz nie dba o rodzaj zajęcia
Ceni tylko prawidłowy akcent
Arab w lot pojmuje arabski
Żyd opanowuje trudny hebrajski
Poprawna angielszczyzna to rzadkość
Dlaczego Anglik nie może
Dlaczego Anglik nie uczy się mówić?
Dziękuję.
Widzi pan tę istotę posługującą się żargonem...
który do końca życia nie pozwoli jej wyjść z rynsztoka?
Mogę w pół roku sprawić, że będzie uchodziła za księżniczkę.
Mogłaby dostać posadę pokojówki lub sprzedawczyni,
która wymaga lepszej angielszczyzny.
Co powiedziałeś?
Tak, ty pomięty liściu kapusty!
Ty zniewago dla szlachetnej architektury tych kolumn!
Ty chodząca obelgo ojczystego języka!
Mógłbym sprawić, byś uchodziła za królową.
Nie wierzy pan, kapitanie?
Wszystko jest możliwe. Ja, na przykład, studiuję dialekty Indii.
Naprawdę? Zna pan pułkownika Pickeringa, autora książki Sanskryt mówiony?
Pułkownik Pickering to ja. A kim pan jest?
Henry Higgins, autor Powszechnego alfabetu.
Przyjechałem z Indii, by pana poznać.
A ja wybierałem się do Indii, by poznać pana.
- Gdzie się pan zatrzymał? - W Carletonie.
Ależ skąd! Zatrzymuje się pan przy Wimpole Street 27A.
Pójdzie pan ze mną. Porozmawiamy przy kolacji.
Zawsze fascynowały mnie dialekty Indii.
Kupcie kwiaty. Nie mam na czynsz.
Kłamiesz!
Powiedziałaś, że wydasz resztę z pół korony.
Obyś smażył się w piekle!
Weź sobie cały koszyk!
Na pamiątkę.
- Ile naprawdę ich jest? - Czego?
Dialektów w Indiach?
W Indiach wyodrębniono co najmniej 147 miejscowych języków.
Na co czekamy, panowie? Mamy tu posażną pannę.
Rozglądasz się za dobrym lokajem, Elizo?
Ty się nie nadajesz.
Nudno tu, przeniosę się do Paryża
A może do zamku na Capri
Lekarz zalecił mi wypoczynek nad morzem
Czyż nie byłoby cudownie?
Dokąd wybierasz się w tym roku, Elizo? Do Biarritz?
Pragnę mieć tylko przytulny pokoik
By chronił mnie od chłodu nocy
I ogromny fotel
Czyż nie byłoby cudownie?
Mnóstwo czekolady do jedzenia
Węgiel, by napalić w piecu
Ciepłą twarz, ciepłe ręce, ciepłe stopy
Czyż nie byłoby cudownie?
Ach, jak przyjemnie tak siedzieć
Nic nie robiąc
Przesiedziałabym tak całą zimę
Póki wiosna nie zajrzałaby do okien
On oparłby głowę na moich kolanach
Ciepły i czuły jak nikt inny
Opiekowałby się mną
Czyż nie byłoby cudownie?
Cudownie
Pragnę mieć tylko przytulny pokoik
By chronił mnie od chłodu nocy
I ogromny fotel
Czyż nie byłoby cudownie?
Mnóstwo czekolady do jedzenia
Węgiel, by napalić w piecu
Ciepłą twarz, ciepłe ręce, ciepłe stopy
Czyż nie byłoby cudownie?
Ach, jak przyjemnie tak siedzieć
Nic nie robiąc
Przesiedziałabym tak całą zimę
Póki wiosna nie zajrzałaby do okien
On oparłby głowę na moich kolanach
Ciepły i czuły jak nikt inny
Opiekowałby się mną
Czyż nie byłoby cudownie?
Cudownie
Czyż nie byłoby cudownie?
Cudownie
Czyż nie byłoby cudownie?
Chodźmy już do domu, Alfie. To miejsce przyprawia mnie o gęsią skórkę.
Po co chcesz iść do domu?
Jest prawie piąta. Zaraz przyjdzie moja córka, Eliza.
Powinna dać kochającemu tatusiowi pół korony.
Żartujesz? Nie widziałeś jej od pół roku.
No i co z tego? Co znaczy pół korony wobec tego, co ja jej dałem?
Kiedy dałeś jej cokolwiek?
Dałem jej wszystko!
Dałem jej największy skarb, jaki można ofiarować człowiekowi:
Życie!
Sprowadziłem ją na tę wspaniałą, pełną cudów planetę.
Ze złotym słońcem i srebrzystym księżycem.
Z parkiem, po którym można spacerować wiosenną nocą.
I z Londynem, gdzie można sprzedawać kwiaty.
Ja jej to wszystko dałem.
Potem zniknąłem i pozwoliłem jej cieszyć się tym.
Jeśli to nie warte pół korony od czasu do czasu,
zdejmę pasek i złoję jej skórę.
Masz dobre serce. Ale jeśli chcesz wyciągnąć od Elizy forsę,
musisz wymyślić jakąś historyjkę.
Zostaw to mnie.
- Dzień dobry, George. - Nie dam złamanego grosza.
Nie dam złamanego grosza.
Oto i ona.
Liza! Co za niespodzianka!
Daj spokój, Charlie, jesteś dla mnie za stary.
- Nie znasz swojej córki? - Nie wiesz, jak wygląda?
Wiem. Chodźcie, znajdę ją.
Co za niespodzianka, Elizo!
Nie dam złamanego grosza.
Chodź no tu, Elizo.
Nie zamierzam ci dawać pieniędzy,
żebyś mógł je przepijać.
Nie powinnaś mnie odsyłać do macochy...
bez kropelki czegoś mocniejszego dla kurażu.
Też mi macocha!
Ożenię się z nią. Cierpię dlatego, że żyjemy bez ślubu.
Jestem niewolnikiem tej kobiety.
Tylko dlatego, że nie jestem jej legalnym mężem.
Daj staruszkowi parę groszy, by mógł wrócić do domu.
Wczoraj wieczorem miałam szczęście.
Ale nie oczekuj, że ciągle będę ci dawać pieniądze!
Dziękuję. Jesteś dobrą córką.
Piwko, piwko, wspaniałe piwko
Napełnij się kuflu
Widzi pan tę istotę posługującą się żargonem,
który do końca życia nie pozwoli jej wyjść z rynsztoka?
Mogę w pół roku sprawić, że będzie uchodziła za księżniczkę.
Mogłaby dostać posadę pokojówki lub sprzedawczyni,
która wymaga lepszej angielszczyzny.
Ty zniewago dla szlachetnej architektury tych kolumn!
Mogłaby dostać posadę pokojówki lub sprzedawczyni,
która wymaga lepszej angielszczyzny.
Ile samogłosek słyszałeś?
Naliczyłem 24.
Błąd. Było ich dokładnie 130.
Wsłuchaj się.
Chyba już dosyć jak na pierwszy raz.
Pani nazwisko?
Pani nazwisko?
To nie twój interes.
Proszę zaczekać.
Coraz brudniej jest w Londynie.
Nazywam się Pearce. Jestem gospodynią. Czym mogę służyć?
Dzień dobry, paniusiu. Chcę się widzieć z profesorem.
W jakiej sprawie?
Osobistej.
Proszę zaczekać.
- Pan Higgins? - O co chodzi, pani Pearce?
Jakaś młoda kobieta chce się z panem widzieć.
Młoda kobieta?
Czego chce?
To prosta dziewczyna, proszę pana. Bardzo prosta.
Powinnam była ją odesłać, ale pomyślałam...
że zechce pan nagrać jej głos.
- Ma interesujący akcent? - Wprost okropny.
Dobrze. Posłuchajmy jej. Proszę ją wprowadzić, pani Pearce.
To szczęśliwy zbieg okoliczności. Pokażę ci, jak robię nagrania.
Pozwolę jej mówić, zanotuję jej słowa w systemie Bella,
a następnie rozpiszę je fonetycznie. Płytę fonograficzną...
można wielokrotnie przesłuchiwać mając przed oczyma transkrypcję.
Oto i dziewczyna, proszę pana.
Dzień dobry, mój dobroczyńco.
Możemy zamienić słówko?
Och, nie. Wymowę tej dziewczyny notowałem wczoraj.
Nie potrzebuję jej. Mam już nagrania dialektu z Lisson Grove.
Nie chcę marnować na to płyty.
Odejdź. Nie potrzebuję cię.
Jesteś pan grubiański. Nawet nie wiesz, po co przyszłam.
Wie, że przyjechałam taksówką?
Myślisz, że takiego dżentelmena jak pan Higgins obchodzi,
czym przyjechałaś?
O, jaka ważna!
On udziela lekcji. Słyszałam, jak mówił.
Nie przyszłam prosić o łaskę.
Jak moja forsa nie jest dość dobra, pójdę gdzie indziej.
Dość dobra na co?
Dość dobra dla ciebie.
Wiesz już? Przyszłam na naukę.
I zapłacę, nie myśl sobie.
Dobrze!
Czego ode mnie oczekujesz?
Gdybyś był dżentelmenem, poprosiłbyś, żebym usiadła.
Powiedziałam przecież, że zapłacę!
Powinniśmy ją poprosić, by usiadła...
czy raczej wyrzucić przez okno?
Nie chcę, by tak do mnie mówiono. Proponuję zapłatę jak dama.
Czego chcesz, dziewczyno?
Chcę zostać damą w kwiaciarni...
zamiast sprzedawać kwiaty na ulicy.
Nie przyjmą mnie, jeśli nie będę ładnie mówić.
Powiedział, że mnie nauczy.
Jestem gotowa mu zapłacić.
Nie przyszłam po prośbie, a on traktuje mnie jak przybłędę.
Wiem, ile kosztują lekcje i jestem gotowa zapłacić.
Ile?
Przemówiłeś wreszcie.
Wiedziałam, że zmienisz zdanie, by odzyskać...
pieniądze, które mi wczoraj rzuciłeś.
Byłeś wstawiony, co?
Siadaj.
- Jeśli zamierzasz robić mi łaskę... - Siadaj!
Siadaj, dziewczyno. Rób, co ci każą.
Jak się nazywasz?
Eliza Doolittle.
Zechce pani usiąść, panno Doolittle?
Co mi szkodzi?
Ile jesteś gotowa zapłacić mi za lekcje?
Wiem, ile to kosztuje.
Znajoma płaci za lekcje francuskiego po 18 pensów...
prawdziwemu Francuzowi.
Nie miałbyś chyba czelności wziąć tyle samo...
za uczenie mnie języka, który znam.
Dam najwyżej szylinga. Zgadzasz się albo nie.
Wiesz, Pickering, to nie jest zwykły szyling.
Biorąc pod uwagę dochody tej dziewczyny...
to równowartość...
60 lub 70 funtów od milionera.
Mój Boże, to ogromna suma! Nigdy nie zaproponowano mi więcej.
Sześćdziesiąt funtów? Co ty wygadujesz? Skąd miałabym wziąć 60 funtów?
- Nie zaproponowałam ci 60 funtów! - Cicho bądź!
Nie mam 60 funtów!
Nie płacz. Usiądź. Nikt nie weźmie twoich pieniędzy.
Ktoś przetrzepie ci skórę, jeśli nie przestaniesz wrzeszczeć.
Siadaj!
Myślałby kto, że jesteś moim ojcem!
Jeśli zdecyduję się udzielać ci lekcji, będę gorszy niż dwóch ojców.
Proszę.
Po co mi to?
Do otarcia łez. Do wytarcia wilgotnych partii twarzy.
To jest chusteczka, a to jest rękaw.
Nie myl ich, jeśli chcesz pracować w kwiaciarni.
Nie ma sensu tak do niej mówić. Ona pana nie rozumie.
Oddaj mi chusteczkę. Ja ją dostałam, a nie ty!
Jednego jestem ciekaw, Higgins.
Chwaliłeś się, że...
sprawisz, by brano ją za księżniczkę na balu w ambasadzie.
Jeśli to ci się uda, będziesz mistrzem świata w nauczaniu.
Założę się o koszty eksperymentu, że tego nie dokonasz.
Nawet zapłacę za lekcje.
Pan jest naprawdę dobry. Dziękuję, kapitanie.
Kusząca propozycja.
Jest tak pozbawiona klasy!
Tak okropnie brudna!
