Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
...Wyszliśmy na brzeg.
Czy stąd niedaleko już
Do grających wierzb, malowanych zbóż?
Wczoraj łach, mundur dziś,
Ściśnij pas, pora iść.
Ruszaj, Pierwszy Korpus nasz,
Spoza gór i rzek na Zachód marsz!
Czekaj, Maryś, nas,
Niedaleki czas,
Gdy zmora przepadnie zła,
Będzie radość, aż błyśnie w oku łza.
Nie płacz, Maryś, nie...
Z młodej piersi się wyrwało
W wielkim bólu i rozterce,
I za wojskiem poleciało
Zakochane czyjeś serce.
Żołnierz drogą maszerował,
Nad serduszkiem się użalił,
Więc je do plecaka schował
I pomaszerował dalej.
Tę piosenkę, tę jedyną.
Śpiewam dla ciebie, dziewczyno.
Może także jest w rozterce
Zakochane twoje serce?
Pasują?
Jeżeli pasują, to ten pan na pewno opuści.
Pantofelki na takie nóżki...
Za darmo bym oddał.
Wyjeżdżajcie na Ziemie Odzyskane
Szczecin i Wrocław, Kołobrzeg, Koszalin i Jelenia Góra czekają na ciebie!
Pojechałbym z panią na ten Zachód.
Kupilibyśmy tylko te pantofelki i jazda!
- Akurat jadę w innym kierunku. - Też dobrze, do Baligrodu może?
Zaraz panią biorę na wóz.
Kierowcy nie wolno jeździć samotnie, może usnąć przy kierownicy.
Niech się pan rozejrzy, dziewczyn tu nie brakuje.
Nie zwlekaj! Zgłoś się jeszcze dzisiaj!
Nie poznajesz przyjaciela, stara fujaro?
Spoza gór i rzek,
- ...wyszliśmy na brzeg. - Alojzy!
Co się z tobą stało, wariacie?
Schudłeś, Alojzy, nie do poznania.
Szpital, bracie.
Na pocisku z ppanca, można powiedzieć, do szpitala wjechałem.
Przez dziurę w czołgu świętego Piotra żem oglądał.
Ale ty za to wyglądasz!
- Gęba jak u generała. - Nie wygłupiaj się.
- Na zawodowego zostajesz? - Ja?
Z zamiłowania jestem cywil.
No, a ty co?
Wróciłeś do swego, widzę.
Szanowna Publikum! Numer mrożący krew w żylakach!
Publiczność o słabych nerwach proszona jest o wyjście z podwórka.
Orkiestra tusz!
Maestro, please!
Obywatelu ogniomistrzu, czy to wasz wóz tutaj stoi?
- Mój, a o co chodzi? - Miał tu być po mnie gazik z Baligrodu.
Tak jest, miał być, ale się zepsuł.
Zabierzecie się ze mną, obywatelu kapitanie, proszę.
Hipolit!
Nie tak mocno, kapitanie.
Pobudzicie umrzyków.
Niemiecka robota.
Mieli cały rynek wybrukować tymi płytami z żydowskiego cmentarza. Nie zdążyli.
Podła dziura, kapitanie.
- Wszystko tu cuchnie krwią. - Przesadzacie.
Przesadzam? Jeszcze chyba pół roku temu, przed odejściem Niemców,
banderowcy urządzili Baligrodowi rzeź.
Z każdego prawie domu zabrali kogoś i wykończyli.
Bez różnicy czy Polak, czy Ukrainiec.
Teraz też, co tydzień ktoś w tej dziurze ginie.
Przedwczoraj chłopa w lesie powiesili. Za co?
Diabeł ich wie. To jest Diabligród, kapitanie.
Jest tam kto?!
Halo?
O co chodzi, obywatelu kapitanie?
Nie warto łomotać. I tak nie odpowiedzą.
Bandziorów się boją.
Całymi dniami siedzą tak pozamykani.
Gdzie jest sztab pułku?
Tuż za rogiem, w willi notariusza.
Ale tam teraz nie ma nikogo. Wszyscy siedzą w kasynie.
A gdzie jest kasyno?
Też tam, tylko wejście od tyłu.
Nie moglibyście tego jakoś porządnie zameldować?
Tak jest, obywatelu kapitanie.
Dziękuję.
- Dobry wieczór. - Czołem. Dobry wieczór.
Proszę bardzo.
Obywatelu pułkowniku.
Obywatelu pułkowniku, kpt. Wierzbicki melduje swoje przybycie.
Dziękuję. Niech pan siada, kapitanie.
- Niech się pan czuje jak u siebie w domu. - Dziękuję.
Zaraz podadzą coś do jedzenia.
Tak, czekałem na pana, kapitanie.
Wasz poprzednik, kapitanie,
dał się zarąbać Żubrydowi w czasie przejazdu przez Kalnicę.
Poległ zupełnie jak idiota.
Zamiast strzelać do bandytów, wdał się z nimi w targi,
czy powinien ściągać buty czy nie.
To nigdy nie był dobry oficer, ale bądź co bądź, strata.
Wydawał mi się zawsze nazbyt rozmarzony. Podobno literat.
Rozpuścił żołnierzy jak dziadowski bicz.
Oni tylko czekają na takich dowódców.
A wy, kapitanie, czym właściwie jesteście z zawodu?
