All language subtitles for Return to Las Sabinas.S01E01

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Pochodzimy z różnych miejsc.

Przychodzimy na świat w rodzinie.

Miejsca, tak jak rodziny,

chcą pokazać nam swe dobre strony,

skrzętnie skrywając sekrety i niedole.

A prawda to nieposkromiona siła,

która odsłania wszystko, co usilnie staramy się ukryć,

a nawet zapomnieć.

Powiadają, że prawda i miłość to jedno.

Być może mają rację.

Oto opowieść o pewnym miejscu, rodzinie i prawdzie.

Don Emilio!

- Don Emilio! - Gdzie on się podział?

Może poszedł na spacer, mamo.

Idź do drogi. Ja pójdę w stronę kaplicy.

- OK. - Chodźmy.

Don Emilio!

Don Emilio!

Richi! Tutaj!

Dobrze się czujesz?

- Wezwij karetkę. - Nie.

Czemu wyszedłeś bez słowa?

Gdy dotrzemy do Las Sabinas, przygotuję ci kąpiel, odpoczniesz.

Dobrze?

Chodź, pomogę ci.

Uważaj na głowę.

Chodźmy. Ostrożnie.

- Uważajcie. - Ostrożnie.

Spokojnie.

Gretel?

- Kim jest Gretel? - Nie mam pojęcia.

Gretel!

Gretel!

Gretel!

Gretel!

HURTADO KONSULTING

Numery są dobre, Carlosie.

Wydaje ci się, że to za wolno, ale firma żyje własnym życiem.

A ty masz zapewnić, żeby interes kwitł.

Zjemy razem lunch w przyszłym tygodniu?

Nie, dzięki.

Pozdrów Raquelę. Cześć.

LATO JULII

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Letni dziennik. Wspaniały prezent.

- Możesz zapisywać swoje… - Wiem, mamo. Dzięki.

W zeszłorocznym napisała dwa zdania.

Tata nie zadzwonił, nie wysłał smsa.

Pewnie nie mógł. Ale przekazał coś dla ciebie.

Ciekawe, co to.

- Czy to jest to, co myślę? - Otwórz. To od nas wszystkich.

Dzięki!

Nie wierzę, że tata to kupił.

Jest w delegacji. Wiesz, jak to jest.

Nie jestem Julią.

Jesteście w separacji?

O czym ty mówisz?

Znika na całe dnie. Nie dzwoni, nie pisze.

Nawet nie złożył jej życzeń.

- Jest zajęty. Zrobi to, gdy będzie mógł. - Jesteś żałosna.

- Sama w to nie wierzysz! - Lucas!

- Antón. - Gracia Molina?

Tak, to ja.

Mów Trini de León. Opiekuję się farmą Las Sabinas.

- Gracia? - Tak. Co się dzieje?

Chodzi o pani ojca.

- Co się stało? Nic mu nie jest? - Nie, ale…

Wczoraj zgubił się w lesie. Powinna pani przyjechać do Manterany.

To ważne. Dlatego dzwonię.

Tak, oczywiście…

Dam mu znać, kiedy będę.

W porządku, dzięki.

DZWONI PALOMA

- Chcesz coś ze sklepu? - Chipsy.

Jak jesteś głodny, są owoce w bagażniku.

To po co pytasz?

Zostaw wiadomość.

Antón, muszę z tobą porozmawiać. To pilne. Musiałam…

Oddzwoń, proszę.

ZAGINĄŁ ÓSCAR EGEA DUARTE

- Znasz dziadka Emilia? - Nie. Nigdy nie byłem w Manteranie.

To wioska, z której pochodzi mama.

- Sprawdziłam. Straszna dziura. - To fajnie się zaczęły wakacje.

Mogła nam pozwolić zostać w Madrycie.

Dzięki.

- Daleko jeszcze? - Zaraz będziemy na miejscu.

Celny strzał, Doña Paca.

Jednego mniej do obgryzania moich drzewek owocowych.

Nie do wiary, co z nimi zrobiły.

Niech pan wyśle tam kogoś z fretkami.

Jak pani sobie życzy.

Wezwano mnie na pomoc.

Dzięki. Jest pan członkiem nowej brygady?

Tak.

Istna katastrofa.

To nie żarty.

Nowoczesna farma, najnowsze technologie,

a woda zmyła wszystko w pięć minut.

Na wszystkich farmach to samo?