Nie jestem brudna! Umyłam twarz i ręce, zanim tu przyszłam.
Zgoda. Przemienię tego kopciuszka w księżniczkę.
Zaczynamy od dzisiaj. Od teraz. Proszę ją stąd zabrać i wyszorować.
Jeśli trzeba, papierem ściernym. Czy napalono pod kuchnią?
Proszę spalić jej ubranie i zamówić nowe.
W międzyczasie niech siedzi owinięta papierem.
Dżentelmeni nie mówią takich rzeczy.
Jestem porządną dziewczyną.
Znam takich jak ty.
Nie trzeba nam twojej pruderii za trzy grosze.
Musisz się nauczyć zachowywać jak księżniczka.
Proszę ją zabrać. Gdyby sprawiała kłopoty, niech jej pani przyłoży.
Wezwę policję.
Nie mam jej gdzie ulokować.
Proszę ją ulokować w skrzyni na odpadki.
Bądź rozsądny, Higgins.
Proszę być rozsądnym, panie Higgins.
Nie wolno bawić się cudzym kosztem.
Ja?
Bawię się cudzym kosztem?
Droga pani Pearce, drogi Pickeringu, nie bawię się niczyim kosztem.
Sugerowałem jedynie, byśmy byli mili dla tej biednej dziewczyny.
Nie wyrażałem się jasno, by nie zranić jej uczuć...
lub waszych.
Nie może pan wziąć jej do domu...
jak kamyka z plaży.
Dlaczego nie?
Nic pan o niej nie wie.
Co z jej rodzicami? Może jest mężatką?
E tam!
Jak ona poprawnie wymówiła: "e tam!"
Kto by się ze mną ożenił?
Wielkie nieba! Elizo,
nim skończę cię uczyć ulice będą usłane trupami mężczyzn,
którzy z miłości do ciebie strzelą sobie w łeb.
Idę sobie.
On jest niespełna rozumu. Nie chcę, żeby mnie uczył jakiś wariat.
Wariat? Pani Pearce, proszę nie zamawiać nowych ubrań.
- Proszę ją wyrzucić. - Nie chcę tego słuchać!
Wracaj do rodziców, dziewczyno.
Nie mam rodziców.
Nie ma rodziców. W czym problem?
Nikomu nie jest potrzebna. Proszę ją zabrać na górę!
Co mam z nią zrobić? Będzie dostawała pensję?
Niech pan będzie rozsądny.
Po co jej pieniądze? Będzie miała wikt i opierunek.
Upije się, gdy dostanie pieniądze.
Ty gburze! To kłamstwo!
Nikt mnie nigdy nie widział pijanej.
Pan jest dżentelmenem. Niech pan mu zabroni tak do mnie mówić!
Nie przyszło ci do głowy, Higgins, że ona coś czuje?
Nie sądzę. Nie na tyle, by trzeba się było tym przejmować.
Czujesz coś, Elizo?
Mam uczucia jak każdy inny.
Muszę wiedzieć, na jakich warunkach ona tu będzie.
Co się z nią stanie po zakończeniu nauki?
Proszę pomyśleć o przyszłości.
A co się z nią stanie, jeśli zostawimy ją na ulicy, pani Pearce?
To jej sprawa, nie pańska.
Gdy skończę, odeślemy ją na ulicę.
I znów będzie to jej sprawa. To chyba słuszne?
Jesteś bez serca!
Nic cię nie obchodzi poza tobą samym.
Mam tego dosyć. Odchodzę.
Powinieneś się wstydzić.
Poczęstuj się czekoladką, Elizo.
Skąd mogę wiedzieć, co jest w środku?
Słyszałam, że tacy jak ty trują dziewczęta.
To kwestia zaufania.
Ja zjem pół czekoladki.
A ty drugą połowę.
Codziennie będziesz ich miała całe góry.
Będziesz odżywiać się tylko nimi.
Nie powinnam ich jeść, ale jestem zbyt dystyngowana, by odmówić.
Zastanów się, Elizo. Pomyśl o czekoladkach, taksówkach,
o złocie i o brylantach.
Nie chcę złota i brylantów. Jestem porządną dziewczyną.
Muszę się wtrącić, Higgins. Pani Pearce ma całkowitą rację.
Jeśli dziewczyna ma się oddać w twoje ręce na pół roku,
musi dokładnie wiedzieć, co ją czeka.
Zostaniesz tu przez sześć miesięcy...
ucząc się mówić tak pięknie jak dama w kwiaciarni.
Jeśli będziesz posłuszna, będziesz miała własną sypialnię,
mnóstwo jedzenia, pieniądze na czekoladki i przejażdżki taksówkami.
Ale jeśli będziesz krnąbrna i leniwa,
będziesz spała w kuchni z karaluchami,
a pani Pearce będzie cię biła kijem od szczotki.
Po tych sześciu miesiącach pojedziesz do pałacu Buckingham...
powozem, pięknie wystrojona.
Jeśli król zorientuje się, że nie jesteś damą,
wtrącą cię do Tower i zetną ci głowę...
ku przestrodze innych aroganckich kwiaciarek.
Ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, dostaniesz w podarunku...
pewną sumę, by móc rozpocząć karierę panny sklepowej.
Jeśli odrzucisz tę propozycję,
okażesz się najbardziej niegodziwą na świecie niewdzięcznicą...
i aniołowie w niebie zapłaczą nad tobą.
Jesteś zadowolony, Pickering?
Nie rozumiem, o czym ty mówisz.
Można to przedstawić klarowniej i uczciwiej?
Chodź ze mną.
Słusznie. Proszę wsadzić ją do wanny.
Jesteś okropnym tyranem!
Nie zostanę, jeśli mi się nie spodoba. Nikt mnie nie będzie bił!
Nie wykłócaj się.
Zawsze byłam porządną dziewczyną.
Za sześć... za trzy miesiące, jeśli okaże się pojętna,
zrobię z niej, kogo zechcę.
Uczynię z tej nieokrzesanej nieszczęśnicy królową!
Nigdy w życiu nie brałam prawdziwej kąpieli.
Żeby mieć piękną duszę, trzeba mieć czyste ciało.
Tu cię ulokujemy. To będzie twoja sypialnia.
Nie mogłabym tu zasnąć.
To zbyt wytworne dla takiej jak ja.
Bałabym się dotknąć czegokolwiek.
Jeszcze nie jestem księżniczką.
Co to jest? Pierze się w tym bieliznę?
My się w tym myjemy. A ja zamierzam w tym umyć ciebie.
Chcecie, żebym w to weszła i cała się zmoczyła?
Co to, to nie!
Zaziębię się na śmierć!
No chodź.
Rozbierz się.
Rób, co ci każę. Rozbierz się.
Pomóż mi to zdjąć...
Ręce przy sobie!
Jestem porządną dziewczyną!
Tak nie można! To nieprzyzwoite.
Ręce przy sobie!
Jestem porządną dziewczyną!
Wybacz szczerość, ale skoro jestem w to zamieszany,
czuję się za nią odpowiedzialny.
Mam nadzieję, że jej położenie nie zostanie wykorzystane.
Co takiego? Zapewniam cię, że nie.
Wiesz, co mam na myśli. To poważna sprawa.
Jesteś miły dla kobiet?
Czy można być miłym dla kobiet?
Naturalnie.
Ja nie jestem. Gdy pozwalam kobiecie zaprzyjaźnić się ze mną,
staje się zazdrosna, wymagająca,
podejrzliwa i nieznośna.
Gdy ja zaprzyjaźniam się z kobietą, staję się samolubnym tyranem.
To dlatego jestem starym kawalerem i chętnie nim pozostanę.
Poza tym, Pickering...
Jestem zwyczajnym mężczyzną
Który nie pragnie niczego więcej
Jak tylko możliwości
By wieść życie takie, jak lubi
I robić dokładnie to, co chce
Jestem przeciętnym mężczyzną
Nie mam dziwacznych zachcianek
Lubię swoje życie
Wolne od konfliktów
Robię, co uważam za słuszne
Jestem tylko zwykłym mężczyzną
Ale wpuść kobietę do swego życia
A cały spokój pryśnie
Przemebluje ci dom od piwnicy po strych
I z radością przenicuje cię na wylot
Wpuść kobietę do swego życia
A postawi cię pod ścianą
Zaplanuj coś, a okaże się, że ona ma inny pomysł
I raczej zamiast tamtego zrobisz coś całkiem innego
I tak w koło!
Chcesz rozmawiać o Keatsie lub Miltonie
Ona chce mówić tylko o miłości
Wybierasz się na sztukę lub balet
A ona każe ci szukać rękawiczek
Wpuść do swego życia kobietę
A będą wieczne niesnaski
Pozwól jej kupić ślubną obrączkę
Na niespokojną małą rączkę
Już chętniej poszedłbym do dentysty
Niż wpuścił kobietę do mego życia!
Jestem bardzo łagodnym człowiekiem
Spokojnym i dobrym z natury Nigdy się nie uskarżam
W moich żyłach płynie nektar dobroci
Jestem cierpliwy po czubki palców
Nigdy nie dopuściłbym
By z moich ust wyszło obraźliwe słowo
Jestem łagodnym człowiekiem
Ale wpuść do swego życia kobietę
A cierpliwość diabli wezmą
Będzie prosić cię o radę, odpowiesz jej z rozwagą
Ona wysłucha cię uprzejmie
A potem pójdzie i zrobi swoje
Byłeś przyzwoity i pełen ogłady
Nigdy nie podnosiłeś głosu
Teraz posługujesz się językiem
Który zadziwiłby marynarza
Wpuścić kobietę do swego życia
To tak jak wbić sobie nóż w plecy
Niech inni mężczyźni
Wiążą sobie pętlę na szyi
Ja wolałbym mieć do czynienia z hiszpańską inkwizycją
Niż wpuścić do mego życia kobietę
Jestem domatorem
Lubię spędzać wieczory
W ciszy mojego pokoju
Lubię, by wokół było spokojnie
Jak w starym grobowcu
Lubię filozoficzną zadumę
Lubię medytować, kontemplować
Z dala od ludzkich szaleństw i nieludzkich hałasów
Jestem domatorem
Ale wpuść kobietę do swego życia
A twój spokój pryśnie
Niekończący się korowód jej przyjaciółek
Będzie jazgotał i świergotał
Na twój temat!
Jej hałaśliwa rodzina
Będzie nachodzić twój dom
Będzie miała matkę herod-babę
O piskliwym głosie
Wpuść kobietę do swego życia
Nigdy nie wpuszczę kobiety...
Do mojego życia!
Wynoście się obaj.
Pamiętaj, Doolittle, płacisz albo nie pijesz.
Dzięki za gościnę, George.
Wyślij rachunek do pałacu Buckingham.
Trzeba pójść do roboty, nie ma innego wyjścia.
Robota! Nie wymawiaj przy mnie tego słowa.
Spójrz na tych nieszczęśników.
Kiedyś też tak pracowałem. Dla sportu.
Nie warto. To zabiera cały boży dzień.
Nie martwcie się. Znajdziemy jakieś wyjście.
Co masz zamiar zrobić?
To, co zwykle.
Wiara, nadzieja i łut szczęścia.
Pan Bóg dał człowiekowi silne ręce
By nie uchylał się od pracy
Pan Bóg dał człowiekowi silne ręce, lecz
Starczy mały łut szczęścia
By pracował za ciebie ktoś inny
Mały szczęścia łut
I nigdy nie będziesz musiał pracować
Pan Bóg stworzył piwo na pokusę
By sprawdzić, czy potrafisz się jej oprzeć
Pan Bóg stworzył piwo na pokusę, lecz
Starczy mały szczęścia łut
Byś pokusie ulec mógł.
Mały szczęścia łut
Mały szczęścia łut Byś pokusie ulec mógł.
Możesz być dobry i uczciwy
Lecz starczy mały szczęścia łut, byś wpadł w szał!
Kobiety są po to, by je poślubić
By z nimi dzielić łoże i stół
Kobiety są po to, by je poślubić, lecz
Starczy mały szczęścia łut
I możesz wszystko mieć bez ślubu
Mały szczęścia łut
Mały szczęścia łut i niepotrzebny ślub
Mały szczęścia łut
Trochę fartu!
