Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Odpływamy na cztery syreny. Uważaj na tequilę i kobiety.
Cztery syreny to o szóstej, Walker.
Niewłaściwy człowiek.
Whisky, proszę.
To szczyny. Rozwodniona.
Chcesz piwo? - Nie, dzięki.
Do cholery!
Myślałem, że jesteś kimś innym. Z tamtym nie chciałbym rozmawiać.
Co taki gringo jak ty tutaj robi?
Rozglądam się. - Przypłynąłeś tu?
Dopóki nie znajdę lepszej roboty.
Gdzie taką kupić? - Mam ją z Honk Kongu.
Ktoś siedział na dupie dzień w dzień by to wyrzeźbić.
A tak przy okazji... Jak masz na imię? - Alex Walker.
Felix Crawley. Sprzedam ci ją, ale nie tanio.
Za ile? - Może tysiąc.
To co tu robisz, Felix - Tylko to co muszę, małpi biznes.
Przemyt.
Muszę iść. Dzięki. - Nie ma pośpiechu!
Nie martw się. Powiedz, czego chcesz.
Seniorite? - Alex, trafiłeś we właściwe miejsce.
Wszystkie twoje zmartwienia się skończyły. - Rosita!
Ma ogoloną cipkę. To mnie rajcuje.
Pieprzy się jak suka, całą noc. Nad ranem będziesz wykończony.
Co jej powiedziałeś? - Że możesz ją rżnąć pięc razy dziennie.
Co teraz? - Bez obaw, pokaże ci.
Ja zapłacę. -Nie obrażaj mnie.
Zaprosiłem cię.
Ile za nią? - Płacisz po wszystkim. Z grzeczności.
Jak zdjęcie butów przed pójściem do łóżka.
Miłej zabawy!
Przykro mi, ale nie mogę.
Nie, dam ci coś...
Sukinsyn... zwinął mi portfel!
Zostaw mnie!
Puść mnie!
Gdzie jest Felix?
Felix, ty sukinsynu!
Felix?
Ładne miejsce.
Felix!
Myślałeś że się wywiniesz.
Co się tu dzieje?
Oddaj mi moje pieniądze.
Reszte mam w dupie. Dawaj pieniądze.
Nie mogę.
Umieram.
Jezu Chryste...!
Panie Felix? Czy wszystko w porządku?
Przejście dla kapitana Diaza.
Mam nadzieję, że masz dobry powód by mnie tu ściągać o tej porze.
Morderstwo to sprawa miejscowej policji.
Zarówno podejrzany i ofiara to obcokrajowcy.
To sprawa dla policji federalnej. Chodzi też o przemyt.
Przemyt? - Nazywał się Felix Crawley.
Był tu dobrze znany.
Handlował kradzionymi towarami ze Stanów.
Został zastrzelony godzinę temu. Podejrzany, prawdopodobnie również Amerykanin.
Mamy rysopis. - 28 Lat, 180 cm...
Brązowe włosy, niebieskie oczy.
I bez pieniędzy.
Co się z nim stało? - Miejscowi prawie go mieli.
Uciekł przez frontowe drzwi. - Frontowe drzwi?
A są tu tylne? - Tak.
Co za idiotyczna zbrodnia. Łatwo będzie znaleźć gringo w Tampico.
Pozwoliłem sobie wysłać rysopis do wszystkich hoteli, lotnisko,
stacje autobusowe i kolejowe. Według procedury.
Dobrze, Ortega.
Więc mnie nie potrzebujesz.
Sprawdź wszystkie statki w porcie.
Ja idę spać.
Statki w porcie...
Gdzie? - Tamten.
Przepraszam.
W meksyku złodziei samochodów rozstrzeliwują.
Mówisz po angielsku?
Tak, i...
Nie chciałem ci ukraść samochodu.
Wszystko w porządku? - Tak. A co?
Nie wyglądasz za dobrze.
Miałem ciężką ostatnią noc.
Chyba kogoś szukają. Nie wiem.
Dużo tu szaleńców. - Zapewne.
To co tutaj robisz? - To co muszę, małpi interes.
To miło. Kupujesz czy sprzedajesz?
Próbowałem być zabawny. Jestem marynarzem. Wyskoczyłem ze statku.
Muszę się wydostać z miasta.
Sama nie wiem gdzie się wybieram.
Gdzie jesteś, Missy? - W wozie!
Jezu, siedzę w wozie!
Powiem ci jedno, Missy.
