Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Odchodzę.
Pójdę się spakować. Powinniśmy odwołać ślub.
W POPRZEDNICH ODCINKACH
- Dokąd jedziemy? - Na razie do babci.
Nie opuszczę mojego domu.
Powiedział, że nie chce już tu pracować.
Nie przyjęłam jego rezygnacji.
Ale jeśli chcesz, wywalę go w sekundę.
Od dziś zgłaszasz mi wszystko, co dotyczy sprawy Óscara.
Nie miał przy sobie telefonu.
- Może go zgubił. - To nie trzyma się kupy.
Nie wiem, to tylko przeczucie.
Żeby tu zostać, musisz dać z siebie wszystko.
Mówiłam, że wyjeżdżamy. Ale musimy jeszcze trochę zostać.
- Co? - Dlaczego?
Spóźniłem się, ale jestem.
Co straciłem?
Co się z tobą dzieje? Nie jesteś sobą.
Gracia znów się mną zabawiła.
- A ty dokąd? - Na ostatniego drinka.
Co się z tobą dzieje, do cholery?
POWRÓT DO LAS SABINAS
Óscar.
Jak się czujesz?
Wyobrażam sobie. Przykro mi, Esther.
Daj znać, jeśli będę potrzebna.
Na razie. Buziaki. Pa.
Co się stało?
- Esther odwołała ślub. - Jak to?
Wie, że nic mnie już nie łączy z Miguelem.
Przekłada, czy w ogóle odwołuje?
Nie wiem, Gracia. Nie chciałam pytać.
Z tonu jej głosu wnioskuję, że z nimi koniec.
- Przysięgam, że wcale mnie to nie cieszy. - Ale będzie skandal.
Jest załamana, a do tego musi wszystkich zawiadomić.
I znosić matkę, która pewnie się wścieka.
Cześć. Skończyłeś zbiornik?
Tak. I znalazłem to…
- Telefon? - Zagrzebany w mule.
- To telefon Óscara. - Óscara Egei?
Skąd wiesz?
Widziałem go setki razy. Pomarańczowy futerał, małe rysunki.
Nie, zostaw. Daj to.
- A co? - O, tu.
Lepiej nie dotykać. Zaniosę na policję.
Na policję? Po co? Óscar miał wypadek.
No tak, ale…
czy to nie dziwne, że to było tak daleko od studni, do której wpadł?
Zjedz coś.
- Cześć. - Hej.
Americano z małą ilością mleka i cortado. Na wynos.
Jak się czujesz?
A nie widać?
Manuela powiedziała mi o ślubie.
Raczej o jego braku.
Tak mi przykro. Co się stało?
Nic. Robimy sobie przerwę.
Znaczy, że jest jeszcze szansa.
Pewnie trochę spanikowaliście?
Za kilka dni będziesz kupował bilety na lot na Rivierę Maya.
- Nie sądzę. - Oczywiście, że tak. Wszystko się ułoży.
Dzięki. Dopisz do rachunku, OK?
Głowa do góry.
- Już wie? - Na to wygląda.
Esther obdzwania swoich gości.
Też powinieneś podzwonić.
Jutro. Dziś nie mam nastroju.
Lucia się odezwała?
Nie.
- Mam z nią pogadać? - Nie. Daj jej spokój.
Nie powinieneś być w pracy?
Powiedziałem Pace, że biorę rano wolne.
Piwo tak rano…
A która godzina?
Wczoraj nie dość wypiłeś?
- Myślisz, że alkohol ci pomoże? - Oszczędź mi pogadanki.
- Gdzie idziesz? - Gdzieś, gdzie mogę być sam.
Jadę do miasta. Przywieźć ci coś?
Tak. Porządne śniadanie.
Patrz, co przygotował Wilson.
- To bardzo dobre. - Dla królika.
Sok z marchwi, jakieś chwasty i tost z zieleniną.
Bardzo zdrowe, tato.
Może i tak. Ale przywieź mi normalne jedzenie.
Nie kupię nic bez zgody Wilsona.
To daruj sobie wycieczkę.
Ale milusio od rana!
A co, przeszkadza ci to?
Nie, ale nie mogę się nadziwić.
Nie gadaliście ze sobą latami,
a teraz idealna rodzinka.
Jeszcze raz tak się odezwiesz do matki, a ci przyłożę.