Zawsze próbują obsypać cię dobrocią
Przy odrobinie fartu możesz tego uniknąć
Pan Bóg stworzył człowieka, by pomagał bliźniemu
Na ziemi i na morzu
Pan Bóg stworzył człowieka, by pomagał bliźniemu, lecz
Starczy mały szczęścia łut
By nie było cię w domu, gdy bliźni zapuka do drzwi
Nadajesz się na sufrażystkę, Alfie.
To jest ten szczęściarz.
Wielmożny Alfie Doolittle.
Co ty robisz w domu Elizy?
To już nie jest jej dom.
Teraz możesz pić do woli.
Będziesz jak pączek w maśle.
O czym ty mówisz?
O twojej córce, Elizie.
Szczęściarz z ciebie, Alfie Doolittle.
Co z Elizą?
Nie wie. Rodzony ojciec, a nie wie.
Wyniosła się do dżentelmena.
Pojechała taksówką, cała wystrojona.
I nie ma jej od trzech dni.
Mów dalej.
Dziś rano dostałam od niej wiadomość.
Chce, żeby przesłać jej rzeczy...
na Wimpole Street 27A,
do profesora Higginsa.
A co chce, żeby jej wysłać?
Klatkę dla ptaków i chiński wachlarz.
Powiada:
"Niech ci nie przyjdzie do głowy przysyłać mi ubrań".
Wiedziałem, że zrobi karierę.
Niebawem się napijemy.
Los uśmiechnął się do Alfreda P. Doolitle'a.
Ojciec jest po to, by utrzymywać dzieci
To rzecz słuszna i sprawiedliwa
Ojciec jest po to, by utrzymywać dzieci, lecz
Starczy mały szczęścia łut
I dzieci będą utrzymywać ciebie
Mały szczęścia łut
Przy odrobinie fartu dzieci będą pracować na ciebie
Mały szczęścia łut
Trochę fartu!
Grzechem jest mieć romans
I serce żony przepełnić smutkiem
Grzechem jest mieć romans, lecz
Starczy mały szczęścia łut
By żona nie dowiedziała się o niczym
Mały szczęścia łut
Trochę fartu i nie dowie się o niczym!
Trochę fartu!
Poczta, proszę pana.
Proszę zapłacić rachunki i odpowiedzieć odmownie na zaproszenia.
Nie może pan traktować jej w ten sposób.
W kółko powtarza alfabet...
od rana do wieczora, nawet w czasie posiłków.
To wyczerpujące. Kiedy to się skończy?
Kiedy zacznie wymawiać poprawnie. To wszystko, pani Pearce?
Przyszedł list od amerykańskiego milionera, Ezry D. Wallingforda.
Nalega, by wstąpił pan do Ligi Odnowy Moralnej.
Proszę to wyrzucić.
To już trzeci list. Powinien pan w końcu odpowiedzieć.
Proszę położyć go na biurku. Spróbuję odpisać.
Jakiś włóczęga, Alfred P. Doolittle,
chce się z panem widzieć. Mówi, że tu jest jego córka.
Wiedziałem!
Proszę wprowadzić tego szubrawca.
Może nie jest szubrawcem, Higgins.
Bzdura. Oczywiście, że jest szubrawcem.
Obawiam się, że będziemy mieli z nim kłopoty.
Nie sądzę. Jeśli ktoś będzie miał kłopoty, to on.
Doolittle, proszę pana.
- Profesor Higgins? - Tu jestem!
Gdzie?
Dzień dobry, szefie.
Przyszedłem w bardzo poważnej sprawie.
Wychowaliście się w Houndslow.
Matka Walijka, jak sądzę.
Czego chcecie, Doolittle?
Chcę mojej córki. Jasne?
Oczywiście. Jesteście jej ojcem, prawda?
Cieszę się, że zostało w was trochę ojcowskich uczuć.
Jest tam. Zabierzcie ją sobie.
Co?
Zabierzcie ją. Nie sądzicie chyba, że będę ją trzymał?
Czy tak się godzi?
Ładnie wykorzystywać tak człowieka?
Dziewczyna należy do mnie. Pan ją wziął. Co mi zostanie?
Macie czelność przychodzić tu i próbować mnie szantażować!
Przysłaliście ją tu celowo!
Niech pan mnie nie oskarża, szefie.
Zajmie się wami policja. To próba...
wyłudzenia pieniędzy.
Zadzwonię po policję.
Poprosiłem pana o pieniądze?
Ten pan jest świadkiem. Czy mówiłem coś o pieniądzach?
To po co tu przyszliście?
A po cóż by?
Bądź pan człowiekiem.
Przysłaliście ją tu celowo.
Słowo daję, że nie.
Skąd wiedzieliście, że tu jest?
Powiedziałbym, ale nie pozwala mi pan dojść do słowa.
Powiem to panu. Chcę powiedzieć.
Wprost nie mogę się doczekać!
Wiesz, Pickering, ten osobnik ma naturalny dar retoryki.
Zwróć uwagę na rytm wypowiedzi.
"Powiem to panu. Chcę powiedzieć. Wprost nie mogę się doczekać".
To zasługa walijskich przodków.
Skąd wiecie, że Eliza tu jest?
Posłała po swoje rzeczy i dowiedziałem się.
Nie chciała ubrań.
Co by pan sobie pomyślał, będąc jej ojcem?
A więc przyszliście, by uchronić ją przed losem gorszym od śmierci.
Tak, szefie. To prawda.
Pani Pearce!
Przyszedł ojciec Elizy, by ją stąd zabrać. Proszę ją przyprowadzić.
Chwileczkę, szefie.
Obaj jesteśmy światowymi ludźmi, prawda?
Światowymi ludźmi? Chyba powinna pani odejść, pani Pearce.
Też tak sądzę.
A więc, szefie,
poczułem do pana sympatię,
więc jeśli pan chce zatrzymać dziewczynę, nie będę się upierał.
Rozważę wszelkie propozycje.
Proszę tylko o uszanowanie moich praw ojcowskich.
Nie oczekuje pan chyba, że oddam ją za darmo?
Jest pan uczciwym człowiekiem.
Więc...
co znaczy dla pana pięć funtów? A co Eliza znaczy dla mnie?
Trzeba wam wiedzieć,
że pan Higgins ma szlachetne zamiary.
Oczywiście, szefie. Gdybym tak nie uważał, poprosiłbym o 50 funtów.
Sprzedałbyś córkę za 50 funtów?
Nie macie zasad moralnych.
Nie mogę sobie na nie pozwolić. Jestem za biedny.
Nie żebym chciał to wykorzystać, ale...
jeśli Eliza ma coś z tego, dlaczego ja mam nie mieć?
Spójrzcie na to z mojej strony. Kim ja jestem?
Pytam was, kim jestem? Bezużytecznym biedakiem, oto kim.
Co to oznacza dla mężczyzny?
Że musi on ustawicznie walczyć z mieszczańską moralnością.
Jeśli o coś proszę, zawsze słyszę tę samą odpowiedź:
"Nie dostaniesz, bo jesteś bezużyteczny".
A potrzeby mam równie wielkie jak szacowne wdowy,
które biorą sześć różnych rent po jednym mężu.
Potrzeby mam większe niż niejeden szacowny człowiek.
Apetyt mam nie mniejszy, a pragnienie...
znacznie większe.
Gram z wami w otwarte karty.
Nie udaję szacownego człowieka. Jestem ladaco...
i nie zamierzam się zmienić. Lubię to, taka jest prawda.
Ale czy godzi się wykorzystywać człowieka,
odmawiając mu zapłaty za córkę, którą wychował,
karmił i ubierał za swoją krwawicę...
aż urosła na tyle, by zainteresować dwóch dżentelmenów?
Czy pięć funtów to nie uczciwa cena?
Przemyślcie to.
Gdybyśmy popracowali nad tym człowiekiem przez trzy miesiące,
mógłby zasiąść w parlamencie.
- Lepiej dajmy mu te pięć funtów. - Obawiam się, że zrobi z nich zły użytek.
Daję słowo, że nie.
Zabawimy się z moją starą,
dla nas to będzie przyjemność, a dla innych korzyść.
Będzie wam przyjemnie, że ta forsa się nie zmarnowała.
Nie moglibyście wydać jej lepiej.
Nie mogę się oprzeć. Dam mu dziesięć.
Moja stara nie śmiałaby wydać 10 funtów.
To kupa forsy.
Człowiek staje się ostrożny i żegnaj zabawo.
Szefie, daj mi tylko to, o co prosiłem. Ani mniej, ani więcej.
Nie pochwalam takiego braku zasad moralnych.
Dlaczego nie poślubicie swojej towarzyszki?
Małżeństwo nie jest straszne. Byliście już żonaty z matką Elizy.
Kto tak powiedział?
Nikt tak nie mówił. Wywnioskowałem...
Jeśli posłuchamy go jeszcze przez chwilę, nasze zasady rozwieją się.
- Chciałeś pięć funtów. - Dziękuję, szefie.
Na pewno nie chcesz dziesięciu?
Nie. Może innym razem.
Przepraszam, panienko.
Mam już dość powtarzania tych głosek.
Psiakrew, to Eliza.
Nie wiedziałem, że tak ładnie wygląda, gdy się umyje.
Nie przynosi mi wstydu, prawda?
Co ty tu robisz?
Trzymaj język na wodzy w obecności tych dżentelmenów.
Jak będzie sprawiać kłopoty, przyłóżcie jej pasem.
To przywraca jej rozsądek.
Do widzenia panom. Bywaj, Elizo.
Oto człowiek, jakiego nam trzeba. Geniusz filozoficzny czystej wody.
Proszę napisać do pana Ezry Wallingforda,
żeby w sprawie wykładowcy skontaktował się z panem Doolittle,
zwykłym włóczęgą, jednym z najciekawszych moralistów Anglii.
Po co on tu przyszedł?
Ćwicz samogłoski.
Znałam je, zanim tu przyszłam.
Mów, jeśli umiesz.
A jak ja powiedziałam?
Powtarzam to od trzech dni i mam już dosyć.
Wiem, że to trudne, panno Doolittle. Proszę jednak zrozumieć.
Nie ma sensu tłumaczyć. Jako oficer, powinieneś to wiedzieć.
Trzeba jej ćwiczeń.
Nie wtrącaj się, bo ci nie da spokoju.
Okaż jej trochę cierpliwości.
Oczywiście.
Powiedz: "A".
Masz serce z kamienia.
Jeśli do wieczora nie nauczysz się poprawnej wymowy samogłosek,
nie dostaniesz obiadu, kolacji ani czekoladek.
Poczekaj, Henry Higginsie Tylko poczekaj
Będziesz żałował, ale za późno
Będziesz zrujnowany, a ja bogata Czy ci pomogę? Wolne żarty!
Poczekaj, Henry Higginsie Tylko poczekaj
Będziesz kiedyś chory
Będziesz prosił, by posłać po lekarza
A ja sobie pójdę do teatru
Tylko poczekaj, Henry Higginsie!
Poczekaj, aż będziemy się kąpać w morzu
I złapie cię skurcz, gdy będę w pobliżu
Gdy zaczniesz tonąć, ubiorę się i wrócę do miasta
Tylko poczekaj!
Pewnego dnia stanę się sławna, nauczę się dobrych manier
"Będę się obracać w najlepszym towarzystwie
Któregoś wieczoru król powie: "Och, Lizo, moja przyjaciółko
Chcę, żeby cała Anglia cię sławiła
Dzień 20 maja
Ogłaszam świętem Lizy Doolittle
Wszyscy będą wiwatować na twoją cześć
A ja spełnię każde twoje życzenie"
"Wielkie dzięki, królu", powiem grzecznie
"Chcę tylko głowy Henry'ego Higginsa"
"Zgoda!"
Powie król, uderzając pięścią w stół
"Straż, przyprowadzić go!"
Potem cię przyprowadzą i postawią pod murem
A król powie:
"Wydaj rozkaz, Lizo"
Gdy wycelują w ciebie broń
Zawołam: "Cel, pal!"
Jesteś zgubiony, Henry Higginsie
Tylko poczekaj!
Powtórz, Elizo.
"Deszcz mży w Hiszpanii...
grad bije w Kampanii".
"Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii".
Jak ja powidziałam?
Ani tak nie "powidziałaś", ani nawet nie "powiedziałaś".
Co wieczór przed zaśnięciem zamiast pacierza...
masz powtarzać:
"Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii".