Co takiego? - Mam dość tutejszych banków.
Masz tyle rzeczy, że możesz konkurować z K-Mart.
Myślałam, że to ma być miła podróż.
A co myślisz że zamieszkamy w Ritzu?
Następnym razem sama decyduj. Jestem zmęczony twoim narzekaniem.
Kochanie, jak wpadniemy w kłopoty, kto nam pomoże?
Nie wpadniemy w kłopoty.
A jakby co, na pewną są tu jacyś mili Amerykanie.
Cześć. Alex Walker. Sam szukam miłych Amerykanów.
Kochanie, obiecałam Alexowi, że go podwieziemy.
Nazywam się Mills. - Kochanie, dla przyjaciół Philip.
Jestem Missy. Miło Pana poznać.
Nie pozwól się oszukać.
Jak to robi? - Łatwo...
Gringo kupił bilet do Kostaryki.
Ale nie było go w autobusie. Przeszukujemy teren, sir.
Po raz kolejny udowodniłeś, że masz pełne kompetencje.
Mogłem zostać w łóżku.
Nie sądzę, że to nasz człowiek. Dziękuję. Jestem zmęczony, nie ślepy.
To kim jesteś? Co tu robisz? I czym się zajmujesz?
Wypiłem za dużo wczoraj w Tampico. Bosman ostrzegał mnie przed tequilą.
Alex jest marynarzem. Jest silny bo zajada szpinak.
Chcę tylko wiedzieć, coś za jeden, skoro razem jedziemy.
Coś nie gra? Jeśli tak to powiedz.
Jezu, chcę tylko pogadać. Boisz się zwykłej rozmowy?
Nie. Czemu miałbym się bać?
Ty mi powiedz. - Czyli co?
Nie wiem. Może masz coś do ukrycia.
Wybacz, że to powiem, ale co ci do tego?
Właśnie to lubię. Coś cię wnerwia, mówisz o tym.
Jak mówiłeś.... - Juz skończyłem.
Masz plamę na rękawie. Wygląda na krew.
Próbowano mnie okraść. Walnąłem go, widać został ślad.
Więc mu dokopałeś. - Myślał, że łatwo mu pójdzie.
Dlaczego czuję, że wciskasz mi kit?
Jezu, Philip! Alex to marynarz. Wyskoczył ze statku.
Dlaczego wyskoczyłeś? - Nie zamierzałem.
Ale wypłynął zanim wróciłem. Może go dogonię w Veracruz.
Właśnie tam jedziemy. Wiedziałeś o tym?
Na pewno wiedziałeś.
Może nie jesteś zbyt interesujący. Ale możemy się zaprzyjaźnić.
Tylko nie zrozum mnie źle, ale będę cię miał na oku.
W porządku.
Samochód pewnie sporo kosztował. - Zapłaciłem fortunę.
To samochód bogacza, choć sam nim jeszcze nie jestem.
Ale jestem na dobrej drodze, Alex.
Mieszkasz w pobliżu? - Mam mieszkanie w Meksyku.
Zajmuję się sprzedażą. Wiesz coś o tym?
Mój region rozciąga się do granicy z Gwatemalą.
Missy załatwia klientów. Nie musi nic więcej robić.
Kochanie, chyba będziemy mieć gościa.
Cholera!
Dowód rejestracyjny, poproszę.
Przekroczył pan żółtą linię.
Żółtą linię! Nie było żadnej lini!
Kochanie, bo skończymy w więzieniu. - Pozwól mi porozmawiać.
To było kilka kilometrów temu. Mam panu pokazać?
Nie mam całego dnia. Więc mam zapłacić mandat?
Dziękuję. Proszę jechać ostrożnie.
Meksykański sukinsyn!
Na szczęście, spotkałem dobrych ludzi.
Ortega...
Znalazłeś jakieś pieniądze przy Crawleyu? - Nie.
Kelner powiedział, że gringo miał dużo pieniędzy w portfelu.
Gdzie do cholery się podziały? - Gringo musiał je wziąć.
Może to był ktoś inny. Walker nie wygląda na mordercę.
Mamy to od Amerykanów.
Alexander Reed Walker. Ścigany w związku z popełnieniem morderstwa.
Zniknął miesiąc temu .
Więc musiałem się pomylić. - Sprawdziłem rejestry portowe.
Człowiek o nazwisku Walker był na jednym ze statków.
Którym? - Starfish. Wypłynął o 6 rano.