- Prawą czy lewą ręką? - Uspokójcie się.
- Proszę was. - Mówisz i masz.
Twoje córeczki utknęły przez ciebie w tej dziurze.
- Chrzanić Julię i mnie. - Przestań.
Nie przestanę. Nie widzisz, że on wami manipuluje?
Manipulacja to specjalność twego ojca.
A swoją drogą, gdzie on teraz jest?
- No gdzie? - Przynajmniej ma jakieś życie.
Przesadził, ale ty…
Kochanie.
To jego?
- Co? - To Óscara?
- Tak. Na pewno. - Richi mówi to samo.
Gdzie dokładnie go znalazł?
Był zagrzebany w mule blisko zbiornika.
Acha.
Dziwne, że tak daleko od studni, do której wpadł Óscar.
Co on robił koło skażonego zbiornika?
Myślisz, że ma to coś wspólnego ze skażeniem?
Trudno mi powiedzieć.
- Nie wyciągajmy pochopnych wniosków. - Jasne.
Może dzięki tej komórce dowiemy się, kto wpuścił Herbitech do zbiornika.
Będę cię informować. Dzięki, że go przyniosłaś.
- Nie ma za co. Pa. - Pa.
Do widzenia.
Telefon Óscara?
Był zagrzebany przy zbiorniku Las Sabinas.
- Ona go znalazła? - Nie, syn gospodyni.
On jest…
bardzo zniszczony. Chyba na nic się nie przyda.
Chcę spróbować.
Może dowiemy się czegoś o ostatnich godzinach Óscara.
Na przykład o czym?
W wykazie połączeń nie ma nic dziwnego.
Nie wiem. Jakiś plik, zdjęcie, cokolwiek.
Daj mi to wysłać do laboratorium. Może coś znajdą.
Chyba że masz inny pomysł na odkrycie prawdy.
Wejdź, proszę.
- Dzięki. - Wybacz, że czekałaś.
Jestem zajęty Lasem Atenor.
Sprawa tak długo leżała, a teraz poganiają nas z papierami.
- Mogę przyjść innym razem. - Nie, jest OK.
Usiądziemy?
No dobrze. A co tam u Emilia?
- Pomału dochodzi do siebie. - Cieszę się.
A jak tam Miguel? Słyszałam o…
Jest roztrzęsiony, ale przejdzie mu.
Takie jest życie.
Jak mogę ci pomóc?
Zostaję z dziećmi w Manteranie.
Co za niespodzianka.
Domyślam się, że przyszłaś się zameldować.
Niezupełnie. W pewnym momencie będę musiała to zrobić.
Żartowałem.
- Przepraszam. - Nie.
Przyszłam, bo potrzebuję pracy.
Gdy ministerstwo zatwierdzi projekt,
centrum turystyczne jest twoje.
Wiem i jestem za to bardzo wdzięczna.
Ale zwolnili mnie i potrzebuję pracy już, by zapewnić ojcu opiekę.
- Przykro mi. - Tak.
Do tego mój eks wyczyścił nasze konta,
sprzedał nasze mieszkanie
i tak dalej. Nie mogę sobie pozwolić na przerwę.
Potrzebuję pieniędzy, zwłaszcza na dzieci.
Jasne.
Rozumiem. Jedno co mogę,
to przyśpieszyć papierkowe sprawy.
Naprawdę nie wiem, co ci powiedzieć.
Znasz tu wszystkich.
Możesz przedstawić mnie jakiejś firmie?
To nie Madryt. Nie ma tu zbyt wielu możliwości.
Tak samo w całym regionie.
Jasne.
Rozumiem. Nie chcę niczego wymuszać.
Wprost przeciwnie. Żałuję, że nie mogę bardziej pomóc.
I tak już dużo dla mnie zrobiłeś.
Dzięki.
Poczekaj.
Niczego nie mogę obiecać, ale wykonam kilka telefonów
i zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Cześć, Lourdes. Mówi doktor Ruiz.
Wczoraj miałaś umówioną wizytę w sprawie złamania kości,
ale nie przyszłaś. Wszystko w porządku?
Acha, nie zapisałaś sobie.
Dobrze. Możesz przyjść dziś?
A w czwartek?
Nie możesz.
Posłuchaj. Chcę cię obejrzeć jak najszybciej.