- Na El Acebuche jest najgorzej. - Jest pan na zbiorach owoców?

Mówili, że mogę być tu cały sezon. Mają też inne prace.

To okazja. Płacą nieźle w porównaniu do innych miejsc.

- To miło, że pan tak myśli. - Niech pan posłucha, tylko cicho.

Ani słowa Utrerze i Larrei.

Lepiej nie mówić nic szefostwu.

- Ostrożnie! - Przepraszam.

- Cholera! Skaleczył się pan? - Nie wiem. Mam tam coś?

Ktoś musi to obejrzeć.

Bardzo przepraszam. Wielkie dzięki.

Nawet nie znam pańskiego imienia.

Miguel Larrea.

Co się stało?

Nic.

To „nic” wymaga co najmniej pięciu szwów. Siadaj.

- Będzie bolało? - Nie.

Dlaczego kłamiesz?

A czemu ty kłamiesz?

To nie jest rana typowa dla zarządcy farmy.

Zależy od zarządcy.

- Musi tak boleć, Esther? - Zależy od lekarza.

Co mam zrobić, żebyś okazała mi trochę serca?

Zgadnij.

Wszystko załatwiasz w ten sposób?

W 2014 zadziałało i do tej pory działa.

Tak ci się wydaje.

Gracia?

- A ty to Trini? - Tak.

To Richi. Mój syn.

Jak się macie?

Miło was poznać. Witajcie.

To moje dzieci.

Julia i Lucas.

- Zostawmy te formalności. - Jasne.

Jak tam mój tata?

Odpoczywa.

Możemy wejść?

Długo wahałam się, czy wezwać was obie.

- Ale on był taki zdezorientowany. - Nas obie?

To wasza ciocia Paloma.

Nie dotykaj obrazu.

Większość czasu spędzamy właśnie tutaj.

My też przesiadywaliśmy tu, gdy byliśmy mali.

Nic się nie zmieniło.

Zwykle siedziałam tu.

A mama tam.

Myślałam, że mieszkasz w Afryce.

Mieszkałam. Pracowałam tam trzy lata.

Ale już od dwóch lat jestem tu.

- Czym się zajmujesz? - Jestem agronomem.

Wniesiecie bagaże do środka?

Pomóż im, Richi.

Był u lekarza?

W Manteranie lekarzem jest Esther Ruiz.

Córka Paki Utrery. On jej nie znosi.

Gdy potrzebuje lekarza, jedzie do San Luis.

- Nie zabraliście go tam? - Jest bardzo uparty.

Żywi jakąś dziwną urazę do Utrery.

Ma jakiś powód?

Powinien iść do lekarza.

Proszę dać mi numer do tego w San Luis.

- Jest jeszcze coś. - Co?

Coś, o czym powinnyście wiedzieć.

Dzięki, Jiménez.

Dziś po południu usuniemy zniszczone drzewa i gałęzie.

Tak szybko? Optymista.

Mam papiery dotyczące dotacji.

Zostaw mi na biurku. Na stosie spraw załatwionych.

Wiem, Paca.

- A to co? Wstydziłbyś się. - To tylko zadrapanie.

Tak słyszałam.

Nie powinieneś bratać się z robotnikami.

- Zaczną sobie za dużo pozwalać. - Ciężko pracują.

Każdy chce pracować w El Acebuche.

- Bo dobrze płacimy. - Co w tym złego?

- Jest drogo. - Ale sprawiedliwie.

Jeśli przez to zyskamy najlepszych, nie mam nic przeciw.

Przepraszam. Miguel, przynieśli to przed chwilą.

Dzięki, Pilar.

Dałem go do przeróbki.

Należał do mojej babci. Biedaczka, miała grube palce.

- Czy twoja córka powie mi „tak”? - Najwyższy czas ją zapytać.

To świetnie, że oboje tu mieszkacie,

ale chcę, byś to w końcu sformalizował.

Jutro zabiorę ją na kolację w San Luis i zapytam.

Może być San Luis, a może ogród w El Acebuche?

- Co takiego? - Słuchaj.

Myślisz, że będę siedzieć bezczynnie, gdy będziesz oświadczał się mojej córce?

- Nie, Paca. - Tak, Paca.

Wszystko jest gotowe na przyjęcie, na jakie zasługujesz.

- Prawda, Tomás? - Znasz Esther.