Walker był widziany na stacji autobusowej o 7, nie było go na pokładzie.
Na jego miejscu, byłbym w połowie drogi do Teksasu.
Nie wsiadł do autobusu. A zabezpieczyłeś pociągi i na lotniska.
Jak mógł się nam wymknąć? - I Nie wiem, sir.
Ale facet jest sprytny. Uciekłby do Amerykanów.
I zostawiłby portfel na miejscu zbrodni? Uciekłby frontowymi drzwiami na autobus?
Nadal uważam, że jest sprytny.
Możesz mieć rację.
Założę się, że niedługo ktoś da nam znać.
Gdybym był Alexandrem Walkerem uciekałbym jak najdalej.
Filip zawsze robi interesy w takich miejscach. Obrzydliwych.
Chodźmy na spacer.
Byłeś kiedyś w Charleston? - Nie. Stamtąd pochodzisz?
Dawno temu. Jakby w innym życiu.
Dorastałam w dużym czerwonym domu. Miał trzy piętra. Były zabawy, tańce.
Szkoda, że mnie tam nie było.
Miałam chłopaka, który wyglądał dokładnie tak jak ty.
Poznałam go w Nowym Jorku. Był fotografem.
A ja jego modelką.
Nazywał się Waterburg. Śmiałam się jak mi powiedział.
A może Warburg? -Tak, Warburg!
Mieszkał w apartamencie Park Avenue. Znasz go?
Widziałem jego wystawę. Co się stało?
Nie wiem. Ale wiem, że mnie kochał.
Ale... Byłam młoda. Złamałam mu serce.
Dlaczego ludzie muszą cierpieć, gdy się zakochają? Zawsze tak mam.
Nie wiem, dlaczego ludzie robią cokolwiek.
Tęsknisz za kimś?
Musisz kogoś mieć... - Nie, zamyśliłem się.
Miałem kilka problemów z kobietami. Świat jest ich pełen.
Może. Ale czasami lepiej być samemu.
I dobrze ci z tym?
Kiedy miałem 16 lat, myślałam, że zostanę starą panną.
Kobieta jak ty nigdy nie będzie sama.
To znaczy, że jestem atrakcyjna? - Jesteś bardzo atrakcyjna.
Dziękuję bardzo.
Felix nie wydawał się mieć wielu przyjaciół.
Przepraszam.
Próbujemy się dowiedzieć, co Senor tu robił. Pomoże nam pani?
Znała go pani. Miał jakiś innych przyjaciół?
Przyjaciel by go nie zabił. - Wie pani kto?
A dlaczego go zabito?
W ogóle coś pani wie? - To statek go zabił.
Jaki statek? - Nasz statek. Starfish.
Powiedział, że wszystko będzie dobrze.
A teraz go nie ma. Odszedł. Wszystko odeszło
Starfish. To statek Walkera.
Dowiedz gdzie będzie cumował. - Veracruz.
Przepraszam kapitanie. Zacumował dziś wieczór.
Byłeś kiedyś w Veracruz? - Nie.
Mam nadzieję, że wolno tu pływać. - Nie ma jeszcze sezonu.
Kupiłem ci piwo. Dziękuję.
Czasami mam przez tę dziwkę kłopoty.
Szególnie jak paraduje przed takimi łachudrami. Co tylko siedzą na dupie i nic nie robią...
Może kiedyś też tak zrobię. Ale najpierw muszę zarobić!
Ale teraz muszę jeździć po tym zapomnianym przez Boga kraju.
Jakie masz plany? Import i eksport.
Jak przyjedziemyy do Veracruz, to zacznie się coś dziać!
Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.
Nie ma nic złego w zarabianiu.
Teraz moja kolej.
Zarabiam, by nasz Kopciuszek mógł leniuchować czytając magazyny.
Cholera!
Powiem ci coś ważnego.
Wiesz, co to za typ? - Co masz na myśli?
Czy wiesz co to za typ?
Powiem ci. Choć pewnie sam wkrótce się dowiesz.
Dojedziemy do Veracruz. I zaraz znikam.
To leniwa cipa. I nic więcej.
Tylko leży i wymyśla kłamstwa. Nie usłyszysz od niej słowa prawdy.
Ale jest ekscytująca. Gdy się wścieknie, jest kupa zabawy.
To chyba nie jest śmieszne. - A ja uważam, że tak.
Ciągle ględzi o jakimś wymyślonym domu w Charleston.