Pięćdziesiąt razy.
Pan Bóg będzie ci wdzięczny, że nie kaleczysz jego uszu.
Teraz twój przydech.
Zapowiada się okropnie.
Bądź cierpliwy. Daj dziewczynie szansę.
Nie oczekuję, że uda się od razu.
Uważaj, Elizo.
Widzisz ten płomyk?
Za każdym razem, gdy poprawnie wymówisz "H", płomyk zadrga,
w przeciwnym razie pozostanie nieruchomy.
To sprawdzian, czy dobrze wymawiasz.
Z czasem twoje ucho wyłapie różnicę.
Lepiej widać w lustrze. Słuchaj uważnie.
"W Hartford, Hereford i Hampshire...
"huragany huczą harmonijnie".
Powtarzaj za mną.
"W Hartford, Hereford i Hampshire huragany huczą harmonijnie".
Nie, nie!
Nie masz słuchu?
- Mam powtórzyć? - Tylko nie to.
Zacznijmy od początku. Zrób tak.
Ćwicz dalej.
Czy to samo zdarza się w Indiach?
Czy też mają zwyczaj połykać głoski...
albo dodawać je tam, gdzie nie trzeba?
Dziewczyna!
Ćwicz dalej.
Biedny profesor Higgins
Haruje dniami i nocami
Biedny profesor Higgins
Cały dzień na nogach
Biega po schodach w górę i w dół
Nie odpoczywa, nie je
Nawet okruszyny
Jeszcze raz, Elizo.
Król Karol kupił korale.
Nie. "Król Karol".
Król Karol kupił korale.
Król Karol. Jak "kubek z kawą".
Król Karol. Kubek z kawą. Powiedz: "kubek z kawą".
Nie. "Kubek z kawą".
Wyśmienite ciasto. Ciekawe, gdzie pani Pearce je kupiła.
Pierwsza klasa. A tamte z truskawkami są wyjątkowo smaczne.
Powtórz.
- Wyjątkowo smaczne... - Pickering!
Powtórz, Elizo.
Kubeg s kawą.
Och, nie!
Nie słyszysz różnicy?
Oprzyj język na dolnych zębach.
I powiedz: "kubek".
Teraz powiedz: "z".
"Kubek, kubek, kubek, z, z, z".
Na Jowisza, Higginsie, pyszna herbata.
Zjedz ostatnie ciastko z truskawkami. Ja już nie mogę.
- Ja też nie. - Szkoda je zmarnować.
Nie zmarnuje się. Znam kogoś, kto przepada za ciastkami.
Biedny profesor Higgins
Zmaga się z przeciwnościami
Och, biedny profesor Higgins
Dziewiąta, dziesiąta wieczorem
Mija północ
Pierwsza, druga, trzecia rano...
Cztery.
Pięć.
Sześć kamyków.
Chcę, żebyś to przeczytała, wymawiając wyraźnie...
każde słowo tak, jakbyś nie miała w ustach kamyków.
"Stół z powyłamywanymi...
nogami".
Każde słowo czysto i wyraźnie.
Nie mogę!
Czy te kamyki są naprawdę niezbędne?
Mógł ich używać Demostenes, może więc i Eliza Doolittle.
Dalej, Elizo.
Nie rozumiem ani słowa.
Może to trochę za trudne zdanie.
Spróbuj czegoś łatwiejszego, na przykład Wlazł kotek na płotek.
To ładny wierszyk.
Nie słyszę, co ona mówi, Pickering!
Co się stało?
Połknęłam jeden.
Nie szkodzi. Mam zapas. Otwórz buzię. Jeden, dwa...
Dosyć, profesorze Higgins
Wysłuchaj nas albo odejdziemy
Profesorze Higgins!
"Tak się nie mówi"
Łomocze nam w głowach
"Tak się nie mówi"
"Tak się nie mówi"
"Deszcz mży w Hiszpanii...
grad bije w Kampanii".
Już nie mogę!
Jestem taka zmęczona!
Na litość boską, Higgins, chyba już trzecia nad ranem.
Bądź rozsądny.
Zawsze jestem rozsądny.
Jeśli ja mogę pracować z nieznośnym bólem głowy, ty też możesz.
Mnie też boli głowa.
Wiem, że cię boli głowa. Wiem, że jesteś zmęczona.
Wiem, że masz stargane nerwy.
Ale pomyśl, czego próbujesz dokonać.
O jaką grasz stawkę.
Majestat i wielkość języka angielskiego...
to największe nasze bogactwo.
Najszlachetniejsze myśli, jakie zrodziły się w sercu człowieka,
wyrażone zostały za pomocą tej wspaniałej...
melodii dźwięków.
To jest nagroda, o którą walczysz.
I którą zdobędziesz.
Spróbuj jeszcze raz.
"Deszcz mży w Hiszpanii...
grad bije w Kampanii".
Jak powiedziałaś?
"Deszcz mży w Hiszpanii...
grad bije w Kampanii".
Jeszcze raz.
"Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii".
Udało się.
Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii
Wielkie nieba! Udało się!
Powtórz. Gdzie grad bił?
W Kampanii, w Kampanii
A gdzie padało?
Hiszpanii, w Hiszpanii
Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii
W Hartford, Hereford i Hampshire
Huragany huczą harmonijnie
Król Karol kupił korale
Jeszcze raz. Gdzie grad bił?
W Kampanii, w Kampanii
A gdzie padało?
W Hiszpanii, w Hiszpanii
Zrobiliśmy duże postępy. Już czas, by ją poddać próbie.
Dobrze się pan czuje?
Wspaniale. A pani?
Dziękuję, bardzo dobrze.
Pokażemy ją ludziom i zobaczymy, jak sobie poradzi.
Obudził mnie przeraźliwy hałas.
Wie pan, co to mogło być?
Nic nie słyszałem. A ty, Pickering?
Musi pani pójść do lekarza, jeśli to się powtórzy.
Już wiem. Zabierzemy ją na wyścigi konne.
Moja matka ma lożę w Ascot.
- Powinieneś uprzedzić matkę. - Oczywiście.
Nie. Zrobimy jej niespodziankę. Teraz chodźmy spać.
Rano kupimy jej suknię.
A ty ćwicz dalej, Elizo.
Ależ panie Higgins, jest prawie ranek.
Ranek to najlepsza pora na pracę.
Gdzie się kupuje eleganckie suknie?
U Whitelya, rzecz jasna.
Skąd wiesz?
To oczywiste.
Tylko nie kupmy czegoś zbyt strojnego.
Nie cierpię sukien z ozdóbkami tu i tam.
Kupimy jej coś prostego, skromnego...
i eleganckiego. Coś stosownego.
Może z kokardą.
Tak będzie dobrze.
Wszyscy za ciężko pracowaliście. Zmęczenie daje o sobie znać.
Nie obchodzi mnie, co mówi pan Higgins.
Zostaw książki i połóż się do łóżka.
Do łóżka! Nie mogę się położyć
Mam w głowie zbyt duży zamęt
Spać! Nie mogłabym dziś zasnąć
Za żadne skarby świata!
Mogłabym przetańczyć całą noc
I ciągle nie mieć dość
Mogę rozwinąć skrzydła
I robić tysiąc rzeczy
Których nigdy dotąd nie robiłam
Nie wiem, co w tym było tak ekscytujące
Dlaczego serce zaczęło mi łomotać
Wiem tylko, że gdy on
Zaczął ze mną tańczyć
Mogłabym tańczyć, tańczyć...
Całą noc!
Już po trzeciej.
Co wy na to?
Powinna być już w łóżku!
To było wspaniałe, kochanie.
Ale teraz czas spać!
Zebrała się tu cała arystokracja
Nie brak nikogo z towarzystwa
Cóż za wspaniały spektakl
Dzień otwarcia wyścigów w Ascot
Konie w boksach startowych
Czekają na sygnał
Cóż za podniecające napięcie
W dniu otwarcia wyścigów w Ascot
Przyspieszony puls
Rozpalone twarze
Serca biją coraz szybciej
Podniecenie narasta!
Już za chwilę
Zacznie się wyścig
Bomba poszła w górę
Wyskoczyły naprzód. Patrz!
Zaczęło się
Chwila mrożąca krew w żyłach
Czy wytrzymają to mordercze tempo?
To był niesłychanie porywający
Pierwszy wyścig w dniu otwarcia Ascot!
Mamo!
Henry! Co za przykra niespodzianka!
Witaj, mamo.
Ładnie wyglądasz.
Co tu robisz? Obiecałeś nie przychodzić na wyścigi. Wracaj do domu.
Mam tu coś do załatwienia.
Mówię poważnie. Będziesz obrażał moich przyjaciół.
Gdy tylko cię poznają, znikają natychmiast.
Poza tym nie jesteś odpowiednio ubrany.
To czysta koszula. Mam dla ciebie zadanie, mamo.
Fonetyczne. Przyprowadziłem dziewczynę.
Żaden romans. To kwiaciarka.
Chcę ją zabrać na bal w ambasadzie, ale najpierw ty się jej przyjrzyj.
- Dokąd chcesz ją zabrać? - Na bal w ambasadzie.
Dlatego zaprosiłem ją dziś do twojej loży.
Zwykłą kwiaciarkę?
Nauczyłem ją poprawnej wymowy.
Dokładnie wie, jak ma się zachowywać.
Ma rozmawiać tylko o pogodzie i o zdrowiu.
Nic poza: "Ładny dziś dzień!" i "Jak się pani miewa?"
Z twoją pomocą wszystko się uda.
Uda się? Rozmowa o zdrowiu podczas wyścigów?
O czymś musi rozmawiać.
Gdzie ona teraz jest?
Przymierza suknię. Ta, którą jej kupiliśmy nie za bardzo pasuje.
Mówiłem Pickeringowi, że powinniśmy ją zabrać ze sobą.
- Pani Eynsford-Hill. - Witam panią, pani Higgins.
To mój syn, Henry.
Miło mi.
- Czy my się nie znamy? - Nie wiem.
Nieważne. Proszę usiąść.
Gdzie oni, u diabła, się podziewają?
W samą porę na herbatę, pułkowniku.
Dziękuję. Czy mogę przedstawić pannę Elizę Doolittle?
Witam, panno Doolittle.
Dziękuję za zaproszenie.
Nie ma za co, moja droga.
- Lady Boxington. - Witam panią.
Lord Boxington.
Bardzo mi miło.
Pani Eynsford-Hill, panna Doolittle.
Witam.
I Freddy Eynsford-Hill.
Miło mi.
Mnie również.
Dobry wieczór, profesorze Higgins.
Pierwszy wyścig był bardzo interesujący.
Szkoda, że go pani nie widziała.
Zanosi się na deszcz, nie sądzi pani?
"Deszcz mży w Hiszpanii, grad bije w Kampanii".
"A w Hartford, Hereford i Hampshire huragany huczą harmonijnie".
Bardzo zabawne.
Co w tym śmiesznego, młodzieńcze? Założę się, że mam rację.
Cudownie.
Przyjdzie gwałtowne ochłodzenie?
Miejmy nadzieję, że chłody nie wrócą.
Można się nabawić grypy.
Cała nasza rodzina jest na to podatna.
Podobno moja ciotka zmarła na grypę.
Ale moim zdaniem wykończono ją.
Wykończono ją?
Niech Bóg ma ją w swojej opiece.
Dlaczego miałaby umrzeć na grypę,
skoro rok wcześniej wygrzebała się z dyfterytu?
Była cała sina.
Wszyscy myśleli, że umrze.
Ale mój ojciec poił ją dżinem.
Szybko przyszła do siebie i nawet zaczęła gryźć łyżkę.
Wielkie nieba!
Czy tak silna kobieta...
mogła umrzeć na grypę?
I co się stało z jej słomkowym kapeluszem, który miałam odziedziczyć?
Ktoś go podwędził.
Moim zdaniem...
załatwił ją ten, kto podwędził kapelusz.
Powiedziała pani: "załatwił"?
Co to znaczy?
To młodzieżowy żargon. "Załatwić kogoś" znaczy: zabić go.
Nie sądzi pani chyba, że ktoś zabił jej ciotkę?
Dlaczego nie?
Ci, z którymi mieszkała zabiliby ją za szpilkę, nie mówiąc o kapeluszu.
Ale pani ojciec ryzykował...
pojąc ją alkoholem.