Chciałem być plastykiem.
- Czym proszę? - Chciałem malować.
Tak... To jest prawdziwe nieszczęście dla mnie i dla tego batalionu,
co z rąk literata przechodzi pod rozkazy, za przeproszeniem, plastyka.
Obywatelu pułkowniku, melduję, że całą wojnę przebyłem na różnych frontach.
Ale teraz chciałby pan wrócić do domu, malować, co?
- Tak jest. - Zupełnie to samo, co z tym literatem.
Ano, nic na to wszystko nie poradzimy.
Szach
Jutro rano obejmie pan... batalion.
Szach. I mat.
Panowie, powiedzcie coś dowcipnego, ruszajcie się.
Czy mogę zjeść szklankę, obywatelu pułkowniku?
Stary kawał, ale trudno.
Lipa, nie zjadł dna.
- Zjedz tyle co ja, to zjem i dno. - Eeee.
Chryzantemy cudne, szczerozłote
Na wystawie czekały co dzień
Posyłając w przestrzeń swą tęsknotę
Od poranku, aż po wieczorny cień.
L przyszedł ktoś tak smutny, zadumany...
- Niech żyje wojsko polskie! - Niech żyje!
W oczach miał kryształy srebrnych łez
l w jesienny ranek zapłakany...
Ogniomistrzu Kaleń.
Dlaczego zeszliście ze służby?
Kiedy wróciliście z Zagórza?
Do której mieliście czekać na mnie z wozem, co?
Jest dziesięć po dziewiątej.
Jest trzy po dziewiątej.
- Jest pięć po dziewiątej. - A jeżeli nawet,
sądząc po ilości wypitej wódki, jesteście tu już co najmniej od godziny.
To pan nie zna moich możliwości, panie poruczniku.
Kaleń, nie igraj z ogniem.
Myślisz, że już zapomniałem o twoich wyczynach pod Nasicznem?
Przestań się wygłupiać, Matula, bo nie lubię.
- Jak ty się do mnie odzywasz na służbie? - A kto jest na służbie?
Ja jestem na służbie, ja zawsze jestem na służbie.
Co ja ci na to, Matula, mogę poradzić?
Tego już za wiele, Kaleń! Schlałeś się.
- Schlałeś się na służbie. - Po służbie.
Dobrze, ja ci jeszcze przypomnę Nasiczne.
- Porozmawiamy sobie w dowództwie pułku. - Wola boża i skrzypce.
Ogniomistrzu Kaleń!
Tak jest, panie poruczniku.
Panno Krysiu, piwo poproszę, duże.
Krysia, setkowego.
Chwileczkę, panie poruczniku.
Ja też proszę setkowego.
Gdy skończyły się sny
Któż me serce uleczy
i otrze z oczu łzy?
Chryzantemy złociste
Uśmiechnijcie się do mnie.
Może wśród dawnych wspomnień
Zaginie żal.
No nie! Powietrze trzeba było wciągnąć przedtem.
Musowo przedtem zawsze wciągnąć powietrze.
Chryzantemy złociste
W kryształowym wazonie.
- Krysia, byłem dzisiaj w Zagórzu. - No?
Ludzie na zachód jadą. Powiadam ci, jak jadą.
Dom można dostać, gospodarstwo. Wszystko.
- Pojechałbyś tak zupełnie w nieznane? - W jakie tam nieznane?
Szliśmy tamtędy z frontu.
W jednym takim miasteczku to nawet staliśmy parę tygodni.
Żebyś widziała jakie domy.
To się teraz nazywa Strzegom, czy coś takiego.
Cholerny świat.
Nalej mi pięćdziesiątkę.
- Milczeć! - Ale panie poruczniku.
- Milczeć! - Ale panie poruczniku, powiadam panu...
Czy to prawda, że pan był przed wojną działaczem endeckim?
Kto, ja?
I denuncjował wszystkich postępowych ludzi w powiecie?
Kłamstwo, wierutne kłamstwo.
Kto rozpuszcza takie łajdackie plotki?
Nie martw się, najdroższy.
W końcu co w tym złego?
- Wielka mi rzecz, działacz endecki. - O tak, no...
Taki Trzebnicki na przykład.
Granatowym był podczas okupacji. No i co?
Nic. W ogóle wszyscy jesteście dobrzy cywile.
Bzdury pan gada, panie...
Powinien pan przyjąć do wiadomości,
że właściwie co drugi cywil jest osobnikiem podejrzanym.
- Bo w gruncie rzeczy kto to są cywile? - No właśnie...
Po co istnieją? Czym się zajmują cały dzień?
- Cywilów należałoby skoszarować. - Chodź spać, Matula!
Ustalić dla nich porządek dnia i zajęć. Łącznie z pobudką i apelem wieczornym.
Cywilów wszystkich skoszarować!
Gdyby cywile dostali mundury, przestaliby być cywilami.
Mundury dla cywilów!
Cywilów skoszarować...
Wszyscy do koszar...
Raport szefa służby samochodowej, porucznika Matuli,
jest dostatecznie jasny.
Nie warto się chyba nad tym dłużej zatrzymywać.
- Czy macie coś do dodania, Matula? - Tak jest, obywatelu pułkowniku.
Proszę, kapitanie, prowadźcie dochodzenie dalej.