A ty znasz mnie.

Obaj mnie znacie.

Tato.

Cześć, tato.

Sam dam radę.

- Jak się czujesz? - Dobrze.

Mówiłem Trini, żeby do was nie dzwoniła.

Zabieramy cię do lekarza w San Luis.

Nie trzeba.

Trochę się pogubiłem. Nic takiego.

Trzeba wykluczyć wszystko inne.

Nie pójdę do lekarza.

A wy wracajcie, skąd przyszłyście. Nie potrzebuję was tu.

Nie płacisz Trini i robotnikom od miesięcy.

Dostawcy odmawiają współpracy. Za tydzień skończy się jedzenie.

Jesteś bez grosza.

Potrzebujesz nas.

Doña Paca.

Co pani o tym myśli?

Ci robotnicy zostali zatrudnieni po tym, jak wylała woda?

Może mogliby posprzątać magazyn.

- Na farmie skończyli? - Tak, szybko im poszło.

- Jak mówił Miguel. - Podczas, gdy czekają na…

Nie chcę, żeby się tu kręcili.

Ale obiecaliśmy im, że mogą zostać, jeśli szybko sprzątną ten bałagan.

- Naprawdę są niezbędni? - Tylko na sezon…

- Nie. - Więc?

- Co mam robić? - Nic.

Tomás, odeślij ich.

Tak bywa.

Ludzie zrozumieją.

Zwłaszcza, jeśli sporo zarobili.

URZĄD MIEJSKI W MANTERANIE

Urządza niezłą imprezę zaręczynową.

- Wyobraź sobie, jakie będzie wesele. - No tak.

Olej imprezę i oświadcz się jej w restauracji, jak chciałeś.

Nie, jeśli mam zachować męskość.

To musisz to zrobić przy wszystkich.

Przestań. Nawet nie wiem, jak ją spytać.

Umiesz postępować z kobietami.

Raczej umiałem, Tano.

Flirt to co innego, niż oświadczyny.

Zatem powodzenia. Przepraszam.

- No to super. - Co jest?

Dobre wieści.

Później ci powiem. Masz i tak dość na głowie.

A właśnie.

Pożyczysz mi przyczepę po południu?

Koniec wykładu?

Miguel, układasz sobie życie z fantastyczną kobietą.

Czego ty jeszcze chcesz?

Przyjdzie czas i na ciebie.

Nie widzę odpowiedniej kandydatki. Poza tym, nie spieszy mi się.

Mówiłem to samo. Do czasu.

Po południu wyślę ci przyczepę.

Dzięki. Wiesz co?

Jestem z ciebie dumny.

Będzie dobrze. Zobaczysz.

Ci wszyscy ludzie to do ciebie?

Tak, musisz już iść.

Dzień dobry, Mario Tereso. Jak się masz?

- Jak pan się ma, burmistrzu? - Dobrze, o co chodzi?

Ja w sprawie huśtawek. Są w złym stanie, to niebezpieczne.

Mój brat pożyczy mi przyczepę. Dowieziemy nowe huśtawki.

Tylko kilka zostało.

Nie wiem, jak długo przetrwają.

Ludzie mają rodziny na utrzymaniu.

- Kto nimi kieruje? - Don Emilio.

Nie ma nikogo od zarządzania pracownikami?

Odkąd ja tu jestem, nie.

Robi wszystko sam i nie radzi sobie.

Najpierw popsuł się zbiornik. Potem ta nawałnica.

El Acebuche zaczyna się tutaj?

Granica między posiadłościami nie jest ściśle wytyczona.

Miejscami brak ogrodzenia.

Doña Paca toczy o to spór z Don Emiliem.

Przynajmniej tak mówią we wsi.

Wasz ojciec nie jest zbyt lubiany.

Nie są wobec niego sprawiedliwi.

Bywa opryskliwy i ma humory, ale wobec ludzi jest uczciwy.

Tak było do tej pory.

Nie jest uczciwy, skoro nie płaci.

To przez stres jest taki zagubiony i skołowany.

Nie trzeba geniusza, żeby stwierdzić, że ma depresję.

Najpierw ustalmy, ile forsy potrzebujemy.

Sprawdzę księgi i zobaczę, czy możemy wziąć kredyt.

Będziemy musiały coś wybulić?

Zapewne.

Paca Utrera radzi sobie lepiej niż wasz ojciec.