To mogło ją zabić.
Nie ją. Piła dżin jak wodę.
Poza tym ojciec wlał w siebie tyle dżinu, że znał wszystkie jego zalety.
Chce pani powiedzieć, że się upijał?
Upijał się? Powiedzmy otwarcie: był alkoholikiem.
Dlaczego pan się chichra?
Znakomicie pani opanowała młodzieżowe wyrażonka.
Jeśli wymawiam poprawnie, to dlaczego się pan chichra?
Czyżbym powiedziała coś, czego nie powinnam?
Ależ skąd, moja droga.
To zmiłowanie boskie...
Obawiam się, że nie zdążymy obstawić kolejnego wyścigu,
chodźmy, moja droga.
Postawiłem na siódemkę. Będę szczęśliwy, jeśli pani to przyjmie.
Lepiej się będzie pani bawiła podczas wyścigu.
To bardzo uprzejme z pana strony.
Nazywa się Dover.
Chodźmy już.
Znów tam są
Ustawiają się w szeregu
Zajmują pozycje
Gotowe. Patrzcie!
Zaczęło się
Szybciej, Dover.
Dalej, Dover! Ruszaj zadem!
O, mój Boże.
Nie żartuj, Henry. Nie możesz zabrać jej na bal w ambasadzie.
Uważasz, że nie jest gotowa?
Jest gotowa do portowej tancbudy.
Może jej język wymaga nieco korekty, ale...
Jeśli nie dostrzegasz beznadziejności tych planów,
musiałeś oszaleć na jej punkcie.
Radzę ci zrezygnować i nie narażać więcej...
siebie i tej biednej dziewczyny.
To najbardziej fascynujące zadanie, jakie podjąłem.
Obaj z Pickeringiem zajmujemy się tym od rana do wieczora. Żyjemy tym.
Uczymy Elizę, mówimy do Elizy, słuchamy Elizy, ubieramy Elizę.
Jesteście parą dzieciaków, które bawią się żywą lalką.
Oto samochód.
Dobry wieczór panu.
- Kolacja gotowa? Umieram z głodu. - Już podaję.
Dobry wieczór, profesorze.
Gdy wspomniała, jak jej ciotka gryzła łyżkę
Zawojowała mnie całkowicie
I moje serce poszybowało na księżyc
Gdy opowiedziała o ojcu i dżinie
Wydała mi się szalenie dowcipna
A gdy krzyknęła: "Rusz zadem"...
- Słucham pana. - Zastałem pannę Doolittle?
Kogo mam zaanonsować?
Freddy Eynsford-Hill. Jeśli mnie nie pamięta,
proszę powiedzieć, że się z niej "chichrałem".
Tak, proszę pana.
Proszę jej to wręczyć.
Nie wejdzie pan?
Może pan zaczekać w salonie.
Nie, dziękuję. Chciałem zobaczyć ulicę, przy której mieszka.
Często przedtem spacerowałem tą ulicą
Ale stąpałem po chodniku
Teraz unoszę się w powietrzu
Bo to ulica, przy której mieszkasz ty
Czy w sercu miasta rosną bzy?
Czy słychać śpiew skowronka?
Czy każdy dom roztacza czar?
Nie, tylko na ulicy, przy której mieszkasz ty
Ach, co za wspaniałe uczucie
Wiedzieć, że jesteś w pobliżu
Uskrzydlająca świadomość
Że w każdej chwili możesz się wyłonić
Przechodnie nic mnie nie obchodzą
Przedkładam to miejsce nad cuda świata
Niechaj mija czas
Nie dbam o to, jeśli
Mogę stać na ulicy, przy której mieszkasz
Bardzo mi przykro, proszę pana.
Panna Doolittle powiedziała, że nie chce nikogo widzieć.
Dlaczego? Była niezwykła.
Tak mi powiedziano. Mam przekazać coś jeszcze?
Proszę przekazać, że czekam.
Mogą minąć dni, a nawet tygodnie.
Nie widzi pani, jaki jestem szczęśliwy?
Przechodnie nic mnie nie obchodzą
Przedkładam to miejsce nad cuda świata
Niechaj mija czas
Nie dbam o to, jeśli
Mogę stać na ulicy, przy której mieszkasz
Ciągnięcie tego dalej jest nieludzkie.
Zdajesz sobie sprawę, czego musisz ją nauczyć w sześć tygodni?
Chodzić, rozmawiać, zwracać się do księcia, lorda,
biskupa, ambasadora. To absolutnie niemożliwe.
Chcę przez to powiedzieć, że wycofuję się z zakładu.
Wiem, że jesteś uparty, ale ja też.
Eksperyment skończony.
I tylko rozkaz króla może mnie zmusić do zmiany decyzji.
Rozumiesz, Higgins? Wszystko skończone.
Jeśli dziś w ambasadzie dojdzie do skandalu,
jeśli panna Doolittle dozna upokorzenia,
wina spadnie na ciebie.
Eliza potrafi wszystko.
Pamiętasz Ascot?
Przypuśćmy, że popełni straszną gafę.
Na balu nie będzie koni, Pickering.
Pomyśl, jakie to byłoby bolesne.
Nie wiem, co bym zrobił, gdyby się coś zdarzyło.
Zawsze możesz wrócić do wojska.
Nie czas na nonszalancję.
Przez ostatnie tygodnie zamęczałeś ją...
ponad ludzką wytrzymałość.
Na litość boską, przestań chodzić. Nie możesz ustać w miejscu?
Napij się trochę porto. To uspokaja nerwy.
Nie jestem zdenerwowany.
- Gdzie jest? - Na pianinie.
Podstawiono samochód.
Proszę zawiadomić pannę Doolittle.
Założę się, że ta suknia nie pasuje.
Ostrzegałem cię przed francuskimi krawcami.
Trzeba było pójść do angielskiego krawca. Byłby po naszej stronie.
- Szklaneczka porto? - Nie, dziękuję.
Jesteś pewien, że dziewczyna pamięta wszystko, co jej wbijałeś do głowy?
Przekonamy się.
A jeśli nie?
Przegrałem zakład.
Nie mogę znieść twojej pewności siebie.
W tak pełnej napięcia chwili...
nieprzyzwoitością jest odmawiać kieliszka porto.
A co z dziewczyną? Zachowujesz się, jakby cię nic nie obchodziła.
Bzdura. Oczywiście, że mnie obchodzi.
Po cóż bym to robił przez te miesiące?
Co może być ważniejszego niż przekształcenie istoty ludzkiej...
w całkiem odmienną postać i nauczenie jej nowego języka?
Tak, by przeskoczyła najgłębszą przepaść dzielącą klasy społeczne...
i ludzkie dusze.
Ona obchodzi mnie niezmiernie.
Ślicznie pani wygląda, panno Doolittle.
Dziękuję, pułkowniku.
A tobie jak się podoba?
Całkiem nieźle.
Mistrzu!
Nie pamięta mnie pan?
Nie. Kim pan jest?
Pańskim uczniem. Pierwszym, wspaniałym, najlepszym uczniem.
Jestem Zoltan Karpathy, cudowne dziecko.
Rozsławiłem pańskie imię w całej Europie.
Uczył mnie pan fonetyki. Pamięta pan?
Dlaczego się pan nie ostrzygł?
Brak mi pańskiej wspaniałej prezencji, postawy, czoła.
Ostrzyżony, nie zrobiłbym wrażenia.
Gdzie pan zdobył te stare monety?
To odznaczenia za języki.
Królowa Transylwanii tu jest.
Jestem jej niezbędny podczas oficjalnych przyjęć.
Mówię 32 językami. Znam wszystkich w Europie.
Żaden oszust nie ujdzie mojej uwagi.
Profesor Karpathy.
Ambasador Grecji.
Wolne żarty!
Udaje, że zna angielski, ale mnie nie zwiedzie.
Syn zegarmistrza z Yorkshire.
Ma tak prowincjonalny akcent, że każdym słowem...
zdradza swoje pochodzenie.
Pomagam mu stwarzać pozory, ale każę mu słono płacić.
Jest pan proszony na górę. Jej wysokość pyta o pana.
Wicehrabia i wicehrabina Saxon.
Baron i baronowa Yorkshire.
Sir Guy i lady Scot-Auckland.
Hrabia i hrabina Demereau.
Wicehrabia i wicehrabina Hillyard.
Państwo Lanser.
Lord i lady Clanders.
Panna Eliza Doolittle i pułkownik Pickering.
Dobry wieczór, pułkowniku.
Jakże zachwycającą młodą damę przyprowadził pan dziś ze sobą!
Kim ona jest?
To kuzynka moja i Higginsa. Proszę wybaczyć.
Profesorze Higgins.
Ma tak nieobecne spojrzenie, jakby wychowała się w ogrodzie.
Rzeczywiście. Wychowała się wśród kwiatów.
Henry musi natychmiast zabrać Elizę do domu. Jest tu znawca języka.
- Rodzaj "wykrywacza oszustów". - Jak pan może?
Ta młoda dama od pułkownika Pickeringa...
Proszę się dowiedzieć, kim jest.
Z przyjemnością.
Sytuacja staje się groźna.
Zoltanie, proszę mi opowiedzieć o ambasadorze Grecji.
Chętnie, ale najpierw proszę mnie przedstawić tej cudnej istocie.
Naprawdę pochodzi z Yorkshire?
Jej Królewska Mość, królowa Transylwanii...
i Jego Królewska Wysokość, książę Gregor.
Czarująca. Naprawdę czarująca.
Panna Doolittle, madam.
Panno Doolittle, mój syn pragnie z panią zatańczyć.
Fantastyczne!
Co za błazenada!
Niespodziewany rezultat.
Jak poszło, panie Higgins?
Odnieśliśmy triumf, pani Pearce.
Byłeś wspaniały, Higgins.
Powiedz nam teraz prawdę, nie denerwowałeś się trochę?
Nic a nic przez cały wieczór?
Gdy zorientowałem się, że wygramy,
poczułem się bezużyteczny.
Niezwykłe osiągnięcie.
I pomyśleć, że niedawno chciałem ze wszystkiego zrezygnować.
Fantastyczne.
Co za błazenada!
Moje uszanowanie, Higgins.
Durnie nie znają się na swoim rzemiośle.
Stary, dziś ci się udało
Powiedziałeś, że tego dokonasz i udało ci się
Myślałem, że nie zdołasz, wątpiłem w ciebie
Ale teraz muszę przyznać, że odniosłeś sukces
Powinieneś dostać medal lub szlachectwo
Ach, to nic wielkiego
Pokonałeś wszystkie przeszkody
Trzeba sprawiedliwie powiedzieć
Że część chwały spływa na ciebie
Ty sam tego dokonałeś
Jesteś twardy jak skała
Nie ma żadnych wątpliwości
Udało ci się!
Postarzałem się dzisiaj o rok. Myślałem, że umrę ze strachu
Nie było chwili wytchnienia
Gdy tylko tam weszliśmy, wiedziałem, że zwycięstwo będzie łatwe
A potem już tylko się nudziłem
Wszędzie słyszało się "ochy" i "achy"
Każdy był ciekaw, kim ona jest
Jakby nigdy przedtem nie widzieli damy
A kiedy książę Transylwanii poprosił ją do tańca
I podał jej ramię
Powiedziałem Higginsowi: "udało ci się"
Myśleli, że jest zachwycającą księżniczką
I nie wiedzieli, że to ty...
Tego dokonałeś
Dzięki niech będą Karpathy'emu.
Gdyby nie on, umarłbym z nudów.
Karpathy? Ten okropny Węgier? Był tam?
Nie tylko tam był, ale też stosował wszystkie swoje sztuczki.
Ten łotr, posługuje się językoznawstwem
Nie by nauczać, lecz by szantażować
Zastosował swe szatańskie sztuczki
Chcąc odkryć, kim jest panna Doolittle
Ciągle kręcił się przy nas
Ten kudłacz z Budapesztu
Nie zostawiał nas samych Nigdy nie widziałem
Gorszego szkodnika
W końcu pomyślałem, że trzeba, by ją sprawdził
Więc pozwoliłem mu z nią zatańczyć
Zachwyt wydobywał się wszystkimi porami jego skóry i znaczył ślady na podłodze
Zastosował wszystkie swoje sztuczki, chcąc ją zdemaskować
A gdy taniec dobiegł końca, rozpłomienił się, pewny zwycięstwa
I śmiejąc się zbyt głośno, podnieconym głosem
Oznajmił pani domu, że Eliza jest oszustką
Nie!