Porucznik Matula ma głos.
Skandaliczne zachowanie się ogniomistrza Kalenia w dniu wczorajszym,
to jedynie drobny epizod.
Chodzi o wykroczenie stokroć poważniejsze.
Incydent miał miejsce 10 dni temu, podczas postoju pod Nasicznem.
- W dniu tym podejrzany Kaleń... - Co znaczy podejrzany?
Okaże się jeszcze, kto tu jest bardziej podejrzany, ja, czy ob. por. Matula.
Protestuję!
Myślę panowie, że dopóki nie wysłuchamy obydwu stron,
możemy na razie nie nazywać ogniomistrza Kalenia podejrzanym.
Tak jest!
Incydent, jak już powiedziałem, miał miejsce podczas postoju pod Nasicznem.
Znajdując się niedaleko żołnierzy, którymi dowodził ogniomistrz Kaleń,
spostrzegłem w pewnej chwili, że on sam jest nieobecny.
Zaintrygowany tym, że dowódca opuścił stanowisko bojowe...
Gówno prawda.
Obywatelu ogniomistrzu...
Bo usuniemy was stąd na czas wypowiedzi porucznika Matuli.
Tak więc, zaintrygowany zniknięciem Kalenia,
zapytałem żołnierzy, gdzie przebywa ich dowódca.
Strzelec wskazał mi najbliżej stojącą chatę.
Podszedłem do okna, wewnątrz było trochę mroczno,
ale nie tak znowu, abym nie zdołał dostrzec, co robi ogniomistrz!
- No i co tam robił? - Gwałcił kobietę.
- Akurat gwałcił. - Kaleń, nie macie teraz głosu.
Po dokładnym zidentyfikowaniu haniebnych czynności ogniomistrza Kalenia,
zapukałem w szybę, domagając się, aby mnie wpuścił do chaty.
W odpowiedzi, obrzucił mnie stekiem wyrazów, których wolę nie powtarzać.
Potem zabrał dziewczynę
i poszedł na strych.
Jak się później okazało, ten potwór pastwił się tam nad nią po raz drugi.
A skąd pan wie, poruczniku, co się działo na strychu?
Bo Kaleń sam mi powiedział, zanim poszedł na górę.
Zrobiłem jej przyjemność raz, to zrobię i drugi,
a ty, capie, możesz się tylko gapić i zazdrościć.
No dosłownie tak się wyraził.
Jesteście panowie na ty?
No, jeszcze w czasach frontowych popełniłem nieostrożność
dopuszczenia ogniomistrza Kalenia do takiej poufałości.
Bzdura, chodziliśmy razem na dziewczyny.
Taka to poufałość.
Wróćmy do sprawy. Czy macie jakieś wyjaśnienia, Kaleń?
Melduję, że to wszystko nieprawda.
Jeszcze nigdy w życiu żadnej kobiety nie zgwałciłem,
a bardzo często tym, które tego chciały, musiałem odmówić.
Posterunku bojowego wcale nie opuszczałem.
W chałupie urządziłem punkt obserwacyjny w kierunku nieprzyjaciela.
Więcej żadnych wyjaśnień nie mam.
Wnoszę o przesłuchanie poszkodowanej.
Dyżurny!
No więc powiedzcie nam, panienko, jak to było.
Jak to było z tym gwałtem, co?
Wstyd o takich rzeczach mówić, panie pułkowniku.
We wstępnym dochodzeniu zeznałaś podobno, że to był gwałt.
Nie, wstępnego nic nie było, panie pułkowniku.
Pan ogniomistrz Kaleń to bardzo dobry człowiek.
A pan porucznik to nam wszystkie króliki pozabierał.
Jakie znowu króliki?
Po podwórzu dwa króliki łaziły, tom je wpakował do wiadra,
żeby kucharze przyrządzili na kolację.
Nie dwa a trzy króliki.
Kaleń cisnął we mnie tym wiadrem z królikami.
Porucznik powiedział mi wtedy, że będę odpowiadał za gwałt i zejście z posterunku.
No i co się stało z tymi królikami?
Wróciły do domu. Tak.
No to mamy, zdaje się, całą sprawę wyjaśnioną.
A z panem, poruczniku, zaraz sobie porozmawiamy.
Słuchajcie ogniomistrzu, zrobiła się z was ostatnia łajza.
Do wszystkiego się nadajecie, tylko nie do wojska.
- Tak jest, panie kapitanie. - Nie widzę w tym nic śmiesznego.
Zastanówcie się na chwilę, Kaleń. Jesteśmy w terenie podminowanym.
Banderowcy, WiNowcy, NSZtowcy i kto wie jeszcze jaka swołocz.
Wszystko przyczaiło się w tym rejonie.
Czort wie, co tu może się jeszcze zdarzyć.
Właśnie to samo mówię, panie kapitanie.
Dawno już nas powinni stąd zabrać i dać innych.
Dosyć nawojowaliśmy się na froncie, no nie, panie kapitanie?
Jeżeli wojowaliście tak, jak pod Nasicznem, to gratuluję.
Nie zna się kapitan na żartach.
Żarty się skończyły, przynajmniej ze mną.
Jutro rano pojedziecie z Rafałowskim na inspekcję placówek WOP.
Do Osławicy.