A nigdy tam nie była.
To jest zabawne, musisz przyznać
Myślałam, że już jesteś na statku.
Wybieram się do portu. Ale myślałem, że się napijemy po raz ostatni.
To chodźmy poszukać Millsa. - Ubija właśnie jakiś interes.
O, tak. Musi zarabiać.
Te jego interesy...
Będziemy się lepiej bawić bez niego. - Chyba tak.
Poczekaj chwilę. Chyba nie chcesz bym tak wyglądała?
Raczej nie w restauracji.
Jestem przy tobie spięta.
Nie masz powodu.
Mogę cię wziąć pod rękę? - Bardzo chętnie.
Ja też tak wolę.
Cieszę się, że z tobą wyszłam. Płyniecie dalej na południe, czy wracacie.
Na południe. Chyba do Gwatemali.
Nie mam zamiaru wracać do Stanów. - Guatemala nie brzmi wiele lepiej.
Co będziesz tam robił?
Nie wiem. Ale to idealne miejsce by zacząć wszystko od nowa.
Nie wiem kiedy żartujesz a kiedy nie.
Za ciebie.
Dziękuję za pomoc.
Wiesz gdzie ja bym pojechała? Do Rzymu.
Od zawsze chciałam tam pojechać.
Może kiedyś ci się uda.
Sama nie wiem, na pewno bym tu nie wróciła.
Złamała ci serce, prawda?
Pewnej nocy, poszedłem do niej...
Była z jakimś facetem.
Zaczęliśmy się kłócić, byłem wściekły.
Facet wyciągnął nóż.
Ja bym uciekła.
Zranił cię? - Ja jego.
Nie chciałem, ale ona i tak nie uwierzyła.
Więc... musiałem uciekać.
Nie mogłem znieść myśli, że następne 10 lat przesiedzę w pudle.
Mogę ci coś powiedzieć?
Od dawna już tak się nie czułam.
To znaczy jak?
Nie mogę już...
opanować tego uczucia, kiedy czuję się jak kobieta.
Missy?
Jesteśmy obcymi ludźmi, którzy korzystają z chwili.
Co się stało? - Mills tu idzie.
Przykro mi. Nie znasz go. To wariat!
Co ty do cholery robisz? - Spokojnie.
Nie mów mi co mam robić. Dotkniesz ją jeszcze raz, a rozwalę ci ten pieprzony łeb!
Ale z niego twardziel! Przestań!
Przestań w tej chwili!
Chciałeś zwiać z moją żoną?
Niegdzie z tobą nie pójdzie. Wiem, co mówię.
Spróbuj tylko, a zabiję was oboje.
Czyżby, umieram ze strachu...
Nic ci nie zrobił?
To było tylko preludium. Poczekaj, aż się rozgrzeję.
Zobaczyłbyś co mogę zrobić samym kciukiem.
Ale z ciebie twardziel. - Wystarczy! A teraz wypierdalać stąd!
Muzyka, maestro! Gramy!
Co jest z tobą do cholery? - Myślisz, że spodobało mi się jak was zobaczyłem?
Nie podobało się, trzeba było nie patrzeć. - Dobrze wiem jaka jesteś pieprznieta.
Alex też niedługo się tego dowie.
Mam dość, Mills, odpieprz się. - I co masz zamiar z tym zrobić?
Rzygać mi się chce na twój widok. - Nie mówił do Ciebie!
Powiedział byś się odpieprzył.
Przykro mi. Żegnaj, Alex.
To by było na tyle.
Znalazłeś coś?
Skradzione części samochodowe. Ale tego kogo szukacie nie ma na pokładzie.
Chcę porozmawiać z kapitanem. - Jest tylko pierwszy mat.
Felix Crawley. Został wczoraj zamordowany.
Podejrzany to Alexander Walker. - Walker miałby kogoś zabić?
Nie byłby w stanie? - Na pewno się tu nie ukrywa.
Jest poszukiwany w Bostonie za morderstwo.
Nigdy bym nie pomyślał.
Wie pan gdzie mógłby być?
Po co ten pośpiech? - Chcę stąd wyjechać. - A twój wielki interes - Nic z tego.
Jezu Chryste nie pozbędziesz się tego faceta.
Czytałam artykuł o przeznaczeniu. Chyba jesteśmy sobie pisani.
PInteres Philipa Nie wypalił. - Mam już dość tego gówna.