Wiem, że złamanie nie jest poważne. Obawiam się o coś innego.
Że to się może powtórzyć.
Powiedziałaś, że między tobą a mężem wszystko OK. Ale proszę cię, przyjdź.
Czy możemy…
Powiedzieli, że mogę wejść.
Chwileczkę, Lourdes. Zaraz do ciebie wrócę.
Jeśli chcesz, możemy…
Lourdes?
- Cholera. Rozłączyła się. - Mam przyjść później?
Nie, to pacjentka, która…
Zadzwonię do niej później.
Kochanie, tak mi przykro.
Miguel już mnie nie chce.
Wyprowadził się.
Na dobre, czy po prostu potrzebuje trochę czasu?
Może pogadajcie, gdy emocje opadną.
Nie. Określił się jasno.
Wczoraj chciał rzucić pracę.
Serio?
To jasne, że nie chce mnie znać.
Po tym jak mnie potraktował, ja też nie wiem, czy chcę go znać.
Nie dziwię się.
- Nie był dla ciebie dobry. - Nie. Z tobą mogę być szczera.
Był dla mnie okropny.
Nie wiem, jak mogę go dalej kochać.
Ale dlaczego odszedł?
Gracia powiedziała, że już nic między nimi nie ma.
To idiotyczne.
Nie jest ze mną i z nią też nie?
Ja zwariuję.
Tak mi smutno, Paca.
- Wiem. - Jak Esther?
- Wiadomo. Jest załamana. - No tak.
Trudno uwierzyć.
Musimy pogadać o pieniądzach na wesele.
Nie powinnaś płacić za wszystko.
To nie ma znaczenia.
Ale nie znoszę, jak ludzie o mnie gadają.
Cieszą się, że jest mi źle.
Przepraszam za cały ból, który sprawił wam Miguel.
Nie powinnaś. Nie robisz nic złego.
Ja nie, ale mój syn tak.
A najgorsze,
że z każdym dniem czuje się bardziej zagubiony.
Traktował Esther okropnie. Ciebie też.
Moje cierpienie to pestka.
Ale nie mogę patrzeć, jak Esther cierpi.
Jak tylko pomyślę, że któregoś dnia wpadnie na tę przeklętą Gracię…
Ona zostaje w mieście.
To, co oni zrobili, jest niewybaczalne.
Po tym wszystkim, co zrobiłaś dla niego, po śmierci jego ojca.
- Zrobiłam to, co musiałam. - Nie mów tak.
Uchroniłaś naszą rodzinę przed nieszczęściem, a on tak ci odpłaca?
Tak strasznie mi przykro, Paca.
Przepraszam. Wybaczysz mi?
Po tym wszystkim, co razem przeszłyśmy?
Nie pozwolimy, żeby jakiś facet w kryzysie wieku średniego
zrujnował naszą przyjaźń. Nawet jeśli to twój syn.
Zawsze byłaś dla mnie jak siostra.
I zawsze będziemy jak siostry, bez względu na wszystko.
Lucas, możemy porozmawiać?
- Wszystko OK? - Nic nie jest OK, Paloma.
- A ty? - Lepiej nie mówić.
- Pewnie widziałaś się z Esther. - Tak.
- Jak się czuje? - Chowa się w gabinecie.
Przyjmuje pacjentów na okrągło, by nie myśleć.
Powiedziała ci, co się stało?
Tak. Wygląda na to, że to Miguel zerwał.
- Co takiego? - Wczoraj się wyprowadził.
Ale dlaczego?
Nic więcej nie powiedziała. Tylko tyle, że odszedł i…
chciał rzucić pracę.
Wiesz, czemu to zrobił?
Co się wydarzyło między wami?
Zrobiłam błąd. Chciałam wrócić do czegoś, co już nie ma sensu.
Dla kogo nie ma sensu?
Dla ciebie czy niego?
Odeszłam, bo nie chciałam nikogo ranić.
Jego wybory nie mają już nic wspólnego ze mną.
Przepraszam.
No, wreszcie jesteś.
Ostatnio rzadko bywasz w domu.
Jestem bardzo zajęta. Za godzinę wracam do gabinetu.
- Ale zjesz ze mną obiad? - Jasne.
Znasz Lourdes Villamil?
Lourdes Villamil. Tak, coś mi świta.