I żebym marnego słowa o was więcej nie słyszał.
Ale ja już miałem wóz zdać, właściwie to już zdałem.
- Zdaliście na pewno? - No...
Olej trzeba zmienić, benzynę zatankować.
Szymczyk ma wóz na chodzie, panie kapitanie.
Ogniomistrzu Kaleń! Odmaszerować!
Panie poruczniku, musimy koniecznie dzisiaj do tej Osławicy?
Parę kilometrów stąd jest wioska.
Bimber tam robią - marzenie - jak kryształ.
Perła niech się schowa, Wyborowa niech się schowa, koniak niech się schowa.
- Słuchajcie, Kaleń... - Tak jest.
No i co panie poruczniku, kto miał rację? Nie lepiej było skręcić do tej wioski?
Bimber tam robią - marzenie. Perła niech się schowa, Wyborowa niech się...
Panie sierżancie!
- Panie sierżancie. - Ogniomistrzu się mówi.
Ogniomistrzu, synu.
Panie ogniomistrzu...
Osławica.
Placówka w Osławicy.
Dobry wieczór.
Znamy się przecież, panienko.
- Gdzie konie? - Nie ma.
- A gdzie są? - W lesie.
- A kto ma? - Nikt nie ma.
- Wszystkie w lesie. - W bandzie.
W oddziałach Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Taka jesteś, ślicznotko.
Kto by to pomyślał?
Ale ugościć to nas przecież możesz.
- Przenocujemy tu chyba, co? - Nie radzę.
Tu za potokiem jest przejście na Kalnicę.
Idźcie póki jeszcze noc.
Wyłazić! No!
No!
Wyłazić! Wszyscy wyłazić!
Jazda!
Panowie żołnierze, pięknie witamy.
Czołem, koledzy!
Brać ich!
- Gdzie twoja broń? - Wyrzuciłem.
- Jak to wyrzuciłeś? - Zwyczajnie.
Do cywila idziemy, panie majorze.
- Dezerterzy? - Tak jest, panie majorze.
- A to co? - To są tasiemki, panie majorze.
Miałem wypruć, żeby się mnie po drodze czepiali? Teraz to co innego.
- Gdzie ładunek? - Jaki ładunek?
Ty, nie rób wariata.
- Mieliście dziś wieźć towary. - Mieliśmy, ale nie przyszły.
"Panie majorze", dodawaj "panie majorze", ośle, nie widzisz z kim mówisz?
- Panie majorze. - No więc jak?
Co jest z tym ładunkiem?
- Nie przyszedł z Warszawy, panie... - A kiedy będzie?!
A bo ja wiem...
Dodawaj "panie majorze", bo w zęby oberwiesz.
Sierżancie Zawieja, proszę sprawdzić papiery tych osób.
Tak jest!
Jest coś ciekawego, panie majorze.
Ma pan wielkiego pecha, szanowny panie towarzyszu Kotlak.
Tak, wielkiego ma pan pecha, szanowny panie towarzyszu.
To tak się szanuje legitymację partyjną?
Pod siedzenie się wkłada? Pod tyłkiem się wozi?
Wstyd i hańba.
Zeżresz ją teraz. Ale już!
Żryj!
Czekaj.
No, wal.
No, dawaj ich!
Dezerterzy!
- Tak jest, panie majorze. - Nie jestem dezerterem.
Nie jestem dezerterem. Czego ode mnie chcecie?
Czego ode mnie chcecie?
Nie jestem dezerterem.
Nie jestem dezerterem. Czego ode mnie chcecie?
Czego wy ode mnie chcecie?!
No więc?
Z informacji cię przysłali, co?
Porucznik Mazurek cię wysłał.
Albo ten major z UB, jak mu tam... Turski.
Zgadza się?
No...
No, jak chcesz, ja mam czas.
Przewietrzysz się trochę, to pogadamy.
Panie majorze, przyjechali!
Krajowy prowidnyk "Stiah" przesyła panu majorowi pozdrowienia
i ma nadzieję, że nasze dzisiejsze spotkanie da pozytywne wyniki.
Jak panom wiadomo, Ukraińska Powstańcza Armia przeszła w tych dniach do ofensywy.
Ubiegłej nocy oddziały nasze zlikwidowały kilkanaście placówek WOPu.
Ale to dopiero początek.
Dlatego konieczne jest ściślejsze uzgadnianie akcji
i lepsze współdziałanie ze strony waszej organizacji.
Domaga się tego Komitet Porozumiewawczy w Monachium.
Obecna sytuacja nie jest najlepsza.
Przykre to, panie majorze,
ale wasze oddziały lekceważą sobie wytyczone granice rejonów akcji,
co wywołuje bałagan i zamieszanie.
Nasz batalion operacyjny wraz z podległym mu
oddziałem "Mściciela" znalazł się w nieco trudnej sytuacji.
Rejony naszego działania leżą w zasadzie
po obu stronach linii Krosno-Sanok.
Teren ten jest płaski, słabo pocięty,
a to z kolei bardzo ogranicza możliwości manewrowe.
Jest rzeczą naturalną, że w tych warunkach dążymy
do przeniesienia naszych akcji na dogodniejsze pole walki.
- Tereny te podlegają UPA. - Gówno prawda!