Tak jak wszyscy, ale co zrobić. - To ja straciłem, nie ty...
Cała robota na nic!
Nie zmieniaj się, Alex. Bo skończysz tak jak my.
To gdzie jedziemy, kochanie? - Nie wiem. Na południe.
Jedziemy na południe. Czy to ci pasuje, Alex?
Tak, w porządku.
Pieprzony samochód! Tylko tego kurwa brakowało!
Naprawi to? - Jasne, jak zaczekamy na części trzy tygodnie.
Kapitanie! Lokalny patrol rozpoznał Walkera.
Samochód był na drodze do Veracruz. - Dobra. Teraz mi powiedz gdzie pojechał.
Powiesz mi gdzie jest, albo co zamierza?
Nie, sir. Przepraszam.
Ortega!
Co to był za samochód?
Amerykański osobowy .. czerwony.
Był w nim ktoś jeszcze? - Mężczyzna i kobieta.
Piękna blondynka. - Taki samochód widzieliśmy w Tampico.
Na dworcu autobusowym.
Spróbuję zdobyć jego numery.
Najpierw ustawimy blokady.
Tu, tu i tu.
Niedługo twoja twarz będzie przypominać tort urodzinowy.
To tylko trochę makijażu. - Wiem co to jest, tylko nie wiem po co.
Mam przestać o siebie dbać? - Ależ nie!
martwi mnie tylko twój ptasi móżdżek.
Zachowujesz się jak portowa dziwka, nie rozumiem tego.
A on sobie odpoczywa. Słyszysz?
Jasne że słyszę. - Zróbmy coś, zanim stanie się coś złego.
Jak chcesz.
Trzeba się go pozbyć.
Lubiłam go na początku, ale już mi przeszło.
Poczekaj kurwa chwilę, zanim skręcę ci kark!
Co masz zamiar z nim zrobić?
Muszę pomysleć. Policja by nie szukała by go bez powodu.
Lepiej zostaw go w spokoju.
On nie ma nikogo. Ani niczego.
A jutro już go nie będzie.
Będę go miał na oku.
Co jest? - Nic.
A co ma być?
Wyglądacie jakby coś się stało. - Whisky jest dobre na wszystko...
Co ty na to?
Co?
Pytałeś czy coś nie gra, a ja pytam czy chcesz whisky.
Powietrze jest świeższe. Czuć zapach drzew i roślin.
Bo jesteśmy diabli wiedzą gdzie.
Trochę whisky? - Chętnie.
Pomaga na wszystko. - Rozlewasz na mnie!
Może by tak trochę wolniej?
Jedzie za szybko.
Myśli, że ucieksz przed policją. - Dlaczego?
Nie wiem. Ale jutro ty pójdziesz swoją drogą, a my swoją.
Tego chcesz? - Sama nie wiem czego chcę.
Cholera!
Zwolnij, cholerny świrze! - To nie jest śmieszne.
Ktoś musi zadbać by było śmiesznie. Ty nie robisz nic poza łganiem.
Alexander jest cichy jak Houdini przed skokiem z Niagary.
Cieszę się, że nie jestem sam. Niezła przejażdżka.
Alex się uśmiechnął po raz pierwszy od miesiąca.
To nie jest śmieszne, Philip! - Pogadam z nim.
Ja się tym zajmę. To zaczyna iść za daleko.
Kurczaki są zadowolone. - Na pewno złamał wał.
Ale nic się nie rozlało. - To opiekuj się butelką.
Alex, chyba odbędziemy ten rejs na południe.
Łyknę sobie ostatniego.
Alex, chcę wiedzieć jedno.
Boisz się wędrować po górach? Nie, nie boję się.
Myślałem, że tak. - Missy, Alex to twardziel.
Będziemy się martwić, kiedy zacznie się bać.
Opuścić statek!
Nie zapomnij o bagażu, Alex.
Chodź.
Kochanie!
Musimy znaleźć jakiś hotel!
No jasne. Już robię rezerwacje w Ritzu.
Masz butelkę, Alex? - Mam wszystko.
Stary dobry Alex. Pewnie nie myślałeś, że jest taka ciężka?
Jesteśmy!
Posłuchajcie oboje, to cywilizowane miejsce.
Zachowujcie się.
Fakt, że nie jest to Ritz, nie znaczy, że nie mamy się zachowywać.
Macie jakieś wolne pokoje?
Mills, nie mam dużo pieniędzy.