Jej mąż ma na imię Fidel. Mieszkają tu od dwóch lat.
Tak, Fidel. Przypominam sobie.
- To ten architekt, tak? - Tak, to on.
Słyszałaś o jakichś problemach między nimi?
Raczej nie. Widuję ich tu i ówdzie.
No tak.
- Hej, zjemy razem obiad? - Tak, zaraz będzie.
- Jak tam w szkole? - Dobrze…
Dam Pilar znać, że jesteś.
- Widziałaś się z tatą? - Nie i nie chcę się widzieć.
Wcześniej czy później będziesz musiała.
Gdyby to ode mnie zależało…
Dla niego to też nie jest łatwe.
Ale dla ciebie trudniejsze.
A co dopiero dla babci, Manueli i Nati. Przyszedł pijany
na urodziny wujka Mauricia. Ledwo mówił.
Nie miej mu tego za złe.
A czemu nie? Nie rozumiem, co się stało.
Co powiedział?
Że uświadomiliście sobie, że nie jesteście ze sobą szczęśliwi.
I że to najlepsze dla was obojga.
Te wszystkie bzdury, które zwykle się mówi.
Jakbym była jakąś idiotką.
Nie mów tak. Tata nie myśli tak o tobie.
No ładnie, jeszcze go bronisz?
Co jest z tobą?
Po tym, co zrobił?
Nie proszę cię o zrozumienie.
- Tylko o szacunek. - No to powiedz mi, co jest grane.
Jak będzie chciał, to sam ci powie.
Ja mogę mówić tylko za siebie.
Moje uczucia do ciebie się nie zmieniły
i nigdy się nie zmienią.
To jest twój dom. Na tak długo, jak zechcesz.
A ja nadal będę twoją przyjaciółką.
Nawet gdy…
opanujesz swój gniew
i zrozumiesz, że twój ojciec…
nie jest idealny.
Ale jest twoim ojcem i cię kocha. I tak samo cię potrzebuje, jak ty jego.
Dzięki, Esther.
- Za co? - Że nadal traktujesz mnie tak samo.
Przez nas znalazłaś się w bardzo trudnej sytuacji.
Powinieneś iść na spacer.
Nie ma mowy. Jeszcze wpadnę na kogoś.
Tak czy siak, i tak będziesz widywał Gracię w Manteranie.
- Dlaczego? Co się stało? - Podobno zostaje w mieście.
Jeszcze nie wyczerpała zapasów trucizny.
Kto ci powiedział?
Paca.
- Nie. Starczy na dzisiaj. - Daj mi wino. Zostaw je tam.
Nie ma mowy.
Tak rozwiązujesz swoje problemy?
- Drink za drinkiem? - Kończę obiad.
Nie zaczynaj. Znam te wszystkie preteksty.
Przy twoim ojcu stałam się ekspertem.
Nie porównuj mnie z tym draniem.
To nie zachowuj się jak on.
Bo skończysz jak on.
Zapomniałeś, przez co przeszliśmy?
Co ty sobie myślisz?
Do jasnej cholery!
Synu, nie lubię mówić ci takich rzeczy.
Ale nie pozwolę tej diablicy sprowadzić cię znów na dno piekła.
Co ja wyprawiam?
Jestem taki zagubiony.
Wiem.
Ale nawet gdy popełnisz milion błędów,
zawsze będę przy tobie.
- Dziękuję. - Ty też jesteś ojcem.
Zrobiłbyś to samo dla Lucii.
- Znowu burze? - W Wietnamie.
Jakby obchodziła nas pogoda na drugim końcu świata.
Widzę, że lepiej się czujesz.
Przyjmuję to za komplement.
Bo jest.
Dzięki za obronę przy śniadaniu.
Lucas czasem potrzebuje dyscypliny.
Racja.
Dyscypliny. A nie groźby, że dostanie w twarz.
- Chyba nie wziął tego dosłownie. - Mam nadzieję.
Proszę, nie rozmawiajmy o Antónie przy dzieciach.
Jest im teraz ciężko.
- Zrozumiałem. - Dziękuję.
Lucas miał rację co do jednego.
Cieszę się, że zostajesz w Las Sabinas.
- Wow. - Co?
- Cieszysz się? To coś nowego u ciebie. - Tak.