UPA nigdzie nie wykupiła prawa na sporne tereny.
A poza tym pan, panie kurinny
i pańscy ludzie jesteście w tych stronach, delikatnie mówiąc, przybyszami.
Dali wam w dupę na Ukrainie, toście tu przyleźli, uciekając na zachód.
No co? Może nieprawda?
Gospodarzem tych obszarów jest organizacja WiN,
jedyna władza w wydawaniu wszelkich rozkazów.
Jeżeli mamy dalej rozmawiać takim tonem, lepiej rozejdźmy się od razu.
- No to już. - Ale...
Panowie, na miłość boską, nie kłóćmy się!
Mam kompromisową propozycję.
Podzielmy rejony pod względem świadczeń ze strony ludności.
Aby nie wchodzić sobie w paradę ustalmy znaki rozpoznawcze.
Co do poszczególnych pociągnięć bojowych, będziemy się porozumiewać.
Innego wyjścia nie widzę.
Chamskie masz zdrowie.
No co? Przewietrzyłeś się trochę?
Pogadamy czy będziemy kończyć?
- Która godzina? - Dochodzi czwarta.
Strasznie późno.
Odetnij go.
No, jak było? Dobrze?
Nawet porządnych tortur nie znacie.
Banderowcy to by mnie przywiązali za fajfusa...
do klamki od drzwi.
I tak stojącego na palcach biliby w tyłek.
Albo zakopali w ziemi po szyję.
Ty, jak ty powiedziałeś? Że za klamkę i do drzwi?
Daj się sztachnąć.
No daj mu się sztachnąć.
Nie zamykaj!
Idą, panie Dwernicki!
- Idą! - Przestań się drzeć.
Dzień dobry, panie Dwernicki.
Zależy dla kogo dobry.
Jak to, nie cieszy się pan?
Dawno się już nie widzieliśmy. Ostatni raz to, zdaje się, było w Ciśnie, co?
Panie Dwernicki,
był pan wtedy bardzo nieuprzejmy, bardzo.
A teraz jest pan grzeczniejszy, co?
Ręce do góry, stary durniu!
Nie spotkaliśmy się po to, aby sobie grzeczności prawić!
Ty pachołku czerwonych!
Powieszę cię zaraz głową w dół, aż zdechniesz jak kundel!
Myślisz, że zapomniałem, coś wtedy na nas wygadywał w Ciśnie?
Ręce do góry!
Zabierz to żelazo, chamie.
Te!
A wiesz ty, łobuzie,
że przodkowie moi na tej ziemi, jeszcze za króla Kazimierza
lasy karczować kazali?
Setki lat bronili tej ziemi przed najeźdźcami
i nigdy strachu nie znali.
A takich bandziorów
jak ty, w Sanoku na haku za żebra wieszali.
Kazali końmi włóczyć i na pal wbijać!
Wojna się już skończyła, a ty łazisz
i łazisz z tą swoją hałastrą!
Wynoś się stąd!
Powiesić tego starego! Ale już!
Kaleń!
Panie majorze.
- No? - Czy mogę prosić o chwilę rozmowy?
Poczekajcie.
Czy poważnie chcesz powiesić Dwernickiego?
- Najpoważniej w świecie. - Nie zrobisz tego.
A ciekaw jestem kto mi zabroni?
Durniu, chcesz zamordować byłego ziemianina?
A czy wiesz, że Dwernicki ma kupę krewnych w kraju i w samym Londynie?
Są dość mocni, żeby dostać twoją skórę, idioto.
Tak, ale Dwernicki pracuje dla czerwonych, jest kierownikiem hodowli.
Pracuje, pracuje... Każdy gdzieś pracuje.
Przestań ze mną dyskutować.
Zabierajmy konie i zjeżdżajmy czym prędzej.
- Obraził mnie, kretyn. - To ja cię mam uczyć?
Przydybiesz go gdzieś po cichu i stukniesz. No?
Zawieja, proszę wyprowadzić Dwernickiego na podwórze.
Nie gapić się! Do koni!
Jazda do koni! Wszyscy!
- Piorun! - No?
- Masz papierosa? - Mam.
- Wypiłoby się, Piorun, co? - Ba!
Znam tu jedną wioskę. Bimber tam robią marzenie.
- Daleko stąd? - Kilometr, może półtora.
Raz-dwa byśmy ich dogonili.
Tylko staremu ani słowa. No!
Wsiadaj pan, już!
Strzelaj, łobuzie. Tu strzelaj.
Nigdzie się stąd nie ruszę.
Puknij się w łeb, człowieku. Do Baligrodu uciekam.
Wsiadaj zaraz na konia.
Znasz tu przecież każdą ścieżkę. Przemkniemy jakoś.
No, ładuj się, po dobroci mówię.
Trzymaj.
Panie komendancie, to ja, Dwernicki!
No, wchodźcie, proszę. Wchodźcie do środka.
Człowiek drogi nie znał, więc go tu przywiozłem.
- Siadajcie, obywatele. - Dziękuję.
- Stało się co, panie Dwernicki? - Nie, nic.
Wstąpiliśmy przejazdem odpocząć.
Ten pan chce się dostać do Baligrodu.
Nie znał drogi, grzecznie prosił,
a że z pistoletem, więc nie wypadało odmówić.
Idą? Idą już? Idą?