Uwielbiam tego faceta! Daj mu apartament. Ja płacę.
Nie ma dużo pieniędzy...
William Clinton.
Pachnie naftaliną.
Masz klucz, położyłbym się? - Nie zostaniesz z nami?
W twoim pokoju nie ma nic czego nie znajdziesz tutaj.
Za późno by dostać trochę lodu? - Możesz dostać co tylko chcesz.
tak się chyba tu zamawia lód. - Przepraszam, że zapytałam.
Alex, co myślisz o mojej żonie?
Gapi się na ciebie przez cały dzień.
Nie zaczynaj, Philip.
Niesamowite!
Powiem ci Alex...
co czuje mężczyzna, bojący się stracić żonę.
Nie mam zamiaru tego słuchać.
Nie wychodź, on jest pijany. - Ona nie jest pijany.
Ale nie wychodź. Ciekawisz mnie.
Gdzie idziesz? - Do kibla.
Jak nie znajdę, odleję się na schodach.
Jak miło...
Wyjedź jutro ze mną.
Zabierz mnie. Pojadę z tobą gdzie zechcesz.
Wiesz, Missy... Zastanawiałem się w kiblu.
Jak lubię tego faceta.
Jesteś męczący.
Gdybym cię nie zabrał, podróżowałbym teraz pierwszą klasą.
Nie wiem ćzy zrobiłem dobrze, i nie wiem co ty tu z nami robisz.
Goręcej tu niż na zewnątrz. Można otworzyć okno?
Oto cholerna zagadka. Może pomożesz mi ją rozwikłać.
A może otworzysz okno? - Raz wszedłem w konflikt z prawem.
Policja ścigała mnie po całej Luizjanie.
Potrzebuję świeżego powietrza.
Chcesz by Alex uważał, że masz nie pokolei w głowie?
Możesz rozsunąć zamek?
Czekaj no.
Co ty do cholery robisz?
Jest mi gorąco. Więc zdejmę sukienkę i zostanę w bieliźnie.
Nie waż się tego robić!
Prowadzimy cywilizowaną rozmowę. Nie chcę by tu chodziła naga kobieta.
Jesteś obrzydliwy.
Przepraszam za zachowanie mojej żony. Chce byśmy się o nią bili.
Nie chcę byś sie o mnie bił. Niczego od ciebie nie chcę.
Chcesz odejść z Alexem.
Zrobi co zechce.
Nie mogę bez niej żyć. - Tylko go posłuchaj!
Nie myśl, że ci na to pozwolę!
Spokojnie, Mills.
Wiesz gdzie ją znalazłem? W jakiejś spelunie w Georgii.
Po co to gadasz, i tak nikt ci nie uwierzy.
Miała plakietkę z napisem. "Nazywam się Missy, dziękujemy za odwiedziny".
Spodobał jej się mój samochód.
Niech ci powie jaka była szczęśliwa gdy zabrałem ją do Nowego Jorku.
Uwielbiała gdy się ją wozi i gapi na jej cycki.
Mam ładne cycki. Ale musiała być naprawdę niezła.
Później znalazłem pudełko po butach pełne listów z Wichita, z Chicago.
Od kierowców ciężarówek z całego świata. Gdybyś wiedział co tam pisali.
Ty draniu!
Nie będę kłamał. Była jak wielki neon świecący przy drodze.
"Pełen zakres usług".
Nie wierzysz mu, prawda? Wiesz, dlaczego tak mówi?
Wiem. Nie wierzę mu. - Wierzy, wie coś za jedna.
Gdybym był w twoim wieku, Alex, otworzyłbym drzwi i wykopał ją stąd.
Ale się starzeję. I nie chcę być sam...
Już nie.
To szmata, ale jej potrzebuję.
Przepraszam, lepiej pójdę.
Dobranoc.
Cholera!
Missy, spójrz kto wrócił! A. Walker!
Wruciłeś? - Chciałem tylko klucz.
Potrzebna nam muzyka.
Combo, wszyscy na scenę!
Cholerne gówno!
Udawajmy, że mamy muzykę.
No dalej!
To nie Ritz, więc to musi wam wystarczyć.
Ale jest nas tylko troje.
Co moje oczy widzą! Fred Aster i jego nummer.
Chcę z tobą tańczyć.
A on?
Zapomnij o nim.
Do diabła!
Chce się napić piwa. A tu jest zbyt ciemno!
Oto mój przyjaciel.