Ale to nie tylko jej zasługa.

Miguel Larrea to jej prawa ręka.

Jest w związku z jej córką i mieszka z nimi. Obrotny facet.

Są urocza parą.

To się dopiero okaże, czy pozwolę ci iść.

Kto cię zawozi do klubu i odwozi?

Mama Elory nas zawozi. Nie wiemy, kto odwiezie nas do domu.

Mama się zgadza.

Świetnie.

Ale nie jesteś u mamy, tylko u mnie.

Ile was tam będzie?

Nie wiem. Cała nasza paczka.

I nie możesz się obejść bez jechania do nocnego klubu 20 km stąd?

- Jak możesz być z tym malkontentem? - Bo trzyma formę.

Gdy osiwieje i urośnie mu brzuch, rzucę go i znajdę innego.

Esther, masz jakieś plany na jutrzejszą kolację?

Nie. Czemu pytasz?

Odbiorę cię z pracy i zjemy kolację w San Luis. OK?

Brzmi świetnie.

Lucia.

Jeśli tata pozwoli ci wyjść, mogę odebrać cię z klubu.

Doceniam, ale sam to zrobię.

Coś nie tak, Pilar?

Jest coś, o czym powinna pani wiedzieć.

LATO GRACII

CO UGOTOWAĆ

CO TAKIEGO ZROBIŁEM, ŻE ZASŁUŻYŁEM NA CIEBIE?

- Marisol. - Manuela.

Znalazłaś mojego Óscara?

Jeszcze nie. Przykro mi.

- Jak coś będziesz wiedziała… - Jasne.

Przepraszam.

Pewnie zjawi się nagle jakby nigdy nic.

Pani wie, jaki on jest.

Dostanie po uszach, to pewne.

Znajdzie się.

Jestem tego pewna.

Robimy wszystko, by go znaleźć.

Wiem, Manuelo.

Dziękuję.

Pracujesz dziś wieczorem, kuzynko?

Przy tym, w co wrobiła mnie Paca, potrzebuję wsparcia rodziny.

- Esther niczego nie podejrzewa? - Chyba nie.

Myśli, że mamy kolację w San Luis.

Po drodze powiem jej, że musimy wrócić, bo zapomniałem portfela.

A tu niespodzianka.

Bądź czujna i punktualna. Dobrze cię znam.

- Przychodzisz do pracy i… - Tak.

Sprawa Óscara Egei nie daje mi spokoju. Jego matka…

Co mogło mu się stać?

- Dziwne, że tak nagle zniknął. - Bardzo dziwne.

- I niepokojące. - Proszę.

Dla ciebie i całej ekipy.

Dzięki, ciociu.

Spójrz, kto idzie.

Twoja przyjaciółka i twoja teściowa w jednej osobie.

- Wpadnę później, ciociu. - Pa, kochana.

Któregoś dnia dostaniesz grzywnę.

No to zapłacę i kropka.

Jasne. Pieniądze załatwią wszystko.

Czekają na ciebie na farmie.

Spokojnie. Będę na czas.

Pa, mamo.

- Na razie. - Pa, kochanie.

Czemu masz taką minę?

Gracia i Paloma Molina są w Las Sabinas.

Co takiego?

Pilar powiedziała mi wczoraj.

- Co one, u licha, tam robią? - Nie wiem.

Mam nadzieję, że szybko wyjadą.

Takie osoby, jak one, przynoszą pecha i nieszczęście.

I do tego w dzień zaręczyn naszych dzieci.

Dlatego przyjechałam. Chciałam sama ci to powiedzieć.

- Co teraz zrobimy? - Nic.

Przestańmy myśleć o Molinach.

Świętujmy najszczęśliwszy i najważniejszy dzień dla naszych rodzin.

Tak, ale wiedząc, że…

- Nie wiem, czy mogę się cieszyć. - Jestem pewna, że możesz.

Nie damy tym zdzirom satysfakcji, że cierpimy z ich powodu.

Ani słowa o tym Esther.

A tym bardziej Miguelowi.

Co u ciebie?

W porządku.

Co teraz porabiasz? Jak praca?

Świetnie. Właśnie skończyłam wycenę w Zamorze.

Masz działalność?

Jestem konsultantką w firmie.

Zawsze byłaś dobra w liczbach.

Gdyby chodziło tylko o liczby…

Czasem czuję się jak psycholog.