Przeszli. Tu już nie wrócą.
Śpijcie ludzie spokojnie.
Śpijcie, śpijcie.
Pogorzelcy z Maniowej.
Banderowcy całą wioskę puścili z dymem.
- Ty konie wstawił do stajni? - Tak jest!
To znaczy się pan jedzie do Baligrodu, panie...
Jak godność, jeśli można spytać?
Hipolit Kaleń, ogniomistrz.
- To pan służy w wojsku, panie Kaleń, tak? - Zgadza się.
Znaczy się, pan odbił się od oddziału. Tak?
Zgadza się, odbiłem i nie wróciłem.
- I spać mi się chce, jak jasna cholera. - Stop!
Ręce do góry! Bez kawałów, proszę, rączki do góry.
Jak to miło nareszcie znaleźć się wśród swoich.
Idą już!
Idą! Idą już!
Idą...
- Nieładnie, panie wojskowy. - Czego pan znowu ode mnie chce?
Wiedział pan, że tu za panem przylezą.
To nieszlachetne, łaskawy panie.
Licz się pan ze słowami, bo mogę nie uszanować siwych włosów.
Nie będzie w tym nic dziwnego.
- Omal mnie pan już nie powiesił. - Nic straconego.
Na pewno niedługo zadyndamy obaj.
Powiedz pan temu pacanowi, żeby mi dał jakąś pukawkę.
- Tu naprawdę zaraz będzie gorąco. - Nic na to nie poradzimy.
Cały posterunek ma dwa karabiny na krzyż.
Szlag by to trafił.
- Żeby żadnej zapasowej broni... - Jak pan powiedział?
Zapasowej broni?
- Gdzie jest moja hakownica? - Jaka znów hakownica?
No ta armata. Ta, którą wam przekazałem kiedy wyszło zarządzenie
- żeby broń zdawać. - Ach, ta rura.
Rura, pan się śmiej.
No więc, gdzie ona jest? Mówiłem przecie, że...
Leży gdzieś w piwnicy.
Panie wojskowy!
Panie wojskowy!
Chodźże pan prędzej, pomóż pan.
Z takich hakownic nasi przodkowie pod Chocimiem i wielu innych bitwach...
Proch.
Kij, przybić.
Mitralie, sam przyrządzałem.
Szkło tłuczone, gwoździe hufnale, ściśle wedle XVI-wiecznego przepisu.
Hakownica gotowa do oddania strzału, panie komendancie.
Zdaje się, że coś szykują.
Słuchajcie czerwoni, nie macie amunicji!
Wasz koniec nadszedł!
Daję wam ostatnią szansę!
Jeżeli poddacie się, daruję wam życie!
Liczę do stu!
Macie wywiesić białą płachtę.
W przeciwnym razie idziemy do ataku!
To jednak ty jesteś, hultaju.
Słuchaj, Żubryd,
poznałem cię po tym pijackim głosie, ty psi synu.
Chodź no tu, podejdź bliżej,
a wypiszemy ci na tyłku odpowiednie świadectwo.
- Ty tchórzliwy zbrodniarzu! - Poznaję cię, ty stary wariacie!
Odmawiaj ostatni pacierz, Dwernicki!
Tak, to ja! Major Żubryd!
Doliczyłem do stu! Naprzód wiara!
Panie wojskowy,
- działo trzeba ustawić. - Chyba już nie trzeba.
O!
Kogo ja widzę?
- I co dalej, Kaleń? - No i co dalej?
Jak żubrydowcy mnie złapali, no to byłem u nich.
Po prostu wstąpiliście do bandy Żubryda.
Wstąpiłem, wstąpiłem.
- Strasznie mi było do nich śpieszno. - Milczeć!
A potem?
A potem urwałem się od nich i tu brałem udział w obronie posterunku.
Proszę, proszę...
I przed kim to tak broniliście tego posterunku?
Przed żubrydowcami.
I ja mam w to wierzyć, panie ogniomistrzu Kaleń?
- Możesz nie wierzyć. - Milczeć!
No więc?
Nie chcesz mówić prawdy.
Dobrze.
Ja mam czas, Kaleń.
Ja mam bardzo dużo czasu.
Odra, ja Nysa.
Odra, ja Nysa. Melduję: oddział Żubryda w rozsypce.
W pościgu za niedobitkami natknęliśmy się
na sotnię banderowską w rejonie Chryszczatej.
Przedłużam ostrzał!
Za kilkanaście minut przejdę do natarcia.
Kończcie nareszcie z tą herbatą, poruczniku, podskoczcie tam do nich.
Tak jest!
Zrobili przygotowanie artyleryści jak pod Verdun z tymi moździerzami.
- Atakować natychmiast, do jasnej cholery! - Tak jest!
Odra, ja Nysa.
Jak mnie słyszycie? Odbiór.
Ja Wisła...
- Zrozumiałem cię dobrze. - No i co?
Obywatelu pułkowniku, oddział radziecki obstawił granicę.
W razie przebijania się bandytów w tamtym kierunku, płk. Rolenko odetnie im drogę.
No, cześć i chwała. Nawiąż teraz, synku, łączność z Czechami.
Tylko nie gorączkuj się. Spocony jesteś, możesz się przeziębić.
Co by mama na to powiedziała?