Zatańcz ze mną. - Nie chcę już tańczyć.
Czyż nie jest urocza?
Jedyna w swoim rodzaju.
Cudowna jak diabli.
Można dla niej zwariować.
Cholera, Alex, musisz to zobaczyć.
To jeszcze nic.
Ma najpiękniejszą cipkę na świecie.
Naprawdę? - A żebyś wiedział.
To znaczy wszystkie są wspaniałe.
Ale podobnej do niej nie widziałem.
Co ty robisz? Co ty robisz?
Co robisz? - To tylko kurwa.
Nie chcesz patrzeć, to się odwróć.
Nic mu nie jest? - Mills, Mam nadzieję, że żyjesz.
Nie jestem martwy.
Kto to? - Idź i zobacz.
To albo policja albo dostawca z piwem.
Skąd to niesiesz? - z Timbuktu?
Śmierdzisz jakbyś spał ze zdechłymi makrelami.
Boże broń!
Pomocy! On oszalał!
Masz papierosa? - W marynarce.
Pomocy! Chcę mu tylko pokazać jacy z nas cywilizowani Amerykanie!
Wystarczy.
Missy...
Odłóż to. - Wypij swoje piwo.
Odłóż to do cholery.
Zastrzel tego drania.
Co w tym śmiesznego?
Wywal go. Impreza skończona.
Lepiej się wynoś!
Kierowca rozpoznał Walkera. Byli z nim mężczyzna i kobieta.
Kierowca powiedział że byli pijani. Po wypadku odeszli tamtędy.
Idą do granicy z Gwatemalą.
Gdzie jest najbliższe przejście? - Tapachula.
Zadzwoń i podaj rysopis do hoteli, dworców kolejowych i autobusowych...
Znam procedurę. - Więc sie pospiesz!
Mogę wejść?
Chyba tak.
Obiecuję, że nie będę długo.
Wie, że tu jesteś?
Mam to gdzieś.
Jesteś zły?
Nie tego się spodziewałem.
Przepraszam.
Nie jestem szczególnie dobrą osobą.
Nie wiem.
Nie okłamałam cię.
Po prostu nie wszystko się zdarzyło.
Ale to nie znaczy, że nie mogło się zdarzyć.
Jeśli nie chcesz bym została to nie zostanę.
Chcę.
Bardziej niż czegokolwiek innego.
Boję się.
Chodź.
Opowiedz mi o Rzymie.
Mieszkamy w dużym hotelu niedaleko Hiszpańskich Schodów.
Zamówiliśmy szampana i jabłka...
Kilka butelek Dom Perignon...
i kubełek smakołyków.
Na tarsie.
Zrobimy to, Missy.
Wiem o tym.
Chyba się rozpłaczę.
Felix...
Jezu Chryste...! Już południe.
Missy!
Śpię! - Skąd się to wzięło?
Nie wiem. To chyba Alexa.
To twoje?
Zastrzelisz mnie? - Pytam, czy to twoje?
Skąd go masz? - Czy to ważne?
Ważne, więc skończ pierdolić.
Skąd go masz? - Zostałem okradziony, pamiętasz?
Kelner sprzedał mi go. - Nie oszukuj mnie, Alexanderze Walker.
Pokażę ci, co ta spluwa potrafi. Robi cholernie duże dziury.
Widziałeś tego ptaka? Jest martwy.
Nie jesteś szczególnie sprytny. - Wystarczająco.
Chcesz mnie zastrzelić? - Czemu miałbym to zrobić?
Za Felixa.
Nie wiem, o czym mówisz.
Przepraszam Alex. Znajdź sobie kogoś innego.
Chyba go mam.
Właścicielem czerwonego kabrioleta jest Philip Mills. Amerykanin.
Mieszka w Meksyku.
Mogę sam zerknąć?
O której odjeżdża pociąg do Gwatemali? - Jutro, sir.
O 16:00. - Przepraszam.
Dostalismy telefon z hotelu Balneario.
Dwóch mężczyzn i kobieta zameldowali się wczoraj. Amerykanie. Jeszcze tam są.
Jak to daleko? - Najwyżej pół godziny.
Ja tam pojadę. Ty masz obsadzić dworzec.
Na wszelki wypadek. - Tak, Sir.
Myślałem, że mogłeś kogoś znać. Kogoś kto niedawno umarł.
Był przemytnikiem. Działał po obu stronch granicy.
Próbował oszukiwać. Nie wyszło mu to na dobre.