Firma podwaja obroty co dwa lata,

a i tak ciągle narzekają.

- Masz kogoś? - Nie.

Słuchaj…

Co?

Chcę iść na cmentarz do mamy.

Pójdziesz ze mną?

Jasne.

Gadacie o babci?

Tak.

- Jaka ona była? - Cóż…

Była pełna życia.

We wsi wszyscy ją uwielbiali.

Ją i jej ziemię.

Las Sabinas należała do jej rodziny.

Na co zmarła?

Miała wypadek samochodowy.

To moje dzieci. Julia i Lucas.

To wasz dziadek, Emilio.

- Jak się masz, tato? - Dobrze.

O kurde! Przepraszam.

- Nie ma sprawy. - Właśnie, że jest!

Wracaj do domu i tłucz swoje.

- Nie chciałem. - Co wy tu w ogóle robicie?

- Dość. - Nie chcę cię tu. Ani ciebie!

Wynoście się stąd. Zostawcie mnie!

Chodźmy.

Często o niej myślisz?

Tak.

Tęsknisz za nią?

Pewnie, że tak.

Dobrze pamiętam jej ręce.

Były piękne.

Takie delikatne.

Ale silne.

Mogły wyleczyć wszystko.

Masz takie same.

- Nie. - Tak.

Masz też jej uśmiech.

Jak pomyślę, że moje dzieci mogłyby przejść przez coś takiego…

Nie myśl o tym. Mają się świetnie.

Mają ciebie i Antóna.

Przyjedzie do Manterany?

Co u niego?

Jest w podróży służbowej.

Masz wspaniałe dzieci.

Mama by je uwielbiała.

Zabierałaby je pod dąb na podwieczorek

i oglądanie gwiazd nocą.

A może…

oboje moglibyście to kiedyś zrobić.

Przemyślałam to i…

Wracam do Madrytu.

Kiedy?

- Dziś. - Tak szybko?

Tata czuje się lepiej.

Widzisz, jak zareagował.

Nic się nie zmienił.

- Tu nie ma miejsca dla moich dzieci. - No tak.

Poza tym, nie mogę rzucić pracy.

Ważne sprawy możemy omówić przez telefon lub rozmowę wideo.

Oczywiście.

- Zrób tak, jak uważasz. - Tak będzie najlepiej.

No dobrze.

- Jesteś na mnie zła? - Nie, skąd.

- Idziemy? - Nie, idź sama.

Muszę jeszcze zajrzeć w jedno miejsce.

Jak chcesz.

Jak idzie?

Macie uprzątnąć cały teren. Wszystko do czysta.

No już, idźcie…

Co ty tu robisz?

Paca!

- To teren prywatny. - Wiem. Przepraszam.

Co ty i Paloma robicie w Manteranie? Czego chcecie?

Wybacz, nie twój interes.

Nagle zachciało wam się rozmawiać z ojcem? Czy macie inny plan?

- Powtarzam, nie twój interes. - Wszystko w tym mieście to mój interes.

Ale nie moje życie i moja rodzina.

Już nie.

Mam was gdzieś, panie Moliny. Ale moja rodzina znaczy dla mnie wiele.

Nie chcę was tu widzieć. Zwłaszcza w pobliżu Miguela.

- Nie waż się do niego zbliżać. - Nie zamierzam.

Gdybym chciała, pogadałabym z nim.

Wątpię. Ty też w to nie wierzysz.

Słuchaj, nie chcę problemów.

To wynoś się stąd.

I nigdy nie wracaj.

To samo dotyczy twojej siostry.

Zrozumiałaś?

Na pewno nie chcesz kanapek na drogę?

Nie, dzięki.

Don Emilio nie czuł się dobrze. Inaczej zszedł by się pożegnać.

Jasne.

Zadzwoń, gdy będzie potrzeba. Wrócę.

Dam radę.

Wiem, że to okropne, ale nie mam wyboru.

- Pogadamy, jak to się wszystko skończy? - Tak, na pewno.

- Mówię poważnie. - Jasne, że mówisz poważnie.

Tak jak zawsze.

Wzięliście wszystko? Komórki, ładowarki?

Nie będziemy się wracać.

- Spoko. Ruszamy? - Tak.

POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE

Mamo, co robisz?

Gdzie jesteś? Od kilku dni nie mogę się dodzwonić.

Twoje dzieci dopytują się o ciebie.