Tak jest, rozkaz, obywatelu pułkowniku.
Ja Wisła...
No więc?
A może się tylko uwziąłem na ciebie?
Może i teraz powiesz, że to porachunki osobiste, co?
Gdzie broń, gdzie dystynkcje, gdzie samochód?
Kiedy powzięliście zamiar dezercji? Z kim byliście w zmowie?
Gadaj mi natychmiast! Ale już!
Jeść mi się chce, Matula, jak diabli.
Widzę, że jest pan bardzo zajęty, poruczniku
Obywatelu pułkowniku...
Nie przemęcza się pan w tej akcji, Matula, co?
Melduję...
Proszę natychmiast podciągnąć wozy z artylerią do naszej osi marszu.
Mamy na rozkładzie jazdy Tworylne i pościg za tymi bandziorami, rozumie pan?
Melduję, obywatelu pułkowniku, że może być małe opóźnienie.
Wozy w nienajlepszym stanie, a i kierowców mam mało.
Matula, jeżeli wozy natychmiast nie przybędą,
każę panu na plecach przenosić żołnierzy i działa!
- Zrozumiano? - Tak jest!
Chętnie bym pana wsadził do mamra, ogniomistrzu.
- Melduję, obywatelu... - Co mi pan melduje?!
Co mi pan, u licha, może mieć jeszcze do zameldowania.
Ja wiem wszystko.
Pańska pomysłowość może człowieka do rozpaczy doprowadzić.
Co, myśli pan, że przyszedłem tu po to żeby dyskutować z panem?
Melduję, że raczej nie sądzę, obywatelu pułkowniku.
Pamięta pan, gdzie kwaterowali żubrydowcy?
Proszę mi wskazać tę miejscowość na mapie.
- Nie wiem.
Co, nie wiem? Coś pan tam robił, u licha?!
To chyba gdzieś tu.
Chyba gdzieś tu, tak?
Chętnie bym pana wsadził.
Niestety potrzebujemy każdego człowieka, nawet takiego jak pan.
Tak jest, obywatelu pułkowniku.
Jeden samochód z działem nie dołączył.
Coś musiało mu nawalić w silniku.
Dlaczegoście go zostawili?
Pojęcia zielonego nie miałem, że się zepsuł.
Był ostatni w kolumnie.
Pilnuj wozu, a jakby co, siadaj za kierownicę.
Dobra.
- Było ich ośmiu. - Co?
Mówię, że było ich ośmiu. Obsługa działa, kierowca i jego pomocnik.
Tak...
Idziemy w pościg, obywatelu kapitanie.
Oni nie mogą być daleko.
Od momentu usłyszenia strzałów upłynęło sporo czasu.
Tędy uprowadzili działo!
Są ślady kół!
Obywatelu kapitanie...
- Poruczniku Matula... - Tak jest.
Proszę zameldować dowódcy pułku, że ruszyłem w pościg
z kompanią porucznika Daszewskiego.
Jeżeli pułkownik uzna za stosowne, niech reszta mego batalionu idzie za nami.
Nawiązujcie ze mną łączność radiową w godzinach parzystych.
To chyba byłoby wszystko.
Maszerować!
Trudno ich będzie dojść.
- Najmarniej dwa kilometry. - Chyba mniej.
- To są góry. - Tyralierą za mną!
Byli tu, sukinsyny.
Naboje któryś pogubił.
Warta, Warta. Ja, Narew.
Jak mnie słyszycie?
Jak mnie słyszycie? Odbiór.
Co macie dla mnie? Odbiór.
Z rozkazu 3/21,
o świcie kontynuować pościg.
Po odnalezieniu działa, wracać do Baligrodu.
Czy idzie za nami reszta batalionu?
Czy idzie za nami reszta batalionu? Odbiór!
Nie, nie idzie. Nie znają naszego położenia.
Śnieg pozasypywał ślady.
W razie potrzeby mają podać swoje położenie.
- Połączyć się za godzinę. - Tak jest.
Nie ma, cholera, tego na mapie.
Mówił mi ktoś kiedyś o takich ruinach monastyru.
To na pewno tutaj.
Powinno być na mapie.
Psia krew. Taka cerkiew.
Taka piękna cerkiew.
- XVII albo XVIII wiek, nie uważasz? - Nie.
- Gdzie my, do diabła, jesteśmy? - Nie palić!
Czyście powariowali?
Oni już są daleko, obywatelu kapitanie.
Cieszą się, kurczę ich bladź, że nam umknęli.
Cicho!
Wilki. To tylko wilki.
W prawo zwrot! Maszerować!
Panie sotenny, poszli.
- Co z końmi? - Nie odkryli.
Dobrze.
Wstawać! Wychodzić!
Wszyscy wychodzić!
Wychodzić! Wychodzić!
Szybko!
Wychodzić, wychodzić.
Saszko?
- Boję się. - Czego?
- Uciekajmy stąd. - Co?
Uciekajmy, proszę cię. Zrób to dla niego.
Co z tobą kobieto? Opamiętaj się.
Sama tu nie zostanę, rozumiesz? Nie zostanę.
Marija, zostaw.
No zostaw!
To naprawdę nie jest odpowiedni czas. Daj.
Zrobiłaś się ostatnio bardzo nerwowa.