Został zabity.
Myślę, że zostanę tu na kilka dni. Nikt cię tu nie niepokoi.
I tak z moją panią nie mam gdzie iść.
Przynajmniej nie teraz.
Co się stało?
Nic.
Zabierzemy Cię na pociąg. Dworzec jest niedaleko.
Dam ci czystą koszulę. Wyglądasz okropnie.
Weź trochę gotówki. - Nie...
Bierz!
Włóż do skarpety.
W porządku... dzięki.
Powiedz mi tylko jedno.
Spałeś z nią?
Tak.
Nie jesteś pierwszy. Nawet nie w pierwszej dziesiątce.
Nie powinienem się przejmować, że się puszcza.
Tylko, że to jest tak cholernie upokarzające.
Miałam dziwny sen ostatniej nocy.
Próbowaliśmy przekroczyć głęboką dolinę w dżungli.
Gdy nagle przed nami pojawił się most.
I przeszliśmy przez niego razem. Czy to nie cudowne?
Wspaniałe.
O czym rozmawialiście?
Siedzicie tu długo. - Juz zapomniałem.
Rozmawialiśmy o Felixie.
Felixie? - Naszym przyjacielu..
Rozmawialiśmy o Bażantach. Alex się na nich zna.
To prawie ornitolog. - Czy to nie nasz przyjaciel z zeszłej nocy.
To głupi meksyk. - Nie mów tak.
Widział broń więc chciał wezwać policję.
Zrobił to? - Nie, powiedziałam że był nienaładowany.
Philip, proszę!
Jestem zmęczony upokarzaniem przez ciebie.
Co mu jest, Alex?
Uspokój się. - Zamknij się.
Byłem dla ciebie miły, więc się zamknij.
Myślałam o czymś. Myślałam, czy nie wyjechać z Alexem.
Wiedziałem, że do tego dojdziemy wcześniej czy później.
Nie mam nic do powiedzenia.
Lubię Alexa. Chcesz z nim odejść to odejdź.
Życie byłoby o wiele prostsze bez twojego pieprzenia. Mówiąc dosłownie...
Idę się spakować.
Szybciej!
Gdzie się wybieracie?
Do Rzymu.
W końcu... - Miszkałem tam.
Nie wiedziałam. Co robiłeś w Rzymie?
Głównie opalałem. Siedziałem i oglądałem filmy.
Nie miałem roboty. - Dlaczego tam?
Nie wiem. Po prostu się tam znalazłem.
Bez żadnego powodu. Ale było cholernie zabawnie.
Mogę cos powiedzieć? - Nie chcę tego słuchać.
Po prostu wsiądźcie do pociągu. - Mills, może wysłuchaj co chce powiedzieć.
W porządku. Co?
Kocham cię.
Też mi coś.
Naprawdę cię kocham.
Jesteś pomyłką. Ciągle kłamiesz.
Teraz nie kłamię.
Sam już nie wiem kiedy mówisz prawdę.
W większości przypadków, to nie ma znaczenia.
I tak mi wszystko jedno.
Musisz się spieszyć. Kupię bilety.
Lepiej idźcie. Pociąg nie będzie czekał.
Zostaję.
Jesteś pewna?
Przykro mi, Alex. Nie mogę jechać z tobą.
Nie wierzę ci. - To byłby błąd.
Może to zrozumiesz, może nie.
Ale zostanę z nim.
Cholera, Alex. Gdzie twoje poczucie humoru?
Nic? - Nic.
To on.
Jest tutaj!
Alex!
Nie rób tego. Rozumiem.
Na miłość boską, jedż! Wsiadaj do pociągu, sukinsynu!
Żegnaj, Missy. - Żegnaj aleź, kocham cię!
Alex! Uważaj do cholery!
Jestem obywatelem amerykańskim.
Missy, uciekaj stąd! Wsiadaj do pociągu!
Alex!
Zostań tu!
Nie ruszaj się!
Przestań!
Wsiadajcie do pociągu.
Już!
Nie martw się, piękna.
Kapitanie!
Musimy ostrzec stacje. Zatrzymać pociąg!
Zastrzeliłem niewłaściwego człowieka.
Nie, Ortega. Postąpiłeś słusznie.
Zabiłeś Felix Crawleya, prawda panie Mills?
Nie jesteście tacy głupi.
Mówiłem, byś wskoczyła do pociągu.
Philip? Philip!
Przestań się wygłupiać!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.