"Mówi zbyt poprawnie", stwierdził "To jasno dowodzi, że jest cudzoziemką"
"Zważywszy, że inne nacje doskonalą ojczystą wymowę
Anglicy zaś tego nie czynią
Choć musiała pobierać lekcje u znawcy dialektologii i gramatyki
Wiem, że z pochodzenia jest
Węgierką"
W jej żyłach płynie królewska krew
Jest księżniczką
Ma krew bardziej błękitną niż wody Dunaju
Królewskość jest wypisana na jej twarzy
"Myślała, że dam się nabrać, ale nic z tego
Czyż mogłaby oszukać rodaka?
Znam wszystkie języki świata", powiedział
"Ona jest Węgierką najczystszej wody"
Gratulujemy, profesorze Higgins
Wspaniałego zwycięstwa
Gratulujemy, profesorze Higgins
Przejdzie pan do historii
Dzięki Bogu już po wszystkim.
Mogę pójść spać i nie dręczyć się dniem jutrzejszym.
- Dobranoc, panie Higgins. - Dobranoc, pani Pearce.
Ja też już pójdę. Dobranoc. To był wspaniały wieczór.
Dobranoc, Pickering.
Pani Pearce?
Chcę, by mi rano podała kawę zamiast herbaty.
Zostaw jej kartkę, Elizo. I pogaś światła.
Muszą być na dole.
Tracę głowę przez ten cały zamęt.
Gdzie, u diabła, podziały się moje kapcie.
Tu są twoje kapcie.
Zabierz je sobie! Obyś nigdy nie był w nich szczęśliwy!
O co ci chodzi? Co się stało?
Wydarzyło się coś złego?
Tobie nie. Wygrałam dla ciebie zakład, czyż nie?
To ci wystarczy. Poza tym nic się nie liczy, prawda?
Wygrałaś dla mnie zakład? Ty zarozumiała smarkulo! To ja wygrałem.
Dlaczego rzuciłaś we mnie kapciami?
Bo chciałam ci rozkwasić nos. Mogłabym cię zabić, wstrętny egoisto!
Dlaczego nie zostawiłeś mnie tam, gdzie byłam?
Dziękujesz Bogu, że już po wszystkim. Teraz możesz odesłać mnie z powrotem!
Nerwy panienkę poniosły?
Schowaj pazury, kocico! Jak śmiesz rzucać się na mnie?
Usiądź i uspokój się.
Co ze mną będzie?
Skąd ja mam to wiedzieć?
Czy to ważne?
Ja ciebie nie obchodzę.
Mogłabym umrzeć. Jestem dla ciebie nikim.
Nie znaczę więcej niż te ciapcie.
Te kapcie!
Te kapcie! Jakie to ma teraz znaczenie?
Co jest przyczyną tego załamania?
Czy możesz się uskarżać na złe traktowanie?
Nie.
Czy ktoś cię skrzywdził? Pułkownik? Pani Pearce?
Nie.
Chyba nie uważasz, że ja cię skrzywdziłem?
Nie.
Miło mi to słyszeć.
Pewnie jesteś zmęczona po tym ciężkim dniu.
Masz ochotę na czekoladę?
Nie, dziękuję.
To naturalne, że żyłaś w napięciu. Ale już po wszystkim.
Nie ma się już czym martwić.
Ty już nie masz się czym martwić.
Chciałabym umrzeć.
Dlaczego? Na litość boską, dlaczego?
Posłuchaj mnie, Elizo. To poirytowanie ma podłoże subiektywne.
Nie rozumiem. Jestem za głupia.
To tylko wyobraźnia. Nic złego. Nikt cię nie krzywdzi.
Idź do łóżka, prześpij się.
Popłacz trochę i pomódl się. Poczujesz się znacznie lepiej.
Słyszałam twoją modlitwę.
"Dzięki Bogu już po wszystkim".
Nie cieszy cię, że już po wszystkim?
Jesteś już wolna. Możesz robić, co chcesz.
Do czego ja się nadaję? Do czego mnie przygotowałeś?
Dokąd mam iść? Co robić?
Co się ze mną stanie?
To cię martwi?
Na twoim miejscu nie martwiłbym się.
Jestem pewien, że poradzisz sobie bez trudu.
Nie zdawałem sobie sprawy, że odejdziesz.
Mogłabyś wyjść za mąż.
Nie wszyscy są takimi zatwardziałymi starymi kawalerami jak ja i pułkownik.
Większość mężczyzn się żeni, biedni głupcy.
Jesteś niebrzydka.
Czasami wyglądasz ładnie.
Nie teraz, gdy jesteś zapłakana.
Wyglądasz okropnie, ale...
gdy jesteś spokojna, można cię uznać za atrakcyjną.
Idź do łóżka, wypocznij dobrze, a rano...
przyjrzyj się sobie w lustrze. Poczujesz się lepiej.
Myślę, że matka mogłaby znaleźć dla ciebie odpowiednią partię.
Rozmawialiśmy o tym w Covent Garden.
Co masz na myśli?
Sprzedawałam kwiaty, a nie siebie.
Teraz, gdy uczyniłeś ze mnie damę, mogę tylko sprzedawać siebie.
Przestań, Elizo. Nie uchybiaj stosunkom międzyludzkim...
fałszywą śpiewką o kupczeniu.
Nie wychodź za mąż, jeśli nie chcesz.
Co innego mi pozostało?
Jest masa możliwości.
A stary pomysł, by otworzyć kwiaciarnię?
Pickering pomoże ci się urządzić. Ma mnóstwo pieniędzy.
Zapłaci za suknię, którą masz na sobie.
To wyniesie jakieś 200 funtów, wliczając biżuterię.
Wszystko się jakoś ułoży.
Muszę się położyć. Jestem strasznie senny.
Szukałem czegoś. Co to było?
Kapcie.
Oczywiście. Rzuciłaś nimi we mnie.
Zanim pan odejdzie, chciałam spytać,
czy suknie należą do mnie, czy do pułkownika?
Na cóż, u diabła, miałyby mu się przydać?
Czemu zawracasz mi tym głowę w środku nocy?
Mogę je zabrać ze sobą?
Nie chcę być oskarżona o kradzież.
O kradzież?
Nie powinnaś tak mówić. To dowodzi braku uczuć.
Przykro mi. Jestem pospolitą, głupią dziewczyną i muszę być ostrożna.
Pomiędzy takim ludźmi jak pan i ja nie może być uczuć.
Proszę mi powiedzieć, co należy do mnie, a co nie.
Zabierz cały dom, jeśli chcesz.
Z wyjątkiem biżuterii. Jest wypożyczona. Zadowolona?
Chwileczkę.
Proszę to zabrać do swojego pokoju i schować.
Nie chcę ryzykować, że coś zginie.
Daj mi je. Gdyby należały do mnie, a nie do jubilera,
wepchnął bym ci je do gardła.
Pierścionek nie należy do jubilera. Kupił mi go pan w Brighton.
Nie chcę go już.
Nie bij mnie!
Ty podłe stworzenie! Jak możesz mnie posądzać o takie rzeczy!
To ty mnie pobiłaś. Zraniłaś mi serce.
Cieszę się. Odpłaciłam pięknym za nadobne.
Straciłem panowanie nad sobą. To mi się przedtem rzadko zdarzało.
Nie życzę sobie dalszej dyskusji. Idę spać.
Sam napisz kartkę do pani Pearce w sprawie kawy,
ja tego nie zrobię!
Do diabła z panią Pearce, do diabła z kawą i do diabła z tobą!
Do diabła z moim głupim szafowaniem ciężko zdobytą wiedzą,
troską i zażyłością wobec prostej dziewczyny bez serca.
Tylko poczekaj, Henry Higginsie!
Będzie ci przykro, lecz za późno
Będziesz cierpiał
A nikt nie przybiegnie ci na pomoc
Tylko poczekaj
Często przedtem spacerowałem tą ulicą
Ale stąpałem po chodniku
Teraz unoszę się w powietrzu
Bo to ulica, przy której mieszkasz ty
Czy w sercu miasta rosną bzy?
Czy słychać śpiew skowronka?
Czy z każdego domu roztacza się czar?
Nie, tylko na ulicy, przy której mieszkasz ty
Ach, co za wspaniałe uczucie
Wiedzieć, że jesteś w pobliżu
Uskrzydlająca świadomość
Że w każdej chwili możesz się wyłonić
Przechodnie nie obchodzą mnie...
Kochana.
Freddy, co pan tu robi?
Nic. Spędzam tu większość nocy. Tylko tu jestem szczęśliwy.
Pani się śmieje, panno Doolittle.
Proszę mnie nie nazywać "panną Doolittle". Eliza w zupełności wystarczy.
Nie uważa mnie pan za dziewczynę bez serca, prawda?
Jak możesz tak myśleć, kochana? Wiesz, co czuję.
Pisałem o tym kilka razy dziennie. List za listem.
Powiedz słowo, a świat się rozśpiewa
I ja poszybuję jak ptak
Twój dotyk wprawia me serce w drżenie
Dotykam głową gwiazd...
Słowa, słowa, słowa Już mnie od nich mdli
Słucham ich cały dzień Najpierw on, teraz ty
Tylko to potraficie, nudziarze?
Nie mów mi o migocących gwiazdach
Okaż mi, że kochasz
Nie mów o snach pełnych pożądania
Okaż mi, że płoniesz
Jesteśmy sami w objęciach nocy
Nie mów o wiośnie Przytul mnie mocno
Każdy, kto był zakochany Powie ci, że
Szkoda czasu na gadanie
Czy twoje usta pragną mego pocałunku?
Nie mów, jak bardzo, okaż mi to
Okaż mi
Nie mów, że miłość trwa wiecznie
Nie przysięgaj
Okaż mi ją teraz
Nie śpiewaj mi, nie recytuj
Nie marnuj czasu, okaż mi
Nie mów o lecie, nie mów o jesieni
Nic nie mów, okaż mi
Nie chcę słyszeć więcej ani słowa
Wszystko już słyszałam
Jesteśmy tu we dwoje jak we śnie
Powiedz jeszcze słowo, a zacznę krzyczeć
Czy twoje dłonie pragną moich dłoni?
Niczego nie tłumacz, okaż mi to
Okaż mi to
Nie czekaj, aż zmarszczki
Pokryją mi czoło
Okaż mi to teraz!
- Dokąd idziesz? - Nad rzekę.
- Po co? - By się do niej rzucić.
Co to ma znaczyć, Elizo?
- Nie mam pieniędzy. - Ja mam.
- Dokąd chcesz jechać? - Tam, gdzie moje miejsce.
Mogę iść z tobą?
I wielki fotel
Czyż nie byłoby cudownie?
Mnóstwo czekolady do jedzenia
I węgiel, by napalić w piecu
Ciepłą twarz, ciepłe ręce, ciepłe stopy
Czyż nie byłoby cudownie?
Kwiaty, panienko?
Tak, proszę.
Dzień dobry, panienko. W czym mogę pomóc?
Chciałabym ogrzać ręce.
Proszę bardzo.
Przepraszam. Przez chwilę wziąłem panią za kogoś innego.
Za kogo?
Proszę wybaczyć. Poranne światło płata mi psikusy.
Wezwać pani taksówkę? Dama nie powinna sama spacerować...
po Londynie tak wczesnym rankiem.
Nie, dziękuję.
On oparłby głowę na moich kolanach
Ciepły i czuły jak nikt
Opiekowałby się mną
Och, czyż nie byłoby
Cudownie?
Proszę nas znów odwiedzić, panie Doolittle. Zawsze jest pan mile widziany.
Dziękuję ci, dobry człowieku.
Zabierz swoją starą na wycieczkę.
Dziękuję, panie Doolittle.
Przyjemnie tu, Harry. Musimy tu częściej wpadać.
Ojcze!
Och, nie. Patrz, Harry, on nie ma litości.
Wysłał ją na przeszpiegi. Rodzoną córkę.
Jestem nędznikiem. Możesz mu to powiedzieć bez ogródek.
O czym ty mówisz? Dlaczego się tak przebrałeś?
Jakbyś nie wiedziała.
Wracaj do tego diabła z Wimpole Street. Powiedz mu, co mi zrobił.