Wybacz mi, Gracio.

Tata zachorował. Pojechałam z dziećmi do Las Sabinas.

- Jesteście w Manteranie? - Właśnie wyjechaliśmy.

Między tatą a siostrą była bardzo napięta sytuacja.

Słuchaj, musicie wrócić do Las Sabinas.

Co?

Nie, to niemożliwe.

- Nie jesteście bezpieczni w domu. - O czym ty mówisz?

Mówię poważnie.

Proszę, nie wracajcie do domu.

Antón? Antón!

Nie miałyście wyjechać?

Wpłaciłyśmy trochę na konto,

żebyś mógł zapłacić Trini i robotnikom zaległe wynagrodzenie.

Dzieci są pewnie zachwycone.

Zmieniłam zdanie.

A co z pracą?

W ogóle ją masz?

Należą mi się wolne dni.

Jak będzie coś pilnego, mogę to ogarnąć stąd.

- Wyjadę, gdy wszystko załatwimy. - Już jest załatwione.

Zwrócę wam pieniądze. Nie chcę być wam nic winien.

Wpłaciłyśmy tylko ratunkową kwotę.

Musisz wziąć kredyt i zrobić ocenę rentowności.

Czekaj, jeszcze nie skończyliśmy.

- Muszę zająć się farmą. - Ale to ważne…

Nie utknąłbym w tym bagnie, gdyby nie Paca Utrera.

Zatruła mój zbiornik.

To ona spowodowała wyciek?

Nie cierpi mnie. Chce mnie zrujnować.

- Nie pozwolę na to, przysięgam. - Już jesteś w ruinie, tato.

Widziałeś, w jakim stanie jest ziemia?

Paca nie ponosi winy za skażenie zbiornika.

- To twoje własne niedbalstwo. - Co ty tam wiesz!

Jak mogłeś?

Gdyby mama wiedziała…

- Zamknij się. Nawet mi o niej nie mów. - Wiem.

Wolałbyś, żeby nigdy nie istniała.

Dlatego w jej własnym domu nie ma ani jednego jej zdjęcia!

- Proszę… - Zamknij się.

Ty i twoje głupie gierki. Zostać, wyjechać?

A dzieci nawet nie wiedzą, jak mama umarła!

Jesteście z tej samej gliny.

- Wyglądasz bosko. - Dzięki.

Ty też całkiem nieźle.

Chodźmy. Umieram z głodu.

- Zapraszam. - Dzięki.

Świetnie.

Nie, Don Antonio, napisałam wyraźnie na recepcie.

Dwie tabletki po śniadaniu i dwie po obiedzie.

Nie. Nie powinien jeść gulaszu. Już mu mówiłam.

Kurczak z grilla może mu się przejeść, ale…

- Zostawiłem portfel w domu. - Moment, pacjent dzwoni.

- Zostawiłem portfel… - No tak.

Nie, Don Antonio, rwa ustąpi, gdy zacznie pan ćwiczyć.

Możesz się rozłączyć?

Nie, trzymanie kieliszka wermutu to nie są ćwiczenia.

- Idź po portfel. Zaczekam tu. - Nie, musisz iść ze mną. Wyłącz się.

Tak. Rozumiem.

Don Antonio, muszę się rozłączyć.

Nie ma pan migreny. Ma pan kaca.

Tak, w poniedziałek.

Hej, co się dzieje?

Niespodzianka!

Ale…

O co chodzi? Moje urodziny są w styczniu.

To dla ciebie, kochanie.

Nie rozumiem.

Powiem krótko.

Chcę z tobą zaczynać i kończyć dzień.

Nie rozumiem, jakim cudem zwróciłaś na mnie uwagę.

Nikt tego nie pojmie, bo to jest niepojęte.

Tato, miało być krótko.

Dziękuję.

Esther Ruiz Utrera, pokochałem cię.

Nadal cię kocham i będę kochał cię zawsze.

Wyjdziesz za mnie?

Miguelu.

Powiedz „tak”, albo umrę z rozpaczy.

Tak, kochanie. Oczywiście.

Gratulacje, córeczko!

LAURA I EMILIO

Moja teściowa!

Co za niespodzianka.

Tak się cieszę, tato.

Zaraz wracam.

No i co, nie taki diabeł straszny?

Poprawiło ci to humor?

Widzę, że nie.