Może by i lepiej było gdybyś zamieszkała z małym na wsi?
O jakiej wsi ty mówisz? Kiedy ty ostatni raz byłeś we wsi?
Prawie w każdej chacie tyfus.
Ludzie wyglądają jak szkielety, czarni strasznie.
Nam się tu też nie przelewa.
Niedługo wybuchnie wojna, wszystko będzie inaczej.
- Sam siebie oszukujesz, Saszko. - Daj mi chociaż ty spokój.
Saszko!
Weź to. No, weź.
Ja nie chcę, mnie to niepotrzebne.
Nie wychodź nigdzie. Niedługo wrócę.
Pan sotenny "Bir" prosi o natychmiastową odpowiedź.
Dobrze.
- Powiedz, że zaraz ruszamy. - Tak jest.
Co znaczy ruszamy?
Nigdzie nie ruszamy!
Ty! Powiedz panu sotennemu, żeby się od nas odczepił!
Raz na zawsze! Koniec!
- Panie majorze... - Panie majorze, panie majorze...
Jeszcze mi zaraz powiesz, że się nie znam na polityce.
Ja mam gdzieś twoją politykę!
Połowę ludzi wygubiłeś mi przez swoją politykę.
Schlałeś się, bydlaku...
Ty, coś ty powiedział?
Do kogo ty mówisz, co?!
Kto cię tu prosił, jasna cholero?
Paszoł won z mojego oddziału!
Będzie tak, jak zechcesz.
Ty tu jesteś dowódcą.
I nigdzie nie ruszamy. Zrozumiano?!
Tyle ludzi wygubił... Tyle ludzi...
Paszoł won z mojego oddziału!
Powstań!
Stać!
Stój!
Hej!
Wy, tam!
Nie ważcie się strzelać, bo zabijemy jeńców!
Strzelaj!
Strzelaj!
Nie będą strzelać, nie ma obawy.
My za to sobie postrzelamy.
Zaraz zobaczycie panowie ciekawe przedstawienie.
- Hans! - Tak jest!
Bij ostrożnie, po nogach.
Niech sobie potańcują.
Przestań się mazać.
Chodź.
Chodź, pójdziemy.
We dwójkę będzie nam raźniej.
- Boję się. - Chodź.
Przestań się mazać, ty gówniarzu.
- Daj mu spokój. - Zwariować można od tego chlipania.
Uszy nam łamie ta szmata cholerna.
Chodźcie tu, zasrańcy!
Cholery banderowskie!
- Który z was jest kapitan Werbycki? - Ja!
W papierach masz napisane, że urodziłeś się w Trembowli.
Znam ja tam Werbyckich.
Twój ojciec nazywał się Aleksander. Ukrainiec.
- Czy ty z tej rodziny? - Tak.
- Od kiedy służysz w wojsku? - Od 1940.
- Czyli byłeś w Armii Czerwonej? - Tak.
- Potem w polskiej? - Tak.
- Kim jesteś? - Żołnierzem.
Bezczelny.
Może nie zrozumiał pytania?
Kim jesteś, skoro twój ojciec był Ukraińcem?
- Ukraińcem. - Bolszewik.
Jestem komunistą.
Ty czerwona świnio. Chciałem ci dać szansę.
Bandera! Bandera!
Bandera! Bandera!
Uwaga, chłopcy. Wybrałem dziś kilku z was.
Takich, którzy jeszcze nie popisali się w boju.
Musicie nam udowodnić, że ręka wam nie zadrży,
wznosząc topór nad wrażymi karkami.
Pamiętajcie, że nie ustaniemy w boju,
dopóki nie zginie bolszewickie nasienie
od Dunajca po Morze Kaspijskie,
od morza Czarnego po Prypeć!
Bandera! Bandera!
Do egzekucji!
Odwagi, chłopcy.
To szybka śmierć.
Nie pchać się, panowie. Najpierw oficery.
No...
Koledzy!
Pić...
Pić.
Pić.
Nie ma wody, leż spokojnie.
Pić.
Studnię nam zawaliło, nie ma ani kropli.
Leż, leż spokojnie.
- Gdzie ja jestem? - U nas, w Mikowie.
Bóg wrócił ci przytomność,
żebyś umarł jak człowiek.
Módl się, chłopcze, w godzinę śmierci.
A i nam widać śmierć pisana.
- U Matrasów już też się pali. - Boże.
Chyba do nas nie dojdzie. Wiatr w tamtą stronę.
Gdzie on?
Ciotka, dajcie kożuch.
- Nie chodź. - Pójdę.
- Nie przejdziesz. - Przejdę.
- Dokąd? - A ty myślisz, że dokąd?
Dawno mogłam to zrobić. Leżałeś jak kłoda.
Dziecko chcę zabrać.
Tylko dziecko, nic więcej.
Marija!
Z naszymi tam koniec. Nie dziś, to jutro.
- Wojny nie będzie? - Nie bójcie się, ciotko, nie będzie.
Stąd nie strzelaj.
Nie strzelaj stąd!
Nie strzelaj!
Nie strzelaj...
- Można wychodzić? - Można.
To żołnierz.
Z Baligrodu.
- A ty kto? - Tutejsza.
Prawdę mówi. Znam go.
To nasz chłopak.
Koniec
Translated by: Emilia Puszczyńska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.