Co ci zrobił?
Zniszczył mnie.
Oddał mnie w szpony mieszczańskiej moralności.
Nie broń go.
Czy to nie on napisał do starego nicponia nazwiskiem Wallinford,
który za 5 mln dolarów ufundował Moralną Odnowę Społeczeństwa,
że najciekawszym angielskim moralistą jest Alfred P. Doolittle,
zwykły włóczęga?
To wygląda na jeden z jego żartów.
Możesz to nazywać żartem. To mnie zgubiło. Na amen.
Stary umarł i zapisał mi w testamencie 4 tys. funtów rocznej renty.
Kto go prosił, by robił ze mnie dżentelmena? Byłem wolny i szczęśliwy.
Kiedy byłem w potrzebie, wyłudzałem pieniądze.
Teraz mam forsy jak lodu i wszyscy wyłudzają ją ode mnie.
Rok temu nie miałem żadnych krewnych...
poza kilkoma, z którymi nie rozmawiałem.
Teraz mam ich z pięćdziesięciu. Większość kiepsko zarabia.
Teraz muszę żyć dla innych, nie dla siebie. Moralność mieszczańska.
Chodź, Alfie. Za parę godzin musimy być w kościele.
- W kościele? - Tak.
To najsmutniejsza część opowieści.
Dlaczego ubrałem się jak na pogrzeb?
Twoja macocha chce mnie poślubić.
Jestem teraz szacownym człowiekiem. Ona też chce taka być.
Oddaj pieniądze, jeśli czujesz się nieszczęśliwy.
Na tym polega dramat, Elizo.
Łatwo powiedzieć oddaj,
ale ja nie mam odwagi.
Wszyscy mamy związane ręce.
Kupiono mnie.
To zasługa twojego drogiego profesora.
Nie jest już moim drogim profesorem.
Odesłał cię?
Najpierw robi ze mnie mieszczucha, a potem każe mi cię utrzymywać.
Dobrze to obmyślił,
ale ja się nie dam.
Nie zamieszkasz u mnie. Nie dam ci złamanego grosza.
Musisz stanąć na własnych nogach. Jesteś teraz damą, dasz sobie radę.
To prawda, Elizo. Jesteś teraz damą.
Zmarzłem w taksówce.
Przyjdziesz na mój ślub, Elizo?
O 10:00 w kościele św. Jerzego przy Hanover Square.
Czuj się zaproszona.
Nie, dziękuję, tato.
Załatwiłaś już wszystko, Elizo?
Tak, Freddy, wszystko już załatwiłam.
Powodzenia, tato.
Dziękuję.
Chodźmy, Alfie.
Ile mi jeszcze zostało czasu?
Tylko kilka godzin
To wszystko, co ci zostało
Tylko kilka godzin
Nim zwiążą cię węzłem małżeńskim
W Londynie jest mnóstwo kobiet i alkoholu.
Zamierzam się bawić przez te kilka godzin.
Nalej nam, kochanie.
Rano się żenię
Ding dong, będą biły dzwony
Odbijajcie szpunty, niech leje się piwo
Lecz niech w kościele znajdę się na czas
Muszę tam być rano
Pierwszorzędnie odstawiony
Dajcie całusa, dziewczyny Jeszcze za mną zatęsknicie
Lecz w kościele muszę być na czas
Gdybym tańczył, zabierzcie podłogę
Gdybym gwizdał, wyrzućcie mnie za drzwi
Bo rano się żenię
Ding dong, będą biły dzwony
Bawmy się, ale pamiętajcie
Że rano muszę być w kościele
Na litość boską, zanieście mnie do kościoła...
Na czas
Rano się żenię
Ding dong, będą biły dzwony
Gość, co jest w stanie podnieść stół
Niech zaniesie mnie do kościoła na czas
Gdybym fruwał, zestrzelcie mnie
Gdybym flirtował, wywieźcie ją z miasta
Bo rano się żenię
Ding dong, będą biły dzwony
Oblejcie mnie smołą, wytarzajcie w pierzu
Lecz zanieście mnie do kościoła
Zanieście do kościoła
Na litość boską, zanieście mnie do kościoła...
Na czas
Uśpijcie mnie lub uwięźcie Zapakujcie i wyślijcie
Ale muszę być w kościele
Musi być w kościele
Na litość boską, zanieście mnie do kościoła na czas
Gwiazdy już bledną, czas iść spać
Niebo się rozjaśnia
Londyn się budzi
Dzień świta
Powodzenia, stary
Bywaj zdrów
Żegnaj
Rano się żenię
Ding dong, będą biły dzwony
Pożegnajcie mnie, a potem dajcie mi kopniaka
Zanieśmy go do kościoła
Na litość boską, zanieśmy go do kościoła...
Na czas
Nie powiedziała, dokąd odesłać jej rzeczy?
Wszystko zabrała ze sobą.
Stała się rzecz okropna. Eliza uciekła.
Pani Pearce pozwoliła jej odejść, nie mówiąc mi o tym.
Dziś rano dostałem kawę zamiast herbaty.
Nie mogę niczego znaleźć, nawet moich notatek.
- Eliza by je znalazła. - Ale ona odeszła!
Żaden z was nie wystraszył jej wczoraj?
Nie zamieniliśmy z nią słowa. Była tam pani.
Znęcałeś się nad nią po moim odejściu?
Rzuciła we mnie kapciami.
Nie dałem jej żadnego powodu.
Kapcie śmignęły mi nad głową, zanim się odezwałem.
Posługiwała się ordynarnym językiem. Byłem wstrząśnięty! Nic nie rozumiem.
Nigdy jej nie uchybiliśmy. Sama to przyznała.
Jestem zakłopotany!
Na litość boską, Pickering, zrób coś!
Zadzwoń na policję! Od czego oni są?
Nie może pan zgłosić policji jej zniknięcia...
jakby była złodziejką czy zgubioną parasolką.
Dlaczego nie? Chcę ją odnaleźć.
Należy do mnie. Zapłaciłem za nią pięć funtów.
Ma rację. Ze Scotland Yardem proszę.
Mogę panią prosić o filiżankę kawy?
Scotland Yard?
Mówi pułkownik Pickering.
Z Wimpole Street 27A.
Chcę zgłosić zaginięcie...
panny Elizy Doolittle.
Lat 21.
Około 170 cm wzrostu.
Oczy? Niech się zastanowię...
Piwne.
Włosy? Mój Boże! Kolor trudny do określenia...
Kasztanowe, kasztanowe!
Słyszeliście, co powiedział? Kasztanowe.
Mieszka tutaj.
Pomiędzy trzecią a czwartą nad ranem, wydaje mi się.
Nie... Nie jest krewną.
Powiedzmy, że jest przyjaciółką.
Słucham?
Co za insynuacje!
To nasza sprawa.
Waszą sprawą jest sprowadzić ją z powrotem.
Co za typ!
Co, u diabła, skłoniło ją do odejścia?
Po takim triumfie na balu
Dlaczego to zrobiła?
Co jej przyszło do głowy? Nie rozumiem jej wcale
Mam przyjaciela w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Może mógłby pomóc.
Zadzwonię do niego.
Proszę z numerem 7244.
Kobiety są nieobliczalne
W głowach mają trociny
To nieznośne, irytujące, niezdecydowane, wyrachowane
Doprowadzające do szału, rozwścieczające wiedźmy
Chciałbym rozmawiać z panem Brewsterem Budginem.
Zaczekam.
Dlaczego kobieta nie jest bardziej podobna do mężczyzny?
Słucham?
Dlaczego kobieta nie jest bardziej podobna do mężczyzny?
Mężczyźni są rzetelni i prawi
Szlachetni i honorowi
Kto, gdy wygrywasz, klepie cię po plecach?
Dlaczego kobieta nie jest taka?
Dlaczego naśladują jedna drugą?
Czyż nie mają własnego rozumu?
Dlaczego naśladują swoje matki?
Dlaczego nie wzorują się na ojcach?
Dlaczego kobieta nie jest podobna do mężczyzny?
Mężczyźni są mili i dają się lubić
Z nimi zawsze czujesz się swobodnie
Czułbyś się zlekceważony, gdybym milczał kilka godzin?
Byłbyś wściekły, gdybym wypił kieliszek lub dwa?
Byłbyś urażony, gdybym nie przysłał ci kwiatów?
Dlaczego kobieta nie jest taka jak ty?
Jeden mężczyzna na milion podnosi krzyk
Rzadko który ma drobne wady
Czasem znajdzie się jeden mało wiarygodny
Ale na ogół jesteśmy cudowną płcią
Dlaczego kobieta nie jest podobna do mężczyzny?
Mężczyźni są przyjacielscy, dobrzy i mili z natury
Lepszego towarzystwa nie znajdziesz
Wrzeszczałbyś, gdybym się spóźnił na obiad?
Narzekałbyś, gdybym zapomniał o twych urodzinach?
Skarżyłbyś się, gdybym poszedł z kumplem na piwo?
Dlaczego kobiety nie są takie jak my?
Pan Brewster Budgin?
Zgadnij, kto mówi.
Tak. Wielkie nieba! Co za pamięć!
Jak się miewasz, Bruzzie? Miło cię słyszeć.
Co ty mówisz? To już 30 lat?
Mnóstwo wody upłynęło.
Wiesz, dlaczego dzwonię?
Przytrafiło mi się dziś coś niemiłego. Mogę wpaść do ciebie?
Tak, teraz.
Dobrze. Dziękuję.
Do zobaczenia, Bruzzie. Wielkie dzięki.
Idę do Ministerstwa.
Mam nadzieję, że pan ją znajdzie, pułkowniku.
Panu Higginsowi będzie jej brakowało.
Do diabła z Higginsem! Mnie jej będzie brakowało!
- Pani Pearce? - Słucham pana.
Gdzie jest pułkownik?
Poszedł do Ministerstwa.
Prawdziwy przyjaciel. Zobaczył, że jestem zmartwiony i pobiegł po pomoc.
Pani jest kobietą.
Dlaczego kobiety nie są podobne do mężczyzn?
Mężczyzna to porządny gość
Gotów, by nieść ci pomoc w potrzebie
Gotów dodać ci otuchy
Dlaczego kobieta nie może być kumplem?
Dlaczego kobiety nie myślą?
Dlaczego są na bakier z logiką?
Potrafią tylko poprawiać fryzurę
Dlaczego nie dbają o rozwój umysłu?
Dlaczego kobieta nie zachowuje się jak mężczyzna?
Gdybym był kobietą, którą na balu
Wszyscy traktowali jak księżniczkę
Czy wylewałbym z siebie potoki łez?
I zachowywał się jak dzikus?
Czy uciekłbym, nic nikomu nie mówiąc?
Dlaczego kobieta nie jest taka jak ja?
Powiadasz, że po tym co dla nich zrobiłaś,
nie popełniwszy żadnej gafy,
nie odezwali się do ciebie ani słowem?
Nie pochwalili, nie podziwiali, nie pogratulowali?
Ani słowa.
Gratulowali sobie nawzajem.
Cieszyli się, że już po wszystkim...
i mówili, że to było nudziarstwo.
To przerażające. Ja nie rzuciłabym w niego kapciami.
Ja rzuciłabym rozpalonym żelazkiem.
Kto to?
Henry. Wiedziałam, że zaraz tu przyjdzie.
Pamiętaj,
nie tylko tańczyłaś z księciem, ale zachowywałaś się jak księżniczka.
Mamo, stała się rzecz przykra...
Ty tutaj?
Dzień dobry, profesorze. Jak się pan miewa?
Zapewne dobrze. Pan nigdy nie choruje. Napije się pan herbaty?
Nie próbuj ze mną tych sztuczek. Ja cię ich nauczyłem.
Wracaj do domu i skończ te wygłupy.
Dość już sprawiłaś kłopotów.
Jesteś bardzo uprzejmy, Henry. Któż oparłby się takiemu zaproszeniu?
Co ta szelma tu robi?
Eliza przyszła w odwiedziny i cieszę się, że mogę ją gościć.
Zachowuj się przyzwoicie, albo zostaniesz wyproszony.
Mam okazywać względy temu stworzeniu,
które przygarnąłem z ulicy?
Tego właśnie oczekuję.
Po moim trupie.
Jak mogłaś nauczyć się dobrych manier od mojego syna?