Dlaczego przyjąłeś na nowo robotników, których zwolniłam?

Dlaczego ich zwolniłaś bez mojej wiedzy?

- Nie pozwoliłbyś na to. - To prawda.

Wiesz, że to ja tu rządzę?

To dla mnie jasne.

Tak samo jasne, że dałem im słowo, że po uprzątnięciu farmy

zostaną na cały sezon.

A ja dotrzymuję słowa.

- Widziałeś Tano? - Nie.

Mam świeże wieści.

Las Atenor ogłoszono obszarem chronionym.

- Nie mów! - Tak.

Ktoś z Ministerstwa Środowiska mi powiedział.

Ale to już pewne.

Radny osobiście napisał do Tano.

- Żal mi go. - Tak.

Tak, sierżancie?

Co?

Antón, zadzwoń, jak to odsłuchasz.

Strasznie się denerwuję.

- Gracia. - Co jest?

Nie mogę znaleźć taty.

POŁĄCZENIE PRZYCHODZĄCE

Mój skarbie.

Trzymałeś to dla siebie, ty łobuzie.

Co się stało?

- Spytaj go, co nowego w mieście. - Nie, daj spokój.

- Później ci powiem. - Nie. Powiedz jej teraz.

Nie teraz.

- To twój dzień. - Już ja cię znam.

Pójdziesz tam i ogłosisz to całemu światu.

Prosimy o chwilę uwagi.

Ten niesamowity facet, który stoi obok mnie,

osiągnął coś, na co ludzie czekali całymi latami.

- I dokonał tego sam. - Nie.

A ponieważ nie potrafi się chwalić, zrobię to za niego.

Dziękuję Tanowi Larrei, mojemu bratu,

który doprowadził do tego, że las Atenor, skarb tego miasta,

jest teraz obszarem cennym przyrodniczo.

Proszę o brawa!

Bardzo wam dziękuję.

Każdy zasługuje tu na uznanie, ale najważniejsze,

że jest to nasz wspólny sukces.

Ochrona przyrody jest według mnie przejawem

miłości do naszej planety.

A jak wiecie, miłości w naszej krainie nie brakuje.

Wznieśmy więc toast za Esther i Miguela!

Gdyż są prawdziwym skarbem w naszym życiu.

Korzystając z okazji, ja też powiem parę słów.

Bez bajerowania. To nie w moim stylu.

Nie.

Miguel mnie wkurza. Nie ma co ukrywać.

Ale uwielbia Esther.

A dla mnie tylko to się liczy.

Bo wszyscy wiecie, że…

Co ty tu robisz? Nikt cię nie zapraszał.

Przyjechałem powiedzieć ci prosto w oczy. Jesteś hipokrytką, Paco Utrera.

- Zakłamaną oszustką. - Wynoś się stąd.

Wszyscy wiecie, że to Paca Utrera zanieczyściła mi zbiornik.

Teraz nie pora na to. Wyjdź.

Zajmę się tym.

Wynoś się.

Czemu nie powiesz prawdy? Jesteś złym człowiekiem.

Emilio, nie rób scen. Nie jesteś tu mile widziany.

Chcesz, żebym zdechł, ale ci się nie uda.

Dostaniesz za swoje, ty suko!

- Ej! - Puśćcie mnie!

Zostawcie mnie! Gretel!

Puszczajcie!

Gretel!

- Gretel! - Emilio.

Uspokój się.

Gretel! Gretel!

Gracia.

Chodźmy, tato.

- Weź go. - Zostaw mnie.

- Bo wezwę straż. - Przepraszam, już idziemy.

Zwariowałaś? Niszczy nam życie, a ty ją przepraszasz?

Jak śmiesz?

- Natychmiast wyjdź. - Nie wtrącaj się.

Odejdź, proszę.

Tato. Już dość.

Wystarczy.

Chodźmy.

Chodź.

Idziemy do domu.

Trzymam cię. Chodź.

Idziemy.

Czasem zastanawiam się, czemu wróciłam do Manterany.

Wmówiłam sobie, że zrobiłam to dla taty.

Ale wiem, że było coś więcej.

Rzuciła mnie tam jakaś potężna siła, budząc na nowo uczucia, które wyparłam.

Chciałam to nazwać prawdą.

Jakby prawda była samą miłością.

A nie była bólem.

Ciszą.

I śmiercią.

POWRÓT DO LAS SABINAS

Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.