- Może zgłupiałem przez ten udar. - Możliwe.
Wiesz co, tato?
Nie mogłabym tego zrobić.
Nie mogłabym sprzedać mojej części Pace. Ona jest…
Wcielonym diabłem.
Pewnej nocy…
Nie chcę otwierać starych ran, ale…
Nieważne. Zapomnijmy o tym.
Nie. Co chciałeś powiedzieć?
Wyrzuć to z siebie.
Cokolwiek powiesz o niej, nic już mnie nie zaskoczy.
Paca nie przyszła do szpitala mnie odwiedzić.
Przyszła, żeby ze mnie zakpić.
I rzucić mi w twarz, że odbierze mi ziemię.
Nic nam nie mówiłeś.
Przysięgam, nie pokona nas.
Las Sabinas rozkwitnie,
albo nie jestem Gracią Moliną. Twoją córką.
Tano przychodzi na obiad?
Chyba tak. Żeby się z tobą zobaczyć.
- Cześć, tato. - Lucia.
- Przepraszam. - Nie, to ja przepraszam.
Dzięki, że przyszłaś. Zostajesz?
Tak.
Wtedy odmówiłam, bo byłam wściekła.
Ale Esther przekonała mnie, że nie mogę się dąsać jak małe dziecko.
- Masz pełne prawo… - Nie.
Muszę cię teraz wspierać.
Bez względu na to, co zrobiłeś.
Muszę ci pokazać, jak bardzo cię kocham.
Nawet jeśli już nie jesteś idealnym ojcem.
Kocham cię. Bardzo.
Mój skarbie.
- Zrobione. - Zostałam zmuszona, żeby tu przyjść.
- Przez kogo? - Przez ciebie.
To tylko badanie kontrolne.
Dzwonię do pacjentów, których ostatnie wyniki odbiegały od normy.
Ludzie są okropni.
Coś nie tak?
142. Nati, powtarzam.
Musisz więcej się ruszać. I zdrowiej jeść.
Dobrze.
Daj rękę.
- Co to było? - Uzdrawiający całus.
Jesteś teraz uzdrowicielką?
Nie tak dobrą, jak ty.
Bardzo cię lubię.
Gdy się ma złamane serce,
każdy całus pomaga.
Dziękuję.
Ja tobie też.
Muszę odebrać.
- Jasne. - Na razie. Dbaj o siebie.
Jak się masz, Lourdes?
Co? Nic ci nie jest? Jesteś ranna? Możesz chodzić?
On wciąż tam jest?
Słuchaj. Jak go nie ma, musisz natychmiast opuścić dom.
Czekać? Na co? Żeby cię znów uderzył?
Przyjdź do gabinetu. Mam dyżur do dziesiątej.
Obejrzę cię, a potem zgłosimy to na policję.
Nie myśl teraz o nim, proszę.
Oczywiście, że musisz to zgłosić.
Nie, Lourdes. Proszę.
Psiakość.
Núñez, mówi Esther.
Muszę zgłosić pacjentkę.
Telefon był blisko skażonego zbiornika.
Chłopak pracujący w Las Sabinas znalazł go w mule.
Proszę, nie mów nikomu.
Gdy Núñez się dowie, że ci powiedziałam, mogę mieć kłopoty.
Nie denerwuj się.
Tutaj tylko On nas słyszy.
A On jest po naszej stronie.
Znaleźli jeszcze coś?
Jego klucze, portfel, jakieś ubranie?
Dziś rano przeszukaliśmy teren. Nic.
Skoro telefon mojego brata tam był, znaczy, że on też musiał tam być.
To logiczne.
Ale jak na razie nic, co dotyczy jego śmierci, nie ma sensu.
Tak. Założę się, że ta komórka nie działa.
Jest bardzo zniszczona. Na szczęście karta wciąż tam jest.
To coś da?
Nie wiem.
Wyślemy ją do Madrytu, żeby wyciągnęli to, co się da.
Mam nadzieję, że coś znajdą.
Dzięki, Manuelo.
Jesteś niesamowita. Znaczy, w pracy.
- Próbuję. - Jesteś wspaniałą przyjaciółką.
I wspaniałą osobą.
Mówię ci to jako…
przyjaciel, nie myśl, że…
Plotę coś bez sensu.
No to do rzeczy.
Wiesz co?