To było bardzo trudne. Nie wiedziałabym, jak się zachowują ludzie z towarzystwa,
gdyby nie pułkownik Pickering.
Okazał mi uczucie i traktował...
jakbym była czymś więcej niż zwykłą kwiaciarką.
Pomijając to, czego można się nauczyć,
różnica między damą a kwiaciarką nie polega na tym, jak one się zachowują,
ale na tym, jak są traktowane.
Dla profesora Higginsa zawsze będę kwiaciarką,
bo zawsze mnie tak traktował.
A dla pułkownika Pickeringa będę damą,
bo zawsze traktował mnie jak damę.
Nie zgrzytaj zębami, Henry.
Przyszedł biskup. Mam wprowadzić go do ogrodu?
Biskup i profesor? Tylko nie to!
Zostałabym wyklęta.
Przyjmę go w bibliotece.
Elizo, jeśli mój syn będzie się niestosownie zachowywał,
upoważniam cię do wyrzucenia go za drzwi.
Henry, wolno ci poruszać tylko dwa tematy: pogoda i zdrowie.
Odpłaciłaś pięknym za nadobne.
Będziesz wreszcie rozsądna?
Chcesz, bym wróciła, by ci podawać kapcie,
znosiła twoje humory i usługiwała ci.
Nie powiedziałem, że chcę, byś wróciła.
To o czym rozmawiamy?
O tobie, nie o mnie.
Jeśli wrócisz, będziesz traktowana jak dotąd.
Nie zmienię mojego charakteru ani manier.
Mam takie same maniery jak pułkownik.
Nieprawda. On traktuje kwiaciarkę jak księżniczkę.
A ja traktuję księżniczkę jak kwiaciarkę.
Rozumiem. Wszystkich na równi.
Tajemnica nie polega na dobrych, złych...
czy w ogóle jakichkolwiek manierach,
ale na tym, by jednakowo odnosić się do wszystkich.
Nie chodzi o to, że źle cię traktuję,
ale o to, czy kogoś innego traktuję lepiej.
Nieważne, jak mnie traktujesz.
Mógłbyś mnie wyzywać i bić.
Nie takie rzeczy znosiłam. Nie chcę tylko być rozjechana!
To zejdź z drogi, bo się nie zatrzymam.
Mówisz o mnie jak o walcu drogowym.
Jesteś jak walec. Przesz do przodu, nie zwracając uwagi na nikogo.
Mogę bez ciebie żyć. Nie myśl sobie!
Wiem, że możesz. Sam ci to powiedziałem.
Ale zastanawiałaś się,
czy ja mogę żyć bez ciebie?
Nie próbuj mnie wzruszyć. Będziesz musiał żyć beze mnie.
Nie potrzebuję ani ciebie, ani nikogo innego.
Będzie mi ciebie brakowało, Elizo. Nauczyłem się czegoś od ciebie.
Przyznaję to z pokorą i wdzięcznością.
Mój głos jest nagrany na płytach.
Gdy będziesz się czuł samotny, włącz je sobie. One nie mają uczuć.
Nie mam nagrania twojej duszy.
Jesteś szatanem!
Łamiesz serce tak łatwo...
jak zapałki.
Po co mam wracać?
Dla zabawy. Tak jak ja cię kiedyś wziąłem.
Żebyś mógł mnie jutro wyrzucić, gdy nie będę posłuszna?
Tak. A ty będziesz mogła odejść, jeśli ja nie będę posłuszny.
By zamieszkać z ojcem?
Lub sprzedawać kwiaty. Wolałabyś poślubić Pickeringa?
Nie ożeniłabym się nawet z tobą, gdybyś mnie poprosił. A jesteś młodszy.
- Mówi się: nie wyszłabym za mąż. - Nie jesteś moim nauczycielem.
Nie o to mi chodzi, nie wyobrażaj sobie.
Zawsze miałam pełno adoratorów.
Freddy Hill pisze do mnie kilka razy dziennie. List za listem.
Chcesz, żebym robił to samo?
Nie. Nie takich uczuć od ciebie oczekuję.
Chcę trochę dobroci.
Jestem prostą, głupią dziewczyną, a ty wykształconym dżentelmenem,
ale nie jestem twoim podnóżkiem.
Nie zrobiłam tego wszystkiego dla taksówek i sukienek,
ale dla przyjemności przebywania razem...
i troszczenia się o ciebie.
Nie chcę, byś mnie kochał,
czy zapominał o różnicy między nami,
ale byśmy zostali przyjaciółmi.
Ależ jesteśmy przyjaciółmi.
Pickering też tak uważa. Ty głuptasie!
To nie jest odpowiedź.
Przestań się wygłupiać.
Dama nie czuje się zaniedbywana,
gdy mężczyźni nie wzdychają do niej przez pół dnia,
a przez drugie pół nie podbijają jej oczu.
Masz mnie za zimnego, pozbawionego uczuć egoistę?
Znajdź sobie kogoś w swoim typie.
Wyjdź za sentymentalnego, bogatego głupca,
który cię będzie całował i kopał.
Jeśli nie cenisz tego, co masz, będziesz miała to, co cenisz.
Nie mogę z tobą rozmawiać. Odwracasz kota ogonem.
Ja nigdy nie mam racji.
Nie bądź taki pewien, że jestem u twych stóp,
byś mógł mnie deptać i upokarzać.
Wyjdę za Freddy'ego, gdy tylko będę w stanie go utrzymać.
Tego nieszczęśnika, który nie dostałby posady gońca,
nawet gdyby jej szukał?
Nie rozumiesz? Zrobiłem z ciebie dobrą partię dla króla!
Freddy mnie kocha. To czyni z niego króla w moich oczach.
Nie chcę, żeby pracował. Nie przywykł do pracy tak jak ja.
Zostanę nauczycielką.
Czego będziesz uczyła?
Tego, czego ty mnie nauczyłeś. Fonetyki.
Będę asystentką tego błyskotliwego Węgra.
Tego oszusta? Tego szalbierza? Tego lizusa i nieuka?
Zdradzisz mu moje metody, moje odkrycia?
Spróbuj tylko, a uduszę cię!
Udusisz mnie? Cóż z tego? Wiedziałam, że kiedyś mnie uderzysz.
To twój słaby punkt, Henry Higginsie.
Gwiżdżę na twoje groźby i przemowy.
Jakże byłam głupia
Cóż to za głupota
Myśleć, że jesteś ziemią i niebem
Jakże byłam głupia
Jak żałośnie głupia
Jaką byłam idiotką
Nie, mój przyjacielu
Nie jesteś początkiem i końcem
Wstydziłabyś się!
Masz w głowie tylko to, co ja ci do niej wbiłem.
Bez ciebie też będzie wiosna
Bez ciebie Anglia będzie trwała
Będzie brzeg morza i owoce na drzewach
Będą ciasteczka i herbata
Sztuka i muzyka będą kwitły bez ciebie
Keats jakoś obejdzie się bez ciebie
Deszcz będzie mżył w Hiszpanii, A grad bił w Kampanii
Nawet to obejdzie się bez ciebie
Mogę żyć...
Bez ciebie
Ty, przyjacielu
O świetnej wymowie
Możesz iść do
Hartford, Hereford i Hampshire
Królestwo obejdzie się bez ciebie
Zamek Windsor będzie nadal stał
Bez większych kłopotów poradzimy sobie
Bez ciebie!
Wstydziłabyś się!
Bez twej pomocy nadejdzie przypływ
Bez twej pomocy ziemia będzie się obracać
Bez twej pomocy chmury będą płynąć po niebie
A jeśli one mogą, to ja też
Nie będę czuła się samotna bez ciebie
Poradzę sobie sama
Więc wracaj do swojej pustelni, dam sobie świetnie radę...
Wielkie nieba, udało mi się
Powiedziałem, że stworzę kobietę i dokonałem tego
Wiedziałem, że to potrafię
Powiedziałem, że stworzę kobietę i udało mi się
Jesteś wspaniała, Elizo.
Pięć minut temu byłaś uwieszona u mojej szyi,
a teraz jesteś mocna jak skała.
Królewska partia.
Podobasz mi się taka.
Żegnaj, profesorze. Nie zobaczymy się już.
Mamo!
Co się stało, Henry?
Odeszła.
Oczywiście, kochanie. Czego oczekiwałeś?
Co mam teraz zrobić?
Radź sobie bez niej.
Tak zrobię.
Jeśli Higgins jej nie odpowiada,
niech sobie znajdzie kogoś innego.
Jest tylko sową oślepioną moim blaskiem.
Niech sobie idzie. Mogę się bez niej obyć.
Mogę się obyć bez wszystkich. Mam wielkiego ducha!
Mam ogień boży!
Świetnie, Elizo.
Cholera
Przyzwyczaiłem się do jej twarzy
Od niej zaczynał się dzień
Przyzwyczaiłem się do melodii, którą nuciła we dnie i wieczorem
Do jej uśmiechu, do jej grymasów, do dobrych i złych humorów
Stała się moją drugą naturą
Jak oddychanie
Byłem spokojny i zadowolony, zanim ją poznałem
Z pewnością znów mogę być taki
Przyzwyczaiłem się do jej spojrzenia
Do jej głosu
Do jej twarzy
Poślubić Freddy'ego.
Co za dziecinny pomysł. Jaka to podłość i głupota.
Będzie tego żałowała.
To z góry skazane na niepowodzenie.
Mogę sobie wyobrazić panią Eynsford-Hill
W nędznym mieszkanku nad sklepem
Już słyszę, jak mówi, że nie ma grosza przy duszy
A inkasent puka do drzwi
Będzie chciała być nauczycielką
A skończy sprzedając kwiaty na ulicy
Żebrząc o kawałek chleba
By jej mąż dostał śniadanie do łóżka
W ciągu roku przedwcześnie posiwieje
A jej twarz stanie się biała jak kreda
A on pewnego dnia ucieknie
Z posażną panną z Nowego Jorku
Biedna Eliza
Jaka przerażona
Jaka poniżona
Jaka czarująca
Jakże będzie wzruszająca ta nieunikniona noc
Gdy załomocze do moich drzwi we łzach i łachmanach
Nieszczęśliwa, samotna i skruszona
Przyjmę ją czy odeślę do diabła?
Potraktuję ją tak, jak zasłużyła?
Przyjmę ją z powrotem czy wyrzucę precz?
Jestem wyrozumiałym człowiekiem
Z gatunku tych
Co wiernie trwają na pozycji
Jestem wyrozumiałym człowiekiem
Ale nigdy nie przyjmę jej z powrotem
Niechaj padnie na kolana
Niech z drżeniem obieca poprawę, niech lamentuje
Zatrzasnę drzwi i pozwolę, by wiedźma zamarzła
Poślubić Freddy'ego.
Ale tak przywykłem do jej słów
Do porannego pozdrowienia
Do jej śmiechu, do jej biadań
Do jej wzlotów i upadków
To już moja druga natura
Jak oddychanie
Dzięki Bogu, jest kobietą i łatwo o niej zapomnieć
Zawsze można porzucić nawyki
Ale przyzwyczaiłem się do zapachu
Który unosił się w powietrzu
Przyzwyczaiłem się do jej twarzy
O, jaka ważna! On udziela lekcji. Słyszałam, jak mówił.
Nie przyszłam prosić o łaskę.
Jak moja forsa nie jest dość dobra, pójdę gdzie indziej.
Dość dobra, na co?
Dość dobra dla ciebie. Wiesz już?
Przyszłam na naukę. I zapłacę...
nie myśl sobie.
Czego chcesz, dziewczyno?
Chcę zostać damą w kwiaciarni zamiast...
sprzedawać kwiaty na ulicy.
Nie przyjmą mnie, jeśli nie będę ładnie mówić. Powiedział, że mnie nauczy.
Jestem gotowa mu zapłacić. Nie przyszłam po prośbie, a traktuje mnie jak przybłędę.
Wiem, ile kosztują lekcje i jestem gotowa zapłacić.
Dam najwyżej szylinga. Zgadzasz się albo nie.
Kusząca propozycja. Jest tak pozbawiona klasy.
Tak okropnie brudna! Zgoda.
Przemienię tego kopciuszka w księżniczkę.
Umyłam twarz i ręce, zanim tu przyszłam.
Gdzie, u diabła, są moje kapcie?
Polish subtitles by SOFTITLER
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.