Dobrze, że tutaj zostałem.
Myślę, że mój brat wkrótce będzie mógł spocząć w pokoju.
A my wreszcie odzyskamy spokój.
Przepraszam, muszę odebrać. To szef.
Tak, Núñez?
W Manteranie?
Esther powiedziała, kto to?
Znam ją. Sprowadzili się niedawno.
OK. Widzimy się przed jej domem.
Szef mnie potrzebuje.
Zostawię cię. Z Bogiem.
Poproś Go, żeby pomógł z telefonem.
Masz tu numer Isidra Guzmána.
Z firmy Guzmán.
Czyżbym miała pracę?
Zadzwoń do nich. Chcą cię zaprosić na rozmowę,
ale znając Isidra i ciebie,
będzie chciał mieć cię u siebie. Inaczej pożałuje.
- Chyba go nie zmuszasz? - Żartuję.
Nie. Widział twoje referencje. Nie miał żadnych wątpliwości.
Ale będziesz musiała dojeżdżać do San Luis.
Przywykłam do podróży służbowych. To niedaleko. Dam radę.
Wielkie dzięki. Jesteś bardzo hojny.
Nie ma problemu.
To dla mnie zaszczyt mieć w mieście ludzi
o lokalnych korzeniach.
Dam ci znać, jak poszło.
Trzymam kciuki. Odprowadzę cię.
Cześć, Gracia. Jak się masz?
- Świetnie. - Cieszę się.
Cześć!
- Zaraz się tobą zajmę. - Spokojnie.
Mam nadzieję, że twoja zła passa skończy się raz na zawsze.
Dziękuję.
- Jak się masz? - Świetnie.
Słyszałem, że zostajesz tu?
- Miguel. - Przestań.
Po co zostajesz?
To moje rodzinne miasto i moja ziemia. Mam pełne prawo tu być.
A kto dał ci prawo spieprzyć mi życie?
Nie pomyślałaś, że będziemy ciągle wpadać na siebie w mieście?
A Esther?
Jak ona zniesie to, że tu jesteś?
Nie zostaję po to, by cię zranić.
Ciebie ani nikogo.
Robię to, co najlepsze dla mnie i mojej rodziny.
Co za bzdury.
Całe życie miałaś gdzieś to miasto.
A teraz jest dla ciebie najlepsze?
Nikt cię tu nie zaakceptuje.
Nie potrzebuję akceptacji.
Mam gdzieś, co ludzie sobie pomyślą.
Nie wierzę ci.
Chcesz, żebyśmy cię szukali, wielbili, biegali za tobą,
a ty będziesz się z nas śmiać za plecami.
- Nie masz pojęcia… - Smutne, nie?
Próżna, dumna księżniczka.
- Nie pozwolę ci… - Będziesz mi mówić, co mam czuć, robić?
Już to na mnie nie działa.
Przejrzałem na oczy. Nie zaślepią mnie jakieś durne wspomnienia.
Jesteś podłą egoistką.
- Żal mi twoich dzieci. - Przestań.
Taka matka. Nic gorszego nie mogło ich spotkać.
W twoim wieku robiłem 200 bez przerwy.
Uwielbiałem ćwiczenia, boks.
To dobrze.
Twój brat to prawdziwy Molina.
Przejdzie mu.
Co piszesz?
Nic takiego. Różne rzeczy.
Mogę zobaczyć?
„Lato Julii”.
Prezent urodzinowy od mamy.
Dostaję co roku, ale nigdy nic nie piszę.
- To mój pierwszy raz… - Mama kontynuuje tradycję.
Jaką tradycję?
Ona też miała dziennik każdego lata.
Nie wiedziałam.
Opisywała wszystko. Swoje przeżycia, wrażenia.
- Dostawała go od mamy? - Tak.
- Nie podejrzewałam ciebie. - Nie.
Raz kupiłem dla twojej babci. Ona też prowadziła dziennik.
Nie wyobrażam sobie ciebie dającego takie prezenty.
Nie znasz mnie dobrze.
- Babcia! - Przyjechała?
- Ale niespodzianka. - Nie powiedziałeś jej, że przyjeżdżam?
Nikomu nie powiedział.
To moja babcia Amparo. A to mój dziadek Emilio.
Miło poznać.
Przepraszam, że tak znienacka. Myślałam, że Lucas was uprzedził.
Ostatnio mamy problemy z komunikacją.
Ale pracujemy nad tym. Prawda, Lucas?
- Witamy w Las Sabinas. - Dziękuję.
Amparo. Co ty tu robisz?
Ciągle jesteś zajęta, więc sama przyjechałam zobaczyć wnuki.
Twój syn zadzwonił do niej, ale zapomniał nam o tym powiedzieć.
Stęskniłem się za tobą, babciu.
Chodźmy po rzeczy.
- Dobrze. - Też pójdę.
No to idziemy.
Gratulacje. Najazd teściowej.
Tak?
Mogę wejść?
Godziny przyjęć się skończyły, ale spróbuję panu pomóc.
Dzięki.
- Co się dzieje? - Co się dzieje?
A to, że przed moim domem jest radiowóz Straży Obywatelskiej.
Żądam wyjaśnienia od osoby, która robi mojej żonie pranie mózgu.
Pan pewnie jest Fidelem, mężem Lourdes.
Miło poznać. Jestem doktor Ruiz.
- Gdzie ona jest? - Proszę usiąść.
„Proszę?” Bez jaj. Gdzie moja żona? Chcę z nią rozmawiać.
Proszę zmienić ton, bo wezwę policję.
Najpierw porozmawiasz ze mną.
Co jej powiedziałaś, do diabła? Dlaczego opuściła dom?
Gdzie idziesz?
Jakim prawem wtrącasz się w moje małżeństwo?
Co się dzieje?
Nie cieszysz się, że Lucia jest w domu?
Jasne, że się cieszę.
- Cześć, co u was? - Cześć, kochanie.
- Lucia wreszcie jest z nami. - To świetnie.
Powoli wszystko wraca do normy.
No widzisz, braciszku?
Co jest?
- A co z tobą jest? - Ze mną?
Po co Gracia była w ratuszu?
Boże, sami plotkarze w tym mieście.
- Wygadali w dwie minuty. - Nie. Spotkałem ją.
Była u ciebie?
Tak, przyszła do mnie do biura.
Co za harpia.
Czego chciała?
Szuka pracy, skontaktowałem ją z kimś.
Rewelacja.
Niszczy życie mnie i Esther,
a ty jej pomagasz, żeby mogła tu zostać.
- Brawo, Tano. - Wiesz co? Wierzyć się nie chce.
Obwiniasz Gracię za wszystkie swoje problemy.
Do cholery, nikt cię nie zmuszał, żebyś z nią spał.
Tak czy nie?
Ona jest w trudnej sytuacji. Przechodzi trudny czas.
- Ma dwoje dzieci na utrzymaniu. - No, jasne.
I to właśnie ty musisz być jej wybawcą?
Dosyć. Nie jesteśmy już dziećmi.
- Esther na to nie zasługuje. - O właśnie, masz rację.
Byłeś z nią zaręczony i spieprzyłeś sprawę.
Musisz w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przestać winić innych.
- Tano. - Co Tano? Do cholery!
Ciągle narzekasz, że Gracia rujnuje ci życie.
A ty rujnujesz życie mamie,
- zalewając się w trupa. - A co ty wiesz, dupku?
Przestańcie!
Kto tu jest prawdziwym dupkiem?
- Dość tego! - Ty pijaku!
Przestańcie, proszę.
Nie, poczekaj!
Zostań na kolację, pogadamy na spokojnie.
Nie mam ochoty.
Jeśli pan chce, zadzwonię do nich i powiem…
Dawaj to.
Myślisz, że jestem idiotą?
- Gdzie moja żona? - Już mówiłam, że nie wiem.
Gdzie ją ukrywasz?
Przysięgam, że nie wiem. Proszę to odłożyć.
Pani doktor?
- Lourdes, uciekaj! On tu jest! - Chodź tu! Odsuń się!
Nie zbliżaj się.
Myślałaś, że cię nie znajdę?
Nie ruszaj się! Dzwoń, gdzie chcesz, ona stąd nie wyjdzie!
Ty dziwko.
Co ty sobie myślałaś?
Jasna cholera!
Fidel, zabiłeś ją.
Pani doktor.
Pani doktor!
Pani doktor.
Pomocy!
Ratunku!
Napisy: Lidia Lewandowska-Nayar
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.